Kolejne dni wyglądały podobnie. Sebastian codziennie na nią czekał, gdy kończyła pracę, a potem odprowadzał do domu. W tym czasie rozmawiali, wymieniali swoje poglądy, kłócili się, choć nie na poważnie. Okazało się iż całkiem nieźle się dogadują, a droga powrotna z pracy stała się przyjemniejsza niż dotychczas. Im bardziej go poznawała, tym bardziej go lubiła. Na pewno był dobrym kumplem, ale przecież nie umawiała się z nim po to, by się kolegować.
Z czasem kolejne rozstania pod klatką schodową zaczęły być dla niej krępujące. Sebastian się starał, przychodził codziennie, a ona ani razu nie zrobiła nic dla niego. Czuła że powinna zaprosić go na górę, pokazać jak mieszka, zaproponować jakąś herbatę czy kolację. Z drugiej strony obawiała się iż mężczyzna może źle odebrać jej zaproszenie. Nie chciała by pomyślał że zaprasza go od razu na noc.
Pewnego dnia zaskoczona stwierdziła, że Sebastian nie prowadzi jej w stronę domu. Zwróciła na to uwagę, lecz mężczyzna nie odpowiedział ani słowem. Jego tajemnicza mina mogła oznaczać tylko jedno. Miał plan, a Joasia miała poznać szczegóły jak najpóźniej.
- Ale powiedz mi, dokąd idziemy? - nalegała
- Tajemnica.
- W takim razie nie idę – rzuciła, choć nawet nie zwolniła kroku
- Asia, zaufaj mi. Będziesz zadowolona.
- Tylko bez żadnych głupich gierek.
- Bez – uśmiechnął się, zadowolony iż udało mu się zaintrygować blondwłosą.
Kilkanaście minut później byli na miejscu. Joasia dokładnie zmierzyła wzrokiem budynek, do którego za chwilę mieli wejść, po czym z wyrzutem spojrzała na bruneta.
- Kino? Mogłeś mnie uprzedzić!
- A potem kolacja. Chciałem ci zrobić niespodziankę.
- Wszystko fajnie, tylko jak ja wyglądam?
Przyjrzał się jej uważnie. Dżinsowe spodnie, trampki, biała koszulka, włosy spięte w kucyk i lekko podmalowane oczy.
- Świetnie wyglądasz – oznajmił bez zastanowienia – Zresztą, trochę czasu nam zejdzie, więc to dobrze że masz na sobie wygodne ubranie.
Joasia jednak nie wyglądała na przekonaną. Sebastian westchnął głęboko, ujął jej dłoń i nachylił się lekko ku niej.
- Tak naprawdę – zaczął półszeptem – Zrobiłem to specjalnie. Nie chciałem żeby inni faceci się na ciebie gapili.
- Dzięki – warknęła, uderzając go dłonią w ramię. Mimo to na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Skoro mógł być zazdrosny o innych, musiało mu zależeć.
- Tylko nie myśl że na każdą randkę przyjdę w spodniach i trampkach.
- A czemu nie? - uśmiechnął się do niej – Przecież mówię ci że świetnie wyglądasz. Taka naturalna, pewna siebie...
- Dobra, nie słodź. Chodźmy już, bo się spóźnimy.
O ile na początku żałowała, iż nie mogła wybrać filmu, w trakcie seansu przekonała się do fabuły i akcji. Kolacja utwierdziła ją w przekonaniu że Sebastian ma dobry gust. Elegancka restauracja, ładny wystrój i dobre jedzenie przy dość przystępnej cenie. Udany wieczór w miłym towarzystwie nie przedłużył się jednak na noc. Choć Joasia zaprosiła go do mieszkania i poczęstowała herbatą, oboje poważnie podchodzili do rozwijającej się między nimi relacji. Ani ona, ani on, nie chcieli zepsuć tego jednym pochopnym ruchem i po kilku minutach brunet pożegnał się z dziewczyną.
Innym razem doszło do nieprzyjemnego incydentu. Joasia miała wtedy okazję się przekonać że Sebastian nie jest byle jakim facetem, ale także i on mógł poznać siłę jej charakteru. Nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw. Jak co dzień szli wieczorem przez miasto. Nie musieli pilnować drogi, bowiem codziennie ją przemierzali. Rozmawiali o błahostkach, rozmawiali o wyższości sernika nad makowcem, kiedy kilkanaście metrów przed nimi chwiejnym krokiem na chodnik weszło dwóch mężczyzn. Rozmawiali głośno, niezbyt zwracając uwagi na otoczenie. Para nie spodziewała się zagrożenia, dopóki nie znaleźli się w pobliżu. Mężczyźni dostrzegli ich, uważnie mierząc wzrokiem kobietę. Jeden z nich gwizdnął przeciągle, drugi zaś rzucił bezpardonowo:
- Fajna dupa.
Nie zareagowali na zaczepkę. Szli miarowym krokiem przed siebie, choć Joasia mocniej ścisnęła dłoń Sebastiana. Mężczyzna w mig pojął iż pojawił się niepokój.
- Idą za nami? - szepnęła do niego
- Nie odwracaj się – odparł, przyspieszając kroku. Zrobiła to samo. Wciąż jednak słyszała kroki za plecami.
- Co robimy?
- Ze mną jesteś bezpieczna – zapewnił, utrzymując czujność. Łudził się jeszcze że może to tylko przypadek i mężczyźni nie mają żadnych zamiarów wobec nich. Postanowił to sprawdzić. Zatrzymał się z Joasią przy przejściu dla pieszych. Wziął głęboki oddech, czekając na rozwój wydarzeń. Jeden stanął obok blondwłosej, drugi obok Sebastiana.
- Hej mała – pochylił się nieco ku niej – Fajna jesteś, wiesz?
Joasia poczuła zapach alkoholu i papierosów. Odsunęła się nieco, ale mężczyzna wyciągnął ku niej rękę. Nie wytrzymała i odepchnęła go. W tym samym momencie Sebastian puścił jej rękę i zajął się drugim mężczyzną. Zdołał udaremnić jego atak, lecz tylko na moment, bowiem wywiązała się między nimi bójka. Joasia musiała sama sobie poradzić z drugim napastnikiem.
