- On wcale nie zwolnił się z policji – kontynuował – Puścili taką informację w obieg, a on pod zmienionym nazwiskiem dołączył do grupy zajmującej się handlem kobietami. Porywali je i wywozili do zachodnich burdeli.
- Więc to tak... Ale dlaczego właśnie Aśka?
- Kiedy pojechała do Anglii, próbując nakłonić go do powrotu, zobaczyli ją. Sebastian zarzekał się, że jej nie zna, ale i tak wysłali go do Polski z tamtą dwójką, żeby sprowadzili Aśkę na zachód.
Zapanowała cisza. Maciek dał partnerce chwilę czasu, aby ułożyła to sobie. W tym czasie wyszedł do kuchni, by zaraz wrócić z workiem lodu, który przykładał do obolałej części twarzy.
- Pamiętasz co powiedzieli na przesłuchaniu? Wsypali go. Teraz rozumiesz, że nie było innego wyjścia...
- Czyli nie było żadnego pościgu?
- Nie. Prawdę znałem tylko ja, komendant w Anglii i nasz. Swoją drogą stary chętnie przyjmie go z powrotem.
Szokująca wieść o niespodziewanej wizycie Sebastiana i jej sensacyjnym finale szybko dotarła do pozostałych pracowników wydziału. Maciek musiał każdemu z osobna tłumaczyć za co oberwał, a także dlaczego musiał tak postąpić. Z czasem robiło się to tak bardzo męczące, że po prostu unikał tematu. Chciał zachować siły na wieczór, bo wiedział, że Marta nie zadowoli się krótkim wyjaśnieniem w stylu „to było nieporozumienie, być może mi się należało”.
Nikt jednak nie wpadł na pomysł, aby pofatygować się do byłego policjanta i powiedzieć mu całą prawdę. Nikt, z wyjątkiem Joasi. Tylko ona zadzwoniła wieczorem, by zamienić z Maćkiem kilka zdań na ten temat. Zapytała, czy próbował wyjaśnić Sebastianowi jak wyglądała sytuacja.
- Nawet nie było kiedy. Przyszedł, powiedział ze dwa słowa do Anki, przywalił mi i poszedł.
- No to chyba musiał być nieźle wkurzony – przypuszczała kobieta
- Na tyle, że miał w dupie jak wszyscy zareagują na jego wizytę po ponad roku nieobecności.
- I co zamierzasz?
Choć rozmówczyni go nie widziała, wzruszył ramionami. Taki odruch.
- Nie wiem... - dopowiedział po chwili – Chyba poczekam aż ochłonie i wtedy spróbuję...
- Dobra, wiesz gdzie się zatrzymał? - wypaliła nagle
- No chyba w swoim starym mieszkaniu. O ile się orientuję, lokator wyprowadził się około miesiąc temu.
- Świetnie – mruknęła pod nosem z zadowoleniem
- Ej, co ty chcesz zrobić?
- Jak co? Wyjaśnić tę całą chorą sprawę. Nie bój się, ze mną będzie chciał gadać.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale! Dawid mnie podwiezie, trzymaj kciuki.
Następnie dziewczyna pożegnała się z nim i zakończyła połączenie. Brunet pomyślał, że jak zwykle musiała postawić na swoim. Przez chwilę nawet zastanawiał się kto rządzi w tym małżeństwie, ale szybko doszedł do wniosku, że to nie jego sprawa i nie powinien się tym interesować. Dopiero chwilę po rozmowie przypomniał sobie, iż chciał spytać skąd wiedziała o wszystkim. To akurat nie było takie trudne. Maciek szybko skojarzył fakty – Anka chwaliła się rano, że po pracy wraz z Wojtkiem wybierają się do Joasi. W jednej chwili wszystko stało się jasne.
- Aśka da mu radę – stwierdził z uśmiechem na twarzy.
Niestety, nie zastała Sebastiana w domu. Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, zapukała do sąsiadki. Kobieta potwierdziła, że widziała mężczyznę, który już od kilku dni mieszkał w swoim dawnym lokum. Aśka nie przewidziała jednak skutków wyrwania starszej pani sprzed telewizora i szybko pożałowała, że wybrała akurat te drzwi.
- Ja jeszcze nie skończyłam – zarzekała się, kiedy policjantka chciała już odejść – Ale ten pan to już nie jest ten sam co kiedyś.
- Co znaczy nie ten sam co kiedyś?
- No wie pani, stoczył się.
- Słucham? - omal nie parsknęła śmiechem, kiedy usłyszała te słowa
- Ach, wy młodzi. Co wy macie w tych głowach? Nic was nie obchodzi, no po prostu nic!
- Przepraszam, ale ja naprawdę muszę już iść.
- Pani, czekaj. Podejrzane typy zaczęły do niego przychodzić. A taki porządny obywatel z niego był...
- Dobrze, dziękuję za informacje.
Odwróciła się już na pięcie i wtedy poczuła, że kobieta łapie ją za rękę. To już przestało być dla niej zabawne, a stawało się coraz bardziej irytujące. W jej głowie pojawiało się wiele przeróżnych i abstrakcyjnych pomysłów jak się pozbyć natręta, ale nie wiedziała który z nich mógłby okazać się skuteczny.
- Pani jest z policji, tak? Bo ja pamiętam, że ten pan z naprzeciwka to był.
- Tak, jestem... - przytaknęła, kończąc głośnym westchnięciem
- To pani zrobi coś z tym spod ósemki, co piętro wyżej mieszka. Jego pies ciągle sika mi na wycieraczkę!
Joasia pomyślała, że na miejscu tego psa zachowałaby się tak samo. I wtedy ją olśniło. Dlaczego nie posłużyć się tym, żeby wyrwać się od gadatliwej staruszki?
- To ja już teraz pójdę porozmawiać sobie z tym sąsiadem – natychmiast zerwała się i pobiegła po schodach na górę.
Na szczęście uporczywej kobiecie nie przyszło do głowy, by słuchać w jaki sposób policjantka pouczy mężczyznę. Kiedy schowała się za drzwiami swojego mieszkania, Joasia odczekała jeszcze chwilę, po czym zbiegła na dół. Odetchnęła z ulgą, kiedy poprawiając fryzurę, wyszła z klatki schodowej. Pokrótce wyjaśniła Dawidowi sytuację i kazała mu wrócić do domu, a sama udała się do pobliskiego parku.
Póki szła główną ścieżką, nie było większego problemu z oświetleniem drogi. Dopiero gdy skręciła w jedną z bocznych, ostrożniej stawiała kroki, ponieważ panował tam półmrok. Wkrótce dotarła do miejsca, gdzie znajdowała się nieduża fontanna, a dookoła niej ławki. Teren oświetlało słabe światło lampy usytuowanej w centrum. Już z daleka rozpoznała sylwetkę mężczyzny, który siedział samotnie, bezmyślnie obserwując obieg wody. Podniósł wzrok, kiedy kobieca postać stanęła mu przed oczyma. Wcale nie wyglądał na zaskoczonego obecnością Joasi.
- Tak myślałam, że cię tu spotkam – powiedziała cicho, wciąż stojąc w miejscu
- Przyjechałaś mnie aresztować?
- Nie, dlaczego?
- Pobicie policjanta na służbie.
- Ty naprawdę myślisz, że Maciek by cię oskarżył?
Przysiadła się tuż obok, odsłaniając mu widok fontanny. Zauważyła, że w dłoni trzymał niewielki kamień. Co chwilę przekładał go z ręki do ręki, jakby to pomagało mu myśleć.
- Skoro postarał się o wywalenie mnie z pracy...
- Nie miał innego wyjścia.
- Przystawili mu pistolet do głowy? - spytał ironicznie
- Ratował ci tyłek – wyznała, lecz to nie zrobiło na nim żadnego wrażenia – Wiem od Anki, co powiedzieli porywacze na przesłuchaniu. Wsypali cię, bo to ty kazałeś im wyjeżdżać, przez co wpadli. Nie było możliwości, żebyś wrócił do szefów bandy. Wiesz co by się stało?
- Uznaliby, że jestem na tyle sprytny, że zdołałem uciec przed policją.
- Pieprzenie – prychnęła Joasia – Oboje doskonale wiemy jak by się to skończyło. Straciłeś szansę przeze mnie. Gdyby wszystko poszło zgodnie z waszym planem...
- Pewnie prezentowałabyś szefowi swoje wdzięki na stole z przymocowaną rurą – odparł niewzruszony
- I nikt niczego by nie podejrzewał. Ale ty ich wydałeś i oni to wiedzą. Maciek musiał sfingować pościg, który zakończył się śmiercią ściganego. Właściwie to powinieneś mu podziękować. Kto wie czy za kilka godzin nie wąchałbyś kwiatków od spodu.
Mężczyzna odwrócił głowę w drugą stronę. Usłyszał, że dziewczyna podnosi się z ławki, ale nie zareagował. Potrzebował chwili spokoju, aby na nowo to przemyśleć.
- Wróć do nas, na Pomorską. Bez ciebie to ta komenda... to już nie jest to samo.
- Minął rok, powinniście się przyzwyczaić.
- Drzwi są otwarte – kontynuowała niezrażona – Maciek gadał ze Starym, jeśli zechcesz znów do nas dołączyć... nie będzie problemu. Przemyśl to.
Ani drgnął. Wciąż wpatrywał się w jeden punkt, przerzucając z ręki do ręki kamień. Przez chwilę czuł na ramieniu dłoń przyjaciółki. Zaraz po tym usłyszał oddalające się kroki. Zacisnął zęby, tocząc ze sobą wewnętrzny pojedynek, wyrzucił kamień gdzieś przed siebie i zerwał się na nogi. Zobaczył znikającą w oddali kobiecą sylwetkę. Chciał za nią pobiec, lecz ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Był w stanie tylko patrzeć na coraz mniej widoczne kontury Joasi, dopóki zupełnie nie stracił jej z oczu.
poniedziałek, 30 września 2013
niedziela, 29 września 2013
VI. Scen nr 75
Wszystko pozostało w rękach Pauliny. Rafał nie zamierzał zgodzić się na żądania, licząc na to, że młoda policjantka zdoła wykonać powierzone jej zadanie. Świadomość, że to na nią spada cała odpowiedzialność za ewentualne niepowodzenie, niemal paraliżowała dziewczynę. Nie zdążyła nawet poznać dobrze ekipy, a już wszyscy na nią liczyli. Nie sposób było poradzić sobie z tak wielką presją, która nie pozwalała się jej skupić.
Kiedy znalazła się w szybie wentylacyjnym, zdała sobie sprawę, że już nie ma odwrotu. Choć miała tylko przejść z jednego pomieszczenia do drugiego i otworzyć drzwi, wydawało się że wymaga to ogromnego wysiłku. Czołgała się przez prostokątny korytarz z metalu, aż w końcu znalazła się w jednym z magazynów. Największe problemy sprawiło jej opuszczenie kanału, ale po chwili zastanowienia obróciła się plecami do ziemi, złapała mocno rękoma za górną część metalowego prostokąta i powoli wyślizgnęła resztę ciała. Odetchnęła, kiedy jej nogi dotknęły podłoża. Mimo że widziała plany, a Rafał kilkukrotnie jej powtarzał którędy ma iść, stres nie pozwolił jej przypomnieć sobie drogi. Musiała improwizować, wiedziała że nie może zawieźć ekipy.
Serce kołatało jak oszalałe, a głębokie miarowe oddechy nie były w stanie go spowolnić. Miała szczęście, że napastników było tylko dwóch, a żadnemu z nich nie przyszło nawet do głowy, by zajrzeć na zaplecze.
Wcale nie mniej zdenerwowana była Ania. O ile Rafał zachowywał wewnętrzny spokój, kobieta miała problemy z utrzymaniem nerwów na wodzy. Jej nerwowe ruchy i sposób chodzenia raz w jedną, raz w drugą stronę, zdradziły ją przed kolegą z wydziału.
- Uspokój się – powiedział najłagodniej, jak tylko potrafił – Uda się, zobaczysz.
- Nie rozumiem skąd u ciebie taka pewność. Paulina nie ma doświadczenia, a my rzuciliśmy ją na głęboką wodę.
- I właśnie to jest najlepszy sposób.
- Słucham?
- Nie nauczysz się pływać, jeśli cały czas będziesz dotykać stopami dna.
- Ty nic nie rozumiesz – stwierdziła poirytowana – To nie jest żadna pieprzona nauka. Chodzi o życie grupy ludzi, w której znajduje się Aśka. Jeden błąd i...
W jej oczach pojawiły się łzy. Wizja wylatującego w powietrze supermarketu była przerażająca. To właśnie posiadanie materiałów wybuchowych wydawało się dawać znaczną przewagę przestępcom. Rafał objął koleżankę ramieniem. Na co dzień bywała twardą policjantką i potrafiła zapanować nad emocjami, ale w tym przypadku chodziło o życie siostry jej ukochanego, przyjaciółki.
- Wbrew pozorom, zadanie nie jest takie trudne. Da radę, jest silna.
- Skąd ty to możesz wiedzieć? Nawet nie zdążyliśmy jej dobrze poznać...
- Nie trafiłaby do nas, gdyby taka nie była.
Zapanowała chwila ciszy. Wszyscy ze zniecierpliwieniem spoglądali na drzwi, wyczekując jakiegokolwiek ruchu. Czas zdawał się płynąć bardzo powoli, jakby niemal się zatrzymał. W końcu drzwi uchyliły się, a przez szparę wychyliła się Paulina. Rafał zamienił kilka słów z dowódcą antyterrorystów, po czym podszedł do policjantki.
- Dobra robota. Chcesz iść ze mną na zwiady?
- No jasne! - odparła z entuzjazmem, uskrzydlona swoim pierwszym sukcesem w nowym wydziale.
Kilka chwil później dwoje komisarzy wróciło na plac za sklepem. Rafał wyjaśnił swój plan pozostałym. Musieli zaczekać aż zakładników pilnował będzie tylko jeden mężczyzna. W takiej sytuacji nie będzie mógł zajmować się bombą, bowiem będzie musiał skupić uwagę na przetrzymywanych ludziach. Według analiz komisarza taka sytuacja miała trafić się za około minutę, kiedy drugi przyprowadzi Aśkę do głównego wejścia i będzie negocjował.
Ustawili się na ustalonych pozycjach – Ania miała rozmawiać z Joasią, Paulina i Bartek schowali się za samochodem, natomiast Rafał z antyterrorystami zniknęli w środku budynku. Nerwowo odliczali sekundy do kluczowego momentu akcji. Ciemnowłosa, stojąc w bezruchu, obserwowała jak powoli Aśka idzie w stronę drzwi. Otworzyły się one dopiero gdy dziewczyna stanęła tuż przed nimi. W odległości około pięciu kroków za blondynką stał napastnik. Celował w jej plecy.
- Macie samochód?
- Zaraz będzie po wszystkim – odparła wymijająco – Zrobili coś z tą bombą?
- Zamierzają wysadzić sklep, jak tylko odjadą.
- Skurwysyny – wycedziła przez zęby Ania – Bądź gotowa za chwilę... Teraz!
Z całej siły odepchnęła koleżankę na bok. Mężczyzna, widząc co się dzieje, nacisnął spust, ale blondynka upadła już na ziemię, poza linię ognia. Pocisk trafił w Anię. Jeszcze gdy upadała na ziemię, zza samochodu wychylił się Bartek i oddał strzał. Trafił napastnika w ramię. Zaraz potem z wnętrza budynku słychać było krzyki „Policja, na ziemię!”. Joasia zupełnie straciła orientację. W tym całym zgiełku zobaczyła tylko leżącą na chodniku Ankę. Natychmiast podniosła się i pochyliła nad koleżanką.
- Ania, słyszysz mnie?
- Tak... - wyszeptała oszołomiona policjantka – Miałam kamizelkę.
- Już po wszystkim, udało się – obok dziewczyn przykucnęła zadowolona Paulina
Joasia uśmiechnęła się i odetchnęła z ulgą, unosząc wzrok ku niebu.
Dwa dni później Maciek pojawił się na komendzie w nadzwyczaj dobrym humorze. Nie umknęło to uwadze asystentów, wśród których natychmiast pojawiły się plotki o rzekomych powodach niecodziennego zadowolenia komisarza. Także w biurze jego partnerka od razu dostrzegła radość wypisaną na twarzy, której nie zepsuła nawet wiadomość o sporej liczbie raportów.
- Co ty taki wesoły? - nie wytrzymała w końcu – Mieliście z Martą długą noc?
- W małżeństwie dobrze, dziękuję.
- Czyli jest coś jeszcze... dzieci?
- Córki mam najwspanialsze pod słońcem.
- Praca?
- Czasem nie jest lekko, ale w gruncie rzeczy to kocham tę robotę.
- To ja już nie wiem – odpadła na fotel zrezygnowana
- Po prostu rozwiązałem problem, który ostatnio nie dawał mi spokoju.
Ania spojrzała na niego pytająco, lecz nie wyglądało na to, żeby chciał podzielić się szczegółami. Ze zdumieniem obserwowała jak mężczyzna ochoczo sięga po długopis i bierze się do pracy. Po chwili namysłu doszła do wniosku, że akurat dzisiaj powinna brać z niego przykład. Tym samym pochyliła się nad raportem ze sztucznym uśmiechem.
Jednak nie było im dane w spokoju popracować. Niecałą godzinę potem w biurze pojawił się Tomek, który zapowiedział ważnego gościa, który koniecznie chce zobaczyć się z Maćkiem. Komisarz oderwał się od raportów.
- Cześć Ania – rzucił od progu wchodzący mężczyzna.
Kobieta nie mogła wyjść z szoku. Spodziewałaby się chyba każdego – komendanta wojewódzkiego czy nawet prezydenta miasta, ale nawet przez myśl jej nie przeszło, że może to być Sebastian.
- Spodziewałem się ciebie – odparł Maciek
- Trudno żebym cię nie odwiedził, po wywinięciu mi takiego numeru.
- Może usiądziesz? - zaproponowała Ania
- Dziękuję, ale ja tylko na chwilę. Wybacz że nie pogadamy, ale mam tu pilną sprawę do załatwienia.
Po tych słowach zamachnął się i uderzył pięścią Maćka. Policjant nie spodziewał się ciosu i dlatego nie zareagował. Ania z niedowierzaniem spoglądała jak jej partner ląduje na biurku, trzymając się za obolałe miejsce.
- Przez ciebie wywalili mnie z roboty. Dzięki stary, świetny z ciebie kumpel.
Klepnął go w ramię, po czym w milczeniu, szybkim krokiem opuścił biuro. Brunet podniósł się i otarł ręką krew, która wypłynęła z nosa.
- To z tego się tak cieszyłeś, prawda? No ja nie myślałam, że ty taki podły jesteś! Tak go krytykowałeś, a sam nie jesteś lepszy! Fakt, nie zachował się jak przyjaciel przed rokiem, kiedy wyjeżdżał, ale to jeszcze nie powód, żeby się mścić!
- Przestań! - krzyknął zdenerwowany – To nie jest tak...
- A jak?
- Seba był wmieszany w porwanie Aśki.
Zaniemówiła. Ta informacja zupełnie zmieniła jej punkt widzenia. Pokręciła głową z niedowierzaniem, lecz Maciek przytaknął, że to prawda. W głowie kobiety powstał mętlik. Sama już nie wiedziała, po czyjej stronie powinna stanąć.
Kiedy znalazła się w szybie wentylacyjnym, zdała sobie sprawę, że już nie ma odwrotu. Choć miała tylko przejść z jednego pomieszczenia do drugiego i otworzyć drzwi, wydawało się że wymaga to ogromnego wysiłku. Czołgała się przez prostokątny korytarz z metalu, aż w końcu znalazła się w jednym z magazynów. Największe problemy sprawiło jej opuszczenie kanału, ale po chwili zastanowienia obróciła się plecami do ziemi, złapała mocno rękoma za górną część metalowego prostokąta i powoli wyślizgnęła resztę ciała. Odetchnęła, kiedy jej nogi dotknęły podłoża. Mimo że widziała plany, a Rafał kilkukrotnie jej powtarzał którędy ma iść, stres nie pozwolił jej przypomnieć sobie drogi. Musiała improwizować, wiedziała że nie może zawieźć ekipy.
Serce kołatało jak oszalałe, a głębokie miarowe oddechy nie były w stanie go spowolnić. Miała szczęście, że napastników było tylko dwóch, a żadnemu z nich nie przyszło nawet do głowy, by zajrzeć na zaplecze.
Wcale nie mniej zdenerwowana była Ania. O ile Rafał zachowywał wewnętrzny spokój, kobieta miała problemy z utrzymaniem nerwów na wodzy. Jej nerwowe ruchy i sposób chodzenia raz w jedną, raz w drugą stronę, zdradziły ją przed kolegą z wydziału.
- Uspokój się – powiedział najłagodniej, jak tylko potrafił – Uda się, zobaczysz.
- Nie rozumiem skąd u ciebie taka pewność. Paulina nie ma doświadczenia, a my rzuciliśmy ją na głęboką wodę.
- I właśnie to jest najlepszy sposób.
- Słucham?
- Nie nauczysz się pływać, jeśli cały czas będziesz dotykać stopami dna.
- Ty nic nie rozumiesz – stwierdziła poirytowana – To nie jest żadna pieprzona nauka. Chodzi o życie grupy ludzi, w której znajduje się Aśka. Jeden błąd i...
W jej oczach pojawiły się łzy. Wizja wylatującego w powietrze supermarketu była przerażająca. To właśnie posiadanie materiałów wybuchowych wydawało się dawać znaczną przewagę przestępcom. Rafał objął koleżankę ramieniem. Na co dzień bywała twardą policjantką i potrafiła zapanować nad emocjami, ale w tym przypadku chodziło o życie siostry jej ukochanego, przyjaciółki.
- Wbrew pozorom, zadanie nie jest takie trudne. Da radę, jest silna.
- Skąd ty to możesz wiedzieć? Nawet nie zdążyliśmy jej dobrze poznać...
- Nie trafiłaby do nas, gdyby taka nie była.
Zapanowała chwila ciszy. Wszyscy ze zniecierpliwieniem spoglądali na drzwi, wyczekując jakiegokolwiek ruchu. Czas zdawał się płynąć bardzo powoli, jakby niemal się zatrzymał. W końcu drzwi uchyliły się, a przez szparę wychyliła się Paulina. Rafał zamienił kilka słów z dowódcą antyterrorystów, po czym podszedł do policjantki.
- Dobra robota. Chcesz iść ze mną na zwiady?
- No jasne! - odparła z entuzjazmem, uskrzydlona swoim pierwszym sukcesem w nowym wydziale.
Kilka chwil później dwoje komisarzy wróciło na plac za sklepem. Rafał wyjaśnił swój plan pozostałym. Musieli zaczekać aż zakładników pilnował będzie tylko jeden mężczyzna. W takiej sytuacji nie będzie mógł zajmować się bombą, bowiem będzie musiał skupić uwagę na przetrzymywanych ludziach. Według analiz komisarza taka sytuacja miała trafić się za około minutę, kiedy drugi przyprowadzi Aśkę do głównego wejścia i będzie negocjował.
Ustawili się na ustalonych pozycjach – Ania miała rozmawiać z Joasią, Paulina i Bartek schowali się za samochodem, natomiast Rafał z antyterrorystami zniknęli w środku budynku. Nerwowo odliczali sekundy do kluczowego momentu akcji. Ciemnowłosa, stojąc w bezruchu, obserwowała jak powoli Aśka idzie w stronę drzwi. Otworzyły się one dopiero gdy dziewczyna stanęła tuż przed nimi. W odległości około pięciu kroków za blondynką stał napastnik. Celował w jej plecy.
- Macie samochód?
- Zaraz będzie po wszystkim – odparła wymijająco – Zrobili coś z tą bombą?
- Zamierzają wysadzić sklep, jak tylko odjadą.
- Skurwysyny – wycedziła przez zęby Ania – Bądź gotowa za chwilę... Teraz!
Z całej siły odepchnęła koleżankę na bok. Mężczyzna, widząc co się dzieje, nacisnął spust, ale blondynka upadła już na ziemię, poza linię ognia. Pocisk trafił w Anię. Jeszcze gdy upadała na ziemię, zza samochodu wychylił się Bartek i oddał strzał. Trafił napastnika w ramię. Zaraz potem z wnętrza budynku słychać było krzyki „Policja, na ziemię!”. Joasia zupełnie straciła orientację. W tym całym zgiełku zobaczyła tylko leżącą na chodniku Ankę. Natychmiast podniosła się i pochyliła nad koleżanką.
- Ania, słyszysz mnie?
- Tak... - wyszeptała oszołomiona policjantka – Miałam kamizelkę.
- Już po wszystkim, udało się – obok dziewczyn przykucnęła zadowolona Paulina
Joasia uśmiechnęła się i odetchnęła z ulgą, unosząc wzrok ku niebu.
Dwa dni później Maciek pojawił się na komendzie w nadzwyczaj dobrym humorze. Nie umknęło to uwadze asystentów, wśród których natychmiast pojawiły się plotki o rzekomych powodach niecodziennego zadowolenia komisarza. Także w biurze jego partnerka od razu dostrzegła radość wypisaną na twarzy, której nie zepsuła nawet wiadomość o sporej liczbie raportów.
- Co ty taki wesoły? - nie wytrzymała w końcu – Mieliście z Martą długą noc?
- W małżeństwie dobrze, dziękuję.
- Czyli jest coś jeszcze... dzieci?
- Córki mam najwspanialsze pod słońcem.
- Praca?
- Czasem nie jest lekko, ale w gruncie rzeczy to kocham tę robotę.
- To ja już nie wiem – odpadła na fotel zrezygnowana
- Po prostu rozwiązałem problem, który ostatnio nie dawał mi spokoju.
Ania spojrzała na niego pytająco, lecz nie wyglądało na to, żeby chciał podzielić się szczegółami. Ze zdumieniem obserwowała jak mężczyzna ochoczo sięga po długopis i bierze się do pracy. Po chwili namysłu doszła do wniosku, że akurat dzisiaj powinna brać z niego przykład. Tym samym pochyliła się nad raportem ze sztucznym uśmiechem.
Jednak nie było im dane w spokoju popracować. Niecałą godzinę potem w biurze pojawił się Tomek, który zapowiedział ważnego gościa, który koniecznie chce zobaczyć się z Maćkiem. Komisarz oderwał się od raportów.
- Cześć Ania – rzucił od progu wchodzący mężczyzna.
Kobieta nie mogła wyjść z szoku. Spodziewałaby się chyba każdego – komendanta wojewódzkiego czy nawet prezydenta miasta, ale nawet przez myśl jej nie przeszło, że może to być Sebastian.
- Spodziewałem się ciebie – odparł Maciek
- Trudno żebym cię nie odwiedził, po wywinięciu mi takiego numeru.
- Może usiądziesz? - zaproponowała Ania
- Dziękuję, ale ja tylko na chwilę. Wybacz że nie pogadamy, ale mam tu pilną sprawę do załatwienia.
Po tych słowach zamachnął się i uderzył pięścią Maćka. Policjant nie spodziewał się ciosu i dlatego nie zareagował. Ania z niedowierzaniem spoglądała jak jej partner ląduje na biurku, trzymając się za obolałe miejsce.
- Przez ciebie wywalili mnie z roboty. Dzięki stary, świetny z ciebie kumpel.
Klepnął go w ramię, po czym w milczeniu, szybkim krokiem opuścił biuro. Brunet podniósł się i otarł ręką krew, która wypłynęła z nosa.
- To z tego się tak cieszyłeś, prawda? No ja nie myślałam, że ty taki podły jesteś! Tak go krytykowałeś, a sam nie jesteś lepszy! Fakt, nie zachował się jak przyjaciel przed rokiem, kiedy wyjeżdżał, ale to jeszcze nie powód, żeby się mścić!
- Przestań! - krzyknął zdenerwowany – To nie jest tak...
- A jak?
- Seba był wmieszany w porwanie Aśki.
Zaniemówiła. Ta informacja zupełnie zmieniła jej punkt widzenia. Pokręciła głową z niedowierzaniem, lecz Maciek przytaknął, że to prawda. W głowie kobiety powstał mętlik. Sama już nie wiedziała, po czyjej stronie powinna stanąć.
