środa, 29 lutego 2012

V. Scen nr 47


            Następnego dnia mężczyźni spotkali się na komendzie. Przez chwilę stali naprzeciw siebie. Mierzyli się wzrokiem. Rafał doskonale pamiętał o wczorajszej rozmowie z Anią, jednak bardzo ciężko było mu powstrzymywać przed zaatakowaniem rywala. Zacisnął rękę w pięść, ale pozostał jeszcze na swoim miejscu.
- Co się tak gapisz? - rzucił prowokacyjnie asystent
- Ty sk**wysynu – wycedził przez zęby
- Weź mnie k**wa nie obrażaj! - oburzył się
- Za to jak potraktowałeś Anię, to i tak zbyt uprzejmie cię nazwałem – warknął Rafał
- A więc o to ci chodzi. To sprawa między mną a nią, nie wtrącaj się do tego – powiedział ostro
- Przez ciebie o mało się nie zabiła
- Jeśli ma słabą psychikę to nie powinna wiązać się z facetami – mruknął wzruszając bezradnie ramionami. Cały czas prowokował go do wszczęcia bójki. Prawdę mówiąc, chciał się z nim bić, miał na to wielką ochotę, ale przewidując konsekwencje doszedł do wniosku, że on nie może tego zacząć. Rafał zmrużył brwi, wpatrując się w przeciwnika.
- Wykorzystałeś ją i rzuciłeś, potraktowałeś ją jak przedmiot, jak szmatę, jak... jak dziwkę – zarzucił mu. Zresztą nie bezpodstawnie tak twierdził. I miał rację.
- Bo jest tylko zwykłą dziwką – rzekł z szyderczym uśmiechem. Doskonale wiedział, że teraz nie będzie w stanie się opanować. Tak też było. Rafał natychmiast, jednym ciosem powalił go na podłogę. Następnie zaczął okładać go pięściami na twarzy. Tomek wpadł teraz w nie lada tarapaty. Nie spodziewał się takiej furii z jego strony, nie wziął pod uwagę możliwości, że może sobie nie poradzić. Na jego szczęście z pomocą przyszli Kamil i Maciek, którzy we dwójkę z niemałym trudem odciągnęli komisarza.
- Uspokój się! - upomniał przyjaciela
- Puście mnie! Nie pozwolę mu na takie słowa! - wrzeszczał szarpiąc się
- Odwaliło mu coś. Rzucił się na mnie bez powodu i od razu pięściami po twarzy – udawał, że nic nie wie. Pomimo że Rafał okładał go tylko przez chwilę, mężczyzna był mocno posiniaczony. Maciek nakazał Kamilowi zaprowadzić go do łazienki, a sam został z przyjacielem.
- Nie wierzysz mi? Ty też po jego stronie?! - denerwował się
- Na pewno byś go nie pobił, gdybyś nie miał powodu – powiedział spokojnie Maciek. Rafał usiadł na krześle i ukrył twarz w dłoniach. Dość niespodziewanie w biurze pojawiła się Ania.
- Spotkałam Tomka po drodze – oznajmiła sucho. Odpowiedziało jej milczenie ze strony byłego nareczonego. - A przecież obiecałeś! - przypomniała ostro
- Nie mogłem pozwolić, by cię bezkarnie obrażał – westchnął smutno. Nie chciał jej zdenerwować. Nie chciał złamać obietnicy. Nie chciał jej zawieźć. Niestety, nie podołał. Był zły na samego siebie, że jednak nie dał rady się opanować. Ale z drugiej strony, co z niego byłby za mężczyzna, gdyby nie stanął w obronie godności ukochanej?
- Co mówił? - spytała łągodniejszym tonem
- Te słowa nie są godne powtórzenia – odparł wymijająco
- Mów – nakazała
- Nazwał cię dziwką – mruknął cicho. Nieśmiało spojrzał na nią. Z niepokojem obserwował jak Ania czerwienieje ze złości. Natychmiast wzięła kilka głębszych oddechów i zdołała się opanować.
- Może to i dobrze, że mu przywaliłeś – westchnęła zamyślona. Nie potrafiła zrozumieć, co takiego złego kiedykolwiek zrobiła Tomkowi, żeby ten tak ją określał. Rafał nawet nie zdążył dobrze ochłonąć, gdy chwilę później otrzymał telefon ze szpitala. Beata zaczęła rodzić. Dziewczyna akurat od kilku dni przebywała w Krakowie. W pracy była na urlopie, bowiem właśnie tak planowała, żeby urodzić dziecko tutaj, po to aby Rafał mógł być przy porodzie. Komisarz natychmiast zerwał się z miejsca i pobiegł do samochodu. Nerwowo kręcił kierownicą na zakrętach, chcąc jak najszybciej zjawić się na porodówce. Udało mu się tam dotrzeć po upływie około dwudziestu minut. Na korytarzu spotkał jej rodziców. Czekali na niego. Nie zamienił z nimi ani słowa, bowiem akurat gdy do nich podszedł, z sali wyszedł lekarz.
- Pan jest ojcem dziecka? - spytał spokojnie
- Tak, to ja. Coś się złego dzieje? - w jego głosie słychać było lekki niepokój
- Proszę się nie denerwować. Wszystko mamy pod kontrolą – uspokajał go. Na czole Rafała pojawiły się krople potu. Oświadczenie lekarza wcale nie brzmiało tak dobrze. – Po prostu pani Beata prosiła zapytać pana o zdanie – wyjaśnił, w końcu rozwiewając jego wątpliwości
- W takim razie proszę pytać – odparł z ulgą
- Czy chce pan być obecny przy porodzie?
- Słucham? - zdumiał się usłyszawszy to pytanie. Przecież o tym marzył! Nie spodziewał się, że jego była dziewczyna nie będzie miała nic przeciwko temu. Ba, nie mógł w to uwierzyć. Lekarz poczekał chwilę, aż ta wiadomość do niego dotrze.
- Ale naprawdę mogę? - zapytał, chcąc mieć pewność
- Oczywiście – potwierdził – Wydaje mi się, że nawet pani Beata by tego chciała. Wie pan, obecność ukochanej osoby jest przecież znacząca – wyjawił. Mężczyzna zastanowił się jeszcze przez chwilę.
- Chcę – odpowiedział z uśmiechem
- Proszę włożyć fartuch ochronny – powiedział podając mu go, po czym wrócił do sali. Rafał z pomocą swoich niedoszłych teściów założył to na siebie i zniknął za drzwiami.

           Poród trwał już 5 godzin. Rafał ani na chwilę nie opuścił Beaty. Trzymał ją za rękę i delikatnie głaskał po włosach.

- Przyj – nakazała pielęgniarka. Kobieta spróbowała po raz kolejny, krzycząc z bólu.
- Ja nie dam rady – mruknęła cicho
- Spokojnie, odpocznij chwilę – wspierał ją Rafał
- Ciemno mi przed oczami – wyszeptała, przechylając głowę na bok
- Beata, co się dzieje? - spytał zaniepokojony. Lekarz natychmiast kazał mu się odsunąć. Mężczyzna bezradnie się przypatrywał, jak się nią zajmują.
- Proszę wyjść – rzucił ginekolog
- Ale co...
- Nie może pan tu zostać – oznajmiła pielęgniarka, odprowadzając go do drzwi. Rafał zmartwiony usiadł na krześle pod salą i czekał niecierpliwie na wieści.

