- Nawet nie myślałem że spaghetti może być takie dobre – przyznał po kolacji – Dobrze gotujesz.
- Nie przesadzaj, to tylko gotowany makaron z sosem i podsmażonym mięsem... sam byś coś takiego zrobił.
- Pogadamy? - pociągnął ją za rękę do salonu, nie czekając na odpowiedź – Usiądź proszę.
Zajęli miejsca naprzeciw siebie: ona w fotelu, on na kanapie. Pomiędzy nimi znajdował się niewysoki, drewniany stolik. Maciek oparł się o jego blat i pochylił lekko do przodu.
- Powiedz mi... skąd ta nagła zmiana? Przecież ostatnio się pokłóciliśmy.
- Pamiętam – przyznała cicho – Może i miałeś trochę racji...
- Mniejsza o to – nie o tym chciał rozmawiać – Nie odzywaliśmy się do siebie, trafiłaś na mnie w knajpie, okej, zrobiło ci się mnie żal i odstawiłaś do domu. Ale dzisiaj przychodzisz tutaj i się o mnie troszczysz. Dlaczego?
- To źle?
- Ewelina – westchnął – nie odwracaj kota ogonem, tylko odpowiedz na moje pytanie, dobrze?
- Dobrze. Chciałam się upewnić czy wszystko z tobą w porządku, wystarczy?
- Proszę cię... - rzucił z powątpiewaniem – powiedz mi prawdę. Stało się coś wczoraj? Powiedziałem parę słów za dużo?
- Nawet gdybyś mówił, to nie szło zrozumieć. Byłeś zbyt pijany.
- Przepraszam – znów pojawiło się uczucie wstydu. Odwrócił głowę, nie chcąc by patrzyła mu w oczy.
- Po prostu przemyślałam parę spraw – przyznała – Nie pytaj o szczegóły, bo nie jestem w stanie przedstawić ich tak, byś zrozumiał.
Milczeli. On, odwrócony w stronę okna, ze wzrokiem wbitym w jakiś odległy punkt, ona ze splecionymi dłońmi, w oczekiwaniu... właściwie nie wiadomo na co.
- Nie rozumiesz – stwierdziła ze smutkiem – Na mnie już czas.
Dopiero gdy wstała, odwrócił głowę i zmierzył ją wzrokiem. Wręcz w ostatniej chwili oprzytomniał i zerwał się, by odprowadzić ją do drzwi. Pomógł jej ubrać płaszcz i podał torebkę.
- Gdybyś chciał gdzieś wyjść to masz mój numer.
- Do knajpy się raczej nie wybieram w najbliższym czasie – chciał zażartować, lecz z marnym skutkiem. Kobieta popatrzyła na niego z politowaniem.
- Niekoniecznie to miałam na myśli. Kawa albo kino też będzie okej. Cześć – rzuciła chłodno.
Brunet zamknął za nią drzwi, a potem oparł się o nie rękoma i czołem.
- Maciek, jesteś idiotą – wycedził przez zęby. Dopiero teraz do niego dotarło dlaczego Ewelina się tak zachowywała. O parę minut za późno.
Piątkowy wieczór Marta i Sebastian spędzili tylko i wyłącznie w swoim towarzystwie. Mężczyzna specjalnie postarał się by jego dziewczyna była zadowolona – najpierw kino, potem kolacja w eleganckiej restauracji, długi spacer przy świetle księżyca, a potem jeszcze wino u niego w mieszkaniu. Choć żadne z nich tego nie planowało, ten przyjemny wieczór okazał się być jedynie wstępem przed długą i upojną nocą.
Wstali dopiero przed południem. Korzystając z okazji że brunetka poszła wziąć prysznic, Sebastian postanowił przygotować śniadanie. Niestety, jedynym co przychodziło mu do głowy była jajecznica...
- Trzeba było zrobić wczoraj zakupy – karcił się w myślach
Marta jednak doceniła jego starania. Ubrana jedynie w jego koszulę przywitała go namiętnym pocałunkiem, a potem zasiadła do stołu. Nie odzywała się, ponieważ chciała spokojnie zjeść, ale też nie bardzo wiedziała co ma powiedzieć po ich pierwszej wspólnej nocy. „Fajnie było, ja chcę jeszcze?” a może „Na śniadanie wolę ciebie?”. Jeszcze by pomyślał że naoglądała się za dużo przesłodzonych komedii romantycznych. Czekała więc na jego ruch.
- Co chcesz robić dzisiaj? - spytał po śniadaniu
- A masz już jakieś plany?
- Nic konkretnego, czekam na twoje propozycje – uśmiechnął się szeroko, na co odpowiedziała mu tym samym
- Czyli dzisiaj jesteśmy zdani na moje pomysły?
- Na to wygląda – przyznał, z nadzieją że Marta nie wpadnie na coś szalonego
- Dobra, to ty pozmywaj, a ja idę się ubrać. Za piętnaście minut wychodzimy.
- Dokąd?
- W sumie to żadna tajemnica – krzyknęła zza drzwi – Na zakupy!
- Jasna cholera – zaklął w myślach i uderzył się otwartą dłonią w czoło. A mógł jednak wysilić choć trochę szare komórki i zabrać ją gdziekolwiek...
W poniedziałek zarówno Sebastian, jak i Maciek pojawili się na komendzie w znakomitych humorach. Dzień oczywiście zaczęli od papierosa, gdzie pod nieobecność partnerek mogli się wymienić spostrzeżeniami po weekendzie.
- I co, jaka jest? - spytał Maciek, gdy przyjaciel przyznał że spędził noc z ukochaną
- Pozwól że zachowam to dla siebie.
- No proszę, proszę – zaśmiał się – Czyżby pierwsza kobieta której nie chcesz obgadywać?
- Owszem – pokiwał głową – Mogę powiedzieć tylko tyle że było wspaniale.
- Czyli co? Jeszcze trochę i ślub?
