Nie zamierzała przepraszać. No bo za co? Za to że powiedziała kilka ostrzejszych słów? Czy za to że została brutalnie potraktowana? Ku zaskoczeniu wszystkich, wciąż mierzyli się wzrokiem.
- No i co się gapisz? - warknął chłopak, gdy do niego dotarło iż nie zdołał jej wystraszyć – Spadaj, zanim...
- Zanim co? - natychmiast mu przerwała – Wiesz co mi możesz zrobić? Możesz pocałować mnie w dupę. Tacy jak ty są tylko mocni w gębie. Potraficie tylko żreć i rzucać mocne słowa – przerwała na moment, lecz nie doczekała się żadnej reakcji – No i co teraz? Uderzysz mnie? Na pewno nie przy ludziach. Zaczaisz się na mnie po szkole? Jestem pięć razy szybsza, zwinniejsza i sprytniejsza. Oczernisz mnie? Mam to w dupie. Zniszczysz mi reputację? Ja nie mam reputacji.
- To kim ty kurwa jesteś? - spytał zmieszany
- Nikim – rzuciła nieswojo, po czym wyminęła chłopaka i ruszyła przed siebie. Wszyscy zgromadzeni w pobliżu stali w osłupieniu, z wyjątkiem Sebastiana, który natychmiast pobiegł za blondwłosą.
Dotarł za nią do parku. Usiadła na ławce, podciągnęła nogi pod brodę, zarzuciła kaptur na głowę, a z kieszeni wyciągnęła niewielkie pudełeczko. Brunet z daleka obserwował jak wyciąga z niego papierosa.
- Ty palisz? - spytał zdumiony, gdy podszedł bliżej
- Czego ty kurwa jeszcze chcesz?! - zawołała zrozpaczona, odwracając głowę w jego stronę. Zauważył łzy w jej oczach. Nie wierzył żeby ta konfrontacja sprzed kilku minut wywołała tak silne emocje. Dziewczyna musiała mieć problem, który głęboko skrywała.
- Ile razy mam ci powiedzieć żebyś się odpierdolił?! - dodała, widząc że nie ruszył się z miejsca. W tym momencie postanowił zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę. Odwrócił się, zrobił dwa kroki. Czekał na jej reakcję. Czy naprawdę miała go dość, czy naprawdę nie chciała pomocy. Milczała. Zrobił kolejny krok i wtedy usłyszał jej głos.
- Zaczekaj.
Odwrócił się, a ona wtedy rzuciła mu paczkę papierosów.
- Częstuj się.
Nigdy nie palił, jednak w tym momencie pojawiła się silna pokusa by spróbować. Wiedział że w tym momencie ma szansę nawiązać z nią kontakt i nie mógł jej zmarnować.
Usiadł obok niej i zapalił, jednak już przy pierwszej próbie zaciągnięcia się zakaszlał.
- Amator – skwitowała, a na jej twarzy przez moment pojawił się uśmiech
Siedzieli w milczeniu przez dłuższą chwilę, przerywaną przez kaszel Sebastiana przy kolejnych próbach zaciągania się dymem papierosowym. Nie odzywał się, w obawie że spłoszy Joasię. Czekał aż sama zacznie mówić, aż sama się otworzy.
- Daruj sobie – wypaliła w pewnym momencie, a on posłał jej pytające spojrzenie – Nie umówię się z tobą.
- A ja wcale cię na randkę nie zapraszałem – kolejny raz zaskoczył dziewczynę swoją odpowiedzią
- To czemu za mną łazisz?
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
- Głupie pytanie – stwierdziła błyskawicznie – Nie pytałabym, gdyby było inaczej
- Okej, powiem ci – uśmiechnął się chytrze – Ale ty też mi odpowiesz na jedno pytanie.
- I tak się z tobą nie umówię – oznajmiła, przyglądając mu się uważnie
- Nie o to mi chodzi. To jak?
- Niech będzie – postanowiła zaryzykować. Chciała się w końcu dowiedzieć co takiego w niej zobaczył, czym wyróżniła się na tle innych.
- Przypominasz mi kogoś. Dwa lata temu też taki byłem. Buntownik z wyboru, sprawiałem wrażenie że nic mnie nie obchodzi, chciałem być sam... Jesteśmy do siebie podobni.
Dziewczyna parsknęła śmiechem. Ona i on podobni? Niemożliwe. Brzmiało to dla niej co najmniej tak samo, jakby ktoś jej powiedział że trafiła szóstkę w totka. Abstrakcja.
- Chyba ci ten papieros zaszkodził – stwierdziła rozbawiona
- Aśka – powiedział poważnym tonem – Co ty o mnie wiesz?
- Że jesteś uparty, bo ciągle trujesz mi dupę. Za to ty też nic o mnie wiesz.
- Dlatego chciałbym cię poznać. Myślę że moglibyśmy się dobrze dogadywać.
- Dobry żart – uśmiechnęła się z politowaniem – Dwójka indywidualistów ma się przyjaźnić?
- Przyznaj się wreszcie że wcale nie chcesz być sama. Nawet nie przede mną, tylko przed samą sobą.
Nie zareagowała. Wolałaby tego nie usłyszeć. Zasiał w niej jakby ziarno niepewności, zostawi coś, co zmusi ją do myślenia. Bała się konfrontacji z własnymi myślami, bowiem wiedziała że trzymanie się z daleka od całego świata nic nie da. Ale nie dopuszczała tej myśli. Chciała trwać w swojej utopii do ostatniej chwili, dopóki nie dojdzie do bolesnego zderzenia z rzeczywistością. Sebastian właśnie sprowadził ją na kurs kolizyjny.
- Twoja kolej – rzuciła cicho – Miałeś o coś pytać.
- Dlaczego taka jesteś?
- Jaka? - uśmiechnęła ironicznie pod nosem – Inna? Dziwna?
- Sfrustrowana, zrezygnowana, chłodna... Nieobecna... Samotna, zamknięta w sobie.
- Wystarczy – przerwała stanowczo – Dobrze. Dobrze, powiem ci.
Wzięła głęboki oddech i spojrzała mu prosto w oczy. Zobaczył w nich strach i bezsilność. Nie była tą dziewczyną, którą zobaczył za pierwszym razem, która jeszcze kilka minut temu potrafiła postawić się dwukrotnie większemu od niej agresywnemu chłopakowi.
- Bo życie jest do dupy – oznajmiła drżącym głosem – A teraz... chcę zostać sama – zerwała się z ławki i ruszyła w głąb parku. Sebastian odprowadził ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła między drzewami.
- Ty naprawdę masz poważny problem – powiedział w myślach, spoglądając w stronę, w którą odeszła.
Jeszcze przez dwa dni Sebastian zabiegał o uwagę Joasi, próbował do niej dotrzeć, nawiązać kontakt, lecz za każdym razem bezskutecznie. Wciąż trzymała go na dystans, choć wydawało mu się ostatnia dyskusja pomoże w przełamaniu go. Tymczasem blondwłosa zdawała się odnosić do niego z jeszcze większym chłodem, o ile go nie ignorowała.
Postanowił zmienić strategię. Po dłuższym zastanowieniu wyciągnął wnioski. Przede wszystkim musi przestać się za nią uganiać. Dziewczyna nie może czuć się osaczona, a zbyt częste absorbowanie jej uwagi mogło właśnie takie poczucie wytworzyć. Inna teoria podpowiadała mu, że w ten sposób zaskoczy i zaintryguje dziewczynę. Z pewnością będzie szukała odpowiedzi na pytanie co takiego się stało, że nagle dał sobie spokój. Jeśli nie od razu, to po kilku dniach.
I najważniejsze. To ona sama musi się otworzyć. Wszelkie próby przekonywania jej, ciągnięcia rozmowy, będą ją jedynie zniechęcać. Pokazał już że może na niego liczyć, że można z nim rozmawiać. Jeśli będzie tego potrzebowała, przyjdzie.
Jeśli miała powstać jakakolwiek relacja między nimi, to ona też musi wykonać ku temu krok. Strategiczne wycofanie się Sebastiana miało dać jej przestrzeń, by to zrobiła.
Była przekonana iż chłopak nie odpuści. Tymczasem już trzeci dzień nie zaczepiał jej, nie zwracał na nią uwagi. Mimo że tego właśnie chciała, nie czuła się jakoś specjalnie szczęśliwa. Może jednak gdzieś głęboko, w podświadomości, podobało się jej to zainteresowanie? Może jednak chciała nawiązać znajomość, ale dotychczasowe przeżycia nie pozwalały jej na to? Któregoś wieczora przyłapała się, iż coraz więcej o tym rozmyśla. Szukała odpowiedzi na pytania, które nigdy nie powinny zostać sformułowane. Pojawiła się frustracja. Przecież miała trzymać się sama, zawsze musiała liczyć tylko na siebie i tak miało pozostać. Tymczasem Sebastian poważnie naruszył i tak niezbyt stabilną konstrukcję „muru obronnego” Joasi, który miał uchronić ją przed cierpieniem, gdyby za kilka miesięcy doszło do kolejnej przeprowadzki.
Starała się dalej grać. Udawała że nic ją nie obchodzi, że nie ma ochoty na spędzanie czasu w towarzystwie, że nikogo nie lubi i nie zamierza polubić. Ale przychodziło to z coraz większym trudem. Powoli docierało do niej że samotność nie jest dobra, choć usiłowała wmówić sobie że jest zupełnie inaczej. Wierzyła że ucieknie od cierpienia, a tak naprawdę sama zmierzała w jego kierunku.
Aż w końcu coś w niej pękło, przełamało się. Było już kilka minut po dzwonku, wychowanie fizyczne. Oczywiście w ramach „buntu” Joasia nie wzięła stroju i nie ćwiczyła. W pewnym , wykorzystując chwilę nieuwagi nauczyciela, wymsknęła się z sali i ruszyła przed siebie. Nie zamierzała stracić całych czterdziestu pięciu minut na bezsensowne siedzenie i obserwowanie jak inni kopią piłkę.
Pierwszym punktem na planie jej trasy była łazienka. Umyła ręce, poprawiła grzywkę i... zamarła w bezruchu. Wydawało się jej że coś usłyszała. Nasłuchiwała uważnie, ale odpowiedziała jej jedynie cisza. Postanowiła uciec się do podstępu. Podeszła do drzwi i trzasnęła nimi, sugerując iż opuściła pomieszczenie. Nasłuchiwała. Cichy szmer i pociąganie nosem utwierdziło ją w przekonaniu że ktoś jest w kabinie. Była ciekawa kto i co tam robił o tej porze. I dlaczego chciał być sam.
Chwilę później otrzymała odpowiedź. Drzwi kabiny uchyliła się, a za nimi stała zapłakana Ania.
poniedziałek, 30 stycznia 2017
środa, 18 stycznia 2017
Dokąd zmierzasz? cz. 3
Odwróciła głowę w stronę okna. Na szkle pojawiły się pierwsze krople deszczu. Pochmurne niebo już od samego rana zapowiadało opady. Dziewczyna zacisnęła zęby, bijąc się z myślami. Ten chłopak chyba nie zamierzał dać jej spokoju. Może jednak warto dowiedzieć się z jakiego powodu i czego tak właściwie od niej chce?
Ciekawość zwyciężyła. Joasia pospieszenie rozwinęła kartkę i przeczytała w myślach „Pogadamy po lekcji?”. Szybko chwyciła długopis, zapisała odpowiedź, po czym podniosła wzrok. Wykorzystała moment, w którym nauczycielka odwrócona była w stronę tablicy i rzuciła kartkę do Sebastiana.
„Po co?” - uśmiechnął się pod nosem, ku zaskoczeniu blondwłosej
„Chcę Cię lepiej poznać.”
Odpowiedź wywołała u niej lekkie zmieszanie. Nie wiedziała co odpisać. Spodziewała się jakiegoś banału, komplementu, który miałby ją „zmiękczyć”. Musiał wiedzieć że to nie zadziała. Przecież nie bez powodu obrał inny kierunek tej wymiany zdań.
Dzwonek, który miał być wybawieniem, tym razem okrutnie pchnął ją ku bezpośredniej konfrontacji. Już nie będzie czasu do namysłu, już nie będzie mogła ukryć swoich emocji. Zawsze mogła uciec, ale czy to miało sens...
Kiedy wychodziła z sali, Sebastian na nią czekał. Przeszli w milczeniu przez korytarz, równym krokiem, ramię w ramię. Trochę jak zupełnie dwie przypadkowe osoby, trochę jak współpracownicy, którzy idą właśnie załatwić ważną sprawę. Dopiero na zewnątrz Joasia przystanęła, zarzuciła kaptur na głowę, chroniąc swoje włosy przed deszczem i odwróciła się w stronę Sebastiana.
- Co chcesz? - rzuciła nieswoim głosem. Było w nim trochę irytacji, ale też i ciekawości
- Pogadać.
- O czym?
- O wszystkim.
Joasia westchnęła i przewróciła teatralnie oczami. Kolejny raz odniosła wrażenie że chłopak usiłuje wyprowadzić ją z równowagi.
- Tak to my sobie możemy – odparła sucho – Konkrety.
- Co chcesz wiedzieć?
- Dlaczego się do mnie przyczepiłeś?
- Chciałem być miły, pogadać, a ty wyskoczyłaś z fochem. Jestem ciekaw czy naprawdę taka jesteś, czy...
- Czy co? - spytała zniecierpliwiona, kiedy przerwał
- Czy tylko udajesz kogoś, kim nie jesteś.
- A jak ci powiem, to się odczepisz? - uniosła lekko brwi, oczekując na odpowiedź. Sebastian przez chwilę przyjrzał jej się uważniej. Musiał przyznać że miała ładną twarz. Lekko zaokrąglone policzki, rumiana i zapewne gładka cera, nieduży, wąski nos, a uroku dodawały jej także te blond włosy, które opadały na czoło.
- A jeśli powiem że nie?
Zauważył że jej twarz robi się zaczyna się czerwienić. Domyślał się że będzie miała w końcu dość tej dziwnej rozmowy i straci nad sobą panowanie. A wtedy, choć przez chwilę, zniknie ta maska twardej i zdecydowanej osobowości.
- Spadaj.
Ruszyła dziarsko, ale on zaraz za nią. Szybko odrobił niewielki dystans, na jaki zdołała mu uciec przez moment. Rzuciła mu tylko jedno spojrzenie, nie przerywając marszu. Przeszli tak w milczeniu przez kilka minut, aż w końcu Joasia wybuchła.
- Zakochałeś się czy co?! - wykrzyczała mu prosto w oczy, zwracając na siebie uwagę przechodniów
- No nareszcie, w końcu jakiś ludzki odruch – odparł kąśliwie – Skończmy nawzajem robić z siebie idiotów i pogadajmy jak normalni ludzie, okej?
- Dobra! - rzuciła nim zdążyła zebrać myśli – Ale nie teraz, nie dzisiaj.
- Trzymam cię za słowo – oznajmił ze spokojem, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł żwawym krokiem. Blondynka stała jeszcze przez chwilę w miejscu, analizując w głowie ostatnich kilkanaście sekund.