wtorek, 28 lutego 2012

V. Scen nr 46


           Minęły dwa tygodnie. Przez ten czas stosunki Sebastiana z Joasią znacznie się pogorszyły. Napięcie było wyraźnie odczuwalne dla osób z ich otoczenia, wystarczyło jedno słowo, by rozpętać burzę. Jak do tego doszło? Kobieta nie potrafiła znieść myśli, że jej partner z pracy nawet nie spojrzał na nią prywatnie, wybrał sobie inną. Wtedy wydawało się jej, że nie zna tej dziewczyny, lecz kiedy tylko dzień po imprezie, leżała na biurku, bezmyślnie wpatrywała się w ścianę. I wtedy do biura weszła kobieta, ubrana w krótką spódniczkę. Od razu poznała te nogi. To były te same, jak tej kobiety, z którą wczoraj widziała Sebastiana! Podniosła oczy i z przerażeniem stwierdziła, że to Alicja. Od początku nie podobała się jej, czuła zagrożenie z jej strony. Pomimo że ją i Sebastiana nie łączyło nic więcej niż przyjaźń, odczuwała pustkę, jakąś stratę. Tak, odkąd zaczął się z nią spotykać, Joasia, a także inni przyjaciele spadli na dalszy plan. Coraz mniej z nimi rozmawiał o sprawach prywatnych, coraz mniej go interesowały ich problemy, ich życie. Zamykał się w sobie, izolował się od nich. Co najgorsze, nie potrafiła temu zapobiec i ta bezradność ją mocno irytowała. Coraz bardziej czuła się samotna, Marta teraz niemal cały wolny czas spędzała ze swoim ukochanym.
- Ehh, gdybym ja się tak zakochała z wzajemnością – rozmarzyła się. Niestety, rzeczywistość była szara, smutna i monotonna. Takie życie zaczynało ją nudzić, chciała szukać nowych wyzwań, stawiać sobie nowe cele. Zaczęła poważnie zastanawiać się nad wyjazdem. Nie znalazła tu stabilizacji, nie zaznała wewnętrznego spokoju. Co ją tu trzymało? Właściwie... chyba nic. Z zamyślenia wyrwały ją śmiechy dwóch osób, zbliżających się do biura. Jeden z głosów był niski, męski, a drugi cienki, wysoki, z pewnością należał do kobiety. Od razu ich poznała: Alicja i Sebastian. Weszli do biura, po czym mężczyzna pocałował ją namiętnie. Joasia przewróciła oczami.
- Czy wy nie macie nic innego do roboty? - jęknęła z niezadowoleniem. Irytowała ją każda chwila, w której para okazywała sobie czułość.
- Pilnuj swoich raportów – warknął Sebastian
- Tu jest komenda, nie burdel, więc tu się pracuje, a nie p**rdoli – upomniała ich. Komisarz jednak sprytnie obrócił to na swoją korzyść.
- Więc może łaskawie skończysz p**rdolić i weźmiesz się do roboty? - spytał retorycznie. Blondynka rzuciła raporty na biurko i szybkim krokiem wyszła z pomieszczenia.

Kiedy minęła godzina 17:00, zdjął kurtkę z wieszaka i zarzucił na siebie. Spieszył się. Chciał jak najszybciej pojechać do przyjaciółki.
- Cześć – rzucił kolegom na pożegnanie
- Cześć – odpowiedziało mu kilka głosów. Wyszedł spokojnym krokiem i podszedł do samochodu. Wsiadł do środka, zapalił silnik. Pojechał do Ani. Przyzwyczaił się, że sam musi sobie otworzyć. Ba, sama pozwoliła mu wziąć klucze. Właściwie to sam je zabrał, a ona tylko kiwnęła głową, na znak że się zgadza. Martwił się o nią, i to bardzo. Od czasu wypisania ze szpitala bardzo niewiele mówiła. Kiwała głową twierdząco czy też przecząco albo odpowiadała tylko tak lub nie. Na szczęście było jednak na tyle dobrze, że nie odważy się na ponowną próbę samobójczą. Rafał cały czas miał nadzieję, że w końcu nastąpi przełom, że Ania wróci do normalnego życia.
- Znowu nic nie jadłaś? - spytał smutno, widząc pusty zlew
- Nie byłam głodna – rzuciła krótko, podchodząc do okna
- Aniu... przecież z ciebie zostanie sam szkielet – mruknął zmartwiony. W odpowiedzi tylko wzruszyła ramionami. Pokręcił głową i sięgnął po szklankę, by zrobić sobie herbaty. Pech chciał, że wyślizgnęła mu się z dłoni i spadła na podłogę. Natychmiast się schylił, by pozbierać rozbite szkło, lecz zbyt gwałtownie ruszył ręką, sięgając po nie. Zakończyło się to skaleczeniem, a kawałek szkła utkwił mu w palcu.
- Cholera jasna! - zaklął pod nosem. Przyjrzał się dokładnie ranie, określając czy będzie w stanie sam się tym zająć. I wtedy stało się coś, czego się nie spodziewał. Po raz pierwszy od próby samobójczej Ania przejęła inicjatywę. Podeszła do niego i przypatrzyła się uważnie.
- Siadaj – nakazała, wskazując taboret. Posłusznie wykonał polecenie, obserwując jak wyciąga z szafki apteczkę. Wzięła do ręki pęsetę, a drugą przytrzymała jego dłoń.
- Teraz może zaboleć – ostrzegła go i szybkim ruchem wyciągnęła odłamek szkła. Spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się. Jak dawno nie widział jej uśmiechu! Tęsknił za tym pięknym obrazkiem, a teraz otrzymał go nagrodę za cierpliwe oczekiwanie na ten moment. Ucieszył się tak bardzo, że nawet zapomniał o ranie. Jednak Ania zachowała zimną krew do samego końca, odkaziła skaleczenie wodą utlenioną i zalepiła plastrem.
- Zamówmy jakąś pizzę, głodna się zrobiłam – zaproponowała ochoczo. Rafał zadzwonił do pizzerii, uradowany, że nareszcie wykonała jakiś krok do przodu. Minęło dobre kilka minut, nim przywieziono im zamówiony posiłek. Kiedy zjedli, siedzieli obok siebie na kanapie. Ania postanowiła mu opowiedzieć, dlaczego chciała się zabić.
- Tamtego wieczoru... - zaczęła drżącym głosem – rozmawiałam z Tomkiem. Nie wiem co ja sobie głupia wyobrażałam, że przyjdzie z pierścionkiem, uklęknie i się oświadczy. A on tymczasem powiedział, że to koniec, że zrywa ze mną, bo mu się tylko wydawało że mnie kocha. Cały świat się wtedy dla mnie zawalił. Ale potem zobaczyłam, że jednak są ludzie, którzy niezależnie od tego co się dzieje, są przy mnie i służą pomocą. Marta, Maciek, Asia, Kuba, Ania, no i oczywiście ty. W szczególności ty. Przychodziłeś tu codziennie, znosiłeś tę moją obojętność, cały czas czekając na ten przełom. I w końcu się doczekałeś – wyznała z niewielkim uśmiechem

- Przecież jesteśmy przyjaciółmi. A Tomek... - zastanowił się przez chwilę
- Dajmy już temu spokój, nie chcę o tym myśleć – mruknęła niechętnie
- Wpierdolę mu – rzucił groźnie. Spojrzała na niego wystraszona, lecz szybko się opanowała. Przecież nie może mu na to pozwolić!
- Nie zrobisz tego – oznajmiła stanowczo
- Tak być nie będzie. Wjebię mu – poczerwieniał ze złości
- Nie wjebiesz – upierała się przy swoim
- Wjebię mu – powtórzył ostro
- Nie wjebiesz
- Wjebię mu – nie odpuszczał, pomimo że nie chciał się z nią kłócić. Uważał, że Tomek powinien ponieść karę, za to co zrobił.
- Nie wjebiesz – powiedziała cicho
- Wjebię
- Nie! - wybuchnęła poirytowana. Skoro ani stanowczo, ani spokojnie nie mogła do niego przemówić, zadecydowała, że tylko krzykiem coś osiągnie
- Dlaczego? - uniósł brwi ze zdziwienia
- Bo ja cię o to proszę – westchnęła, przytulając się do niego. Nie miał wyboru. Musiał odpuścić, pomimo że miał ogromną ochotę przywalić Tomkowi.