- Ostra jesteś. Lubię takie – rzucił, odzyskując równowagę. Znów ruszył ku niej, a wtedy Joasia błyskawicznie wyciągnęła z kieszeni gaz pieprzowy i psiknęła mu w twarz. Mężczyzna krzyknął i padł na kolana, zasłaniając głowę rękoma. Tymczasem Sebastian zyskiwał przewagę, lecz dziewczyna złapała go za ramię.
- Spadamy!
Brunet odepchnął agresora i pobiegł razem z blondynką, trzymając ją za dłoń. Nie oglądali się za siebie, wbiegli gdzieś na osiedle, między bloki i wtedy za jednym z rogów Joasia zatrzymała się i oparła o ścianę.
- Myślisz że nas gonią? - spytała zdyszana
- Po tym jak potraktowałaś gościa gazem? Nie sądzę – odparł z niewielkim uśmiechem, podpierając się rękoma o elewację. Stał naprzeciw Joasi w niewielkiej odległości i wtedy stało się coś, czego się nie spodziewał. Dziewczyna zarzuciła mu rękę na szyję i pocałowała go.
- Dziękuję.
- Za co?
- Napieprzałeś się z nim. Nie stchórzyłeś. Broniłeś mnie.
- Tak, ale z drugim musiałaś sama dać sobie radę – zauważył z podziwem. Zaimponowała mu. Chociaż narzędzie w postaci gazu znacznie ułatwiło jej zadanie, nie pozwoliła by strach ją sparaliżował.
- Nieważne. Zgrany z nas duet, nie?
- Chyba tak – uśmiechnął się.
Odprowadził ją do domu. Dopiero tam mógł być pewny, że dziewczynie nic nie zagraża. Choć zaczął się z nią żegnać, nalegała by wszedł na górę.
- Pokaż – oglądała uważnie jego głowę, lecz nie znalazła nic poza małym rozcięciem skóry na policzku – Bardzo za mnie oberwałeś?
- Ze dwa razy mnie obił, nic poważnego – uśmiechnął się i ujął jej dłoń – Mówiłem ci kiedyś że jesteś dla mnie ważna?
- To znaczy?
Przyciągnął ją do siebie, przez co wylądowała na jego kolanach. Spojrzał jej prosto w oczy, delikatnie musnął zewnętrzną stroną dłoni jej policzek. Spodziewała się że za chwile ją pocałuje, jednak stało się inaczej.
- Zakochałem się w tobie – wyznał nieco drżącym głosem. Czuł że musi jej o tym powiedzieć, że musi się to stać jeszcze dzisiaj. Zdał sobie sprawę z tego, gdy byli w opresji. Dotarło do niego iż zrobiłby wszystko, nawet najbardziej szaloną rzecz, żeby tylko nie stała się jej krzywda. Czekał na odpowiedź, na jakikolwiek znak z jej strony. Wydawało mu się że właśnie ku temu zmierza ich znajomość, nie był tylko pewien czy dla niej nie jest jeszcze zbyt wcześnie by mówić o tak silnym uczuciu.
- Chyba o to chodziło, prawda? - uśmiechnęła się nieśmiało
- To znaczy? - spytał nieco zbity z tropu
- To znaczy że chyba oboje tego chcemy.
Nie mówiła nic więcej, nie pozwoliła także jemu. Zakończyła rozmowę pocałunkiem.
wtorek, 30 maja 2017
wtorek, 9 maja 2017
Małżeństwo z rozsądku cz. 3
Joasia była niemal pewna iż po tym jak go upokorzyła, nie pojawi się już w kawiarni. Wielkie było jej zdziwienie, gdy ujrzała go w progu, a w jego ręku kwiaty. Róże. Czerwone. Cały bukiet. Dla niej? Czyżby chciał przeprosić za wczoraj? A może to kolejna gra z jego strony? Natychmiast zaczęła się bić z myślami.
- Aśka, uspokój się – mówiła sobie – Nie daj się sprowokować, udawaj że nie wiesz co jest grane.
Odeszła do innego stolika, by zająć się innymi klientami. Miała w ten sposób zignorować chłopaka, jednak nie wzięła pod uwagę pewnej możliwości. Brunet czekał, udając że się zastanawia, a do lady podszedł dopiero gdy pojawiła się tam blondwłosa.
- Dzień dobry pani – powiedział z uśmiechem
- Dzień dobry – rzuciła machinalnie – Co podać?
- Podwójne espresso bez cukru.
Natychmiast zauważyła że zamówienie różniło się od poprzednich. Podniosła wzrok, a po chwili mimowolnie powędrował on na kwiaty. Ta chwila jednak wystarczyła. Brunet natychmiast zwrócił na to uwagę.
- Ładne, prawda? - spytał niewinnie. Joasia nie miała już wątpliwości że gra toczyła się dalej, a bukiet był kolejnym jej elementem. Błyskawiczna reakcja utwierdziła ją w przekonaniu iż czekał na taki ruch z jej strony.
- Owszem – przyznała ze spokojem
- Chciałaby pani takie dostać?
Poczuła nagły przypływ gorąca. Zrozumiała że robi się niebezpiecznie, a pytanie nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Wzięła głębszy oddech, odzyskała panowanie nad sobą. Musiała być jak szachistka, wykazać się inteligencją, sprytem, ale także przewidywać ruchy przeciwnika.
- Każda kobieta lubi kwiaty – przerwała, by dać mu chwilę do namysłu. Nie potwierdziła, ale też nie zaprzeczyła. To on musiał zdecydować jak odebrać tę odpowiedź, przy czym prawdopodobieństwo pomyłki było dość spore.
- Każda? - uniósł brwi zdumiony
- Tak. Ale to zależy od kogo one są – puściła do niego oczko. Czuła że dała radę. Nie zdołał jej sprowokować, nie powiedziała nic, co mogłoby się obrócić na jej korzyść. Postawiła go w trudnej w sytuacji. W szachu. Zwycięstwo wyślizgnęło mu się z rąk, nawet jeśli nadal będzie prowadził tę grę.
- A na przykład ode mnie? - spytał po chwili zastanowienia. Joasia zamarła przez moment. Tego się nie spodziewała.
- Ale że... dla mnie?
- W ramach przeprosin. Za wczoraj. Głupio wyszło. Jednocześnie dziękuję i podziwiam za wyjście z klasą z tej niezręcznej sytuacji.
