Zaplanowane przez nastolatków spotkanie opóźniło się o kilkanaście minut. Chłopacy musieli poczekać na Anię i Joasię, które zostały poproszone o pomoc przez Magdę. Obie niechętnie zabrały się do zmywania naczyń, lecz nie dały po sobie poznać, że zależy im na czasie. Zżerała je ciekawość, co takiego wymyślił Rafał. Kiedy skończyły, wbiegły po schodach i wpadły do pokoju Sebastiana. Popędzała je nie tylko dociekliwość, ale także obawa przed kolejnymi zadaniami.
- Nic nas nie ominęło? - spytała z nadzieją w głosie piętnastolatka. W odpowiedzi brat pokręcił przecząco głową.
- Możemy zaczynać? - rzucił machinalnie, choć było dla niego oczywistym, że tak.
- No mów Raficzek, co tam wymyśliłeś? - dogryzała mu Ania
- Nie mów do mnie Raficzek – wycedził przez zęby
- Czemu? To tak ładnie brzmi, Raficzku – droczyła się z nim
- Po prostu nie mów – mruknął poirytowany
- Dobra, Rafik, dawaj co tam wymyśliłeś – ponaglił go
- Rafik może być – odparł po chwili namysłu – Więc tak: oprócz siebie mają jeszcze dwie bliskie osoby – zaczął
- Nas – wtrąciła się Joasia
- Dokładnie – potwierdził mówca
- Ale przecież gadaliśmy z nimi o tym i nie przyniosło to żadnych skutków – zauważył Sebastian
- Rozmowa tu nic nie da – stwierdził, drapiąc się po brodzie – Musimy zrobić tak, żeby zaczęli się martwić o nasze dobro. I z tego powodu musieliby się pokłócić.
- Możesz jaśniej? - poprosiła blondynka
- Oczywiście, już tłumaczę – oznajmił Rafał, spojrzawszy jeszcze na drzwi, aby upewnić się, iż nikt nie podsłuchuje
- Teoria była niezła, teraz czas na konkretny plan – niecierpliwił się Sebastian
- Jak myślicie, jaka byłaby ich reakcja, gdyby zobaczyli że Asia i Seba są parą? - wypalił niespodziewanie. Ania zaśmiała się pod nosem, a wspominana dwójka wytrzeszczyła oczy.
- Że co? - jęknęła
- Co proszę? A dlaczego nie ty i Ania?
- Bo ja mam 16 lat, a ona 15. Ty masz 18 lat, Asia 17. Będzie wyglądało bardziej wiarygodnie – wytłumaczył
- Ja z nim? Nigdy! - zaprotestowała
- A co, aż tak źle wyglądam? - uśmiechnął się uwodzicielsko. Rzuciła okiem. Musiała przyznać, że był pociągający.
- Aśka, chcesz ich rozdzielić, czy nie? - z zamyślenia wyrwał ja głos brata
- Chcę – przytaknęła
- A masz lepszy plan?
- No... nie – przyznała po chwili
- Będziecie tylko udawać. Dacie radę – zapewnił i puścił do nich oczko.
- To my się zmywamy, co Rafał? - zaproponowała Ania
- Pewnie, a wy się przyzwyczajajcie do roli narzeczonych – uśmiechnął się szeroko – Aha, nie zapomnijcie rozebrać się do bielizny – rzucił im w drzwiach. Utkwili w nim zaskoczone spojrzenia.
- Do bielizny? - wyręczyła ich Ania
- No tak, nie mogą się wstydzić swojego ciała przed sobą. Muszą wyglądać wiarygodnie, a mam w planach taką akcję, żeby Marek albo Magda nakryło ich w kuchni – wyjaśnił, stojąc przy drzwiach. Młodsi opuścili pokój, zostawiając Asię i Sebastiana samych.
- Ja się przed tobą nie rozbiorę – zapewnił
- Ja przed tobą też nie – założyła ręce na piersiach – i w ogóle to wychodzę stąd – nacisnęła na klamkę, lecz drzwi się nie otworzyły.
- Co jest do cholery? - mruknął Sebastian
- Zamknęli nas – westchnęła. Usiadła pod ścianą i podciągnęła nogi pod brodę. Chłopak usiadł obok niej.
- Co robimy? - spojrzała na niego
- Zabawimy się w aktorów – popatrzył znacząco w jej oczy. Kiwnęła głową i ściągnęła z siebie bluzkę. Sebastian westchnął i uczynił to samo. Następnie wstali i niemal równocześnie zdjęli spodnie. Zostali w samej bieliźnie. Nastolatek zrobił krok do przodu i pocałował dziewczynę. Zdezorientowana, przez chwilę nie zareagowała. Dopiero gdy zrozumiała co się dzieje, odepchnęła go i uderzyła z całej siły w twarz.
- Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele – rzuciła i obróciwszy się na pięcie, zaczęła się panicznie ubierać. Obawiała się, że może posunąć się o wiele dalej i chciała jak najszybciej stąd wyjść.
- No co? Musimy przecież wyglądać wiarygodnie – tłumaczył się
- Trzeba było powiedzieć, a nie tak brać z zaskoczenia... - narzuciła na siebie bluzkę i dopięła guzik w spodniach.
- Aśka, nie dramatyzuj...
- Nie dramatyzuj? Jesteśmy sami, zamknięci w spokoju, mamy na sobie tylko bieliznę, a ty mnie całujesz. Wszystkie okoliczności sprzyjają... wiesz jak to mogło się skończyć?
- No jak? - chciał żeby to powiedziała
- Seksem – wykrztusiła
- Proszę cię, ja jestem dorosły, a tobie niewiele brakuje. Zachowujemy się profesjonalnie, oboje wiemy że to tylko przedstawienie, a teraz trenujemy – wyjaśnił
- Lepiej zapobiegać – rzekła lekko zawstydzona
- Gdybyś nie miała w głowie tylko jednego, nie wymyśliłabyś takiego scenariusza – zdenerwował się na nią. Bez słowa podeszła do drzwi i zapukała mocno. Po chwili usłyszała dźwięk klucza przekręcanego w drzwiach. Zniesmaczona zachowaniem Sebastiana opuściła jego pokój. Rafał rzucił mu pytające spojrzenie, lecz on tylko podniósł lekko ręce, w geście bezradności.
---------
Następna część ukaże się w poniedziałek. A co do kryminalnych historii: są wakacje i w tej chwili na tę tematykę zamierzam się przerzucić w następnych opowiadaniach. Odpoczynek się jednak przydaje, myślę że dzięki temu wasze spojrzenie na nową kryminalną historię będzie inne, tak jakby świeższe.
sobota, 30 czerwca 2012
czwartek, 28 czerwca 2012
Przeznaczenia nie oszukasz cz. 7
- I co teraz? - westchnęła smutno, kiedy zamknął drzwi od pokoju. Krążył po pomieszczeniu w milczeniu.
- Sebastian? - nadal chodził zamyślony – Powiedz coś – poprosiła. Nie doczekała się żadnej reakcji z jego strony. Jakby wcale jej nie słyszał. Poczerwieniała ze złości.
- No powiedz coś do cholery! - zerwała się poirytowana
- Co mam ci powiedzieć? Zajebiście, bardzo się kurwa cieszę?! - był nie mniej zdenerwowany, co ona. Nie mógł znieść myśli, że będzie musiał mieszkać z Magdą pod jednym dachem, a ojciec będzie dzielił z nią sypialnię. Nie był w stanie wyjaśnić, dlaczego jej tak bardzo nie lubi. Po prostu denerwowała go, i tyle.
- Nie krzycz na mnie – odruchowo cofnęła się w tył. Sebastian podszedł do siostry i przytulił ją.
- Przepraszam – wyszeptał jej do ucha, delikatnie gładząc ją po czarnych włosach. Niepotrzebnie się unosił. Nie powinien wyładowywać swojej złości na niej.
- Chyba musimy się przyzwyczaić do towarzystwa, co? - powiedziała niepewnie
- Mam nadzieję, że na niedługo. Coś wymyślimy – zapewnił i pocałował ją w czoło. Pokiwała głową, po czym opuściła pokój, zostawiając go samego.
Także Rafał i Joasia nie byli zachwyceni wieścią o przeprowadzce. Przyjęli to jednak o wiele spokojniej niż Sebastian i Ania. Może dlatego, że przenosili się z mieszkania do domu jednorodzinnego? Tak czy inaczej, uznali to za sprzyjające okoliczności, by doprowadzić do rozstania. No i stało się. W czwartek wieczorem rodzeństwo spakowało rzeczy swoje i matki, a w piątek przewieźli je wspólnie do domu Marka. Podczas przejazdu Rafał cały czas zastanawiał się, jak na dobre skłócić zakochanych. Aż w pewnej chwili wpadł na pomysł. Na początku wydał mu się on wspaniały. Joasia będzie specjalnie podstawiać się Markowi, a w końcu oskarży go o molestowanie. Tego Magda już na pewno mu nie wybaczy. Zapewne będzie próbował przekonywać ją o swej niewinności, ale komu uwierzy? Mężczyźnie, którego zna zaledwie kilka miesięcy czy własnej córce, która twierdzi że została przez niego skrzywdzona? Oczywiście, że uwierzy swojemu dziecku!
- Asia – mruknął spoglądając na nią
- Co? - obróciła się i zatrzymała na nim wzrok. Puścił do niej oczko. Zrozumiała, że coś już wymyślił. Usmiechnęła się do niego i ponownie skierowała swoją uwagę na telefon. Zaczęły targać nim mieszane uczucia. Przecież to może wywołać poważne konsekwencje. Marek może zostać zamknięty do więzienia. Co prawda, nie lubił go, ale aż tak źle mu nie życzył. Jeśli plan by się nie powiódł, matka całkowicie straciłaby do nich zaufanie. Aż w końcu pomyślał o siostrze. Bardzo dużo musiałoby ją to kosztować. Mogłaby nie wytrzymać psychicznie tej intrygi. Zawsze udawała twardą, jednak w środku była delikatna i wrażliwa. Za dużo wysiłku musiałaby w to włożyć. Spojrzał na nią jeszcze raz. Poczuł ukłucie w sercu. Nie, nie może tego zrobić. Chce ich rozdzielić, ale nie może aż tak poświęcać siostry dla osiągnięcia celu. Dojechali. Rafał cały czas chodził przybity. Starał się nie myśleć o tym, ale cały czas jego myśli krążyły wokół niedawno wymyślonego planu. Postanowił sobie, że nie skorzysta z tego, choćby to nawet była jedyna możliwość rozbicia związku Magdy i Marka.
- Rafał, wszystko ok? - spytała troskliwie Asia
- Tak, w porządku
- Przecież widzę, że nie jest – nie dawała mu spokoju
- Ten plan jest do bani. Spróbuję wymyślić inny. Nie pytaj o nic więcej – uciął temat. Wziął karton ze swoimi rzeczami i zaniósł na górę, do swojego nowego pokoju. To samo chciała zrobić jego siostra, lecz był on zbyt ciężki, by mogła poradzić sobie sama.
- Pomóc? - usłyszała za sobą męski głos. Odwróciła się i ujrzała za sobą Sebastiana. Zmobilizowała się do działania.
- Nie ma takiej potrzeby – rzuciła, uparcie próbując podnieść karton. Niestety, bezskutecznie.
- No to ci nie pomogę – odparł obojętnie
- Dobra, idź sobie – pomyślała. Ku jej zaskoczeniu podszedł do niej i zabrał jej rzeczy do pokoju. Podążyła za nim.
- Gdzie to postawić? - zapytał, rozglądając się dookoła pokoju
- Gdziekolwiek – mruknęła lekko zaskoczona. Postawił karton obok łóżka i wyszedł z pokoju. Nie czekał na jej reakcję, po prostu chciał jej pomóc i to zrobił. Wybiegła za nim.
- Dziękuję – powiedziała i obdarzyła go swym pięknym uśmiechem. Zatrzymał się i odwrócił do niej.
- Nie ma za co – machnął ręką. Scenę te obserwował Rafał, siedzący na schodach prowadzących na strych.
- Bingo! - wykrzyknął nagle Rafał. Joasia aż podskoczyła.
- Co ty się tak drzesz? - zaśmiał się Sebastian
- Zobaczysz. Spotkajmy się w czwórkę u ciebie w pokoju, po kolacji – poprosił
- Dobrze, niech będzie – przytaknął. Każde z nich poszło w swoją stronę. Rafałowi od razu poprawił się humor. Wiedział, że z przekonaniem Ani do swojego pomysłu pójdzie mu łatwo. Gorzej będzie z poparciem pozostałej dwójki. W końcu to oni mają odegrać tam najważniejsze role, ale skoro tak dobrze im się rozmawiało, to może jednak się zgodzą? Tego jednak się dowie po rozmowie i przedstawieniu swojego planu.
--------
Następna część ukaże się w sobotę.
wtorek, 26 czerwca 2012
Przeznaczenia nie oszukasz cz. 6
Dopiero następnego dnia Marek dowiedział się o wypadku ukochanej. Poprosił szefa o dzień wolny, a uzyskawszy pozytywną odpowiedź, pognał do jej mieszkania. Mniej więcej w tym samym czasie lekcje kończyli Sebastian i Joasia, natomiast Ania i Rafał byli już po szkole. Czwórka nastolatków spotkała się w domu, należącego do ojca najstarszego z nich.