poniedziałek, 27 lutego 2012

V. Scen nr 45


Kilkanaście minut później do drzwi jej mieszkania zapukał Rafał. Ania była już nieprzytomna, leżała w niewielkiej kałuży krwi. Coś go tknęło i postanowił wejść do środka. Delikatnie nacisnął klamkę i powoli przekroczył próg.
- Ania? - zawołał niepewnie, zamykając za sobą drzwi. Odpowiedziała mu głucha cisza, więc postanowił się rozejrzeć. Kiedy tylko zajrzał do kuchni, zauważył ją. Natychmiast podbiegł i sprawdził puls. Był bardzo słaby.
- Żyje – mruknął pod nosem. Pobiegł szybko do pokoju, o mało nie przewracając się na pozostawionym bałaganie, wyciągnął z szafki dwa ręczniki i wrócił do niej. Jeden mocno zawiązał na lewej ręce, drugi na prawej, trochę ponad miejscami nacięcia. Wyciągnął telefon i drżącymi palcami wybrał numer na pogotowie. Wezwał karetkę i pilnował Ani, sprawdzając co chwilę puls, który słabnął. Akurat kiedy do mieszkania weszli ratownicy medyczni, akcja serca się zatrzymała. Sanitariusze przystąpili do reanimacji. Rafał złapał się za głowę i nerwowo chodził po pokoju.
- Oddycha. Zabieramy ją do szpitala – powiedział mu jeden z nich. Następnie znieśli ją na noszach do karetki. Rafał zamknął mieszkanie i pojechał za nimi do szpitala. Na korytarzu, kiedy czekał na informacje od lekarza, zadzwonił do Joasi i drugiej Ani. Dziewczyny pojawiły się w szpitalu jak najszybciej było to możliwe. Komisarz próbował dodzwonić się także do Tomka, lecz ten nie odbierał telefonu. Do reszty przyjaciół postanowił odezwać się, gdy będzie znał już jakieś konkrety.
- Co z nią? - zapytała na wstępie Joasia
- Niewiele wiem. Znalazłem ją nieprzytomną w kuchni, podcięła sobie żyły – westchnął zmartwiony. Od czasu rozstania ani na chwilę nie przestał jej kochać. Żałował teraz, że tak łatwo pozwolił jej odejść, obwiniał się, że gdyby nie ich rozstanie, mógłby temu zapobiec. Ale jednak wolał uszanować jej decyzję. Nie widział żadnych przeszkód, by być z nią, jednak ona obawiała się, że spadnie na drugi plan, kiedy urodzi się dziecko Rafała, nie chciała stawać pomiędzy nim a jego dzieckiem.
- Dlaczego chciała to zrobić? - zastanawiała się Ania
- Nie mam pojęcia – Rafał usiadł na krześle i ukrył twarz w dłoniach
- Ja coś podejrzewam – odezwała się Asia
- Tak?
- Jak byłam dzisiaj w biurze asystentów, by pogadać z Martą, to słyszałem jak Tomek poprosił ją o spotkanie wieczorem. Umówili się u niej na wieczór – wyjawiła, doszukując się w tym głębszego sensu. Pokłócili się? Ale to przecież nie jest jeszcze powód do samobójstwa.
- Coś musiało między nimi zajść. Jak biegłem po ręczniki to o mało się nie przewróciłem na jakimś odłamku rozbitego talerza – przypomniał sobie
- A skąd ty wiesz, gdzie Ania trzyma ręczniki? - zagadnęła nagle koleżanka
- Aniu, to nie jest najlepszy czas na takie uwagi – skarciła ją Asia
- Mieliście romans. Zostawiłeś ją i dlatego chciała się zabić! - zarzuciła mu, tracąc panowanie nad sobą
- Prawda, mieliśmy romans. Ale to ona chciała to zakończyć i tak też postąpiliśmy. Potem zaczęła umawiać się z Tomkiem. Od początku to mi się nie podobało, ale to raczej z powodów osobistych niż żeby miał zrobić jej coś złego. Ale wydaje mi się, że on jest tu kluczem do całej sprawy. On musi wiedzieć, co tak naprawdę się tam stało – dedukował komisarz. Ponownie wybrał numer asystenta, lecz ponownie nikt nie odebrał. Zaklął pod nosem i schował telefon do kieszeni. Lekarz nie miał nic więcej do powiedzenia poza tym, że stan Ani jest stabilny i trzeba czekać, aż się obudzi. Rafał chciał zostać, jednak dziewczyny namówiły go, aby wrócił do domu.



- Ja pierdolę, czy on mi kiedykolwiek da spokój?! – rzuciła Aśka w pustą przestrzeń mieszkania siostry. Miała kilka dni wolnego, aby doprowadzić mieszkanie do jako takiego porządku po przykrym zajściu z porwaniem Trampa. Była w trakcie malowania ostatniej ściany, gdy zadzwonił jej telefon. Wystarczył jej rzut oka by wiedzieć, że nie chce go odebrać. Dzwonił Jacek, któremu była bardzo wdzięczna za pomoc, ale stawało się troszeczkę upierdliwe i denerwujące to wymuszanie kontaktu. Odrzuciła połączenie. „Czy chociaż raz, gdy mam wolne, tyle ludzi musi truć mi dupę? Czy choć raz nie mogę mieć dnia tak całkowicie wolnego?!” – krzyczała w myślach.

Wyłączyła telefon i rzuciła go w kąt. Wcześniej dzwonił Rafał, by powiedzieć, że z Anią już wszystko w porządku i że jedzie ją zawieźć do domu. Po kilkudniowym pobycie na obserwacji lekarz pozwolił kobiecie wyjść ze szpitala. Nie chciała mówić o przyczynie tej dramatycznej próby samobójczej, ale nikt jej nie naciskał. Może kiedyś zechce im o tym opowiedzieć.

Blondynka westchnęła. Malowanie ścian jest męczące. Jednak skończyła. Ostatnia ściana w salonie została pomalowana na kolor nazywający się „biała czekolada”. Finisz. I co dalej? O ile by było prościej, gdyby do życia był spis treści. Albo scenariusz. A tak, życie to jedna wielka improwizacja. Nie można przewidzieć, co się zdarzy. Co się zmieni, a co zostanie takie samo. Chciała by coś uległo zmianie? Tak. Jeden jedyny malutki akcent. Więcej nie było potrzebne jej do szczęścia.

Rzuciła się na kanapę. Południe. Dosyć wcześnie. Porządki zrobi jutro, dziś dzień lenia. Cieszyła się, że może mieć choć jeden dzień dla siebie. Nic się nie stanie, jeśli teraz jeszcze chwilę pośpi. Później ugotuje sobie coś dobrego, a potem…



On też miał wolne. Jego partnerka miała, więc on siłą rzeczy także. Poprzedniego dnia zadzwoniła z pytaniem, czy ma wolny wieczór. Nie miał, bo pomagał Aśce malować sufit w salonie. Umówili się na następny dzień. Jeszcze nigdy w życiu nie spędził tyle czasu w łazience i przed lustrem, co dziś. Chciał jej się pokazać z jak najlepszej strony. Stęsknił się za nią. Jego podniecenie na myśl, że zaraz ją zobaczy, że chwyci ją za delikatną dłoń i będzie szeptał w jej zgrabne ucho ukryte pod czarnymi włosami nie pozwalało mu ustać w miejscu. Już? Jeszcze 5 minut. By wyjść, ze spokojem dojść na miejsce spotkania, nie dotrzeć za wcześnie ani za późno. Już! Godzina zero. Westchnął i zamknął za sobą drzwi.