- Nie rozumiem o czym pan mówi – uśmiechnęła się niewinnie. Po jego reakcji zrozumiała że dostrzegł kontekst wypowiedzianych słów i przestał ją lekceważyć. Odwrócił się na pięcie bez słowa i wyszedł. Przestał widzieć w niej lekkomyślną, uroczą panienkę, którą można owinąć sobie wokół palca. Była godnym przeciwnikiem. Rywalem, który właśnie wyprowadził kolejny cios i po nieudanym początku rywalizacji wyrównał wynik.
Odparła atak. Obróciła sytuację przeciw niemu, tak jak on zrobił to wcześniej z nią. Zastanawiała się czy dojdzie do kolejnego starcia. Czy znów będzie próbował ją podejść? W jaki sposób? Miała dość. Myślała że to nietypowy sposób na podryw, jednak on chyba szukał dziewczyny, którą będzie mógł zdominować. W takim razie nie miała czego żałować.
Po dwóch dniach nieobecności tajemniczego bruneta myślała że już go więcej nie zobaczy, jednak wieczorem pojawił się w kawiarni. Nie było już klientów, bowiem za kilka minut lokal miał zostać zamknięty. Zdecydowanym krokiem podszedł do lady i spojrzał Joasi prosto w oczy.
- Dość tego – powiedział stanowczo – Miejmy to już za sobą.
- Słucham? - spytała zaskoczona – Ale co?
- Daj mi tego kosza – wypalił prosto z mostu – Przynajmniej przestanę się zastanawiać czy mam jeszcze jakieś szanse.
Z trudem powstrzymała się od śmiechu. Jeszcze żaden chłopak nie prosił jej by odmówiła.
- Ale najpierw chyba powinieneś mnie zaprosić na randkę, co? - spytała z tajemniczym uśmiechem
- Nie no, serio? Musisz? - westchnął – Dobra, to cię zapraszam.
- Tak po prostu?
- Tak, tak po prostu, teraz – słychać było w jego głosie rezygnację. Chciał mieć to jak najszybciej za sobą, tymczasem ona przeciągała rozmowę.
- Za pół godziny kończę. Przyjdziesz po mnie?
- Słucham?! - warknął poirytowany, myśląc że dziewczyna wciąż dobrze się bawi jego kosztem. Odwrócił się na pięcie i machnął ręką.
- Nie przyjdzie – pomyślała blondwłosa
Ku jej zaskoczeniu, kiedy opuściła lokal po zakończonej pracy, dostrzegła bruneta zbliżającego się do niej z naprzeciwka. Powoli ruszyła w jego kierunku, by ostatecznie stanąć w odległości dwóch kroków od niego.
- Myślałam że nie przyjdziesz – powiedziała cicho
- Też tak myślałem – westchnął – Ale chyba jestem ci winien nieco wyjaśnień.
- Racja. Zagrajmy w końcu w otwarte karty.
- Przejdziemy się? Nie wiem, może park, może rynek... albo cię chociaż odprowadzę.
Ruszyli przed siebie. Joasia cierpliwie czekała aż chłopak zacznie mówić, jednak potrzebował chwilę czasu by znaleźć odpowiednie słowa.
- Wiesz, w sumie to dziwne, bo nawet nie znamy swoich imion – zauważył, kiedy zatrzymali się przed przejściem dla pieszych
- Joanna – wyciągnęła do niego rękę
- Ładnie. Sebastian – delikatnie ujął jej dłoń. Oficjalne przedstawienie się nieco go ośmieliło, bowiem zaraz zaczął mówić.
- Wpadłaś mi w oko, wiesz? - spojrzał na nią, a w odpowiedzi skinęła głową – Od razu, jak cię zobaczyłem, ale głupio mi było spytać czy pójdziesz ze mną na randkę. Nawet nie wiedziałem czy masz chłopaka. Bałem się że od razu dostanę kosza. Wtedy pomyślałem że zostawię numer telefonu, a jeśli będziesz zainteresowana to zadzwonisz. Musisz przyznać że niegłupi pomysł.
- Przyznaję, sprytne – nie zamierzała mu przerywać, lecz w tym momencie wyraźnie dał do zrozumienia że oczekuje od niej odpowiedzi. Była ciekawa dalszego ciągu, dlaczego zdecydował się z nią pogrywać i chciała to jak najszybciej usłyszeć.
- A jak zadzwoniłaś... Wtedy mi coś odbiło. Chyba za bardzo się ucieszyłem z tego telefonu. Pomyślałem że muszę cię jakoś zaintrygować, żeby nie wyjść na nudziarza. Rozłączyłem się, bo myślałem że będziesz ciekawa co wymyślę.
- A ty mnie tylko wkurzyłeś. Myślałam że się mną bawisz – miała nic nie wtrącać, lecz chęć uświadomienia mu błędu przezwyciężyła wcześniejsze postanowienie
- I zaczęłaś się odgryzać – stwierdził z lekkim uśmiechem – Masz charakter i powiem ci że podoba mi się to.
Więc jednak zauważył że jej działania były celowe. Zapewne też wyrzucał sobie że dał się podejść, tak jak ona to robiła. Chcąc, nie chcąc, musiała stwierdzić że pod tym względem byli do siebie podobni.
- Co ci się podoba? Że potrafię być wredna? - spytała podejrzliwym tonem
- Że potrafisz walczyć o swoje. I że masz klasę. Ja ci się wgapiałem w... w dekolt, a ty tak słodko i niewinnie spytałaś czy się ubrudziłaś, zamiast dać mi twarz i solidnie opieprzyć. Szczerze? - rzucił jej krótkie spojrzenie – Wolałbym żebyś na mnie nawrzeszczała niż udawała że nic się nie stało.
- Kac moralny?
- Żebyś wiedziała. Chociaż i tak wiedziałem że zrobiłaś to specjalnie.
- I bardzo dobrze – nie kryła satysfakcji – Przynajmniej w końcu przestałeś się wygłupiać i podszedłeś do mnie jak facet.
- Myślałem że wszystko spieprzyłem. Ale wiesz jacy są faceci. Nigdy nie dorastają.
- Wiem i tylko dlatego z tobą jeszcze gadam – trąciła go lekko w ramię
- Ale jak na 23 lata to chyba powinienem trochę więcej tej dorosłości przejawiać.
- Masz 23 lata? - uniosła brwi ze zdumienia
- Tak, a czemu pytasz?
- Nie wyglądasz. Dawałam ci dziewiętnaście, myślałam że jakiś gnojek chce się zabawić ze starszą dziewczyną, a tu proszę, dwadzieścia trzy...