- Co ja zrobiłam? Po cholerę się zgodziłam? - wyrzucała sobie w myślach
Nie mogła sobie odmówić spaceru. W końcu po kilku deszczowych i ponurych dniach zza chmur wyjrzało słońce. Od razu zrobiło się cieplej. Powolnym krokiem przemierzała parkowe ścieżki, nie liczyła minut ani godzin, za nic miała chłodne podmuchy wiatru, które targały jej długie blond włosy w niemal wszystkich możliwych kierunkach. Czuła się niesamowicie lekka i wypoczęta. Miała w sobie tyle radości i tyle siły, że mogłaby nią obdarować wszystkich dookoła, a i tak sporo by zostało. Sama nie wiedziała skąd to się wzięło. Świat nareszcie był piękny. Dotarła do ulicy, do przejścia dla pieszych. Jeden z samochodów zatrzymał się, by jej ustąpić. Odwróciła głowę w stronę kierowcy. Miał na sobie kaptur, pod którym widziała jedynie złowrogi uśmiech. Chciała uciec, ale było za późno. Jej stopy jakby zostały przykute do jezdni, w momencie gdy pojazd ruszył gwałtownie z piskiem opon...
Powrót do pełnej świadomości był niczym zderzenie z ziemią po locie ze sporej wysokości. Poczuła jakby jej ciało przez moment płynęło bezwładnie w nieznanej przestrzeni i gwałtownie zostało zatrzymane. Dopiero po chwili zorientowała się iż leży we własnym łóżku w dość dziwnej pozycji. Jedna noga wyprostowana, ze stopą zwisającą nad boczną krawędzią, druga zgięta w kolanie pod kątem prostym, ręce rozłożone szeroko... Leniwym ruchem doprowadziła się „do ładu” i obróciła na plecy.
Długo jeszcze nie mogła zasnąć. Usiłowała na różne sposoby zinterpretować ten dziwny sen, jednak żadna propozycja nie posiadała choć trochę logicznej argumentacji. Nie mogła uznać że to po prostu dziwna historyjka, która jest biernym wytworem jej wyobraźni. Sny mają przecież swoje znaczenia. To wszystko co tam się wydarzyło, nie wzięło się przecież znikąd.
W efekcie następnego ranka w szkole pojawiła się niewyspana, zmęczona i rozdrażniona. Liczyła jednak na mniejsze zainteresowanie ze strony otoczenia. Miała nadzieję iż za parę dni zniknie w tłumie i doczeka swojego upragnionego spokoju. Niestety, kiedy zobaczyła Sebastiana, przypomniała sobie że przecież obiecała mu rozmowę. Natychmiast pojawiła się złość. Na samą siebie. Dała mu się podejść, choć wydawało się, że to ona ma kontrolę nad sytuacją.
- Cześć – rzucił do niej, kiedy przechodziła obok
- Cześć – odparła mimowolnie, zaskoczona swoją reakcją
- Co tam? - zapytał, póki nie odeszła daleko. Dziewczyna zatrzymała się i choć w pierwszej chwili chciała zignorować pytanie, zawróciła i podeszła do niego. Nie przeszkadzało jej nawet, że obok stali jego znajomi, dwóch chłopaków i dwie dziewczyny.
- W porządku.
- Jak ci się podoba w szkole?
- Szkoła jak szkoła – wzruszyła ramionami – Trzeba chodzić i tyle.
Zmierzyła grupę osób, która przyglądała się tej rozmowie, po czym ponownie przeniosła wzrok na Sebastiana.
- A tak, przepraszam – uniosła brwi zdumiona – Powinienem ci ich przedstawić.
Niemożliwe! On naprawdę na to wpadł? Musiała przyznać, że w tym momencie ją zaskoczył. Choć nie do końca to miała na myśli, to jednak zauważył że usiłowała przesłać mu pewien sygnał.
- Ania, Marta, Maciek, Rafał – podał po kolei imiona, wskazując postacie od lewej do prawej – Ania i Rafał od niedawna są razem, Marta to szalona i wesoła postać, która wnosi razem ze sobą bagaż dobrego humoru i pozytywnej energii, a Maciek to taki głos rozsądku.
- A ty?
- A ja... ja chyba tylko potrafię się wygłupiać – uśmiechnął się bezradnie
- Możesz mi pokazać gdzie jest biblioteka? - wypaliła nagle, chcąc pozbyć się towarzystwa
- No... jasne, chodź – ruszył wraz z Joasią, nie podejrzewając podstępu. Ledwie uszli kawałek, złapała go za ramię i pociągnęła na bok.
- Nie chodzi o żadną bibliotekę, prawda? - zorientował się że to była jedynie wymówka
- Brawo Sherlocku. Chciałeś normalnej rozmowy, miałeś. Teraz się ode mnie odczepisz, okej?
- Dlaczego taka jesteś? - spytał z niepokojem w głosie
- Nie twoja sprawa – odwróciła się już na pięcie, ale teraz to Sebastian złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie
- Może i nie. Ale szkoda patrzeć jak ładna i zdolna dziewczyna marnuje się, bo ma wybujałe ego i ma się za jakąś pieprzoną superbohaterkę, która we wszystkim radzi sobie sama.
- To nie patrz! - warknęła i odwracając się na pięcie ruszyła przed siebie, wpadając prosto na wysokiego chłopaka, będącego trochę "przy kości". Jego osoba w szkole od dawna okryta była złą sławą. Natychmiast odepchnął dziewczynę, która omal nie upadła, lecz Sebastian w porę ją złapał.
- Patrz gdzie leziesz łajzo! - rzucił oburzony
- Łajzo? - Joasi natychmiast skoczyło ciśnienie – Bez problemu bym cię ominęła, gdybyś nie zajmował pół korytarza gruba świnio!
W tym momencie wszyscy świadkowie tej sceny wstrzymali oddech. Jedynie blondwłosa nie tylko nie zdawała sobie sprawy z kim zadarła, ale także nie wyglądała na przejętą groźnym tonem oraz spojrzeniem dwukrotnie od niej „większego” i cięższego chłopaka.
Ciekawość zwyciężyła. Joasia pospieszenie rozwinęła kartkę i przeczytała w myślach „Pogadamy po lekcji?”. Szybko chwyciła długopis, zapisała odpowiedź, po czym podniosła wzrok. Wykorzystała moment, w którym nauczycielka odwrócona była w stronę tablicy i rzuciła kartkę do Sebastiana.
„Po co?” - uśmiechnął się pod nosem, ku zaskoczeniu blondwłosej
„Chcę Cię lepiej poznać.”
Odpowiedź wywołała u niej lekkie zmieszanie. Nie wiedziała co odpisać. Spodziewała się jakiegoś banału, komplementu, który miałby ją „zmiękczyć”. Musiał wiedzieć że to nie zadziała. Przecież nie bez powodu obrał inny kierunek tej wymiany zdań.
Dzwonek, który miał być wybawieniem, tym razem okrutnie pchnął ją ku bezpośredniej konfrontacji. Już nie będzie czasu do namysłu, już nie będzie mogła ukryć swoich emocji. Zawsze mogła uciec, ale czy to miało sens...
Kiedy wychodziła z sali, Sebastian na nią czekał. Przeszli w milczeniu przez korytarz, równym krokiem, ramię w ramię. Trochę jak zupełnie dwie przypadkowe osoby, trochę jak współpracownicy, którzy idą właśnie załatwić ważną sprawę. Dopiero na zewnątrz Joasia przystanęła, zarzuciła kaptur na głowę, chroniąc swoje włosy przed deszczem i odwróciła się w stronę Sebastiana.
- Co chcesz? - rzuciła nieswoim głosem. Było w nim trochę irytacji, ale też i ciekawości
- Pogadać.
- O czym?
- O wszystkim.
Joasia westchnęła i przewróciła teatralnie oczami. Kolejny raz odniosła wrażenie że chłopak usiłuje wyprowadzić ją z równowagi.
- Tak to my sobie możemy – odparła sucho – Konkrety.
- Co chcesz wiedzieć?
- Dlaczego się do mnie przyczepiłeś?
- Chciałem być miły, pogadać, a ty wyskoczyłaś z fochem. Jestem ciekaw czy naprawdę taka jesteś, czy...
- Czy co? - spytała zniecierpliwiona, kiedy przerwał
- Czy tylko udajesz kogoś, kim nie jesteś.
- A jak ci powiem, to się odczepisz? - uniosła lekko brwi, oczekując na odpowiedź. Sebastian przez chwilę przyjrzał jej się uważniej. Musiał przyznać że miała ładną twarz. Lekko zaokrąglone policzki, rumiana i zapewne gładka cera, nieduży, wąski nos, a uroku dodawały jej także te blond włosy, które opadały na czoło.
- A jeśli powiem że nie?
Zauważył że jej twarz robi się zaczyna się czerwienić. Domyślał się że będzie miała w końcu dość tej dziwnej rozmowy i straci nad sobą panowanie. A wtedy, choć przez chwilę, zniknie ta maska twardej i zdecydowanej osobowości.
- Spadaj.
Ruszyła dziarsko, ale on zaraz za nią. Szybko odrobił niewielki dystans, na jaki zdołała mu uciec przez moment. Rzuciła mu tylko jedno spojrzenie, nie przerywając marszu. Przeszli tak w milczeniu przez kilka minut, aż w końcu Joasia wybuchła.
- Zakochałeś się czy co?! - wykrzyczała mu prosto w oczy, zwracając na siebie uwagę przechodniów
- No nareszcie, w końcu jakiś ludzki odruch – odparł kąśliwie – Skończmy nawzajem robić z siebie idiotów i pogadajmy jak normalni ludzie, okej?
- Dobra! - rzuciła nim zdążyła zebrać myśli – Ale nie teraz, nie dzisiaj.
- Trzymam cię za słowo – oznajmił ze spokojem, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł żwawym krokiem. Blondynka stała jeszcze przez chwilę w miejscu, analizując w głowie ostatnich kilkanaście sekund.
- Co ja zrobiłam? Po cholerę się zgodziłam? - wyrzucała sobie w myślach
Nie mogła sobie odmówić spaceru. W końcu po kilku deszczowych i ponurych dniach zza chmur wyjrzało słońce. Od razu zrobiło się cieplej. Powolnym krokiem przemierzała parkowe ścieżki, nie liczyła minut ani godzin, za nic miała chłodne podmuchy wiatru, które targały jej długie blond włosy w niemal wszystkich możliwych kierunkach. Czuła się niesamowicie lekka i wypoczęta. Miała w sobie tyle radości i tyle siły, że mogłaby nią obdarować wszystkich dookoła, a i tak sporo by zostało. Sama nie wiedziała skąd to się wzięło. Świat nareszcie był piękny. Dotarła do ulicy, do przejścia dla pieszych. Jeden z samochodów zatrzymał się, by jej ustąpić. Odwróciła głowę w stronę kierowcy. Miał na sobie kaptur, pod którym widziała jedynie złowrogi uśmiech. Chciała uciec, ale było za późno. Jej stopy jakby zostały przykute do jezdni, w momencie gdy pojazd ruszył gwałtownie z piskiem opon...
Powrót do pełnej świadomości był niczym zderzenie z ziemią po locie ze sporej wysokości. Poczuła jakby jej ciało przez moment płynęło bezwładnie w nieznanej przestrzeni i gwałtownie zostało zatrzymane. Dopiero po chwili zorientowała się iż leży we własnym łóżku w dość dziwnej pozycji. Jedna noga wyprostowana, ze stopą zwisającą nad boczną krawędzią, druga zgięta w kolanie pod kątem prostym, ręce rozłożone szeroko... Leniwym ruchem doprowadziła się „do ładu” i obróciła na plecy.
Długo jeszcze nie mogła zasnąć. Usiłowała na różne sposoby zinterpretować ten dziwny sen, jednak żadna propozycja nie posiadała choć trochę logicznej argumentacji. Nie mogła uznać że to po prostu dziwna historyjka, która jest biernym wytworem jej wyobraźni. Sny mają przecież swoje znaczenia. To wszystko co tam się wydarzyło, nie wzięło się przecież znikąd.
W efekcie następnego ranka w szkole pojawiła się niewyspana, zmęczona i rozdrażniona. Liczyła jednak na mniejsze zainteresowanie ze strony otoczenia. Miała nadzieję iż za parę dni zniknie w tłumie i doczeka swojego upragnionego spokoju. Niestety, kiedy zobaczyła Sebastiana, przypomniała sobie że przecież obiecała mu rozmowę. Natychmiast pojawiła się złość. Na samą siebie. Dała mu się podejść, choć wydawało się, że to ona ma kontrolę nad sytuacją.
- Cześć – rzucił do niej, kiedy przechodziła obok
- Cześć – odparła mimowolnie, zaskoczona swoją reakcją
- Co tam? - zapytał, póki nie odeszła daleko. Dziewczyna zatrzymała się i choć w pierwszej chwili chciała zignorować pytanie, zawróciła i podeszła do niego. Nie przeszkadzało jej nawet, że obok stali jego znajomi, dwóch chłopaków i dwie dziewczyny.
- W porządku.
- Jak ci się podoba w szkole?
- Szkoła jak szkoła – wzruszyła ramionami – Trzeba chodzić i tyle.
Zmierzyła grupę osób, która przyglądała się tej rozmowie, po czym ponownie przeniosła wzrok na Sebastiana.
- A tak, przepraszam – uniosła brwi zdumiona – Powinienem ci ich przedstawić.
Niemożliwe! On naprawdę na to wpadł? Musiała przyznać, że w tym momencie ją zaskoczył. Choć nie do końca to miała na myśli, to jednak zauważył że usiłowała przesłać mu pewien sygnał.
- Ania, Marta, Maciek, Rafał – podał po kolei imiona, wskazując postacie od lewej do prawej – Ania i Rafał od niedawna są razem, Marta to szalona i wesoła postać, która wnosi razem ze sobą bagaż dobrego humoru i pozytywnej energii, a Maciek to taki głos rozsądku.
- A ty?
- A ja... ja chyba tylko potrafię się wygłupiać – uśmiechnął się bezradnie
- Możesz mi pokazać gdzie jest biblioteka? - wypaliła nagle, chcąc pozbyć się towarzystwa
- No... jasne, chodź – ruszył wraz z Joasią, nie podejrzewając podstępu. Ledwie uszli kawałek, złapała go za ramię i pociągnęła na bok.
- Nie chodzi o żadną bibliotekę, prawda? - zorientował się że to była jedynie wymówka
- Brawo Sherlocku. Chciałeś normalnej rozmowy, miałeś. Teraz się ode mnie odczepisz, okej?
- Dlaczego taka jesteś? - spytał z niepokojem w głosie
- Nie twoja sprawa – odwróciła się już na pięcie, ale teraz to Sebastian złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie
- Może i nie. Ale szkoda patrzeć jak ładna i zdolna dziewczyna marnuje się, bo ma wybujałe ego i ma się za jakąś pieprzoną superbohaterkę, która we wszystkim radzi sobie sama.