Chciała się zabawić. Cały czas siedziała w domu, bo była po pracy zbyt zmęczona, by gdzieś wyjść. Dziś miała wolne i po prostu musiała zrobić z tego użytek. Najpierw kino. Idiotyczna komedia z amerykańskimi gwiazdami. Film uniwersalny – dla zakochanych i dla singli. Poszła z koleżankami, bo tak bezpieczniej niż samemu. Nie bała się przemocy, bo miała z nią styczność w pracy, umiała się bronić. Bała się tego, że jest sama. Nie ma nikogo, na kim mogłaby się oprzeć. Inaczej. Ma przyjaciół i Martę, która coraz więcej czasu poświęca Maćkowi. Nie ma kogoś takiego, kim jest on dla jej siostry. Chłopaka. Tego się bała. Że się zestarzeje sama. Z Trampem, który zawsze będzie tylko psem.

Później klub. Najlepszy w mieście. Dużo muzyki, świateł, mężczyzn i alkoholu. Dobra odskocznia od szarej codzienności.

Bawiły się w najlepsze. Tańczyły, piły, nie martwiły się niczym, bo po co? Aśka miała dobry humor. Żartowała. Może po alkoholu, może dlatego, że wyłączyła telefon. Liczy się dziś! Wirowała w tańcu z przypadkowymi ludźmi, nie zwracając uwagi na innych. Poza jednym razem, gdy jej wzrok przykuł mężczyzna obejmujący ręką wysoką, szczupłą szatynkę. „Ładna” – przemknęło Aśce przez myśl. Kiedy przypatrzyła się parze lepiej przez klubową mgłę dostrzegła, że tym kimś jest Sebastian. Długonogiej dziewczyny nie znała.

Poczuła takie głupie uczucie, którego nie umiała do końca określić. Żal. I zazdrość. I smutek. I coś takiego, jakby poczucie zdrady. Niewykorzystanej szansy. Byli szczęśliwi, to widać. Przecież nie będzie z nią konkurować. Wiadomo, że przegra. Pewnie jest bardzo zabawna, mądra, ma dużo kasy i wygląd modelki. A ona? Policjantka. Głupia blondynka.

Czuła się źle. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dobry humor z niej uleciał. Miała tylko poczucie, że jest nic nie warta i że nikt nigdy nie będzie jej chciał.



***



Tu M.J. Qwerty się uczy biologii i prosił, bym dokończyła za niego tą część. Także życzę miłego czytania i chyba troszeczkę pokręciłam mu plany co do opowiadania, ale mam nadzieję, że tylko troszkę. Miałam wenę, słuchając Nickelback - Lullaby, uwielbiam! Trzymajcie za Qwertego jutro kciuki, tzn za jego biologię, ok? ;)

Jeszcze słowo od właściciela bloga:


Dzisiejszy scenek podobnie jak jeden z niedawno opublikowanych jest napisany przeze mnie i przez M.J. Z tego miejsca bardzo chciałbym podziękować jej za ogromny wkład w tę część i za pomoc. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że powinienem zwolnić tempo. Ale jeszcze mamy dwa dni lutego, więc następna część ukaże się jutro.

niedziela, 26 lutego 2012

V. Scen nr 44


- Dziękuję – rzuciła wysiadając z samochodu - Co się stało? - podbiegła natychmiast do Rafała
- Sama zobacz – westchnął smutno i zaprowadził ją na górę. Mieszkanie było zdemolowane, ściany pomalowane różnymi kolorami, powywracane meble, zawartość szafek powyrzucana na podłogę, co skutkowało kompletnym nieładem. W oczach Joasi pojawiły się łzy, martwiła się o swojego psa. Rafał przytulił ją do siebie.
- Zobaczysz, nic mu nie będzie – pocieszał ją
- Asia! - dobiegło ich wołanie Jacka. Podeszła do okna i nie wierzyła własnym oczom, mężczyzna trzymał na smyczy jej psa. Od razu zbiegła na dół i przytuliła Trampa do siebie.
- Skąd się tu wziął? - spytała uszczęśliwiona, głaskając go po grzbiecie
- Jeden z waszych ludzi go przyprowadził. Jakiś mężczyzna spacerował sobie z nim po parku jak gdyby nigdy nic. Zawieźli go na komendę – wyjaśnił
- Nawet domyślam się kto to jest – mruknęła, dokładnie przyglądając się lewemu uchu psa. Miał tam bowiem niewielką plamkę na skórze, gdzie nie odrastała mu sierść. Dzięki temu bez problemu policjanci sprawdzili, czy to Tramp. Na miejsce przyjechali Marta i Maciek.
- Wszystko dobrze? - spytała podchodząc do siostry
- Z nim tak, mieszkanie totalna demolka, póki co nie nadaje się do użytku. Nie wiem czy nie trzeba będzie wymienić mebli, ale ściany do malowania – wyjaśniła pokrótce
- Najważniejsze, że Tramp jest cały. A tymczasowe lokum się znajdzie, prawda? - spojrzała znacząco na Maćka
- Oczywiście, mam jeden wolny pokój, więc mógłby być przeznaczony dla Joasi, a Marta w jednym pokoju ze mną – zaproponował
- Nie no, wiesz, Marta może z tobą mieszkać, ale ja może bym poszukała u Ani... - wahała się
- Aśka, ty się nad niczym nie zastanawiaj, to tylko kilka dni – przekonywała ją. Chciała nadal mieć siostrę przy sobie. Ona jednak upierała się przy swoim.
- Nie no, najpierw porozmawiam z Anią – oznajmiła stanowczo. Nie chciała im przeszkadzać, spodziewała się, że nawet po remoncie Marta już nie wróci do swojego mieszkania, tylko na stałe zamieszka z Maćkiem. Poprosiła ich o zaopiekowanie się Trampem i pojechała do przyjaciółki.