- Czasem jak kupuję alkohol czy papierosy to proszą mnie o dowód – rozłożył ręce bezradnie. Przez chwilę szli dalej w milczeniu. On już się wytłumaczył, więc Joasia pomyślała że ona powinna zrobić to samo.
- Spisywałam cię na straty – przyznała
- To znaczy?
- Na początku chciałam dać ci kosza. Ale potem wciągnąłeś mnie w te swoje gierki... wściekłam się i chciałam ci pokazać że ze mną się tak nie pogrywa... i jakoś tak wyszło że teraz mnie odprowadzasz do domu.
- Czyli miałem rację – ucieszył się – Gdybym normalnie poprosił cię o numer telefonu albo zaprosił na randkę to nic by z tego nie było.
- No... trochę tak. Ale i tak nie powinieneś być z tego dumny – natychmiast sprowadziła go na ziemię
- Wiem, wiem. Głupi to ma szczęście, co?
- Nie wiem które ze słów odnosi się do ciebie – sprytnie wybrnęła z pytania – Jesteśmy na miejscu. To co? Zdzwonimy się albo wpadniesz na kawę?
- Jasne. To dobranoc.
- Kolorowych snów.
Odprowadził ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła za drzwiami klatki schodowej.
- Aśka, uspokój się – mówiła sobie – Nie daj się sprowokować, udawaj że nie wiesz co jest grane.
Odeszła do innego stolika, by zająć się innymi klientami. Miała w ten sposób zignorować chłopaka, jednak nie wzięła pod uwagę pewnej możliwości. Brunet czekał, udając że się zastanawia, a do lady podszedł dopiero gdy pojawiła się tam blondwłosa.
- Dzień dobry pani – powiedział z uśmiechem
- Dzień dobry – rzuciła machinalnie – Co podać?
- Podwójne espresso bez cukru.
Natychmiast zauważyła że zamówienie różniło się od poprzednich. Podniosła wzrok, a po chwili mimowolnie powędrował on na kwiaty. Ta chwila jednak wystarczyła. Brunet natychmiast zwrócił na to uwagę.
- Ładne, prawda? - spytał niewinnie. Joasia nie miała już wątpliwości że gra toczyła się dalej, a bukiet był kolejnym jej elementem. Błyskawiczna reakcja utwierdziła ją w przekonaniu iż czekał na taki ruch z jej strony.
- Owszem – przyznała ze spokojem
- Chciałaby pani takie dostać?
Poczuła nagły przypływ gorąca. Zrozumiała że robi się niebezpiecznie, a pytanie nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Wzięła głębszy oddech, odzyskała panowanie nad sobą. Musiała być jak szachistka, wykazać się inteligencją, sprytem, ale także przewidywać ruchy przeciwnika.
- Każda kobieta lubi kwiaty – przerwała, by dać mu chwilę do namysłu. Nie potwierdziła, ale też nie zaprzeczyła. To on musiał zdecydować jak odebrać tę odpowiedź, przy czym prawdopodobieństwo pomyłki było dość spore.
- Każda? - uniósł brwi zdumiony
- Tak. Ale to zależy od kogo one są – puściła do niego oczko. Czuła że dała radę. Nie zdołał jej sprowokować, nie powiedziała nic, co mogłoby się obrócić na jej korzyść. Postawiła go w trudnej w sytuacji. W szachu. Zwycięstwo wyślizgnęło mu się z rąk, nawet jeśli nadal będzie prowadził tę grę.
- A na przykład ode mnie? - spytał po chwili zastanowienia. Joasia zamarła przez moment. Tego się nie spodziewała.
- Ale że... dla mnie?
- W ramach przeprosin. Za wczoraj. Głupio wyszło. Jednocześnie dziękuję i podziwiam za wyjście z klasą z tej niezręcznej sytuacji.
- Nie rozumiem o czym pan mówi – uśmiechnęła się niewinnie. Po jego reakcji zrozumiała że dostrzegł kontekst wypowiedzianych słów i przestał ją lekceważyć. Odwrócił się na pięcie bez słowa i wyszedł. Przestał widzieć w niej lekkomyślną, uroczą panienkę, którą można owinąć sobie wokół palca. Była godnym przeciwnikiem. Rywalem, który właśnie wyprowadził kolejny cios i po nieudanym początku rywalizacji wyrównał wynik.
Odparła atak. Obróciła sytuację przeciw niemu, tak jak on zrobił to wcześniej z nią. Zastanawiała się czy dojdzie do kolejnego starcia. Czy znów będzie próbował ją podejść? W jaki sposób? Miała dość. Myślała że to nietypowy sposób na podryw, jednak on chyba szukał dziewczyny, którą będzie mógł zdominować. W takim razie nie miała czego żałować.
Po dwóch dniach nieobecności tajemniczego bruneta myślała że już go więcej nie zobaczy, jednak wieczorem pojawił się w kawiarni. Nie było już klientów, bowiem za kilka minut lokal miał zostać zamknięty. Zdecydowanym krokiem podszedł do lady i spojrzał Joasi prosto w oczy.
- Dość tego – powiedział stanowczo – Miejmy to już za sobą.
- Słucham? - spytała zaskoczona – Ale co?
- Daj mi tego kosza – wypalił prosto z mostu – Przynajmniej przestanę się zastanawiać czy mam jeszcze jakieś szanse.
Z trudem powstrzymała się od śmiechu. Jeszcze żaden chłopak nie prosił jej by odmówiła.
- Ale najpierw chyba powinieneś mnie zaprosić na randkę, co? - spytała z tajemniczym uśmiechem
- Nie no, serio? Musisz? - westchnął – Dobra, to cię zapraszam.
- Tak po prostu?
- Tak, tak po prostu, teraz – słychać było w jego głosie rezygnację. Chciał mieć to jak najszybciej za sobą, tymczasem ona przeciągała rozmowę.
- Za pół godziny kończę. Przyjdziesz po mnie?
- Słucham?! - warknął poirytowany, myśląc że dziewczyna wciąż dobrze się bawi jego kosztem. Odwrócił się na pięcie i machnął ręką.
- Nie przyjdzie – pomyślała blondwłosa
Ku jej zaskoczeniu, kiedy opuściła lokal po zakończonej pracy, dostrzegła bruneta zbliżającego się do niej z naprzeciwka. Powoli ruszyła w jego kierunku, by ostatecznie stanąć w odległości dwóch kroków od niego.