środa, 25 września 2013
VI. Scen nr 74
Strzewiński wrócił na komendę kilkanaście minut później. Na miejscu zaskoczyła go panująca tam cisza i pustka. Zastanawiał się, co to ma wszystko znaczyć – jeszcze przed godziną afera wisiała w powietrzu, wzburzenie obecnych tam osób samo rzucało się w oczy, nie mówiąc już o zmartwieniach, które przysparzało im porwanie ich koleżanki.
Komisarz zaglądał do kolejnych pomieszczeń, od swojego biura, przez toaletę, pokój asystentów i dwa pokoje przesłuchań, aż dotarł do kuchni. Stanął u progu i w milczeniu przyglądał się drepczącej niezbyt spokojnie Sylwii. Chodziła to od okna do drzwi oraz odwrotnie, zupełnie nie zwracając uwagi na mężczyznę. Kiedy przez chwilę ich spojrzenia się spotkały, skinął na nią palcem, aby przywołać rudowłosą do siebie, ale ta była zbyt pochłonięta rozmową telefoniczną, by wykonywać polecenia starszego stopniem policjanta. Maciek przewrócił oczami i westchnął głośno. Postanowił zaczekać aż kobieta skończy. Jego obecność motywowała ją do tego, bowiem czuła się niezręcznie w takiej sytuacji.
- No i co tak się gapisz? - warknęła, chowając telefon do kieszeni
- Tak sobie myślę, że Marta ma ładniejszy tyłek, że o twarzy już nie wspomnę – uśmiechnął się szyderczo, doprowadzając asystentkę do czerwoności – Nie wiem co ten Tomek w tobie widzi, tym bardziej że wolisz spędzać czas z innymi facetami.
- Odczep się, dobra? Raptem dwa, trzy razy poszłam z kolegą ze szkoły na kawę. Dawnych czasów nie można powspominać? Zresztą, po co ja ci to mówię? Nie muszę i nie mam zamiaru się przed tobą tłumaczyć.
Ruszyła w stronę wyjścia, lecz kiedy chciała go wyminąć, zagrodził jej przejście ręką. Zdenerwowana próbowała się przecisnąć, ale mężczyzna jej na to nie pozwalał, pomagając sobie drugą kończyną. W końcu, po chwilowej szamotaninie kobieta dała za wygraną. Zawróciła, obrzucając Maćka pogardliwym spojrzeniem.
- Czego ty ode mnie chcesz?!
- Trochę szacunku. To wcale nie tak dużo. Nie wiem jak ty, ale ja nie wyobrażam sobie, żeby pracować z kimś, kto ma mnie głęboko w... w dupie. W tej pracy trzeba bazować na zaufaniu i współpracy, a bez szacunku nie można wspólnie działać.
- Pierdolenie – skwitowała krótko
- Wiedziałem że jesteś idiotką, ale teraz to mnie zaskoczyłaś.
- Coś jeszcze?!
- Yhym – brunet skinął głową – Gdzie są wszyscy?
- Phi! I ty śmiesz pouczać mnie jak wygląda współpraca, skoro tak jesteś zgadany z resztą ekipy, że nawet nie wiesz co się dzieje.
Mężczyzna uśmiechnął się i schował ręce do kieszeni.
- Ale zaraz się dowiem. I to od ciebie. Rozumiem, że zdajesz sobie sprawę, że to twój obowiązek wynikający z pełnionej przez ciebie funkcji na określonej posadzie.
- Próbowali wywieźć Aśkę – rzuciła niechętnie – Nasi rzucili się w pościg za nimi, a teraz okupują supermarket. Mają zakładników. Oczywiście naszą inteligentną panią komisarz też mają.
Ostatnie zdanie dopowiedziała jadowicie, z pogardą. Maćkowi nie spodobało się takie zachowanie, lecz tym razem powstrzymał się od komentarzy. Spojrzał tylko na zegarek, który wskazywał kilka minut po godzinie siódmej. Komisarz odwrócił się, po czym ruszył w stronę swojego biura. Zaskoczył tym Sylwię, która była niemal pewna, że mężczyzna pobiegnie do swojego samochodu, aby jak najszybciej znaleźć się na miejscu.
- Nie jedziesz tam? - zawołała za nim zdumiona
- Dadzą sobie radę.
Jego głowę zaprzątały teraz myśli dotyczące spotkania z Sebastianem. Choć tego nie okazywał, w głębi duszy bardzo ucieszył się na widok przyjaciela, mimo że ten przed rokiem uciekł od nich bez słowa wyjaśnienia, że nagle zerwał kontakty. Po dłuższym namyśle Maciek stwierdził, że chciałby, aby było tak jak dawniej – jednocześnie też zdał sobie sprawę, że Sebastian nie ma zamiaru podejmować kolejnej próby i wrócić do poprzedniego życia.
W tym samym czasie, supermarket.
- Dookoła terenu są już rozstawieni antyterroryści, mundurowi zabezpieczają teren, aby nikt z cywilów nie znalazł się w pobliżu zagrożenia. Załóżcie kamizelki, my stoimy przy wejściu do sklepu – tłumaczył Rafał pozostałym komisarzom
- Ilu jest zakładników? - spytała Ania
- Na sklepie była kasjerka i magazynier, ze sobą mieli Aśkę... pytanie ile osób było w sklepie. Sądzę, że nie powinno być więcej niż dziesięciu zakładników.
Rozmowę przerwało pojawienie się Tomka, który oznajmił trójce komisarzy, że na miejsce przybył już kierownik sklepu.
- Anka, pogadaj z nim, może są jakieś tajne przejścia czy coś...
- Chyba sam nie wierzysz w to co mówisz – rzuciła pesymistycznie, opuszczając samochód
Przez kilka kolejnych minut czekali na odzew ze strony napastników. W końcu otrzymali plany budynku, które umożliwiały im ustalenie najlepszej drogi, pozwalającej na przedostanie się do środka. Okazało się, że jedyną szansą jest kanał wentylacyjny.
- Ja się na pewno nie przecisnę – stwierdził Rafał, przyglądając się niezbyt szerokiemu i niewysokiemu otworowi, zakończonemu kratą.
W tym momencie dwie pary oczu spojrzały na Zerowską. Choć nie miała doświadczenia w wydziale śledczym i nie była pewna jak postępować, to tylko ona spośród całej trójki mogła pokonać drogę do wnętrza supermarketu.
- No co? - wzruszyła ramionami – A co jeśli nie dam rady?
- Przede wszystkim uwierz w siebie – poradziła Ania – Nie zakładaj od razu, że coś pójdzie nie tak... Zresztą, nikt nie każe ci walczyć z tymi bandziorami, prawda Rafał?
- No ba. To jest zbyt trudne zadanie nawet dla doświadczonego policjanta. Tu nie można działać w pojedynkę.
Zdezorientowana dziewczyna spojrzała najpierw na ciemnowłosą, a potem na mężczyznę. Wzruszyła ramionami, robiąc niewinną minę.
- To co ja mam robić?
- Posłuchaj uważnie... - zaczął, prowadząc ją do samochodu.
Układanie planu przerwał im strzał, który padł w supermarkecie. Wszyscy natychmiast zwrócili uwagę na wejście do budynku, jakby tam mieli zobaczyć, co się wydarzyło. W głowie policjantów pojawiły się najczarniejsze myśli. Wśród zakładników była także Joasia i to właśnie ona mogła zostać ranna.
Nagle zza półek powoli wyszła słaniająca się na nogach kobieca postać, prowadzona przez inną, zamaskowaną osobę. Kiedy komisarze zobaczyli twarz dziewczyny, serca Ani i Rafała momentalnie przyspieszyły. Rozpoznali w jej Joasię, pomimo bladego koloru skóry, podbitego oka, rozcięcia na policzku i zaciśniętych ust, oznaczających walkę z bólem. Mogli tylko przypuszczać, że została przyłapana na próbie ucieczki, co przypłaciła właśnie pobiciem. W pewnej chwili zamaskowana postać pchnęła blondynkę do przodu, stojąc za nią w jednej linii. Gdy szła powoli do drzwi, wyciągnął broń i wycelował jej w plecy. Komisarze zamarli. Myśleli, że za chwilę ją zastrzeli, lecz stało się inaczej.
Drzwi otworzyły się, ale Joasia nie wyszła z budynku. Wodziła wzrokiem dookoła, wszędzie widziała niespokojne miny policjantów i wymierzone w swoją stronę pistolety. Z trudem przełknęła ślinę i zebrała siły.
- Niech jedna osoba tu podejdzie do mnie – powiedziała ochrypłym, drżącym głosem. Rafał i Ania przez chwilę wymienili spojrzenia, niemal w tej samej chwili odłożyli swoje bronie na ziemię, ale to kobieta jako pierwsza ruszyła. Powoli, z uniesionymi w górę rękoma szła w stronę przyjaciółki.
- Jak się czujesz? - szepnęła Ania, podchodząc już dostatecznie blisko
- Daję radę. Widzisz tego białego busa na parkingu?
Policjantka odwróciła się za siebie i wychyliła głowę, próbując dopatrzeć się wskazanego przez Joasię samochodu. Dopiero po chwili ujrzała go gdzieś pomiędzy gapiami, którzy z zainteresowaniem przyglądali się całej sytuacji.
- Widzę.
- Idź do niego i przynieś czarną torbę. Potem wręczysz ją mi.
Podała jej do ręki kluczyki. Ciemnowłosa zdążyła ją jeszcze zapytać ile osób jest w środku.
- Siedmiu zakładników, a ich jest dwóch, ale kontaktują się jeszcze z jakimś trzecim. Możliwe, że obserwuje sytuację z zewnątrz.
- Dobra, sprawdzimy to.
Asia jeszcze przez chwilę czekała przy otwartych drzwiach, dopóki Ania nie wróciła. Nie bała się ryzykować swojego życia w ewentualnej próbie ucieczki, ale świadomość, że w razie takiego zachowania zginie ktoś z pozostałej szóstki niewinnych ludzi, nie pozwalała jej podjąć takiej próby. To byłoby zbyt egoistyczne.
- Chcą samochód za dziesięć minut – oznajmiła, kiedy przejęła torbę od koleżanki
- Aśka, przecież wiesz że to niemożliwe. Potrzebujemy więcej czasu.
- Ja to wiem. Ale wytłumacz to im – odparła niewzruszona, po czym zawróciła.
Osłupiała Ania wciąż stała w miejscu. Rafał, w obawie że mogłaby zostać postrzelona, podbiegł do niej i pociągnął ją za sobą.
- Co było w tej torbie? - potrząsnął nią, kiedy schowali się za samochodem
- Musimy dać im samochód w ciągu dziesięciu minut.
- Po co im ta torba? - upierał się przy swoim
- Jeśli nie damy im tego pieprzonego samochodu to wszyscy zginą!
- Anka, o czym ty mówisz?
- Tam była bomba... - wyszeptała zrozpaczona – Bomba, rozumiesz?!
Komisarz zaglądał do kolejnych pomieszczeń, od swojego biura, przez toaletę, pokój asystentów i dwa pokoje przesłuchań, aż dotarł do kuchni. Stanął u progu i w milczeniu przyglądał się drepczącej niezbyt spokojnie Sylwii. Chodziła to od okna do drzwi oraz odwrotnie, zupełnie nie zwracając uwagi na mężczyznę. Kiedy przez chwilę ich spojrzenia się spotkały, skinął na nią palcem, aby przywołać rudowłosą do siebie, ale ta była zbyt pochłonięta rozmową telefoniczną, by wykonywać polecenia starszego stopniem policjanta. Maciek przewrócił oczami i westchnął głośno. Postanowił zaczekać aż kobieta skończy. Jego obecność motywowała ją do tego, bowiem czuła się niezręcznie w takiej sytuacji.
- No i co tak się gapisz? - warknęła, chowając telefon do kieszeni
- Tak sobie myślę, że Marta ma ładniejszy tyłek, że o twarzy już nie wspomnę – uśmiechnął się szyderczo, doprowadzając asystentkę do czerwoności – Nie wiem co ten Tomek w tobie widzi, tym bardziej że wolisz spędzać czas z innymi facetami.
- Odczep się, dobra? Raptem dwa, trzy razy poszłam z kolegą ze szkoły na kawę. Dawnych czasów nie można powspominać? Zresztą, po co ja ci to mówię? Nie muszę i nie mam zamiaru się przed tobą tłumaczyć.
Ruszyła w stronę wyjścia, lecz kiedy chciała go wyminąć, zagrodził jej przejście ręką. Zdenerwowana próbowała się przecisnąć, ale mężczyzna jej na to nie pozwalał, pomagając sobie drugą kończyną. W końcu, po chwilowej szamotaninie kobieta dała za wygraną. Zawróciła, obrzucając Maćka pogardliwym spojrzeniem.
- Czego ty ode mnie chcesz?!
- Trochę szacunku. To wcale nie tak dużo. Nie wiem jak ty, ale ja nie wyobrażam sobie, żeby pracować z kimś, kto ma mnie głęboko w... w dupie. W tej pracy trzeba bazować na zaufaniu i współpracy, a bez szacunku nie można wspólnie działać.
- Pierdolenie – skwitowała krótko
- Wiedziałem że jesteś idiotką, ale teraz to mnie zaskoczyłaś.
- Coś jeszcze?!
- Yhym – brunet skinął głową – Gdzie są wszyscy?
- Phi! I ty śmiesz pouczać mnie jak wygląda współpraca, skoro tak jesteś zgadany z resztą ekipy, że nawet nie wiesz co się dzieje.
Mężczyzna uśmiechnął się i schował ręce do kieszeni.
- Ale zaraz się dowiem. I to od ciebie. Rozumiem, że zdajesz sobie sprawę, że to twój obowiązek wynikający z pełnionej przez ciebie funkcji na określonej posadzie.
- Próbowali wywieźć Aśkę – rzuciła niechętnie – Nasi rzucili się w pościg za nimi, a teraz okupują supermarket. Mają zakładników. Oczywiście naszą inteligentną panią komisarz też mają.
Ostatnie zdanie dopowiedziała jadowicie, z pogardą. Maćkowi nie spodobało się takie zachowanie, lecz tym razem powstrzymał się od komentarzy. Spojrzał tylko na zegarek, który wskazywał kilka minut po godzinie siódmej. Komisarz odwrócił się, po czym ruszył w stronę swojego biura. Zaskoczył tym Sylwię, która była niemal pewna, że mężczyzna pobiegnie do swojego samochodu, aby jak najszybciej znaleźć się na miejscu.
- Nie jedziesz tam? - zawołała za nim zdumiona
- Dadzą sobie radę.
Jego głowę zaprzątały teraz myśli dotyczące spotkania z Sebastianem. Choć tego nie okazywał, w głębi duszy bardzo ucieszył się na widok przyjaciela, mimo że ten przed rokiem uciekł od nich bez słowa wyjaśnienia, że nagle zerwał kontakty. Po dłuższym namyśle Maciek stwierdził, że chciałby, aby było tak jak dawniej – jednocześnie też zdał sobie sprawę, że Sebastian nie ma zamiaru podejmować kolejnej próby i wrócić do poprzedniego życia.
W tym samym czasie, supermarket.
- Dookoła terenu są już rozstawieni antyterroryści, mundurowi zabezpieczają teren, aby nikt z cywilów nie znalazł się w pobliżu zagrożenia. Załóżcie kamizelki, my stoimy przy wejściu do sklepu – tłumaczył Rafał pozostałym komisarzom
- Ilu jest zakładników? - spytała Ania
- Na sklepie była kasjerka i magazynier, ze sobą mieli Aśkę... pytanie ile osób było w sklepie. Sądzę, że nie powinno być więcej niż dziesięciu zakładników.
Rozmowę przerwało pojawienie się Tomka, który oznajmił trójce komisarzy, że na miejsce przybył już kierownik sklepu.
- Anka, pogadaj z nim, może są jakieś tajne przejścia czy coś...
- Chyba sam nie wierzysz w to co mówisz – rzuciła pesymistycznie, opuszczając samochód
Przez kilka kolejnych minut czekali na odzew ze strony napastników. W końcu otrzymali plany budynku, które umożliwiały im ustalenie najlepszej drogi, pozwalającej na przedostanie się do środka. Okazało się, że jedyną szansą jest kanał wentylacyjny.
- Ja się na pewno nie przecisnę – stwierdził Rafał, przyglądając się niezbyt szerokiemu i niewysokiemu otworowi, zakończonemu kratą.
W tym momencie dwie pary oczu spojrzały na Zerowską. Choć nie miała doświadczenia w wydziale śledczym i nie była pewna jak postępować, to tylko ona spośród całej trójki mogła pokonać drogę do wnętrza supermarketu.
- No co? - wzruszyła ramionami – A co jeśli nie dam rady?
- Przede wszystkim uwierz w siebie – poradziła Ania – Nie zakładaj od razu, że coś pójdzie nie tak... Zresztą, nikt nie każe ci walczyć z tymi bandziorami, prawda Rafał?
- No ba. To jest zbyt trudne zadanie nawet dla doświadczonego policjanta. Tu nie można działać w pojedynkę.
Zdezorientowana dziewczyna spojrzała najpierw na ciemnowłosą, a potem na mężczyznę. Wzruszyła ramionami, robiąc niewinną minę.
- To co ja mam robić?
- Posłuchaj uważnie... - zaczął, prowadząc ją do samochodu.
Układanie planu przerwał im strzał, który padł w supermarkecie. Wszyscy natychmiast zwrócili uwagę na wejście do budynku, jakby tam mieli zobaczyć, co się wydarzyło. W głowie policjantów pojawiły się najczarniejsze myśli. Wśród zakładników była także Joasia i to właśnie ona mogła zostać ranna.
Nagle zza półek powoli wyszła słaniająca się na nogach kobieca postać, prowadzona przez inną, zamaskowaną osobę. Kiedy komisarze zobaczyli twarz dziewczyny, serca Ani i Rafała momentalnie przyspieszyły. Rozpoznali w jej Joasię, pomimo bladego koloru skóry, podbitego oka, rozcięcia na policzku i zaciśniętych ust, oznaczających walkę z bólem. Mogli tylko przypuszczać, że została przyłapana na próbie ucieczki, co przypłaciła właśnie pobiciem. W pewnej chwili zamaskowana postać pchnęła blondynkę do przodu, stojąc za nią w jednej linii. Gdy szła powoli do drzwi, wyciągnął broń i wycelował jej w plecy. Komisarze zamarli. Myśleli, że za chwilę ją zastrzeli, lecz stało się inaczej.
Drzwi otworzyły się, ale Joasia nie wyszła z budynku. Wodziła wzrokiem dookoła, wszędzie widziała niespokojne miny policjantów i wymierzone w swoją stronę pistolety. Z trudem przełknęła ślinę i zebrała siły.
- Niech jedna osoba tu podejdzie do mnie – powiedziała ochrypłym, drżącym głosem. Rafał i Ania przez chwilę wymienili spojrzenia, niemal w tej samej chwili odłożyli swoje bronie na ziemię, ale to kobieta jako pierwsza ruszyła. Powoli, z uniesionymi w górę rękoma szła w stronę przyjaciółki.
- Jak się czujesz? - szepnęła Ania, podchodząc już dostatecznie blisko
- Daję radę. Widzisz tego białego busa na parkingu?
Policjantka odwróciła się za siebie i wychyliła głowę, próbując dopatrzeć się wskazanego przez Joasię samochodu. Dopiero po chwili ujrzała go gdzieś pomiędzy gapiami, którzy z zainteresowaniem przyglądali się całej sytuacji.
- Widzę.
- Idź do niego i przynieś czarną torbę. Potem wręczysz ją mi.
Podała jej do ręki kluczyki. Ciemnowłosa zdążyła ją jeszcze zapytać ile osób jest w środku.
- Siedmiu zakładników, a ich jest dwóch, ale kontaktują się jeszcze z jakimś trzecim. Możliwe, że obserwuje sytuację z zewnątrz.
- Dobra, sprawdzimy to.
Asia jeszcze przez chwilę czekała przy otwartych drzwiach, dopóki Ania nie wróciła. Nie bała się ryzykować swojego życia w ewentualnej próbie ucieczki, ale świadomość, że w razie takiego zachowania zginie ktoś z pozostałej szóstki niewinnych ludzi, nie pozwalała jej podjąć takiej próby. To byłoby zbyt egoistyczne.
- Chcą samochód za dziesięć minut – oznajmiła, kiedy przejęła torbę od koleżanki
- Aśka, przecież wiesz że to niemożliwe. Potrzebujemy więcej czasu.
- Ja to wiem. Ale wytłumacz to im – odparła niewzruszona, po czym zawróciła.
Osłupiała Ania wciąż stała w miejscu. Rafał, w obawie że mogłaby zostać postrzelona, podbiegł do niej i pociągnął ją za sobą.
- Co było w tej torbie? - potrząsnął nią, kiedy schowali się za samochodem
- Musimy dać im samochód w ciągu dziesięciu minut.
- Po co im ta torba? - upierał się przy swoim
- Jeśli nie damy im tego pieprzonego samochodu to wszyscy zginą!
- Anka, o czym ty mówisz?
- Tam była bomba... - wyszeptała zrozpaczona – Bomba, rozumiesz?!
sobota, 21 września 2013
VI. Scen nr 73
Mąż policjantki, kiedy dowiedział się o porwaniu ukochanej, był zrozpaczony. Bezradność wobec zaistniałej sytuacji oddziaływała na niego na tyle, że nawet nie miał siły się denerwować. Komisarze nie potrafili zrozumieć nieskładnie wypowiadanych przez niego zdań, przerywanych błaganiem o jej odnalezienie. W końcu Anka i Sylwia odwiozły go do domu, gdzie miały zostać z nim dopóki nie zaśnie. Panią komisarz czekała jeszcze jedna trudna rozmowa – musiała powiedzieć Wojtkowi o porwaniu jego siostry, lecz nie miała na tyle siły, by zrobić to jeszcze tego samego dnia.
Konsternacja, skupienie, nerwy – w takich słowach można było opisać nastrój panujący w biurze przez całą noc. Ani Maciek, ani Rafał nie mogli zmrużyć oka. Rano odwiedziła ich żona Strzewińskiego, przynosząc coś ciepłego do jedzenia, ale żaden z nich nie miał apetytu. Później dołączyła do nich Paulina. Czekając na jakikolwiek sygnał od patroli, przeglądali w międzyczasie akta dawnych spraw, z wyjątkiem Maćka.
- Dlaczego nie chcesz nam pomóc? - zapytał go podenerwowany Rafał
- Bo to do niczego nie prowadzi.
- Skąd to możesz wiedzieć? Jesteś jasnowidzem?
Nie odpowiedział ani słowem. Póki nie miał żadnych wieści od Sebastiana, nie chciał robić im złudnych nadziei. Poza tym, obiecał dyskrecję. Musiał umożliwić mu ucieczkę, aby nie zakłócić działań policjantów z zagranicy, choć i tak mógł im zaszkodzić. Mimo to nie zamierzał poświęcać koleżanki, tylko dlatego, że ktoś był już o krok dalej. Wcale nie będzie trudno się z tego wytłumaczyć – oficjalnie nie wie o tajnej operacji mającej na celu rozbicie szajki.
- Chyba coś mam.
Dwie pary oczu momentalnie skierowały się w stronę kobiety. Młodszy z policjantów nawet wstał i podszedł do jej biurka.
- Aśka prowadziła kiedyś sprawę, w której przewijał się ten sam motyw działania. Dwóch facetów wyciągnęło gościa z mieszkania, zapakowali go do samochodu, a potem... potem ciało wyłowiono z Wisły.
- Zerowska, proszę cię – westchnął Maciek – Naprawdę będziesz sprawdzać wszystkie sprawy, gdzie przewija się motyw dwóch zamaskowanych facetów? Zresztą, nie mamy pewności że to zemsta.
- Chyba lepsze to niż bezczynne czekanie, prawda Rafał?
Mężczyzna zgodził się ze zdaniem nowej koleżanki. Maciek nie podzielał tego tylko dlatego, że wiedział więcej niż oni. Pokiwał głową, po czym wyszedł z biura.
Sebastian odezwał się niecałe pół godziny później. Umówił się z Maćkiem nad rzeką, w tym samym miejscu, gdzie rozmawiali poprzedniego dnia. Komisarz przez całą drogę czuł wewnętrzny niepokój i nienaturalne pobudzenie. Zdawał sobie sprawę, że to spotkanie będzie bardzo ważne. Kiedy przyjechał na wyznaczone miejsce, Sebastian już na niego czekał. Opierał się o maskę swojego samochodu, mając ręce skrzyżowane na piersiach.
- Nie powiedziałeś nikomu? - rzucił chłodnym tonem, kiedy Strzewiński opuścił pojazd
- Zgodnie z umową. Mów co wiesz.
- Andriej jest strasznie napalony na nią. Musimy się pospieszyć, bo jeśli zostanie z nią sam na sam... - urwał, z trudem przełykając ślinę
- Rozumiem. Jak chcesz to zrobić bez wsparcia?
Mężczyzna uśmiechnął się niepewnie.
- Myślałem, że to ty ustalisz plan działania.
- Ciekawe jak mam to zrobić, skoro nie znam terenu – rzucił kpiąco
- Daj mi chwilę, niech pomyślę.
Maciek skinął głową i podszedł do płynącej wody. Przykucnął na chwilę, wziął do ręki kamień. Bawił się nim przez dłuższą chwilę, a następnie rzucił przed siebie. W tej samej chwili odezwał się Sebastian.
- Upozorujemy ucieczkę.
- Ty chyba nie mówisz poważnie – przejechał dłonią po czole
- Dlaczego?
- Będą jej szukać, Aśka nie będzie nigdzie bezpieczna.
- No to co do cholery? Jak się wytłumaczysz przed resztą, co?
- Najlepiej powiedzieć im prawdę – powiedział cicho Maciek
- Dzięki – warknął – Wtedy nie mam się co pokazywać w Anglii...
Zdenerwowany komisarz zerwał się na równe nogi, podszedł do rozmówcy i złapał go za ubranie.
- No jasne kurwa, czego się po tobie spodziewałem?! - krzyczał, potrząsając nim – Nawet w takiej chwili kariera jest dla ciebie ważniejsza niż przyjaciółka! A ja myślałem, że Aśka jest dla ciebie kimś więcej!
- Ej! - rzucił oburzony – Odwal się od moich uczuć.
- Uczucia – prychnął – Żebyś widział wczoraj jej męża, kiedy usłyszał...
- Zaraz, zaraz. To ona ma męża?
Maciek zaśmiał się i wrócił do swojego samochodu.
- Nie chcesz pomóc, to nie. Sam dam sobie radę! - rzekł przez otwarte okno, po czym zapalił silnik i odjechał.
- Nie wątpię... - wyszeptał Sebastian, kiedy został sam.
W tym samym czasie Joasia próbowała poluzować sznur, którym skrępowane były jej ręce. Węzeł nie był zbyt mocny i w tym upatrywała swojej szansy. Trudno było jej określić, czy działania przynoszą jakiś skutek, lecz póki miała siłę, nie zamierzała się poddawać. Czasem odniosła wrażenie, że jest już całkiem blisko, że za chwilę wyswobodzi swoje ręce, żeby w kilka chwil zmienić zdanie i dojść do stwierdzenia, iż tak naprawdę nic się nie zmieniło od momentu, gdy zaczęła poruszać rękoma i rozpychać pętlę obejmującą nadgarstki.
Nagle w pomieszczeniu zrobiło się jasno. Joasia momentalnie zamknęła oczy, a ręce zastygły jej w bezruchu. Wiedziała czego się spodziewać.
- No cześć piękna – powiedział z rosyjskim akcentem mężczyzna, który kilka godzin wcześniej dobierał się do niej.
Spuściła głowę wystraszona. Nie odezwała się ani słowem. Wiedziała, że jej nagie ciało, okryte tylko bielizną, prowokuje porywacza. Nie mogła nic z tym zrobić. Zmuszona była siedzieć tu, w kącie w takim stroju. Kiedy jej oczy przywykły do światła, wykorzystała tę chwilę, by rozejrzeć się dookoła. Facet wciąż stał w progu, a ona nie dostrzegła nic, żadnego przedmiotu, który mógłby jej służyć do obrony albo pomóc w pozbyciu się sznura. Usłyszała kroki. Zbliżał się. Z przerażeniem w oczach patrzyła się na jego potężną, muskularną sylwetkę. Ukląkł przed nią. Zadrżała, kiedy poczuła na nagich ramionach męskie dłonie.