           Tymczasem druga Ania przygotowywała kolację dla siebie i Tomka. Próbując się domyślić, dlaczego nie chciał z nią o tym rozmawiać na komendzie, tylko czekał do wieczora, doszła do wniosku że jest to niebanalna sprawa. A pierwsza taka, jaka przyszła jej na myśl to... oświadczyny! Nie chodzili ze sobą długo, ale przecież tyle razy zarzekał się, że ją kocha, że nie może bez niej żyć, więc w sumie dlaczego nie? Tak to właściwie nie wiedziała jak to nazwać, czy jest jego przyjaciółką? Dziewczyną? Kochanką? A może jeszcze inaczej? A po oświadczynach – narzeczona, ach, jak to pięknie brzmi.
- Narzeczona – mruknęła kręcąc głową z uśmiechem. Wyobrażała sobie, jak Tomek klęka przed nią, wyciąga z kieszeni czerwone pudełeczko, otwiera je, a przed jej oczyma ukazuje się przepiękny, błyszczący pierścionek. Z jego ust pada pytanie: „Czy wyjdziesz za mnie?”, ona natomiast także klęka i namiętnie całuje go w usta. Mężczyzna zakłada jej pierścionek na palec, wstaje, podnosi ją i okręca się z nią dookoła krzycząc ze szczęścia. Rozmarzyła się, że nawet nie zauważyła, kiedy minęła godzina 19:00. Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk dzwonka do drzwi. Spanikowana zauważyła, że spaliła pieczeń. Wyłączyła piekarnik i poszła otworzyć. Zaprosiła Tomka do salonu i usiadła obok niego na kanapie.
- Przepraszam cię najmocniej, szykowałam kolację dla nas, zamyśliłam się trochę no i... spaliłam – przyznała się ze skruchą
- Nic się nie stało. W sumie to nie jestem głodny – rzekł pocieszająco
- To może chociaż wina się napijemy? - zasugerowała, wskazując na stojące na stole kieliszki
- Nie, dziękuję. Od razu przejdę do tematu rozmowy – oznajmił sucho
- Tak? - spytała z nadzieją w głosie. Ze wzruszeniem obserwowała jak wstaje z kanapy. Spodziewała się, że teraz uklęknie, lecz ku jej zaskoczeniu zaczął mówić.
- Aniu... ja nie wiem jak ci o tym powiedzieć – westchnął smutno. Obiecał jej, że nigdy jej nie zrani. Uwierzyła mu. A teraz? Teraz musiał wbić jej nóż w serce. Uznał, że lepiej będzie powiedzieć to teraz niż później. Po upływie czasu, kiedy jeszcze bardziej zaangażuje się w ich związek, będzie ją bardziej bolało.
- Najlepiej prosto z mostu – powiedziała lekko zniecierpliwiona. Zaczynała wątpić w to, że przyszedł tu, by się oświadczyć.
- Ja cię nie kocham. Tak mi się wydawało, ale... to było tylko zauroczenie. Przez jakiś czas szalałem za tobą, nie widziałem świata poza tobą, ale teraz... - wyznał zawstydzony. Natychmiast poczuł pieczenie na prawym policzku, w który uderzyła go Ania
- A ja ci wierzyłam! Co, kilka razy mnie przeleciałeś i już ci się znudziłam?! Zaliczyłeś kolejną panienkę, to czas na następną?! Wszyscy faceci są tacy sami! - krzyczała poirytowana. Z nieba trafiła do piekła. Jeszcze kilka minut temu miała plany, marzenia, była w cudownym, błogim nastroju, a teraz? Wszystko runęło jak ogromny domek z kart, z którego zabrano jedną kartę z dołu. Dlaczego miała takiego pecha? Dlaczego akurat ona? Najpierw okazało się, że jej facet ma dziecko ze swoją byłą dziewczyną. Potem zakochuje się w innym, który po spędzeniu kilku nocy z nią stwierdza, że to tylko zauroczenie. Co będzie potem? Nie chciała wiedzieć. Nie chciała myśleć. Nie chciała przyszłości. Dla niej życie się zatrzymało, nie widziała już w nim sensu. W jednej chwili wszystko zostało przekreślone.
- Przepraszam – powiedział cicho
- I co ty myślisz, że powiesz jedno słowo a ja ci wybaczę?! Że niby będziemy przyjaciółmi?! Co ty sobie wyobrażasz?!
- Aniu, ja naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić... - rzekł łagodnym tonem
- Wynoś się! - rozkazała. Tomek bez słowa wykonał jej polecenie. Kiedy zamknął za sobą drzwi, natychmiast sięgnęła po wino i pociągnęła dużego łyka. Skrzywiła się i rzuciła butelkę na podłogę. Dlaczego była tak głupia? Dlaczego tak jej spieszno było? Miała przecież dopiero 31 lat, jeszcze był czas by znaleźć to szczęście. Jednak ona chciała już teraz, samotność zbyt mocno jej doskwierała. Popatrzyła na stół, na którym leżały przygotowane naczynia. Ponownie poczuła rosnącą złość i jednym ruchem pociągnęła obrus, zrzucając wszystko na podłogę. Przez chwilę słyszała jeszcze dźwięk tłuczonego szkła, porcelany. Oddychała ciężko, stojąc pośrodku tego bałaganu. Po chwili poszła do kuchni i wyciągnęła nóż. Przez chwilę przyglądała mu się dokładnie, sprawdzając czy jest dobrze naostrzony. Usiadła na podłodze, a po chwili wahania drżącymi rękoma podcięła sobie żyły.

sobota, 25 lutego 2012

V. Scen nr 43


- To znaczy? - wycedziła przez zęby. Doskonale wiedziała, że chodzi mu o Trampa, lecz pojęcie własność nie było dobrym określeniem dla zwierzęcia.
- Chcę mojego psa z powrotem – powiedział stanowczo, uderzając pięścią w biurko. Oczy Joasi zapłonęły gniewem. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Rafał podniósł się z krzesła i podszedł do mężczyzny.
- Grzeczniej – warknął prowokacyjnie
- Daję pani 48 godzin. Przyjdę tu za dwa dni i albo przekaże mi pani psa, albo zapłaci za niego pięć tysięcy. Inaczej spotkamy się w sądzie, jasne? - odgrażał się
- A gdzie byłeś jak leżał poturbowany pod krzewem?! Teraz nagle dobry właściciel się znalazł, tak?! - krzyczała czerwona ze złości Joasia
- Powtarzam, pięć tysięcy, pies albo sąd. Myślę, że wybór jest prosty – oznajmił z chytrym uśmiechem
- Proszę natychmiast stąd wyjść – rzucił niezbyt uprzejmie Rafał, pokazując mu drzwi. Mężczyzna bez słowa wykonał polecenie. Zaraz po tym w biurze pojawiła się Alicja, z dużym czerwonym śladem na policzku.
- Czyżbyś oberwała? - spytała kąśliwie
- A żebyś wiedziała. Twoja siostra właśnie tłumaczy się z tego przed szefem – odparła zadowolona. Policjantka natychmiast zerwała się z krzesła i pobiegła na piętro.
- Rafałku, chcesz może kawki? - podeszła do niego bliżej i powolnym ruchem dłoni odgarnęła kosmyk włosów z czoła. Ania, pomimo że nie była już jego dziewczyną, poczuła ukłucie żalu. Czy to możliwe, aby była zakochana w dwóch mężczyznach jednocześnie?! Brzmiało to absurdalnie, jednak nie potrafiła jednoznacznie wskazać na jednego z nich. Oboje byli dla niej bardzo ważni, obu darzyła uczuciem, jednak nie potrafiła określić w jakim stopniu jednego, a w jakim stopniu drugiego. Rozum podpowiadał jej, by skupiła się na Tomku. Rafał przecież był już tylko przeszłością, rozdziałem zamkniętym, a z ich związku pozostały wspomnienia. Powoli odsunęła się od biurka i wyszła do biura asystentów, gdzie zastała zmartwioną Martę, wspierającą się na łokciu, która właśnie przed chwilą wróciła od starego i swojego chłopaka. Przytuliła się do niego i ucałowała go w policzek.
- Aniu, musimy porozmawiać – oznajmił drżącym głosem
- Słucham cię – odparła, nie spodziewając się niczego złego
- Myślę, że nie powinniśmy o tym rozmawiać tutaj. Czy mogę przyjechać do ciebie po pracy? - zaproponował
- Skoro tak uważasz to oczywiście, tak zrobimy – zgodziła się bez wahania. Przez chwilę towarzyszyła mu w milczeniu, aż do momentu, gdy w biurze pojawił się Maciek. Marta natychmiast wstała i popatrzyła mu w oczy smutnym wzrokiem.
- Przepraszam – powiedziała cicho – przepraszam, że ci nie wierzyłam
- Naprawdę myślisz, że byłbym w stanie cię zdradzić? - spytał, ukrywając w sobie wszelkie emocje
- Nie. Ja po prostu... jestem zazdrosna, bo cię kocham – wyjaśniła, zarzucając mu ręce na szyje. Spodziewała się, że zrobi krok w tył, jednak ku jej miłemu zaskoczeniu nie protestował.
- Wiesz, muszę ci się jednak przyznać do błędu. Asia mi sugerowała, żebym na nią uważał, jednak ja nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że ona naprawdę chce mnie uwieść – przyznał ze smutkiem w głosie
- Najważniejsze, że sobie wszystko wyjaśniliśmy – rzekła z lekkim uśmiechem
- Nie kłóćmy się już, co? - zaproponował, a w ramach pogodzenia pocałował ją w usta
- Marta, wszędzie cię szukam! - rzuciła Asia, wchodząc do biura. Brunetka jednak nadal była zajęta swoim ukochanym.
- To ja już wracam do biura – oznajmiła Ania, wymijając przyjaciółkę
- Ehh, gołąbeczki – mruknęła pod nosem
- No już, już, oddaję ci siostrę – zażartował Maciek, wypuszczając brunetkę z objęć
- Słyszałam, że stary cię wzywał. Podobno pobiłaś Alicję – rzekła z podziwem Joasia. Cieszyła się, że jest jeszcze ktoś, kto oprócz niej potrafi się jej postawić.
- Powiedziała mi, że spała z Maćkiem – westchnęła cicho. On jednak to usłyszał i zdenerwowany wyszedł z biura. Dziewczyny natychmiast pobiegły za nim.
- Nie uwierzyłam jej! - tłumaczyła się
- Nie chodzi o to. Tym razem pozwoliła sobie na zbyt wiele – mruknął zdenerwowany
- Co zamierzasz zrobić? - spytała z niepokojem. Doskonale wiedziała, że kiedy da się ponieść emocjom, trudno go zatrzymać. Pomimo tego, postanowiła spróbować.
- Trzeba się z nią rozmówić – oznajmił zatrzymując się przed drzwiami do biura komisarzy
- Nie idź – mruknęła patrząc mu w oczy
- Marta... - westchnął, bezradnie opuszczając ręce
- Nie idź, proszę – rzekła błagalnym tonem. Odwrócił się, objął ją ramieniem i zaprowadził ją do pokoju asystentów. Dziewczyna ze szczegółami opowiedziała mu przebieg rozmowy ze starym i podzieliła się swoimi podejrzeniami, że Alicja ma jakieś „chody” u szefa. Dlatego poprosiła go by odpuścił, obawiając się, że on także może mieć przez to problemy. Za jej uderzenie Marta musiała wypełniać dodatkowe raporty po godzinach przez następne dwa tygodnie, ale na szczęście Maciek obiecał jej w tym pomóc.