- Myślałam że nie przyjdziesz – powiedziała cicho
- Też tak myślałem – westchnął – Ale chyba jestem ci winien nieco wyjaśnień.
- Racja. Zagrajmy w końcu w otwarte karty.
- Przejdziemy się? Nie wiem, może park, może rynek... albo cię chociaż odprowadzę.
Ruszyli przed siebie. Joasia cierpliwie czekała aż chłopak zacznie mówić, jednak potrzebował chwilę czasu by znaleźć odpowiednie słowa.
- Wiesz, w sumie to dziwne, bo nawet nie znamy swoich imion – zauważył, kiedy zatrzymali się przed przejściem dla pieszych
- Joanna – wyciągnęła do niego rękę
- Ładnie. Sebastian – delikatnie ujął jej dłoń. Oficjalne przedstawienie się nieco go ośmieliło, bowiem zaraz zaczął mówić.
- Wpadłaś mi w oko, wiesz? - spojrzał na nią, a w odpowiedzi skinęła głową – Od razu, jak cię zobaczyłem, ale głupio mi było spytać czy pójdziesz ze mną na randkę. Nawet nie wiedziałem czy masz chłopaka. Bałem się że od razu dostanę kosza. Wtedy pomyślałem że zostawię numer telefonu, a jeśli będziesz zainteresowana to zadzwonisz. Musisz przyznać że niegłupi pomysł.
- Przyznaję, sprytne – nie zamierzała mu przerywać, lecz w tym momencie wyraźnie dał do zrozumienia że oczekuje od niej odpowiedzi. Była ciekawa dalszego ciągu, dlaczego zdecydował się z nią pogrywać i chciała to jak najszybciej usłyszeć.
- A jak zadzwoniłaś... Wtedy mi coś odbiło. Chyba za bardzo się ucieszyłem z tego telefonu. Pomyślałem że muszę cię jakoś zaintrygować, żeby nie wyjść na nudziarza. Rozłączyłem się, bo myślałem że będziesz ciekawa co wymyślę.
- A ty mnie tylko wkurzyłeś. Myślałam że się mną bawisz – miała nic nie wtrącać, lecz chęć uświadomienia mu błędu przezwyciężyła wcześniejsze postanowienie
- I zaczęłaś się odgryzać – stwierdził z lekkim uśmiechem – Masz charakter i powiem ci że podoba mi się to.
Więc jednak zauważył że jej działania były celowe. Zapewne też wyrzucał sobie że dał się podejść, tak jak ona to robiła. Chcąc, nie chcąc, musiała stwierdzić że pod tym względem byli do siebie podobni.
- Co ci się podoba? Że potrafię być wredna? - spytała podejrzliwym tonem
- Że potrafisz walczyć o swoje. I że masz klasę. Ja ci się wgapiałem w... w dekolt, a ty tak słodko i niewinnie spytałaś czy się ubrudziłaś, zamiast dać mi twarz i solidnie opieprzyć. Szczerze? - rzucił jej krótkie spojrzenie – Wolałbym żebyś na mnie nawrzeszczała niż udawała że nic się nie stało.
- Kac moralny?
- Żebyś wiedziała. Chociaż i tak wiedziałem że zrobiłaś to specjalnie.
- I bardzo dobrze – nie kryła satysfakcji – Przynajmniej w końcu przestałeś się wygłupiać i podszedłeś do mnie jak facet.
- Myślałem że wszystko spieprzyłem. Ale wiesz jacy są faceci. Nigdy nie dorastają.
- Wiem i tylko dlatego z tobą jeszcze gadam – trąciła go lekko w ramię
- Ale jak na 23 lata to chyba powinienem trochę więcej tej dorosłości przejawiać.
- Masz 23 lata? - uniosła brwi ze zdumienia
- Tak, a czemu pytasz?
- Nie wyglądasz. Dawałam ci dziewiętnaście, myślałam że jakiś gnojek chce się zabawić ze starszą dziewczyną, a tu proszę, dwadzieścia trzy...
- Czasem jak kupuję alkohol czy papierosy to proszą mnie o dowód – rozłożył ręce bezradnie. Przez chwilę szli dalej w milczeniu. On już się wytłumaczył, więc Joasia pomyślała że ona powinna zrobić to samo.
- Spisywałam cię na straty – przyznała
- To znaczy?
- Na początku chciałam dać ci kosza. Ale potem wciągnąłeś mnie w te swoje gierki... wściekłam się i chciałam ci pokazać że ze mną się tak nie pogrywa... i jakoś tak wyszło że teraz mnie odprowadzasz do domu.
- Czyli miałem rację – ucieszył się – Gdybym normalnie poprosił cię o numer telefonu albo zaprosił na randkę to nic by z tego nie było.
- No... trochę tak. Ale i tak nie powinieneś być z tego dumny – natychmiast sprowadziła go na ziemię
- Wiem, wiem. Głupi to ma szczęście, co?
- Nie wiem które ze słów odnosi się do ciebie – sprytnie wybrnęła z pytania – Jesteśmy na miejscu. To co? Zdzwonimy się albo wpadniesz na kawę?
- Jasne. To dobranoc.
- Kolorowych snów.
Odprowadził ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła za drzwiami klatki schodowej.
wtorek, 2 maja 2017
Małżeństwo z rozsądku cz. 2
- Mówiłam że wpadłaś mu w oko.
- Proszę cię, przestań – Joasia spojrzała na nią z politowaniem.
- Umówisz się z nim?
Blondwłosa starała się zachować jak najbardziej neutralny wyraz twarzy. Z trudem zatrzymała kąciki ust, które lada moment miały powędrować w górę. W odpowiedzi wyrzuciła serwetkę do kosza.
- Szkoda. Nawet go nie znasz.
Kiedy koleżanka się odwróciła, Joasia szybkim ruchem wyciągnęła serwetkę i schowała do kieszeni. Była zdecydowana. Chciała trochę poflirtować, poznać bliżej tego tajemniczego chłopaka. Może nawet udałoby się miło spędzić czas, może w dobrym towarzystwie. Natalia miała rację – nie znała go. Nie mogła tak od razu skreślić tej znajomości. Zamierzała jednak udawać, że spotkanie nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia. Nie chciała by ktokolwiek drążył ten temat, póki sama nie wie co myśleć.