- Zimno ci, co? Ja cie rozgrzeju.
Przymknęła oczy, ciężko dysząc. Bała się. Strach paraliżował ją do tego stopnia, że nawet nie była w stanie się poruszyć. Zresztą, to i tak nic by nie dało. Poddała się. Mężczyzna muskał swoimi wargami jej szyję, powoli zaczynał schodzić niżej, a wtedy zadzwonił jego telefon. Oderwał się od dziewczyny i pospiesznie wyszedł z pomieszczenia.
Blondynka odetchnęła z ulgą, opierając głowę o ścianę. W duchu zaczęła się modlić, aby po rozmowie tu nie wrócił. Zza przymkniętych drzwi jej uszu dobiegał podniesiony głos mężczyzny.
- Nu szto? Jaka policja? Szto? To jest policyjna suka? Kurwa, kogo ty nam podsunął?! Niech no tylko sprawa przycichnie, inaczej pogadamy. Dobra, wołam Dymitra i szykujemy samochód. Gdzie się spotkamy? Za miastem? Dobra.
Obcokrajowiec wychylił głowę i zatrzymał wzrok na Joasi.
- A taki miły poranek się zapowiadał... Zbieraj się, trzeba spierdalać.
Po tych słowach znów podszedł do niej. Po plecach kobiety przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Czuła w ustach gorycz, choć nic nie jadła i nic nie piła od wczorajszego popołudnia. Mężczyzna wyjął nóż i rozciął nim sznur.
- Nogi sama sobie rozwiąż.
Kiedy rozmasowywała sobie obolałe nadgarstki, przyniósł jej ubranie i rzucił na ziemię. Zaraz po tym drzwi zostały zatrzaśnięte.
Konsternacja, skupienie, nerwy – w takich słowach można było opisać nastrój panujący w biurze przez całą noc. Ani Maciek, ani Rafał nie mogli zmrużyć oka. Rano odwiedziła ich żona Strzewińskiego, przynosząc coś ciepłego do jedzenia, ale żaden z nich nie miał apetytu. Później dołączyła do nich Paulina. Czekając na jakikolwiek sygnał od patroli, przeglądali w międzyczasie akta dawnych spraw, z wyjątkiem Maćka.
- Dlaczego nie chcesz nam pomóc? - zapytał go podenerwowany Rafał
- Bo to do niczego nie prowadzi.
- Skąd to możesz wiedzieć? Jesteś jasnowidzem?
Nie odpowiedział ani słowem. Póki nie miał żadnych wieści od Sebastiana, nie chciał robić im złudnych nadziei. Poza tym, obiecał dyskrecję. Musiał umożliwić mu ucieczkę, aby nie zakłócić działań policjantów z zagranicy, choć i tak mógł im zaszkodzić. Mimo to nie zamierzał poświęcać koleżanki, tylko dlatego, że ktoś był już o krok dalej. Wcale nie będzie trudno się z tego wytłumaczyć – oficjalnie nie wie o tajnej operacji mającej na celu rozbicie szajki.
- Chyba coś mam.
Dwie pary oczu momentalnie skierowały się w stronę kobiety. Młodszy z policjantów nawet wstał i podszedł do jej biurka.
- Aśka prowadziła kiedyś sprawę, w której przewijał się ten sam motyw działania. Dwóch facetów wyciągnęło gościa z mieszkania, zapakowali go do samochodu, a potem... potem ciało wyłowiono z Wisły.
- Zerowska, proszę cię – westchnął Maciek – Naprawdę będziesz sprawdzać wszystkie sprawy, gdzie przewija się motyw dwóch zamaskowanych facetów? Zresztą, nie mamy pewności że to zemsta.
- Chyba lepsze to niż bezczynne czekanie, prawda Rafał?
Mężczyzna zgodził się ze zdaniem nowej koleżanki. Maciek nie podzielał tego tylko dlatego, że wiedział więcej niż oni. Pokiwał głową, po czym wyszedł z biura.
Sebastian odezwał się niecałe pół godziny później. Umówił się z Maćkiem nad rzeką, w tym samym miejscu, gdzie rozmawiali poprzedniego dnia. Komisarz przez całą drogę czuł wewnętrzny niepokój i nienaturalne pobudzenie. Zdawał sobie sprawę, że to spotkanie będzie bardzo ważne. Kiedy przyjechał na wyznaczone miejsce, Sebastian już na niego czekał. Opierał się o maskę swojego samochodu, mając ręce skrzyżowane na piersiach.
- Nie powiedziałeś nikomu? - rzucił chłodnym tonem, kiedy Strzewiński opuścił pojazd
- Zgodnie z umową. Mów co wiesz.
- Andriej jest strasznie napalony na nią. Musimy się pospieszyć, bo jeśli zostanie z nią sam na sam... - urwał, z trudem przełykając ślinę
- Rozumiem. Jak chcesz to zrobić bez wsparcia?
Mężczyzna uśmiechnął się niepewnie.
- Myślałem, że to ty ustalisz plan działania.
- Ciekawe jak mam to zrobić, skoro nie znam terenu – rzucił kpiąco
- Daj mi chwilę, niech pomyślę.
Maciek skinął głową i podszedł do płynącej wody. Przykucnął na chwilę, wziął do ręki kamień. Bawił się nim przez dłuższą chwilę, a następnie rzucił przed siebie. W tej samej chwili odezwał się Sebastian.
- Upozorujemy ucieczkę.
- Ty chyba nie mówisz poważnie – przejechał dłonią po czole
- Dlaczego?
- Będą jej szukać, Aśka nie będzie nigdzie bezpieczna.
- No to co do cholery? Jak się wytłumaczysz przed resztą, co?
- Najlepiej powiedzieć im prawdę – powiedział cicho Maciek
- Dzięki – warknął – Wtedy nie mam się co pokazywać w Anglii...
Zdenerwowany komisarz zerwał się na równe nogi, podszedł do rozmówcy i złapał go za ubranie.
- No jasne kurwa, czego się po tobie spodziewałem?! - krzyczał, potrząsając nim – Nawet w takiej chwili kariera jest dla ciebie ważniejsza niż przyjaciółka! A ja myślałem, że Aśka jest dla ciebie kimś więcej!
- Ej! - rzucił oburzony – Odwal się od moich uczuć.
- Uczucia – prychnął – Żebyś widział wczoraj jej męża, kiedy usłyszał...
- Zaraz, zaraz. To ona ma męża?
Maciek zaśmiał się i wrócił do swojego samochodu.
- Nie chcesz pomóc, to nie. Sam dam sobie radę! - rzekł przez otwarte okno, po czym zapalił silnik i odjechał.
- Nie wątpię... - wyszeptał Sebastian, kiedy został sam.
W tym samym czasie Joasia próbowała poluzować sznur, którym skrępowane były jej ręce. Węzeł nie był zbyt mocny i w tym upatrywała swojej szansy. Trudno było jej określić, czy działania przynoszą jakiś skutek, lecz póki miała siłę, nie zamierzała się poddawać. Czasem odniosła wrażenie, że jest już całkiem blisko, że za chwilę wyswobodzi swoje ręce, żeby w kilka chwil zmienić zdanie i dojść do stwierdzenia, iż tak naprawdę nic się nie zmieniło od momentu, gdy zaczęła poruszać rękoma i rozpychać pętlę obejmującą nadgarstki.
Nagle w pomieszczeniu zrobiło się jasno. Joasia momentalnie zamknęła oczy, a ręce zastygły jej w bezruchu. Wiedziała czego się spodziewać.
- No cześć piękna – powiedział z rosyjskim akcentem mężczyzna, który kilka godzin wcześniej dobierał się do niej.
Spuściła głowę wystraszona. Nie odezwała się ani słowem. Wiedziała, że jej nagie ciało, okryte tylko bielizną, prowokuje porywacza. Nie mogła nic z tym zrobić. Zmuszona była siedzieć tu, w kącie w takim stroju. Kiedy jej oczy przywykły do światła, wykorzystała tę chwilę, by rozejrzeć się dookoła. Facet wciąż stał w progu, a ona nie dostrzegła nic, żadnego przedmiotu, który mógłby jej służyć do obrony albo pomóc w pozbyciu się sznura. Usłyszała kroki. Zbliżał się. Z przerażeniem w oczach patrzyła się na jego potężną, muskularną sylwetkę. Ukląkł przed nią. Zadrżała, kiedy poczuła na nagich ramionach męskie dłonie.
- Zimno ci, co? Ja cie rozgrzeju.
Przymknęła oczy, ciężko dysząc. Bała się. Strach paraliżował ją do tego stopnia, że nawet nie była w stanie się poruszyć. Zresztą, to i tak nic by nie dało. Poddała się. Mężczyzna muskał swoimi wargami jej szyję, powoli zaczynał schodzić niżej, a wtedy zadzwonił jego telefon. Oderwał się od dziewczyny i pospiesznie wyszedł z pomieszczenia.
Blondynka odetchnęła z ulgą, opierając głowę o ścianę. W duchu zaczęła się modlić, aby po rozmowie tu nie wrócił. Zza przymkniętych drzwi jej uszu dobiegał podniesiony głos mężczyzny.
- Nu szto? Jaka policja? Szto? To jest policyjna suka? Kurwa, kogo ty nam podsunął?! Niech no tylko sprawa przycichnie, inaczej pogadamy. Dobra, wołam Dymitra i szykujemy samochód. Gdzie się spotkamy? Za miastem? Dobra.
Obcokrajowiec wychylił głowę i zatrzymał wzrok na Joasi.
- A taki miły poranek się zapowiadał... Zbieraj się, trzeba spierdalać.
Po tych słowach znów podszedł do niej. Po plecach kobiety przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Czuła w ustach gorycz, choć nic nie jadła i nic nie piła od wczorajszego popołudnia. Mężczyzna wyjął nóż i rozciął nim sznur.
- Nogi sama sobie rozwiąż.
Kiedy rozmasowywała sobie obolałe nadgarstki, przyniósł jej ubranie i rzucił na ziemię. Zaraz po tym drzwi zostały zatrzaśnięte.
czwartek, 19 września 2013
VI. Scen nr 72
Znów obaj mężczyźni stali w milczeniu. Każdy patrzył przed siebie, unikając spojrzeń tego drugiego. Oboje myśleli o tym samym – jak pomóc Joasi. Dziewczyna stała się celem sporej grupy przestępczej, której nie można było tak po prostu na zawołanie rozbić. Zdawali sobie sprawę, że jeśli zostanie porwana, mogą jej już nigdy nie zobaczyć.
- Jak długo zamierzałeś ciągnąć tę szopkę? - zapytał w końcu Maciek
Ani drgnął, jakby wcale nie słyszał komisarza. Milczenie przerwał jego telefon. Strzewiński odwrócił się na pięcie, wyciągnął komórkę i spojrzał na wyświetlacz.
- Co jest?
- Nie mam dobrych wieści – w słuchawce odezwał się głos Rafała – Aśka została porwana przez nieznanych sprawców. Sąsiadka widziała, jak wywlekają ją z mieszkania. Nawrzeszczała na nich, ale chyba domyślasz się, co to dało...
- Nosz kurwa mać... - zaklął, ściągając na siebie uwagę Sebastiana – Zarządź blokadę dróg, nie możemy pozwolić, by wywieźli ją za miasto, jasne?! Żaden samochód nie ma prawa wyjechać bez kontroli!
Wściekły komisarz kopnął kamień w stronę rzeki.
- Co się stało? - usłyszał za sobą. Westchnął ciężko i siłą woli powstrzymał się, przed rzuceniem się na Sebastiana z pięściami. Powoli, z kamienną twarzą oraz lodowatym spojrzeniem odwrócił się w jego stronę.
- Doigrałeś się – warknął – Dopadli ją. Posłuchaj mnie, bo powiem to tylko raz i nigdy nie powtórzę. Zrobisz to, co ci powiem, jasne?
Sebastian skrzywił się niepewnie. Maćkowi puściły nerwy, złapał go za ubranie, po czym potrząsnął.
- Chcesz ją jeszcze zobaczyć czy nie?!
- Chcę – odparł cicho
- Więc trzymaj się mojego planu, skoro już wciągnąłeś mnie w to gówno. Wrócisz tam, jak gdyby nigdy nic. Będziesz nadal udawał, że nie znasz Aśki.
- Co jeśli ona mnie wyda?
- Nie jest głupia. Dasz jej znak, a nie odezwie się ani słowem. Kupisz drugą kartę i z niej będziesz kontaktował się ze mną. Wspólnie ustalimy położenie, najsłabszy punkt, a także odpowiedni moment do ataku. Odbijemy ją, zamkniemy porywaczy i puścimy plotę, że motywem była zemsta. Dzięki temu szefowie bandy nie pomyślą, że policja na nich czyha. Jasne?
Sebastian odwrócił głowę w bok i z trudem przełknął ślinę. Wiedział, że cała akcja niesie za sobą spore ryzyko i wystarczy nawet najmniejszy błąd, aby sprawy się pokomplikowały. W grę wchodziła jednak przyszłość Joanny. Wiedział, że jeśli jej nie pomogą, dziewczyna skończy w zagranicznym burdelu, gdzie będzie zmuszana do prostytucji. Wiele już takich kobiet przewinęło się w czasie jego działań, ale myśl, że kolejną będzie właśnie Asia, nie pozwoliła mu spocząć.
- Jasne – pokiwał głową – Mamy 48 godzin. Potem nawet ja nie będę wiedział dokąd ją zabrali...
W tym samym czasie policjantka odzyskała przytomność. Nie pamiętała dokładnie, co się wydarzyło. Była w swoim domu, przygotowywała kolację dla męża, kiedy nagle zrobiło się jej ciemno przed oczami. Próbowała poruszyć rękami, ale coś jej to uniemożliwiało. Zorientowała się, że są skrępowane. Tak samo nogi. W pomieszczeniu, gdzie znajdowała się dziewczyna, było ciemno. Nic nie mogła zobaczyć.
- Porwanie... - szepnęła do samej siebie.
Nieprzyjemny dreszcz przeszedł jej po plecach. Oddychała głęboko, próbując odzyskać spokój. Niestety, bezskutecznie. Dziewczyna obawiała się każdej następnej sekundy, czuła, że wkrótce coś się stanie. I znów intuicja jej nie zawiodła.
Po kilku minutach w pomieszczeniu zaświeciło się światło. Powieki blondwłosej kobiety momentalnie zacisnęły się, chroniąc oczy przed nagłym blaskiem. Usłyszała dźwięk otwieranych drzwi i ciężkie, pewne kroki. To musiał być mężczyzna. Kiedy lekko uniosła powieki, zobaczyła, że jest ich dwóch. Silni, barczyści, wysocy. Byli ubrani na czarno, a ich twarze zasłaniały kominiarki. Opuściła głowę, a wtedy spostrzegła, że ma na sobie tylko bieliznę – stanik i figi. Zamarła. Jeden z nich podszedł do Joasi. Dopiero kiedy zatrzymał się przed nią, podniosła wzrok. Nie mogła się bronić, więc nie pozostało jej nic innego, jak wodzić oczyma za każdym ruchem porywacza. Powoli zbliżał swoją dłoń do jej piersi. Próbowała przygotować się na ten niechciany dotyk, choć wiedziała, że nie zniesie ani chwili, w której obce palce będą stykać się z jej ciałem. W głowie natychmiast pojawiły się tysiące czarnych myśli. Przez myśl przeszło jej, że ją zgwałcą, najpierw jeden, potem drugi i zapewne zrobią to nie jeden raz.
Opuszki palców mężczyzny niemal dotknęły koronki stanika, kiedy jego kompan powiedział kilka słów, na co ten się cofnął. Policjantka nie mogła wiedzieć o co chodzi, ponieważ porozumiewali się w języku francuskim. Jedynie po akcencie zdołała rozpoznać, że nie są to rodowici Francuzi. Zapewne wybrali ten język, aby móc swobodnie rozmawiać w jej towarzystwie, bez obaw że dziewczyna pozna ich zamiary.
Zrobili jej kilka zdjęć, po czym wyraźnie zadowoleni z siebie wyszli i zostawili ją samą. Zaraz po tym znów zapadła ciemność. Kobieta odetchnęła z ulgą, że tylko tak to się skończyło, lecz przeczucie mówiło jej, że tamten facet łatwo nie zrezygnuje z kilku chwil przyjemności.
Zamiast wrócić do domu, Maciek pojechał na komendę. Sebastiana wysadził gdzieś na jednym z osiedli, gdzie o tej porze staruszki oglądały telenowele, młodsi po powrocie z pracy posilali się bądź odpoczywali w fotelu, a dzieci odrabiały zadania domowe. Tam widzieli się po raz ostatni. Mężczyzna miał potem zadzwonić do komisarza z drugiej karty, używanej tylko i wyłącznie do kontaktów z nim.
Na wydziale od razu widoczny był stan podwyższonej gotowości. Asystenci biegali pomiędzy swoim biurem, a biurem komisarzy, Maciek mijał więcej niż zwykle mundurowych, a kiedy dotarł do celu, byli tam już prawie wszyscy. Rafał, Ania, Paulina, a nawet komendant czekali właśnie na niego. Trzy pary oczu w milczeniu wodziły za nim, zaś czwarta obserwowała niewidoczny punkt gdzieś przed sobą. Tak, to właśnie stary wyglądał na najmniej zaniepokojonego – zapewne dlatego, że nie zżył się z ekipą, tak jak jej członkowie między sobą.
- Rafał, co dokładnie wiemy? - odezwał się w końcu Strzewiński, kładąc bluzę na swoim krześle
- Około godziny 17:40 sąsiadka Asi usłyszała jakiś hałas. Podeszła do drzwi, wyjrzała przez wizjer i zobaczyła jak dwóch rosłych gości w kominiarkach wlecze ją po schodach. No to ona wyszła i zaczęła na nich wrzeszczeć, ale najzwyczajniej w świecie to olali.
- I co zrobiła?
- No przecież nie pobiegła za nimi. Chyba sobie nie wyobrażasz, że kuśtykająca kobieta, podpierająca się kulą, dogoniła ich, zdzieliła po łbie i...
- Dobra, już – powiedział, zachowując spokój, w przeciwieństwie do kolegi – Dzwoniliście do jej męża?
Wymowne spojrzenia i odwrócone głowy dały mu odpowiedź. Mężczyzna potrząsnął głową.
- Mogłem się tego spodziewać – mruknął niezadowolony – Jak ktoś ma świecić oczami to zawsze ja.
- Znajdźcie ją – rzucił komendant, po czym wyszedł z biura.
Wszyscy zdawali się być zaskoczeni jego reakcją. Dotychczas wyglądało na to, że jest tu tylko z obowiązku, że wcale nie obchodzi go los policjantki. Stanowisko można przecież łatwo zapełnić, każdego roku rekrutacji do policji nie brakuje chętnych. Chwilę zadumy i zdumienia przerwał głos najstarszego z nich, który w tym momencie rozmawiał przez telefon.
- Pan Dawid? Witam, komisarz Maciej Strzewiński z tej strony, wydział śledczy. Tak, dobrze pan kojarzy, jestem kolegą Asi. Mógłby pan podjechać do nas, na Pomorską? Dobrze, czekamy.
- Dlaczego mu nie powiedziałeś? - spytała Ania
- Takie rozmowy nie są na telefon. A ty co powiedziałaś Wojtkowi?
Dziewczyna spuściła głowę. Brakło jej odwagi, by powiedzieć narzeczonemu prawdę. Nie mogłaby patrzeć na jego cierpienie, w momencie gdy usłyszałby, że jego siostra została porwana.
- Mąż Aśki będzie tu za 20 minut – zakończył dyskusję Strzewiński, po czym usiadł przy swoim biurku.
- Jak długo zamierzałeś ciągnąć tę szopkę? - zapytał w końcu Maciek
Ani drgnął, jakby wcale nie słyszał komisarza. Milczenie przerwał jego telefon. Strzewiński odwrócił się na pięcie, wyciągnął komórkę i spojrzał na wyświetlacz.
- Co jest?
- Nie mam dobrych wieści – w słuchawce odezwał się głos Rafała – Aśka została porwana przez nieznanych sprawców. Sąsiadka widziała, jak wywlekają ją z mieszkania. Nawrzeszczała na nich, ale chyba domyślasz się, co to dało...
- Nosz kurwa mać... - zaklął, ściągając na siebie uwagę Sebastiana – Zarządź blokadę dróg, nie możemy pozwolić, by wywieźli ją za miasto, jasne?! Żaden samochód nie ma prawa wyjechać bez kontroli!
Wściekły komisarz kopnął kamień w stronę rzeki.
- Co się stało? - usłyszał za sobą. Westchnął ciężko i siłą woli powstrzymał się, przed rzuceniem się na Sebastiana z pięściami. Powoli, z kamienną twarzą oraz lodowatym spojrzeniem odwrócił się w jego stronę.
- Doigrałeś się – warknął – Dopadli ją. Posłuchaj mnie, bo powiem to tylko raz i nigdy nie powtórzę. Zrobisz to, co ci powiem, jasne?
Sebastian skrzywił się niepewnie. Maćkowi puściły nerwy, złapał go za ubranie, po czym potrząsnął.
- Chcesz ją jeszcze zobaczyć czy nie?!
- Chcę – odparł cicho
- Więc trzymaj się mojego planu, skoro już wciągnąłeś mnie w to gówno. Wrócisz tam, jak gdyby nigdy nic. Będziesz nadal udawał, że nie znasz Aśki.
- Co jeśli ona mnie wyda?
- Nie jest głupia. Dasz jej znak, a nie odezwie się ani słowem. Kupisz drugą kartę i z niej będziesz kontaktował się ze mną. Wspólnie ustalimy położenie, najsłabszy punkt, a także odpowiedni moment do ataku. Odbijemy ją, zamkniemy porywaczy i puścimy plotę, że motywem była zemsta. Dzięki temu szefowie bandy nie pomyślą, że policja na nich czyha. Jasne?
Sebastian odwrócił głowę w bok i z trudem przełknął ślinę. Wiedział, że cała akcja niesie za sobą spore ryzyko i wystarczy nawet najmniejszy błąd, aby sprawy się pokomplikowały. W grę wchodziła jednak przyszłość Joanny. Wiedział, że jeśli jej nie pomogą, dziewczyna skończy w zagranicznym burdelu, gdzie będzie zmuszana do prostytucji. Wiele już takich kobiet przewinęło się w czasie jego działań, ale myśl, że kolejną będzie właśnie Asia, nie pozwoliła mu spocząć.
- Jasne – pokiwał głową – Mamy 48 godzin. Potem nawet ja nie będę wiedział dokąd ją zabrali...
W tym samym czasie policjantka odzyskała przytomność. Nie pamiętała dokładnie, co się wydarzyło. Była w swoim domu, przygotowywała kolację dla męża, kiedy nagle zrobiło się jej ciemno przed oczami. Próbowała poruszyć rękami, ale coś jej to uniemożliwiało. Zorientowała się, że są skrępowane. Tak samo nogi. W pomieszczeniu, gdzie znajdowała się dziewczyna, było ciemno. Nic nie mogła zobaczyć.
- Porwanie... - szepnęła do samej siebie.
Nieprzyjemny dreszcz przeszedł jej po plecach. Oddychała głęboko, próbując odzyskać spokój. Niestety, bezskutecznie. Dziewczyna obawiała się każdej następnej sekundy, czuła, że wkrótce coś się stanie. I znów intuicja jej nie zawiodła.
Po kilku minutach w pomieszczeniu zaświeciło się światło. Powieki blondwłosej kobiety momentalnie zacisnęły się, chroniąc oczy przed nagłym blaskiem. Usłyszała dźwięk otwieranych drzwi i ciężkie, pewne kroki. To musiał być mężczyzna. Kiedy lekko uniosła powieki, zobaczyła, że jest ich dwóch. Silni, barczyści, wysocy. Byli ubrani na czarno, a ich twarze zasłaniały kominiarki. Opuściła głowę, a wtedy spostrzegła, że ma na sobie tylko bieliznę – stanik i figi. Zamarła. Jeden z nich podszedł do Joasi. Dopiero kiedy zatrzymał się przed nią, podniosła wzrok. Nie mogła się bronić, więc nie pozostało jej nic innego, jak wodzić oczyma za każdym ruchem porywacza. Powoli zbliżał swoją dłoń do jej piersi. Próbowała przygotować się na ten niechciany dotyk, choć wiedziała, że nie zniesie ani chwili, w której obce palce będą stykać się z jej ciałem. W głowie natychmiast pojawiły się tysiące czarnych myśli. Przez myśl przeszło jej, że ją zgwałcą, najpierw jeden, potem drugi i zapewne zrobią to nie jeden raz.
Opuszki palców mężczyzny niemal dotknęły koronki stanika, kiedy jego kompan powiedział kilka słów, na co ten się cofnął. Policjantka nie mogła wiedzieć o co chodzi, ponieważ porozumiewali się w języku francuskim. Jedynie po akcencie zdołała rozpoznać, że nie są to rodowici Francuzi. Zapewne wybrali ten język, aby móc swobodnie rozmawiać w jej towarzystwie, bez obaw że dziewczyna pozna ich zamiary.
Zrobili jej kilka zdjęć, po czym wyraźnie zadowoleni z siebie wyszli i zostawili ją samą. Zaraz po tym znów zapadła ciemność. Kobieta odetchnęła z ulgą, że tylko tak to się skończyło, lecz przeczucie mówiło jej, że tamten facet łatwo nie zrezygnuje z kilku chwil przyjemności.
Zamiast wrócić do domu, Maciek pojechał na komendę. Sebastiana wysadził gdzieś na jednym z osiedli, gdzie o tej porze staruszki oglądały telenowele, młodsi po powrocie z pracy posilali się bądź odpoczywali w fotelu, a dzieci odrabiały zadania domowe. Tam widzieli się po raz ostatni. Mężczyzna miał potem zadzwonić do komisarza z drugiej karty, używanej tylko i wyłącznie do kontaktów z nim.
Na wydziale od razu widoczny był stan podwyższonej gotowości. Asystenci biegali pomiędzy swoim biurem, a biurem komisarzy, Maciek mijał więcej niż zwykle mundurowych, a kiedy dotarł do celu, byli tam już prawie wszyscy. Rafał, Ania, Paulina, a nawet komendant czekali właśnie na niego. Trzy pary oczu w milczeniu wodziły za nim, zaś czwarta obserwowała niewidoczny punkt gdzieś przed sobą. Tak, to właśnie stary wyglądał na najmniej zaniepokojonego – zapewne dlatego, że nie zżył się z ekipą, tak jak jej członkowie między sobą.
- Rafał, co dokładnie wiemy? - odezwał się w końcu Strzewiński, kładąc bluzę na swoim krześle
- Około godziny 17:40 sąsiadka Asi usłyszała jakiś hałas. Podeszła do drzwi, wyjrzała przez wizjer i zobaczyła jak dwóch rosłych gości w kominiarkach wlecze ją po schodach. No to ona wyszła i zaczęła na nich wrzeszczeć, ale najzwyczajniej w świecie to olali.
- I co zrobiła?
- No przecież nie pobiegła za nimi. Chyba sobie nie wyobrażasz, że kuśtykająca kobieta, podpierająca się kulą, dogoniła ich, zdzieliła po łbie i...
- Dobra, już – powiedział, zachowując spokój, w przeciwieństwie do kolegi – Dzwoniliście do jej męża?
Wymowne spojrzenia i odwrócone głowy dały mu odpowiedź. Mężczyzna potrząsnął głową.
- Mogłem się tego spodziewać – mruknął niezadowolony – Jak ktoś ma świecić oczami to zawsze ja.
- Znajdźcie ją – rzucił komendant, po czym wyszedł z biura.
Wszyscy zdawali się być zaskoczeni jego reakcją. Dotychczas wyglądało na to, że jest tu tylko z obowiązku, że wcale nie obchodzi go los policjantki. Stanowisko można przecież łatwo zapełnić, każdego roku rekrutacji do policji nie brakuje chętnych. Chwilę zadumy i zdumienia przerwał głos najstarszego z nich, który w tym momencie rozmawiał przez telefon.
- Pan Dawid? Witam, komisarz Maciej Strzewiński z tej strony, wydział śledczy. Tak, dobrze pan kojarzy, jestem kolegą Asi. Mógłby pan podjechać do nas, na Pomorską? Dobrze, czekamy.