- To nie patrz! - warknęła i odwracając się na pięcie ruszyła przed siebie, wpadając prosto na wysokiego chłopaka, będącego trochę "przy kości". Jego osoba w szkole od dawna okryta była złą sławą. Natychmiast odepchnął dziewczynę, która omal nie upadła, lecz Sebastian w porę ją złapał.
- Patrz gdzie leziesz łajzo! - rzucił oburzony
- Łajzo? - Joasi natychmiast skoczyło ciśnienie – Bez problemu bym cię ominęła, gdybyś nie zajmował pół korytarza gruba świnio!
W tym momencie wszyscy świadkowie tej sceny wstrzymali oddech. Jedynie blondwłosa nie tylko nie zdawała sobie sprawy z kim zadarła, ale także nie wyglądała na przejętą groźnym tonem oraz spojrzeniem dwukrotnie od niej „większego” i cięższego chłopaka.
czwartek, 12 stycznia 2017
Dokąd zmierzasz? cz. 2
Odpowiedź chłopaka zbiła Joasię z tropu. Nie spodziewała się iż będzie ona śmiała i bezpardonowa. Spojrzała na niego ukradkiem. Wciąż się uśmiechał.
- No i z czego się cieszysz? - spytała oburzona
- Gdybyś mogła zobaczyć swoją minę...
- Nie gadaj tyle, bo znowu pójdziesz do odpowiedzi – rzuciła pierwszy argument, jaki tylko przyszedł jej do głowy
- A co, martwisz się żebym nie dostał kolejnej bańki? - spojrzał na nią znacząco, na co przewróciła oczami
- Po prostu chcę żebyś się już zamknął – zakończyła dyskusję. O dziwo, posłuchał jej. W końcu robił to też dla własnego dobra, bo gdyby nauczyciel zwrócił im uwagę za przeszkadzanie w lekcji to chłopak mógłby mieć już skomplikowaną sytuację z ocenami.
Na przerwie od razu kilku chłopaków utworzyło krąg wokół Joasi. Dziewczyna już żałowała swojego mocnego wejścia. Gdyby trzymała język za zębami i spuściła głowę, nikt by się nią nie zainteresował. Tymczasem każdy z piątki zgromadzonych przekrzykiwał się, chcąc zwrócić na siebie jej uwagę.
- Ej, dobra jesteś!
- Oprowadzić cię po szkole?
- Kiedy się zwijamy z lekcji?
- Zadziorna jesteś, chyba się polubimy.
- Niezłe wejście, naprawdę.
Ignorowała wszystkie komentarze i zaczepki. Przez chwilę rozglądała się bezradnie, lecz szybko odzyskała spokój. Bez słowa przedarła się między chłopakami i zdecydowanym krokiem ruszyła przed siebie. Miała nadzieję że nie będą iść za nią, bowiem nie miała ochoty na dziecinne ucieczki. Oni jednak zostali w miejscu, zaskoczeni jej reakcją.
- Ty, to jakieś dziwadło – skwitował jeden z nich – Najpierw się popisuje, a teraz teatrzyk.
- Za kogo ona się uważa?
- Księżniczka pieprzona.
Tym samym osiągnęła jednak swój cel. Zignorowała ich, więc oni zrobią to samo w stosunku do niej. Zamierzała tak robić z każdym, kto okaże jej swoje zainteresowanie...
- Nie potrzebuję przyjaciół – tłumaczyła sobie w myślach – Po co, skoro za rok lub pół znowu się przeprowadzę i znowu kontakt się urwie... Zresztą, doskonale radzę sobie sama.
Zanim trafiła na następną lekcję, obeszła chyba z pół szkoły w poszukiwaniu odpowiedniego numeru sali. Gdyby od razu zaczęła od drugiego piętra, zajęło by to mniej czasu. Spóźniona wpadła do środka, przeprosiła, rozejrzała się w poszukiwaniu wolnego miejsca w ławce, lecz zatrzymała ją anglistka.
- A ciebie to nie kojarzę z tej klasy.
- Bo ja od dzisiaj tu chodzę – odpowiedziała śmiało – Nie mogłam znaleźć sali, stąd spóźnienie.
- Dobrze, skoro już jesteś na środku... Pochwalisz się nam swoją wiedzą.
- Słucham? - spytała oburzona
- Po pierwsze, nie tym tonem dziewczyno. Po drugie, nie dostaniesz jeszcze za to oceny. Chcę się tylko zorientować na jakim etapie programu jesteś po nauce w innej szkole.
- Nie jestem przygotowana – nie zwlekając ani chwili ruszyła do jednej z ostatnich ławek. Zaskoczona nauczycielka milczała jeszcze przez moment, by zakomunikować jej groźnie iż na następnych zajęciach jej nie odpuści.
- Gwiazdeczka – stwierdziła jedna z dziewczyn w krótkich brązowych włosach – Wzięła się nie wiadomo skąd i uważa za cholera wie kogo.
- Przynajmniej będzie ciekawie – odpowiedział jej brunet
- Maciek... - westchnęła z politowaniem
- No co? Chce robić za nową czarną owcę w oczach nauczycieli? To niech robi.
- Ona jest taka... dziwna – wtrącił chłopak, który siedział z nią w ławce na historii – Trochę jakby śmieszna, może jakby wystraszona.
- Jak na moje to ona chce zaistnieć – dodała swoje trzy grosze druga brunetka, która miała dłuższe i ciemniejsze włosy niż koleżanka – Nowa szkoła, nowi ludzie. Popisuje się, a zobaczycie że na następnym angolu będzie potulnie odpowiadać na każde pytanie.
- Tak jak ty Marta? - zaśmiał się Maciek
- Po prostu jestem dobra. Jak wiem to mówię, co nie? Nie muszę zakuwać godzinami, żeby ogarnąć angielski. Sam coś powinieneś o tym wiedzieć, kujonie – trąciła go w bok
- No co, przecież tylko żartowałem. Seba, a co ty taki zamyślony?
- A nie, nic – momentalnie wrócił na ziemię – A tak w ogóle gdzie jest Rafał? - sprytnie zmienił temat
- Przeziębiony, w domu siedzi – odparła dziewczyna w krótkich włosach. Ania, bowiem tak miała na imię, chodziła z chłopakiem od dwóch miesięcy. Na początku liceum nic nie zapowiadało że będą parą. W ogóle siebie nie zauważali, nie rozmawiali, aż któregoś razu brunetka skręciła kostkę na zajęciach wychowania fizycznego. Trafiła wtedy do szkolnej pielęgniarki, gdzie po bójce opatrywany był Rafał. Zaczęli ze sobą rozmawiać, odkrywali że mają ze sobą wiele wspólnego. W końcu zaprosił ją na spacer, jeden, drugi, do cukierni, na kawę i ciastko, a nawet na koncert. Tak dobrze czuli się w swoim towarzystwie, iż nawet nie zdali sobie sprawy, kiedy ich relacja zaczęła przeradzać się w coś więcej. Aż w końcu chłopak zrozumiał że Ania nie jest dla niego już tylko koleżanką i poprosił by została jego dziewczyną.
Miała dość ukradkowych spojrzeń i świadomości że wszyscy o niej mówią, jakby przyszła z innej planety. Wiedziała że pierwszy dzień nie będzie łatwy, już nie raz przez to przechodziła, ale wciąż nie potrafiła zachować dystansu do całej sprawy. Z zewnątrz udało jej się doskonale zagrać, nie pokazała swoich emocji, sprawiała wrażenie iż nic jej nie obchodzi. Tak naprawdę miała ochotę udusić każdego, kto odwracał głowę w jej stronę. Czy nie mogą zająć się czymkolwiek innym? Niech skupią się na lekcji, rysują coś na ostatnich stronach zeszytów, zagrają w statki bądź kółko i krzyżyk... Irytowało ją to całe zamieszanie wywołane pojawieniem się jej osoby, choć nie było w tym nic dziwnego.
Na szczęście była już ostatnia lekcja. Jeszcze tylko kilka minut i wróci do domu. Zamknie się w pokoju, sama ze sobą. Dostanie tego upragnionego spokoju. Spojrzała na zegarek i westchnęła. Lekcja niemiłosiernie się dłużyła. Zaczęła bawić się palcami, lecz nagle w dłoń uderzyła ją zwinięta karteczka papieru. Podniosła wzrok i rozejrzała się dookoła, ale nie wiedziała skąd nadleciała. Niewiele myśląc rzuciła ją w kierunku kosza. Trafiła. Chociaż tyle.
Lecz chwilę później kolejne zawiniątko znalazło się na jej ławce. Tym razem zauważyła, że to chłopak, z którym siedziała w ławce na historii. Czego on znowu chciał? Zamierzała natychmiast mu oddać, ale coś pokazywał rękoma. Pokręciła głową, by dać mu do zrozumienia, iż nie ma pojęcia co chce jej przekazać.
- Sebastian – wtrąciła nauczycielka – A może powiesz nam na czym polega zjawisko indukcji magnetycznej?
- Noooo – powoli wstał – No jak magnetycznej to chyba coś tam z magnesem, tak?
- Co z magnesem?
- No że jak jest magnes to jest prąd, a jak zabieramy magnes to... nie ma? - spytał niepewnie
- Zasada prawej ręki?
Nie wiedział jak to wyjaśnić, więc postanowił że odpowie na to samo zagadnienie, lecz z innej dziedziny.
- W ruchu drogowym, na skrzyżowaniach równorzędnych ustępujemy pierwszeństwa pojazdom, które znajdują się po naszej prawej stronie – powiedział dumnie, na co część osób zareagowała śmiechem
- Żebyś ty tak pięknie recytował pojęcia z fizyki – westchnęła z politowaniem – Siadaj i nie przeszkadzaj już.
- Oczywiście, przepraszam.
W międzyczasie Joasia zaczęła bawić się karteczką. Kiedy nauczycielka wróciła do prowadzenia lekcji, zauważyła że w środku jest coś napisane. Zapewne to Sebastian chciał jej pokazać – by rozwinęła papier i przeczytała wiadomość.
„Nie stresuj się tak, zmiana szkoły to nic strasznego.”
- Ciekawe co ty możesz o tym wiedzieć – pomyślała
„Wcale się nie stresuję.” - odpisała, po czym spojrzała w stronę tablicy i rzuciła papierową kulkę do Sebastiana. Zobaczyła że rozwija papier, coś na nim pisze, a potem odrzuca go do niej.
„To dlaczego trzymasz się z daleka? Dlaczego stroisz fochy?”
„Nie potrzebuję towarzystwa i jasno daję to do zrozumienia.”
„Pieprzenie. Każdy człowiek potrzebuje kontaktu z innymi. Albo zgrywasz twardzielkę, albo oszukujesz samą siebie.”
„Nie twoja sprawa.” - liczyła że po tej wiadomości da sobie spokój, nie ryzykując iż po raz drugi w ciągu kilkunastu minut mógłby narazić się nauczycielce. Nic bardziej mylnego. W pierwszej chwili, gdy wzięła w palce karteczkę, chciała ją natychmiast wyrzucić do kosza. Jednak w głębi duszy coś nie pozwalało jej tego zrobić. Była ciekawa co napisał, choć chciała pokazać że wcale jej to nie interesuje i stanowczo uciąć tę wymianę zdań. Mocniej ścisnęła papier w dłoni, wciąż się wahając.
--------
Dzisiaj wyjątkowo będzie niedługi komentarz od autora.
Ta część jest właśnie tysięcznym scenem, który ukazał się na blogu. Spora liczba, kiedyś nawet nie myślałem że uda się do tylu dobić, szczególnie że ostatnie dwa lata zdecydowanie odbiegały ilością scenków od lat poprzednich. Ta ostatnia setka "szła" najdłużej, bowiem scen nr 900 ukazał się 27 listopada 2014. Sam spadek formy czy chęci skłonił mnie do kilku refleksji i myślę że to dobra okazja by się nimi podzielić.
Złote czasy blogów z opowiadaniami, które mają cokolwiek wspólnego z W11 niestety już dawno minęły. Z pewnością przyczynił się do tego spadek popularności serialu i w konsekwencji jego zniknięcie z anteny. Dzisiaj znam tylko cztery blogi (w tym swój) w tej tematyce, które jeszcze działają, są aktywne. Nie tylko blogów jest mniej, ale i czytelników. Dlatego też w tym momencie chciałbym podziękować wszystkim, którzy jeszcze czytają, którzy jeszcze komentują. Wiele razy, kiedy o tym wszystkim myślałem, pytałem siebie co dalej, kiedy to się skończy i jak. Czy w pewnym momencie skończą mi się pomysły i powiem dość, czy braknie mi czasu bądź chęci i tak z dnia na dzień się to skończy, czy po prostu blog zostanie zapomniany, a ostatnie sceny będę pisał sam dla siebie... Happy endu nie będzie, bo nie może być. Nawet gdyby kończyć w szczytowej formie, żegnanym przez kilkanaście komentarzy, to czy byłby to szczęśliwy koniec? Choć czasem nie wiem jak się zabrać do pisania czy ciężko mi znaleźć czas, to jednak wiem że dalej chcę pisać. Na tyle na ile potrafię. Póki jeszcze mogę i mam pomysły.
Wyszło trochę depresyjnie, ale chciałem przedstawić swoje spojrzenie na dzień dzisiejszy. Sporo czasu poświęciłem pisaniu, dużo się poprawiłem od momentu w którym zacząłem, po dość przypadkowym początku, gdzie miało się skończyć na jednej setce, może dwóch, na jednym roku. Ale o czasie innym razem, będzie jeszcze okazja.
- No i z czego się cieszysz? - spytała oburzona
- Gdybyś mogła zobaczyć swoją minę...
- Nie gadaj tyle, bo znowu pójdziesz do odpowiedzi – rzuciła pierwszy argument, jaki tylko przyszedł jej do głowy
- A co, martwisz się żebym nie dostał kolejnej bańki? - spojrzał na nią znacząco, na co przewróciła oczami
- Po prostu chcę żebyś się już zamknął – zakończyła dyskusję. O dziwo, posłuchał jej. W końcu robił to też dla własnego dobra, bo gdyby nauczyciel zwrócił im uwagę za przeszkadzanie w lekcji to chłopak mógłby mieć już skomplikowaną sytuację z ocenami.
Na przerwie od razu kilku chłopaków utworzyło krąg wokół Joasi. Dziewczyna już żałowała swojego mocnego wejścia. Gdyby trzymała język za zębami i spuściła głowę, nikt by się nią nie zainteresował. Tymczasem każdy z piątki zgromadzonych przekrzykiwał się, chcąc zwrócić na siebie jej uwagę.
- Ej, dobra jesteś!
- Oprowadzić cię po szkole?
- Kiedy się zwijamy z lekcji?
- Zadziorna jesteś, chyba się polubimy.
- Niezłe wejście, naprawdę.
Ignorowała wszystkie komentarze i zaczepki. Przez chwilę rozglądała się bezradnie, lecz szybko odzyskała spokój. Bez słowa przedarła się między chłopakami i zdecydowanym krokiem ruszyła przed siebie. Miała nadzieję że nie będą iść za nią, bowiem nie miała ochoty na dziecinne ucieczki. Oni jednak zostali w miejscu, zaskoczeni jej reakcją.