- To mówisz, że twój ojciec oglądał mecz? - spytał Rafał, chcąc się upewnić. Ania kiwnęła głową, co wywołało uśmiech na jego twarzy.
- Tak, o Bożym świecie zapomniał, tak się wciągnął – potwierdził Sebastian – Ledwo udało nam się z nim pogadać, dzięki temu że była przerwa. A czemu pytacie, stało się coś?
- Mama złamała nogę – westchnęła Joasia
- O jak mi przykro... - rzucił ironicznie. Spotkał się z groźnym spojrzeniem Rafała.
- Dobra, wiem że jej nie lubisz, ale daruj sobie idiotyczne komentarze – nie ukrywała swojego zażenowania reakcją chłopaka – Mamy doskonałą okazję na rozbicie ich związku. Wystarczy powiedzieć, dlaczego wasz ojciec nie odbierał telefonu – kontynuowała
- Bo mecz był ważniejszy – zauważyła słusznie Ania. Jedynym niezadowolonym zdawał się być Sebastian.
- Zaraz, zaraz – mruknął, przechadzając się po pokoju – dlaczego to nasz ojciec ma być ukazany w negatywnym świetle? A może to waszą matkę ukażemy ze złej strony, co? - oburzył się
- Po pierwsze, mamy teraz doskonałą okazję i szkoda jej nie wykorzystać. Po drugie, co wymyślisz na naszą matkę, żeby wasz ojciec ją zostawił? Po trzecie, to zwykle facet nawala – argumentowała Joasia. Chłopak zatrzymał się tuż przed nią. Ich spojrzenia się spotkały. Jednak nie na długo, gdyż zaraz z zamyślenia wyrwał ich brat dziewczyny.
- A po czwarte, musimy działać skutecznie. Liczę na to, że to doprowadzi do ich kłótni – zakończył Rafał – My się zbieramy, powiemy mamie o wszystkim i poinformuję was o skutkach.
- Jak ojciec wróci załamany i będzie chciał pić, a jako powód poda rozstanie, stawiam ci zgrzewkę piwa – powiedział z pogardą Sebastian. Wątpił w powodzenie planu rodzeństwa.
- Trzymaj się za portfel, bo trochę trzepnie cię po kieszeni – zaśmiał się w drzwiach. Od pierwszego kroku zastanawiał się, jak o wszystkim powiedzieć matce.
W tramwaju był obecny tylko fizycznie. Myślami wybiegł kilka godzin do przodu. Wyobrażał sobie rozwój sytuacji, kiedy tylko opowie matce o wszystkim. Przez jego głowę przewijało się wiele możliwych rozwiązań, jednak w żadnym z nich nie uwzględnił porażki. Nie był jeszcze nigdy zakochany, więc nie znał siły miłości. Nie wiedział, jak wiele to uczucie jest w stanie znieść i jak wiele potrafi wybaczyć. Zapewne gdyby nie siostra, krążyłby w kółko, nie opuściwszy tramwaju na odpowiednim przystanku. Stamtąd pozostało im kilkanaście kroków, zaledwie 300 metrów do osiedla. Postanowił nie czekać ani chwili – kiedy tylko weszli do mieszkania, od razu skierował swe kroki do sypialni.
- Mamo, czy moglibyśmy porozmawiać w cztery oczy? - spytał od razu. Marek podniósł się z miejsca i zostawił ich samych.
- O co chodzi? - mimo złamanej nogi, na jej twarzy gościł promienny uśmiech. Widać było, że ma dobry humor i nie podważyły go nawet poważnie brzmiące słowa z ust syna.
- Rozmawiałem z Sebastianem – oznajmił, ku jej zaskoczeniu. Było to jednak pozytywne zaskoczenie, gdyż nie spodziewała się, że po wspólnym spotkaniu nastolatkowie tak szybko znajdą wspólny język.
- To miło, cieszę się. W końcu będziecie rodzeństwem, musicie się dogadywać – wyciągnęła ku niemu rękę. Podszedł bliżej i usiadł na skaraju łóżka.
- Mam wątpliwości, czy Marek to dobry facet dla ciebie. Wiesz dlaczego wczoraj nie odbierał telefonu?
- A czy to ważne? Daliśmy sobie radę. W sumie to powinnam was jakoś za to wynagrodzić. Pomyślę jeszcze nad tym – sprytnie ucięła temat. Rafał jednak nie dał się zwieźć i uparcie kontynuował.
- W szczególności Asię. Ona narażała swój tyłek, na tej kontroli miała cholernie dużo szcześcia, że ten policjant ją puścił, bo źle to by się dla niej skończyło. A Marek co? Wolał oglądać mecz! Rozumiesz to? Jak facet, który jest w związku z kobietą, może postawić nad nią oglądanie meczu? Powiedz sama – irytował się
- Przede wszystkim, każdy facet potrzebuje trochę wolności. Nie ważne na jakim etapie jest jego związek z kobietą, powinna ona zrozumieć, że ma on swoje zainteresowania, które nie zawsze ją cieszą, ale trzeba to zaakceptować. To działa przecież w obie strony – tłumaczyła ze spokojem – A Marek nie słyszał telefonu. I zapewniam cię, że gdyby wiedział co się wydarzyło, nie odmówiłby pomocy – powiedziała z przekonaniem, że ma rację.
- Ale...
- Ale ty mogłeś bardziej się postarać. Jakim problemem byłoby dla ciebie zadzwonić do Sebastiana? On ma prawo jazdy, więc przyjechałby albo powiadomił ojca. Jeśli do kogoś masz pretensje o narażanie Joasi, to możesz winić tylko siebie – oceniła
- Zajebiście – pomyślał. Natychmiast opuścił pokój i poszedł do siebie. Magda westchnęła ciężko. Marek pożegnał się z nią, zapewniając, że przyjedzie jutro po pracy. Był cały w skowronkach. Zapewne czas spędzony z ukochaną dał mu wiele radości.
Sebastian trochę z niecierpliwością wyczekiwał powrotu ojca. Był ciekaw, czy Rafałowi faktycznie udało się ich skłócić, tak jak zapewniał. Usłyszawszy przekręcany klucz w drzwiach, spojrzał na zegarek.
- Szybko. Czyżby mu się udało? - pomyślał. Dobry humor mężczyzny wskazywał na zupełnie coś innego.
- Słyszałem już, co się stało – wyszedł mu naprzeciw – I jak u niej?
- Tak nagle cię to interesuje? - zdziwił się, przechodząc do kuchni. Sebastian podążył za nim.
- Bardziej jestem ciekaw, dlaczego tak wcześnie od niej wróciłeś – wyznał
- No cóż, byłem u niej od rana. Wziąłem wolne w pracy – wyjaśnił. Pokiwał głową, na znak, że rozumie – Posiedzieliśmy sobie, porozmawialiśmy... po prostu miło spędziliśmy czas.
- Dobra, to ja będę szedł do siebie – oznajmił. W duchu jednak się trochę cieszył, a to dlatego, że miał rację i nie musiał wydawać pieniędzy na piwo dla Rafała.
- Zaczekaj jeszcze chwilę. Mam wam coś ważnego do powiedzenia – poprosił – Aniu!
- Co jest? - pojawiła się po chwili
- Ojciec chce nam coś ważnego powiedzieć – wyjaśnił jej brat
- Magda zamieszka z nami od piątku – powiedział jednym tchem. Na twarzach Ani i Sebastiana pojawiło się zmieszanie. Nie wiedzieli, jak powinni się teraz zachować. Nie ułatwiał im tego fakt, że Marek znał ich stosunek do jego partnerki. Tak przynajmniej mogliby udać, że się cieszą, jednak teraz nie miało to najmniejszego sensu.
- Spodziewałem się, że nie będziecie się cieszyć. Przyzwyczaicie się, jestem pewien – kontynuował – Mam nadzieję, że pomożecie mi w przeprowadzce? - pokiwali niepewnie głowami. Z zaskoczenia nie byli w stanie wypowiedzieć ani słowa. Nie spodziewali się, że nastąpi to tak szybko.
--------
To teraz liczę na to, że opowiadanie wreszcie ruszy. Następna część ukaże się w czwartek.
niedziela, 24 czerwca 2012
Przeznaczenia nie oszukasz cz. 5
- Powinnaś pojechać na badania – wykrztusiła w końcu Joasia
- Zadzwoń do Marka – poleciła jej. Rafał spróbował po raz kolejny, lecz bezskutecznie. Denerwował się coraz bardziej. To tak zależy mu na Magdzie, że nie odbiera od niej telefonów? Zaklął w myślach.
- Nie odbiera – mruknął zamyślony. Odpowiedziało mu ciche westchnięcie kobiety.
- Dobra, ja poprowadzę samochód – oznajmiła nagle Asia. Matka i brat spojrzeli na nią zdziwieni – No co? Dziadek mnie trochę poduczył, przecież za dwa miesiące zaczynam kurs na prawo jazdy – wytłumaczyła się.
- A co jeśli... nie poradzisz sobie? - Magda miała wątpliwości co do tego pomysłu.
- Macie lepsze propozycje? - starała się zadać pytanie najuprzejmiej jak tylko się da, jednak mimo to nie zabrzmiało ono przyjemnie. Po chwili namysłu zgodzili się na pomysł blondynki. Pomogli dojść matce do samochodu. Na szczęście mieszkali na pierwszym piętrze, więc nie mieli wielu schodów do pokonania. Na początku dziewczyna jechała powoli i ostrożnie, jednak kiedy wyczuła samochód i poczuła się trochę pewniej, pozwoliła sobie na szybszą jazdę.
- O cholera... - wymsknęło się Rafałowi, kiedy zobaczył stojący na poboczu radiowóz
- Nie panikuj – mruknęła pod nosem i kontynuowała jazdę jak gdyby nigdy nic. Miała nadzieję, że po prostu uda się jej przejechać niezauważenie. Pech chciał, że policjant wyciągnął lizaka. Zrezygnowana zjechała na pobocze, zatrzymała pojazd i uchyliła okno.
- Dobry wieczór, starszy aspirant Maciej Krubiński, proszę zgasić silnik – blondynka posłusznie wykonała polecenie. Opuściła głowę, chcąc uniknąć jego spojrzenia. Zdawało jej się, że czyta w jej myślach jak w książce. Wydał się jej nieprzyjemny. Obok radiowozu stała jeszcze kobieta w policyjnym mundurze. Chyba z nią wolałaby rozmawiać.
- Popełniłam jakieś wykroczenie? - spytała nieśmiało
- Nie, to tylko rutynowa kontrola – wyjaśnił – dokumenty proszę
- Dokumenty?
- Prawo jazdy, dowód rejestracyjny, ubezpieczenie... - wyliczał. Matka wskazała jej na schowek. Otworzyła go i wyciągnęła z nich papiery, które następnie podała policjantowi.
- Wszystko się zgadza – mruknął – ale brakuje pani prawa jazdy
- Nie posiadam – wyznała. Nie była w stanie wyczytać nic z twarzy aspiranta.
- Proszę opuścić pojazd – rzucił stanowczo. Odpięła pasy i wysiadła z samochodu.
- Moja mama upadła i trzeba zawieźć ją do szpitala. Nikt nie mógł nam pomóc, więc zdecydowałam się tego podjąć – wyjaśniła. Policjant zatrzymał się nagle i spojrzał na nią. Wtedy podeszła do nich jego koleżanka z pracy.
- Co jest? - spytała go
- Umie pani jeździć? - zwrócił się do Joasi
- Do tej pory się nie rozbiłam, więc chyba tak – odpowiedziała półżartem. Pokiwał głową.
- Ej, ty chyba nie chcesz... - trąciła go Sylwia – Jak stary się dowie to wylecimy! - mężczyzna obrócił się w jej stronę i posłał koleżance groźne spojrzenie
- W dupie mam starego. Są takie sytuacje, że trzeba być człowiekiem – oznajmił
- I ta niby taką jest? - denerwowała się
- A nie? Dziewczyna poświęca się, ryzykuje że właśnie taki ktoś jak ty złapie ją i udupi za brak głupiego kawałka plastiku! I to tylko dlatego, że matka zwija się z bólu i wiezie ją do szpitala. Przecież równie dobrze mogli poczekać do rana, aż ktoś by im pomógł. Ona nie robi tego dla siebie, ona to robi dla matki. Rozumiesz do cholery?! - tłumaczył jej. Policjantka nie wiedziała co ma odpowiedzieć.
- Może pani jechać dalej – zwrócił się do Joasi. Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. I to tak bez konsekwencji ją puszcza? Niemożliwe! Myślała, że to on jest wredny, a ona dobra, a było zupełnie na odwrót.
- Tylko ostrożnie – przestrzegł ją – I zdrowia życzę szanownej pasażerce – ukłonił się grzecznie.
- Dziękuję – uśmiechnęła się szeroko, otwierając drzwi samochodu.