Sebastian myślał przez chwilę w milczeniu. Traktował Martę poważnie, ale dopiero teraz w jego głowie pojawiła się wizja małżeństwa. I musiał z przerażeniem przyznać że wbrew pozorom, ta wizja była nawet przyjemna.
- Może za kilka miesięcy. Zobaczymy.
Maciek nie odezwał się ani słowem, poklepał go jedynie po ramieniu. Żaden facet o zdrowych zmysłach nie dałby się zaciągnąć przed ołtarz. No chyba że zakochany...
- A ja dogadałem się z Eweliną – oznajmił po chwili – Chyba
- Co znaczy chyba?
- Wygląda na to że jej na mnie zależy. Przynajmniej tak to odebrałem... No po powiedz mi – wziął głęboki oddech – Widziała że się schlałem, głupia sprawa. Odstawiła mnie do domu, niby nic wielkiego. Ale na drugi dzień przyszła, zatroszczyła się, widać że była lekko zmartwiona tym w jakim stanie mnie widziała.
- Wiesz co... - westchnął – Kobiety to są jednak dziwne.
- No są. Musiała mi wprost powiedzieć żebym ją zaprosił na kawę czy do kina, żeby do mnie dotarło o co jej chodzi. Mówię ci, normalnie... myślałem że się zapadnę pod ziemię.
Obaj przerwali rozmowę, bowiem zobaczyli że z komendy wychodzi Anka i kieruje się w ich stronę. Wymienili tylko spojrzenia i zgodnie przyłożyli swoje papierosy do ust.
- A o czym to dzisiaj plotkujecie? - stanęła pomiędzy nimi z uśmiechem
- Nie plotkujemy, tylko sobie konwersujemy – powiedział przesadnie poważnym tonem, co tylko rozbawiło panią komisarz.
- No dobrze, dobrze. Także wybaczcie że wam przeszkodziłam, ale mamy wezwanie. Maciek zbieraj się.
- Już, tylko dopalę.
- Czekam w samochodzie – rzuciła, machnąwszy mu kluczykami przed oczyma. Wiedział co to oznacza: tym razem to ona prowadzi i nawet nie ma o czym dyskutować.
Podczas gdy kobieta prowadziła samochód, on odpłynął myślami, wsłuchując się w grany właśnie w radiu przebój Roxette. Rozpoczęcie tygodnia od „spotkania” z trupem nie należało do najprzyjemniejszych, ale przynajmniej dzięki temu unikną raportów.
Dojechali za miasto, kilkaset metrów od ogródków działkowych. Ola wysiadła jako pierwsza i od razu skierowała się w stronę lekarza sądowego. Brunetowi nie pozostało więc nic innego jak rozmowa z panią technik.
- Cześć – rzucił lekko przygaszony – Co mamy?
- Cześć – odparła energicznie – Trupa, a czego się spodziewałeś?
- Doprawdy, zabawne – mruknął – Miałaś udany weekend, okej, cieszę się, ale możemy zająć się pracą?
- Oczywiście – odparła lekko zaskoczona jego zachowaniem – A ty co? Nieudany weekend?
- Może i udany, ale poranek nieudany. Już? Możemy?
- Ofiara to Katarzyna Jabalska, lat 23, zamieszkała przy ulicy Jana Sobieskiego 36 – odczytała dane z dowodu osobistego – Oprócz dokumentów nic przy niej nie znaleźliśmy. Nie zginęła tutaj. Są ślady wleczenia, a także kół samochodu – podała mu aparat, którym chwilę wcześniej sfotografowała ślady.
- To wszystko?
- Z mojej strony tak. Jak byś czegoś potrzebował to wiesz gdzie mnie szukać.
wtorek, 26 lipca 2016
poniedziałek, 18 lipca 2016
VIII. Scen nr 29
Przesadził. Nieczęsto mu się to zdarzało, lecz głównie wtedy gdy miał doła. Pił, by nie myśleć. By się znieczulić. Szkoda że to tylko działało przez najwyżej parę godzin, a drugiego dnia trzeba było za to odcierpieć. Ale i tak było warto. Taki reset, by łatwiej pogodzić się z zaistniałą sytuacją.
Drugi raz w życiu zdarzyło mu się że nie pamiętał jak wrócił do domu. Pustka, nic. Do pewnego momentu wszystko, może nie z najdrobniejszymi szczegółami, ale był świadomy, wiedział co się działo. A potem odcięcie. Jakby ktoś wyjął mu pamięć, niczym dysk z komputera. Leżał na łóżku i wpatrywał się ciągle w jeden punkt na suficie. Każdy najmniejszy ruch gałek ocznych powodował zawroty głowy i przyprawiał o wymioty. Nie mógł nawet zamknąć oczu, bo mogło się to skończyć tak samo źle jak zmiana pozycji. Leżał jak sparaliżowany.
- To się załatwiłeś – powiedział w myślach – Brawo.
Dopiero po kilku minutach, kiedy poczuł że jego samopoczucie, choć nadal fatalne, jest jednak stabilne, zdołał wyciągnąć z kieszeni telefon i wybrać numer do komendanta. Pomyślał że stary się wścieknie, ale to nie był jego problem. Powiedział że zatruł się czymś na mieście (nie ma co, dobra wymówka) i praktycznie nie wychodzi z łazienki. Po rozmowie rzucił telefon gdzieś obok poduszki i przeszukał kieszenie. Dokumenty, klucze, portfel... wszystko miał. Całe szczęście... Ale jak dotarł do domu? Jeśli był naprawdę w złym stanie to nie mógł tego zrobić sam...
Tymczasem Joasia dotarła do pracy wściekła i spóźniona. Czerwona na twarzy, z potarganymi od wiatru włosami, wpadła do biura jak burza, cisnęła torebkę na krzesło i zarzuciła płaszcz na wieszak. Ania widząc przyjaciółkę w takim stanie nawet nie próbowała pytać co się stało. Wiedziała że jeśli coś się stało i będzie chciała o tym pogadać to sama do niej przyjdzie.