Kiedy wracała z pracy, wyciągnęła serwetkę i jeszcze raz spojrzała na niestarannie zapisane cyfry. Miękki materiał w połączeniu z pośpiechem nie mógł dać innego efektu. Oczami wyobraźni zobaczyła jak chłopak biega od stolika do stolika, błagalnym tonem wypytując o długopis. O ile nie miał swojego. Zaśmiała się do samej siebie. Ktoś mógłby pomyśleć że coś z nią nie tak, ale ona czuła się znakomicie. Miała bardzo dobry humor, nieświadoma w pełni jego przyczyn. Oczywiście miało to związek z dzisiejszym spotkaniem, ze sposobem podrywu, na jaki zdecydował się chłopak, a nawet z samą jego osobą. Dawno żaden chłopak nie okazał jej zainteresowania, przez co zaczynała wpędzać się w kompleksy, że być może ostatnio przytyła albo jej charakter doznał nagłej i niespodziewanej wredoty. I w taki zwykły dzień, w pracy, tak po prostu, wszystko uległo zmianie...
Wybrała numer na klawiaturze i wsłuchiwała się w dźwięk w słuchawce. Po czwartym usłyszała jego głos. Nie potrafiła go teraz dokładnie odtworzyć w myślach, ale wydawało się że to on. Zresztą, dlaczego miałby być to ktoś inny, skoro zostawił ten numer?
- Dzień dobry panu – oznajmiła przesadnie poważnym tonem
- Dobry wieczór – odpowiedział – Już po pracy?
- Owszem. Zawsze pan nosi długopis ze sobą? - musiała się dowiedzieć czy jej wyobrażenie miało cokolwiek wspólnego z prawdą. Obiecała to sobie.
- Nigdy. Przypadek?
- Nie wierzę w przypadki – mruknęła, uśmiechając się do samej siebie. W końcu był w kawiarni przedwczoraj i wczoraj. Zaplanował to.
- No dobrze – westchnął – Powiedzmy że to nie był przypadek. Co w takim razie?
- Wykonałam swój ruch – zauważyła, mając na myśli wykonanie telefonu
- Czyli moja kolej – stwierdził, po czym zamilknął na chwilę. Nie było jej dane usłyszeć odpowiedzi, bowiem połączenie zostało zakończone. Zaklęła pod nosem, spojrzała na wyświetlacz. Kolejny „przypadek”? Przez moment biła się z myślami, ale kiedy pomyślała że mógł zrobić to specjalnie, złość wzięła nad nią górę. Postanowiła że nie zadzwoni drugi raz.
- Znowu mnie podszedł – irytowała się w myślach – Pieprzony gówniarz, myśli że sobie będzie ze mną pogrywał. Następnym razem się nie dam. O ile w ogóle będzie następny raz.
Myślała że nic nie może popsuć jej świetnego humoru. Myślała że ten chłopak naprawdę chce się z nią umówić. Chciała dać mu szansę, chciała go poznać. Najwidoczniej był jednak jeszcze za młody na poważny związek i zależało mu jedynie na tym by się w głupi sposób zabawić.
Od razu po przekroczeniu progu poszła do łazienki wziąć prysznic, a potem owinęła się kocem i oglądała telewizję, popijając ciepłą herbatę. Chwilę relaksu przerwał jej jednak dźwięk telefonu. Powoli odwróciła głowę, spoglądając na komórkę lodowatym wzrokiem, jakby to ona zawiniła. Była niemal pewna że to on napisał wiadomość, by po raz kolejny z niej zadrwić. Mimo wszystko postanowiła jednak sprawdzić treść.
Pomyliła się. To Kinga przesłała jej pozdrowienia znad morza z zapytaniem jak jest w Krakowie. Nie miała siły na więcej. Wystukała jedynie „Dziękuję, ok” i odłożyła telefon na stolik. Chciała zapomnieć o tym dniu. Dwukrotnie pozwoliła zrobić z siebie idiotkę. Nie pozostało nic innego jak położyć się spać z nadzieją iż jutro obudzi się z nowym pokładem energii i pomysłem na rewanż. W duchu dziękowała sobie że przed Natalią zagrała obojętną. Przynajmniej nic nie straci w oczach koleżanki.
Noc nie przyniosła jej żadnej idei, jednak sen okazał się zbawieniem dla jej duszy i pozwolił zregenerować na tyle, by nie przejmować się wczorajszymi wydarzeniami. Po burzliwym poprzednim dniu ten miał być już standardowy, jak większość, i taki też był przez kilka godzin. Dziwnie podobny scenariusz do tego sprzed dwudziestu czterech godzin. Joasia starała się tego nie zauważać i zachować spokój, ale nie mogła tego zrobić, kiedy w drzwiach lokalu zobaczyła tego samego chłopaka, który zaabsorbował jej uwagę.
W pierwszej chwili chciała uciec. Szybko jednak wróciła złość, która nakazała jej stawić czoła wyzwaniu. Przecież miała mu dokopać! Tylko jak? Nie wymyśliła nic przez kilkanaście godzin, jak miała ułożyć plan w kilka sekund?
- Dzień dobry – uśmiechnął się do niej
- Dzień dobry – odparła jak gdyby nigdy nic. Musiała, to jej praca – Coś będzie dla pana?
- To co ostatnio – puścił do niej oczko
- Czyli? - uniosła brwi, udając że nie pamięta
- Cappuccino i sernik.
Zajął miejsce przy jednym ze stolików, a ona powoli przygotowywała zamówienie. Usiłowała nieco zyskać na czasie, licząc na nagłe olśnienie, jednak przychodziły jej do głowy same błahe lub niebezpieczne pomysły. Nie mogła przecież wylać na niego gorącej kawy. Napluć pod ciasto? Dziecinne. Zepsuć zamówienie? To oznaczałoby problemy. Jedyne co mogła zrobić, to pokonać go własną bronią – uciąć temat w najmniej spodziewanym momencie, kiedy zacznie się nakręcać. Musiała zachować spokój i spróbować.
Podeszła do stolika, starając się o jak najbardziej neutralną postawę. Podała ciasto i kawę, nachylając się przy tym głęboko. I wtedy właśnie dotarło do niej co powinna była zrobić. Jak mogła wcześniej o tym nie pomyśleć?! Przecież na każdego faceta to działa! Zniknęła na zapleczu, wyciągnęła z torebki lusterko, poprawiła dłonią włosy.