- Widzisz? Taki jeden uśmiech jest wart każdych pieniędzy. Ale tego kupić nie można – zwrócił się po partnerki – Jak chcesz to donieś na mnie do starego – dodał, sięgając po papierosa. Pokręciła przecząco głową i schowała się w radiowozie.
Około godziny później przyszły już wyniki prześwietlenia. Okazało się, że Magda ma złamaną nogę. Lekarz zakomunikował, że założą gips, po czym pacjentka będzie mogła już wrócić do domu. Zalecił także cotygodniowe wizyty kontrolne, aby mieć pewność, że kość dobrze się zrasta.
- Będziesz ją wozić na te kontrole, co? - zaśmiał się Rafał
- Proszę cię... ile ja się strachu najadłam
- Chyba wpadłaś w oko temu policjantowi, skoro cię tak bezkarnie puścił – żartował sobie
- Nawet nie wiem czy go jeszcze kiedykolwiek spotkam – puściła mimo uszu jego wcześniejszą wypowiedź
- Spotkasz, spotkasz. Choćby dzisiaj, jak będziemy wracać – postanowił poroczyć się trochę z nią, aby czas szybciej im zleciał.
- Nie wiadomo czy tam jeszcze stoją – obrzuciła go wrogim spojrzeniem. Objął ją ramieniem.
- Spisałaś się na medal – pochwalił siostrę
- Gdybym nie zasnęła to mogłabym ostrzec ją że podłoga jest śliska i nie byłoby całego tego zamieszania – westchnęła
- Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – rzekł tajemiczo
- To znaczy? - spojrzała na niego pytająco
- Poćwiczyłaś jazdę samochodem... poznałaś fajnego faceta... - zaśmiał się
- Rafał! - upomniała go, uderzając lekko pięścią w jego ramię
- A na poważnie to sama zobacz – podał jej swój telefon. Odczytała smsa od Sebastiana, którego brat otrzymał kilka minut wcześniej. Pisał w nim, że ojciec ogląda mecz i pewnie dlatego nie słyszał telefonu.
- No i co z tego? - spytała zdziwiona. Nie rozumiała, co takiego dobrego wypatrzył w tej wiadomości. To, że facet ogląda mecz, nie było dla niej niczym nadzwyczajnym.
- Wolał oglądać mecz niż odebrać telefon od niej. Rozumiesz? Mecz ważniejszy od niej! Jeśli jej o tym powiemy, obrazi się na niego nie na żarty – uśmiechnął się chytrze. Asia pokiwała głową z uznaniem. Przypadek podsunął im pierwszą szansę na rozbicie związku Magdy i Marka.
--------
Czas się wziąć za siebie. Następna część ukaże się we wtorek.
czwartek, 21 czerwca 2012
Przeznaczenia nie oszukasz cz. 4
- Możemy porozmawiać? - Sebastian usiadł obok ojca, który właśnie oglądał mecz w telewizji.
- Dawaj, no! - krzyknął, kiedy zawodnik podał piłkę swojemu koledze w pole karne. Akcja jednak zakończyła się niepowodzeniem – Co mówiłeś? - zwrócił uwagę na syna. Sebastian zerknął na ekran telewizora. Do końca pierwszej połowy pozostały jeszcze 4 minuty.
- Pogadamy w przerwie – podniósł się z kanapy i skierował się do kuchni. Tam zastał Anię, która akurat nastawiła wodę w czajniku.
- Napiłabyś się herbaty? - spojrzał na nią przymilnie
- Właśnie robię – wyjaśniła dziewczyna
- To zrób i dla mnie – wyszczerzył zęby. Brunetka pokręciła głową i wyciągnęła z szafki jego kubek.
- O czym chciałeś pogadać? - Marek pojawił się w kuchni kilka minut później.
- Mam być szczery? - spytał retorycznie
- Jak najbardziej – potwierdził
- Nie podoba mi się twoja nowa partnerka. Nie wiem dlaczego, ale... no po prostu odniosłem wrażenie że ona ma jakiś cel w tym co robi, że to nie jest miłość – starannie dobierał słowa, żeby nie wyszło na to, że robi jakieś niepotrzebne i nieprawdziwe wymówki. Jeden błąd mógł sprawić, że ojciec zauważy podstęp. A jeśli odkryłby całą prawdę, to przecież nie będzie rezygnował z własnego szczęścia tylko dlatego, że jego syn ma jakieś nieuzasadnione uprzedzenia.
- Ani trochę się nami nie zainteresowała na tym spotkaniu. Sebastian może mieć rację – Ania postanowiła wspomóc brata. Stanęła tuż obok niego, ramię w ramię z nim, czekając na odpowiedź ojca. Zamyślony mężczyzna pogładził się po brodzie.
- Była zestresowana, obawiała się waszych reakcji. A w sumie, to jej się nie dziwię, skoro po jednym spotkaniu już ją oceniacie i wyrokujecie – skarcił ich
- Ktoś musi to zrobić. A ty nie jesteś w stanie, bo jesteś zaślepiony miłością do niej – zarzucił mu
- Nie martw się, jestem dorosły i wiem co robię. Nie zakochałbym się w byle kim – zapewnił
- Dorosły nie znaczy odpowiedzialny – mruknął niezadowolony
- Mądre słowa synu – przyznał – ale mógłbyś też tak czasami pomyśleć o sobie. Jesteś bardzo inteligentny, wiele się nauczyłeś, ale człowiek uczy się całe życie. Ty czasami masz takie podejście do sprawy, że myślisz iż wszystko rozumiesz, bo jesteś pełnoletni i życie cię już doświadczyło. Doświadczenia jednak nigdy nie dość, zawsze zdarzają się nowe sytuacje, w których nie wiesz jak się zachować. Teraz właśnie tak jest, moje małżeństwo byłoby nową sytuacją dla was. Być może boisz się, że nie odnajdziesz się w tym nowym układzie i po prostu chcesz tego uniknąć – pouczył go. No tak, zapomniał że ojciec jest psychologiem. Dzięki temu bez problemów odczytał intencje Sebastiana i motywy, jakie nim kierują.
- Po prostu boimy się o ciebie i nie chcemy żebyś przez nią cierpiał – wtrąciła Ania, próbując ratować sytuację
- To wspaniała kobieta – upierał się Marek – Poznacie ją bliżej to zmienicie o niej zdanie. Aha, za trzy miesiące bierzemy ślub – zabrał ze sobą butelkę wody i wrócił do salonu. Sebastian spojrzał błagalnie na siostrę.
- Jeśli nie będziemy mieć mocnych dowodów, nie uwierzy nam – stwierdziła
- A skąd my je zdobędziemy, skoro to mija się z prawdą? - rozłożył bezradnie ręce. Westchnął ciężko i oparł się o stół.
- Coś wymyślimy – zapewniła, chcąc go pocieszyć. Jedna porażka nie oznacza przecież, że trzeba się poddać.
Tymczasem Joasia myła podłogę w kuchni, Rafał przygotowywał się do sprawdzianu z biologii, a Magda była w pracy, gdyż wykryto pewne nieprawidłowości w obliczeniach i musiała je poprawić. Była główną księgową w dużej korporacji, a co za tym idzie, miała dużo obowiązków na głowie. Kiedy blondynka skończyła, zadowolona z siebie położyła się na kanapie, by chwilę odpocząć. Nawet nie zauważyła, kiedy zasnęła. Obudził ją dopiero jakiś huk i krzyk. Rzuciła okiem na zegarek – minęło ledwie kilka minut. Zajrzała do kuchni, a tam na podłodze leżała jej matka. Próbowała się podnieść, lecz ból jej to uniemożliwiał.
- Gdzie cię boli? - spytała zaniepokojona. Wskazała na prawe udo.
- Nie miałam pojęcia, że podłoga jest mokra – syknęła przez zęby
- Rafał! - zawołała brata. Pojawił się on po chwili. Joasia wszystko mu wytłumaczyła, a następnie przenieśli matkę do pokoju, na kanapę.
- Może mieć złamaną nogę. Powinniśmy zawieźć ją do szpitala – szepnął jej na ucho
- Sami nie damy rady – zauważyła
- To co mamy zrobić?
- Nie ma wyjścia, trzeba zadzwonić po tego Marka – pokręciła głową. Nie chętnie przyjęła to do wiadomości, ale była to najlepsza z możliwości.
- Dobra, zadzwonię – oznajmił Rafał i sięgnął po telefon. Joasia podeszła do Magdy i kucnęła przy niej.
- Przepraszam – opuściła głowę
- Nie masz za co. To był po prostu nieszczęśliwy wypadek, takie rzeczy się zdarzają – powiedziała z troską. Nie chciała, żeby się obwiniała za to. Po prostu stało się i nie ma w tym niczyjej winy. Dziewczyna spojrzała na Rafała. Pokręcił przecząco głową. Wybrał numer po raz trzeci. Czekał aż wreszcie ktoś odbierze. I się niedoczekał. Będą musieli poradzić sobie sami, bez pomocy Marka.
--------
Następna część pojawi się w sobotę.
wtorek, 19 czerwca 2012
Przeznaczenia nie oszukasz cz. 3
Kilka dni później nadeszła ta długo wyczekiwana przez parę chwila, kiedy to ich dzieci miały się ze sobą zapoznać. Mimo iż byli dobrej myśli, im bardziej zbliżał się ten moment, tym bardziej się denerwowali. Najchętniej odwlekaliby to w nieskończoność, ale w końcu muszą się poznać, jeśli kiedyś mają stworzyć jedną, miejmy nadzieję, szczęśliwą rodzinę.
- Wejdźcie, wejdźcie – zapraszał ich ochoczo, gdy otworzył im drzwi. Rafał pokiwał głową z uznaniem.
- Niezły domek – mruknął ironicznie. Magda spojrzała na niego karcąco
- Chodźmy do salonu – puścił uwagę mimo uszu. Natomiast Joasia czuła się tu jakoś dziwnie. Co prawda wystrój był ładny, ale coś tu ją niepokoiło. A może po prostu bała się konfrontacji z przyszłym przyrodnim rodzeństwem? W salonie czekali już na nich Ania i Sebastian. Po przywitaniu wszyscy zasiedli do stołu. Coś mu się w tej Aśce nie podobało. Fakt, ładna była, ale wyglądała na zarozumiałą, arogancką i zbyt pewną siebie. Przynajmniej takie odniósł wrażenie. Podenerwowana blondynka sięgnęła po sok. Nalewając sobie do szklanki, ręce tak jej się trzęsły, że wylała trochę na obrus.
- Przepraszam – powiedziała zaczerwieniona ze wstydu. Sebastian natychmiast zerwał się z miejsca i podał jej serwetki. Zrobił to specjalnie, żeby nikt nie sprzątał za nią.
- Nic się nie stało – zapewnił Marek. Dziewczyna wytarła rozlaną ciecz, lecz nie miała odwagi podnieść oczu. Czuła się głupio. Jeszcze bardziej głupio czuła się jej matka. Najpierw komentarz Rafała, teraz to. Co jeszcze ją dzisiaj czeka? Starała się unikać spojrzeń Sebastiana i Ani, obawiając się ich reakcji.
- Dwa zero dla nas – uśmiechnął się pod nosem. Zawsze uwielbiał rywalizację, dlatego nie było niczym nadzwyczajnym, że zaczął wyliczać nietakty popełnione zarówno przez jedną stronę, jak i przez drugą. Tymczasem Rafał, nabierając kawałek pieczonek kaczki na talerz, wypuścił mięso na obrus. Zdenerwowany, wziął je rękami i przełożył na talerz.
- Trzy zero. Będzie nokaut – powstrzymywał śmiech. Lecz w jednej chwili to się zmieniło: Ania przez przypadek strąciła szklankę, a Sebastian zachwiał się na krześle i upadł. Zakłopotany gospodarz chciał pójść po szczotkę, by pozmiatać, ale gdy wstawał, zahaczył kolanem o stół. Poskutkowało to przewróceniem się kilku przedmiotów znajdujących się na nim.
- Trzy trzy – przymknął oczy, podnosząc się z podłogi. Było już tak dobrze, a wyszło fatalnie. Dobrze że przynajmniej jest remis.
- Może pójdźcie sobie pogadać do pokoju, a my to posprzątamy – zaproponowała Magda. Czwórka nastolatków udała się na górne piętro i ulokowała się w pokoju Sebastiana.
- Wiecie co? Będę szczery i to aż to bólu – zapowiedział Rafał – Nie chcę mieć takiej rodziny
- Nie tylko ty – przyznał najstarszy z całej czwórki
- Gdybyście nie wywierali na nas presji, nie wyszłaby taka błazenada – zarzucił
- Błazenada? Nawet niezłe określenie na to, co wyprawialiście przy stole – podszedł do niego i rzucił groźne spojrzenie – Zepsuliście całe spotkanie – dodał po chwili
- A kto zbił szklankę i przewrócił się na krześle? - wypominał im
- A kto zaplamił obrus i rozlał sok? - dyskusja robiła się coraz ostrzejsza. Obaj byli przygotowani na użycie argumentów siłowych. Do akcji postanowiły wkroczyć dziewczyny.
- Spokój! - krzyknęła Joasia – Rafał, odpuść – rozkazała bratu
- Ale...