- Ty, Aśka – Sebastian postanowił zaryzykować – Masz obity samochód – oznajmił, wyglądając przez okno
- Wiem – warknęła i zmierzyła go lodowatym spojrzeniem – Może jeszcze jakieś sensacje rewelacje?
- Ale co się stało? Uderzyłaś w coś?
- Tak – oparła się o blat – W samochód pieprzonego idioty, który nie wie do czego służy hamulec ręczny.
- To znaczy? - uniósł brwi
- To znaczy, że jechałam sobie spokojnie, drogą, po prawej stronie był parking, lekko pod górkę. Facet zaparkował, puścił hamulec i wtoczył się mi wprost pod koła.
- Ale nie zrobiłaś mu krzywdy?
- Doprawdy, zabawne – jej mina wyrażała dezaprobatę – Chciałam, ale spieszyłam się żeby stary mnie nie opieprzył za spóźnienie... Ale spotkam się z nim po pracy.
Ledwie skończyła mówić, w drzwiach pojawił się Tomek.
- Aśka... - nie musiał nic więcej mówić. Wzięła tylko głęboki oddech i zaklęła pod nosem. Pozostało jej tylko utrzymać nerwy na wodzy i w milczeniu wysłuchać wykładu przełożonego na temat punktualności.
- Matko boska, moje biedne uszy – westchnęła blondwłosa, gdy pół godziny później wróciła z rozmowy z szefem – Chyba dawno w burdelu nie był.
- Aśka – mruknął figlarnie Sebastian – Nie spodziewałem się po tobie tego typu humoru.
- Dobra, pośmialiśmy się, a teraz do roboty. Idę do Marty sprawdzić co ma. Ty zostajesz – rzuciła stanowczo, gdy zobaczyła że jej partner się podnosi
- Ale dlaczego?
- Za dużo słodyczy w jednym pomieszczeniu i niczego się nie dowiem. Zrób mi kawy, okej?
Nie czekając na odpowiedź wyszła z biura. Mężczyzna spojrzał znacząco na Ankę, ale nawet ona nie znała powodu dla którego Aśka była aż tak wściekła. Nie wierzyła by poranna stłuczka do tego stopnia wytrąciła ją z równowagi.
- Nie patrz tak na mnie – odezwała się po dłuższej chwili – Każdy może mieć gorszy dzień, prawda?
- Gorszy – zakpił – To jest mało powiedziane.
Po południu Maciek czuł już się o wiele lepiej, choć daleko mu było do optymalnej dyspozycji. Zdołał się trochę ogarnąć: wziął prysznic, przebrał się, pościelił nawet łóżko, co zwyczajnie zdarzało mu się tylko w niedzielę, upiekł pizzę z mrożonki, a potem położył się, by jeszcze odpocząć. Głowa już go nie bolała, ale pustki w pamięci jednak pozostały. Nie zamierzał się jednak przejmować. Ani tym jak wrócił wczoraj do domu, ani ślubem swojej byłej, ani Eweliną. Niestety, tylko do czasu gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Nie spodziewał się żadnych gości, ale to jednak było miłe uczucie że ktoś się zaniepokoił jego nieobecnością w pracy. Otworzył drzwi i ku swojemu zaskoczeniu ujrzał równie zaskoczoną jak on brunetkę. Zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów, jakby nie wierzył że to ona.
- Cześć – odezwała się jako pierwsza – Mogę?
Odsunął się na bok bez słowa. Był ciekaw po co przyszła, co takiego ma mu do powiedzenia. Pierwsza myśl – przyszła przeprosić. Ale czy w ogóle zrozumiała swój błąd, czy nie znalazła sobie nowej „zabawki” i wróciła po starą?
- Nieźle wyglądasz... jak na to co działo się wczoraj – siliła się na łagodny ton, by zabrzmiało to jako komplement. Po tych słowach momentalnie w głowie Maćka zapaliła się czerwona lampka. Widziała go. Kompletnie pijanego, zalanego w trupa. Co za wstyd. Odwrócił się bez słowa i wyszedł na balkon. Zapalił papierosa. Czuł się okropnie. Domyślał się że za chwilę dowie się o kolejnych kompromitujących go sytuacjach z poprzedniego wieczora. Chyba jednak wolał żyć w błogiej nieświadomości.
- To ty mnie zabrałaś do domu? - zapytał, gdy pojawiła się obok niego
- Najgorzej to było wprowadzić cię po schodach – mimowolnie uniosła kąciki ust
- Przepraszam – powiedział zażenowany – I dziękuję.
- Nie sądziłam że... - zawahała się przez chwilę – Że ta nasza kłótnia aż tak cię zaboli.
- Nie wlewaj sobie – rzucił hardo, jakby nagle zapomniał o tym czego przed chwilą się dowiedział – Nie jesteś powodem dla którego wczoraj przeholowałem.
- A co jest tym powodem?
- Musisz wiedzieć? - nie zdążył ugryźć się w język. Przecież odwiozła go do domu, należało się jej trochę wyjaśnień – Przepraszam.
- Nie będę cię ciągnąć za język – odwróciła się już na pięcie, lecz Maciek złapał ją za nadgarstek
- Chcesz? - podsunął jej paczkę papierosów
- Nie palę.
- Parę miesięcy temu rozstałem się z dziewczyną. Zdradziła mnie. A teraz... teraz ma czelność przysyłać mi zaproszenie na swój ślub – wyznał, choć w głębi duszy czuł że Ewelina go nie zrozumie
- Nadal ją kochasz? - spytała z lekkim niepokojem
- Kochałem. Kiedyś. Dawno. Zanim zobaczyłem jaka jest naprawdę. Że jej wcale na mnie nie zależało. Wspomnienia odżyły. Jaki ja byłem głupi...