Po pracy Joasia pojechała do kawiarni „Słonecznej”, gdzie umówiła się ze swoim nowym znajomym, który nareszcie doczekał się spotkania. Kobieta miała nadzieję, że wystarczy posiedzieć z nim jakieś dwadzieścia, trzydzieści minut i to wystarczy, ponieważ nie miała ochoty na opowiadanie o sobie, zwierzenia przed ledwo poznanym mężczyzną, szczególnie po ostatnich przeżyciach. Nie minęła nawet minuta, kiedy Jacek przysiadł się do niej. Zamówili dwie kawy i przez chwilę siedzieli w milczeniu.
- Cieszę się, że wreszcie znalazłaś dla mnie trochę czasu – powiedział z uśmiechem
- Wiesz jak to jest, większość dnia spędzasz w pracy, a jak wrócisz do domu to nawet nie masz siły by coś sobie ugotować – mruknęła zamyślona
- Pewnie narzeczony ci gotuje – stwierdził. Nie chciał ją pytać wprost o narzeczonego, więc postanowił uciec się do małego podstępu, który przyniósł oczekiwany skutek, czyli odpowiedź.
- Nie mam narzeczonego – oznajmiła zniecierpliwiona. Chciała już jak najszybciej dostać swoją kawę, posłodzić ją, wypić i wymigać się od dalszej rozmowy. Na szczęście wybawił ją telefon od Rafała. Odetchnęła z ulgą, odbierając połączenie.
- Tak? - spytała zadowolona
- Aśka, było włamanie do mieszkania Marty – powiedział smutno. Jej dobry humor natychmiast gdzieś zniknął. Była w szoku, przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć.
- Ale jak włamanie? Coś zginęło? A co z Trampem? - zapytała drżącym głosem. Najbardziej obawiała się właśnie o swojego psa.
- No właśnie nigdzie go nie ma, mundurowi szukają go po okolicy. Może włamywacz go tylko wystraszył – zasugerował, jednak sam w to nie wierzył
- Albo go porwał... Dobra, będę jak najszybciej to możliwe – zakończyła rozmowę i pospiesznie zarzuciła na siebie kurtkę
- Przepraszam cię, ktoś się włamał do mojego mieszkania i Trampa nigdzie nie ma. Muszę tam jechać – rzuciła szybko. Zadzwoniła po taksówkę, lecz musiałaby czekać aż 20 minut, więc zrezygnowała.
- Prędzej tam dostanę się pieszo – mruknęła pod nosem
- A może ja cię zawiozę? Zaparkowałem dwie ulice stąd – zaproponował Jacek
- Naprawdę, mógłbyś? Byłabym ci bardzo wdzięczna – przystała na to z lekkim uśmiechem. Mężczyzna pośpiesznie zapłacił rachunek, po czym wyszli z kawiarni.