- Sebastian, ty też – poprosiła go. Obaj odwrócili się na pięcie i zrobili dwa kroki przed siebie.
- W jednym jesteśmy zgodni – odezwała się blondynka. Trzy pary oczu spojrzały na nią – No nie mówcie, że nie zauważyliście – opuściła ręce
- W czym? - zignorował jej zażenowanie Sebastian
- Że nie chcemy być rodzeństwem. Chyba tak tego nie zostawimy, co? - zasugerowała
- Co chcesz zrobić? - zapytał siostrę
- Możemy przecież doprowadzić do rozstania – wyraziła się jasno
- Ale jak?
- Oj chłopacy, chłopacy... - Ania pokręciła głową – Żeby blondynka za was musiała myśleć? - Joasia spojrzała na nią znacząco – A na poważnie, to byście bez nas, kobiet, zginęli – dodała
- To powiesz jak, czy nie? - upomniał się Sebastian, nie chcąc słuchać kolejnych twierdzeń siostry, na temat: dlaczego dziewczyny są lepsze od chłopaków.
- Trochę manipulacji, jeśli będzie miała nad tym kontrolę odpowiednia osoba, nikomu nie zaszkodzi – uśmiechnęła się chytrze
- Chcesz ich skłócić? - spytał wprost
- Oczywiście! Pierwszego dnia będzie najgorzej. Ale jeśli wytrzymają jeden dzień, to wytrzymają i dwa. A jeśli wytrzymają dwa, to wytrzymają i cztery, a jeśli cztery, to i osiem. A jeśli osiem...
- Dobra, dobra, wiemy o co chodzi – przerwał Rafał – Wymieńmy się numerami telefonów i jutro się umówimy. Zadziałamy na zasadzie burzy mózgów. Każdy z nas...
- Wiemy na czym to polega – odegrała się Joasia
- Wchodzę w to – oznajmiła Ania
- Ja też – mruknął niechętnie. Jednak jeśli ta spółka ma doprowadzić to rozpadu tego związku, którego nie akceptowała cała czwórka, to czemu miałby się niezgodzić?
- No to na dzień dzisiejszy wszystko mamy ustalone – oświadczył Rafał, po czym wyszedł z pokoju. Joasia obejrzała się i poszła za nim.
- Coś mi się w niej nie podoba. Nie wiem, może to jakieś moje urojenia czy coś, ale po prostu nie mogę jej przetrawić – wyznał siostrze. Pokiwała głową, doskonale go rozumiejąc. Czuła dokładnie to samo.
--------
Następna część ukaże się w czwartek.
niedziela, 17 czerwca 2012
Przeznaczenia nie oszukasz cz. 2
Tymczasem Magda wróciła do swojego mieszkania. Zrezygnowana zawiesiła kurtkę na wieszaku i odłożyła torebkę na szafkę. Pierwsze kroki skierowała do kuchni, żeby ugasić pragnienie. Zastała tam swoją córkę, siedemnastoletnią Asię, która właśnie zmywała naczynia. Była to szczupła, średniego wzrostu blondynka o zielonych oczach.
- Ciężki dzień? - zapytała, spoglądając na matkę
- W sumie to nie. Czeka mnie ciężka rozmowa i to chyba z tego powodu tak się denerwuję – wyjawiła, nalewając sobie soku do szklanki.
- Rozmowa? Z kim? - podchwyciła temat. Nie było lepszego wyjścia, trzeba po prostu załatwić to teraz. Wzięła głęboki oddech i zdecydowała się o wszystkim powiedzieć.
- Rafał jest?
- Wrócił jakiś czas temu – odłożyła ściereczkę i zakręciła wodę. Wytarła ręce do sucha, oczekując odpowiedzi.
- Zawołaj go – poprosiła po chwili. Joasia zniknęła w drzwiach, by za chwilę pojawić się tam z bratem. Był on zaledwie rok młodszy od dziewczyny. Jednak gdy Magda dowiedziała się, że po raz drugi jest w ciąży, mąż miał dla niej przykrą wiadomość. Zostawił ją dla jakiejś napompowanej silikonem lali, z którą miał już romans od jakiegoś czasu. Tak więc Joasia i Rafal wychowywali się bez ojca. Dlatego tak bardzo obawiała się reakcji swoich dzieci. Samotnej matce dużo pomagała jej rodzicielka. Zajmowała się rodzeństwem, podczas gdy Magda była w pracy. Swoją pomoc oferowała także teściowa, która czuła się po części odpowiedzialna za zachowanie Piotra, lecz honor nie pozwalał jej zgodzić się na to. Rok później uzyskała wreszcie rozwód. Z pewnością skończyłoby to się szybciej, gdyby nie to, że nie był on skory do płacenia alimentów. Jednak doszła swego na drodze sądowej. Pieniądze te okazały się bardzo przydatne. Spotykała się później z innymi mężczyznami, jednak dla każdego przestawała być atrakcyjna, kiedy dowiadywał się on o dzieciach. Co najwyżej niektórzy chcieli umówić się z nią na kilka nocy. Tym jednak nie była zainteresowana. A teraz... teraz chyba wreszcie znalazła prawdziwą miłość.
- Mamo? - z zamyślenia wyrwał ją głos Asi
- Yyy... tak?
- Chyba chciałaś nam coś powiedzieć – przypomiała jej. Kobieta przegryzła wargę i zebrała się na odwagę.
- Od pewnego czasu... jakby to wam powiedzieć... - zastanawiała się
- Najlepiej prosto z mostu – wtrącił się Rafał ze swoją poradą
- No dobra – przystanęła na to – spotykam się z kimś. Ma 38 lat, jest wysokim, przystojnym, dobrze umięśnionym mężczyzną. Wdowiec, ma dwójkę dzieci – z niepokojem patrzyła na zaskoczenie na twarzach Joasi i Rafała. Rodzeństwo spojrzało na siebie, a następnie przenieśli wzrok na matkę. Wiedziała, że nie zareagują entuzjastycznie.
- A małe te dzieci? - wykrztusiła blondynka
- Syn ma 18 lat, a córka 15 – odparła niepewnie. Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
- Są w podobnym wieku do was, więc mam nadzieję, że znajdziecie wspólny język – dodała po chwili.
- Kiedy go poznamy? - zapytał Rafał
- Myślę, że niebawem. Muszę to jeszcze z nim ustalić. Jeśli nie macie więcej pytań, to byłoby na tyle – oświadczyła. Rodzeństwo odeszło na bezpieczną odległość, by matka nie mogła usłyszeć o czym rozmawiają.
- I co o tym myślisz? - szpenął do siostry
- Jeśli wreszcie trafiła na dobrego faceta, z którym wreszcie będzie szczęśliwa, to czemu nie? Poznamy go, zobaczymy. Ale ja nie chcę stawać na drodze do jej szczęścia – zakomunikowała
- Ja też nie. Jednak upewnić się czy to dobry partner, nie zaszkodzi – zaznaczył
- Otóż to – potwierdziła Joasia
- Aniu, mogę na chwilkę? - zapytał Marek, zaglądając do pokoju córki
- Jasne, wejdź – zamknęła laptopa, przerywając rozmowę z koleżanką. Była to prywatna rozmowa na temat jednego z chłopaków z klasy, który podobał się niemal każdej dziewczynie w szkole. Obie zastanawiały się, co mają zrobić, by zwrócił uwagę na nie. Uzgodniły, że pierwszeństwo ma ta, która pierwsza się z nim umówi, a druga wtedy odpuszcza.
- Muszę powiedzieć ci coś ważnego – oznajmił, siadając naprzeciw niej
- Tak? - uniosła lekko brwi
- Nie będę owijał w bawełnę... Po prostu się zakochałem – uśmiechnął się lekko. Zdezorientowana Ania nie wiedziała co powiedzieć. Spojrzał na nią znacząco, oczekując odpowiedzi. Musiała z tego jakoś wybrnąć.
- Cieszę się – palnęła pierwsze, co przyszło jej na myśl
- Jakoś nie widać...
- Po prostu mnie zaskoczyłeś. Nie spodziewałam się tego – tłumaczyła się
- No trudno się spodziewać, że ktoś się zakocha, jeśli nie wiesz że się z kimś spotykał – przyznał – Ale co, uważasz że nie jestem już atrakcyjny? Aż taki stary nie jestem, czterdziestka jeszcze przede mną – zaśmiał się
- Ależ oczywiście, że jesteś atrakcyjny. Naprawdę się cieszę – zapewniła
- To dobrze – kiwnął głową
- Mam nadzieję, że będziesz z nią szczęśliwy – puściła do niego oczko
- Już jestem – pocałował ją w policzek i wyszedł z pokoju. Uśmiechnęła się sama do siebie i w równie dobrym humorze co wcześniej usiadła przy komputerze.
--------
Ostatnio coś niesłowny się zrobiłem. Dzisiaj też taki trochę krótszy (oczywiście znów qwerty zwala winę na coś innego), ze względu na szkołę. A mianowicie, poprawy ocen, trzeba się trochę pouczyć (qwerty i uczenie się? dobry suchar). Droga Alutko, proszę o wskazanie konkretnego tytułu, gdyż sprawdziłem większość opowiadań i nie znalazłem znaczących podobieństw.
Następna część będzie we wtorek.
piątek, 15 czerwca 2012
Przeznaczenia nie oszukasz cz. 1
- Wróciłem! - krzyknął w progu i zamknął za sobą drzwi. Zdjął plecak, szalik i kurtkę, po czym poszedł rozejrzeć się po domu. Słyszał jakieś głosy dochodzące z kuchni. Jeden z nich na pewno należał do ojca, ale drugi? Na pewno kobiecy. I na pewno nie była to jego siostra.
- Powinniśmy im to wreszcie powiedzieć. Ile czasu można się ukrywać? - próbowała go przekonać. Sebastian nie miał wątpliwości, że mówiąc „im” miała na myśli jego i Anię.
- Trzeba ich najpierw przygotować. To może być dla nich szok, nie wiadomo jak zareagują – tłumaczył
- Nie są już tacy mali. A Sebastian jest nawet dorosły. Zrozumieją – argumentowała. Spojrzała w stronę drzwi i zauważyła że patrzy na nich zdumiony.
- O czym powiedzieć? Kim pani jest? - rzucił jej nieufne spojrzenie
- Sebastian, to jest Magda. Od jakiegoś czasu się spotykamy – przedstawił swoją partnerkę
- Jesteśmy razem – sprecyzowała
- Od jakiegoś czasu? To znaczy od kiedy? - dopytywał się. Jego ojcu zrobiło się głupio. Zrozumiał, że ukochana miała rację. Ukrywanie związku nie było najlepszym pomysłem.
- Od trzech miesięcy – wykrztusił
- Co?! I ja się dopiero teraz o tym dowiaduję?! Nie ufasz mi, prawda? - zirytował się
- To nie tak...
- Tyle razy pokazałem ci, że jestem odpowiedzialny, że dojrzałem, że można na mnie liczyć! Czy kiedykolwiek cię zawiodłem? - kontynuował swój monolog – Nie przypominam sobie. Co, myślałeś że nigdy się nie dowiem o tym? Dlaczego miałbym źle zareagować? Przecież to nic złego, wiadomo że facet spotyka się z kobietą, a kobieta z facetem, taki jest naturalny porządek tego świata!
- Teraz źle zareagowałeś – wtrącił
- Żeby było jasne: nie mam pretensji o to, że się spotykacie. Jesteście dorośli, wiecie co robicie, przynamniej mam taką nadzieję, i nikt nie może wam tego zabraniać. Wściekam się po prostu o to, że potraktowaliście mnie jak gówniarza, uznaliście że nie warto mi nic mówić. Mimo wszystko ja i Ania jesteśmy twoją rodziną, wychowujesz nas, więc masz wobec nas pewne zobowiązania. A teraz się z nich niewywiązałeś – odwrócił się na pięcie i odszedł. Para stała w milczeniu. Żadne z nich nie wiedziało, co powiedzieć. Niby Magda karciła Marka, że powinien powiedzieć swoim dzieciom o ich związku, ale ona sama tego nie zrobiła. Także miała dzieci i oni także nic nie wiedzieli. Oboje głupio się zachowali. Jeśli traktują to poważnie i są pewni, że chcą być ze sobą, to po co bawić się w bezsensowne konspiracje?