- Ty, to jakieś dziwadło – skwitował jeden z nich – Najpierw się popisuje, a teraz teatrzyk.
- Za kogo ona się uważa?
- Księżniczka pieprzona.
Tym samym osiągnęła jednak swój cel. Zignorowała ich, więc oni zrobią to samo w stosunku do niej. Zamierzała tak robić z każdym, kto okaże jej swoje zainteresowanie...
- Nie potrzebuję przyjaciół – tłumaczyła sobie w myślach – Po co, skoro za rok lub pół znowu się przeprowadzę i znowu kontakt się urwie... Zresztą, doskonale radzę sobie sama.
Zanim trafiła na następną lekcję, obeszła chyba z pół szkoły w poszukiwaniu odpowiedniego numeru sali. Gdyby od razu zaczęła od drugiego piętra, zajęło by to mniej czasu. Spóźniona wpadła do środka, przeprosiła, rozejrzała się w poszukiwaniu wolnego miejsca w ławce, lecz zatrzymała ją anglistka.
- A ciebie to nie kojarzę z tej klasy.
- Bo ja od dzisiaj tu chodzę – odpowiedziała śmiało – Nie mogłam znaleźć sali, stąd spóźnienie.
- Dobrze, skoro już jesteś na środku... Pochwalisz się nam swoją wiedzą.
- Słucham? - spytała oburzona
- Po pierwsze, nie tym tonem dziewczyno. Po drugie, nie dostaniesz jeszcze za to oceny. Chcę się tylko zorientować na jakim etapie programu jesteś po nauce w innej szkole.
- Nie jestem przygotowana – nie zwlekając ani chwili ruszyła do jednej z ostatnich ławek. Zaskoczona nauczycielka milczała jeszcze przez moment, by zakomunikować jej groźnie iż na następnych zajęciach jej nie odpuści.
- Gwiazdeczka – stwierdziła jedna z dziewczyn w krótkich brązowych włosach – Wzięła się nie wiadomo skąd i uważa za cholera wie kogo.
- Przynajmniej będzie ciekawie – odpowiedział jej brunet
- Maciek... - westchnęła z politowaniem
- No co? Chce robić za nową czarną owcę w oczach nauczycieli? To niech robi.
- Ona jest taka... dziwna – wtrącił chłopak, który siedział z nią w ławce na historii – Trochę jakby śmieszna, może jakby wystraszona.
- Jak na moje to ona chce zaistnieć – dodała swoje trzy grosze druga brunetka, która miała dłuższe i ciemniejsze włosy niż koleżanka – Nowa szkoła, nowi ludzie. Popisuje się, a zobaczycie że na następnym angolu będzie potulnie odpowiadać na każde pytanie.
- Tak jak ty Marta? - zaśmiał się Maciek
- Po prostu jestem dobra. Jak wiem to mówię, co nie? Nie muszę zakuwać godzinami, żeby ogarnąć angielski. Sam coś powinieneś o tym wiedzieć, kujonie – trąciła go w bok
- No co, przecież tylko żartowałem. Seba, a co ty taki zamyślony?
- A nie, nic – momentalnie wrócił na ziemię – A tak w ogóle gdzie jest Rafał? - sprytnie zmienił temat
- Przeziębiony, w domu siedzi – odparła dziewczyna w krótkich włosach. Ania, bowiem tak miała na imię, chodziła z chłopakiem od dwóch miesięcy. Na początku liceum nic nie zapowiadało że będą parą. W ogóle siebie nie zauważali, nie rozmawiali, aż któregoś razu brunetka skręciła kostkę na zajęciach wychowania fizycznego. Trafiła wtedy do szkolnej pielęgniarki, gdzie po bójce opatrywany był Rafał. Zaczęli ze sobą rozmawiać, odkrywali że mają ze sobą wiele wspólnego. W końcu zaprosił ją na spacer, jeden, drugi, do cukierni, na kawę i ciastko, a nawet na koncert. Tak dobrze czuli się w swoim towarzystwie, iż nawet nie zdali sobie sprawy, kiedy ich relacja zaczęła przeradzać się w coś więcej. Aż w końcu chłopak zrozumiał że Ania nie jest dla niego już tylko koleżanką i poprosił by została jego dziewczyną.
Miała dość ukradkowych spojrzeń i świadomości że wszyscy o niej mówią, jakby przyszła z innej planety. Wiedziała że pierwszy dzień nie będzie łatwy, już nie raz przez to przechodziła, ale wciąż nie potrafiła zachować dystansu do całej sprawy. Z zewnątrz udało jej się doskonale zagrać, nie pokazała swoich emocji, sprawiała wrażenie iż nic jej nie obchodzi. Tak naprawdę miała ochotę udusić każdego, kto odwracał głowę w jej stronę. Czy nie mogą zająć się czymkolwiek innym? Niech skupią się na lekcji, rysują coś na ostatnich stronach zeszytów, zagrają w statki bądź kółko i krzyżyk... Irytowało ją to całe zamieszanie wywołane pojawieniem się jej osoby, choć nie było w tym nic dziwnego.
Na szczęście była już ostatnia lekcja. Jeszcze tylko kilka minut i wróci do domu. Zamknie się w pokoju, sama ze sobą. Dostanie tego upragnionego spokoju. Spojrzała na zegarek i westchnęła. Lekcja niemiłosiernie się dłużyła. Zaczęła bawić się palcami, lecz nagle w dłoń uderzyła ją zwinięta karteczka papieru. Podniosła wzrok i rozejrzała się dookoła, ale nie wiedziała skąd nadleciała. Niewiele myśląc rzuciła ją w kierunku kosza. Trafiła. Chociaż tyle.
Lecz chwilę później kolejne zawiniątko znalazło się na jej ławce. Tym razem zauważyła, że to chłopak, z którym siedziała w ławce na historii. Czego on znowu chciał? Zamierzała natychmiast mu oddać, ale coś pokazywał rękoma. Pokręciła głową, by dać mu do zrozumienia, iż nie ma pojęcia co chce jej przekazać.
- Sebastian – wtrąciła nauczycielka – A może powiesz nam na czym polega zjawisko indukcji magnetycznej?
- Noooo – powoli wstał – No jak magnetycznej to chyba coś tam z magnesem, tak?
- Co z magnesem?
- No że jak jest magnes to jest prąd, a jak zabieramy magnes to... nie ma? - spytał niepewnie
- Zasada prawej ręki?
Nie wiedział jak to wyjaśnić, więc postanowił że odpowie na to samo zagadnienie, lecz z innej dziedziny.
- W ruchu drogowym, na skrzyżowaniach równorzędnych ustępujemy pierwszeństwa pojazdom, które znajdują się po naszej prawej stronie – powiedział dumnie, na co część osób zareagowała śmiechem
- Żebyś ty tak pięknie recytował pojęcia z fizyki – westchnęła z politowaniem – Siadaj i nie przeszkadzaj już.
- Oczywiście, przepraszam.
W międzyczasie Joasia zaczęła bawić się karteczką. Kiedy nauczycielka wróciła do prowadzenia lekcji, zauważyła że w środku jest coś napisane. Zapewne to Sebastian chciał jej pokazać – by rozwinęła papier i przeczytała wiadomość.
„Nie stresuj się tak, zmiana szkoły to nic strasznego.”
- Ciekawe co ty możesz o tym wiedzieć – pomyślała
„Wcale się nie stresuję.” - odpisała, po czym spojrzała w stronę tablicy i rzuciła papierową kulkę do Sebastiana. Zobaczyła że rozwija papier, coś na nim pisze, a potem odrzuca go do niej.
„To dlaczego trzymasz się z daleka? Dlaczego stroisz fochy?”
„Nie potrzebuję towarzystwa i jasno daję to do zrozumienia.”
„Pieprzenie. Każdy człowiek potrzebuje kontaktu z innymi. Albo zgrywasz twardzielkę, albo oszukujesz samą siebie.”
„Nie twoja sprawa.” - liczyła że po tej wiadomości da sobie spokój, nie ryzykując iż po raz drugi w ciągu kilkunastu minut mógłby narazić się nauczycielce. Nic bardziej mylnego. W pierwszej chwili, gdy wzięła w palce karteczkę, chciała ją natychmiast wyrzucić do kosza. Jednak w głębi duszy coś nie pozwalało jej tego zrobić. Była ciekawa co napisał, choć chciała pokazać że wcale jej to nie interesuje i stanowczo uciąć tę wymianę zdań. Mocniej ścisnęła papier w dłoni, wciąż się wahając.
--------
Dzisiaj wyjątkowo będzie niedługi komentarz od autora.
Ta część jest właśnie tysięcznym scenem, który ukazał się na blogu. Spora liczba, kiedyś nawet nie myślałem że uda się do tylu dobić, szczególnie że ostatnie dwa lata zdecydowanie odbiegały ilością scenków od lat poprzednich. Ta ostatnia setka "szła" najdłużej, bowiem scen nr 900 ukazał się 27 listopada 2014. Sam spadek formy czy chęci skłonił mnie do kilku refleksji i myślę że to dobra okazja by się nimi podzielić.
Złote czasy blogów z opowiadaniami, które mają cokolwiek wspólnego z W11 niestety już dawno minęły. Z pewnością przyczynił się do tego spadek popularności serialu i w konsekwencji jego zniknięcie z anteny. Dzisiaj znam tylko cztery blogi (w tym swój) w tej tematyce, które jeszcze działają, są aktywne. Nie tylko blogów jest mniej, ale i czytelników. Dlatego też w tym momencie chciałbym podziękować wszystkim, którzy jeszcze czytają, którzy jeszcze komentują. Wiele razy, kiedy o tym wszystkim myślałem, pytałem siebie co dalej, kiedy to się skończy i jak. Czy w pewnym momencie skończą mi się pomysły i powiem dość, czy braknie mi czasu bądź chęci i tak z dnia na dzień się to skończy, czy po prostu blog zostanie zapomniany, a ostatnie sceny będę pisał sam dla siebie... Happy endu nie będzie, bo nie może być. Nawet gdyby kończyć w szczytowej formie, żegnanym przez kilkanaście komentarzy, to czy byłby to szczęśliwy koniec? Choć czasem nie wiem jak się zabrać do pisania czy ciężko mi znaleźć czas, to jednak wiem że dalej chcę pisać. Na tyle na ile potrafię. Póki jeszcze mogę i mam pomysły.
Wyszło trochę depresyjnie, ale chciałem przedstawić swoje spojrzenie na dzień dzisiejszy. Sporo czasu poświęciłem pisaniu, dużo się poprawiłem od momentu w którym zacząłem, po dość przypadkowym początku, gdzie miało się skończyć na jednej setce, może dwóch, na jednym roku. Ale o czasie innym razem, będzie jeszcze okazja.
niedziela, 8 stycznia 2017
Dokąd zmierzasz? cz. 1
W ciszy siedziała w swoim pokoju, wsłuchując się w głosy dochodzące zza ściany. Rodzice głośno dyskutowali. Żadne z nich nie miało odwagi by porozmawiać z nią po kolejnej przeprowadzce. W swoim siedemnastoletnim życiu Joasia już pięciokrotnie była zmuszona do zmiany miejsca zamieszkania i szkoły. Zaczęło się siedem lat wcześniej, kiedy ojciec zachorował. Sprzedali dom i przenieśli się do bloku. A potem kolejny raz i jeszcze jeden... Wtedy nie rozumiała jeszcze co się dzieje, nie chcieli jej nic mówić. Z podsłuchanych i wyrwanych z kontekstu zdań niewiele mogła wywnioskować.
Coraz mniejsze mieszkania, coraz gorsza okolica. Na początku miał to być tylko okres przejściowy. Teraz, po latach, Joasia wiedziała że to była mrzonka. Że tak naprawdę nigdy już nie mieli szansy by wrócić do dawnego życia. I choć miała pretensje do rodziców, iż nie traktują jej poważnie, iż nie mówią jej całej prawdy, wiedziała że chcą dla niej jak najlepiej i się starają.
- Nie widzisz jak ona to znosi? - pytała z pretensjami matka dziewczyny – Nie dociera do ciebie że znowu rozpieprzyliśmy jej cały świat i wszystko musi zaczynać od nowa?
- Dociera – odparł cicho mężczyzna – Ale to właśnie dla niej. Zawsze jak się przeprowadzaliśmy to na coraz gorsze warunki. Pierwszy raz od siedmiu lat się poprawiło, rozumiesz? Dlaczego mielibyśmy dalej mieszkać w rozsypującej się kamienicy z podejrzanymi typami, żulami czy inną hołotą?
- Po prostu się o nią boję – wyznała z troską
- Da radę. Jest silna – przytulił żonę, a właśnie w tym momencie zza drzwi wychyliła się szczupła, blondwłosa postać. Miała długie, rozpuszczone włosy, delikatne rysy twarzy i bladą cerę. Na pierwszy rzut oka – skromna, delikatna, cicha nastolatka. Do idealnego obrazu nie pasował jednak jej ubiór: przetarte dżinsy, bluza z kapturem i trampki.
- Idę się przejść – rzuciła bezpardonowo i wyszła nie czekając na odpowiedź. Nie chciała słuchać że jest już ciemno, a na blokowisku o tej porze niekoniecznie jest bezpiecznie, że jest dopiero marzec, a ona chodzi już bez kurtki, bez czapki... Wiedziała że stoi za tym troska, ale słuchanie tych uwag było co najmniej męczące.
- Z deszczu pod rynnę – skwitowała w myślach – Przynajmniej w końcu jakieś normalne mieszkanie. Ciekawe na jak długo.
Ciągłe przeprowadzki odcisnęły swój ślad w jej psychice. Nawiązywanie nowych znajomości stało się trudniejsze niż kiedykolwiek. Podupadło jej zaufanie do rodziców. Przestała szukać pomocy na zewnątrz, sama zmagała się z problemami. Wierzyła że właśnie tego będzie od niej wymagać życie. Że samodzielność w tym wieku pozwoli jej lepiej radzić sobie w dorosłości. Chciała być silna.
Nie buntowała się, po prostu robiła to co uważała za słuszne. Nie obchodziło ją, że ktoś się z tym nie zgadza. Najwięcej spięć z tego powodu miała oczywiście z nauczycielami i rodzicami. Niejednokrotnie kończyło się tak że ci drudzy musieli pojawić się w szkole, a potem jeszcze przeprowadzić z córką rozmowę. Joasia zawsze jednak upierała się przy swoim.
Ponieważ dłonie jej zmarzły, postanowiła zakończyć spacer. Matka od razu zrobiła jej gorącej herbaty, by dziewczyna szybciej się ogrzała.
- Jutro musimy załatwić ci szkołę.
- Jak trzeba to trzeba – odparła obojętnie. Nie interesowało to jej, nie przejmowała się nowym otoczeniem. Przecież już kilka razy przez to przechodziła, dlaczego miałaby się stresować tak jak za pierwszym razem?