- Dlaczego mu nie powiedziałeś? - spytała Ania
- Takie rozmowy nie są na telefon. A ty co powiedziałaś Wojtkowi?
Dziewczyna spuściła głowę. Brakło jej odwagi, by powiedzieć narzeczonemu prawdę. Nie mogłaby patrzeć na jego cierpienie, w momencie gdy usłyszałby, że jego siostra została porwana.
- Mąż Aśki będzie tu za 20 minut – zakończył dyskusję Strzewiński, po czym usiadł przy swoim biurku.
niedziela, 15 września 2013
VI. Scen nr 71
Kiedy policjantka obudziła się rano, niewiele pamiętała z wczorajszego wieczora. Nie była pewna, czy zdołała jeszcze wczołgać się na łóżko po prawie całej butelce wina, lecz skoro tam się obudziła, przykryta kołdrą, stwierdziła że jednak jej się to udało. Spokoju nie dawał jej fakt, że była ubrana.
- Zawsze się przebieram nim wejdę pod kołdrę. Widocznie pod wpływem alkoholu ujawniły się zachowania, o które nigdy bym siebie nie posądzała.
Usiadła na skraju łóżka i przetarła oczy. Podatne w tej chwili na każdy hałas uszy dziewczyny szybko wychwyciły czyjeś kroki w przedpokoju. Chciała się podnieść, ale przy próbie stanięcia na nogach zachwiała się i z powrotem upadła na łóżko. Spod przymkniętych powiek dostrzegła postać u progu sypialni.
- Boże, Aśka, jak ty wyglądasz? - powiedział znajomy głos, należący do Tomka
- Aż tak źle?
- Nie patrzyłaś do lustra?
- Dopiero wstałam. Co ty tu w ogóle robisz?
Dziewczyna ziewnęła, wyciągając ręce ku górze.
- Maciek mnie wysłał. Od pół godziny powinnaś być na komendzie.
- Cholera – zaklęła, podrywając się na nogi. Szła do łazienki niezbyt pewnym krokiem, zatrzymując się obok komisarza.
- Jak dostałeś się do środka?
- Drzwi były otwarte. Nie powinnaś zapominać o takich drobiazgach, szczególnie teraz, kiedy...
- Dobra, wiem – mruknęła poirytowana, po czym zniknęła za drzwiami łazienki.
Faktycznie, nie wyglądała najlepiej. Pogniecione ubranie, czerwony ślad po winie na brodzie i na policzku, lekko podkrążone oczy i potargane włosy, z których każdy jeden odstawał chyba w inną stronę. Joanna westchnęła głośno, nabrała wody w ręce i przemyła twarz. Trzeba się jakoś teraz ogarnąć.
Na komendzie pojawiła się kilkanaście minut później. Tomek odprowadził ją aż do samego biura, aby przy okazji powiedzieć Maćkowi o nieodpowiedzialności koleżanki, mianowicie o niezamkniętych na klucz drzwiach. Wystarczyło jedynie nacisnąć klamkę, aby dostać się do mieszkania dziewczyny. Jego gadanie nic by tu nie dało, blondynka puściłaby te słowa mimo uszu. Ale Strzewiński to był ktoś, miał autorytet i poważanie.
W pomieszczeniu czekała na nich niemała niespodzianka. Ania i jej partner siedzieli po jednej stronie biurka, a naprzeciw znajdowała się długowłosa szatynka, ubrana w dżinsową kurtkę i spodnie z tego samego materiału. Asystent wraz z panią komisarz wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Obojgu przyszło na myśl, że ich koledzy prowadzą nowe śledztwo i właśnie rozmawiają ze świadkiem. Szybko przekonali się, iż byli w błędzie. Cała trójka wstała, wtedy też mogli uważniej przyjrzeć się dziewczynie. Opalona, wysportowana, uśmiechnięta, pewna siebie. Tomek mimowolnie skierował wzrok na piersi. Jak na swój średni wzrost – była niższa od Joasi tylko o wysokość czoła – i szczupłą figurę, zdawały się idealnie zgrywać z całością ciała kobiety. Jeszcze raz spojrzał na jej twarz. Prosto zaczesana grzywka, sięgająca do brwi, zielone oczy, smukły, błyszczący nosek, czerwone usta z uniesionymi w górę kącikami i krągłe, rumiane policzki.
- To nasza nowa koleżanka – oznajmił Maciek
- Podkomisarz Paulina Zerowska – wyciągnęła rękę do nowych znajomych
- Komendant powiedział, że najpierw przyjrzy się naszej pracy, poduczy fachu, a wtedy pomyśli o partnerze dla niej.
Wciąż będąca w szoku Joasia machinalnie wyciągnęła dłoń. Nikt nie spodziewał się, że stary postanowi kogoś zatrudnić. Od czasu śmierci Anki i wyjazdu Sebastiana pracowali we czwórkę. Czasem narzekali na brak rąk do pracy, ale ogólnie dawali sobie radę. Szczególnie niezadowolona zdawała się być partnerka Maćka. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ktoś usilnie chce wprowadzać zmiany, skoro wcześniej było dobrze. Od samego początku, od pojawienia się „nowej” na komendzie nie odezwała się ani słowem.
Na okazję do rozmowy z Joasią długo musiał czekać. Nowa policjantka nie stroniła od pytań na wszystkie tematy, chcąc zaspokoić swoją ciekawość. Dopiero wieczorem, kiedy odesłali dziewczynę do domu, znaleźli chwilę spokoju na sprawy prywatne.
- Rafał dzwonił.
Dziewczyna momentalnie podniosła głowę znad biurka. Zaciekawiony wzrok utkwiła w błądzącym pomiędzy biurkami komisarzu.
- Sebastian od dwóch tygodni nie jest w Anglii. Zniknął zaraz po tym, jak go tam odwiedziłaś – uśmiechnął się tajemniczo – Przyjechał za tobą.
- Skąd wiesz, że jest w Polsce?
- To tylko hipoteza.
- Która nie musi być prawdziwa...
- Aśka, przestań go bronić! - uderzył dłonią w blat biurka – To on stoi za tymi dziwnymi wydarzeniami, rozumiesz?! Chcesz motyw? Proszę bardzo, zobaczył obrączkę na twoim palcu, wściekł się i postanowił się odegrać.
- Słyszysz sam siebie? - odparła na wpół rozbawiona, na wpół zażenowana jego oskarżeniami
- Wiesz do czego zdolny jest odrzucony facet?
- Przestań chrzanić – warknęła, po czym zerwała się na równe nogi i opuściła biuro.
Poirytowany Maciek zakręcił się w miejscu. Nie wiedział jak przemówić dziewczynie do rozsądku. Sympatia do byłego partnera na tyle przesłoniła jej zdolność myślenia, żeby nie pogodzić się z faktami, które w mniemaniu bruneta świadczyły na niekorzyść Sebastiana.
- Prędzej czy później się spotkamy – wycedził przez zęby.
Nie spodziewał się, że nastąpi to jeszcze tego samego dnia. Kilkanaście minut później opuścił komendę. Myślami był już w domu, przy córkach, które spędzają czas nad zeszytem z matematyki, głowiąc się jak rozwiązać zadanie bądź uczące się słówek z angielskiego. Wrócił na ziemię, kiedy zobaczył jakąś postać w kapturze obok swojego samochodu. Powoli zbliżał się, wciąż obserwując zachowanie osobnika. Zauważył zbliżającego się mężczyznę, a wtedy kopnął w oponę. Włączył się alarm, ale on nic sobie z tego nie robił. Maciek przyspieszył, na co tamten kopnął w zderzak. Policjant już biegł. Co najdziwniejsze, postać w kapturze wcale nie uciekała. Wręcz przeciwnie, jakby ten ktoś czekał na niego i specjalnie go prowokował.
Kiedy Maciek znalazł się wystarczająco blisko, złapał go w pasie i rzucił na maskę.
- Dobrze się bawisz, ciulu? To teraz ja się pobawię - podniósł już zaciśniętą pięść, z zamiarem uderzenia go w twarz
- No w końcu, ile można na ciebie czekać?
Strzewiński zamarł. Powoli opuścił rękę i przyjrzał się skrywanej pod kapturem twarzy. To był on. We własnej osobie.
- Lepiej żeby nikt nas tu nie wiedział – dodał mężczyzna
Ta sugestia wystarczyła, aby Maciek wiedział, co zrobić. Obaj wsiedli do samochodu.
Wywiózł go nad Wisłę. Niejednokrotnie spotykał tu się z informatorami, gdyż uważał to miejsce za ciche i bezpieczne. Z dala od ulicy, z dala od domów, z dala od ludzi. Tylko on, rozmówca i woda. Pierwsze co zrobił Sebastian po opuszczeniu samochodu – przystanął na brzegu, tuż przy samej rzece. Miał dość wysłuchiwania przez całą drogę, jaki to z niego zły przyjaciel, jak to haniebnie postąpił przed rokiem i że nie powinien tu w ogóle wracać. W końcu mógł choć przez chwilę odetchnąć.
- Gdyby nie Aśka, wcale byś tu nie przyjechał, prawda?
W odpowiedzi Sebastian pokiwał głową.
- Wiedziałem. Chyba nie muszę mówić, co ostatnio dzieje się w jej życiu. Wiesz o tym doskonale – zaśmiał się kpiąco – Bo to ty za tym wszystkim stoisz! W co ty grasz?
Milczał. Chciał przeczekać złość kolegi, ale to nie było najlepsze wyjście. Z każdą kolejną chwilą zwłoki brunet coraz bardziej się czerwienił.
- W co ty kurwa grasz?!
- Aśka sama się podłożyła – powiedział cicho – Nie mów nic, tylko słuchaj. Wcale nie rzuciłem pracy w policji. To tylko oficjalna wersja, żebym mógł pracować pod przykrywką. Wszedłem do grupy zajmującej się handlem kobietami. Porywają je na wschodzie i wywożą na zachód i na południe. Wszystko szło jak po maśle, dopóki nie pojawiła się ona. Przyuważyli ją, zapragnęli ją mieć. Jestem jednym z delegacji, który ma ją porwać. Ryzykuję cały postęp śledztwa, żeby ją chronić, rozumiesz?
Maciek skrzywił się nieznacznie, po czym rzucił z pogardą:
- Anioł stróż się znalazł. Ty naprawdę jesteś taki głupi? Myślałeś, że sam dasz radę zorganizowanej bandzie? Bohater za dychę.
Nie był w stanie odpowiedzieć. Nie potrafił znaleźć słów, które mogłyby go wytłumaczyć. Stali w niewielkiej odległości obok siebie, w milczeniu obserwując płynącą rzekę i drugi brzeg. Wystarczyło kilka chwil, aby komisarz ochłonął.
- Dlaczego przychodzisz z tym właśnie do mnie?
- Bo jesteś najlepszy z całego wydziału – rzucił bez namysłu
- Pieprzenie – urwał na chwilę, by spojrzeć w twarz Sebastianowi. Nie wyglądał na zaskoczonego. – Po prostu chcesz zrzucić odpowiedzialność na kogoś innego.
- Mów co chcesz. Nawet jeśli tak jest, to właśnie na ciebie, bo tylko ty jesteś w stanie udźwignąć ciężar tej odpowiedzialności.
- Zawsze się przebieram nim wejdę pod kołdrę. Widocznie pod wpływem alkoholu ujawniły się zachowania, o które nigdy bym siebie nie posądzała.
Usiadła na skraju łóżka i przetarła oczy. Podatne w tej chwili na każdy hałas uszy dziewczyny szybko wychwyciły czyjeś kroki w przedpokoju. Chciała się podnieść, ale przy próbie stanięcia na nogach zachwiała się i z powrotem upadła na łóżko. Spod przymkniętych powiek dostrzegła postać u progu sypialni.
- Boże, Aśka, jak ty wyglądasz? - powiedział znajomy głos, należący do Tomka
- Aż tak źle?
- Nie patrzyłaś do lustra?
- Dopiero wstałam. Co ty tu w ogóle robisz?
Dziewczyna ziewnęła, wyciągając ręce ku górze.
- Maciek mnie wysłał. Od pół godziny powinnaś być na komendzie.
- Cholera – zaklęła, podrywając się na nogi. Szła do łazienki niezbyt pewnym krokiem, zatrzymując się obok komisarza.
- Jak dostałeś się do środka?
- Drzwi były otwarte. Nie powinnaś zapominać o takich drobiazgach, szczególnie teraz, kiedy...
- Dobra, wiem – mruknęła poirytowana, po czym zniknęła za drzwiami łazienki.
Faktycznie, nie wyglądała najlepiej. Pogniecione ubranie, czerwony ślad po winie na brodzie i na policzku, lekko podkrążone oczy i potargane włosy, z których każdy jeden odstawał chyba w inną stronę. Joanna westchnęła głośno, nabrała wody w ręce i przemyła twarz. Trzeba się jakoś teraz ogarnąć.
Na komendzie pojawiła się kilkanaście minut później. Tomek odprowadził ją aż do samego biura, aby przy okazji powiedzieć Maćkowi o nieodpowiedzialności koleżanki, mianowicie o niezamkniętych na klucz drzwiach. Wystarczyło jedynie nacisnąć klamkę, aby dostać się do mieszkania dziewczyny. Jego gadanie nic by tu nie dało, blondynka puściłaby te słowa mimo uszu. Ale Strzewiński to był ktoś, miał autorytet i poważanie.
W pomieszczeniu czekała na nich niemała niespodzianka. Ania i jej partner siedzieli po jednej stronie biurka, a naprzeciw znajdowała się długowłosa szatynka, ubrana w dżinsową kurtkę i spodnie z tego samego materiału. Asystent wraz z panią komisarz wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Obojgu przyszło na myśl, że ich koledzy prowadzą nowe śledztwo i właśnie rozmawiają ze świadkiem. Szybko przekonali się, iż byli w błędzie. Cała trójka wstała, wtedy też mogli uważniej przyjrzeć się dziewczynie. Opalona, wysportowana, uśmiechnięta, pewna siebie. Tomek mimowolnie skierował wzrok na piersi. Jak na swój średni wzrost – była niższa od Joasi tylko o wysokość czoła – i szczupłą figurę, zdawały się idealnie zgrywać z całością ciała kobiety. Jeszcze raz spojrzał na jej twarz. Prosto zaczesana grzywka, sięgająca do brwi, zielone oczy, smukły, błyszczący nosek, czerwone usta z uniesionymi w górę kącikami i krągłe, rumiane policzki.
- To nasza nowa koleżanka – oznajmił Maciek
- Podkomisarz Paulina Zerowska – wyciągnęła rękę do nowych znajomych
- Komendant powiedział, że najpierw przyjrzy się naszej pracy, poduczy fachu, a wtedy pomyśli o partnerze dla niej.
Wciąż będąca w szoku Joasia machinalnie wyciągnęła dłoń. Nikt nie spodziewał się, że stary postanowi kogoś zatrudnić. Od czasu śmierci Anki i wyjazdu Sebastiana pracowali we czwórkę. Czasem narzekali na brak rąk do pracy, ale ogólnie dawali sobie radę. Szczególnie niezadowolona zdawała się być partnerka Maćka. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ktoś usilnie chce wprowadzać zmiany, skoro wcześniej było dobrze. Od samego początku, od pojawienia się „nowej” na komendzie nie odezwała się ani słowem.
Na okazję do rozmowy z Joasią długo musiał czekać. Nowa policjantka nie stroniła od pytań na wszystkie tematy, chcąc zaspokoić swoją ciekawość. Dopiero wieczorem, kiedy odesłali dziewczynę do domu, znaleźli chwilę spokoju na sprawy prywatne.
- Rafał dzwonił.
Dziewczyna momentalnie podniosła głowę znad biurka. Zaciekawiony wzrok utkwiła w błądzącym pomiędzy biurkami komisarzu.
- Sebastian od dwóch tygodni nie jest w Anglii. Zniknął zaraz po tym, jak go tam odwiedziłaś – uśmiechnął się tajemniczo – Przyjechał za tobą.
- Skąd wiesz, że jest w Polsce?
- To tylko hipoteza.
- Która nie musi być prawdziwa...
- Aśka, przestań go bronić! - uderzył dłonią w blat biurka – To on stoi za tymi dziwnymi wydarzeniami, rozumiesz?! Chcesz motyw? Proszę bardzo, zobaczył obrączkę na twoim palcu, wściekł się i postanowił się odegrać.
- Słyszysz sam siebie? - odparła na wpół rozbawiona, na wpół zażenowana jego oskarżeniami
- Wiesz do czego zdolny jest odrzucony facet?
- Przestań chrzanić – warknęła, po czym zerwała się na równe nogi i opuściła biuro.
Poirytowany Maciek zakręcił się w miejscu. Nie wiedział jak przemówić dziewczynie do rozsądku. Sympatia do byłego partnera na tyle przesłoniła jej zdolność myślenia, żeby nie pogodzić się z faktami, które w mniemaniu bruneta świadczyły na niekorzyść Sebastiana.
- Prędzej czy później się spotkamy – wycedził przez zęby.
Nie spodziewał się, że nastąpi to jeszcze tego samego dnia. Kilkanaście minut później opuścił komendę. Myślami był już w domu, przy córkach, które spędzają czas nad zeszytem z matematyki, głowiąc się jak rozwiązać zadanie bądź uczące się słówek z angielskiego. Wrócił na ziemię, kiedy zobaczył jakąś postać w kapturze obok swojego samochodu. Powoli zbliżał się, wciąż obserwując zachowanie osobnika. Zauważył zbliżającego się mężczyznę, a wtedy kopnął w oponę. Włączył się alarm, ale on nic sobie z tego nie robił. Maciek przyspieszył, na co tamten kopnął w zderzak. Policjant już biegł. Co najdziwniejsze, postać w kapturze wcale nie uciekała. Wręcz przeciwnie, jakby ten ktoś czekał na niego i specjalnie go prowokował.
Kiedy Maciek znalazł się wystarczająco blisko, złapał go w pasie i rzucił na maskę.
- Dobrze się bawisz, ciulu? To teraz ja się pobawię - podniósł już zaciśniętą pięść, z zamiarem uderzenia go w twarz
- No w końcu, ile można na ciebie czekać?
Strzewiński zamarł. Powoli opuścił rękę i przyjrzał się skrywanej pod kapturem twarzy. To był on. We własnej osobie.
- Lepiej żeby nikt nas tu nie wiedział – dodał mężczyzna
Ta sugestia wystarczyła, aby Maciek wiedział, co zrobić. Obaj wsiedli do samochodu.
Wywiózł go nad Wisłę. Niejednokrotnie spotykał tu się z informatorami, gdyż uważał to miejsce za ciche i bezpieczne. Z dala od ulicy, z dala od domów, z dala od ludzi. Tylko on, rozmówca i woda. Pierwsze co zrobił Sebastian po opuszczeniu samochodu – przystanął na brzegu, tuż przy samej rzece. Miał dość wysłuchiwania przez całą drogę, jaki to z niego zły przyjaciel, jak to haniebnie postąpił przed rokiem i że nie powinien tu w ogóle wracać. W końcu mógł choć przez chwilę odetchnąć.
- Gdyby nie Aśka, wcale byś tu nie przyjechał, prawda?
W odpowiedzi Sebastian pokiwał głową.
- Wiedziałem. Chyba nie muszę mówić, co ostatnio dzieje się w jej życiu. Wiesz o tym doskonale – zaśmiał się kpiąco – Bo to ty za tym wszystkim stoisz! W co ty grasz?
Milczał. Chciał przeczekać złość kolegi, ale to nie było najlepsze wyjście. Z każdą kolejną chwilą zwłoki brunet coraz bardziej się czerwienił.
- W co ty kurwa grasz?!
- Aśka sama się podłożyła – powiedział cicho – Nie mów nic, tylko słuchaj. Wcale nie rzuciłem pracy w policji. To tylko oficjalna wersja, żebym mógł pracować pod przykrywką. Wszedłem do grupy zajmującej się handlem kobietami. Porywają je na wschodzie i wywożą na zachód i na południe. Wszystko szło jak po maśle, dopóki nie pojawiła się ona. Przyuważyli ją, zapragnęli ją mieć. Jestem jednym z delegacji, który ma ją porwać. Ryzykuję cały postęp śledztwa, żeby ją chronić, rozumiesz?
Maciek skrzywił się nieznacznie, po czym rzucił z pogardą:
- Anioł stróż się znalazł. Ty naprawdę jesteś taki głupi? Myślałeś, że sam dasz radę zorganizowanej bandzie? Bohater za dychę.
Nie był w stanie odpowiedzieć. Nie potrafił znaleźć słów, które mogłyby go wytłumaczyć. Stali w niewielkiej odległości obok siebie, w milczeniu obserwując płynącą rzekę i drugi brzeg. Wystarczyło kilka chwil, aby komisarz ochłonął.
- Dlaczego przychodzisz z tym właśnie do mnie?
- Bo jesteś najlepszy z całego wydziału – rzucił bez namysłu
- Pieprzenie – urwał na chwilę, by spojrzeć w twarz Sebastianowi. Nie wyglądał na zaskoczonego. – Po prostu chcesz zrzucić odpowiedzialność na kogoś innego.
- Mów co chcesz. Nawet jeśli tak jest, to właśnie na ciebie, bo tylko ty jesteś w stanie udźwignąć ciężar tej odpowiedzialności.
sobota, 14 września 2013
VI. Scen nr 70
Nowy dzień nie przyniósł Joasi niczego dobrego. Wręcz przeciwnie – technicy w jej samochodzie znaleźli skórzaną rękawiczkę, która nie należała ani do dziewczyny, ani do jej męża. Nie miała wątpliwości, że ktoś tam był. Nie lada wyzwaniem okazało się ustalenie motywu działania sprawcy bądź chociażby jego tożsamości.
- Nie rozumiem też, co miała znaczyć ta kradzież kluczyków – dodała, kiedy skończyła relacjonować Maćkowi dokładny przebieg wczorajszego wieczora – Dawid myśli, że ktoś próbuje mnie zastraszyć.
- Ja bym to raczej nazwał grą psychologiczną – westchnął, siadając na krawędzi biurka – Dlaczego ktoś chce cię wyeliminować?
- Wyeliminować? - dziewczyna momentalnie zbladła
- Wybacz, źle to ująłem. Sprawca chce zakłócić twój rytm życia i jak na razie, idzie mu to całkiem dobrze. Słuchaj, a może ktoś się mści na tobie za twój ślub z Dawidem?
Dziewczyna podniosła wzrok i spojrzała na komisarza z politowaniem. Sformułowana teza brzmiała dla niej zbyt absurdalnie, by mogła być realna.
- Że niby co? Bartek już dawno przed ślubem dał sobie spokój.
- A Sebastian?
Mężczyzna uśmiechnął się tajemniczo.
- Podobałaś mu się – dodał, nie zważając na zdumienie blondynki – Wcale bym się nie zdziwił, gdyby to właśnie z tego powodu wyjechał. A samochód? Mówiłaś, że widziałaś u niego podobny, jeśli nie ten sam. On musi mieć coś z tym wspólnego.
- To mamy punkt zaczepienia – stwierdziła nieswoim głosem, bawiąc się palcami
- Trzeba się z nim skontaktować. Masz na niego jakieś namiary?
- Rafał! - już po raz czwarty zawołał zamyślonego komisarza – Ziemia do Rafała, tu Maciek.
Nic. Znów brak reakcji. Brunet westchnął ciężko, odnosząc wrażenie, że ostatnie dwie godziny, poświęcone na wtajemniczanie mężczyzny we wszystkie szczegóły sprawy Joasi poszły na marne. Poirytowany, ukrył twarz w dłoniach. Dziewczyna nie mogła patrzeć na kolejne nieudolne próby nawiązania dyskusji. Podeszła do biurka partnera i szturchnęła go w łokieć. Zadziałało jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
- Co jest?
- Jesteś dzisiaj jakiś taki nieobecny.
- A bo wiecie – zaczął, przenosząc wzrok to na Joasię, to na Maćka – Poznałem wczoraj fajną dziewczynę na cmentarzu.
- Na cmentarzu?! - wyrwała się blondynka
- Tak. Poszedłem na grób kolegi z czasów, gdy pracowałem w drogówce. On był starszy i doświadczony, dużo się od niego nauczyłem. Wiedziałem, że ma córkę w moim wieku, świetny prawnik, ale nie wiedziałem, że jest taka ładna. Kiedy zobaczyłem te jej oczy, opuchnięte od łez, jeszcze wilgotne, smutne... no żal mi się dziewczyny zrobiło. Ciągle ją widzę, nie mogę przestać o niej myśleć...
- To chyba nie był najlepszy czas i miejsce na randkę, co?
- No co ty, za kogo mnie masz? - oburzył się – Nawet nie śmiałbym proponować jej czegokolwiek. Jest pogrążona w żałobie i ja to szanuję. Zapewniłem, że mogę jej pomóc, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ona nie ma już nikogo.
Joasia spojrzała wymownie na Maćka. Wolałaby raczej słuchać o możliwościach rozwiązania jej problemu niż o dziewczynie z cmentarza, która ma piękne, lecz smutne oczy, jest zrozpaczona, potrzebuje pocieszenia i nie wiadomo co jeszcze. Była podenerwowana. Gdyby tylko mogła spojrzeć w oczy, wzbudzić strach i zrewanżować się osobie, która dobrze bawiła się jej kosztem... Tego pragnęła i to motywowało ją do działania. Czasem traciła nad sobą panowanie, a wtedy uspokajał ją Maciek albo Dawid – w zależności od miejsca pobytu dziewczyny.
- Rafał, ściągniesz nam tutaj Sebastiana?
- Możecie na mnie liczyć – odpowiedział po chwili namysłu. Uradowana Joasia w podzięce pocałowała partnera w policzek.
Kiedy Joanna wróciła z pracy do domu, tym razem odwieziona przez Tomka, w przedpokoju napotkała walizkę. Nie wiedziała co to ma znaczyć. W jednej chwili tysiąc przeróżnych myśli pojawiło się w jej głowie. Także te skrajnie prawdopodobne, nawet to że mąż chce się od niej wyprowadzić.
- Dawid? - zawołała, ściągając płaszcz
- Jestem w sypialni – odpowiedział jej podniesiony męski głos
Powolnym krokiem udała się do pomieszczenia. Zatrzymała się u progu i oparła o futrynę. Niewielki uśmiech pojawił się na twarzy kobiety, gdy zobaczyła, jak mężczyzna nieporadnie składa koszulę i co chwila zaczyna to robić od nowa, niezadowolony z efektów. Pokręciła głową cmokając. Podeszła do niego i wyciągnęła materiał z jego dłoni.
- Lepiej będzie, jeśli ja się tym zajmę.
- Przepraszam cię najmocniej. Muszę wyjechać na 3 dni.
- Teraz? - jęknęła zawiedziona
- Zapomniałem powiedzieć ci wcześniej. Naprawdę, wolałbym zostać tu z tobą i cię wspierać, ale... szybko zleci, zobaczysz.
Przysiadł obok niej na brzegu łóżka i objął ją ramieniem.
- Poradzisz sobie. W domu jesteś bezpieczna, a o resztę twoi koledzy się zatroszczą. To wspaniałe, że możesz na nich liczyć.
- Tak, są świetni – szepnęła cicho, podając mu złożoną równo koszulę.
Mężczyzna położył ją do walizki, po czym pocałował żonę w policzek. Kobieta westchnęła cicho i położyła głowę na jego ramieniu. W towarzystwie Dawida czuła niebywały spokój, jakby nic złego się nie działo. Wiedziała, że będzie jej go brakowało, ale musiała być twarda. Ona też niejednokrotnie zostawiała męża samego ze względu na pracę, więc nie mogła mieć do niego pretensji.
Wyjechał jeszcze tego wieczora. Osamotniona dziewczyna krzątała się po całym mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Najchętniej wyszłaby gdzieś do klubu, zabawić się i potańczyć, ale nie mogła ryzykować. Póki co żadne z komisarzy nie wykluczyło, że sprawca może przejść do czynów i zrobić dziewczynie krzywdę.