- Aśka, co ty robisz? - spytała zdumiona Natalia
- Wykorzystuję moją ostatnią szansę.
- Czyli jednak chcesz żeby cię poderwał – uśmiechnęła się porozumiewawczo, kiedy blondwłosa rozpinała guzik w bluzce
- Później ci opowiem, dobrze? A teraz trzymaj kciuki, żeby mi się udało.
Wiedziała że będzie co jakiś czas na nią zerkał. Że liczy na to, iż dziewczyna znów podejdzie do stolika. Ona też ukradkiem obserwowała sytuację, próbując wychwycić moment, kiedy filiżanka będzie już pusta. Dopiero po kilku minutach odsunął ją nieco od krawędzi stołu. Zrozumiała znak. Natychmiast ruszyła, nachyliła się nieco głębiej niż to było konieczne by zabrać porcelanę ze stołu. Chłopak przez moment wpatrywał się w jej dekolt, starając się zobaczyć jak najwięcej. Joasia uśmiechnęła się chytrze. Teraz miała swoją szansę, wystarczyło uderzyć. Spojrzała na niego i spytała:
- Czemu mi się pan tak przygląda? Ubrudziłam się? - jej głos zabrzmiał niewinnie, jakby w ogóle nie była świadoma tej sytuacji
- Nie, nie... - zaprzeczył, czerwieniąc się – Ja tylko... zamyśliłem się.
- Coś jeszcze będzie dla pana?
- Rachunek – powiedział cicho, odwracając głowę. Dał ciała. Myślał że jest dyskretny, że dziewczyna będzie na tyle zajęta swoją pracą, że niczego nie zauważy, a on przez chwilę będzie mógł napawać się jej widokiem. Teraz w duchu modlił się by jak najszybciej stąd wyjść, a jednocześnie dziękował że dziewczyna tak delikatnie to rozegrała. Mogła przecież nakrzyczeć że wgapia się w jej biust, mogła dać mu w twarz... Nie, to niemożliwe. To nie mógł być przypadek.
Spojrzał na nią jeszcze raz, kiedy płacił. Nie zapięła bluzki. Tym razem nie pozwolił sobie na dłuższe zatrzymanie wzroku. Rzucił szybkie „reszty nie trzeba” i ruszył ku wyjściu.
- Dwa do jednego – powiedziała pod nosem blondynka – Dalej chcesz ze mną pogrywać?
Dopiero kiedy zniknął jej z oczu, wróciła na zaplecze, zapięła guzik i jeszcze raz spojrzała w lusterko, tym razem jednak po to by zobaczyć swój własny uśmiech. Była zadowolona z siebie, choć to co zrobiła, nie było w jej stylu.
- Warto było – wyprostowała się dumnie, wracając do pracy.
- Proszę cię, przestań – Joasia spojrzała na nią z politowaniem.
- Umówisz się z nim?
Blondwłosa starała się zachować jak najbardziej neutralny wyraz twarzy. Z trudem zatrzymała kąciki ust, które lada moment miały powędrować w górę. W odpowiedzi wyrzuciła serwetkę do kosza.
- Szkoda. Nawet go nie znasz.
Kiedy koleżanka się odwróciła, Joasia szybkim ruchem wyciągnęła serwetkę i schowała do kieszeni. Była zdecydowana. Chciała trochę poflirtować, poznać bliżej tego tajemniczego chłopaka. Może nawet udałoby się miło spędzić czas, może w dobrym towarzystwie. Natalia miała rację – nie znała go. Nie mogła tak od razu skreślić tej znajomości. Zamierzała jednak udawać, że spotkanie nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia. Nie chciała by ktokolwiek drążył ten temat, póki sama nie wie co myśleć.
Kiedy wracała z pracy, wyciągnęła serwetkę i jeszcze raz spojrzała na niestarannie zapisane cyfry. Miękki materiał w połączeniu z pośpiechem nie mógł dać innego efektu. Oczami wyobraźni zobaczyła jak chłopak biega od stolika do stolika, błagalnym tonem wypytując o długopis. O ile nie miał swojego. Zaśmiała się do samej siebie. Ktoś mógłby pomyśleć że coś z nią nie tak, ale ona czuła się znakomicie. Miała bardzo dobry humor, nieświadoma w pełni jego przyczyn. Oczywiście miało to związek z dzisiejszym spotkaniem, ze sposobem podrywu, na jaki zdecydował się chłopak, a nawet z samą jego osobą. Dawno żaden chłopak nie okazał jej zainteresowania, przez co zaczynała wpędzać się w kompleksy, że być może ostatnio przytyła albo jej charakter doznał nagłej i niespodziewanej wredoty. I w taki zwykły dzień, w pracy, tak po prostu, wszystko uległo zmianie...
Wybrała numer na klawiaturze i wsłuchiwała się w dźwięk w słuchawce. Po czwartym usłyszała jego głos. Nie potrafiła go teraz dokładnie odtworzyć w myślach, ale wydawało się że to on. Zresztą, dlaczego miałby być to ktoś inny, skoro zostawił ten numer?
- Dzień dobry panu – oznajmiła przesadnie poważnym tonem
- Dobry wieczór – odpowiedział – Już po pracy?
- Owszem. Zawsze pan nosi długopis ze sobą? - musiała się dowiedzieć czy jej wyobrażenie miało cokolwiek wspólnego z prawdą. Obiecała to sobie.
- Nigdy. Przypadek?
- Nie wierzę w przypadki – mruknęła, uśmiechając się do samej siebie. W końcu był w kawiarni przedwczoraj i wczoraj. Zaplanował to.
- No dobrze – westchnął – Powiedzmy że to nie był przypadek. Co w takim razie?
- Wykonałam swój ruch – zauważyła, mając na myśli wykonanie telefonu
- Czyli moja kolej – stwierdził, po czym zamilknął na chwilę. Nie było jej dane usłyszeć odpowiedzi, bowiem połączenie zostało zakończone. Zaklęła pod nosem, spojrzała na wyświetlacz. Kolejny „przypadek”? Przez moment biła się z myślami, ale kiedy pomyślała że mógł zrobić to specjalnie, złość wzięła nad nią górę. Postanowiła że nie zadzwoni drugi raz.
- Znowu mnie podszedł – irytowała się w myślach – Pieprzony gówniarz, myśli że sobie będzie ze mną pogrywał. Następnym razem się nie dam. O ile w ogóle będzie następny raz.