- To ja już pójdę – oznamiła, nie spojrzawszy nawet na partnera
- Zdzwonimy się – zaproponował, kiedy wychodziła. Bez odpowiedzi opuściła jego dom. Westchnął ciężko i oparł się o stół. Postanowił poczekać aż syn ochłonie i dopiero wtedy spróbuje z nim porozmawiać. Jedno było jednak optymistyczne: jeśli wszystko to co powiedział, było prawdą, to jego słowa brzmiały dojrzale. Chciał być traktowany jak dorosły i zasługiwał na to. Bez wątpienia trudne sytuacje w rodzinie zmusiły go to spoważnienia i wzięcia spraw w swoje ręce. Kiedy miał czternaście lat, okazało się że matka jest chora na raka. Lekarze oznajmili, że nie da się nic zrobić. Dali jej pół roku życia. Ojciec musiał pracować, by zarobić na utrzymanie rodziny, więc cała odpowiedzialność za opiekę nad chorą matką spadła na niego. Ania była jeszcze za młoda, by wciągać ją w tak poważne sprawy. Zmarła siedem miesięcy później. Cała trójka bardzo to przeżyła, lecz najszybciej w garść wziął się Sebastian. To dzięki niemu w domu panował jeszcze jako taki porządek. Jednak w wolnych chwilach sam się rozklejał i czuł się bezradny, opuszczony, brakowało mu sił. Musiał jednak być silny, by pomóc ojcu i dać przykład młodszej siostrze. Później problemy finansowe. Na wakacjach złapał aż trzy etaty dorywczej pracy, polegającej na roznoszeniu ulotek. Liczył się każdy grosz. W końcu rodzinie udało się wyjść na prostą. Ale Sebastian nie był już taki sam jak dawniej. Jego podejście do różnych spraw diametralnie się zmieniło. Gdyby ktoś miał oszacować jego wiek na podstawie myślenia czy też czynów, nie miałby najmniejszych szans na zgadnięcie. Nikt nie postawiłby pieniędzy, że tak może zachowywać się nastolatek. Jednak nie wiek kształtuje osobowość, ale doświadczenie życiowe. A on dostał już trochę w kość, mimo młodego wieku.
- Cześć – Ania podeszła do ojca i ucałowała go w policzek. Nawet nie słyszał, kiedy weszła do domu
- Cześć córeczko – odparł cicho. Od razu pobiegła do siebie do pokoju. Nie zauważyła zmartwienia swojego ojca. Westchnął ciężko i powoli skierował się na górę. Zapukał do drzwi i wszedł do pokoju syna. Leżał na łóżku i wpatrywał się w sufit. Usiadł na skraju i trącił go lekko w rękę. Sebastian przeniósł wzrok na niego.
- Przepraszam
- W porządku. Ja też przepraszam, niepotrzebnie się uniosłem – przyznał po chwili
- Nie gniewasz się?
- Oczywiście, że nie – podniósł się do pozycji siedzącej i poklepał go po ramieniu – Trzeba powiedzieć Ani. Zrobisz to czy ja mam to zrobić?
- Powiem jej. To mój obowiązek – wstał i wyszedł z pokoju. Sebastian pokiwał głową. Sięgnął po telefon i ponownie się położył.
--------
Krótki wyszedł, ale to dlatego że ciężki dzień w szkole, późno wróciłem, te poprawy i walka o oceny. Następna część ukaże się jutro.
środa, 13 czerwca 2012
Odmłodzona cz. 17
Bal rozpoczął się punktualnie o godzinie 18:00 polonezem, tańczonym przez większość osób. Joasia jednak nie tańczyła, gdyż zbyt późno dołączyła do klasy i nie mogła znaleźć sobie partnera. Zresztą, gdyby się jej to udało, i tak miałaby kilka prób w plecy. Kiedy uwaga wszystkich obserwatorów była zwrócona na tańczących, policjantka dostała smsa od Pauliny. Upewniwszy się, że nikt nie stoi dostatecznie blisko, odczytała ją:
Akcja się powiodła, mamy ich! Teraz musisz tylko dowiedzieć się, kto jest wtyką, nim zorientuje się jaka jest sytuacja i ucieknie.
Uśmiechnęła się pod nosem. Jej humor zdecydowanie się poprawił. Byli bardzo blisko zakończenia sprawy, wystarczyło ująć jeszcze tylko jedną osobę. Pozornie zadanie wydawało się łatwe, lecz tak naprawdę nie było to takie proste. Nie mieli do czynienia z byle kim, to był policjant, który doskonale ich znał i wiedział, czego może się spodziewać. Może być przez to trudny do złapania. Po polonezie dyrektor wzniósł toast, a następnie zaproszono wszystkich do stołu. Około godzinę później rozpoczęła się prawdziwa zabawa. Chłopacy zapraszali dziewczyny do tańca, a niektórzy jeszcze dojadali resztki swojego jedzenia. Sebastian wziął Joasię za rękę i pociągnął ją za sobą. Odeszli na bok, tak aby nikt nie słyszał o czym rozmawiają.
- Przypomniałem sobie jak wyglądał ten gościu od dilerów – oznajmił poważnie. Dziewczyna cierpliwie czekała aż skończy mówić – Nie mam wątpliwości, że to jego szukacie. Widziałem go u ciebie w mieszkaniu. To był ten, co przedstawiłaś go jako brata.
- Dzięki – ucałowała go w policzek i natychmiast napisała do Pauliny. W odpowiedzi dowiedziała się, że mundurowi zgarniają jeszcze kilku dilerów, a Michała nie ma w tym momencie na komendzie. Westchnęła ciężko i teatralnie przewróciła oczami.
- Nie przemuj się, złapią go – pocieszał koleżankę
- Mam nadzieję – mruknęła, wbijając wzrok w swoje dłonie
- Zatańczymy? - wyciągnął do niej rękę. Na jej twarzy zagościł uśmiech.
- Chętnie – podążyła za nim na parkiet. Tymczasem w toalecie Marcin i Marta całowali się już od dwóch minut. Brunetka nie była jednak gotowa na kolejny krok, więc nie brała pod uwagę możliwości, że mogłoby dojść między nimi do zbliżenia. W pewnej chwili chłopak przerwał miłą atmosferę podnosząc jej sukienkę ku górze.
- Co to miało być? - odsunęła się od niego zaskoczona
- Przestań. Przecież wiem, że też tego chcesz – zbliżał się do niej. Mimowolnie zaczęła się cofać. Zrobiła zaledwie kilka kroków w tył i natrafiła na ścianę. Nie miała dokąd uciec. Złapał ją za nagarstki i zaczął całować po szyi. Nie miała jak się bronić.
- Zostaw! Puść mnie! - krzyknęła zrozpaczona
- Zamknij się – wycedził przez zęby. Zamachnął się, chcąc ją uderzyć. Zamknęła oczy, czekając aż poczuje ból. Niespodziewanie ktoś złapał go za rękę.
- Głuchy jesteś? - usłyszała znajomy głos. Niepewnie otworzyła oczy. Zobaczyła jak Maciek odpycha Marcina na ścianę.
- Spadaj – rozkazał mu
- Może zmierzysz się z kimś w swojej kategorii wagowej, co? - rzucił mu spojrzenie pełne nienawiści. Nie zwracał uwagi na Martę. Najpierw musi obezwładnić przeciwnika, nim będzie mógł się nią zająć.
- Nie wtrącaj się – wymierzył mu cios, lecz Maciek zdołał się odsunąć i uderzył pięścią w ścianę.
- Co, pobijesz mnie tak jak wtedy? Było trzech na jednego, nierówne szanse. Teraz się bij, cwaniaczku! Nie masz szans! - prowokował go. Mimo iż nie był pewien, że wygra, chciał walczyć. Nawet jeśli przegra, to i tak zyska w oczach Marty, gdyż stanął w jej obronie i naraził swoje zdrowie. On jednak nie miał zamiaru celowo się poddawać. Zaskoczył rywala szybkim ciosem w brzuch. Nie zdążył nawet zgiąć się z bólu, a oberwał po raz kolejny, tym razem w twarz. Upadł na ziemię. Maciek poczekał aż wstanie. Nie bije się przeciwnika, gdy ten leży na ziemi, to jest nie honorowe. Wtedy walka rozpoczęła się na dobre. Chłopacy szamotali się, obijając się o ściany, umywalki czy drzwi od kabin. Marta opamiętała się i pobiegła po kogoś, by ich rozdzielili. Dotychczas brunetka przyglądała się temu wszystkiemu. Jednak gdy wróciła tam wraz z Sebastianem, Kuba i Joasią, było już po wszystkim. Maciek ocierał krew cieknącą z nosa, a Marcin z trudem próbował wstać.
- Dziękuję – szepnęła do kolegi
- Nie ma za co – rzucił w drzwiach. Wyszedł nawet nie spojrzawszy na nią. Bez namysłu pobiegła za nim.
- Coś nie tak? Przepraszam, przeze mnie oberwałeś – próbowała dotrzymać mu kroku. Nie było to takie łatwe, Maciek potrafił naprawdę szybko chodzić.
- Nie szkodzi. Cieszę się, że nic ci nie zrobił – wyszedł na zewnątrz. Brunetka poszła za nim.
- Bo ty mu przeszkodziłeś
- Mam nadzieję, że następnym razem trafisz na lepszego faceta, którzy będzie cię szanował i liczył z tobą i twoim zdaniem – popatrzył na nią z troską.
- A jeśli już takiego znam? - spytała z nadzieją w głosie. Nie domyślił się, że chodzi o niego.
- To bądź z nim szczęśliwa – odparł bez zastanowienia
- Mówię o tobie – wyjaśniła. Czuła, że serce bije jej coraz mocniej. Może te słowa brzmiały teraz pusto, bo przecież spotykała się z innym, ale płynęły z głębi serca i były prawdziwe.
- Nie zasługuję na taką kobietę – odwrócił głowę
- Właśnie przed chwilą udowodniłeś, że nie masz racji – czekała na odpowiedź
- Przejdźmy się – zaproponował. Postanowił wytłumaczyć jej, dlaczego uważa że nie jest dobrym facetem dla niej, mimo że coś do niej czuł. Ta reakcja była dla niej co najmniej nie zrozumiała. Zdołała tylko wywnioskować, że nie był taki jak inni.
- Trzymam za nich kciuki – powiedział Sebastian, kiedy kilka minut później znów tańczył z Asią na parkiecie – Fajnie razem wyglądają, prawda?
- No raczej – przytaknęła. Postanowiła, że musi powiedzieć mu o swoich uczuciach. Koniec uciekania przed prawdą. Czas zebrać się w sobie i odważyć się na zetknięcie z rzeczywistością oko w oko. Takie starcia bywały bolesne, ale im bardziej będzie to odwlekać, tym bardziej może cierpieć gdy już w końcu do wszystkiego dojdzie.
- A ty nie masz chłopaka na oku? - uśmiechnął się nieśmiało. Czyżby czytał w myślach i chciał pogadać o tym samym?
- Wiesz, podobasz mi się... - wyznała. Nagle zatrzymał się i spojrzał na nią zdumiony. Nie sądził, że może być atrakcyjny dla pewnej siebie, zdecydowanej i ułożonej kobiety. Przecież nie miał prawie nic do zaoferowania.
- … i tak pomyślałam... właściwie to chciałabym cię zapytać... czy... może kiedyś... byśmy mogli być razem? - wydusiła z siebie
- Kiedyś... - powtórzył jak echo – To znaczy kiedy?
- W niedalekiej przyszłości? - odparła, nim zdążyła ugryźć się w język. Po jego minie zdała sobie sprawę, że jeszcze bardziej się pogrąża. Miała szansę. I ją zaprzepaściła.
- Nie jestem rzeczą, którą można mieć na każde zawołanie – odwrócił się na pięcie i odszedł. Spuściła głowę i zeszła z parkietu. Szukała go później, ale nigdzie nie mogła go znaleźć. Na bal wrócili Marta i Maciek. Podeszła do nich, z nadzieją że będą w stanie jej pomóc.
- Widzieliście Sebastiana? - spytała zmartwiona
- Stało się coś? - odparł chłopak
- Wyjaśnialiśmy sobie pewne sprawy i trochę źle mnie zrozumiał. A jak u was?
- W porzadku – objął brunetkę ramieniem. W mig pojęła, że postanowili dać sobie szansę.
- Cieszę się, że p;rzynajmniej wam się układa – uśmiechnęła się krzepiąco i odeszła na bok. Wybrała numer Sebastiana, lecz znów nie odbierał.
- Cholera – mruknęła chowając telefon do torebki. Około godzinę później oddzwonił. Wyczuła, że coś jest nie tak Jego głos brzmiał dziwnie, drżał, jakby czegoś się obawiał, jakby nie chciał tego robić. Wyszła z lokalu i podążyła zgodnie z jego instrukcjami. Znalazła się w niewielkim lasku. Miała czekać na niego przy murku. Usłyszała jakiś szelest za sobą. Czyjeś kroki.
- I co teraz pani komisarz? - spytał z szyderczym uśmiechem Michał. Zachowała spokój. Powoli odwróciła się w jego stronę. Nie, nie bała się go. Wręcz przeciwnie, pałała nienawiścią, brzydziła się nim. Trzymał broń przy głowie Sebastiana.
- Wypuść go. Masz już przecież mnie – powiedziała spokojnie
- Racja – przytaknął. Pchnął chłopaka na bok i wycelował w Aśkę. Ona jednak tym się nie przejmowała. Patrzyła jak uderza głową o betonowy murek, a jego ciało bezwładnie pada na ziemię. Nie ruszał się. Sebastian nie należał do tych osób, które panikowały nawet z powodu niewielkiej rany. Nigdy nie pokazywał, że odczuwa ból. Cały czas wypatrywała choćby najmniejszego, drobnego ruchu. Jej oczy zaszkliły się. Michał, zdumiony jej reakcją, powoli opuszczał broń. On także z zaskoczeniem patrzył na ciało licealisty. Aśka wpadła w furię. W jednej chwili dobiegła do niego i powaliła go na ziemię. Nie zdążył zareagować. Mimo że był od niej większy i silniejszy, atak z zaskoczenia pozwolił uzyskać jej przewagę. Wytrąciła mu broń z ręki i wyciągnęła nóż.