Na pierwszy dzień w nowej szkole Joasia nie szykowała niczego specjalnego. Ubrała te same przetarte dżinsy, ulubione trampki, zaś bluzę zamieniła na lekką, wiosenną kurtkę w kolorze czarnym. Z samego rana ojciec przyjechał z Asią do najbliższego liceum. Miała już tam od razu zostać na lekcjach. Kilkukrotnie dopytywał się czy na pewno jest przygotowana, czy wzięła wszystkie rzeczy, śniadanie, czy się nie boi. No tak, on jednak się denerwował. Dotychczas to żona zajmowała się przenoszeniem córki do innej szkoły, ale teraz, kiedy musiała być wcześnie w pracy, odpowiedzialność spadła na niego.
- Tato – westchnęła – Po co mi książki, skoro nawet nie wiem czy mają te same i jakie w ogóle będą dzisiaj lekcje.
- Ale chyba wzięłaś jakieś zeszyty, coś do pisania?
- Wzięłam, wzięłam – mruknęła, obserwując mijanych ludzi przez boczną szybę samochodu
- A...
- Poradzę sobie – zapewniła i odwróciła się w jego stronę z uśmiechem na twarzy. Choć spokój nastolatki ani trochę mu się nie udzielił, postanowił już nie zadawać więcej pytań.
W sekretariacie procedury poszły sprawnie. Głównie dlatego iż większość informacji oraz dokumentów szkoła miała uzyskać od placówki, w której poprzednio uczyła się dziewczyna. Oczywiście Joasia mogłaby mieć jeszcze dzisiaj wolne i spokojnie przygotować się do przenosin, ale rodzice nalegali by stało się to jak najszybciej. Ku jej rozczarowaniu, dyrektor zgodził się by dziewczyna jeszcze tego samego dnia pojawiła się na zajęciach swojej nowej klasy.
Na szczęście jej ojciec musiał już jechać do pracy i nie mógł być obecny przy rozmowie z nową wychowawczynią. Na pewno pochwaliłby się jaka to ona zdolna, tylko trzeba ją zmotywować. Ale o trudnym charakterze nie wspomniałby już ani słowa. Czułaby się głupio, że ojciec „wystawia jej laurkę”, a ona musiałaby udawać idealną.
Nigdy nie wątpiła w swoje możliwości, ale do nauki najzwyczajniej w świecie się nie przykładała. Nie miała planów na przyszłość, nie wiedziała co chce w życiu robić. Ale charakter musiała od razu pokazać. Niech wiedzą że nie przyszło tu jakieś słodkie dziewczę, tylko silna i pewna siebie osobowość.
Polonistka, która miała zostać nową wychowawczynią Asi, zamieniła z nią kilka słów o poprzedniej szkole. Na więcej nie było czasu – zadzwonił dzwonek na lekcję. Kobieta zaprowadziła blondynkę do sali i stanęła z nią na środku. Wszystkie pary oczu zwróciły się w ich stronę. Poczuła się jakby była zabawką w promocji, którą wystawiono właśnie na sklepową witrynę.
- Przepraszam że przeszkodzimy na chwilę – zwróciła się do nauczyciela historii – To jest Joanna. Od dzisiaj będzie chodzić z wami do klasy. Cieszymy się że wybrałaś naszą szkołę.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Dostała pierwszą okazję by pokazać na co ją stać.
- W sumie to miałam najbliżej – wtrąciła nieproszona, na co kilku chłopaków zaczęło klaskać. Wychowawczyni rzuciła im groźne spojrzenie i znów nastała cisza.
- To ja już nie przeszkadzam – oznajmiła, po czym opuściła salę, nie komentując zachowania Joasi. Uznała iż dziewczyna mogła być zestresowana sytuacją i w ten sposób chciała odreagować.
- Przedstaw się klasie i zajmij miejsce w ławce – poprosił spokojnym tonem nauczyciel
- No nareszcie, kończmy ten cyrk – westchnęła – Jak już słyszeliście, mam na imię Joanna – swoje imię specjalnie wypowiedziała przesadnie poważnym tonem – Cześć.
Nie zwracając na nic uwagi, przeszła przez całą klasę i zajęła miejsce w ostatniej ławce. Odpowiadało jej to, że nikt tam nie siedział, była sama. Mogła obserwować jak wszyscy rzucają jej ukradkowe spojrzenia, zaintrygowani jej osobą po niecodziennym przedstawieniu.
- Mam do ciebie jeszcze jedno pytanie Joanno – odezwał się nauczyciel – Co miałaś na myśli mówiąc cyrk? Mam nadzieję że nie moją lekcję – spytał spokojnie
- Ależ skąd – wstała by wyjaśnić swoje słowa – Po prostu ta cała otoczka, że nowa uczennica, te stanie na środku, no wie pan.
- No cóż... dzisiaj jesteś gwiazdą – odparł pół żartem, pół serio. Przerwało mu pojawienie się jeszcze jednego ucznia, który właśnie wpadł do sali jak burza, rzucił szybkie „dzień dobry” i od razu pognał do ostatniej ławki. Kiedy jednak zobaczył tam Joasię, natychmiast zawrócił.
- Przepraszam, pomyliłem sale.
Odpowiedział mu wybuch śmiechu. Zatrzymał się, rozejrzał i zobaczył znajome twarze. Wrócił na swoje miejsce, nie rozumiejąc jeszcze co takiego się stało.
- Gdybyś się nie spóźniał, to byś nie był taki zszokowany – oznajmił historyk – Ale najpierw zapraszam tutaj – wskazał miejsce obok biurka
- Muszę? - jęknął zawiedziony
- A jaka była umowa? Kto przypomni?
- Każde spóźnienie to odpowiedź przy tablicy – odpowiedziała jedna z dziewczyn. Chłopak od razu się poddał i przyjął ocenę niedostateczną. Wrócił do ławki, w której wciąż siedziała Joasia. Rozglądała się przez chwilę, ale tak naprawdę była skazana na czyjeś towarzystwo.
- Hej, skąd się tu wzięłaś? - spytał chłopak
- Spadłam z nieba – rzuciła ironicznie
- Bolało?
- Bardzo.
- Ty tak na poważnie?
- A ty? - po raz pierwszy na niego spojrzała. Miał gęste, ciemne włosy, brązowe oczy, lekki zarost na brodzie i szyi. Twarz wydawała się trochę „pulchna”, choć chłopak wcale nie był gruby.
- Dostosowałem się poziomem do ciebie – odparł, ku jej zaskoczeniu
Coraz mniejsze mieszkania, coraz gorsza okolica. Na początku miał to być tylko okres przejściowy. Teraz, po latach, Joasia wiedziała że to była mrzonka. Że tak naprawdę nigdy już nie mieli szansy by wrócić do dawnego życia. I choć miała pretensje do rodziców, iż nie traktują jej poważnie, iż nie mówią jej całej prawdy, wiedziała że chcą dla niej jak najlepiej i się starają.
- Nie widzisz jak ona to znosi? - pytała z pretensjami matka dziewczyny – Nie dociera do ciebie że znowu rozpieprzyliśmy jej cały świat i wszystko musi zaczynać od nowa?
- Dociera – odparł cicho mężczyzna – Ale to właśnie dla niej. Zawsze jak się przeprowadzaliśmy to na coraz gorsze warunki. Pierwszy raz od siedmiu lat się poprawiło, rozumiesz? Dlaczego mielibyśmy dalej mieszkać w rozsypującej się kamienicy z podejrzanymi typami, żulami czy inną hołotą?
- Po prostu się o nią boję – wyznała z troską
- Da radę. Jest silna – przytulił żonę, a właśnie w tym momencie zza drzwi wychyliła się szczupła, blondwłosa postać. Miała długie, rozpuszczone włosy, delikatne rysy twarzy i bladą cerę. Na pierwszy rzut oka – skromna, delikatna, cicha nastolatka. Do idealnego obrazu nie pasował jednak jej ubiór: przetarte dżinsy, bluza z kapturem i trampki.
- Idę się przejść – rzuciła bezpardonowo i wyszła nie czekając na odpowiedź. Nie chciała słuchać że jest już ciemno, a na blokowisku o tej porze niekoniecznie jest bezpiecznie, że jest dopiero marzec, a ona chodzi już bez kurtki, bez czapki... Wiedziała że stoi za tym troska, ale słuchanie tych uwag było co najmniej męczące.
- Z deszczu pod rynnę – skwitowała w myślach – Przynajmniej w końcu jakieś normalne mieszkanie. Ciekawe na jak długo.
Ciągłe przeprowadzki odcisnęły swój ślad w jej psychice. Nawiązywanie nowych znajomości stało się trudniejsze niż kiedykolwiek. Podupadło jej zaufanie do rodziców. Przestała szukać pomocy na zewnątrz, sama zmagała się z problemami. Wierzyła że właśnie tego będzie od niej wymagać życie. Że samodzielność w tym wieku pozwoli jej lepiej radzić sobie w dorosłości. Chciała być silna.
Nie buntowała się, po prostu robiła to co uważała za słuszne. Nie obchodziło ją, że ktoś się z tym nie zgadza. Najwięcej spięć z tego powodu miała oczywiście z nauczycielami i rodzicami. Niejednokrotnie kończyło się tak że ci drudzy musieli pojawić się w szkole, a potem jeszcze przeprowadzić z córką rozmowę. Joasia zawsze jednak upierała się przy swoim.
Ponieważ dłonie jej zmarzły, postanowiła zakończyć spacer. Matka od razu zrobiła jej gorącej herbaty, by dziewczyna szybciej się ogrzała.
- Jutro musimy załatwić ci szkołę.
- Jak trzeba to trzeba – odparła obojętnie. Nie interesowało to jej, nie przejmowała się nowym otoczeniem. Przecież już kilka razy przez to przechodziła, dlaczego miałaby się stresować tak jak za pierwszym razem?
Na pierwszy dzień w nowej szkole Joasia nie szykowała niczego specjalnego. Ubrała te same przetarte dżinsy, ulubione trampki, zaś bluzę zamieniła na lekką, wiosenną kurtkę w kolorze czarnym. Z samego rana ojciec przyjechał z Asią do najbliższego liceum. Miała już tam od razu zostać na lekcjach. Kilkukrotnie dopytywał się czy na pewno jest przygotowana, czy wzięła wszystkie rzeczy, śniadanie, czy się nie boi. No tak, on jednak się denerwował. Dotychczas to żona zajmowała się przenoszeniem córki do innej szkoły, ale teraz, kiedy musiała być wcześnie w pracy, odpowiedzialność spadła na niego.
- Tato – westchnęła – Po co mi książki, skoro nawet nie wiem czy mają te same i jakie w ogóle będą dzisiaj lekcje.
- Ale chyba wzięłaś jakieś zeszyty, coś do pisania?
- Wzięłam, wzięłam – mruknęła, obserwując mijanych ludzi przez boczną szybę samochodu
- A...
- Poradzę sobie – zapewniła i odwróciła się w jego stronę z uśmiechem na twarzy. Choć spokój nastolatki ani trochę mu się nie udzielił, postanowił już nie zadawać więcej pytań.
W sekretariacie procedury poszły sprawnie. Głównie dlatego iż większość informacji oraz dokumentów szkoła miała uzyskać od placówki, w której poprzednio uczyła się dziewczyna. Oczywiście Joasia mogłaby mieć jeszcze dzisiaj wolne i spokojnie przygotować się do przenosin, ale rodzice nalegali by stało się to jak najszybciej. Ku jej rozczarowaniu, dyrektor zgodził się by dziewczyna jeszcze tego samego dnia pojawiła się na zajęciach swojej nowej klasy.
Na szczęście jej ojciec musiał już jechać do pracy i nie mógł być obecny przy rozmowie z nową wychowawczynią. Na pewno pochwaliłby się jaka to ona zdolna, tylko trzeba ją zmotywować. Ale o trudnym charakterze nie wspomniałby już ani słowa. Czułaby się głupio, że ojciec „wystawia jej laurkę”, a ona musiałaby udawać idealną.
Nigdy nie wątpiła w swoje możliwości, ale do nauki najzwyczajniej w świecie się nie przykładała. Nie miała planów na przyszłość, nie wiedziała co chce w życiu robić. Ale charakter musiała od razu pokazać. Niech wiedzą że nie przyszło tu jakieś słodkie dziewczę, tylko silna i pewna siebie osobowość.
Polonistka, która miała zostać nową wychowawczynią Asi, zamieniła z nią kilka słów o poprzedniej szkole. Na więcej nie było czasu – zadzwonił dzwonek na lekcję. Kobieta zaprowadziła blondynkę do sali i stanęła z nią na środku. Wszystkie pary oczu zwróciły się w ich stronę. Poczuła się jakby była zabawką w promocji, którą wystawiono właśnie na sklepową witrynę.
- Przepraszam że przeszkodzimy na chwilę – zwróciła się do nauczyciela historii – To jest Joanna. Od dzisiaj będzie chodzić z wami do klasy. Cieszymy się że wybrałaś naszą szkołę.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Dostała pierwszą okazję by pokazać na co ją stać.
- W sumie to miałam najbliżej – wtrąciła nieproszona, na co kilku chłopaków zaczęło klaskać. Wychowawczyni rzuciła im groźne spojrzenie i znów nastała cisza.
- To ja już nie przeszkadzam – oznajmiła, po czym opuściła salę, nie komentując zachowania Joasi. Uznała iż dziewczyna mogła być zestresowana sytuacją i w ten sposób chciała odreagować.
- Przedstaw się klasie i zajmij miejsce w ławce – poprosił spokojnym tonem nauczyciel
- No nareszcie, kończmy ten cyrk – westchnęła – Jak już słyszeliście, mam na imię Joanna – swoje imię specjalnie wypowiedziała przesadnie poważnym tonem – Cześć.
Nie zwracając na nic uwagi, przeszła przez całą klasę i zajęła miejsce w ostatniej ławce. Odpowiadało jej to, że nikt tam nie siedział, była sama. Mogła obserwować jak wszyscy rzucają jej ukradkowe spojrzenia, zaintrygowani jej osobą po niecodziennym przedstawieniu.
- Mam do ciebie jeszcze jedno pytanie Joanno – odezwał się nauczyciel – Co miałaś na myśli mówiąc cyrk? Mam nadzieję że nie moją lekcję – spytał spokojnie
- Ależ skąd – wstała by wyjaśnić swoje słowa – Po prostu ta cała otoczka, że nowa uczennica, te stanie na środku, no wie pan.
- No cóż... dzisiaj jesteś gwiazdą – odparł pół żartem, pół serio. Przerwało mu pojawienie się jeszcze jednego ucznia, który właśnie wpadł do sali jak burza, rzucił szybkie „dzień dobry” i od razu pognał do ostatniej ławki. Kiedy jednak zobaczył tam Joasię, natychmiast zawrócił.
- Przepraszam, pomyliłem sale.
Odpowiedział mu wybuch śmiechu. Zatrzymał się, rozejrzał i zobaczył znajome twarze. Wrócił na swoje miejsce, nie rozumiejąc jeszcze co takiego się stało.
- Gdybyś się nie spóźniał, to byś nie był taki zszokowany – oznajmił historyk – Ale najpierw zapraszam tutaj – wskazał miejsce obok biurka
- Muszę? - jęknął zawiedziony
- A jaka była umowa? Kto przypomni?