Myślała że nic nie może popsuć jej świetnego humoru. Myślała że ten chłopak naprawdę chce się z nią umówić. Chciała dać mu szansę, chciała go poznać. Najwidoczniej był jednak jeszcze za młody na poważny związek i zależało mu jedynie na tym by się w głupi sposób zabawić.
Od razu po przekroczeniu progu poszła do łazienki wziąć prysznic, a potem owinęła się kocem i oglądała telewizję, popijając ciepłą herbatę. Chwilę relaksu przerwał jej jednak dźwięk telefonu. Powoli odwróciła głowę, spoglądając na komórkę lodowatym wzrokiem, jakby to ona zawiniła. Była niemal pewna że to on napisał wiadomość, by po raz kolejny z niej zadrwić. Mimo wszystko postanowiła jednak sprawdzić treść.
Pomyliła się. To Kinga przesłała jej pozdrowienia znad morza z zapytaniem jak jest w Krakowie. Nie miała siły na więcej. Wystukała jedynie „Dziękuję, ok” i odłożyła telefon na stolik. Chciała zapomnieć o tym dniu. Dwukrotnie pozwoliła zrobić z siebie idiotkę. Nie pozostało nic innego jak położyć się spać z nadzieją iż jutro obudzi się z nowym pokładem energii i pomysłem na rewanż. W duchu dziękowała sobie że przed Natalią zagrała obojętną. Przynajmniej nic nie straci w oczach koleżanki.
Noc nie przyniosła jej żadnej idei, jednak sen okazał się zbawieniem dla jej duszy i pozwolił zregenerować na tyle, by nie przejmować się wczorajszymi wydarzeniami. Po burzliwym poprzednim dniu ten miał być już standardowy, jak większość, i taki też był przez kilka godzin. Dziwnie podobny scenariusz do tego sprzed dwudziestu czterech godzin. Joasia starała się tego nie zauważać i zachować spokój, ale nie mogła tego zrobić, kiedy w drzwiach lokalu zobaczyła tego samego chłopaka, który zaabsorbował jej uwagę.
W pierwszej chwili chciała uciec. Szybko jednak wróciła złość, która nakazała jej stawić czoła wyzwaniu. Przecież miała mu dokopać! Tylko jak? Nie wymyśliła nic przez kilkanaście godzin, jak miała ułożyć plan w kilka sekund?
- Dzień dobry – uśmiechnął się do niej
- Dzień dobry – odparła jak gdyby nigdy nic. Musiała, to jej praca – Coś będzie dla pana?
- To co ostatnio – puścił do niej oczko
- Czyli? - uniosła brwi, udając że nie pamięta
- Cappuccino i sernik.
Zajął miejsce przy jednym ze stolików, a ona powoli przygotowywała zamówienie. Usiłowała nieco zyskać na czasie, licząc na nagłe olśnienie, jednak przychodziły jej do głowy same błahe lub niebezpieczne pomysły. Nie mogła przecież wylać na niego gorącej kawy. Napluć pod ciasto? Dziecinne. Zepsuć zamówienie? To oznaczałoby problemy. Jedyne co mogła zrobić, to pokonać go własną bronią – uciąć temat w najmniej spodziewanym momencie, kiedy zacznie się nakręcać. Musiała zachować spokój i spróbować.
Podeszła do stolika, starając się o jak najbardziej neutralną postawę. Podała ciasto i kawę, nachylając się przy tym głęboko. I wtedy właśnie dotarło do niej co powinna była zrobić. Jak mogła wcześniej o tym nie pomyśleć?! Przecież na każdego faceta to działa! Zniknęła na zapleczu, wyciągnęła z torebki lusterko, poprawiła dłonią włosy.
- Aśka, co ty robisz? - spytała zdumiona Natalia
- Wykorzystuję moją ostatnią szansę.
- Czyli jednak chcesz żeby cię poderwał – uśmiechnęła się porozumiewawczo, kiedy blondwłosa rozpinała guzik w bluzce
- Później ci opowiem, dobrze? A teraz trzymaj kciuki, żeby mi się udało.
Wiedziała że będzie co jakiś czas na nią zerkał. Że liczy na to, iż dziewczyna znów podejdzie do stolika. Ona też ukradkiem obserwowała sytuację, próbując wychwycić moment, kiedy filiżanka będzie już pusta. Dopiero po kilku minutach odsunął ją nieco od krawędzi stołu. Zrozumiała znak. Natychmiast ruszyła, nachyliła się nieco głębiej niż to było konieczne by zabrać porcelanę ze stołu. Chłopak przez moment wpatrywał się w jej dekolt, starając się zobaczyć jak najwięcej. Joasia uśmiechnęła się chytrze. Teraz miała swoją szansę, wystarczyło uderzyć. Spojrzała na niego i spytała:
- Czemu mi się pan tak przygląda? Ubrudziłam się? - jej głos zabrzmiał niewinnie, jakby w ogóle nie była świadoma tej sytuacji
- Nie, nie... - zaprzeczył, czerwieniąc się – Ja tylko... zamyśliłem się.
- Coś jeszcze będzie dla pana?
- Rachunek – powiedział cicho, odwracając głowę. Dał ciała. Myślał że jest dyskretny, że dziewczyna będzie na tyle zajęta swoją pracą, że niczego nie zauważy, a on przez chwilę będzie mógł napawać się jej widokiem. Teraz w duchu modlił się by jak najszybciej stąd wyjść, a jednocześnie dziękował że dziewczyna tak delikatnie to rozegrała. Mogła przecież nakrzyczeć że wgapia się w jej biust, mogła dać mu w twarz... Nie, to niemożliwe. To nie mógł być przypadek.
Spojrzał na nią jeszcze raz, kiedy płacił. Nie zapięła bluzki. Tym razem nie pozwolił sobie na dłuższe zatrzymanie wzroku. Rzucił szybkie „reszty nie trzeba” i ruszył ku wyjściu.
- Dwa do jednego – powiedziała pod nosem blondynka – Dalej chcesz ze mną pogrywać?
Dopiero kiedy zniknął jej z oczu, wróciła na zaplecze, zapięła guzik i jeszcze raz spojrzała w lusterko, tym razem jednak po to by zobaczyć swój własny uśmiech. Była zadowolona z siebie, choć to co zrobiła, nie było w jej stylu.
- Warto było – wyprostowała się dumnie, wracając do pracy.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)