W barku znalazła butelkę wino. Nie namyślając się długo, otworzyła je i usiadła w sypialni na podłodze. Upijając „z gwinta” kolejne spore łyki alkoholowego napoju, zastanawiała się nad motywem działania sprawcy. Najbardziej prawdopodobne wydało jej się tło seksualne. Sprawca najpierw chciał wtrącić ją z równowagi, by straciła pewność siebie i poczucie siły, a następnie ją zgwałcić. Rozbita psychicznie kobieta miała być bardziej uległa niż zorganizowana, twarda policjantka. Jako drugi domniemany motyw Joasia przyjęła zemstę. Ale kto i za co miałby się mścić? Nie potrafiła tego pojąć.
Im mniej wina pozostawało w butelce, tym większy mętlik powstawał w głowie odurzonej alkoholem kobiety. Stawała się też coraz bardziej senna. Nawet nie zauważyła, kiedy butelka wypadła jej z dłoni, a resztki zawartości wylały się na dywan. Zamknęła oczy i szybko udała się w objęcia Morfeusza.
Było kilkanaście minut po godzinie pierwszej w nocy, kiedy coś chrupnęło w zamku, a po chwili drzwi wejściowe do mieszkania policjantki otworzyły się. Do środka wślizgnęła się postać w kominiarce. Powoli zmierzała w głąb przedpokoju, rozglądając się uważnie. Jej uwagę przykuła sypialnia – nie bez przypadku, bowiem to tam Joasia smacznie spała w niewygodnej, siedzącej pozycji z przechyloną w bok głową. Zamaskowana osoba delikatnie wsunęła jedną rękę pod jej kolana, a drugą objęła na wysokości ramion.
- Zostaw ją – powiedział cichy, lecz stanowczy głos
Zaskoczona postać przy blondynce zamarła. Powoli odwróciła głowę, by zobaczyć mężczyznę z kapturem na głowie. Trzymał w ręce nóż. Przez chwilę przyglądał się śpiącej kobiecie, co wykorzystała osoba w kominiarce i rzuciła się na niego. Bójka trwała przez dobrą chwilę. Raz jeden, a raz drugi okładał pięściami przeciwnika. Obaj spoglądali w bok, w stronę noża, który podczas szarpaniny upadł na podłogę. Nie znajdowali się dostatecznie blisko, by jeden z nich mógł po niego sięgnąć. Byli tak bardzo zajęci, że nawet nie zwracali uwagi na dziewczynę, która właśnie poruszyła się niespokojnie przez sen. Ten w kapturze zaczął zyskiwać przewagę i nie zmarnował tego. Obezwładnił rywala i z satysfakcją patrzył, jak zwija się na podłodze z bólu.
Zaraz potem wziął Joasię na ręce i położył ją na łóżku.
- Tak będzie ci wygodniej – szepnął jej do ucha.
Następnie złapał za ubranie pokonanego mężczyznę i wyprowadził z mieszkania blondynki. Zamierzał oddać go w ręce policji, ale musiał to zrobić tak, aby nie ujawniać swojej tożsamości.
- Nie rozumiem też, co miała znaczyć ta kradzież kluczyków – dodała, kiedy skończyła relacjonować Maćkowi dokładny przebieg wczorajszego wieczora – Dawid myśli, że ktoś próbuje mnie zastraszyć.
- Ja bym to raczej nazwał grą psychologiczną – westchnął, siadając na krawędzi biurka – Dlaczego ktoś chce cię wyeliminować?
- Wyeliminować? - dziewczyna momentalnie zbladła
- Wybacz, źle to ująłem. Sprawca chce zakłócić twój rytm życia i jak na razie, idzie mu to całkiem dobrze. Słuchaj, a może ktoś się mści na tobie za twój ślub z Dawidem?
Dziewczyna podniosła wzrok i spojrzała na komisarza z politowaniem. Sformułowana teza brzmiała dla niej zbyt absurdalnie, by mogła być realna.
- Że niby co? Bartek już dawno przed ślubem dał sobie spokój.
- A Sebastian?
Mężczyzna uśmiechnął się tajemniczo.
- Podobałaś mu się – dodał, nie zważając na zdumienie blondynki – Wcale bym się nie zdziwił, gdyby to właśnie z tego powodu wyjechał. A samochód? Mówiłaś, że widziałaś u niego podobny, jeśli nie ten sam. On musi mieć coś z tym wspólnego.
- To mamy punkt zaczepienia – stwierdziła nieswoim głosem, bawiąc się palcami
- Trzeba się z nim skontaktować. Masz na niego jakieś namiary?
- Rafał! - już po raz czwarty zawołał zamyślonego komisarza – Ziemia do Rafała, tu Maciek.
Nic. Znów brak reakcji. Brunet westchnął ciężko, odnosząc wrażenie, że ostatnie dwie godziny, poświęcone na wtajemniczanie mężczyzny we wszystkie szczegóły sprawy Joasi poszły na marne. Poirytowany, ukrył twarz w dłoniach. Dziewczyna nie mogła patrzeć na kolejne nieudolne próby nawiązania dyskusji. Podeszła do biurka partnera i szturchnęła go w łokieć. Zadziałało jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
- Co jest?
- Jesteś dzisiaj jakiś taki nieobecny.
- A bo wiecie – zaczął, przenosząc wzrok to na Joasię, to na Maćka – Poznałem wczoraj fajną dziewczynę na cmentarzu.
- Na cmentarzu?! - wyrwała się blondynka
- Tak. Poszedłem na grób kolegi z czasów, gdy pracowałem w drogówce. On był starszy i doświadczony, dużo się od niego nauczyłem. Wiedziałem, że ma córkę w moim wieku, świetny prawnik, ale nie wiedziałem, że jest taka ładna. Kiedy zobaczyłem te jej oczy, opuchnięte od łez, jeszcze wilgotne, smutne... no żal mi się dziewczyny zrobiło. Ciągle ją widzę, nie mogę przestać o niej myśleć...
- To chyba nie był najlepszy czas i miejsce na randkę, co?
- No co ty, za kogo mnie masz? - oburzył się – Nawet nie śmiałbym proponować jej czegokolwiek. Jest pogrążona w żałobie i ja to szanuję. Zapewniłem, że mogę jej pomóc, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ona nie ma już nikogo.
Joasia spojrzała wymownie na Maćka. Wolałaby raczej słuchać o możliwościach rozwiązania jej problemu niż o dziewczynie z cmentarza, która ma piękne, lecz smutne oczy, jest zrozpaczona, potrzebuje pocieszenia i nie wiadomo co jeszcze. Była podenerwowana. Gdyby tylko mogła spojrzeć w oczy, wzbudzić strach i zrewanżować się osobie, która dobrze bawiła się jej kosztem... Tego pragnęła i to motywowało ją do działania. Czasem traciła nad sobą panowanie, a wtedy uspokajał ją Maciek albo Dawid – w zależności od miejsca pobytu dziewczyny.
- Rafał, ściągniesz nam tutaj Sebastiana?
- Możecie na mnie liczyć – odpowiedział po chwili namysłu. Uradowana Joasia w podzięce pocałowała partnera w policzek.
Kiedy Joanna wróciła z pracy do domu, tym razem odwieziona przez Tomka, w przedpokoju napotkała walizkę. Nie wiedziała co to ma znaczyć. W jednej chwili tysiąc przeróżnych myśli pojawiło się w jej głowie. Także te skrajnie prawdopodobne, nawet to że mąż chce się od niej wyprowadzić.
- Dawid? - zawołała, ściągając płaszcz
- Jestem w sypialni – odpowiedział jej podniesiony męski głos
Powolnym krokiem udała się do pomieszczenia. Zatrzymała się u progu i oparła o futrynę. Niewielki uśmiech pojawił się na twarzy kobiety, gdy zobaczyła, jak mężczyzna nieporadnie składa koszulę i co chwila zaczyna to robić od nowa, niezadowolony z efektów. Pokręciła głową cmokając. Podeszła do niego i wyciągnęła materiał z jego dłoni.
- Lepiej będzie, jeśli ja się tym zajmę.
- Przepraszam cię najmocniej. Muszę wyjechać na 3 dni.
- Teraz? - jęknęła zawiedziona
- Zapomniałem powiedzieć ci wcześniej. Naprawdę, wolałbym zostać tu z tobą i cię wspierać, ale... szybko zleci, zobaczysz.
Przysiadł obok niej na brzegu łóżka i objął ją ramieniem.
- Poradzisz sobie. W domu jesteś bezpieczna, a o resztę twoi koledzy się zatroszczą. To wspaniałe, że możesz na nich liczyć.
- Tak, są świetni – szepnęła cicho, podając mu złożoną równo koszulę.
Mężczyzna położył ją do walizki, po czym pocałował żonę w policzek. Kobieta westchnęła cicho i położyła głowę na jego ramieniu. W towarzystwie Dawida czuła niebywały spokój, jakby nic złego się nie działo. Wiedziała, że będzie jej go brakowało, ale musiała być twarda. Ona też niejednokrotnie zostawiała męża samego ze względu na pracę, więc nie mogła mieć do niego pretensji.
Wyjechał jeszcze tego wieczora. Osamotniona dziewczyna krzątała się po całym mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Najchętniej wyszłaby gdzieś do klubu, zabawić się i potańczyć, ale nie mogła ryzykować. Póki co żadne z komisarzy nie wykluczyło, że sprawca może przejść do czynów i zrobić dziewczynie krzywdę.
W barku znalazła butelkę wino. Nie namyślając się długo, otworzyła je i usiadła w sypialni na podłodze. Upijając „z gwinta” kolejne spore łyki alkoholowego napoju, zastanawiała się nad motywem działania sprawcy. Najbardziej prawdopodobne wydało jej się tło seksualne. Sprawca najpierw chciał wtrącić ją z równowagi, by straciła pewność siebie i poczucie siły, a następnie ją zgwałcić. Rozbita psychicznie kobieta miała być bardziej uległa niż zorganizowana, twarda policjantka. Jako drugi domniemany motyw Joasia przyjęła zemstę. Ale kto i za co miałby się mścić? Nie potrafiła tego pojąć.
Im mniej wina pozostawało w butelce, tym większy mętlik powstawał w głowie odurzonej alkoholem kobiety. Stawała się też coraz bardziej senna. Nawet nie zauważyła, kiedy butelka wypadła jej z dłoni, a resztki zawartości wylały się na dywan. Zamknęła oczy i szybko udała się w objęcia Morfeusza.
Było kilkanaście minut po godzinie pierwszej w nocy, kiedy coś chrupnęło w zamku, a po chwili drzwi wejściowe do mieszkania policjantki otworzyły się. Do środka wślizgnęła się postać w kominiarce. Powoli zmierzała w głąb przedpokoju, rozglądając się uważnie. Jej uwagę przykuła sypialnia – nie bez przypadku, bowiem to tam Joasia smacznie spała w niewygodnej, siedzącej pozycji z przechyloną w bok głową. Zamaskowana osoba delikatnie wsunęła jedną rękę pod jej kolana, a drugą objęła na wysokości ramion.
- Zostaw ją – powiedział cichy, lecz stanowczy głos
Zaskoczona postać przy blondynce zamarła. Powoli odwróciła głowę, by zobaczyć mężczyznę z kapturem na głowie. Trzymał w ręce nóż. Przez chwilę przyglądał się śpiącej kobiecie, co wykorzystała osoba w kominiarce i rzuciła się na niego. Bójka trwała przez dobrą chwilę. Raz jeden, a raz drugi okładał pięściami przeciwnika. Obaj spoglądali w bok, w stronę noża, który podczas szarpaniny upadł na podłogę. Nie znajdowali się dostatecznie blisko, by jeden z nich mógł po niego sięgnąć. Byli tak bardzo zajęci, że nawet nie zwracali uwagi na dziewczynę, która właśnie poruszyła się niespokojnie przez sen. Ten w kapturze zaczął zyskiwać przewagę i nie zmarnował tego. Obezwładnił rywala i z satysfakcją patrzył, jak zwija się na podłodze z bólu.
Zaraz potem wziął Joasię na ręce i położył ją na łóżku.
- Tak będzie ci wygodniej – szepnął jej do ucha.
Następnie złapał za ubranie pokonanego mężczyznę i wyprowadził z mieszkania blondynki. Zamierzał oddać go w ręce policji, ale musiał to zrobić tak, aby nie ujawniać swojej tożsamości.
czwartek, 12 września 2013
VI. Scen nr 69
- Skurwysyn, mało mnie nie rozjechał – powiedział u progu wściekły komisarz – Jak tylko wyszedłem, odpalił silnik i uciekł. Musiał mnie rozpoznać.
- Ale widziałeś go?
- Niedokładnie. Miał okulary przeciwsłoneczne i nie wyglądał na zadowolonego. Chyba pokrzyżowałem mu plany.
Joasia pokiwała głową.
- Zapisałeś numery?
- Nie, ale ten samochód miał niemieckie blachy.
- Niemieckie, powiadasz? - podchwyciła temat dziewczyna. Nie ukrywała zainteresowania tym faktem.
- O ile się nie mylę, a raczej się nie mylę, to tak. A co, masz rodzinę w Niemczech, o której nic mi nie wiadomo? A może ten twój Dawid ma?
- Nie, ale... kurde, że ja wcześniej na to nie wpadłam.
Podenerwowana dziewczyna podniosła się z krzesła. Cały czas czuła na sobie wzrok Maćka, krążąc po biurze. Próbowała przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów, czego nie ułatwiała jej wytwarzająca się właśnie w takich okolicznościach presja.
- Co jest? - mruknął w końcu zniecierpliwiony komisarz
- Nie skojarzyłam tego wcześniej. Kiedy byłam u Sebastiana... - urwała na chwilę i spojrzała wymownie na kolegę. Ten właśnie przewracał teatralnie oczyma. - ...widziałam dokładnie taki sam samochód. Miał niemieckie numery. Dopiero jak mi teraz to powiedziałeś...
- Sebastian to raczej nie był.
- Niby dlaczego miałby mnie śledzić?
Zapadła cisza. Żadne z nich nie potrafiło znaleźć odpowiedzi na pytanie zadane przez kobietę. Nie mogli też uwierzyć, że Sebastian mógłby tak postąpić. Choć zawiódł wszystkich swoją ucieczką, to jednak nie stracił aż tyle szacunku, by podejrzewać go o nieczyste zamiary.
- Chyba nie wierzysz, że mógłby kogoś na ciebie nasłać.
- No skąd.
- Zaraz, zaraz – ożywił się nagle – Przecież to było w Anglii. Czy nie wydaje ci się dziwne, że trafiamy na prawdopodobnie ten sam samochód w dwóch różnych krajach, pochodzący z trzeciego innego?
Dziewczyna wzruszyła ramionami. Dla niej było to zbyt trudne do zrozumienia. Wiedziała tylko tyle, że od kilku dni jest obserwowana. Poleciła Maćkowi powrót do papierów, lecz nie łatwo było go spławić. Zasypał ją pytaniami dotyczącymi byłego partnera, a najbardziej zależało mu na jednej odpowiedzi – czy zamierza się z nim ponownie skontaktować.
Joasia nie mogła wiedzieć, że to dopiero początek dziwnych zdarzeń w jej życiu. Po południu zadzwonił Dawid i poinformował, że jakiś mężczyzna przyszedł do niego, do biura i wypytywał o żonę. Ktoś zbierał o niej informacje, nie wiedziała tylko dlaczego. Obawiała się, że na pewno nie będzie to nic dobrego. Na szczęście mężczyzna przypomniał sobie o tym, jak blondynka zwierzała mu się ze swoich problemów – kiedy mówiła o tym, że ktoś ją obserwuje. Szybko skojarzył fakty i przegonił tamtego.
- Może cię odwiozę do domu? - zaproponował Maciek, starając się zabrzmieć jak najbardziej naturalnie
- A co, boisz się o mnie? - zaśmiała się, choć wcale nie miała najlepszego humoru – Jedź do siebie, żona i dzieci czekają.
- Dzieci mają swoje życie, a Marta ma drugą zmianę.
- Zmęczony jesteś. Nie mam sumienia dokładać ci trasy.
- Aśka, kurde – podniósł rękę i przez chwilę pokiwał nią w powietrzu
- Ty się naprawdę martwisz – stwierdziła z podziwem
- A nawet jeśli to co?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Raczej nie lubisz okazywać uczuć. Odkąd cię poznałam, szukam odpowiedzi dlaczego.
- Może po prostu taki jestem? - rzucił, spoglądając na nią spode brwi – To co, odwieźć cię?
- Dzięki, dam sobie radę.
- No to się trzymaj.
Zgarnął klucze z biurka i zostawił ją samą. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł przez jej ciało, jakby za chwilę miało coś się wydarzyć. Duma nie pozwalała jej pokazać przed kimkolwiek, że się boi, a intuicja mówiła, iż kobieta podjęła złą decyzję. Skrzyżowała ręce i masując dłońmi ramiona odwróciła głowę w stronę okna.
- Aniele stróżu, bądź w pobliżu – szepnęła, nim zgasiła światło w biurze
Powoli szła korytarzem, zbliżając się do wyjścia. Serce waliło jej coraz mocniej. Może i nie miała się czego obawiać, ale jej wyobraźnia przedstawiła już tyle możliwych scenariuszy, że nie potrafiła się uspokoić. Otworzyła drzwi komendy i wyszła na ulicę. Rozejrzała się dookoła. Ani żywej duszy. Przełknęła ślinę, ruszyła w stronę swojego samochodu. Już z daleka dojrzała uchylone okno.
- Dam sobie rękę uciąć, że nie zapomniałabym zamknąć.
Nagle, nie wiadomo skąd, pojawił się mężczyzna w ciemnej bluzie i dresowych spodniach. Biegł w jej kierunku, lecz nie zwróciła na niego uwagi. Pomyślała, że to pewnie jakiś biegacz-amator, który szlifuje formę wieczorami. Bardziej martwiła ją ta szyba.
Kiedy już znalazła się przy samochodzie, mężczyzna w dresie na nią wpadł. Przewróciła się, klucze wypadły jej z ręki. Czekała aż usłyszy ich brzęk, gdy uderzą o chodnik. Mijały kolejne ułamki sekund, a ona nadal nic nie usłyszała. Rozejrzała się dookoła i nigdzie ich nie dostrzegła. Za to facet dalej biegł. Joanna domyśliła się, co się stało. Podniosła się na nogi, by ruszyć w pościg za mężczyzną. Nieprzypadkowo ją przewrócił.
Stopniowo zmniejszała dystans, ale tylko do czasu. Najwidoczniej złodziej zorientował się, że dziewczyna ma go w zasięgu wzroku i przyspieszył.
- Stój! - krzyknęła, wiedząc że nie będzie w stanie biec szybciej.
Ale on nie zareagował. Wciąż uciekał przed nią, nie odwracając się za siebie. Policjantka chciała już dać za wygraną i stwierdziła, że tylko cud pomoże jej odzyskać kluczyki. I wtedy stało się coś, czego nikt by się nie spodziewał. Mężczyzna wyrzucił je za siebie i zniknął za rogiem.
- Skoro prawie już mnie zgubił, to dlaczego się tak zachował? - zastanawiała się, dysząc ciężko na pustej ulicy.
Powolnym krokiem wróciła przed komendę. Przy samochodzie znów stanęła jak wryta – okno było zamknięte. Na wszelki wypadek zostawiła samochód i wezwała taksówkę. Obawiała się, że mogłaby nawet zostać uwięziona w środku, po czym wybuchłaby bomba.
- Kolejne ostrzeżenie – powiedziała sobie w myślach
Roztrzęsioną blondynkę uspokajał w domu jej mąż. Obiecał następnego dnia odwieźć ją do pracy i osobiście dopilnować, aby bezpiecznie dotarła do biura. Kradzież kluczyków wydawała się być dla niej logiczna – była to część planu opracowanego przeciwko jej osobie.
- Ewidentnie ktoś próbuje cię zastraszyć – stwierdził Dawid, trzymając ją w ramionach – Pogadaj jutro z tym Maćkiem, podobno dobry glina z niego.
- Obawiam się, że może to olać – westchnęła nauczona doświadczeniem sprzed kilku dni
- Niech tylko spróbuje. Wtedy to ja sobie z nim pogadam i na pewno nie będzie to przyjemna rozmowa. A teraz przygotuję ci kąpiel, dobrze?
Joasia pokiwała głową. Dawid pocałował ukochaną w czoło i zostawił samą w salonie. Oprócz komendy to właśnie w domu i tylko tutaj czuła się bezpiecznie.
W tym samym czasie Rafał przekraczał właśnie mury cmentarza. Musiał przyznać, że oświetlone słabym światłem zniczy nagrobki miały w sobie coś tajemniczego, mrocznego, lecz jednocześnie coś intrygującego i fascynującego. Mijał kolejne pomniki, trzymając w ręce spory znicz, z niepewnością wypisaną na twarzy. Nie bał się, ale też nie czuł się komfortowo. Zdecydowanie wolałby tu być w dzień, ale dopiero teraz znalazł czas, żeby w dokładnie miesiąc po pogrzebie jego mentora i współpracownika, a prywatnie przyjaciela, odwiedzić jego grób.
Można by rzec, że Rafał trafił pod jego opiekę, kiedy po czysto teoretycznym przygotowaniu do pracy w policji, jako młody, gniewny i ambitny pojawił się w drogówce. Pomysł aby połączyć doświadczenie ze świeżością, którą zawsze wnosił ktoś nowy, przyniósł nieoczekiwanie dobre rezultaty. Rafał u boku starszego kolegi uczył się nie tylko fachu, ale także życia. Trochę traktował go jak ojca, bowiem różnica wieku między nimi wynosiła ponad 20 lat, a wychowywany tylko przez matkę chłopak potrzebował także męskiej ręki. I tak w czasie długiej współpracy Rafał nauczył się spokoju ducha, cierpliwości, wyczucia i wielu innych przydatnych w pracy i w życiu cech. Po 5 latach z przykrością opuścił zespół, otrzymując awans do wydziału śledczego, gdzie spędził kolejne 3 lata, aż do teraz.
O wypadku dowiedział się zwyczajnego, szarego dnia pracy. Kolega z drogówki pojawił się w biurze, by powiedzieć mu, że Zygmunt podczas jednego z pościgów stracił panowanie nad samochodem i został uwięziony w płonącym wraku. Nie mogli mu pomóc.
Kiedy podszedł bliżej nagrobka, zobaczył kontur jakiejś postaci. Pochylała się ona nad pomnikiem, szlochając cicho. Nie widział dokładnie kto to jest, ale domyślił się, że to może być córka policjanta. Znał ją tylko z opowieści, ale zapamiętał tylko tyle, że jest świetnym prawnikiem i liczy sobie tyle samo wiosen, co on. Zygmunt zawsze był z niej bardzo dumny. W milczeniu podszedł bliżej, postawił znicz i zapalił. Kątem oka spojrzał na dziewczynę. Niewiele mógł zobaczyć w ciemności, lecz światło akurat padało na jej twarz. Te podkrążone, smutne oczy, smukły nos, którym pociągała co chwila, małe, lekko czerwone, wysuszone usta i mokre od łez policzki natychmiast wzbudziły w nim współczucie. Przykucnął obok niej, wciąż czując na sobie jej wzrok.
- Pracowaliśmy razem kiedyś. Wiele się od niego nauczyłem...
- Wciąż wydaje mi się, że to sen. Jestem w domu i myślę sobie, że zaraz się otworzą drzwi, że zaraz wejdzie do domu i będzie palił się do roboty. Zawsze dbał o dom i o mnie. Chciał żebym miała wszystko, co najlepsze...
- To był wspaniały człowiek – powiedział powoli i wyraźnie.
- Ale widziałeś go?
- Niedokładnie. Miał okulary przeciwsłoneczne i nie wyglądał na zadowolonego. Chyba pokrzyżowałem mu plany.
Joasia pokiwała głową.
- Zapisałeś numery?
- Nie, ale ten samochód miał niemieckie blachy.
- Niemieckie, powiadasz? - podchwyciła temat dziewczyna. Nie ukrywała zainteresowania tym faktem.
- O ile się nie mylę, a raczej się nie mylę, to tak. A co, masz rodzinę w Niemczech, o której nic mi nie wiadomo? A może ten twój Dawid ma?
- Nie, ale... kurde, że ja wcześniej na to nie wpadłam.
Podenerwowana dziewczyna podniosła się z krzesła. Cały czas czuła na sobie wzrok Maćka, krążąc po biurze. Próbowała przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów, czego nie ułatwiała jej wytwarzająca się właśnie w takich okolicznościach presja.
- Co jest? - mruknął w końcu zniecierpliwiony komisarz
- Nie skojarzyłam tego wcześniej. Kiedy byłam u Sebastiana... - urwała na chwilę i spojrzała wymownie na kolegę. Ten właśnie przewracał teatralnie oczyma. - ...widziałam dokładnie taki sam samochód. Miał niemieckie numery. Dopiero jak mi teraz to powiedziałeś...
- Sebastian to raczej nie był.
- Niby dlaczego miałby mnie śledzić?
Zapadła cisza. Żadne z nich nie potrafiło znaleźć odpowiedzi na pytanie zadane przez kobietę. Nie mogli też uwierzyć, że Sebastian mógłby tak postąpić. Choć zawiódł wszystkich swoją ucieczką, to jednak nie stracił aż tyle szacunku, by podejrzewać go o nieczyste zamiary.
- Chyba nie wierzysz, że mógłby kogoś na ciebie nasłać.
- No skąd.
- Zaraz, zaraz – ożywił się nagle – Przecież to było w Anglii. Czy nie wydaje ci się dziwne, że trafiamy na prawdopodobnie ten sam samochód w dwóch różnych krajach, pochodzący z trzeciego innego?
Dziewczyna wzruszyła ramionami. Dla niej było to zbyt trudne do zrozumienia. Wiedziała tylko tyle, że od kilku dni jest obserwowana. Poleciła Maćkowi powrót do papierów, lecz nie łatwo było go spławić. Zasypał ją pytaniami dotyczącymi byłego partnera, a najbardziej zależało mu na jednej odpowiedzi – czy zamierza się z nim ponownie skontaktować.
Joasia nie mogła wiedzieć, że to dopiero początek dziwnych zdarzeń w jej życiu. Po południu zadzwonił Dawid i poinformował, że jakiś mężczyzna przyszedł do niego, do biura i wypytywał o żonę. Ktoś zbierał o niej informacje, nie wiedziała tylko dlaczego. Obawiała się, że na pewno nie będzie to nic dobrego. Na szczęście mężczyzna przypomniał sobie o tym, jak blondynka zwierzała mu się ze swoich problemów – kiedy mówiła o tym, że ktoś ją obserwuje. Szybko skojarzył fakty i przegonił tamtego.
- Może cię odwiozę do domu? - zaproponował Maciek, starając się zabrzmieć jak najbardziej naturalnie
- A co, boisz się o mnie? - zaśmiała się, choć wcale nie miała najlepszego humoru – Jedź do siebie, żona i dzieci czekają.
- Dzieci mają swoje życie, a Marta ma drugą zmianę.
- Zmęczony jesteś. Nie mam sumienia dokładać ci trasy.
- Aśka, kurde – podniósł rękę i przez chwilę pokiwał nią w powietrzu
- Ty się naprawdę martwisz – stwierdziła z podziwem
- A nawet jeśli to co?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Raczej nie lubisz okazywać uczuć. Odkąd cię poznałam, szukam odpowiedzi dlaczego.
- Może po prostu taki jestem? - rzucił, spoglądając na nią spode brwi – To co, odwieźć cię?
- Dzięki, dam sobie radę.
- No to się trzymaj.
Zgarnął klucze z biurka i zostawił ją samą. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł przez jej ciało, jakby za chwilę miało coś się wydarzyć. Duma nie pozwalała jej pokazać przed kimkolwiek, że się boi, a intuicja mówiła, iż kobieta podjęła złą decyzję. Skrzyżowała ręce i masując dłońmi ramiona odwróciła głowę w stronę okna.
- Aniele stróżu, bądź w pobliżu – szepnęła, nim zgasiła światło w biurze
Powoli szła korytarzem, zbliżając się do wyjścia. Serce waliło jej coraz mocniej. Może i nie miała się czego obawiać, ale jej wyobraźnia przedstawiła już tyle możliwych scenariuszy, że nie potrafiła się uspokoić. Otworzyła drzwi komendy i wyszła na ulicę. Rozejrzała się dookoła. Ani żywej duszy. Przełknęła ślinę, ruszyła w stronę swojego samochodu. Już z daleka dojrzała uchylone okno.