- Każde spóźnienie to odpowiedź przy tablicy – odpowiedziała jedna z dziewczyn. Chłopak od razu się poddał i przyjął ocenę niedostateczną. Wrócił do ławki, w której wciąż siedziała Joasia. Rozglądała się przez chwilę, ale tak naprawdę była skazana na czyjeś towarzystwo.
- Hej, skąd się tu wzięłaś? - spytał chłopak
- Spadłam z nieba – rzuciła ironicznie
- Bolało?
- Bardzo.
- Ty tak na poważnie?
- A ty? - po raz pierwszy na niego spojrzała. Miał gęste, ciemne włosy, brązowe oczy, lekki zarost na brodzie i szyi. Twarz wydawała się trochę „pulchna”, choć chłopak wcale nie był gruby.
- Dostosowałem się poziomem do ciebie – odparł, ku jej zaskoczeniu
wtorek, 3 stycznia 2017
Drugie podejście cz. 15
Postanowiła nie reagować na niepokojące sygnały. Była przekonana że to Łukasz chce ją zastraszyć i zamierzała udowodnić, że mu się nie uda. Ania nie pochwalała jej podejścia. Co jeśli kobieta się myli? Co jeśli ma do czynienia z osobą niepoczytalną, z osobą która może być naprawdę niebezpieczna? Nie mogła na to patrzeć. Odłożyła nawet na bok swoje problemy, by pomóc siostrze. Właściwie nie musiała dużo zrobić. Wystarczyło że sprawami zajmie się ktoś, kto będzie w stanie pomóc...
Oczywiście miała na myśli Sebastiana. Spotkała się z nim, aby wyjawić mu całą prawdę. Wiedziała, że nie zlekceważy tego zagrożenia tak jak jej siostra i podejmie jakiekolwiek kroki.
- Co jest grane? - zapytał zaniepokojony, kiedy oznajmiła że chodzi o Aśkę
- Te kwiaty... Aśka podejrzewa że są od Łukasza. Od jej byłego.
- Od tego, którego uciekła?
Ania skinęła głową.
- Może być niebezpieczny?
- Nie wiem. Aśka zgrywa twardzielkę i udaje że się nie boi. Ale ten facet jest chyba zdolny do wszystkiego...
- Aśka jest dorosła, ma prawo robić co chce – był zły, że dowiaduje się tego nie od blondwłosej, a od jej siostry. Nie ufała mu? Czy może dalej złościła się na niego za te kilka słów, których powiedział za dużo? Skoro uważała że doskonale poradzi sobie sama, nie zamierzał ingerować w sprawę. Chciał już wstać, ale Anka go zatrzymała.
- Zaczekaj. Nie wiesz wszystkiego.
- Co jeszcze? - rzucił obojętnie
- Po kwiatach była koperta. Zdjęcia Aśki, w różnych sytuacjach. Ktoś ją obserwował.
Sebastian siedział nieruchomo. Kiedy usłyszał o zdjęciach, zrozumiał że sytuacja jest poważna i nie można tego lekceważyć.
- Jeśli ci na niej zależy, zrób coś z tym – oznajmiła błagalnym tonem
- Gdzie masz te zdjęcia?
Spuściła głowę. Wiedziała że Sebastian się wścieknie, ale musiała mu odpowiedzieć na to pytanie.
- No gdzie?
- Aśka je spaliła.
Zacisnął zęby, powstrzymując przekleństwa, które w tym momencie cisnęły mu się na usta. Nie dość że Aśka nie chciała złożyć zawiadomienia i wolała udawać że nic się nie dzieje, to jeszcze niszczyła dowody.
- Dobra, załatwię to. Tylko to zostaje między nami, jasne?
- Jasne – oznajmiła, zadowolona że zdołała go przekonać.
Sam nie był do końca przekonany co powinien zrobić. W jego głowie pojawiło się kilkanaście pomysłów, jednak żaden nie wydawał mu się w stu procentach skuteczny. W wolnej chwili w pracy sprawdził kartotekę byłego partnera Joasi. Poza tym że na przestrzeni lat dostał kilka mandatów za przekroczenie prędkości, nie znalazł nic, co mógłby wykorzystać jako swoją główną kartę przetargową.
Zanim podjął ostateczną decyzję, zaczekał na Joasię. Nie zamierzał konsultować z nią swoich działań, ale chciał porozmawiać, uzyskać odpowiedzi na kilka pytań.
- Asiu, musimy pogadać – oznajmił poważnym tonem, zapraszając ją do swojego pokoju. Zaskoczona kobieta bez słowa zajęła miejsce na krześle. Sebastian usiadł naprzeciw niej.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś o zdjęciach?
- Anka – oznajmiła, domyślając się że to ona opowiedziała o wszystkim – Uduszę ją.
- Dlaczego? - powtórzył zdecydowanie, ponownie zwracając jej uwagę na siebie
- Bo to mój problem i rozwiążę go sama.
- Udając że nic się nie stało? Proszę cię – powiedział z politowaniem
- On chce żebym się bała. A ja się nie dam.
- Zimna wojna, co? - spytał ironicznie – A co jeśli posunie się dalej? Co jeśli się mylisz i to nie on, tylko jakiś psychol, który zrobi ci krzywdę? Aśka, do cholery, to nie są żarty!
- Dam sobie radę – chciała już wyjść, ale Sebastian złapał ją za rękę
- Aśka – wycedził przez zęby – Daj sobie pomóc.
- No i co zrobisz? Pobijesz go, zamkniesz na dzień lub dwa? - spytała drwiąco
- Masz pewność że to on?
Skinęła głową. Intuicja nigdy jej zawiodła. Tym razem nie mogło być inaczej – nikt inny nie miał powodu by ją straszyć.
- Świetnie. Było coś po tych zdjęciach?
- Nic.
- Jak to nic? - podniósł brwi zaskoczony
- No po prostu, cisza. Żadnego sygnału.
- Może... zadzwoń do niego?
- Jemu właśnie o to chodzi, nie rozumiesz?
- Aśka, jaka ty jesteś uparta! - rzucił poirytowany bezradnością – Daj sobie pomóc.
- Nie mogę wiecznie polegać na tobie – oznajmiła głośno i wyraźnie
- Możesz. Po to jestem.
Wytrzeszczyła oczy. Powoli zaczęły do niej docierać jego słowa. Powoli zaczęła rozumieć dlaczego robił to wszystko, dlaczego ciągle jej pomagał. Od początku czuła, że nie robi tego bezinteresownie. Teraz wszystko stało się jasne.
- Muszę iść do pracy – oznajmiła nagle. To była pierwsza wymówka, jaka przyszła jej do głowy, by tylko nie zostać z nim dłużej w mieszkaniu. Nie chciała tego słyszeć, nie była jeszcze na to gotowa. Miała nadzieję że jeśli minie trochę czasu to ochłonie i zrozumie że nie powinien teraz rozmawiać z nią o uczuciach.
Teraz to ona unikała jego. Wieczorem od razu poszła pod prysznic i spać, rano nie wychodziła z pokoju, by myślał że jeszcze nie wstała. Wiedziała że to nie może tak długo trwać i prędzej czy później będzie musiała stanąć z nim twarzą w twarz.
Była wściekła. Nie na Sebastiana, nawet nie na Łukasza, tylko z bezradności. Nie wiedziała jak powiedzieć jednemu że za dużo działo się w jej życiu i potrzebuje czasu, a drugiemu by dał sobie spokój, bowiem i tak nie zamierzała do niego wrócić. Choćby miał ją porwać, trzymać pod kluczem – nigdy. Ucieczka pozwoliła jej odzyskać kontrolę nad swoim życiem, ale mimo że się broniła, że walczyła, znów ją straciła. Łukasz był górą, choć wcale nie dostał tego, czego chciał.
Sprawy jednak przybrały niespodziewany obrót. Dwa dni później do Joasi zadzwonił telefon. To był on. Dwukrotnie nie odbierała, dopiero za trzecim razem, kiedy zadzwonił z zastrzeżonego numeru.
- Halo? - odezwała się blondynka
- Asiu, tylko się nie rozłączaj – zaznaczył błagalnym tonem na wstępie – Przepraszam cię za wszystko. Teraz będzie inaczej.
- Oczywiście że będzie inaczej. Bo nie będziemy razem.
- Asia – westchnął – Potrzebuję cię jak nigdy wcześniej. Miałem wypadek na budowie, spadłem z wysokości.
Poczuła że robi się jej gorąco. Blef czy może jednak prawda? To by tłumaczyło jego „milczenie” w ostatnich dniach. Z trudem przełknęła ślinę i odparła drżącym głosem:
- Nie interesuje mnie to.
- Jestem sam, nie mam nikogo.
- Na własne życzenie – przerwała natychmiast, usiłując zachować zimną krew
- Nie przyjedziesz zobaczyć? Nie zapytasz nawet jak się czuję? - pytał z nadzieją
- Nie. I nie dzwoń do mnie więcej.
Zakończyła połączenie. Nie mogła uwierzyć że była tak okrutna, ale na nic innego nie zasługiwał. Trochę było jej go żal, ale musiała grać twardą, musiała mu pokazać że dla niego nie zdobędzie się nawet na odrobinę ludzkiej życzliwości.
Chwilę później otrzymała mmsa ze zdjęciem. Zobaczyła na nim Łukasza w szpitalnym łóżku.
„Po co mi to wysłałeś?” - napisała
„Nie wierzę że Cię to ani trochę nie rusza.”
„Ani trochę.”
Minęło kilkanaście minut nim otrzymała od niego kolejną wiadomość. Drżącymi palcami naciskała na ekran telefonu.
„Bardzo się na tobie zawiodłem. Zmieniłaś się. Wcale Cię nie znam. Jesteś potworem, wiesz? Nie chcę Cię znać. Nigdy Ci tego nie wybaczę. NIGDY!!!”
Łzy napłynęły jej do oczu. Nie wiedziała jednak czy to łzy szczęścia czy goryczy. Jeszcze nikogo tak źle nie potraktowała, nikt nie nazwał jej potworem, nikt nie miał do niej żalu (poza rodzicami). Z drugiej strony... czy to właśnie oznaczało że on jej nienawidzi? Że przestanie ją nękać, że właśnie się od niego uwolniła? Że wystarczyło go solidnie zranić?! Nie myślała że to mogło być takie proste... Nie, nie proste. Tak naprawdę to los tak pokierował wydarzeniami, że się udało.
Nie powinna cieszyć się z cudzego nieszczęścia. Nie, nie to dało jej tyle radości. Po prostu znów odzyskała kontrolę nad swoim życiem. Ale w domu czekała na nią jeszcze jedna sprawa do załatwienia...
- Pogadamy? - podeszła do Sebastiana i przysiadła obok na kanapie – Już po wszystkim. Chyba – uśmiechnęła się lekko
- Chyba? - powtórzył zdziwiony
- Łukasz mnie znienawidził. Miał wypadek, poprosił o spotkanie, a ja... okropnie go potraktowałam. Nie jestem z siebie dumna, ale... napisał że nie chce mnie znać.
- No to masz to co chciałaś.
- Mam. Ale... to nie wszystko. Ostatnio powiedziałeś coś... nie wiem czy dobrze to zrozumiałam.
- Powinienem powiedzieć to wprost... - domyślił się o czym mówiła
- Nie, nie mów – poprosiła, nim zdążył powiedzieć te słowa – Chcę żeby sytuacja między nami była jasna. Ja nie wykluczam że kiedyś... może... Ale na pewno nie teraz, przepraszam. W moim życiu ostatnio dużo się działo... Zbyt dużo. Chcę to uporządkować, ustabilizować.
- Rozumiem. Jeśli będziesz gotowa, będziesz chciała... - wziął głęboki oddech. Dla niego ta rozmowa też nie była łatwa – Poczekam.
- To może długo potrwać.
- Jestem cierpliwy – zapewnił, mrugnąwszy do niej obydwoma oczami
- Jest tylko jeden problem. W tej sytuacji chyba powinnam się wyprowadzić, co nie? - spytała z lekkim niepokojem
- A nie może być jak dotychczas? Przecież mamy osobne pokoje, kumplujemy się. Na to chyba sobie możesz pozwolić, prawda?
Zastanowiła się przez chwilę, choć odpowiedź mogła być tylko jedna. Pomyślała że za parę miesięcy sytuacja może faktycznie ulec zmianie.
- Prawda. Dzięki za wszystko – pocałowała go w policzek – Idę spać, chociaż nie wiem czy zasnę po takim dniu.
- A ja wypiję twoje zdrowie – oznajmił, sięgając po piwo. Odprowadził ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła za ścianą. I choć tym razem jej nie pomógł, cieszył się że wyszła z opresji cało.
Oczywiście miała na myśli Sebastiana. Spotkała się z nim, aby wyjawić mu całą prawdę. Wiedziała, że nie zlekceważy tego zagrożenia tak jak jej siostra i podejmie jakiekolwiek kroki.
- Co jest grane? - zapytał zaniepokojony, kiedy oznajmiła że chodzi o Aśkę
- Te kwiaty... Aśka podejrzewa że są od Łukasza. Od jej byłego.
- Od tego, którego uciekła?
Ania skinęła głową.
- Może być niebezpieczny?
- Nie wiem. Aśka zgrywa twardzielkę i udaje że się nie boi. Ale ten facet jest chyba zdolny do wszystkiego...
- Aśka jest dorosła, ma prawo robić co chce – był zły, że dowiaduje się tego nie od blondwłosej, a od jej siostry. Nie ufała mu? Czy może dalej złościła się na niego za te kilka słów, których powiedział za dużo? Skoro uważała że doskonale poradzi sobie sama, nie zamierzał ingerować w sprawę. Chciał już wstać, ale Anka go zatrzymała.
- Zaczekaj. Nie wiesz wszystkiego.
- Co jeszcze? - rzucił obojętnie
- Po kwiatach była koperta. Zdjęcia Aśki, w różnych sytuacjach. Ktoś ją obserwował.
Sebastian siedział nieruchomo. Kiedy usłyszał o zdjęciach, zrozumiał że sytuacja jest poważna i nie można tego lekceważyć.
- Jeśli ci na niej zależy, zrób coś z tym – oznajmiła błagalnym tonem
- Gdzie masz te zdjęcia?
Spuściła głowę. Wiedziała że Sebastian się wścieknie, ale musiała mu odpowiedzieć na to pytanie.
- No gdzie?
- Aśka je spaliła.
Zacisnął zęby, powstrzymując przekleństwa, które w tym momencie cisnęły mu się na usta. Nie dość że Aśka nie chciała złożyć zawiadomienia i wolała udawać że nic się nie dzieje, to jeszcze niszczyła dowody.
- Dobra, załatwię to. Tylko to zostaje między nami, jasne?
- Jasne – oznajmiła, zadowolona że zdołała go przekonać.
Sam nie był do końca przekonany co powinien zrobić. W jego głowie pojawiło się kilkanaście pomysłów, jednak żaden nie wydawał mu się w stu procentach skuteczny. W wolnej chwili w pracy sprawdził kartotekę byłego partnera Joasi. Poza tym że na przestrzeni lat dostał kilka mandatów za przekroczenie prędkości, nie znalazł nic, co mógłby wykorzystać jako swoją główną kartę przetargową.