- Przykro mi – powiedziała cicho i kucnęła obok niego – Warto było? W sensie że wczoraj...
- Nie wiem – wzruszył ramionami – Zapomniałem, ale tylko na kilka godzin. Tylko że teraz... teraz z jakimś takim dystansem na to patrzę. Przypomniałem sobie że to tylko przeszłość.
- Czyli warto – klepnęła go w ramię – Jadłeś coś w ogóle dzisiaj?
- Wyobraź sobie że tak – spojrzał na nią i zobaczył zdziwienie malujące się na twarzy kobiety – Mrożoną pizzę.
W odpowiedzi pokręciła głową z dezaprobatą.
- No co? Nic innego nie miałem, a o wyjściu do sklepu nie było mowy.
- Po takim wieczorze powinieneś zjeść porządnie, by nabrać sił. Poczekaj, wracam za parę minut...
- Ale... gdzie idziesz? - spytał zdezorientowany
- Do sklepu. Kupię coś dobrego na kolację – puściła do niego oczko i zniknęła za ścianą. Chciał ją zawołać, zapytać o coś, ale usłyszał tylko trzask zamykanych drzwi. Mimo że skończył palić, siedział jeszcze chwilę na balkonie. Nie rozumiał skąd ta zmiana, dlaczego tak nagle się przejęła. Coś musiało się stać tego wieczora. Coś, o czym nie zamierzała mu powiedzieć...
Drugi raz w życiu zdarzyło mu się że nie pamiętał jak wrócił do domu. Pustka, nic. Do pewnego momentu wszystko, może nie z najdrobniejszymi szczegółami, ale był świadomy, wiedział co się działo. A potem odcięcie. Jakby ktoś wyjął mu pamięć, niczym dysk z komputera. Leżał na łóżku i wpatrywał się ciągle w jeden punkt na suficie. Każdy najmniejszy ruch gałek ocznych powodował zawroty głowy i przyprawiał o wymioty. Nie mógł nawet zamknąć oczu, bo mogło się to skończyć tak samo źle jak zmiana pozycji. Leżał jak sparaliżowany.
- To się załatwiłeś – powiedział w myślach – Brawo.
Dopiero po kilku minutach, kiedy poczuł że jego samopoczucie, choć nadal fatalne, jest jednak stabilne, zdołał wyciągnąć z kieszeni telefon i wybrać numer do komendanta. Pomyślał że stary się wścieknie, ale to nie był jego problem. Powiedział że zatruł się czymś na mieście (nie ma co, dobra wymówka) i praktycznie nie wychodzi z łazienki. Po rozmowie rzucił telefon gdzieś obok poduszki i przeszukał kieszenie. Dokumenty, klucze, portfel... wszystko miał. Całe szczęście... Ale jak dotarł do domu? Jeśli był naprawdę w złym stanie to nie mógł tego zrobić sam...
Tymczasem Joasia dotarła do pracy wściekła i spóźniona. Czerwona na twarzy, z potarganymi od wiatru włosami, wpadła do biura jak burza, cisnęła torebkę na krzesło i zarzuciła płaszcz na wieszak. Ania widząc przyjaciółkę w takim stanie nawet nie próbowała pytać co się stało. Wiedziała że jeśli coś się stało i będzie chciała o tym pogadać to sama do niej przyjdzie.
- Ty, Aśka – Sebastian postanowił zaryzykować – Masz obity samochód – oznajmił, wyglądając przez okno
- Wiem – warknęła i zmierzyła go lodowatym spojrzeniem – Może jeszcze jakieś sensacje rewelacje?
- Ale co się stało? Uderzyłaś w coś?
- Tak – oparła się o blat – W samochód pieprzonego idioty, który nie wie do czego służy hamulec ręczny.
- To znaczy? - uniósł brwi
- To znaczy, że jechałam sobie spokojnie, drogą, po prawej stronie był parking, lekko pod górkę. Facet zaparkował, puścił hamulec i wtoczył się mi wprost pod koła.
- Ale nie zrobiłaś mu krzywdy?
- Doprawdy, zabawne – jej mina wyrażała dezaprobatę – Chciałam, ale spieszyłam się żeby stary mnie nie opieprzył za spóźnienie... Ale spotkam się z nim po pracy.
Ledwie skończyła mówić, w drzwiach pojawił się Tomek.
- Aśka... - nie musiał nic więcej mówić. Wzięła tylko głęboki oddech i zaklęła pod nosem. Pozostało jej tylko utrzymać nerwy na wodzy i w milczeniu wysłuchać wykładu przełożonego na temat punktualności.
- Matko boska, moje biedne uszy – westchnęła blondwłosa, gdy pół godziny później wróciła z rozmowy z szefem – Chyba dawno w burdelu nie był.
- Aśka – mruknął figlarnie Sebastian – Nie spodziewałem się po tobie tego typu humoru.
- Dobra, pośmialiśmy się, a teraz do roboty. Idę do Marty sprawdzić co ma. Ty zostajesz – rzuciła stanowczo, gdy zobaczyła że jej partner się podnosi
- Ale dlaczego?
- Za dużo słodyczy w jednym pomieszczeniu i niczego się nie dowiem. Zrób mi kawy, okej?
Nie czekając na odpowiedź wyszła z biura. Mężczyzna spojrzał znacząco na Ankę, ale nawet ona nie znała powodu dla którego Aśka była aż tak wściekła. Nie wierzyła by poranna stłuczka do tego stopnia wytrąciła ją z równowagi.
- Nie patrz tak na mnie – odezwała się po dłuższej chwili – Każdy może mieć gorszy dzień, prawda?
- Gorszy – zakpił – To jest mało powiedziane.