- I taki cwany teraz jesteś? - syknęła przez zęby. Wzięła jego kajdanki i skuła go. Od tamtej pory nie interesowała się już nim. Wezwała karetkę, po czym pochyliła się nad ukochanym. Był nieprzytomny. Dotknęła rany i spojrzała na krew, znajdującą się na jej dłoni.
- Nie rób mi tego – wyszeptała. Przymknęła oczy, próbując powstrzymać łzy. Nie udało się. Otworzyła je i spojrzała w niebo, modląc się do Boga.
--------
Prawdę mówiąc to trochę męczyło mnie to opowiadanie od pewnego momentu. Jestem zadowolony z pomysłu na końcówkę, mam nadzieję że udało mi się go dobrze zrealizować. Pierwsza część nowego opowiadania ukaże się w piątek.
niedziela, 10 czerwca 2012
Odmłodzona cz. 16
Minęło kilka dni. Ferie zimowe zbliżały się nieubłagalnie, a co za tym idzie, studniówka także. Joasia była w posiadaniu już niemal wszystkich informacji: wiedziała kiedy handlarze otrzymują dostawy z Rosji, kiedy w szkole pojawiają się dilerzy, ile osób liczy cała szajka i jakie są nazwiska ich przywódców. Brakowało jej tylko tożsamości jednej osoby – tej, która była wtyką bandy. Utrudniało jej to zadanie, gdyż nie mogła podzielić się zebranymi danymi z kolegami, w obawie przed przeciekiem. Zorganizowanie skutecznej akcji było bardzo trudne. Zadzwoniła to Pauliny i umówiła się z nią w parku o 22:00. Policjantka przyszła na spotkanie punktualnie.
- Co jest? - spytała zaskoczona
- Mamy wtykę na naszej komendzie. Dlatego w ostatnim czasie nie spływały ode mnie żadne informacje – wyjaśniła
- I co zamierzasz? Przecież oni znają nasz każdy ruch – zaniepokoiła się. Jeśli informacje będą do nich dochodzić, nigdy nie zostaną złapani.
- Musimy coś wymyślić. Widzisz, póki ja nie przekazałam informacji, oni nie mają pojęcia, że ja o wszystkim wiem i nadal wszystko funkcjonuje normalnie, jak do tej pory – zauważyła. Jedynym sposobem było więc zorganizowanie zasadzki w tajemnicy. Tylko pytanie, czy jest to możliwe?
- Rozumiem, że chcesz ich aresztować bez zgody starego? - zgadła. Blondynka kiwnęła głową. Nie spodziewała się entuzjastycznej reakcji koleżanki, dlatego nie ukrywała zdziwienia, gdy na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Możesz na mnie liczyć – zapewniła – Zorganizuję akcję, biorę to na siebie, a ty dowiedz się kto jest wtyką, żeby jego też zamknąć.
- Dobrze, jutro wieczorem wyślę ci smsem, kto to jest – obiecała
- A ja jutro wieczorem ich zapuszkuję – uśmiechnęła się na samą myśl o sukcesie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to ona i Joasia mają awans więcej niż pewny.
W tym samym czasie, kryjówka handlarzy:
- Miałeś ją zlikwidować! - denerwował się Witalij
- Wcześniej była na wycieczce szkolnej – usprawiedliwiał się
- A teraz to szto?! Pod ziemię się zapadła?!
- Przestała węszyć czy co, nie wiem. Ale od czasu tej wycieczki nie przyniosła żadnych wieści na nasz temat – tłumaczył
- Ona jest dla nas niebezpieczna rozumiesz? Jak myślisz, dlaczego nic nowego nie ma? - niepokoił się szef bandy
- Bo już nic się nie może dowiedzieć? - zgadywał
- Nie, idioto! Bo ma już na nas wszystko!
- Gdyby miała, siedzielibyśmy już w celi – zauważył słusznie. Witalij na chwilę zamilknął, chodząc po pomieszczeniu w zamyśleniu.
- Może czeka aż wyjdziemy. A może i masz rację – zastanawiał się
- Ona nawet nie ma pojęcia, że wszystkie informacje jakie podała na komendzie, przepłynęły tutaj. Jestem tego pewien – próbował go przekonać.
- Siergiej! - zawołał nagle
- Tak? - niemal natychmiast ochroniarz pojawił się w drzwiach
- Mlodego przyprowadź – zażądał. Mężczyzna pokiwał głową, a po chwili w pokoju pojawił się Marcin.
- Tak szefie? - skłonił się przed nim
- Co się stało na tej waszej wycieczce, że pies przestał węszyć?
- Jaki pies? - nie skojarzył o kogo chodziło
- Aśka Jeziorańska – wycedził przez zęby komisarz
- A nie przypadkiem Morzyńska? - poprawił go nastolatek
- Ona naprawdę ma Jeziorańska – wyjaśnił
- Nic takiego się nie wydarzyło. Ona nadal węszy – Witalij groźnie spojrzał na Michała. Pokazał ręką Marcinowi, by zostawił ich samych. Podszedł do mężczyzny z chłodnym wyrazem twarzy.
- Zlikwiduj ją – wyszeptał mu do ucha – albo ja ciebie zlikwiduję – zagroził
- Ona będzie jutro martwa – oznajmił z przekonaniem, że ma rację.
- No ja myślę. Masz 24 godziny – zakomunikował, po czym kazał mu opuścić pomieszczenie. Zaczynał wątpić w lojalność swego dwulicowego pracownika.
Następnego dnia, czyli w piątek, niewiele osób z klasy pojawiło się na i tak skróconych lekcjach. W szkole zjawili się tylko: Aśka, Marta, Kaśka, Sebastian, Maciek, Bartek i Marcin. Na języku polskim mieli pisać sprawdzian, ale został on przeniesiony z powodu niskiej frekwencji.
- Ile wódki pijemy na balu? - Sebastian notował coś z tyłu zeszytu. Jego matka pracowała tu jako nauczycielka i zgodziła się przemycić im wódkę. Chłopak zebrał już zamówienia na trzy flaszki.
- My i Kuba, to chyba pół litra trochę za mało, co? - zastanawiał się
- To wezmę dla nas 0,7 – zadecydował
- No i fajnie – ucieszył się na samą myśl o piciu. Niestety, nie wyszło mu to na dobre.
- O, Maciek, widzę że ty taki ożywiony dzisiaj, z entuzjazmem wymalowanym na twarzy – mówiła polonistka – Opowiedz coś o wojnie trojańskiej
- Yyyy... ja?
- A widzisz tu innego Maćka? - rozejrzała się po klasie
- No to... eee... więc... wojna trojańska... no... to... no to była to wojna. Tam był Parys, co go porzucili, bo przepowiednia mówiła, że to przez niego przegrają. No i przegrali – opowiedział w skrócie to, co pamiętał z przyczyn wojny
- I jaki z tego morał?
- Że jak się porzuci dziecko to się przegra? – obecne osoby wybuchły śmiechem
- Że przepowiednia i tak się sprawdziła – załamana nauczycielka ukryła twarz w dłoniach – Dobra, dzisiaj wam dam spokój, bo widzę że myślami to wy już na balu – machnęła ręką zrezygnowana. Nawet nie przeprowadziła lekcji, tylko zajęła się sprawdzaniem wypracowań klas pierwszych, a uczniom dała czas wolny.
- Aśka? - usłyszała za sobą znajomy głos. Ku jej zdziwieniu, wołał ją Sebastian, który dotychczas odzywał się do niej tylko wtedy, gdy musiał.
- Czego chcesz? - odparła z niechęcią. Nie chciała mu pokazywać jak bardzo cieszy się, że znów rozmawiają.
- Pójdziesz ze mną na bal? - mimo iż starał się powiedzieć to całkowicie neutralnie, to Joasia wyczuła w jego głosie, że bardzo tego chce.
- Pewnie – uśmiechnęła się lekko
- Będę po ciebie o 17:00 – puścił do niej oczko i zajął się graniem na smartfonie. Blondynka cicho westchnęła i uradowana spojrzała znacząco na Martę.
--------
Prawdopodobnie następna część będzie ostatnią częścią opowiadania. A pojawi się ona w środę.
sobota, 9 czerwca 2012
Odmłodzona cz. 15
Dochodziła północ, kiedy wszystkie grupy poszukiwawcze dotarły pod pensjonat, bez żadnych rezultatów – ani pozytywnych, ani negatywnych. Nauczyciel postanowił zaczekać na jakiekolwiek sygnały do godziny drugiej, a w przypadku braku informacji, zadzwoni na GOPR. Miał nadzieję, że dwójce nastolatków nic się nie stanie. Przecież to on był jednym z opiekunów i to on może odpowiadać przed sądem. Niby oni złamali regulamin, ale odpowiedzialność ciążyła na nim.
- Orientujesz się, gdzie jesteśmy? - spojrzała na niego spod przymkniętych powiek. Oczy same się jej zamykały i z każdą chwilą, coraz trudniej było jej powstrzymać sen. Zmęczenie przejmowało nad nią kontrolę.
- Tak. Zostało nam zaledwie pół kilometra – odparł po chwili zastanowienia. Zaledwie to może nie było najlepsze określenie, ale w porównaniu z tym, ile dzisiaj pokonali kilometrów, było to naprawdę niewiele. Wyszli już z lasu i szli szosą. O tej porze ciężko było trafić na jakikolwiek samochód. A szkoda, bo może by ich podwiózł.
- Maciek, ja... nie dam rady dalej iść – przystanęła w miejscu i zachwiała się. Natychmiast złapał ją za biodra, pomagając utrzymać równowagę – Przepraszam, nie mam już siły – wsparła się na jego ramieniu.
- Dasz radę. Przejdziemy te pół kilometra i wreszcie odpoczniemy – próbował zmotywować ją, by znalazła w sobie siłę.
- Zostaw mnie tu i idź po pomoc – zaproponowała
- To nie wchodzi w grę – kategorycznie odmówił. Niewiele się zastanawiając, wziął ją na ręce i powoli zaczął zmierzać w kierunku celu.
- Co ty robisz? - mruknęła ospale.
- Niosę cię – odpowiedział, choć była to oczywistość. Nie powiedziała już nic, tylko ziewnęła przeciągle i oparła głowę o jego bark. Droga zajęła mu o wiele więcej czasu, niż jakby szedł sam, ponieważ musiał iść wolniej. Marta spała w najlepsze, a Maciek właśnie dotarł do pensjonatu, niosąc ją na rękach. Sebastian natychmiast wziął dziewczynę od niego.
- Jest ranna? - spytał zaniepokojony
- Po prostu śpi – wyjaśnił. Chłopak zaniósł ją do pokoju, natomiast Maciek został sam z nauczycielem.
- Co wam odbiło?! Nie wiecie, że nie wolno oddalać się od grupy?! - podbiegł do niego poirytowany. Chłopak spuścił głowę i z pokorą słuchał kazania nauczyciela. Trwało to dłuższą chwilę, lecz nikt nie odważył się przeszkodzić. Sebastian i Joasia stali w drzwiach i obserwowali sytuację.
- Nie bronisz się? - zakończył zdumiony
- Nie będę się na siłę usprawiedliwiał. Popełniłem błąd i muszę się do tego przyznać – zaskoczył nauczyciela swoja odpowiedzią. Jeszcze nigdy nie spotkał się z taką reakcją. Żeby nastolatek potrafił przyznać się do błędu i z pokorą przyjął całą krytykę? To było niespotykanie rzadkie.
- No, przynajmniej dobre wnioski wyciągnąłeś – wykrztusił i odszedł. Nie wiedział co ma powiedzieć. Maciek pokiwał głową i poszedł do pokoju. Bez słowa wyminął zdezorientowanych przyjaciół, którzy jeszcze długo nie mogli zrozumieć jego zachowania.
Następnego dnia o godzinie ósmej cała grupa punktualnie pojawiła się na śniadanie. Wściekły Marcin podszedł do Maćka, podejrzewając że próbował on podrywać Martę. Na wszelki wypadek za Maćkiem stanęli Sebastian i Kuba, żeby zapobiec ewentualnej bójce.
- Co robiłeś wczoraj z Martą? - spytał z nienawiścią w oczach
- Spacerowałem – odpowiedział pewnie
- I co jeszcze?
- Rozmawiałem – Marcin poczerwieniał ze złości. Żadna z odpowiedzi nie była taka, jakiej oczekiwał. Chciał po prostu otrzymać pretekst do uderzenia go.
- Podrywałeś ją – zarzucił mu
- Nie jestem taki jak ty. Nie podrywam zajętych dziewczyn – odniósł się do sytuacji sprzed roku, kiedy to odbił on dziewczynę Rafałowi. To już całkowicie rozwścieczyło chłopaka, który był gotów uderzyć rywala w każdej chwili. Przymierzał się już do ciosu, kiedy nagle uwagę wszystkich zwrócił dźwięk rozbijanych talerzy. To Aleksander rzucił się z pięściami na Krzyśka i zaczał go okładać. Kilka osób natychmiast podbiegło i złapali nastolatka, obezwładniając go.