Zanim podjął ostateczną decyzję, zaczekał na Joasię. Nie zamierzał konsultować z nią swoich działań, ale chciał porozmawiać, uzyskać odpowiedzi na kilka pytań.
- Asiu, musimy pogadać – oznajmił poważnym tonem, zapraszając ją do swojego pokoju. Zaskoczona kobieta bez słowa zajęła miejsce na krześle. Sebastian usiadł naprzeciw niej.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś o zdjęciach?
- Anka – oznajmiła, domyślając się że to ona opowiedziała o wszystkim – Uduszę ją.
- Dlaczego? - powtórzył zdecydowanie, ponownie zwracając jej uwagę na siebie
- Bo to mój problem i rozwiążę go sama.
- Udając że nic się nie stało? Proszę cię – powiedział z politowaniem
- On chce żebym się bała. A ja się nie dam.
- Zimna wojna, co? - spytał ironicznie – A co jeśli posunie się dalej? Co jeśli się mylisz i to nie on, tylko jakiś psychol, który zrobi ci krzywdę? Aśka, do cholery, to nie są żarty!
- Dam sobie radę – chciała już wyjść, ale Sebastian złapał ją za rękę
- Aśka – wycedził przez zęby – Daj sobie pomóc.
- No i co zrobisz? Pobijesz go, zamkniesz na dzień lub dwa? - spytała drwiąco
- Masz pewność że to on?
Skinęła głową. Intuicja nigdy jej zawiodła. Tym razem nie mogło być inaczej – nikt inny nie miał powodu by ją straszyć.
- Świetnie. Było coś po tych zdjęciach?
- Nic.
- Jak to nic? - podniósł brwi zaskoczony
- No po prostu, cisza. Żadnego sygnału.
- Może... zadzwoń do niego?
- Jemu właśnie o to chodzi, nie rozumiesz?
- Aśka, jaka ty jesteś uparta! - rzucił poirytowany bezradnością – Daj sobie pomóc.
- Nie mogę wiecznie polegać na tobie – oznajmiła głośno i wyraźnie
- Możesz. Po to jestem.
Wytrzeszczyła oczy. Powoli zaczęły do niej docierać jego słowa. Powoli zaczęła rozumieć dlaczego robił to wszystko, dlaczego ciągle jej pomagał. Od początku czuła, że nie robi tego bezinteresownie. Teraz wszystko stało się jasne.
- Muszę iść do pracy – oznajmiła nagle. To była pierwsza wymówka, jaka przyszła jej do głowy, by tylko nie zostać z nim dłużej w mieszkaniu. Nie chciała tego słyszeć, nie była jeszcze na to gotowa. Miała nadzieję że jeśli minie trochę czasu to ochłonie i zrozumie że nie powinien teraz rozmawiać z nią o uczuciach.
Teraz to ona unikała jego. Wieczorem od razu poszła pod prysznic i spać, rano nie wychodziła z pokoju, by myślał że jeszcze nie wstała. Wiedziała że to nie może tak długo trwać i prędzej czy później będzie musiała stanąć z nim twarzą w twarz.
Była wściekła. Nie na Sebastiana, nawet nie na Łukasza, tylko z bezradności. Nie wiedziała jak powiedzieć jednemu że za dużo działo się w jej życiu i potrzebuje czasu, a drugiemu by dał sobie spokój, bowiem i tak nie zamierzała do niego wrócić. Choćby miał ją porwać, trzymać pod kluczem – nigdy. Ucieczka pozwoliła jej odzyskać kontrolę nad swoim życiem, ale mimo że się broniła, że walczyła, znów ją straciła. Łukasz był górą, choć wcale nie dostał tego, czego chciał.
Sprawy jednak przybrały niespodziewany obrót. Dwa dni później do Joasi zadzwonił telefon. To był on. Dwukrotnie nie odbierała, dopiero za trzecim razem, kiedy zadzwonił z zastrzeżonego numeru.
- Halo? - odezwała się blondynka
- Asiu, tylko się nie rozłączaj – zaznaczył błagalnym tonem na wstępie – Przepraszam cię za wszystko. Teraz będzie inaczej.
- Oczywiście że będzie inaczej. Bo nie będziemy razem.
- Asia – westchnął – Potrzebuję cię jak nigdy wcześniej. Miałem wypadek na budowie, spadłem z wysokości.
Poczuła że robi się jej gorąco. Blef czy może jednak prawda? To by tłumaczyło jego „milczenie” w ostatnich dniach. Z trudem przełknęła ślinę i odparła drżącym głosem:
- Nie interesuje mnie to.
- Jestem sam, nie mam nikogo.
- Na własne życzenie – przerwała natychmiast, usiłując zachować zimną krew
- Nie przyjedziesz zobaczyć? Nie zapytasz nawet jak się czuję? - pytał z nadzieją
- Nie. I nie dzwoń do mnie więcej.
Zakończyła połączenie. Nie mogła uwierzyć że była tak okrutna, ale na nic innego nie zasługiwał. Trochę było jej go żal, ale musiała grać twardą, musiała mu pokazać że dla niego nie zdobędzie się nawet na odrobinę ludzkiej życzliwości.
Chwilę później otrzymała mmsa ze zdjęciem. Zobaczyła na nim Łukasza w szpitalnym łóżku.
„Po co mi to wysłałeś?” - napisała
„Nie wierzę że Cię to ani trochę nie rusza.”
„Ani trochę.”
Minęło kilkanaście minut nim otrzymała od niego kolejną wiadomość. Drżącymi palcami naciskała na ekran telefonu.
„Bardzo się na tobie zawiodłem. Zmieniłaś się. Wcale Cię nie znam. Jesteś potworem, wiesz? Nie chcę Cię znać. Nigdy Ci tego nie wybaczę. NIGDY!!!”
Łzy napłynęły jej do oczu. Nie wiedziała jednak czy to łzy szczęścia czy goryczy. Jeszcze nikogo tak źle nie potraktowała, nikt nie nazwał jej potworem, nikt nie miał do niej żalu (poza rodzicami). Z drugiej strony... czy to właśnie oznaczało że on jej nienawidzi? Że przestanie ją nękać, że właśnie się od niego uwolniła? Że wystarczyło go solidnie zranić?! Nie myślała że to mogło być takie proste... Nie, nie proste. Tak naprawdę to los tak pokierował wydarzeniami, że się udało.
Nie powinna cieszyć się z cudzego nieszczęścia. Nie, nie to dało jej tyle radości. Po prostu znów odzyskała kontrolę nad swoim życiem. Ale w domu czekała na nią jeszcze jedna sprawa do załatwienia...
- Pogadamy? - podeszła do Sebastiana i przysiadła obok na kanapie – Już po wszystkim. Chyba – uśmiechnęła się lekko
- Chyba? - powtórzył zdziwiony
- Łukasz mnie znienawidził. Miał wypadek, poprosił o spotkanie, a ja... okropnie go potraktowałam. Nie jestem z siebie dumna, ale... napisał że nie chce mnie znać.
- No to masz to co chciałaś.
- Mam. Ale... to nie wszystko. Ostatnio powiedziałeś coś... nie wiem czy dobrze to zrozumiałam.
- Powinienem powiedzieć to wprost... - domyślił się o czym mówiła
- Nie, nie mów – poprosiła, nim zdążył powiedzieć te słowa – Chcę żeby sytuacja między nami była jasna. Ja nie wykluczam że kiedyś... może... Ale na pewno nie teraz, przepraszam. W moim życiu ostatnio dużo się działo... Zbyt dużo. Chcę to uporządkować, ustabilizować.
- Rozumiem. Jeśli będziesz gotowa, będziesz chciała... - wziął głęboki oddech. Dla niego ta rozmowa też nie była łatwa – Poczekam.
- To może długo potrwać.
- Jestem cierpliwy – zapewnił, mrugnąwszy do niej obydwoma oczami
- Jest tylko jeden problem. W tej sytuacji chyba powinnam się wyprowadzić, co nie? - spytała z lekkim niepokojem
- A nie może być jak dotychczas? Przecież mamy osobne pokoje, kumplujemy się. Na to chyba sobie możesz pozwolić, prawda?
Zastanowiła się przez chwilę, choć odpowiedź mogła być tylko jedna. Pomyślała że za parę miesięcy sytuacja może faktycznie ulec zmianie.
- Prawda. Dzięki za wszystko – pocałowała go w policzek – Idę spać, chociaż nie wiem czy zasnę po takim dniu.
- A ja wypiję twoje zdrowie – oznajmił, sięgając po piwo. Odprowadził ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła za ścianą. I choć tym razem jej nie pomógł, cieszył się że wyszła z opresji cało.
poniedziałek, 2 stycznia 2017
Drugie podejście cz. 14
Myślała że to koniec. Że wszystko co złe ma już za sobą i teraz idzie wyłącznie ku dobremu. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo się myliła. A wszystko zaczęło się pewnego wieczoru...
Za pół godziny kończyła swoją zmianę. W holu było pusto, większość gości spędzała wieczór w pokojach bądź w hotelowej restauracji. Wtedy w progu pojawił się kurier z kwiatami. Rozejrzał się, po czym ruszył w stronę blondwłosej.
- W czym mogę pomóc? - spytała, przekonana że bukiet ma trafić w ręce któregoś z gości. Spojrzała na monitor, przygotowując się do wyszukania nazwiska.
- Kwiaty dla pani Joanny Hajki – oznajmił, nie wiedząc jeszcze że to ona. Podniosła nagle wzrok i zmarszczyła czoło.
- Przepraszam, dla kogo?
Mężczyzna powtórzył jej imię i nazwisko. Nie przesłyszała się.
- To ja – odparła zdumiona. Odebrała bukiet i podpisała pokwitowanie. Obejrzała dokładnie te kilkanaście czerwonych róż. W środku znajdowała się niewielka karteczka. Bezzwłocznie wyciągnęła ją i odczytała zawartość.
- Dla najpiękniejszej kobiety na świecie – przeczytała w myślach rozbawiona – Banał.
Odłożyła kwiaty na bok i jeszcze raz przyjrzała się zapisanym słowom. Starała się odgadnąć do kogo może należeć ten charakter pisma. Pochylone, starannie poprowadzone kreski nie przypominały jej żadnego ze znanych jej stylów. A tajemniczy wielbiciel nie zostawił żadnego podpisu. Nic, co mogłoby jej kogokolwiek zasugerować. Widocznie chciał ją zaintrygować. Chciał ją zmusić do zastanowienia, by wytężyła swój umysł i rozejrzała się. Może właśnie o to mu chodziło – żeby to ona go zauważyła.
Wracając do domu przeanalizowała kilka możliwości i doszła do wniosku że jest tylko dwóch kandydatów. Sebastian, co jednak wydawało się jej mało prawdopodobne, oraz Kamil, kolega z pracy. Był dla niej bardzo miły, dopytywał czy podoba się jej w pracy, jak się dogaduje z resztą ekipy. W pewnym momencie odniosła wrażenie że wpadła mu w oko, ale wtedy właśnie odsunął się w cień. Gdyby miała kogoś wskazać, to właśnie jego.
Postanowiła że nie da się wciągnąć w żadną grę. Na razie będzie udawać że kwiaty nie zrobiły na niej żadnego wrażenia i poczeka na kolejny ruch mężczyzny.
Kiedy wróciła do domu, Sebastian jeszcze nie spał. Siedział w kuchni i popijał piwo. Na widok Joasi z pokaźnym bukietem poczuł pewnego rodzaju ukłucie. Nie odezwał się ani słowem. Wyrzucał sobie własną głupotę, że zamiast coś zrobić, to czekał właściwie nie wiadomo na co. Wolał kryć się ze swoimi uczuciami niż zagrać va bank, tym samym skazując się na porażkę. Nie ponosząc żadnego ryzyka nie mógł nic zyskać.
- Nie wiedziałem że znalazłaś sobie faceta – mruknął, kiedy pojawiła się w pobliżu
- Bo nie znalazłam – wzruszyła ramionami
- Chyba nie powiesz że sama sobie kupiłaś ten bukiet.
- No nie, ale... i tak nie wiem od kogo jest.
Pokiwał głową. Zabawa w tajemniczego wielbiciela. W każdej chwili mógłby się podłączyć, dać jej kolejny bukiet i powiedzieć że tamten też był od niego... ale kłamstwo pewnie i tak by wyszło na jaw. Pociągnął solidny łyk, dopijając resztę piwa.
- Ale was strasznie łatwo kupić.
- Słucham? - spytała z nutką zdumienia i irytacji w głosie
- Wystarczy trochę podchodów, jakaś niespodzianka i już jesteście na każde skinienie palcem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz.
- Tak, zaraz powiesz mi że te kwiaty wcale ci się nie podobają i nie interesuje cię kto je przysłał – złość wywołana bezradnością zaczęła brać nad nim górę
- O co ci do cholery chodzi?
- O nic. Jestem zmęczony, idę spać.
Nie zdążyła nic już dodać, bowiem natychmiast poszedł do siebie. Nie chciał się kłócić, nie z nią. O ile szybko zdał sobie sprawę dlaczego tak się zachował, Joasia nie znalazła odpowiedzi. Najzwyczajniej w świecie był zazdrosny.
Kolejne dwa dni przyniosły Joasi kolejne dwa bukiety. Znów róże, znów bileciki bez podpisu. Na jednym z nich wiadomość brzmiała „Bez ciebie moje życie to wegetacja”, na następnym „Jak patrzę na ciebie to widzę anioła”. Blondynkę rozbawiły oba przekazy, stwierdziła że jej tajemniczy wielbiciel musi być w nią bardzo zapatrzony, a także mieć spore poczucie humoru. Nie mogła wiedzieć, że te całe „podchody”, jak to określił Sebastian, wcale nie są takie zabawne...
Przekonać ją miała następna przesyłka. Dowiedziała się o niej od siostry. Ktoś podrzucił kopertę podpisaną jej imieniem i nazwiskiem do akademika, pod drzwi pokoju Anki. Jedna ze współlokatorek szatynki ją znalazła, a następnie przekazała dziewczynie. Ona z kolei zadzwoniła do blondwłosej.
Wybrała się do siostry z rana, przed pracą. Była trochę zaskoczona że Ania nie wybiera się na zajęcia. Kiedy dotarła na miejsce, zrozumiała dlaczego. Dziewczyna siedziała na łóżku w dresach, nieuczesana, bez makijażu. Oczy wciąż miała opuchnięte po płaczu. W tym momencie Joasia zdała sobie sprawę, iż ostatnio skupiła się głównie na sobie i zaniedbała siostrę.
- Co się stało? - spytała zaniepokojona
- A, szkoda gadać – odwróciła się w stronę okna
- Mów. Jadłaś coś w ogóle? Zrobię ci jakieś śniadanie.
- Nie trzeba – rzuciła, lecz Joasia puściła to mimo uszu. Chwilę później na stoliku pojawił się talerz z kanapkami.
- Siadaj i jedz – zwróciła się do siostry z troską – Ja też zjem.