Po południu Maciek czuł już się o wiele lepiej, choć daleko mu było do optymalnej dyspozycji. Zdołał się trochę ogarnąć: wziął prysznic, przebrał się, pościelił nawet łóżko, co zwyczajnie zdarzało mu się tylko w niedzielę, upiekł pizzę z mrożonki, a potem położył się, by jeszcze odpocząć. Głowa już go nie bolała, ale pustki w pamięci jednak pozostały. Nie zamierzał się jednak przejmować. Ani tym jak wrócił wczoraj do domu, ani ślubem swojej byłej, ani Eweliną. Niestety, tylko do czasu gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Nie spodziewał się żadnych gości, ale to jednak było miłe uczucie że ktoś się zaniepokoił jego nieobecnością w pracy. Otworzył drzwi i ku swojemu zaskoczeniu ujrzał równie zaskoczoną jak on brunetkę. Zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów, jakby nie wierzył że to ona.
- Cześć – odezwała się jako pierwsza – Mogę?
Odsunął się na bok bez słowa. Był ciekaw po co przyszła, co takiego ma mu do powiedzenia. Pierwsza myśl – przyszła przeprosić. Ale czy w ogóle zrozumiała swój błąd, czy nie znalazła sobie nowej „zabawki” i wróciła po starą?
- Nieźle wyglądasz... jak na to co działo się wczoraj – siliła się na łagodny ton, by zabrzmiało to jako komplement. Po tych słowach momentalnie w głowie Maćka zapaliła się czerwona lampka. Widziała go. Kompletnie pijanego, zalanego w trupa. Co za wstyd. Odwrócił się bez słowa i wyszedł na balkon. Zapalił papierosa. Czuł się okropnie. Domyślał się że za chwilę dowie się o kolejnych kompromitujących go sytuacjach z poprzedniego wieczora. Chyba jednak wolał żyć w błogiej nieświadomości.
- To ty mnie zabrałaś do domu? - zapytał, gdy pojawiła się obok niego
- Najgorzej to było wprowadzić cię po schodach – mimowolnie uniosła kąciki ust
- Przepraszam – powiedział zażenowany – I dziękuję.
- Nie sądziłam że... - zawahała się przez chwilę – Że ta nasza kłótnia aż tak cię zaboli.
- Nie wlewaj sobie – rzucił hardo, jakby nagle zapomniał o tym czego przed chwilą się dowiedział – Nie jesteś powodem dla którego wczoraj przeholowałem.
- A co jest tym powodem?
- Musisz wiedzieć? - nie zdążył ugryźć się w język. Przecież odwiozła go do domu, należało się jej trochę wyjaśnień – Przepraszam.
- Nie będę cię ciągnąć za język – odwróciła się już na pięcie, lecz Maciek złapał ją za nadgarstek
- Chcesz? - podsunął jej paczkę papierosów
- Nie palę.
- Parę miesięcy temu rozstałem się z dziewczyną. Zdradziła mnie. A teraz... teraz ma czelność przysyłać mi zaproszenie na swój ślub – wyznał, choć w głębi duszy czuł że Ewelina go nie zrozumie
- Nadal ją kochasz? - spytała z lekkim niepokojem
- Kochałem. Kiedyś. Dawno. Zanim zobaczyłem jaka jest naprawdę. Że jej wcale na mnie nie zależało. Wspomnienia odżyły. Jaki ja byłem głupi...
- Przykro mi – powiedziała cicho i kucnęła obok niego – Warto było? W sensie że wczoraj...
- Nie wiem – wzruszył ramionami – Zapomniałem, ale tylko na kilka godzin. Tylko że teraz... teraz z jakimś takim dystansem na to patrzę. Przypomniałem sobie że to tylko przeszłość.
- Czyli warto – klepnęła go w ramię – Jadłeś coś w ogóle dzisiaj?
- Wyobraź sobie że tak – spojrzał na nią i zobaczył zdziwienie malujące się na twarzy kobiety – Mrożoną pizzę.
W odpowiedzi pokręciła głową z dezaprobatą.
- No co? Nic innego nie miałem, a o wyjściu do sklepu nie było mowy.
- Po takim wieczorze powinieneś zjeść porządnie, by nabrać sił. Poczekaj, wracam za parę minut...
- Ale... gdzie idziesz? - spytał zdezorientowany
- Do sklepu. Kupię coś dobrego na kolację – puściła do niego oczko i zniknęła za ścianą. Chciał ją zawołać, zapytać o coś, ale usłyszał tylko trzask zamykanych drzwi. Mimo że skończył palić, siedział jeszcze chwilę na balkonie. Nie rozumiał skąd ta zmiana, dlaczego tak nagle się przejęła. Coś musiało się stać tego wieczora. Coś, o czym nie zamierzała mu powiedzieć...
poniedziałek, 11 lipca 2016
VIII. Scen nr 28
Początek nowego tygodnia przyniósł komisarzom miłą niespodziankę. Zazwyczaj znienawidzony poniedziałek rozpoczął się wyjątkowo korzystnie. Ciepły, słoneczny poranek był solidną podstawą do miłej atmosfery. Co prawda pogoda nie sprzyjała siedzeniu w biurze i wypełnianiu raportów, lecz mimo to na większości twarzy gościły uśmiechy.
Kolejnym pozytywnym akcentem była kawa. Niby nic wielkiego, przecież doskonale znali jej smak czy zapach, jednak zawsze działała tak samo. Tym razem to Maciek postanowił sam z siebie przygotować napój dla trójki komisarzy obecnych w biurze.
- Niemożliwe – stwierdziła Joasia, kiedy na własne oczy przekonała się że nie był to jedynie słaby żart
- Trzeba się w końcu ruszyć – jakby zaprzeczając tym słowom wrócił do komputera - Anka i Rafał znowu mają na popołudnie?
- Sami chcieli. Zamieniliśmy się.