piątek, 24 lutego 2012

V. Scen nr 42


  Minął tydzień. Joasia już wielokrotnie odbierała telefony od swojego nowego znajomego, Jacka, i za każdym razem znajdowała jakąś wymówkę by odłożyć spotkanie na późniejszy termin. Rafał przejmował się zbliżającym porodem Beaty, Ania rozkwitała przy Tomku, lecz czasem nadal tęskniła za swoim byłym chłopakiem, zaś Marta denerwowała się na Maćka o byle co, a szczególnie gdy widziała go w towarzystwie Alicji. Dziewczyna pozwalała sobie na coraz śmielsze posunięcia, co zwiększało niepokój brunetki.
- Najchętniej bym udusiła cholerę – zakończyła zwierzenia
- Robisz jeden błąd – Ania zwróciła jej uwagę
- Jaki? - uniosła brwi
- Jeśli chcesz go przy sobie zatrzymać to nie możesz tak się zachowywać. Zniechęcasz go do siebie, po prostu sama pchasz go w jej ramiona! Musisz pokazać, że bezgranicznie, podkreślam, bezgranicznie mu ufasz – poradziła
- Łatwo ci mówić – westchnęła – ja po prostu nie potrafię nie być zazdrosna!
- Nie ma miłości bez zazdrości – wtrąciła się Joasia
- Przestań. Jeżeli on ją zdradzi to będzie to częściowo twoja wina – zarzuciła jej
- Moja?! Ja mu pcham ją do łóżka?! - oburzyła się. Rzuciła jej złowrogie spojrzenie w oczekiwaniu na odpowiedź
- Za bardzo nakręcasz Martę przeciwko niej. Chcesz by postrzegała ją jako wroga, bo tobie także się nie podoba. Dlaczego? To proste, Sebastian prawie cały czas się na nią gapi i to cię wkurza – wyjaśniła swoją teorię
- Po pierwsze, dlaczego miałoby to mnie wkurzać? Po drugie, nie tylko Sebastian, ale wszyscy faceci na tej komendzie wlepiają w nią swoje gały, a po trzecie lepiej żeby Marta reagowała teraz niż potem miałaby się obudzić z ręką w nocniku – obiła piłeczkę
- Co racja to racja – brunetka zgodziła się z siostrą. Ania doszła do wniosku, że nie przemówi im do rozumu i dalsza rozmowa nie ma sensu. Westchnęła ciężko i zabrała się za raporty. Ciszę przerwał dzwoniący telefon Joasi.
- Cholera, znowu on... - mruknęła niezadowolona. Nie miała najmniejszej ochoty na choćby krótkie spotkanie z nim, o kawie już nie wspominając. Pokręciła głową i odłożyła komórkę na biurko.
- Umów się z nim wreszcie, to może w końcu się odczepi – powiedziała w drzwiach Marta, posyłając siostrze uśmiech. Z zadowoleniem opuściła biuro, kiedy blondynka odebrała połączenie. Weszła do pokoju asystentów, gdzie podtrzymał się jej dobry humor, bowiem był tam tylko jej ukochany i chyba pierwszy raz od tygodnia nie kręciła się przy nim Alicja. Kusiło ją, by trochę podpytać go o ich relacje, jakoś skłonić by się wygadał, ale trochę bała się tego, co może usłyszeć. Bała się prawdy albo bała się, że ją okłamie. Ciekawość jednak tak bardzo ją zżerała, że nie wytrzymała i musiała zapytać.
- Jak ci się pracuje z Alicją? - podniosła głowę znad biurka
- Dobrze, nie narzekam – mruknął, nawet nie spojrzawszy na nią. Zirytowało ją to, jednak szybko się uspokoiła, powtarzając sobie, że to jeszcze o niczym nie świadczy.
- Coś dużo czasu spędzacie ze sobą – zauważyła z niepokojem
- Trudno by było spędzać z nią mało czasu, przecież pracujemy w jednym biurze – skomentował bez zainteresowania rozmową
- I tak cały czas zajmujecie się tylko pracą? - spytała podejrzliwie
- O co ci chodzi? - rzucił zdezorientowany, nadal nie przerywając pracy
- O nic. Kochasz mnie? - wypaliła nagle. Wreszcie osiągnęła oczekiwany skutek, odsunął się od biurka i spojrzał na nią. Spodziewała się potwierdzenia, lecz bardzo mocno się rozczarowała.
- Dlaczego pytasz? - uniósł brwi, mówiąc to takim tonem, jak gdyby nigdy nic ich nie łączyło. Otworzyła usta ze zdziwienia, nie mogąc wykrztusić ani słowa. Wtedy w biurze pojawiła się Alicja, stawiając na biurku dwa kubki.
- Przyniosłam ci kawki – oznajmiła z uśmiechem
- Zaraz zwymiotuję – burknęła pod nosem Marta i szybkim krokiem wyszła na korytarz. Kiedy ochłonęła, wróciła tam z nową energią do kłótni, lecz to co zobaczyła ją przerosło. Ledwo przekroczyła próg, ujrzała jak dziewczyna siada mu na kolanach.
- Ty... ty... ty świnio! - krzyknęła zniesmaczona. Wściekła i jednocześnie zrozpaczona wybiegła z wydziału. Maciek, nie zastanawiając się ani chwili zrzucił z kolan Alicję i pobiegł za nią. Złapał ją przy wyjściu z komendy, kiedy opierała się o ścianę.
- Marta... - rzekł łagodnie
- Nie odzywaj się do mnie! - odepchnęła go agresywnie
- To nie tak... - próbował się tłumaczyć
- A jak? Gdybyście nie byli na komendzie to byś ją przeleciał, co?!
- Uspokój się – położył dłoń na jej policzku, lecz natychmiast ją odtrąciła.
- Spałeś z nią. Przyznaj się! - zażądała czerwona ze złości
- Nic między nami nie zaszło – zaprzeczył. Nie odezwała się, tylko odwróciła się do niego plecami. Pewnie się wahała, co odpowiedzieć.
- Nie wierzę ci – pokręciła przecząco głową. Wtedy w jego oczach ujrzała coś, co poddało w wątpliwość jej zdanie. Zobaczyła w nich smutek, żal, ból, cierpienie. Jednak było już za późno. Bez słowa wrócił na komendę. Teraz to ona pobiegła za nim.
- Maciek, przepraszam – powiedziała, idąc obok niego. Mężczyzna się nie zatrzymał, nie zwrócił na nią uwagi.
- Nie zdradziłeś mnie, prawda? - spytała z nadzieją w głosie
- Tak nagle zmieniłaś zdanie? - warknął
- Gdybyś to zrobił, mój zarzut nie uderzyłby w ciebie tak bardzo – wyjaśniła
- Pie*dolenie – mruknął pod nosem. Natychmiast odwróciła się i zdenerwowana poszła do biura. Tam z szyderczym uśmiechem powitała ją Alicja. Na początku planowała nie zwracać na nią uwagi, jednak chęć wyładowania na kimś swojej złości wzięła nad nią górę.
- To jest mój facet i radzę ci się trzymać od niego z daleka – ostrzegła ją
- Twój facet? Szczęściara z ciebie, jest świetny w łóżku – sprowokowała ją. Brunetka nie wytrzymała i uderzyła ją w twarz.

Tymczasem w biurze pojawił się facet, który szukał Joasi. Policjantka akurat była wtedy w kuchni, więc mężczyzna musiał chwilę na nią poczekać. Ania powiadomiła ją o tym, ale ona, spodziewając się, że to Jacek, nie spieszyła się. Minęło dobre pięć minut, nim wróciła do biura. Okazało się, że jest to kto inny.
- Dzień dobry, podobno mnie pan szukał – odezwała się po przekroczeniu progu
- Być może – odparł tajemniczo
- To znaczy? - spytała zaciekawiona
- Czy pani jest właścicielką psa rasy Golden Retriever, który kilka dni temu zatrzymał złodzieja?
- Tak, a dlaczego pan pyta? - potwierdziła z lekkim niepokojem. Intuicja podpowiadała jej, że ta rozmowa nie przyniesie nic dobrego.
- Adam Bracki, jestem poprzednim właścicielem owego psa – przedstawił się, skłaniając się grzecznie – Przyszedłem po swoją własność – oznajmił pewnie. Joasia poczuła rosnącą irytację. Zacisnęła pięści, starając się opanować.