- Dam sobie rękę uciąć, że nie zapomniałabym zamknąć.
Nagle, nie wiadomo skąd, pojawił się mężczyzna w ciemnej bluzie i dresowych spodniach. Biegł w jej kierunku, lecz nie zwróciła na niego uwagi. Pomyślała, że to pewnie jakiś biegacz-amator, który szlifuje formę wieczorami. Bardziej martwiła ją ta szyba.
Kiedy już znalazła się przy samochodzie, mężczyzna w dresie na nią wpadł. Przewróciła się, klucze wypadły jej z ręki. Czekała aż usłyszy ich brzęk, gdy uderzą o chodnik. Mijały kolejne ułamki sekund, a ona nadal nic nie usłyszała. Rozejrzała się dookoła i nigdzie ich nie dostrzegła. Za to facet dalej biegł. Joanna domyśliła się, co się stało. Podniosła się na nogi, by ruszyć w pościg za mężczyzną. Nieprzypadkowo ją przewrócił.
Stopniowo zmniejszała dystans, ale tylko do czasu. Najwidoczniej złodziej zorientował się, że dziewczyna ma go w zasięgu wzroku i przyspieszył.
- Stój! - krzyknęła, wiedząc że nie będzie w stanie biec szybciej.
Ale on nie zareagował. Wciąż uciekał przed nią, nie odwracając się za siebie. Policjantka chciała już dać za wygraną i stwierdziła, że tylko cud pomoże jej odzyskać kluczyki. I wtedy stało się coś, czego nikt by się nie spodziewał. Mężczyzna wyrzucił je za siebie i zniknął za rogiem.
- Skoro prawie już mnie zgubił, to dlaczego się tak zachował? - zastanawiała się, dysząc ciężko na pustej ulicy.
Powolnym krokiem wróciła przed komendę. Przy samochodzie znów stanęła jak wryta – okno było zamknięte. Na wszelki wypadek zostawiła samochód i wezwała taksówkę. Obawiała się, że mogłaby nawet zostać uwięziona w środku, po czym wybuchłaby bomba.
- Kolejne ostrzeżenie – powiedziała sobie w myślach
Roztrzęsioną blondynkę uspokajał w domu jej mąż. Obiecał następnego dnia odwieźć ją do pracy i osobiście dopilnować, aby bezpiecznie dotarła do biura. Kradzież kluczyków wydawała się być dla niej logiczna – była to część planu opracowanego przeciwko jej osobie.
- Ewidentnie ktoś próbuje cię zastraszyć – stwierdził Dawid, trzymając ją w ramionach – Pogadaj jutro z tym Maćkiem, podobno dobry glina z niego.
- Obawiam się, że może to olać – westchnęła nauczona doświadczeniem sprzed kilku dni
- Niech tylko spróbuje. Wtedy to ja sobie z nim pogadam i na pewno nie będzie to przyjemna rozmowa. A teraz przygotuję ci kąpiel, dobrze?
Joasia pokiwała głową. Dawid pocałował ukochaną w czoło i zostawił samą w salonie. Oprócz komendy to właśnie w domu i tylko tutaj czuła się bezpiecznie.
W tym samym czasie Rafał przekraczał właśnie mury cmentarza. Musiał przyznać, że oświetlone słabym światłem zniczy nagrobki miały w sobie coś tajemniczego, mrocznego, lecz jednocześnie coś intrygującego i fascynującego. Mijał kolejne pomniki, trzymając w ręce spory znicz, z niepewnością wypisaną na twarzy. Nie bał się, ale też nie czuł się komfortowo. Zdecydowanie wolałby tu być w dzień, ale dopiero teraz znalazł czas, żeby w dokładnie miesiąc po pogrzebie jego mentora i współpracownika, a prywatnie przyjaciela, odwiedzić jego grób.
Można by rzec, że Rafał trafił pod jego opiekę, kiedy po czysto teoretycznym przygotowaniu do pracy w policji, jako młody, gniewny i ambitny pojawił się w drogówce. Pomysł aby połączyć doświadczenie ze świeżością, którą zawsze wnosił ktoś nowy, przyniósł nieoczekiwanie dobre rezultaty. Rafał u boku starszego kolegi uczył się nie tylko fachu, ale także życia. Trochę traktował go jak ojca, bowiem różnica wieku między nimi wynosiła ponad 20 lat, a wychowywany tylko przez matkę chłopak potrzebował także męskiej ręki. I tak w czasie długiej współpracy Rafał nauczył się spokoju ducha, cierpliwości, wyczucia i wielu innych przydatnych w pracy i w życiu cech. Po 5 latach z przykrością opuścił zespół, otrzymując awans do wydziału śledczego, gdzie spędził kolejne 3 lata, aż do teraz.
O wypadku dowiedział się zwyczajnego, szarego dnia pracy. Kolega z drogówki pojawił się w biurze, by powiedzieć mu, że Zygmunt podczas jednego z pościgów stracił panowanie nad samochodem i został uwięziony w płonącym wraku. Nie mogli mu pomóc.
Kiedy podszedł bliżej nagrobka, zobaczył kontur jakiejś postaci. Pochylała się ona nad pomnikiem, szlochając cicho. Nie widział dokładnie kto to jest, ale domyślił się, że to może być córka policjanta. Znał ją tylko z opowieści, ale zapamiętał tylko tyle, że jest świetnym prawnikiem i liczy sobie tyle samo wiosen, co on. Zygmunt zawsze był z niej bardzo dumny. W milczeniu podszedł bliżej, postawił znicz i zapalił. Kątem oka spojrzał na dziewczynę. Niewiele mógł zobaczyć w ciemności, lecz światło akurat padało na jej twarz. Te podkrążone, smutne oczy, smukły nos, którym pociągała co chwila, małe, lekko czerwone, wysuszone usta i mokre od łez policzki natychmiast wzbudziły w nim współczucie. Przykucnął obok niej, wciąż czując na sobie jej wzrok.
- Pracowaliśmy razem kiedyś. Wiele się od niego nauczyłem...
- Wciąż wydaje mi się, że to sen. Jestem w domu i myślę sobie, że zaraz się otworzą drzwi, że zaraz wejdzie do domu i będzie palił się do roboty. Zawsze dbał o dom i o mnie. Chciał żebym miała wszystko, co najlepsze...
- To był wspaniały człowiek – powiedział powoli i wyraźnie.
poniedziałek, 9 września 2013
VI. Scen nr 68
Obudził go dźwięk telefonu. Tak dobrze mu się spało, że ledwie zdołał usłyszeć żywą melodię z głośnika. Półprzytomny mężczyzna wyciągnął rękę spod kołdry, położył ją na szafce i powoli przesuwał, aż w końcu trafił na szukany przedmiot. Na oślep nacisnął klawisz, którego używał każdego ranka do wyłączenia.
- Jeszcze pięć minut – mruknął pod nosem do samego siebie. Zawsze to sobie obiecywał. Jedna dwunasta godziny, trzysta sekund, ale nigdy nie kończyło się na tym. Łóżko było zbyt wygodne, a kołdra zbyt ciepła, żeby tak po prostu stanąć na równe nogi i przygotować się do pracy. Czasem zdarzało się, że przegrywał walkę z ciężkimi powiekami, przez co jeszcze bardziej spóźniał się na komendę. Gdyby stary codziennie kontrolował punktualność, Tomek już dawno szukałby innego zatrudnienia.
Tym razem jednak nerwy szybko podniosły go z łóżka. Wystarczyło, że jego ukochana przekręciła się w jego stronę i przełożyła rękę, obejmując mężczyznę w pasie. Natychmiast odtrącił jej dłoń i usiadł na krawędzi łóżka.
Był wściekły. Choć od feralnego wieczora minęło już półtorej doby, emocje wciąż nie opadły. Tomek nie potrafił wybaczyć narzeczonej, że przestała zwracać na niego uwagę, kiedy na horyzoncie pojawił się stary znajomy. Bądź co bądź, taka postawa chyba nie najlepiej świadczyła o jej uczuciu wobec mężczyzny, z którym spotykała się od ponad roku.
- A może to rutyna i znudzenie? - spekulował kilka minut później, zalewając wrzątkiem kawę w kubku.
Nie odezwał się ani słowem, ale błędem byłoby stwierdzenie, że traktował ją jak powietrze. Wręcz przeciwnie – unikał jej towarzystwa, czasem nawet robił to przesadnie teatralnie, aby wytrącić kobietę z równowagi. Z łóżka nie zrezygnował tylko dlatego, że było zbyt wygodne. Przy okazji dochodziło między nimi do przepychanek w trakcie tych dwóch nocy – kiedy on zabrał jej całą kołdrę, dziewczyna nie pozostała mu dłużna i zepchnęła go na podłogę.
- Nie wiem jak ty, ale ja mam dość – usłyszał jej głos.
Delikatnie odwrócił głowę w stronę wejścia. Sylwia stała w progu, opierając się jedną ręką o framugę, zaś drugą przeczesując swoje bujne, opadające na ramiona włosy. Miała na sobie tylko biały szlafrok. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, ale to był raczej kpiący uśmiech.
- Chcesz mnie uwieść?
- A co, chyba mi nie powiesz, że ci się nie podobam?
- Wiesz co? Daj spokój – rzucił, kręcąc głową z dezaprobatą – Wolę sobie nad kiblem załatwić tę sprawę niż zabawiać się z tobą w łóżku.
Wściekła Sylwia zrobiła krok naprzód i trzasnęła drzwiami. Odpowiedź ukochanego nie mogła jej zadowolić. Liczyła na szybkie wyjaśnienie nieporozumienia, oczywiście bagatelizując prawdziwą przyczynę konfliktu. Czuła, że zdominowała ten związek, że zawsze i za wszystko może obarczyć winą Tomka. Ten jednak nie przystał na jej propozycję. Straciła kontrolę, a świadomość tego denerwowała ją wcale nie mniej niż zachowanie mężczyzny.
- O co ci do cholery chodzi? - stanęła tuż przed nim
- O honor. Nie pozwolę się tak traktować.
- To znaczy jak?
- Jak szmatę! Czy ja cię kiedykolwiek tak potraktowałem?
Zamilkła. Nawet nie sięgnęła pamięcią wstecz, bo wiedziała, że nawet jakby bardzo się starała, nie mogłaby przypomnieć sobie takiej chwili. Tomek był zupełnym przeciwieństwem Kamila. Z jego ust nigdy nie padło złe słowo o jej osobie, nie mówiąc już o użyciu siły wobec niej.
- No powiedz. Potraktowałem cię tak kiedyś? - wciąż patrzył jej prosto w oczy. Oczy, do których miał tak wielką słabość. Zawładnęła nim silna chęć objęcia kobiety i pocałowania w usta. Zacisnął pięści, próbując się powstrzymać, ale nie dawał rady. Przez chwilę nawet zapomniał, że ma do niej pretensje. Już zaczął zbliżać swoją twarz do jej twarzy, kiedy...
- Przestań dramatyzować! - odwróciła się gwałtownie, uderzając mężczyznę włosami w policzek – Zachowujesz się gorzej niż baba.
W jednej chwili czar prysł. Tomek poczuł się jeszcze bardziej poniżony niż tego wieczora, gdy ignorowała go w towarzystwie Daniela. Bez słowa ruszył z miejsca, pospiesznie założył buty i zarzucił bluzę na ramiona.
- A ty dokąd?
- Do pracy – rzucił w drzwiach, nie czekając na odpowiedź.
Trzaśnięcie drzwi oznaczało koniec wymiany zdań. Sylwia stanęła przed lustrem i spojrzała sobie w twarz. Skrzywiła się, bo nie zdołała obronić dominującej pozycji.
- Ranny ptaszek się znalazł – mruknęła z pogardą, po tym jak spojrzała na zegarek.
- Cześć Rafał, cześć Asia – oznajmił Maciek radośnie, wchodząc rano do biura
- Cześć – odpowiedział tylko mężczyzna – A wy z Anką nie macie wolnego?
- Ona ma, ale mnie zostały jeszcze zaległe raporty z zeszłego tygodnia.
- Biedaczek.
Komisarz rzucił pytająco w stronę kolegi, wskazując ręką na Joasię. Dziewczyna odwróciła się do nich plecami i patrzyła się w jeden punkt przez szybę. W odpowiedzi Rafał tylko wzruszył ramionami.
- A ty dalej masz na mnie focha? - położył dłonie na jej ramionach
- Człowieku, opanuj się! Chcesz żebym zawału przez ciebie dostała?
- Nie wiedziałem, że taka płochliwa się zrobiłaś.
- Bo taki z ciebie przyjaciel – zerwała się z miejsca z zamiarem opuszczenia biura, lecz Maciek jej to uniemożliwił. Złapał dziewczynę za rękę i przyciągnął do siebie.
- Przepraszam, okej? Nie miałem złych zamiarów.
- Mógłbyś czasem pomyśleć, zanim coś palniesz – rzekła spokojniejszym tonem
- Aśka, nie wymagaj zbyt wiele od głupiego, prostego chłopa.
- No już, już dobrze – wyciągnęła dłoń i pogłaskała go po głowie, co wyglądało komicznie.
W tym momencie Rafał wybuchnął niekontrolowanym napadem śmiechu. Obserwowana scenka rozbawiła go tak bardzo, że niemal spadł z krzesła. Odgłosy z biura zaniepokoiły Tomka, który przybiegł sprawdzić co się dzieje. Maciek zaproponował mu kawę, ale asystent odmówił i wrócił do swojego biura.
- A widzieliście jaki był smutny? - zauważyła Asia
- Kryzys w związku, też to wiele razy przechodziłem z Martą.
- Jest na to jakiś sposób?
- Tylko jeden. Miłość. Jeśli dwoje ludzi naprawdę się kocha, nic nie zniszczy tego, co budowali.
- Ale Tomek kocha Sylwię – wtrącił się Rafał
- Co do tego nie mam wątpliwości... ale czy ona jego?
Kiedy spojrzał kolejno na Asię i na Rafała, odwracali głowy, unikając odpowiedzi. Żadne z nich nie odważyło się wyrokować w tej sprawie. To mogło oznaczać tylko jedno – cała trójka nie dawałaby gwarancji, że uczucie kobiety do Tomka jest prawdziwe.
- Maciek?
- Tak?
- On znowu tu jest – powiedziała cicho, stojąc przy oknie. Oprócz ich dwojga nikogo nie było w biurze. Rafał musiał na chwilę wyjść w związku z prowadzonym przez nich śledztwem.
Komisarz uśmiechnął się pod nosem, powstrzymując od komentarzy. Ledwo co pogodził się z koleżanką, nie chciał wywoływać kolejnej kłótni.
- No chodź tu – ponagliła go.
Kiedy zobaczył twarz dziewczyny, zrozumiał, że ona nie żartuje. Stanął tuż obok niej, przyglądając się wskazanemu przez nią pojazdowi. Ciemne BMW stało przed komendą, a w środku siedział mężczyzna w okularach przeciwsłonecznych.
- Jak długo to trwa?
- Nie wiem. Zauważyłam to jakiś... tydzień temu? Nie powiem ci dokładnie.
- Dostałaś jakieś pogróżki? Listy, smsy, głuche telefony...
- Nie. Znaczy tak! Tak, tak, dostałam! - podenerwowana dziewczyna aż zadrżała. Maciek objął ją ramieniem, powoli przesuwając swoją dłoń od łokcia do barku.
- Co konkretnie?
- Ostrzeżenie. Przebita opona.
- Myślisz że to ma związek? - podszedł do tego z dystansem
W odpowiedzi skinęła głową.
- Pójdę się rozejrzeć – nie czekając na protesty dziewczyny wybiegł z biura, aby dokładniej przyjrzeć się samochodowi, który rzekomo śledził Joasię. A przede wszystkim mężczyźnie, który siedział za kierownicą pojazdu.
- Jeszcze pięć minut – mruknął pod nosem do samego siebie. Zawsze to sobie obiecywał. Jedna dwunasta godziny, trzysta sekund, ale nigdy nie kończyło się na tym. Łóżko było zbyt wygodne, a kołdra zbyt ciepła, żeby tak po prostu stanąć na równe nogi i przygotować się do pracy. Czasem zdarzało się, że przegrywał walkę z ciężkimi powiekami, przez co jeszcze bardziej spóźniał się na komendę. Gdyby stary codziennie kontrolował punktualność, Tomek już dawno szukałby innego zatrudnienia.
Tym razem jednak nerwy szybko podniosły go z łóżka. Wystarczyło, że jego ukochana przekręciła się w jego stronę i przełożyła rękę, obejmując mężczyznę w pasie. Natychmiast odtrącił jej dłoń i usiadł na krawędzi łóżka.
Był wściekły. Choć od feralnego wieczora minęło już półtorej doby, emocje wciąż nie opadły. Tomek nie potrafił wybaczyć narzeczonej, że przestała zwracać na niego uwagę, kiedy na horyzoncie pojawił się stary znajomy. Bądź co bądź, taka postawa chyba nie najlepiej świadczyła o jej uczuciu wobec mężczyzny, z którym spotykała się od ponad roku.
- A może to rutyna i znudzenie? - spekulował kilka minut później, zalewając wrzątkiem kawę w kubku.
Nie odezwał się ani słowem, ale błędem byłoby stwierdzenie, że traktował ją jak powietrze. Wręcz przeciwnie – unikał jej towarzystwa, czasem nawet robił to przesadnie teatralnie, aby wytrącić kobietę z równowagi. Z łóżka nie zrezygnował tylko dlatego, że było zbyt wygodne. Przy okazji dochodziło między nimi do przepychanek w trakcie tych dwóch nocy – kiedy on zabrał jej całą kołdrę, dziewczyna nie pozostała mu dłużna i zepchnęła go na podłogę.
- Nie wiem jak ty, ale ja mam dość – usłyszał jej głos.
Delikatnie odwrócił głowę w stronę wejścia. Sylwia stała w progu, opierając się jedną ręką o framugę, zaś drugą przeczesując swoje bujne, opadające na ramiona włosy. Miała na sobie tylko biały szlafrok. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, ale to był raczej kpiący uśmiech.
- Chcesz mnie uwieść?
- A co, chyba mi nie powiesz, że ci się nie podobam?
- Wiesz co? Daj spokój – rzucił, kręcąc głową z dezaprobatą – Wolę sobie nad kiblem załatwić tę sprawę niż zabawiać się z tobą w łóżku.
Wściekła Sylwia zrobiła krok naprzód i trzasnęła drzwiami. Odpowiedź ukochanego nie mogła jej zadowolić. Liczyła na szybkie wyjaśnienie nieporozumienia, oczywiście bagatelizując prawdziwą przyczynę konfliktu. Czuła, że zdominowała ten związek, że zawsze i za wszystko może obarczyć winą Tomka. Ten jednak nie przystał na jej propozycję. Straciła kontrolę, a świadomość tego denerwowała ją wcale nie mniej niż zachowanie mężczyzny.
- O co ci do cholery chodzi? - stanęła tuż przed nim
- O honor. Nie pozwolę się tak traktować.
- To znaczy jak?
- Jak szmatę! Czy ja cię kiedykolwiek tak potraktowałem?
Zamilkła. Nawet nie sięgnęła pamięcią wstecz, bo wiedziała, że nawet jakby bardzo się starała, nie mogłaby przypomnieć sobie takiej chwili. Tomek był zupełnym przeciwieństwem Kamila. Z jego ust nigdy nie padło złe słowo o jej osobie, nie mówiąc już o użyciu siły wobec niej.
- No powiedz. Potraktowałem cię tak kiedyś? - wciąż patrzył jej prosto w oczy. Oczy, do których miał tak wielką słabość. Zawładnęła nim silna chęć objęcia kobiety i pocałowania w usta. Zacisnął pięści, próbując się powstrzymać, ale nie dawał rady. Przez chwilę nawet zapomniał, że ma do niej pretensje. Już zaczął zbliżać swoją twarz do jej twarzy, kiedy...
- Przestań dramatyzować! - odwróciła się gwałtownie, uderzając mężczyznę włosami w policzek – Zachowujesz się gorzej niż baba.
W jednej chwili czar prysł. Tomek poczuł się jeszcze bardziej poniżony niż tego wieczora, gdy ignorowała go w towarzystwie Daniela. Bez słowa ruszył z miejsca, pospiesznie założył buty i zarzucił bluzę na ramiona.
- A ty dokąd?
- Do pracy – rzucił w drzwiach, nie czekając na odpowiedź.
Trzaśnięcie drzwi oznaczało koniec wymiany zdań. Sylwia stanęła przed lustrem i spojrzała sobie w twarz. Skrzywiła się, bo nie zdołała obronić dominującej pozycji.
- Ranny ptaszek się znalazł – mruknęła z pogardą, po tym jak spojrzała na zegarek.
- Cześć Rafał, cześć Asia – oznajmił Maciek radośnie, wchodząc rano do biura
- Cześć – odpowiedział tylko mężczyzna – A wy z Anką nie macie wolnego?
- Ona ma, ale mnie zostały jeszcze zaległe raporty z zeszłego tygodnia.
- Biedaczek.
Komisarz rzucił pytająco w stronę kolegi, wskazując ręką na Joasię. Dziewczyna odwróciła się do nich plecami i patrzyła się w jeden punkt przez szybę. W odpowiedzi Rafał tylko wzruszył ramionami.
- A ty dalej masz na mnie focha? - położył dłonie na jej ramionach
- Człowieku, opanuj się! Chcesz żebym zawału przez ciebie dostała?
- Nie wiedziałem, że taka płochliwa się zrobiłaś.
- Bo taki z ciebie przyjaciel – zerwała się z miejsca z zamiarem opuszczenia biura, lecz Maciek jej to uniemożliwił. Złapał dziewczynę za rękę i przyciągnął do siebie.
- Przepraszam, okej? Nie miałem złych zamiarów.
- Mógłbyś czasem pomyśleć, zanim coś palniesz – rzekła spokojniejszym tonem
- Aśka, nie wymagaj zbyt wiele od głupiego, prostego chłopa.
- No już, już dobrze – wyciągnęła dłoń i pogłaskała go po głowie, co wyglądało komicznie.
W tym momencie Rafał wybuchnął niekontrolowanym napadem śmiechu. Obserwowana scenka rozbawiła go tak bardzo, że niemal spadł z krzesła. Odgłosy z biura zaniepokoiły Tomka, który przybiegł sprawdzić co się dzieje. Maciek zaproponował mu kawę, ale asystent odmówił i wrócił do swojego biura.
- A widzieliście jaki był smutny? - zauważyła Asia
- Kryzys w związku, też to wiele razy przechodziłem z Martą.
- Jest na to jakiś sposób?
- Tylko jeden. Miłość. Jeśli dwoje ludzi naprawdę się kocha, nic nie zniszczy tego, co budowali.
- Ale Tomek kocha Sylwię – wtrącił się Rafał
- Co do tego nie mam wątpliwości... ale czy ona jego?
Kiedy spojrzał kolejno na Asię i na Rafała, odwracali głowy, unikając odpowiedzi. Żadne z nich nie odważyło się wyrokować w tej sprawie. To mogło oznaczać tylko jedno – cała trójka nie dawałaby gwarancji, że uczucie kobiety do Tomka jest prawdziwe.
- Maciek?
- Tak?
- On znowu tu jest – powiedziała cicho, stojąc przy oknie. Oprócz ich dwojga nikogo nie było w biurze. Rafał musiał na chwilę wyjść w związku z prowadzonym przez nich śledztwem.
Komisarz uśmiechnął się pod nosem, powstrzymując od komentarzy. Ledwo co pogodził się z koleżanką, nie chciał wywoływać kolejnej kłótni.
- No chodź tu – ponagliła go.
Kiedy zobaczył twarz dziewczyny, zrozumiał, że ona nie żartuje. Stanął tuż obok niej, przyglądając się wskazanemu przez nią pojazdowi. Ciemne BMW stało przed komendą, a w środku siedział mężczyzna w okularach przeciwsłonecznych.
- Jak długo to trwa?
- Nie wiem. Zauważyłam to jakiś... tydzień temu? Nie powiem ci dokładnie.
- Dostałaś jakieś pogróżki? Listy, smsy, głuche telefony...
- Nie. Znaczy tak! Tak, tak, dostałam! - podenerwowana dziewczyna aż zadrżała. Maciek objął ją ramieniem, powoli przesuwając swoją dłoń od łokcia do barku.
- Co konkretnie?
- Ostrzeżenie. Przebita opona.
- Myślisz że to ma związek? - podszedł do tego z dystansem
W odpowiedzi skinęła głową.
- Pójdę się rozejrzeć – nie czekając na protesty dziewczyny wybiegł z biura, aby dokładniej przyjrzeć się samochodowi, który rzekomo śledził Joasię. A przede wszystkim mężczyźnie, który siedział za kierownicą pojazdu.
sobota, 7 września 2013
VI. Scen nr 67
Komisarz Strzewiński wyciągnął telefon, z zamiarem skontaktowania się ze swoją partnerką. Uznał, iż nie ma co zwlekać z poinformowaniem jej o nowych okolicznościach, jednak gdy chciał już wybrać jej numer, kobieta stanęła tuż obok niego.
- Właśnie miałem do ciebie dzwonić.
- Nie zastałam go w domu – mruknęła zrezygnowana – Niech to szlag.
- Prędzej czy później go dorwiemy. No chyba nie wierzysz w to, że uciekł albo ruszyły go wyrzuty sumienia i leży krzyżem w którymś kościele.
Wrócili do swojego biura, gdzie wciąż siedział chłopak z klasy Karoliny. Dopiero teraz Maciek sobie o nim przypomniał. Milczący krótkowłosy blondyn ze spuszczoną głową, wzrokiem wbitym w podłogę i splecionymi palcami, wyglądał jakby to on okazywał skruchę, choć nie zrobił nic złego. Mężczyzna przypomniał sobie słowa Kaśki. Nie zgadzał się z jej zdaniem. Choć nastolatek wyglądał na nieśmiałego i niezbyt odważnego, to jeszcze nie znaczyło, że to „ciepłe kluchy”, jak określiła asystentka.
- Panie komisarzu... - odezwał się cicho w pewnej chwili
- Tak, jesteś już wolny. Dzięki za pomoc – odparł, uprzedzając jego pytanie
- Ale ja zapomniałem o czymś powiedzieć.
Dwie pary oczu skierowały się w stronę blondyna.
- Jeśli mogę coś zasugerować... powinniście zacząć poszukiwania od szkoły. Teraz są SKS-y, a Romek, Artur, Paweł i Piotrek są zapisani.
- To już na pewno wszystko?
- Tak
- Dobra, dzięki – rzucił pospiesznie komisarz – Anka, jedziemy.
Podczas gdy on pobiegł odpalić już silnik, kobieta na chwilę wstąpiła do biura asystentów. Rozkazała im wezwać mundurowych do liceum i bez słowa wyjaśnienia wybiegła, by dołączyć do partnera.
Szli pewnym krokiem przez korytarz, kierując się w stronę sali gimnastycznej. Kamienne twarze nie zdradzały ani cienia emocji. Trudno było powiedzieć, czy bardziej są zdenerwowani, czy jednak pewni siebie. Oto nadeszła chwila prawdy. Stanęli u progu. Mężczyzna odnalazł gdzieś pomiędzy uczniami pana Kuczkę i ruszył. Partnerka cały czas podążała za nim.
- Szukamy Romka, Pawła, Artura i Piotrka z klasy pani Koczyńskiej – oznajmił bez owijania w bawełnę
Zakłopotany nauczyciel rozejrzał się dookoła, ale nie zobaczył żadnego z nich. Podrapał się po głowie, obawiając się reakcji policjantów.
- Jeszcze przed chwilą tu byli – wykrztusił
- To ładnie pan uczniów pilnuje – rzucił wściekły komisarz – Anka, szukamy ich.
Opuścili obszar sali i rozdzielili się. Maciek skręcił w jedną stronę i przeszukiwał szatnie, natomiast Ania poszła w przeciwnym kierunku, sprawdzając pomieszczenia gospodarcze. Otworzyła już trzecie z kolei drzwi. Jej oczom ukazał się spory kosz z piłkami. Nie było by w nim nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że mignął tam jakiś cień. Zdecydowała się tam wejść. Zdołała zrobić ledwie dwa kroki, gdy usłyszała skrzypienie drzwi i trzask. Zapadła ciemność, ale tylko na chwilę. Zaraz potem zaświeciło się światło. Wtedy też poczuła zaciskającą się dłoń na swoim pośladku. Instynktownie odwróciła się i uderzyła delikwenta z całej siły w twarz. Odleciał aż pod ścianę.