Dopiero wtedy Ania zmusiła się by przełknąć choć jedną kromkę, mimo że nie była ani trochę głodna. Wiedziała że Aśka nie da za wygraną.
- Damian ze mną zerwał – powiedziała cicho – Myśli że go zdradziłam.
- Ale... jak to myśli?
- Przesadziłam z alkoholem na jednej z imprez. Kleił się do mnie taki jeden chłopak, a ja byłam już półprzytomna. Nie miałam siły się bronić, nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego co się dzieje.
- Co za świnia! - wypaliła, przerywając siostrze. W pierwszej chwili chciała ją skarcić, ale Ania była już w tak złym stanie, że nie miała serca tego robić.
- A Damian mnie szukał no i znalazł... w objęciach innego.
- Dupek.
- Słucham? - uniosła brwi zdumiona
- Gdzie był wcześniej jak się upijałaś, co? Powinien dotrzymywać ci towarzystwa, powinien cię pilnować, żeby nikt cię nie skrzywdził i przede wszystkim, nie powinien był pozwalać ci tyle pić.
- Aśka – powiedziała błagalnym tonem – To nie jest jego wina.
- Chcesz do niego wrócić?
- Jeszcze się pytasz – rzuciła oburzona – Przecież ja go kocham...
Joasia skinęła głową. Obiecała sobie iż jeszcze tego samego dnia porozmawia z chłopakiem. Z drugiej strony czuła się winna że dopiero teraz dowiedziała się o problemach siostry. Zapomniałaby o przesyłce, gdyby nie czujność szatynki.
- Właśnie, chyba miałam ci coś dać – sięgnęła po kopertę i wręczyła ją Joasi. W pierwszej chwili kobieta chciała wrzucić ją do torebki, ale kiedy zobaczyła znaczące spojrzenie Anki, westchnęła głośno i postanowiła sprawdzić zawartość przy niej.
- Wyobraź sobie że przez ostatnie trzy dni dostawałam kwiaty. Róże, czerwone. Cały bukiet – wyjaśniła krótko
- Cichy wielbiciel? - spytała zaintrygowana szatynka
- Myślałam że to kolega z pracy, ale skoro koperta trafiła pod twoje drzwi...
- Chyba że koperta nie ma związku z kwiatami.
- Myślisz?
- A co jest w środku?
Dopiero teraz Joasia spojrzała na kopertę. Wyciągnęła z niej kilka zdjęć i zamarła. Nie miała nawet odwagi by spojrzeć na następne. Upuściła je na stół i ukryła twarz w dłoniach. Ania podeszła bliżej, by zobaczyć co takiego przestraszyło blondynkę. Wzięła jedno ze zdjęć i zobaczyła na nim Joasię przed akademikiem.
- O kurwa – powiedziała cicho, spoglądając na następne. Na każdym z nich była ona. W pracy, na zakupach, na spacerze w parku. Ktoś musiał ją śledzić. Cały czas była obserwowana. Gdzieś między zdjęciami wystawała karteczka. Dziewczyna natychmiast chwyciła ją w palce i przeczytała zapisane na niej słowa.
- Aśka, nie chcę cię martwić, ale ten twój wielbiciel to chyba jakiś psychol.
- Co napisał?
- Mam nadzieję że kwiaty się spodobały. Chcesz więcej?
- Dlaczego ja zawsze muszę mieć takiego pecha? - wyszeptała zrozpaczona. Ania przytuliła ją.
- Będzie dobrze. Musisz powiedzieć Sebastianowi.
- O nie – zaprotestowała natychmiast – Nie będę mu zawracać głowy swoimi problemami. Zresztą... ścięliśmy się o te kwiaty i mam wrażenie że od tamtej chwili mnie unika.
- Pieprzyć to! Tu chodzi o twoje bezpieczeństwo, Aśka! - zapadła chwila ciszy, w której szatynka jeszcze raz przeanalizowała to co przed chwilą usłyszała – Czekaj. Pokłóciliście się bo dostałaś kwiaty?
- Zaraz pokłóciliście... Ale był jakiś taki dziwny. Taki zaczepny, zdenerwowany...
- Aśka, idiotko! - wypaliła – On jest zazdrosny, rozumiesz?!
- Chyba ty.
- Podobasz mu się do cholery! Idź do niego, powiedz mu wszystko. Nie odmówi ci.
- Nie – rzuciła stanowczo – Sama to załatwię.
- Ale jak?
- Chyba wiem kto chciałby żebym się bała.
- Mam nadzieję że nie masz na myśli Sebastiana – rzekła zaniepokojona
- Nie.
Za pół godziny kończyła swoją zmianę. W holu było pusto, większość gości spędzała wieczór w pokojach bądź w hotelowej restauracji. Wtedy w progu pojawił się kurier z kwiatami. Rozejrzał się, po czym ruszył w stronę blondwłosej.
- W czym mogę pomóc? - spytała, przekonana że bukiet ma trafić w ręce któregoś z gości. Spojrzała na monitor, przygotowując się do wyszukania nazwiska.
- Kwiaty dla pani Joanny Hajki – oznajmił, nie wiedząc jeszcze że to ona. Podniosła nagle wzrok i zmarszczyła czoło.
- Przepraszam, dla kogo?
Mężczyzna powtórzył jej imię i nazwisko. Nie przesłyszała się.
- To ja – odparła zdumiona. Odebrała bukiet i podpisała pokwitowanie. Obejrzała dokładnie te kilkanaście czerwonych róż. W środku znajdowała się niewielka karteczka. Bezzwłocznie wyciągnęła ją i odczytała zawartość.
- Dla najpiękniejszej kobiety na świecie – przeczytała w myślach rozbawiona – Banał.
Odłożyła kwiaty na bok i jeszcze raz przyjrzała się zapisanym słowom. Starała się odgadnąć do kogo może należeć ten charakter pisma. Pochylone, starannie poprowadzone kreski nie przypominały jej żadnego ze znanych jej stylów. A tajemniczy wielbiciel nie zostawił żadnego podpisu. Nic, co mogłoby jej kogokolwiek zasugerować. Widocznie chciał ją zaintrygować. Chciał ją zmusić do zastanowienia, by wytężyła swój umysł i rozejrzała się. Może właśnie o to mu chodziło – żeby to ona go zauważyła.
Wracając do domu przeanalizowała kilka możliwości i doszła do wniosku że jest tylko dwóch kandydatów. Sebastian, co jednak wydawało się jej mało prawdopodobne, oraz Kamil, kolega z pracy. Był dla niej bardzo miły, dopytywał czy podoba się jej w pracy, jak się dogaduje z resztą ekipy. W pewnym momencie odniosła wrażenie że wpadła mu w oko, ale wtedy właśnie odsunął się w cień. Gdyby miała kogoś wskazać, to właśnie jego.
Postanowiła że nie da się wciągnąć w żadną grę. Na razie będzie udawać że kwiaty nie zrobiły na niej żadnego wrażenia i poczeka na kolejny ruch mężczyzny.
Kiedy wróciła do domu, Sebastian jeszcze nie spał. Siedział w kuchni i popijał piwo. Na widok Joasi z pokaźnym bukietem poczuł pewnego rodzaju ukłucie. Nie odezwał się ani słowem. Wyrzucał sobie własną głupotę, że zamiast coś zrobić, to czekał właściwie nie wiadomo na co. Wolał kryć się ze swoimi uczuciami niż zagrać va bank, tym samym skazując się na porażkę. Nie ponosząc żadnego ryzyka nie mógł nic zyskać.
- Nie wiedziałem że znalazłaś sobie faceta – mruknął, kiedy pojawiła się w pobliżu
- Bo nie znalazłam – wzruszyła ramionami
- Chyba nie powiesz że sama sobie kupiłaś ten bukiet.
- No nie, ale... i tak nie wiem od kogo jest.
Pokiwał głową. Zabawa w tajemniczego wielbiciela. W każdej chwili mógłby się podłączyć, dać jej kolejny bukiet i powiedzieć że tamten też był od niego... ale kłamstwo pewnie i tak by wyszło na jaw. Pociągnął solidny łyk, dopijając resztę piwa.
- Ale was strasznie łatwo kupić.
- Słucham? - spytała z nutką zdumienia i irytacji w głosie
- Wystarczy trochę podchodów, jakaś niespodzianka i już jesteście na każde skinienie palcem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz.
- Tak, zaraz powiesz mi że te kwiaty wcale ci się nie podobają i nie interesuje cię kto je przysłał – złość wywołana bezradnością zaczęła brać nad nim górę
- O co ci do cholery chodzi?
- O nic. Jestem zmęczony, idę spać.
Nie zdążyła nic już dodać, bowiem natychmiast poszedł do siebie. Nie chciał się kłócić, nie z nią. O ile szybko zdał sobie sprawę dlaczego tak się zachował, Joasia nie znalazła odpowiedzi. Najzwyczajniej w świecie był zazdrosny.
Kolejne dwa dni przyniosły Joasi kolejne dwa bukiety. Znów róże, znów bileciki bez podpisu. Na jednym z nich wiadomość brzmiała „Bez ciebie moje życie to wegetacja”, na następnym „Jak patrzę na ciebie to widzę anioła”. Blondynkę rozbawiły oba przekazy, stwierdziła że jej tajemniczy wielbiciel musi być w nią bardzo zapatrzony, a także mieć spore poczucie humoru. Nie mogła wiedzieć, że te całe „podchody”, jak to określił Sebastian, wcale nie są takie zabawne...
Przekonać ją miała następna przesyłka. Dowiedziała się o niej od siostry. Ktoś podrzucił kopertę podpisaną jej imieniem i nazwiskiem do akademika, pod drzwi pokoju Anki. Jedna ze współlokatorek szatynki ją znalazła, a następnie przekazała dziewczynie. Ona z kolei zadzwoniła do blondwłosej.
Wybrała się do siostry z rana, przed pracą. Była trochę zaskoczona że Ania nie wybiera się na zajęcia. Kiedy dotarła na miejsce, zrozumiała dlaczego. Dziewczyna siedziała na łóżku w dresach, nieuczesana, bez makijażu. Oczy wciąż miała opuchnięte po płaczu. W tym momencie Joasia zdała sobie sprawę, iż ostatnio skupiła się głównie na sobie i zaniedbała siostrę.
- Co się stało? - spytała zaniepokojona
- A, szkoda gadać – odwróciła się w stronę okna
- Mów. Jadłaś coś w ogóle? Zrobię ci jakieś śniadanie.
- Nie trzeba – rzuciła, lecz Joasia puściła to mimo uszu. Chwilę później na stoliku pojawił się talerz z kanapkami.
- Siadaj i jedz – zwróciła się do siostry z troską – Ja też zjem.
Dopiero wtedy Ania zmusiła się by przełknąć choć jedną kromkę, mimo że nie była ani trochę głodna. Wiedziała że Aśka nie da za wygraną.
- Damian ze mną zerwał – powiedziała cicho – Myśli że go zdradziłam.
- Ale... jak to myśli?
- Przesadziłam z alkoholem na jednej z imprez. Kleił się do mnie taki jeden chłopak, a ja byłam już półprzytomna. Nie miałam siły się bronić, nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego co się dzieje.
- Co za świnia! - wypaliła, przerywając siostrze. W pierwszej chwili chciała ją skarcić, ale Ania była już w tak złym stanie, że nie miała serca tego robić.
- A Damian mnie szukał no i znalazł... w objęciach innego.
- Dupek.
- Słucham? - uniosła brwi zdumiona
- Gdzie był wcześniej jak się upijałaś, co? Powinien dotrzymywać ci towarzystwa, powinien cię pilnować, żeby nikt cię nie skrzywdził i przede wszystkim, nie powinien był pozwalać ci tyle pić.
- Aśka – powiedziała błagalnym tonem – To nie jest jego wina.
- Chcesz do niego wrócić?
- Jeszcze się pytasz – rzuciła oburzona – Przecież ja go kocham...
Joasia skinęła głową. Obiecała sobie iż jeszcze tego samego dnia porozmawia z chłopakiem. Z drugiej strony czuła się winna że dopiero teraz dowiedziała się o problemach siostry. Zapomniałaby o przesyłce, gdyby nie czujność szatynki.
- Właśnie, chyba miałam ci coś dać – sięgnęła po kopertę i wręczyła ją Joasi. W pierwszej chwili kobieta chciała wrzucić ją do torebki, ale kiedy zobaczyła znaczące spojrzenie Anki, westchnęła głośno i postanowiła sprawdzić zawartość przy niej.
- Wyobraź sobie że przez ostatnie trzy dni dostawałam kwiaty. Róże, czerwone. Cały bukiet – wyjaśniła krótko
- Cichy wielbiciel? - spytała zaintrygowana szatynka
- Myślałam że to kolega z pracy, ale skoro koperta trafiła pod twoje drzwi...
- Chyba że koperta nie ma związku z kwiatami.
- Myślisz?
- A co jest w środku?
Dopiero teraz Joasia spojrzała na kopertę. Wyciągnęła z niej kilka zdjęć i zamarła. Nie miała nawet odwagi by spojrzeć na następne. Upuściła je na stół i ukryła twarz w dłoniach. Ania podeszła bliżej, by zobaczyć co takiego przestraszyło blondynkę. Wzięła jedno ze zdjęć i zobaczyła na nim Joasię przed akademikiem.
- O kurwa – powiedziała cicho, spoglądając na następne. Na każdym z nich była ona. W pracy, na zakupach, na spacerze w parku. Ktoś musiał ją śledzić. Cały czas była obserwowana. Gdzieś między zdjęciami wystawała karteczka. Dziewczyna natychmiast chwyciła ją w palce i przeczytała zapisane na niej słowa.
- Aśka, nie chcę cię martwić, ale ten twój wielbiciel to chyba jakiś psychol.
- Co napisał?
- Mam nadzieję że kwiaty się spodobały. Chcesz więcej?
- Dlaczego ja zawsze muszę mieć takiego pecha? - wyszeptała zrozpaczona. Ania przytuliła ją.
- Będzie dobrze. Musisz powiedzieć Sebastianowi.
- O nie – zaprotestowała natychmiast – Nie będę mu zawracać głowy swoimi problemami. Zresztą... ścięliśmy się o te kwiaty i mam wrażenie że od tamtej chwili mnie unika.
- Pieprzyć to! Tu chodzi o twoje bezpieczeństwo, Aśka! - zapadła chwila ciszy, w której szatynka jeszcze raz przeanalizowała to co przed chwilą usłyszała – Czekaj. Pokłóciliście się bo dostałaś kwiaty?
- Zaraz pokłóciliście... Ale był jakiś taki dziwny. Taki zaczepny, zdenerwowany...
- Aśka, idiotko! - wypaliła – On jest zazdrosny, rozumiesz?!
- Chyba ty.
- Podobasz mu się do cholery! Idź do niego, powiedz mu wszystko. Nie odmówi ci.
- Nie – rzuciła stanowczo – Sama to załatwię.
- Ale jak?
- Chyba wiem kto chciałby żebym się bała.
- Mam nadzieję że nie masz na myśli Sebastiana – rzekła zaniepokojona
- Nie.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)