Na chwilę zapadła cisza. Maciek na dobre odpłynął myślami, nie odrywając wzroku od monitora, zaś Joasia i Sebastian powoli zaczynali wypełniać raporty. Wymieniali się uwagami, czasem rzucali jakieś komentarze w kierunku Maćka (który w ogóle nie reagował). Mężczyzna chciał już nawet zaproponować wyjście na papierosa by sprawdzić czy w ogóle ich słucha, lecz w tym momencie pojawiła się ona.
Miała na sobie białą bluzkę z krótkim rękawem, czarne spodnie i nowe, niemal błyszczące się buty sportowe. Jej ciemne, ledwie sięgające do połowy szyi włosy opadały w dół wzdłuż policzków, zakrywając uszy z obu stron. Do tego lekki makijaż podkreślający urodę i skórzana kurtka przewieszona przez zgiętą w pół rękę. Wyglądała na lekko oszołomioną, może nawet trochę zestresowaną. W końcu tak dawno jej tu nie było... Jednak nic się tu nie zmieniło. Te same ściany, te same biurka i trójka komisarzy. Dwie pary oczu wpatrujące się w nią ze zdumieniem i jedne wciąż przed ekranem komputera.
- Cześć – powiedziała nieśmiało, jakby wróciła po co kilkunastu latach nieobecności. Dopiero kiedy zabrzmiał jej cichy, drżący głos, Maciek podniósł wzrok. Liczył się z tym że niedługo to się stanie, ale nikt nie spodziewał się że to właśnie dzisiaj. Nie wiedział jak zareagować. Udawać że go to nie rusza? To byłoby zbyt nieuprzejme? Przesadna radość? Kto jak kto, ale ona od razu zobaczy że nie jest to szczera reakcja. Na szczęście to Joasia pierwsza wyszła się przywitać.
- Ola! - zawołała z radością i przytuliła przyjaciółkę – Co tu robisz? Wracasz do nas?
- Rozmawiałam z komendantem – oznajmiła bez entuzjamu
- Nie mów... - blondynka nie chciała nawet przyjąć do wiadomości, że szef mógł nie dopuścić kobiety do pracy
- Zgodził się – powiedziała to bardziej z ulgą niż z radością – Od dzisiaj.
- No to witaj z powrotem – wtrącił się Sebastian, również obejmując brunetkę. Nie chciał jednak o nic pytać. Zdawał sobie sprawę że temat jest ciągle świeży, a Ola wróciła do pracy głównie dlatego, by już nie myśleć za dużo o tym co ostatnio przeszła.
Przyszła kolej na Maćka. Podszedł, stanął naprzeciw. Jego wzrok przez chwilę błądził gdzieś po podłodze, aż w końcu zmierzył ją od stóp do głów. Wyglądała naprawdę nieźle. Ale to tylko pozory. Wiedział że musi być delikatny.
- Miło cię widzieć. Naprawdę – oznajmił spokojnym tonem
- Ciebie również – odparła, nie mając przekonania czy mówił prawdę, czy tylko się nad nią litował
- Napijesz się kawy? - palnął by uciec od ewentualnej rozmowy
- Chętnie.
Wyminął ją i pospiesznie zniknął za drzwiami. Była zaskoczona jego reakcją. Myślała że ją zignoruje, że sprowadzi jej powrót do niczego nieznaczącej sytuacji, jaka mogłaby się zdarzyć codziennie, że zakłóci spokój, jakiego potrzebowała pierwszego dnia po tej przerwie. Właśnie tego najbardziej się bała. Że już przy powitaniu coś pójdzie nie tak. Na razie przebiegło o dziwo spokojnie. Oby to tylko nie była cisza przed burzą...
Po kilku godzinach Maciek został sam ze swoją partnerką w biurze. Druga para komisarzy pojechała w teren, a wtedy atmosfera zrobiła się lekko napięta. Kobieta bała się odezwać, by nieumyślnie nie sprowokować bruneta do kłótni, natomiast on milczał, bowiem bał się że palnie coś głupiego i urazi partnerkę. Naprawdę zależało mu by mieli dobre relacje. Teraz była ku temu szansa, żeby zacząć wszystko od nowa, postawić fundament do współpracy.
- Słyszałam że Sebastian spotyka się z Martą – chęć przerwania grobowej ciszy wzięła nad nią górę. Pomyślała że to będzie dość neutralny grunt. Nie o nim, nie o niej... Maciek szybko przypomniał sobie o swojej nieudanej relacji z Eweliną. Wiedział jednak że brunetka nie miała na myśli nic złego i nie miał pretensji.
- To prawda – westchnął – Wiesz, jakiś czas temu za Martą łaził jakiś psychol. Sebastian jej pomagał i wtedy się do siebie zbliżyli.
- Myślisz że to na poważnie?
- Wybacz, ale jeśli chodzi o związki to nie jestem ekspertem – tutaj musiał przyznać się do paru porażek. Szczególnie bolesna była ta sprzed kilku miesięcy, kiedy jeszcze mieszkał we Wrocławiu. Naprawdę wtedy uwierzył że to będzie poważny związek. Była pierwszą kobietą, którą ubrał w białą suknię w swojej wyobraźni... A ona go zdradziła. Z najlepszym dotychczas kumplem. Nie mógł udawać że wszystko jest w porządku. Nie mógł pozostać wobec tego obojętny. Bolało, jak cholera.
- Maciek? - dopiero po chwili z zamyślenia wyrwał głos partnerki – Powiedziałam coś nie tak?.
- Nie, jest ok – skinął głową – Będę trzymał za nich kciuki.
- Ja też.
- Idę na papierosa – oznajmił, zgarniając zapalniczkę z blatu. Wspomnienia rzuciły nowe światło na sprawę z Eweliną. Być może dobrze się stało że już teraz „wyjaśnili” charakter ich relacji, póki nie zadurzył się na dobre. Za nic w świecie nie chciał powtórki z Kingi.