- Co za suka! - wykrzyczał w złości, trzymając się za obolały policzek
- Ciszej debilu, bo jeszcze nas usłyszą.
Dopiero teraz policjantka zauważyła, że w sumie jest ich czterech. Tamten szybko się pozbierał i stanął w jednej linii z kolegami. Ich szydercze uśmiechy i pewność siebie przeraziła ją. Nie zastanawiając się, powoli zaczęła się cofać. Z każdym kolejnym krokiem odnosiła wrażenie, że chłopcy coraz bardziej się cieszą.
Chwilę później natrafiła na ścianę. Nie miała już dokąd uciec. W mig pojęła, co tak bardzo ucieszyło nastolatków. Nie zamierzała jednak dać za wygraną. Chwyciła do rąk piłkę do koszykówki i z całej siły rzuciła nią prosto w twarz jednego z nich. Krzyknął z bólu i zakrył się dłońmi. Koledzy odepchnęli go i nie pozostali dłużni policjantce. Rzucili się na nią, nim zdążyła ponownie zaatakować. Dwóch złapało ją za ręce, a trzeci dobierał się do jej piersi. Przez chwilę pomyślała, że skończy jak Koczyńska, lecz wtedy otworzyły się drzwi, a w progu stanęła pewna postać. Jasne światło z zewnątrz oślepiło ją przez chwilę, ale kiedy zobaczyła, że mężczyzna odciąga od niej jednego z napastników, domyśliła się, że musi to być Maciek.
Komisarz jednym ciosem powalił chłopaka na ziemię, po czym wziął się za kolejnego. Złapał nastolatka za ubranie, pociągnął go i pchnął mocno na ścianę. W tym samym czasie Ania odzyskała pewność siebie i próbowała rozprawić się z ostatnim, który został przy niej. Radziła sobie całkiem dobrze, dopóki do walki nie włączył się ten, którego wcześniej uderzyła piłką. Przez chwilę widziała jego twarz z bliska. Ta krew pod nosem i te wściekłe, pełne żądzy oczy... Coś błysnęło jej przed oczyma. Wciąż siłując się z napastnikiem spojrzała w bok. Nastolatek trzymał w ręku scyzoryk.
- Maciek... - jęknęła, przygotowując się na najgorsze
Zareagował błyskawicznie. Pchnął na ścianę obu rywali, nad którymi zyskiwał przewagę i rzucił się na tego z nożem. W ostatniej chwili zdołał go przewrócić, zanim ten wbił ostrze w ciało kobiety. Tamci dwaj, korzystając z momentu dezorientacji policjanta, złapali go za ręce i wykręcili mu je do tyłu. Nie mógł nic zrobić. Ania zdołała kopnąć napastnika w krocze, dzięki czemu przedłużyła swoje szanse na uratowanie siebie.
- Uciekaj – wycedził przez zęby Maciek
- Nie ma mowy – warknęła i uderzyła jednego z tych, którzy trzymali jej partnera.
Dał się zaskoczyć i to sporo go kosztowało. Strzewiński, pomimo bólu, wyswobodził rękę i zaatakował drugiego.
- Stać, policja! Nie ruszać się!
Wszyscy w jednej chwili zamarli. Ania, która właśnie próbowała powalić jednego z rywali, Maciek, który w najlepsze bił kolejnego, napastnik, który chciał sięgnąć po leżący na podłodze scyzoryk, a nawet chłopak, który oberwał w krocze i do tej pory zwijał się z bólu. W drzwiach stała Karolina, za nią Bartek i Kasia, którzy dotarli tu z mundurowymi. Nastolatka odsunęła się, robiąc miejsce policjantom. Ci zakuli w kajdanki czwórkę nastolatków, a następnie wyprowadzili ich po kolei. Na końcu pomieszczenie opuścili komisarze.
- Cała jesteś? - zwrócił do partnerki
- Tak...
- A to? - wskazał na lekkie rozcięcie na ramieniu.
- Nic poważnego.
Karolina podeszła bliżej do Maćka i przytuliła się do niego. Przez chwilę, gdy usłyszała hałasy dochodzące zza drzwi, bała się. Bała się, że coś mogło się stać jej tacie. Na szczęście okazało się, że całkiem nieźle dawał sobie radę, pomimo że napastnicy mieli przewagę liczebną.
- Pomoc przyszła w samą porę – przyznał komisarz – Było naprawdę ciężko.
- Podziękuj swojej córce. To ona was znalazła.
Po tym jak lekarz opatrzył ranę Ani, Maciek i jego córka odwieźli kobietę do domu. Komisarz stwierdził, że po przeżyciach z wizyty w szkole, należy się jej odpoczynek. Sam był zmęczony bójką i marzył o chwili wolnego. Widział, że jego partnerka jest przybita. Ostatecznie nie doszło do niczego poważnego, to jednak były takie chwile, kiedy musiała znosić obce dłonie na swoich pośladkach i piersiach. Domyślał się, że to nie było dla niej przyjemne.
- No chyba nie zamierzasz wracać jeszcze na komendę – z zamyślenia wyrwał go głos córki
- Mam jeszcze trochę papierków. No i muszę zlecić poszukiwania piątego... Widziałaś jak ona wyglądała? - dodał po chwili milczenia
- Fatalnie. Ale zobaczysz, szybko się z tym upora.
- Jak ci się to udało?
- Co?
- Znaleźć nas.
- Powiedzmy, że to wrodzona intuicja – uśmiechnęła się, prostując dumnie
- Taa, intuicja – mruknął, wrzucając kolejny bieg
- A co byś powiedział... gdybym chciała wstąpić do policji?
- Co ja bym powiedział? Ja tu nie mam nic do gadania. To twoje życie i ty o nim decydujesz. Jeśli tego chcesz to nie będę ci zabraniał.
- Nie będzie ci to przeszkadzało?
- Niby dlaczego miałoby?
- Sam dzisiaj widziałeś. To nie jest bezpieczne – przyznała cicho
- Raczej powinnaś mamy zapytać. To raczej ona jest od zmartwień w naszej rodzinie.
- Przestań, proszę cię... - spojrzała na niego z politowaniem – Oboje dobrze wiemy, że tylko udajesz chłodnego, szczególnie w pracy.
- Nie wiem jak ty, ale ja jestem głodny – szybko zmienił temat, na co Karolina zareagowała niekontrolowanym wybuchem śmiechu – Co powiesz na pizzę?
- Brzmi nieźle.
- Właśnie miałem do ciebie dzwonić.
- Nie zastałam go w domu – mruknęła zrezygnowana – Niech to szlag.
- Prędzej czy później go dorwiemy. No chyba nie wierzysz w to, że uciekł albo ruszyły go wyrzuty sumienia i leży krzyżem w którymś kościele.
Wrócili do swojego biura, gdzie wciąż siedział chłopak z klasy Karoliny. Dopiero teraz Maciek sobie o nim przypomniał. Milczący krótkowłosy blondyn ze spuszczoną głową, wzrokiem wbitym w podłogę i splecionymi palcami, wyglądał jakby to on okazywał skruchę, choć nie zrobił nic złego. Mężczyzna przypomniał sobie słowa Kaśki. Nie zgadzał się z jej zdaniem. Choć nastolatek wyglądał na nieśmiałego i niezbyt odważnego, to jeszcze nie znaczyło, że to „ciepłe kluchy”, jak określiła asystentka.
- Panie komisarzu... - odezwał się cicho w pewnej chwili
- Tak, jesteś już wolny. Dzięki za pomoc – odparł, uprzedzając jego pytanie
- Ale ja zapomniałem o czymś powiedzieć.
Dwie pary oczu skierowały się w stronę blondyna.
- Jeśli mogę coś zasugerować... powinniście zacząć poszukiwania od szkoły. Teraz są SKS-y, a Romek, Artur, Paweł i Piotrek są zapisani.
- To już na pewno wszystko?
- Tak
- Dobra, dzięki – rzucił pospiesznie komisarz – Anka, jedziemy.
Podczas gdy on pobiegł odpalić już silnik, kobieta na chwilę wstąpiła do biura asystentów. Rozkazała im wezwać mundurowych do liceum i bez słowa wyjaśnienia wybiegła, by dołączyć do partnera.
Szli pewnym krokiem przez korytarz, kierując się w stronę sali gimnastycznej. Kamienne twarze nie zdradzały ani cienia emocji. Trudno było powiedzieć, czy bardziej są zdenerwowani, czy jednak pewni siebie. Oto nadeszła chwila prawdy. Stanęli u progu. Mężczyzna odnalazł gdzieś pomiędzy uczniami pana Kuczkę i ruszył. Partnerka cały czas podążała za nim.
- Szukamy Romka, Pawła, Artura i Piotrka z klasy pani Koczyńskiej – oznajmił bez owijania w bawełnę
Zakłopotany nauczyciel rozejrzał się dookoła, ale nie zobaczył żadnego z nich. Podrapał się po głowie, obawiając się reakcji policjantów.
- Jeszcze przed chwilą tu byli – wykrztusił
- To ładnie pan uczniów pilnuje – rzucił wściekły komisarz – Anka, szukamy ich.
Opuścili obszar sali i rozdzielili się. Maciek skręcił w jedną stronę i przeszukiwał szatnie, natomiast Ania poszła w przeciwnym kierunku, sprawdzając pomieszczenia gospodarcze. Otworzyła już trzecie z kolei drzwi. Jej oczom ukazał się spory kosz z piłkami. Nie było by w nim nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że mignął tam jakiś cień. Zdecydowała się tam wejść. Zdołała zrobić ledwie dwa kroki, gdy usłyszała skrzypienie drzwi i trzask. Zapadła ciemność, ale tylko na chwilę. Zaraz potem zaświeciło się światło. Wtedy też poczuła zaciskającą się dłoń na swoim pośladku. Instynktownie odwróciła się i uderzyła delikwenta z całej siły w twarz. Odleciał aż pod ścianę.
- Co za suka! - wykrzyczał w złości, trzymając się za obolały policzek
- Ciszej debilu, bo jeszcze nas usłyszą.
Dopiero teraz policjantka zauważyła, że w sumie jest ich czterech. Tamten szybko się pozbierał i stanął w jednej linii z kolegami. Ich szydercze uśmiechy i pewność siebie przeraziła ją. Nie zastanawiając się, powoli zaczęła się cofać. Z każdym kolejnym krokiem odnosiła wrażenie, że chłopcy coraz bardziej się cieszą.
Chwilę później natrafiła na ścianę. Nie miała już dokąd uciec. W mig pojęła, co tak bardzo ucieszyło nastolatków. Nie zamierzała jednak dać za wygraną. Chwyciła do rąk piłkę do koszykówki i z całej siły rzuciła nią prosto w twarz jednego z nich. Krzyknął z bólu i zakrył się dłońmi. Koledzy odepchnęli go i nie pozostali dłużni policjantce. Rzucili się na nią, nim zdążyła ponownie zaatakować. Dwóch złapało ją za ręce, a trzeci dobierał się do jej piersi. Przez chwilę pomyślała, że skończy jak Koczyńska, lecz wtedy otworzyły się drzwi, a w progu stanęła pewna postać. Jasne światło z zewnątrz oślepiło ją przez chwilę, ale kiedy zobaczyła, że mężczyzna odciąga od niej jednego z napastników, domyśliła się, że musi to być Maciek.
Komisarz jednym ciosem powalił chłopaka na ziemię, po czym wziął się za kolejnego. Złapał nastolatka za ubranie, pociągnął go i pchnął mocno na ścianę. W tym samym czasie Ania odzyskała pewność siebie i próbowała rozprawić się z ostatnim, który został przy niej. Radziła sobie całkiem dobrze, dopóki do walki nie włączył się ten, którego wcześniej uderzyła piłką. Przez chwilę widziała jego twarz z bliska. Ta krew pod nosem i te wściekłe, pełne żądzy oczy... Coś błysnęło jej przed oczyma. Wciąż siłując się z napastnikiem spojrzała w bok. Nastolatek trzymał w ręku scyzoryk.
- Maciek... - jęknęła, przygotowując się na najgorsze
Zareagował błyskawicznie. Pchnął na ścianę obu rywali, nad którymi zyskiwał przewagę i rzucił się na tego z nożem. W ostatniej chwili zdołał go przewrócić, zanim ten wbił ostrze w ciało kobiety. Tamci dwaj, korzystając z momentu dezorientacji policjanta, złapali go za ręce i wykręcili mu je do tyłu. Nie mógł nic zrobić. Ania zdołała kopnąć napastnika w krocze, dzięki czemu przedłużyła swoje szanse na uratowanie siebie.
- Uciekaj – wycedził przez zęby Maciek
- Nie ma mowy – warknęła i uderzyła jednego z tych, którzy trzymali jej partnera.
Dał się zaskoczyć i to sporo go kosztowało. Strzewiński, pomimo bólu, wyswobodził rękę i zaatakował drugiego.
- Stać, policja! Nie ruszać się!
Wszyscy w jednej chwili zamarli. Ania, która właśnie próbowała powalić jednego z rywali, Maciek, który w najlepsze bił kolejnego, napastnik, który chciał sięgnąć po leżący na podłodze scyzoryk, a nawet chłopak, który oberwał w krocze i do tej pory zwijał się z bólu. W drzwiach stała Karolina, za nią Bartek i Kasia, którzy dotarli tu z mundurowymi. Nastolatka odsunęła się, robiąc miejsce policjantom. Ci zakuli w kajdanki czwórkę nastolatków, a następnie wyprowadzili ich po kolei. Na końcu pomieszczenie opuścili komisarze.
- Cała jesteś? - zwrócił do partnerki
- Tak...
- A to? - wskazał na lekkie rozcięcie na ramieniu.
- Nic poważnego.
Karolina podeszła bliżej do Maćka i przytuliła się do niego. Przez chwilę, gdy usłyszała hałasy dochodzące zza drzwi, bała się. Bała się, że coś mogło się stać jej tacie. Na szczęście okazało się, że całkiem nieźle dawał sobie radę, pomimo że napastnicy mieli przewagę liczebną.
- Pomoc przyszła w samą porę – przyznał komisarz – Było naprawdę ciężko.
- Podziękuj swojej córce. To ona was znalazła.
Po tym jak lekarz opatrzył ranę Ani, Maciek i jego córka odwieźli kobietę do domu. Komisarz stwierdził, że po przeżyciach z wizyty w szkole, należy się jej odpoczynek. Sam był zmęczony bójką i marzył o chwili wolnego. Widział, że jego partnerka jest przybita. Ostatecznie nie doszło do niczego poważnego, to jednak były takie chwile, kiedy musiała znosić obce dłonie na swoich pośladkach i piersiach. Domyślał się, że to nie było dla niej przyjemne.
- No chyba nie zamierzasz wracać jeszcze na komendę – z zamyślenia wyrwał go głos córki
- Mam jeszcze trochę papierków. No i muszę zlecić poszukiwania piątego... Widziałaś jak ona wyglądała? - dodał po chwili milczenia
- Fatalnie. Ale zobaczysz, szybko się z tym upora.
- Jak ci się to udało?
- Co?
- Znaleźć nas.
- Powiedzmy, że to wrodzona intuicja – uśmiechnęła się, prostując dumnie
- Taa, intuicja – mruknął, wrzucając kolejny bieg
- A co byś powiedział... gdybym chciała wstąpić do policji?
- Co ja bym powiedział? Ja tu nie mam nic do gadania. To twoje życie i ty o nim decydujesz. Jeśli tego chcesz to nie będę ci zabraniał.
- Nie będzie ci to przeszkadzało?
- Niby dlaczego miałoby?
- Sam dzisiaj widziałeś. To nie jest bezpieczne – przyznała cicho
- Raczej powinnaś mamy zapytać. To raczej ona jest od zmartwień w naszej rodzinie.
- Przestań, proszę cię... - spojrzała na niego z politowaniem – Oboje dobrze wiemy, że tylko udajesz chłodnego, szczególnie w pracy.
- Nie wiem jak ty, ale ja jestem głodny – szybko zmienił temat, na co Karolina zareagowała niekontrolowanym wybuchem śmiechu – Co powiesz na pizzę?
- Brzmi nieźle.
piątek, 6 września 2013
VI. Scen nr 66
Już następnego ranka Ania odebrała wyniki badań z laboratorium. Nawet nie rzuciła okiem na papiery, tylko natychmiast pognała z powrotem do biura, aby podzielić się nowinami z partnerem. Mężczyzna wysłał Bartka i Kasię do szkoły, aby odnaleźli chłopaka ze zdjęcia i przywieźli go na komendę. Jednocześnie czekał na wieści od Karoliny. Choć zdawał sobie sprawę, że to może trochę potrwać, to jednak dziewczyna zapewniała, że postara się załatwić to jak najszybciej.
- Maciek, masz chwilę? - zagadnęła go Joasia
- W sumie to tak... Stało się coś?
- Dlaczego od razu zakładasz, że coś się dzieje?
- Widzę po tobie – rzucił beztrosko, sięgając po kubek z kawą – Jesteś spięta.
Kobieta westchnęła ciężko i opuściła głowę. Siedziała w tej pozie przez chwilę, aż nagle poczuła dłoń przyjaciela na swej dłoni. Nieśmiało podniosła wzrok. Wychylał się lekko do przodu i z zaciekawieniem czekał na szczegóły.
- Wydaje mi się, że ostatnio... ktoś mnie obserwuje.
- A może po prostu jesteś przemęczona?
- Wiesz co? - zerwała się nagle oburzona – To ja tu do ciebie przychodzę, okazuję zaufanie, mówię co mnie trapi a ty wyskakujesz z takim tekstem?! To ja nawet mężowi nic nie mówiłam, bo prędzej po nim spodziewałam się takiej reakcji. Myślałam że ty, jako policjant i mój przyjaciel... zrozumiesz...
Odwróciła się na pięcie i pospiesznym krokiem wyszła z biura.
- Asia! Aśka, no kurde! - zawołał za nią. Przez chwilę chciał za nią biec, ale przypomniał sobie, że zaraz wróci jego partnerka. - Przecież ja nie miałem nic złego na myśli – powiedział na głos, jakby tłumaczył się przed samym sobą.
Kiedy szatynka weszła do biura, zastała niemal śpiącego komisarza wspierającego się na łokciu, z półprzymkniętymi oczyma.
- A ty co, nie wyspałeś się w nocy? - zaśmiała się
- Mieliśmy ciekawsze zajęcia z Martą.
Kobieta z zaciekawieniem przechyliła głowę.
- No co, w końcu to moja żona. Zresztą, ja cię nie wypytuję co ty robisz pod kołdrą z Wojtkiem.
- Dobra, to sprawdźmy co my tu mamy... - mruknęła, zaglądając do przyniesionych właśnie papierów – Miałam rację. Zabezpieczony materiał genetyczny na majtkach i w prezerwatywie to jest to samo.
- Niech zgadnę – wuefista.
- Tak, jest zgodność z próbką materiału pobraną od Kuczki. Miał romans z Koczyńską, sprawca musiał o tym wiedzieć i zwinął prezerwatywę... żeby zrzucić podejrzenia na nauczyciela.
- I musiał też zabrać mu telefon, żeby wywabić kobietę z sali. Sprytny plan... - Maciek pokiwał głową z uznaniem. Mimo to nie miał wątpliwości, że są coraz bliżej odnalezienia sprawcy.
Z biura dwójkę komisarzy wyciągnęły jakieś krzyki i inne hałasy dochodzące z korytarza. Okazało się, że Bartek prowadził szarpiącego się nastolatka. Maciek domyślił się, że to musi być świadek gwałtu, więc natychmiast podbiegł do nich i wraz z asystentem siłą wepchnęli skutego kajdankami chłopaka do pokoju przesłuchań.
- Hubert Żabiński, uczeń klasy...
- ...której wychowawczynią była ofiara – dokończył za asystenta – Karolina coś o nim wspominała. Taki tam cwaniaczek, ale jak go dobrze nastraszymy to złamie. Anka, weź te zdjęcia z miejsca zdarzenia.
Maciek zaczekał na partnerkę, by równocześnie wejść do pokoju przesłuchań. Na ich widok chłopak zerwał się na równe nogi, lecz mężczyzna zaraz z powrotem posadził go na krześle. Ania rozłożyła przed nim kilka zdjęć, które wykonał smartfonem podczas feralnej imprezy.
- I co ty na to?
- Fajne cycki – rzekł, wskazując na jedno ze zdjęć
- Znajome, co?
- No co, teraz to już cała szkoła widziała. Jest na co patrzeć.
- Aż musiałeś sobie ten widoczek uwiecznić, co? To właśnie ty zrobiłeś te zdjęcia.
Chłopak zaczął się głośno śmiać. Komisarze cierpliwie zaczekali, aż się uspokoił. Wtedy Anka wskazała palcem na jedno ze zdjęć.
- No i co? Ma otwarte usta i przymknięte oczy. Przyzna pan, że słodko wygląda – zwrócił się do Maćka
- Przestań rżnąć głupa i patrz tutaj – wskazał konkretny fragment fotografii, na której widoczna była twarz nastolatka – Siedzisz w tym gównie po same uszy, choć w twoim przypadku lepszym określeniem będzie po same jądra.
- Ja pierdole – skwitował, kiedy zorientował się, że jego sytuacja jest beznadziejna.
Maciek uśmiechnął się porozumiewawczo do swojej partnerki. Teraz mogli przycisnąć zatrzymanego, aby ten zaczął zeznawać.
Dopiero po południu roztrzęsiony Żabiński wskazał im chłopaka, z którym był w klasie gdy robił zdjęcia rozebranej nauczycielce. Przesłuchanie okazało się być tak wyczerpujące, że nastolatek sam już nie wiedział kogo bać się bardziej – komisarzy czy kolegi. Ostatecznie zdecydował się powiedzieć policjantom prawdę, po tym jak Maciek nakreślił mu wizję pobytu w areszcie, jeśli nie zgodzi się na współpracę.
- Nie popieram twoich metod, ale to było genialne – chwaliła kolegę Ania, kiedy wracali po przesłuchaniu do biura – Jak ty to powiedziałeś?
- Że mamy miejsce w celi z takimi jak on, którzy są na tyle wyposzczeni, że dla nich czy damski, czy męski tyłek nie robi żadnej różnicy.
Kobieta zamieniła jeszcze kilka słów z partnerem, po czym pojechała pod wskazany przez zatrzymanego adres. Maciek upierał się, żeby to ona została w biurze, jednak szatynka także nie zamierzała dać za wygraną. Ostatecznie mężczyzna ustąpił, z nadzieją że wkrótce zjawi się Karolina.
- A Rafał i Joaśka w terenie. Ciekawe czy dalej ma na mnie focha...
Po kilku minutach oczekiwania w końcu usłyszał od Bartka, że ma gości. Córka komisarza wprowadziła do biura chłopaka. Strzewiński domyślił się, że to ten, którego wczoraj obroniła, tym bardziej że miał niedużą opuchliznę pod okiem. Dziewczyna przedstawiła mu swojego ojca i poleciła, by usiadł.
- Chcecie coś? Kawa, herbata?
- Czy ty się aby przypadkiem nie zapominasz? - nastolatka skrzyżowała ręce, patrząc na Maćka
- Oj tam, chciałem być miły.
- Mateusz, powiedz mojemu tacie wszystko, co wtedy widziałeś.
Chłopak wyglądał na zdenerwowanego. Wbił wzrok w podłogę i nerwowo bawił się palcami. Karolina spojrzała przepraszająco na tatę, ale on w tej chwili nie zwracał na nią uwagi.
- Spokojnie, ta rozmowa zostanie między nami – powiedział ciepłym, łagodnym głosem – Nikt się nie dowie, że to ty nam powiedziałeś.
- Wie pan, to nie to że się boję... tylko ja po prostu... nieśmiały jestem.
Maciek w mig pojął, co chce przekazać młodzieniec. Spojrzał znacząco na córkę, która w odpowiedzi wskazała ręką w kierunku drzwi. Skinął głową. Dziewczyna pokazała uniesione w górę zaciśnięte kciuki i wyszła z biura.
Czekała na informacje u asystentów, przy okazji zamieniając kilka słów z Bartkiem i Kaśką. Dopiero po około kilkunastu minutach w drzwiach stanął komisarz Strzewiński. Cała trójka zerwała się jak na komendę.
- Żabiński jej nie zgwałcił, on tylko fotografował. Romek, który był z nim w klasie, czekał na kolegów. Przyszli już po wyjściu Huberta, dlatego ten nic nie powiedział. Nie mógł ich widzieć. W pięciu ją zgwałcili, jeden po drugim – powiedział cicho
- I ten chłopak, który ci to opowiedział, widział to wszystko?
- Tak, podał dokładny opis i przebieg zdarzenia. Dlatego wstydził się mówić przy tobie – dodał, zwracając się do Karoliny
- No nie wierzę! Co za tchórz! Gapił się jak ją gwałcą i nawet jej nie pomógł! - oburzyła się Kaśka
- Ciszej, bo jeszcze cię usłyszy.
- Ciepłe kluchy, a nie facet.
- Nie miałby z nimi wielkich szans. Pięciu na jednego? I tak zgwałciliby Koczyńską, a jego pobili, może nawet zatłukli, żeby nie powiedział nic policji. Nawet ja sam, po szkoleniu, miałbym problem. Zbyt duża przewaga liczebna.
Przez chwilę stali w milczeniu. Maciek czekał na kolejne zarzuty, gotów bronić chłopaka, jednak te nie padły. Bartek i Karolina nie odezwali się ani słowem, zaś Kasia się wycofała z dalszej dyskusji.
- Maciek, masz chwilę? - zagadnęła go Joasia
- W sumie to tak... Stało się coś?
- Dlaczego od razu zakładasz, że coś się dzieje?
- Widzę po tobie – rzucił beztrosko, sięgając po kubek z kawą – Jesteś spięta.
Kobieta westchnęła ciężko i opuściła głowę. Siedziała w tej pozie przez chwilę, aż nagle poczuła dłoń przyjaciela na swej dłoni. Nieśmiało podniosła wzrok. Wychylał się lekko do przodu i z zaciekawieniem czekał na szczegóły.
- Wydaje mi się, że ostatnio... ktoś mnie obserwuje.
- A może po prostu jesteś przemęczona?
- Wiesz co? - zerwała się nagle oburzona – To ja tu do ciebie przychodzę, okazuję zaufanie, mówię co mnie trapi a ty wyskakujesz z takim tekstem?! To ja nawet mężowi nic nie mówiłam, bo prędzej po nim spodziewałam się takiej reakcji. Myślałam że ty, jako policjant i mój przyjaciel... zrozumiesz...
Odwróciła się na pięcie i pospiesznym krokiem wyszła z biura.
- Asia! Aśka, no kurde! - zawołał za nią. Przez chwilę chciał za nią biec, ale przypomniał sobie, że zaraz wróci jego partnerka. - Przecież ja nie miałem nic złego na myśli – powiedział na głos, jakby tłumaczył się przed samym sobą.
Kiedy szatynka weszła do biura, zastała niemal śpiącego komisarza wspierającego się na łokciu, z półprzymkniętymi oczyma.
- A ty co, nie wyspałeś się w nocy? - zaśmiała się
- Mieliśmy ciekawsze zajęcia z Martą.
Kobieta z zaciekawieniem przechyliła głowę.
- No co, w końcu to moja żona. Zresztą, ja cię nie wypytuję co ty robisz pod kołdrą z Wojtkiem.
- Dobra, to sprawdźmy co my tu mamy... - mruknęła, zaglądając do przyniesionych właśnie papierów – Miałam rację. Zabezpieczony materiał genetyczny na majtkach i w prezerwatywie to jest to samo.
- Niech zgadnę – wuefista.
- Tak, jest zgodność z próbką materiału pobraną od Kuczki. Miał romans z Koczyńską, sprawca musiał o tym wiedzieć i zwinął prezerwatywę... żeby zrzucić podejrzenia na nauczyciela.
- I musiał też zabrać mu telefon, żeby wywabić kobietę z sali. Sprytny plan... - Maciek pokiwał głową z uznaniem. Mimo to nie miał wątpliwości, że są coraz bliżej odnalezienia sprawcy.