- Aleks, uspokój się! Wrzuć na luz! - nawoływali koledzy
- Ty byś był spokojny, gdyby taki frajer pierdolił się z twoją dziewczyną?! - denerwował się
- Że co? - spytał zdziwiony Kamil
- Ja nie rozumiem, jak można woleć takiego frajera niż porządnego chłopaka? - ukrył twarz w dłoniach, ochłonąwszy trochę. Ola podeszła do całego zbiegowiska, objęła go ramieniem i wyszła z nim na zewnątrz. Sebastian nachylił się nad Krzyśkiem, który spodziewał się, że ten poda mu rękę i pomoże mu wstać.
- Spróbuj tylko zgłosić to na policję, a pożałujesz – zagroził. Tego dnia mało kto zjadł śniadanie. Po tym incydencie jakoś wszyscy stracili apetyt. Do końca wycieczki panowała ponura, bojowa atmosfera, sprzyjająca konfliktom. W noc przed wyjazdem Joasia i Marta spotkały się na schodach, by poważnie porozmawiać jak przyjaciółka z przyjaciółką.
- Wiesz, nie sądzę by Marcin był najlepszym facetem dla ciebie – delikatnie zwróciła jej uwagę
- Też tak myślę – wbiła wzrok w ścianę – Zaczynam się zastanawiać czy nie popełniłam błędu olewając Maćka – wyznała
- Podobasz mu się – zauważyła blondynka
- Czy ja wiem... - bagatelizowała sprawę. Nie wyobrażała sobie, by mogła do niego podejść i porozmawiać na ten temat. Naprawdę dobrze czuła się w jego towarzystwie i była w stanie powiedzieć mu o prawie wszystkim. Jedynym tematem, którego unikała w rozmowach z przyjacielem były właśnie uczucia. Może było tak dlatego, że nie był jej obojętny?
- Nigdy nie jest za późno. Każdy błąd można naprawić – przekonywała ją, zauważywszy wahanie dziewczyny. Była pewna, że stworzyliby niezłą parę.
- Myślisz? - spytała nieśmiało
- Warto czasem zaryzykować. Ja sama myślę, czy nie spróbować... - uchyliła rąbka tajemnicy – zakochałam się i nie wiem jak mam o tym mu powiedzieć.
- Prosto z mostu. Po prostu spotkaj się z nim w cztery oczy i powiedz co czujesz – poradziła przyjaciółce – A co to za szczęściarz? - uśmiechnęła się do niej. Odpowiedziała tym samym.
- Sebastian – odwróciła wzrok. Marta objęła ją ramieniem. Siedziały w milczeniu jeszcze przez kilka minut.
--------
Przepraszam, że scenek nie ukazał się w terminie, ale mam kryzys formy, co chyba widać w scenkach. Mam nadzieję, że to już za mną i będzie coraz lepiej. Postaram się napisać kolejną część na jutro.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Odmłodzona cz. 14
- Wszyscy są? - zapytał nauczyciel, kiedy zrobili zbiórkę przed sklepem.
- Marty i Maćka brakuje – zawołał Sebastian
- W sklepie ich nie ma – dodał Kuba
- Dzwońcie do nich, przecież nie będziemy wiecznie czekać.”
- Panie profesorze – zwróciła się do niego Sylwia – Widziałam jak poszli w tamtym kierunku – wskazała mu drogę.
- Cholera, żeby tylko nie trafili na urwisko – mruknął zaniepokojony
- Nie odbierają – zakomunikował Seba
- Dobra, pani Jolu, pani ich zaprowadzi, a ja wezmę kilku chętnych i pójdziemy ich szukać – zadecydował pan Piotr. Nauczycielka kiwnęła głową i powoli ruszyła z grupą. Do pomocy przy poszukiwaniach zgłosili się: Sebastian, Kuba, Kamil, obie Anie, Asia i Agnieszka. Rozdzielili się na cztery grupy i poszli w cztery różne strony.
- Czy mi się wydaje, czy byliśmy tutaj już kilkanaście minut temu? - zapytał Maciek, rozglądając się uważnie. Minęła już ponad godzina, jak odłączyli się od grupy. Dziewczyna usiadła na kamieniu i ukryła twarz w dłoniach.
- Zgubiliśmy się – powiedziała cicho, jakby sama w to niewierzyła
- Zachciało ci się powrotu na własną rękę. Wielką różnicę zrobiłoby ci te kilka minut? – obwiniał ją. Zdenerwował się, że przez nią tkwią w zminym lesie, zamiast siedzieć w ciepłym pokoju i się relaksować. Na zewnątrz temperatura wynosiła około -20 stopni.
- Masz telefon? - spytała z nadzieją w głosie
- Zostawiłem w pensjonacie, nie sądziłem, że się przyda – wyjaśnił
- Mi padła bateria – stwierdziła ze smutkiem. Załamała się. Nie miała pojęcia, co teraz zrobić. Maciek pomógł jej wstać i przytulił ją.
- Damy radę, zobaczysz – zapewnił – Musimy iść cały czas w jednym kierunku, jeśli wyjdziemy z lasu, powinno być łatwiej – zaproponował. Kiwnęła twierdząco głową.
Przez kolejne pół godziny poszukiwania nie przyniosły żadnych efektów. Joasia była bardzo zdeterminowana, że aż poprosiła kolegów z komendy o pomoc. Niestety, nie mogli ich namierzyć, ponieważ sygnał z jednego telefonu dochodził z pensjonatu, natomiast drugi był poza siecią.
- Myślisz, że są cali? - spytał sceptycznie nastawiony Sebastian
- Miejmy nadzieję, że tak – odparła zamyślona. Szukała na śniegu jakichkolwiek świeżych śladów, jednak jedynymi w tej okolicy były te pozostawione przez nich.
- Jest cholernie zimno – zauważył
- Byli ciepło ubrani? - starała sobie przypomnieć
- Nie wiem jak Marta, ale Maciek tak. Nie martw się, on nie pozwoli, by stała jej się krzywda.
- Zakochał się w niej, prawda? - natychmiast zrozumiała, co chciał jej przekazać.
- Szkoda tylko, że ona go nie chce – westchnął
- Dlaczego?
- Nie wiem. Ale na pewno by nie żałowała. Maciek ma taki charakter... on liczy się z kobietą, szanuje ją. Może jest jakiś zabójczo przystojny jak taki Marcin, ale z charakteru to prawie ideał, wręcz wymarzony – zachwalał przyjaciela
- Każdy ma swoje upodobania – dała mu do myślenia. Przez dłuższą chwilę się nie odezwał.
- A ty jaki jesteś? - kontynuowała rozmowę, widząc że nie ma pomysłu na wypowiedź.
- Zapytaj o to moją byłą – odpowiedział wymijająco
- A ile ich miałeś?
- Sto pięćdziesiąt jeden, a ty byłaś dwieście siódmą dziewczyną, z którą się całowałem – nie miał ochoty na wspominanie swojego życia intymnego, a co dopiero na rozpowiadanie o nim. Dla niego była to po prostu przeszłość, do której nie chciał wracać, temat zamknięty.
- Poważnie pytam – ponownie nie doczekała się odpowiedzi. Przewróciła oczami i w pełni skupiła się na dalszym poszukiwaniu jakichkolwiek śladów.
- Maciek – jęknęła, oparłszy się o drzewo. Odwrócił się do tyłu i dopiero wtedy zauważył, że dzieli ich dobre kilka metrów. Zawrócił i podszedł do niej.
- Wszystko ok? - przyglądał jej się uważnie. Była bardzo blada.
- Zróbmy chwilę przerwy – poprosiła, patrząc na niego błagalnym wzrokiem. Pokiwał głową. Obserwował jak ciężko oddycha.
- Na pewno wszystko w porządku? - zaniepokoił się
- Mam astmę – wyznała, spuszczając wzrok. Bała się jego reakcji.
- Czemu nie powiedziałaś wcześniej? - zapytał łagodnie
- Nie chcę, by ktokolwiek traktował mnie inaczej – wyjaśniła
- Astma nie jest powodem, by czuć się gorszym. To po prostu choroba, jak każda inna.
- Tobie naprawdę to nie przeszkadza? - dziwiła się jego postawie. Większość ludzi, którym mówiła o chorobie, traktowała ją potem ze znacznym dystansem, jakby to było zaraźliwe.
- Dlaczego miałoby mi przeszkadzać?
- Nie powiedziałam Marcinowi. Boje się, że mnie zostawi, jak się dowie.
- Nie rozmawiajmy o tym, to nie jest dobry moment na kłótnie – chciał uniknąć tematu
- Przeszkadza ci, że jestem z nim, prawda?
- Bardzo – przyznał, odwracając głowę. Nie miał odwagi teraz spojrzeć jej w oczy. Może dlatego, że zobaczyłaby, jak bardzo jest dla niego ważna?
- Nie zimno ci? - uprzedził ją, nim zdążyła cokolwiek powiedzieć
- Nie – mruknęła cicho
- Przecież widzę, że drżysz – ściągnął swoją kurtkę i założył jej na ramiona
- Ej, teraz tobie będzie zimno! - chciała ją strząsnąć, lecz on przytrzymywał rękoma
- Ja mam dwa swetry – skłamał. Musiał to zrobić, inaczej by się nie zgodziła. Zapalenie płuc dla niej byłoby znacznie bardziej niebezpieczne niż dla niego. Na szczęście się zgodziła.
- Możemy iść trochę wolniej? Wiem, że musimy jak najszybciej się wydostać, ale...
- Jasne – przerwał jej, doskonale rozumiejąc sytuację.
- Przepraszam. To przeze mnie się tutaj znaleźliśmy.
- Nieważne przez kogo. Ważne, żebyśmy w końcu znaleźli drogę.
--------
Następna część ukaże się w środę.
niedziela, 3 czerwca 2012
Odmłodzona cz. 13
Już w poniedziałek, 2 stycznia, uczniowie musieli pojawić się w szkole. Głównym tematem dnia było pobicie Maćka. Na jego twarzy widoczne były niewielkie rany i opuchlizny. Na każde zadane pytanie i żarty na ten temat, reagował agresywnie. W końcu odpuścili mu, lecz nie oznaczało to, że przestali o tym rozmawiać. Na długiej przerwie podeszła do niego Marta.
- Co tak się patrzysz? - warknął poirytowany milczeniem brunetki.
- Kto ci to zrobił? - przygladała się ranom
- I tak nie uwierzysz – mruknął, wymijając ją. Nie próbowała nawet zgadywać, skoro nie chce, niech nie mówi. Szedł przez korytarz, kiedy nagle zaczepiła go Aśka.
- Jeśli masz pytać mnie o to samo co wszyscy, to od razu ci mówię: daruj sobie, nie mam ochoty na pogaduchy – zastrzegł od razu
- Chciałam tylko cię spytać, czy wiesz że Marta i Marcin są razem – zatrzymał się natychmiast. Spojrzał na nią groźnie, że aż ciarki przeszły ją po plecach.
- Nie wkurwiaj mnie, dobrze? - powiedział cicho i odszedł
- Co mu się stało? - spytała Sebastiana, który widział całą tę sytuację
- Może też został oszukany, tak jak ja? - przeszedł obok niej obojętnie
- Ja pierdolę – skwitowała. Oparła się o ścianę i osunęła na podłogę. Nie mogła myśleć o niczym innym, wszystko przypominało jego. Starała się wmówić samej sobie, że to tylko zauroczenie i po pewnym czasie przejdzie. Mimo wszystko, chyba w to nie wierzyła, starała się oszukać samą siebie. Wiele dałaby za to, żeby wiedzieć, co teraz czuje Sebastian. Naprawdę go tak bardzo to dotknęło czy po prostu urażona duma przejęła nad nim kontrolę? Nie chciała wyrokować, by w razie ewentualnej pomyłki nie czuć się głupio. Nie wiedziała już, jak z powrotem przekonać go do siebie, żeby znowu normalnie rozmawiali. Zdawało jej się, że co by nie zrobiła, decyzja i tak przyniesie złe skutki.
Dwa dni później klasa III „c” wyjechała na trzydniową wycieczkę, wraz z inną z klas trzecich. Była to ostatnia wspólna wycieczka, gdyż od lutego klasy trzecie obowiązywał zakaz wyjazdów, ze względu na przygotowania do matur. Ferie w tym roku przypadały im na drugą połowę stycznia, co zmusiło ich do wcześniejszego zorganizowania studniówki. Bal miał odbyć się już za 9 dni, w piątek, ostatni dzień roboczy przed wolnymi dniami. Marcin założył się z Pawłem, że najpóźniej podczas balu dojdzie do zbliżenia między nim a Martą. Miał świadomość, że przeszkodzić mu w tym może tylko i wyłącznie Maciek. Dlatego musiał się go jakoś pozbyć. Wymyślił, że podłoży mu narkotyki podczas wycieczki i powie wszystkim, że on jest dilerem. Uczniowie wybrali się w góry. Zarezerwowali nocleg w pensjonacie znajdującym się nieopodal Zakopanego. W autobusie panowała wesoła atmosfera, jedynie Aśka siedziała przybita. Krzyśkowi zaczęło się nudzić, więc wyciągnął kartkę papieru z plecaka i zaczął odrywać z niej niewielkie kawałeczki, które formował w małe kuleczki i rzucał nimi we wlosy dziewczyny.