Dzień ogólnie mógł zaliczyć do pozytywnych. Etatowe osiem godzin pracy minęło zaskakująco szybko, ani razu nie pokłócił się z Anką, a po pracy zrobił sobie nawet porządny obiad. I wszystko skończyłoby się przyjemnie, gdyby nie zaglądał wieczorem do skrzynki.
Biała, długa koperta. Zaadresowana do niego. Staranne, delikatne pismo. Od razu je poznał. Nawet nie zastanawiał się skąd miała adres. Na pewno nie od Patrycji. Zresztą, jakie to miało znaczenie? Mimo wszystko zdobyła te dane i przysłała coś do niego. List? Nie, koperta była zbyt sztywna.
Dobrych kilka minut siedział w kuchni nad przesyłką i zastanawiał się czy od razu ją spalić, czy może jednak sprawdzić co takiego jest w kopercie. Bił się z myślami, jednak ostatecznie ciekawość zwyciężyła. Powoli, drżącymi palcami rozerwał krawędź i wysunął zawartość na stół.
Nie wierzył własnym oczom. Bezczelna. Po tym wszystkim co mu zrobiła jeszcze wysyła mu zaproszenie na swój ślub?! I to z tym facetem, z którym go zdradziła?! Mógł jednak od razu spalić kopertę. Zdenerwowany, przejechał palcami po sztywnym kartoniku, by następnie zgnieść go w dłoni i cisnąć w kierunku ściany. Ukrył twarz w dłoniach i wziął kilka głębszych oddechów. Po co to zrobiła? Mało już go skrzywdziła? Czego jeszcze chciała? Kochanek jej nie wystarczał i chciała jeszcze dołożyć swojemu byłemu?
- No to ci się udało – warknął w niewiadomym kierunku
Nie wierzył że kiedyś cokolwiek mogło ich łączyć. Że byli razem szczęśliwi... Ale faktów nie dało się ukryć. Był z nią szczęśliwy, czuł że niczego więcej mu nie trzeba. Jednak tylko do czasu. Ona widocznie czuła inaczej.
Nie mógł znaleźć sobie miejsca w domu. Ciągle w głowie siedziała ona i wspomnienia. Myślał że ma to już za sobą, że się uporał z tym bólem... Skutecznie o sobie przypomniała. Jak wiele znaczyła i jak wiele mógł dla niej zrobić. Czuł się jak idiota. On by jej nieba przychylił, gdyby tylko mógł, a ona poszła z innym... W końcu zerwał się z miejsca, założył buty, zarzucił na siebie kurtkę i wyszedł z domu. Nie lubił pić w nerwach, ale to był jedyny sposób by o niej nie myśleć.
Kolejnym pozytywnym akcentem była kawa. Niby nic wielkiego, przecież doskonale znali jej smak czy zapach, jednak zawsze działała tak samo. Tym razem to Maciek postanowił sam z siebie przygotować napój dla trójki komisarzy obecnych w biurze.
- Niemożliwe – stwierdziła Joasia, kiedy na własne oczy przekonała się że nie był to jedynie słaby żart
- Trzeba się w końcu ruszyć – jakby zaprzeczając tym słowom wrócił do komputera - Anka i Rafał znowu mają na popołudnie?
- Sami chcieli. Zamieniliśmy się.
Na chwilę zapadła cisza. Maciek na dobre odpłynął myślami, nie odrywając wzroku od monitora, zaś Joasia i Sebastian powoli zaczynali wypełniać raporty. Wymieniali się uwagami, czasem rzucali jakieś komentarze w kierunku Maćka (który w ogóle nie reagował). Mężczyzna chciał już nawet zaproponować wyjście na papierosa by sprawdzić czy w ogóle ich słucha, lecz w tym momencie pojawiła się ona.
Miała na sobie białą bluzkę z krótkim rękawem, czarne spodnie i nowe, niemal błyszczące się buty sportowe. Jej ciemne, ledwie sięgające do połowy szyi włosy opadały w dół wzdłuż policzków, zakrywając uszy z obu stron. Do tego lekki makijaż podkreślający urodę i skórzana kurtka przewieszona przez zgiętą w pół rękę. Wyglądała na lekko oszołomioną, może nawet trochę zestresowaną. W końcu tak dawno jej tu nie było... Jednak nic się tu nie zmieniło. Te same ściany, te same biurka i trójka komisarzy. Dwie pary oczu wpatrujące się w nią ze zdumieniem i jedne wciąż przed ekranem komputera.
- Cześć – powiedziała nieśmiało, jakby wróciła po co kilkunastu latach nieobecności. Dopiero kiedy zabrzmiał jej cichy, drżący głos, Maciek podniósł wzrok. Liczył się z tym że niedługo to się stanie, ale nikt nie spodziewał się że to właśnie dzisiaj. Nie wiedział jak zareagować. Udawać że go to nie rusza? To byłoby zbyt nieuprzejme? Przesadna radość? Kto jak kto, ale ona od razu zobaczy że nie jest to szczera reakcja. Na szczęście to Joasia pierwsza wyszła się przywitać.
- Ola! - zawołała z radością i przytuliła przyjaciółkę – Co tu robisz? Wracasz do nas?
- Rozmawiałam z komendantem – oznajmiła bez entuzjamu
- Nie mów... - blondynka nie chciała nawet przyjąć do wiadomości, że szef mógł nie dopuścić kobiety do pracy
- Zgodził się – powiedziała to bardziej z ulgą niż z radością – Od dzisiaj.
- No to witaj z powrotem – wtrącił się Sebastian, również obejmując brunetkę. Nie chciał jednak o nic pytać. Zdawał sobie sprawę że temat jest ciągle świeży, a Ola wróciła do pracy głównie dlatego, by już nie myśleć za dużo o tym co ostatnio przeszła.
Przyszła kolej na Maćka. Podszedł, stanął naprzeciw. Jego wzrok przez chwilę błądził gdzieś po podłodze, aż w końcu zmierzył ją od stóp do głów. Wyglądała naprawdę nieźle. Ale to tylko pozory. Wiedział że musi być delikatny.