Z biura dwójkę komisarzy wyciągnęły jakieś krzyki i inne hałasy dochodzące z korytarza. Okazało się, że Bartek prowadził szarpiącego się nastolatka. Maciek domyślił się, że to musi być świadek gwałtu, więc natychmiast podbiegł do nich i wraz z asystentem siłą wepchnęli skutego kajdankami chłopaka do pokoju przesłuchań.
- Hubert Żabiński, uczeń klasy...
- ...której wychowawczynią była ofiara – dokończył za asystenta – Karolina coś o nim wspominała. Taki tam cwaniaczek, ale jak go dobrze nastraszymy to złamie. Anka, weź te zdjęcia z miejsca zdarzenia.
Maciek zaczekał na partnerkę, by równocześnie wejść do pokoju przesłuchań. Na ich widok chłopak zerwał się na równe nogi, lecz mężczyzna zaraz z powrotem posadził go na krześle. Ania rozłożyła przed nim kilka zdjęć, które wykonał smartfonem podczas feralnej imprezy.
- I co ty na to?
- Fajne cycki – rzekł, wskazując na jedno ze zdjęć
- Znajome, co?
- No co, teraz to już cała szkoła widziała. Jest na co patrzeć.
- Aż musiałeś sobie ten widoczek uwiecznić, co? To właśnie ty zrobiłeś te zdjęcia.
Chłopak zaczął się głośno śmiać. Komisarze cierpliwie zaczekali, aż się uspokoił. Wtedy Anka wskazała palcem na jedno ze zdjęć.
- No i co? Ma otwarte usta i przymknięte oczy. Przyzna pan, że słodko wygląda – zwrócił się do Maćka
- Przestań rżnąć głupa i patrz tutaj – wskazał konkretny fragment fotografii, na której widoczna była twarz nastolatka – Siedzisz w tym gównie po same uszy, choć w twoim przypadku lepszym określeniem będzie po same jądra.
- Ja pierdole – skwitował, kiedy zorientował się, że jego sytuacja jest beznadziejna.
Maciek uśmiechnął się porozumiewawczo do swojej partnerki. Teraz mogli przycisnąć zatrzymanego, aby ten zaczął zeznawać.
Dopiero po południu roztrzęsiony Żabiński wskazał im chłopaka, z którym był w klasie gdy robił zdjęcia rozebranej nauczycielce. Przesłuchanie okazało się być tak wyczerpujące, że nastolatek sam już nie wiedział kogo bać się bardziej – komisarzy czy kolegi. Ostatecznie zdecydował się powiedzieć policjantom prawdę, po tym jak Maciek nakreślił mu wizję pobytu w areszcie, jeśli nie zgodzi się na współpracę.
- Nie popieram twoich metod, ale to było genialne – chwaliła kolegę Ania, kiedy wracali po przesłuchaniu do biura – Jak ty to powiedziałeś?
- Że mamy miejsce w celi z takimi jak on, którzy są na tyle wyposzczeni, że dla nich czy damski, czy męski tyłek nie robi żadnej różnicy.
Kobieta zamieniła jeszcze kilka słów z partnerem, po czym pojechała pod wskazany przez zatrzymanego adres. Maciek upierał się, żeby to ona została w biurze, jednak szatynka także nie zamierzała dać za wygraną. Ostatecznie mężczyzna ustąpił, z nadzieją że wkrótce zjawi się Karolina.
- A Rafał i Joaśka w terenie. Ciekawe czy dalej ma na mnie focha...
Po kilku minutach oczekiwania w końcu usłyszał od Bartka, że ma gości. Córka komisarza wprowadziła do biura chłopaka. Strzewiński domyślił się, że to ten, którego wczoraj obroniła, tym bardziej że miał niedużą opuchliznę pod okiem. Dziewczyna przedstawiła mu swojego ojca i poleciła, by usiadł.
- Chcecie coś? Kawa, herbata?
- Czy ty się aby przypadkiem nie zapominasz? - nastolatka skrzyżowała ręce, patrząc na Maćka
- Oj tam, chciałem być miły.
- Mateusz, powiedz mojemu tacie wszystko, co wtedy widziałeś.
Chłopak wyglądał na zdenerwowanego. Wbił wzrok w podłogę i nerwowo bawił się palcami. Karolina spojrzała przepraszająco na tatę, ale on w tej chwili nie zwracał na nią uwagi.
- Spokojnie, ta rozmowa zostanie między nami – powiedział ciepłym, łagodnym głosem – Nikt się nie dowie, że to ty nam powiedziałeś.
- Wie pan, to nie to że się boję... tylko ja po prostu... nieśmiały jestem.
Maciek w mig pojął, co chce przekazać młodzieniec. Spojrzał znacząco na córkę, która w odpowiedzi wskazała ręką w kierunku drzwi. Skinął głową. Dziewczyna pokazała uniesione w górę zaciśnięte kciuki i wyszła z biura.
Czekała na informacje u asystentów, przy okazji zamieniając kilka słów z Bartkiem i Kaśką. Dopiero po około kilkunastu minutach w drzwiach stanął komisarz Strzewiński. Cała trójka zerwała się jak na komendę.
- Żabiński jej nie zgwałcił, on tylko fotografował. Romek, który był z nim w klasie, czekał na kolegów. Przyszli już po wyjściu Huberta, dlatego ten nic nie powiedział. Nie mógł ich widzieć. W pięciu ją zgwałcili, jeden po drugim – powiedział cicho
- I ten chłopak, który ci to opowiedział, widział to wszystko?
- Tak, podał dokładny opis i przebieg zdarzenia. Dlatego wstydził się mówić przy tobie – dodał, zwracając się do Karoliny
- No nie wierzę! Co za tchórz! Gapił się jak ją gwałcą i nawet jej nie pomógł! - oburzyła się Kaśka
- Ciszej, bo jeszcze cię usłyszy.
- Ciepłe kluchy, a nie facet.
- Nie miałby z nimi wielkich szans. Pięciu na jednego? I tak zgwałciliby Koczyńską, a jego pobili, może nawet zatłukli, żeby nie powiedział nic policji. Nawet ja sam, po szkoleniu, miałbym problem. Zbyt duża przewaga liczebna.
Przez chwilę stali w milczeniu. Maciek czekał na kolejne zarzuty, gotów bronić chłopaka, jednak te nie padły. Bartek i Karolina nie odezwali się ani słowem, zaś Kasia się wycofała z dalszej dyskusji.
czwartek, 5 września 2013
VI. Scen nr 65
Ania oddała do ekspertyzy zabezpieczoną prezerwatywę, jednak przeczucie mówiło jej, że materiał genetyczny będzie ten sam, co na majtkach ofiary. Sprawca najwidoczniej posłużył się tym do odciągnięcia od siebie podejrzeń. Maciek czekał na powrót partnerki z laboratorium, zaglądając co jakiś czas na zegarek. Był umówiony z Karoliną na wpół do drugiej i nie chciał się spóźnić. W pewnej chwili zadzwonił jego telefon, a na wyświetlaczu pojawił się napis „Marta”.
- Cześć kochanie – powiedział do mikrofonu
- Cześć. Słyszałam, że masz podjechać po Karolinę do szkoły.
- Rozmawiałaś z nią? - mężczyzna nie krył swego zdziwienia
- Tak. Już nie musisz, ja ją zabrałam.
- Stało się coś?
- Dyrektor mnie wezwał. Wyobraź sobie, że złamała nos jednemu chłopakowi!
- Coś takiego... Możesz dać mi ją na chwilę?
- Pewnie.
Komisarz zaczekał chwilę, słysząc jakieś szepty po drugiej stronie. Zapewne brunetka ostrzegała nastolatkę, żeby cierpliwie wysłuchała wszystkich uwag.
- Odejdź od mamy na taką odległość, żeby nie słyszała co mówię – poradził jej ściszonym głosem
- Yhym. No, słucham.
- Wierzę, że nie zrobiłaś tego bez powodu, ale o szczegółach pogadamy w domu. Odpowiadaj tylko tak lub nie, żeby Marta się nie zorientowała. Czy to ma związek ze sprawą gwałtu wychowawczyni?
- Tak – odparła, spoglądając niepewnie w stronę matki. Kobieta stała odwrócona tyłem, zupełnie niezainteresowana rozmową. Dziewczynie ulżyło.
- Czy masz dla nas coś konkretnego?
- Tak.
- Czy jest to na tyle ważne, że nie może czekać?
- Tak – potwierdziła po chwili zastanowienia
- Przyjadę za kilka minut. Zostań w domu, dobrze?
- Dobrze, pa – zakończyła rozmowę i oddała telefon Marcie
- Bardzo był zły?
Nastolatka wzruszyła ramionami.
- A co powiedział?
- Że postara się wrócić szybciej i pogadamy w domu.
- Na pewno ochłonie nim przyjedzie. Nie będzie tak źle, zobaczysz.
Na szczęście dla sekretów Karoliny i Maćka kobieta musiała wrócić do pracy. Przepraszała córkę, że nie może z nią zostać, tłumacząc to czasowym natłokiem obowiązków pracy. Dziewczyna tylko udawała, iż jest zasmucona tą wiadomością. W głębi duszy powiedziała sobie, że okoliczności jej sprzyjają. Po wyjściu brunetki położyła się w swoim pokoju i czekała na Maćka.
Komisarz Strzewiński zjawił się w domu kilkanaście minut później. Był zaskoczony, że przywitała go głucha cisza. Spodziewał się, że nawet jeśli nie zastanie żony, będzie czekała na niego córka. Pomyślał, że może być w swoim pokoju. Powoli pokonał schody, zatrzymał się przy drzwiach i zapukał cicho. Ponieważ nikt nie odpowiedział, uchylił lekko drzwi. Zobaczył, że nastolatka śpi. Nie miał serca jej budzić. Po cichu wszedł do środka, sięgnął po koc leżący na skraju i przykrył nim dziewczynę.
Po powrocie do kuchni zrobił sobie herbatę i napisał smsa do Anki, że nie wróci już dzisiaj na komendę, jeśli nie będzie takiej potrzeby. Od czasu zawału starał się więcej uwagi i czasu poświęcać rodzinie i jeszcze przed powrotem do pracy postawił staremu ultimatum – albo pogodzi się z rzadszą obecnością komisarza w biurze, albo ten poprosi o przeniesienie do drogówki. Ponieważ Maciek był jednym z lepszych, komendant nie mógł pozwolić sobie na stratę takiego policjanta. Nie pozostało mu nic innego jak przystać na warunki podwładnego.
Kiedy Kaja wróciła ze szkoły, zamienił z nią kilka słów, po czym dziewczyna czmychnęła do pokoju. Mężczyzna postanowił, że przygotuje rodzinną kolację, skoro już jest w domu, a porządkami wczoraj zajęła się Marta. W lodówce nie brakowało produktów, z których mógł zrobić rozmaite dania. Niezdecydowanie dało się we znaki podczas przygotowywania mięsa. Na szczęście w pomieszczeniu pojawiła się pomoc.
- Daj mi to – usłyszał głos starszej córki – Może jeszcze uda mi się uratować kolację.
- Nigdy nie byłem dobry w kuchni – przyznał – Umiem tylko schabowe...
- Dlaczego mnie nie obudziłeś?
- Tak słodko spałaś... Ale możemy pogadać teraz, co?
- Jasne. Weź mój telefon i sprawdź galerię zdjęć.
Maciek wytarł ręce w ściereczkę i zasiadł przy stole. Wykonał polecenie Karoliny, podczas gdy ona zajmowała się przyrządzaniem posiłku. Gwizdnął z wrażenia, kiedy zobaczył kilka rąk przy staniku półnagiej nauczycielki. Otworzył już usta, żeby coś powiedzieć, lecz dziewczyna go uprzedziła.
- Krążą po klasie albo i jeszcze dalej od czasu tej feralnej dyskoteki – wyjaśniła – Nie było tak trudno je zdobyć.
- Szkoda tylko, że nie widać twarzy...
- I tu się mylisz – zadowolona dziewczyna stanęła za nim i poleciła obejrzeć kolejne zdjęcia
- Na żadnym nie ma twarzy.
- Bo za bardzo się spieszysz. Przypatrz się uważnie.
Mężczyzna zaczął oglądać zdjęcia od początku, tym razem więcej uwagi poświęcając otoczeniu.
- O, tu, zobacz – wskazała palcem ekran telewizora – Odbija się twarz naszego fotografa.
- Mogę skorzystać z twojego komputera? Muszę jak najszybciej wysłać to zdjęcie Ance.
- Pewnie.
Komisarz zadzwonił do koleżanki, poinformował ją o nowym tropie i mailu, w którym zamierzał wysłać zdjęcie, na którym widoczna była twarz podejrzanego, a być może nawet sprawcy. Resztę działań i decyzji pozostawił jej. W końcu nie jest nowicjuszką, ma doświadczenie, wie jak postępować i da sobie radę.
Potem wrócił do kuchni. Musiał poruszyć jeszcze jedną kwestię w rozmowie z córką.
- Słuchaj, a co z tym złamanym nosem? - mruknął u progu kuchni
- Nie powinniście wykluczać, że podczas gwałtu w sali były tylko dwie osoby – gwałciciel i pani Koczyńska. Nasz fotograf od siedmiu boleści, co się odbił w telewizorze, nie musiał być sprawcą. On mógł być tylko świadkiem zdarzenia, ale trzymać stronę sprawcy. Rozumiesz co mam na myśli?
Maciek pokiwał głową z uznaniem i podszedł do dziewczyny.
- Dobrze kombinujesz. Czyli według ciebie fotograf i sprawca to nie ta sama osoba. Czyli że sprawcą ma być ten, któremu złamałaś nos? I właśnie dlatego go zaatakowałaś?
- Nie – powiedziała stanowczo Karolina – Jest u nas w szkole takich czterech chłopaków, każdy się ich boi... Ten był akurat sam, próbował zastraszyć kolegę i uderzył go... no co miałam zrobić? Patrzeć jak się nad nim znęca?
- Nie no, skąd – objął ją ramieniem – Bardzo dobrze zrobiłaś.
- Potem mi powiedział, że coś widział. I to dlatego tamten go zastraszał.
- Co? - Maciek nie krył zaciekawienia
- Jeszcze nie powiedział mi wszystkiego, ale nabrał do mnie trochę zaufania. Wkrótce wszystko będę wiedziała.
- Nazwisko i adres tego chłopaka.
Nastolatka uśmiechnęła się kpiąco i pokręciła głową.
- Co to, to nie. Spłoszycie go. Dajcie mi chwilę, ja to z niego wyciągnę po swojemu – mruknęła, poprawiając fryzurę.
Już od dłuższego czasu Tomek wybierał się z Sylwią do kina, lecz zawsze coś musiało im przeszkodzić. Jak nie boląca głowa lub zmęczenie kobiety, to praca. W końcu jednak udało się wstrzelić w, można by rzec, idealny termin. Tym razem nic im nie przeszkodziło. Niestety, film na który pierwotnie planowali iść, nie był już grany w kinie. Rudowłosa wybrała więc inny seans, nie pytając ukochanego o zdanie. Sam tytuł niewiele mógł powiedzieć o produkcji, jednak nie wyglądał zbytnio kusząco w guście Tomka.
- Nie będzie tak źle – przekonywał samego siebie w myślach. Jednocześnie robił dobrą minę do złej gry, nie chcąc robić przykrości partnerce.
Tylko ze względu na kobietę wytrzymał dwie godziny na sali. Fabuła i akcja ani na chwilę nie przyciągnęły uwagi komisarza. Żałował, że nie zabrał ze sobą słuchawek. Przynajmniej mógłby po cichu słuchać muzyki, dzięki czemu czas płynąłby szybciej i przyjemniej. Nie omieszkał westchnąć głośno, kiedy wyszli na zewnątrz.
- A to co? - zapytała oburzona
- Yyy... no wiesz, świeże powietrze. Trochę duszno było na tej sali.
- Aha.
Wyglądało na to, że wymówka mężczyzny okazała się trafna. Ponownie odetchnął z ulgą, tym razem jednak kobieta tego nie zauważyła. Po seansie mieli iść na spacer, lecz stało się inaczej...
- Sylwia? To ty?
- A ty za przeproszeniem kto?
Mężczyzna podszedł do niej i ucałował w policzek. Podczas gdy Tomek mierzył go wzrokiem, nadal zszokowana policjantka przyglądała się postaci.
- Nie mów, że mnie nie poznajesz.
- Sory, ale nie kojarzę. Znamy się?
- A w liceum kto taki zgrany duecik tworzył, co? Kto rozwalał klasowe i międzyklasowe związki? Kto psuł ludziom humory? Większej manipulantki od ciebie w całej szkole nie było – dodał, szepcząc jej na ucho.
- Daniel? Daniel Oksik?
- We własnej osobie – rozłożył ręce, a ona padła mu w ramiona – Tyle lat się nie widzieliśmy.
- Oj tak, sporo czasu minęło. Co porabiasz? Widzę, że pieniędzy ci nie brakuje – mruknęła, przejeżdżając palcami po materiale, z którego wykonany był garnitur mężczyzny.
- Nie zaprzeczę, powodzi mi się. Ale tak to już jest jak wejdziesz w biznes i dobrze trafisz. A ty?
- Postawiłam na prawo.
- Adwokat?
- Nie, policjantka – roześmiała się, powoli ruszając w stronę parku wraz ze starym znajomym.
Tomek przez chwilę stał w osłupieniu. Nie mógł pojąć jak to się stało, że nagle Sylwia przestała go zauważać. Tak jakby rozpłynął się w powietrzu. Otrząsnął się i ruszył za nimi. Chwilę mu zajęło zrównanie się z nimi. Chrząknął znacząco, ale żadne z nich nie zwróciło na niego uwagi...
- Cześć kochanie – powiedział do mikrofonu
- Cześć. Słyszałam, że masz podjechać po Karolinę do szkoły.
- Rozmawiałaś z nią? - mężczyzna nie krył swego zdziwienia
- Tak. Już nie musisz, ja ją zabrałam.
- Stało się coś?
- Dyrektor mnie wezwał. Wyobraź sobie, że złamała nos jednemu chłopakowi!
- Coś takiego... Możesz dać mi ją na chwilę?
- Pewnie.
Komisarz zaczekał chwilę, słysząc jakieś szepty po drugiej stronie. Zapewne brunetka ostrzegała nastolatkę, żeby cierpliwie wysłuchała wszystkich uwag.
- Odejdź od mamy na taką odległość, żeby nie słyszała co mówię – poradził jej ściszonym głosem
- Yhym. No, słucham.
- Wierzę, że nie zrobiłaś tego bez powodu, ale o szczegółach pogadamy w domu. Odpowiadaj tylko tak lub nie, żeby Marta się nie zorientowała. Czy to ma związek ze sprawą gwałtu wychowawczyni?
- Tak – odparła, spoglądając niepewnie w stronę matki. Kobieta stała odwrócona tyłem, zupełnie niezainteresowana rozmową. Dziewczynie ulżyło.
- Czy masz dla nas coś konkretnego?
- Tak.
- Czy jest to na tyle ważne, że nie może czekać?
- Tak – potwierdziła po chwili zastanowienia
- Przyjadę za kilka minut. Zostań w domu, dobrze?
- Dobrze, pa – zakończyła rozmowę i oddała telefon Marcie
- Bardzo był zły?
Nastolatka wzruszyła ramionami.
- A co powiedział?
- Że postara się wrócić szybciej i pogadamy w domu.
- Na pewno ochłonie nim przyjedzie. Nie będzie tak źle, zobaczysz.
Na szczęście dla sekretów Karoliny i Maćka kobieta musiała wrócić do pracy. Przepraszała córkę, że nie może z nią zostać, tłumacząc to czasowym natłokiem obowiązków pracy. Dziewczyna tylko udawała, iż jest zasmucona tą wiadomością. W głębi duszy powiedziała sobie, że okoliczności jej sprzyjają. Po wyjściu brunetki położyła się w swoim pokoju i czekała na Maćka.
Komisarz Strzewiński zjawił się w domu kilkanaście minut później. Był zaskoczony, że przywitała go głucha cisza. Spodziewał się, że nawet jeśli nie zastanie żony, będzie czekała na niego córka. Pomyślał, że może być w swoim pokoju. Powoli pokonał schody, zatrzymał się przy drzwiach i zapukał cicho. Ponieważ nikt nie odpowiedział, uchylił lekko drzwi. Zobaczył, że nastolatka śpi. Nie miał serca jej budzić. Po cichu wszedł do środka, sięgnął po koc leżący na skraju i przykrył nim dziewczynę.
Po powrocie do kuchni zrobił sobie herbatę i napisał smsa do Anki, że nie wróci już dzisiaj na komendę, jeśli nie będzie takiej potrzeby. Od czasu zawału starał się więcej uwagi i czasu poświęcać rodzinie i jeszcze przed powrotem do pracy postawił staremu ultimatum – albo pogodzi się z rzadszą obecnością komisarza w biurze, albo ten poprosi o przeniesienie do drogówki. Ponieważ Maciek był jednym z lepszych, komendant nie mógł pozwolić sobie na stratę takiego policjanta. Nie pozostało mu nic innego jak przystać na warunki podwładnego.
Kiedy Kaja wróciła ze szkoły, zamienił z nią kilka słów, po czym dziewczyna czmychnęła do pokoju. Mężczyzna postanowił, że przygotuje rodzinną kolację, skoro już jest w domu, a porządkami wczoraj zajęła się Marta. W lodówce nie brakowało produktów, z których mógł zrobić rozmaite dania. Niezdecydowanie dało się we znaki podczas przygotowywania mięsa. Na szczęście w pomieszczeniu pojawiła się pomoc.
- Daj mi to – usłyszał głos starszej córki – Może jeszcze uda mi się uratować kolację.
- Nigdy nie byłem dobry w kuchni – przyznał – Umiem tylko schabowe...
- Dlaczego mnie nie obudziłeś?
- Tak słodko spałaś... Ale możemy pogadać teraz, co?
- Jasne. Weź mój telefon i sprawdź galerię zdjęć.
Maciek wytarł ręce w ściereczkę i zasiadł przy stole. Wykonał polecenie Karoliny, podczas gdy ona zajmowała się przyrządzaniem posiłku. Gwizdnął z wrażenia, kiedy zobaczył kilka rąk przy staniku półnagiej nauczycielki. Otworzył już usta, żeby coś powiedzieć, lecz dziewczyna go uprzedziła.
- Krążą po klasie albo i jeszcze dalej od czasu tej feralnej dyskoteki – wyjaśniła – Nie było tak trudno je zdobyć.
- Szkoda tylko, że nie widać twarzy...
- I tu się mylisz – zadowolona dziewczyna stanęła za nim i poleciła obejrzeć kolejne zdjęcia
- Na żadnym nie ma twarzy.
- Bo za bardzo się spieszysz. Przypatrz się uważnie.
Mężczyzna zaczął oglądać zdjęcia od początku, tym razem więcej uwagi poświęcając otoczeniu.
- O, tu, zobacz – wskazała palcem ekran telewizora – Odbija się twarz naszego fotografa.
- Mogę skorzystać z twojego komputera? Muszę jak najszybciej wysłać to zdjęcie Ance.
- Pewnie.
Komisarz zadzwonił do koleżanki, poinformował ją o nowym tropie i mailu, w którym zamierzał wysłać zdjęcie, na którym widoczna była twarz podejrzanego, a być może nawet sprawcy. Resztę działań i decyzji pozostawił jej. W końcu nie jest nowicjuszką, ma doświadczenie, wie jak postępować i da sobie radę.
Potem wrócił do kuchni. Musiał poruszyć jeszcze jedną kwestię w rozmowie z córką.
- Słuchaj, a co z tym złamanym nosem? - mruknął u progu kuchni
- Nie powinniście wykluczać, że podczas gwałtu w sali były tylko dwie osoby – gwałciciel i pani Koczyńska. Nasz fotograf od siedmiu boleści, co się odbił w telewizorze, nie musiał być sprawcą. On mógł być tylko świadkiem zdarzenia, ale trzymać stronę sprawcy. Rozumiesz co mam na myśli?
Maciek pokiwał głową z uznaniem i podszedł do dziewczyny.
- Dobrze kombinujesz. Czyli według ciebie fotograf i sprawca to nie ta sama osoba. Czyli że sprawcą ma być ten, któremu złamałaś nos? I właśnie dlatego go zaatakowałaś?
- Nie – powiedziała stanowczo Karolina – Jest u nas w szkole takich czterech chłopaków, każdy się ich boi... Ten był akurat sam, próbował zastraszyć kolegę i uderzył go... no co miałam zrobić? Patrzeć jak się nad nim znęca?
- Nie no, skąd – objął ją ramieniem – Bardzo dobrze zrobiłaś.
- Potem mi powiedział, że coś widział. I to dlatego tamten go zastraszał.
- Co? - Maciek nie krył zaciekawienia
- Jeszcze nie powiedział mi wszystkiego, ale nabrał do mnie trochę zaufania. Wkrótce wszystko będę wiedziała.
- Nazwisko i adres tego chłopaka.
Nastolatka uśmiechnęła się kpiąco i pokręciła głową.
- Co to, to nie. Spłoszycie go. Dajcie mi chwilę, ja to z niego wyciągnę po swojemu – mruknęła, poprawiając fryzurę.
Już od dłuższego czasu Tomek wybierał się z Sylwią do kina, lecz zawsze coś musiało im przeszkodzić. Jak nie boląca głowa lub zmęczenie kobiety, to praca. W końcu jednak udało się wstrzelić w, można by rzec, idealny termin. Tym razem nic im nie przeszkodziło. Niestety, film na który pierwotnie planowali iść, nie był już grany w kinie. Rudowłosa wybrała więc inny seans, nie pytając ukochanego o zdanie. Sam tytuł niewiele mógł powiedzieć o produkcji, jednak nie wyglądał zbytnio kusząco w guście Tomka.
- Nie będzie tak źle – przekonywał samego siebie w myślach. Jednocześnie robił dobrą minę do złej gry, nie chcąc robić przykrości partnerce.
Tylko ze względu na kobietę wytrzymał dwie godziny na sali. Fabuła i akcja ani na chwilę nie przyciągnęły uwagi komisarza. Żałował, że nie zabrał ze sobą słuchawek. Przynajmniej mógłby po cichu słuchać muzyki, dzięki czemu czas płynąłby szybciej i przyjemniej. Nie omieszkał westchnąć głośno, kiedy wyszli na zewnątrz.
- A to co? - zapytała oburzona
- Yyy... no wiesz, świeże powietrze. Trochę duszno było na tej sali.
- Aha.
Wyglądało na to, że wymówka mężczyzny okazała się trafna. Ponownie odetchnął z ulgą, tym razem jednak kobieta tego nie zauważyła. Po seansie mieli iść na spacer, lecz stało się inaczej...
- Sylwia? To ty?
- A ty za przeproszeniem kto?
Mężczyzna podszedł do niej i ucałował w policzek. Podczas gdy Tomek mierzył go wzrokiem, nadal zszokowana policjantka przyglądała się postaci.
- Nie mów, że mnie nie poznajesz.
- Sory, ale nie kojarzę. Znamy się?
- A w liceum kto taki zgrany duecik tworzył, co? Kto rozwalał klasowe i międzyklasowe związki? Kto psuł ludziom humory? Większej manipulantki od ciebie w całej szkole nie było – dodał, szepcząc jej na ucho.
- Daniel? Daniel Oksik?
- We własnej osobie – rozłożył ręce, a ona padła mu w ramiona – Tyle lat się nie widzieliśmy.
- Oj tak, sporo czasu minęło. Co porabiasz? Widzę, że pieniędzy ci nie brakuje – mruknęła, przejeżdżając palcami po materiale, z którego wykonany był garnitur mężczyzny.
- Nie zaprzeczę, powodzi mi się. Ale tak to już jest jak wejdziesz w biznes i dobrze trafisz. A ty?
- Postawiłam na prawo.
- Adwokat?
- Nie, policjantka – roześmiała się, powoli ruszając w stronę parku wraz ze starym znajomym.
Tomek przez chwilę stał w osłupieniu. Nie mógł pojąć jak to się stało, że nagle Sylwia przestała go zauważać. Tak jakby rozpłynął się w powietrzu. Otrząsnął się i ruszył za nimi. Chwilę mu zajęło zrównanie się z nimi. Chrząknął znacząco, ale żadne z nich nie zwróciło na niego uwagi...
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)