- Przestaniesz, czy mam złamać ci nos? - warknęła poirytowana, odwracając się do tyłu. Chłopaki udali, że poważnie potraktowali jej słowa, natomiast Krzysiek szyderczo się zaśmiał. Założyła słuchawki i puściła muzykę. Nie minęła nawet chwila, gdy poczuła że kolejne śmieci lądują w jej włosach.
- Odpierdol się ode mnie! - wrzasnęła głośno, że cały autobus ją usłyszał. Wszyscy odwrócili się to tyłu, a polonistka aż wstała i podążyła w kierunku blondynki. Krzysiek zrobił minę niewiniątka i sprawiał wrażenie, że o niczym nie wie.
- Asiu, co to za słownictwo? - zdziwiła się nauczycielka. Nigdy nie spodziewała się, że usłyszy coś takiego z jej ust.
- No bo...
- Sprawiedliwość musi być. Za karę przesiadasz się do przodu – nie dała jej dojść do słowa. Niezadowolona z konieczności zmiany miejsca, gwałtownie wstała, zabrała swój plecak i kurtkę i podążyła za wychowawczynią. Od razu zmieniło się jej nastawienie, kiedy okazało się, że jedyne wolne miejsce z przodu jest obok Sebastiana.
- Masz towarzystwo – zwróciła się do chłopaka. Obrzucił Joasię pogardliwym spojrzeniem i wrócił do wyglądania przez okno.
- Może byś się w końcu do mnie odezwał? - szturchnęła go w łokieć
- Nie mamy o czym rozmawiać – mruknął, nie odrywając wzroku od szyby
- Jak chcesz – udała, że jej to także jest obojętne. Zajęła się więc dalszym słuchaniem muzyki. Kiedy już znajdowali się niedaleko, zmęczonej podróżą Joasi bardzo chciało się spać. Rzymknęła oczy i przechyliła głowę. Natrafiła na coś. Nie zastanawiając się, co to może być, oparła się wygodnie. Zasnęła niemal natychmiast. Sebastian zdecydował się jednak nie budzić jej i pozwolił spać na swoim ramieniu.
- Cholera, fajna dziewczyna z ciebie, ale nie mogę pokazać ci, że mi się podobasz. Nie tylko dlatego, że czułem się oszukany. To już mi przeszło. To po prostu kłóciłoby się z moimi poglądami, przecież nienawidzę policjantów. Więc Ciebie też. Ale z drugiej strony masz w sobie coś, co mnie pociąga. Czy można jednocześnie kochać i nienawidzić tę samą osobę? Przecież te dwa uczucia wzajemnie się wykluczają – rozmyślał. Do głowy nie przyszło mu najprostsze rozwiązanie: nie każdy jest taki sam i nie powinien uogólniać postaw i zachowań przedstawiciela danej grupy. Jeśli jeden z policjantów był wredny, to nie znaczy, że wszyscy tacy są.
Dojechali około godziny 16:00. Do wieczora mieli czas wolny, który wykorzystali głównie na wypoczynek po podróży lub na zapoznanie się z okolicą. Sebastian podziwiał krajobraz, Joasia zajęła sobie łóżko i poszła spać, obie Anie siedziały przed pensjonatem i smsowały ze znajomymi, Kuba robił zdjęcia, natomiast Marta i Marcin siedzieli na schodach i przytulali się. Uczniowie zakwaterowani byli w cztero lub pięcioosobowych pokojach, na pierwszym piętrze. Kiedy Maciek wracał ze spaceru, z zazdrością patrzył jak para się całuje. Przyspieszył kroku i natychmiast zniknął za drzwiami pokoju. Nie chciał na to dłużej patrzeć, gdyż obawiał się, że straci panowanie nad sobą i zrobi coś głupiego. Około godziny dwudziestej na zewnątrz zebrały się wszystkie te osoby, które chciały iść do sklepu. Znajdował się on we wiosce obok, oddalonej o dwa kilometry, dlatego zabroniono uczniom chodzić samemu. Co prawda byli pełnoletni, ale łatwo było się zgubić po drodze, dlatego grupie przewodził nauczyciel, który był już tutaj trzy razy na wycieczce. Jako pierwsi zakupy zrobili Marta i Maciek.
- I co, będziesz teraz czekał aż wszyscy kupią co chcą? - zagadała dziewczyna
- A masz lepsze rozwiązanie? - spojrzał na nią z niechęcią
- Pamiętam drogę, moglibyśmy wrócić już teraz – zaproponowała
- Wiesz, że to nieodpowiedzialne?
- A wiesz ile tu czasu jeszcze zmarnujesz? Godzinę, jak nie więcej – zachęcała go. Była zbyt pewna siebie. Maciek nie chciał ryzykować, ale perspektywa spaceru tylko we dwoje i to jeszcze z jej inicjatywy była zbyt kusząca. A może chciała porozmawiać z nim o czymś ważnym i to był tylko pretekst, by zostać z nim sam na sam? Uległ. Nie wiedział co robi, ale ufał jej. Opuścili sklep i ruszyli w kierunku wioski, w której znajdował się pensjonat...
-------
Następna część pojawi się jutro. Nie będzie ich już wiele, gdyż po wycieczce zostanie tylko studniówka, gdzie planuję zakończyć opowiadanie. Mam nadzieję, że tym razem pojawi się więcej komentarzy.
piątek, 1 czerwca 2012
Odmłodzona cz. 12
Następnego dnia Sebastian postanowił sprawdzić jak się czuje Joasia. Ogarnął się bez pośpiechu i opuścił mieszkanie, gdy dochodziła godzina trzynasta. Nie miał ochoty na spacer, tym bardziej, że padał śnieg, więc udał się na przystanek tramwajowy. Już po kilku minutach przyjechał wyczekiwany przez niego tramwaj. Bez problemu znalazł miejsce siedzące i podjechał do przystanku znajdującego się niedaleko osiedla, na którym mieszkała Joasia. W tym samym czasie Michał zakradł się do jej mieszkania. Zastanawiał się, jak ma to zrobić: zastrzelić ją, upozorować samobójstwo czy też udusić. Przez swoje niezdecydowanie nie zdążył niczego wykonać, gdyż dziewczyna się właśnie obudziła.
- Michał? A co ty tu robisz? - zdziwiła się na widok kolegi z pracy. Przetarła oczy i powoli podniosła się do pozycji siedzącej
- Przyszedłem sprawdzić...
- Błagam, ciszej – położyła dłoń na czole i ziewnęła
- ...jak się czujesz po wczorajszej imprezie – dokończył
- Głowa mi pęknie – jęknęła
- Zrobię ci coś do picia – oznajmił, szybko opuszczając sypialnię. Wstała z łóżka i udała się do łazienki. Michał postanowił zaatakować ją, kiedy wyjdzie z pomieszczenia. I wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Przeklinając w myślach gościa, poszedł otworzyć.
- Czy my się przypadkiem nie spotkaliśmy kiedyś? - spytał podejrzliwie Sebastian. Był pewien, że gdzieś już go widział, lecz jak na złość, nie mógł sobie przypomnieć gdzie.
- Nie sądzę – odparł z udawanym uśmiechem – Ireneusz, brat Asi – podał mu rękę
- Sebastian, kolega z klasy. Mogę? - mężczyzna przesunął się w bok, wpuszczając go do środka.
- Dobra, spokojnie, nie musisz tego robić od razu – pomyślał sobie, uspokajając nerwy. Spontaniczne, podjęte pochopnie decyzje mogą nie wyjść na dobre. Musi najpierw opracować plan działania i mieć stuprocentową pewność, że pozbędzie się jej i będzie w stanie zatrzeć ślady.
- Jest w toalecie, zaraz wyjdzie – chlopak w odpowiedzi kiwnął głową. Poszedł do salonu i usiadł tam w fotelu. Michał natomiast zaparzył mocną kawę dla Asi.
- Cześć – uśmiechnęła się szeroko, kiedy po kilku minutach ujrzała Sebastiana. Jej serce zabiło mocniej.
- Hej. Mam nadzieję, że się nie gniewasz, że tak bardzo cię z Maćkiem upiliśmy – spojrzał na nią nieśmiało.
- Aśka, ja wychodzę – wtrącił się Michał
- O której wrócisz? - pamiętała, że ma udawać jego siostrę
- Późno, nie czekaj na mnie – puścił do niej oczko, zabrał swoją kurtkę z wieszaka i wyszedł. Zajrzała na chwilę do kuchni i dostrzegła na stole kawę. Upiła łyk i wróciła do swojego gościa.
- Wydaje mi się, że nie jesteś ze mną do końca szczera – zaczął delikatnie
- To znaczy? - nie dała po sobie poznać zaniepokojenia
- Wczoraj powiedziałaś, że nie znalazłaś tu się przypadkiem. Dla kogo pracujesz? - podszedł do niej i spojrzał jej prosto w oczy. Nie było w nich ani trochę ciepła czy przyjaźni, tak jak zawsze. Wręcz przeciwnie, były pełne nienawiści i niechęci.
- Naprawdę tak powiedziałam? - przez chwilę wystraszyła się, że wygadała wszystko i naraziła akcję na niepowodzenie. Zdała sobie jednak sprawę, że nie zadałby takiego pytania, gdyby się zdradziła.
- Dla kogo pracujesz? - powtórzył pytanie
- Nie martw się, na pewno nie dla dilerów – zapewniła. Odetchnął z ulgą i wrócił na swoje miejsce. Nie oznaczało to jednak, że odpuścił.
- Gramy w jednej drużynie?
- Słuchaj, lepiej się w to nie mieszaj. Oni są naprawdę niebezpieczni – ostrzegła go
- A osiemnastoletnia dziewczyna może się w to pchać, co? - zlekceważył jej słowa
- Nie mam już osiemnastu lat – rzuciła, nim zdołała ugryźć się w język. Przymknęła oczy i uderzyła się w czoło.
- Słucham?! - nie krył zdumienia. Nie wierzył własnym uszom. A więc Aśka była szpiegiem! Kto by pomyślał!
- Tak naprawdę mam 21 lat – przyznała po chwili
- Komu donosisz? - zdenerwował się nie na żarty. Joasia dała ponieść się emocjom. Pchnęła go na ścianę i złapała za szyję. Wyciągnęła z kieszeni policyjną odznakę i pokazała mu ją przed oczami.
- Chcesz żeby dilerzy poszli siedzieć, prawda? Więc trzymaj język za zębami. Jestem normalną uczennicą, która się przeprowadziła do Krakowa i musiała zmienić szkołę – wyjaśniła – I nie wchodź mi w drogę, bo możesz zaszkodzić sprawie.
- Nie powiem nic, jeśli pozwolisz sobie pomóc – postawił jej ultimatum
- Co proszę? Ty chyba sobie żartujesz!
- Za krótko tu jesteś, nie poradzisz sobie sama. Nawet banda antyterrorystów nie pomoże ci w zapuszkowaniu całej siatki. Oni mają wtyki nawet u was. Do tej pory znali każdy twój krok, jeśli dowiedzą się że doszłaś jeszcze dalej, będą chcieli cię zlikwidować. Musisz zacząć działać nieoficjalnie, rozumiesz? - wytłumaczył jej. Zmrużyła oczy i dokładnie przemyślała jego propozycję.
- Dobrze. Ale niech nikt nie wie kim naprawdę jestem
- Powiem Maćkowi i Kubie, że chcesz nam pomóc w dorwaniu dilerów – zapewnił, że dochowa tajemnicy.
- Kupią to? - zdziwiła się
- Nie martw się, ja to załatwię – pokiwał głową. Odwrócił się już do wyjścia.
- Sebastian? - zawołała go nagle
- Tak?
- Świetnie całujesz – uśmiechnęła się nieśmiało
- Pamiętasz to? - uniósł brwi ze zdziwienia
- Pamiętam wszystko z tamtego wieczoru. Nie byłam pijana, udawałam – przynała się. Myślała, że po tym jak dowiedział się o jej prawdziwej tożsamości, może mu o tym powiedzieć. Nie przewidziała skutków.
- Wal się! - krzyknął poczerwieniały ze złości
- O co ci chodzi?
- Oszukujesz mnie od samego początku! Od pierwszego dnia, w którym się poznaliśmy! - denerwował się – Nie rozmawiaj ze mną na inne tematy niż sprawa handlu narkotykami – oświadczył stanowczo.
- Przepraszam – powiedziała cicho
- W dupie mam twoje przeprosiny! - odparł, nim zdążyła zacząć się tłumaczyć. Zrobiło się jej przykro. Pokręcił głową z niedowierzaniem i wyszedł, trzasnąwszy drzwiami.
--------
Kolejna część w niedzielę.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)