- Miło cię widzieć. Naprawdę – oznajmił spokojnym tonem
- Ciebie również – odparła, nie mając przekonania czy mówił prawdę, czy tylko się nad nią litował
- Napijesz się kawy? - palnął by uciec od ewentualnej rozmowy
- Chętnie.
Wyminął ją i pospiesznie zniknął za drzwiami. Była zaskoczona jego reakcją. Myślała że ją zignoruje, że sprowadzi jej powrót do niczego nieznaczącej sytuacji, jaka mogłaby się zdarzyć codziennie, że zakłóci spokój, jakiego potrzebowała pierwszego dnia po tej przerwie. Właśnie tego najbardziej się bała. Że już przy powitaniu coś pójdzie nie tak. Na razie przebiegło o dziwo spokojnie. Oby to tylko nie była cisza przed burzą...
Po kilku godzinach Maciek został sam ze swoją partnerką w biurze. Druga para komisarzy pojechała w teren, a wtedy atmosfera zrobiła się lekko napięta. Kobieta bała się odezwać, by nieumyślnie nie sprowokować bruneta do kłótni, natomiast on milczał, bowiem bał się że palnie coś głupiego i urazi partnerkę. Naprawdę zależało mu by mieli dobre relacje. Teraz była ku temu szansa, żeby zacząć wszystko od nowa, postawić fundament do współpracy.
- Słyszałam że Sebastian spotyka się z Martą – chęć przerwania grobowej ciszy wzięła nad nią górę. Pomyślała że to będzie dość neutralny grunt. Nie o nim, nie o niej... Maciek szybko przypomniał sobie o swojej nieudanej relacji z Eweliną. Wiedział jednak że brunetka nie miała na myśli nic złego i nie miał pretensji.
- To prawda – westchnął – Wiesz, jakiś czas temu za Martą łaził jakiś psychol. Sebastian jej pomagał i wtedy się do siebie zbliżyli.
- Myślisz że to na poważnie?
- Wybacz, ale jeśli chodzi o związki to nie jestem ekspertem – tutaj musiał przyznać się do paru porażek. Szczególnie bolesna była ta sprzed kilku miesięcy, kiedy jeszcze mieszkał we Wrocławiu. Naprawdę wtedy uwierzył że to będzie poważny związek. Była pierwszą kobietą, którą ubrał w białą suknię w swojej wyobraźni... A ona go zdradziła. Z najlepszym dotychczas kumplem. Nie mógł udawać że wszystko jest w porządku. Nie mógł pozostać wobec tego obojętny. Bolało, jak cholera.
- Maciek? - dopiero po chwili z zamyślenia wyrwał głos partnerki – Powiedziałam coś nie tak?.
- Nie, jest ok – skinął głową – Będę trzymał za nich kciuki.
- Ja też.
- Idę na papierosa – oznajmił, zgarniając zapalniczkę z blatu. Wspomnienia rzuciły nowe światło na sprawę z Eweliną. Być może dobrze się stało że już teraz „wyjaśnili” charakter ich relacji, póki nie zadurzył się na dobre. Za nic w świecie nie chciał powtórki z Kingi.
Dzień ogólnie mógł zaliczyć do pozytywnych. Etatowe osiem godzin pracy minęło zaskakująco szybko, ani razu nie pokłócił się z Anką, a po pracy zrobił sobie nawet porządny obiad. I wszystko skończyłoby się przyjemnie, gdyby nie zaglądał wieczorem do skrzynki.
Biała, długa koperta. Zaadresowana do niego. Staranne, delikatne pismo. Od razu je poznał. Nawet nie zastanawiał się skąd miała adres. Na pewno nie od Patrycji. Zresztą, jakie to miało znaczenie? Mimo wszystko zdobyła te dane i przysłała coś do niego. List? Nie, koperta była zbyt sztywna.
Dobrych kilka minut siedział w kuchni nad przesyłką i zastanawiał się czy od razu ją spalić, czy może jednak sprawdzić co takiego jest w kopercie. Bił się z myślami, jednak ostatecznie ciekawość zwyciężyła. Powoli, drżącymi palcami rozerwał krawędź i wysunął zawartość na stół.
Nie wierzył własnym oczom. Bezczelna. Po tym wszystkim co mu zrobiła jeszcze wysyła mu zaproszenie na swój ślub?! I to z tym facetem, z którym go zdradziła?! Mógł jednak od razu spalić kopertę. Zdenerwowany, przejechał palcami po sztywnym kartoniku, by następnie zgnieść go w dłoni i cisnąć w kierunku ściany. Ukrył twarz w dłoniach i wziął kilka głębszych oddechów. Po co to zrobiła? Mało już go skrzywdziła? Czego jeszcze chciała? Kochanek jej nie wystarczał i chciała jeszcze dołożyć swojemu byłemu?
- No to ci się udało – warknął w niewiadomym kierunku
Nie wierzył że kiedyś cokolwiek mogło ich łączyć. Że byli razem szczęśliwi... Ale faktów nie dało się ukryć. Był z nią szczęśliwy, czuł że niczego więcej mu nie trzeba. Jednak tylko do czasu. Ona widocznie czuła inaczej.
Nie mógł znaleźć sobie miejsca w domu. Ciągle w głowie siedziała ona i wspomnienia. Myślał że ma to już za sobą, że się uporał z tym bólem... Skutecznie o sobie przypomniała. Jak wiele znaczyła i jak wiele mógł dla niej zrobić. Czuł się jak idiota. On by jej nieba przychylił, gdyby tylko mógł, a ona poszła z innym... W końcu zerwał się z miejsca, założył buty, zarzucił na siebie kurtkę i wyszedł z domu. Nie lubił pić w nerwach, ale to był jedyny sposób by o niej nie myśleć.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)