czwartek, 23 lutego 2012

V. Scen nr 41


- Nie uwierzycie. Do starego przyszła jakaś bardzo młoda dziewczyna w bluzce z dużym dekoltem i w krótkiej spódniczce! - podzielił się z nimi sensacją
- Ciekawe po co... - podchwycił temat Bartek
- Wy tylko o jednym – mruknęła Marta, wstając z krzesła
- Wpadła na mnie na korytarzu – oznajmił Maciek. Brunetka zatrzymała się w drzwiach i spojrzała na niego z ukosa – No nie patrz tak, opieprzyłem ją, by patrzyła jak chodzi – dodał szybko
- No i dobrze – odparła zadowolona i wyszła z biura
- A na serio? - spytał Sebastian, nie dowierzając jego słowom
- Naprawdę tak było – potwierdził znudzony. Dziewczyna pomimo swego ubioru nie wywarła na nim wrażenia. Kochał Martę i tylko ona go interesowała. Była jedyną kobietą, której potrafił ulec.
- No nie wierzę, ja bym na twoim miejscu przeprosił ją i ucałował w dłoń – westchnął Sebastian, żałując że to nie on zderzył się z nią na korytarzu.
- To jak ja bym był na twoim miejscu, wtedy gdy ty byś był na moim miejscu to wtedy martwiłbym się żeby moja dziewczyna się o tym nie dowiedziała – zaśmiał się
- Ucałowanie dłoni to nic złego – bronił się komisarz
- Od tego się zaczyna... a zresztą, widziałeś spojrzenie Marty
- Co, ciężko się przyzwyczaić do zmiany? - spytał kąśliwie Bartek
- Ma trudny charakter, ale nie przeszkadza mi to – powiedział z uśmiechem. O ile kiedyś nienawidził jej charakteru, teraz go polubił. To była jedna z tych rzeczy, która wyróżniała ją z tłumu innych kobiet, sprawiała że była wyjątkowa. Rozmowę przerwał im komendant, który zajrzał do nich.
- Wszyscy do biura – rzucił krótko. Mężczyźni wzruszyli ramionami i wykonali polecenie. Byli tam już Asia, Ania, Kuba, Marta i Rafał. Kiedy już się usadowili, wszedł stary z dziewczyną, o której mówił Sebastian.
- To ona – szepnął Kamilowi na ucho. Stary dumnie się wyprostował i zaczął mówić.
- Pomyślałem sobie, jak to bardzo ciężko moi wspaniali policjanci muszą pracować. Postanowiłem sobie, że muszę was odciążyć. Jak? Znalazłem dla was pomocne dłonie, a mianowicie nową asystentkę. To jest pani Alicja, od dzisiaj jest częścią waszego zespołu – przedstawił ją komisarzom
- Sądzę iż do tej pory radziliśmy sobie doskonale i nie potrzebujemy dodatkowej pomocy – odezwała się nagle Joasia. Na kilku twarzach pojawiło się zdumienie, bowiem stary nie lubił, kiedy ktoś mu się sprzeciwiał.
- Ale w przyszłości może się okazać, że nie dajemy rady – odbił piłeczkę Sebastian
- Ona jest młoda. Zamiast pomagać nam, my będziemy musieli jej uczyć co i jak – odparła zbulwersowana
- Podpisałem już umowę. Decyzja jest więc nieodwołalna – oznajmił stanowczo
- Panie komendancie... - zaczęła Marta, lecz natychmiast wciął się jej w zdanie
- Ani słowa więcej! Chyba że ma pani ochotę na dodatkowe raporty po godzinach – zagroził zdenerwowany. Czerwony ze złości opuścił ich biuro bez słowa. Alicja puściła oko w kierunku chłopaków, co wywołało dyskusję między Kamilem a Sebastianem, do którego z nich to było. Tymczasem ona, nie zważając na to, podeszła do Maćka.
- Byłbyś tak uprzejmy i oprowadził mnie po komendzie? - poprosiła delikatnym głosem. Nie było faceta, który by jej odmówił, lecz on się zawahał.
- No w sumie... dobrze, chodźmy – powiedział, idąc za nią na korytarz
- Widziałaś to?! - krzyknęła wściekła Marta
- Tak. Nie podoba mi się to – mruknęła zbulwersowana Joasia
- Dziewczyny, nie przesadzajcie. Już nawet oprowadzić po komendzie jej nie może? - bronił przyjaciela Rafał
- Widać po niej, że to puszczalska suka – warknęła brunetka
- Marta, uspokój się – rzekł łagodnie
- Nie mam zamiaru! - zerwała się, by ich znaleźć i zrobić im awanturę, lecz Rafał ją zatrzymał
- Ufasz mu?
- Też pytanie – prychnęła rozbawiona
- Ufasz mu? - powtórzył z powagą
- Ufam – potwierdziła bez wahania
- Więc po co te nerwy? Czego się obawiasz? - posadził ją na krześle i kucnął obok
- Że nie wytrzyma. Ja po prostu nie potrafię nie być zazdrosna! - stwierdziła, ukrywając twarz w dłoniach
- Ale jednak strzeżonego Pan Bóg strzeże – wtrąciła się Joasia. Rafał podniósł się, z niedowierzaniem pokręcił głową i wyszedł z biura. Blondynka przytuliła siostrę.
- Przecież dopiero wczoraj wyznał mi miłość. Wiem, że to absurdalne, ale boję się że on po prostu zapomni, że już nie jest samotny – wyznała zmartwiona. Powiedziała, że mu ufa, ale ręki by sobie nie dała uciąć, że jej nie zdradzi. Nie po tym, co kiedyś przeżywała. Wtedy była ogromnie pewna, że narzeczony nie zostawi jej dla innej, a on potem nawet nie miał odwagi spotkać się z nią, przyznać do winy, nawet napisać smsa.
- Upilnujemy tej szmaty – obiecała Joasia. Po kilku minutach obie wróciły do pracy. Marta poczerwieniała ze złości, kiedy do biura weszli Maciek i Ala, oboje roześmiani od ucha do ucha.
- To może zrobię ci kawy? Zobaczymy czy pamiętam wszystko z kuchni – zaproponowała
- Świetny pomysł – przytaknął. Dziewczyna wyszła z biura.
- Ty sobie łazisz, a ja tu muszę zapieprzać – powiedziała z wyrzutem brunetka
- Poprosiła mnie o oprowadzenie, więc co miałem zrobić, odmówić? - spytał bezradnie
- A dlaczego akurat ciebie? - zasugerowała, jednak on niczego nie skojarzył
- O co ci chodzi? - uniósł brwi ze zdumienia
- O nic. A żebyś dostał rozwolnienia od jej kawki – warknęła, wychodząc z biura
- Kobiety... trudno je zrozumieć – mruknął pod nosem, wzruszając ramionami. Postanowił nie biec za nią, ponieważ jej zły humor zwalił na gorszy dzień i stwierdził, że wkrótce jej przejdzie.

środa, 22 lutego 2012

V. Scen nr 40


            Minęło kilka minut, nim Maciek pożegnał się z Martą i pojechał do siebie. Sebastian także już poszedł, a Joasia wyszła z psem na spacer. Brunetka została sama w mieszkaniu, więc poszła do swojego pokoju i położyła się na łóżku. Dość miała już wrażeń na jeden dzień. Szczęśliwa rozmyślała o przyszłości, jednak nie mogła przecież dokładnie jej rozplanować. Przymknęła oczy i nawet nie wiedziała kiedy zasnęła, zmęczona wydarzeniami dnia dzisiejszego. Tymczasem Asia spuściła psa ze smyczy i powoli spacerowała w głąb parku. A co z jej miłością? Nie spotkała jeszcze mężczyzny, któremu bez wahania powierzyłaby wszystkie tajemnice, z którym chciałaby pozostać do końca życia. Z rozmyślań wyrwało ją szczekanie psa.

- Tramp, chodź tu! - zawołała z lekkim niepokojem. On jednak nie zareagował i zaczął biec wzdłuż alejki. Kobieta zaklęła pod nosem i pobiegła za nim. Dogoniła go, kiedy warcząc szarpał za rękaw leżącego mężczyznę.
- Bardzo pana przepraszam – powiedziała, odciągając psa i zapinając go na smycz
- To pani pies? - spytał drugi, który właśnie podbiegł
- Mój – przyznała lekko przestraszona. Spodziewała się kazania, że jak już bez smyczy to powinien mieć kaganiec, a tymczasem on nachylił się nad leżącym i wyciągnął z jego kieszeni portfel.
- Gratuluję, ma pani wspaniałego psa. Ten facet ukradł mi portfel i właśnie go goniłem, kiedy pani pies go zatrzymał. Jestem bardzo wdzięczny – uścisnął jej dłoń – No to dzwonię na policję – oznajmił sięgając po telefon
- Ja to zrobię – rzuciła szybko, tajemniczo się uśmiechając. Nie wspomniała ani słowem, że pracuje w policji, ale po tej rozmowie telefonicznej można było się tego domyślić.
- Pani znajomy pracuje w policji? - zapytał zdumiony
- Wiele znajomych – mruknęła pod nosem, jednak on tego nie usłyszał. Przypilnowali złodzieja aż do przyjazdu mundurowych, a następnie Joasia ruszyła w stronę domu.
- Nie będzie pani miała nic przeciwko, jeśli jeszcze przez chwilę dotrzymam pani towarzystwa? - spytał uprzejmie
- Jeśli pan chce to może pan iść – odparła obojętnie
- Tak właściwie to Jacek jestem – przedstawił się
- Joanna, dla znajomych Aśka
- Ładne imię – rzekł z uśmiechem, którego jednak nie mogła dostrzec, ponieważ było ciemno. Przeszli kawałek, aż w końcu wyszli z parku.
- Masz zamiar tak iść aż pod mój dom? - uniosła brwi ze zdumienia
- W sumie... dlaczego nie? - zastanowił się przez chwilę – Gdzie pracujesz?
- W Krakowie – rzuciła rozbawiona
- Poważnie pytam – oznajmił roześmiany
- A ja poważnie odpowiadam – uśmiechnęła się szeroko, zatrzymując się przy przejściu dla pieszych. Kiedy upewniła się, że nic nie nadjeżdża, przeszli na drugą stronę ulicy.
- Ja pracuję jako prawnik – wyznał, licząc na uzyskanie odpowiedzi od niej
- No proszę, trochę pokrewny zawód – mruknęła pod nosem
- A ty?
- W policji – spojrzała na niego, czekając na reakcję. Kiwnął głową i uśmiechnął się pod nosem.
- To dlatego chciałaś zadzwonić na policję – stwierdził po chwili namysłu
- Brawo
- Dasz mi swój numer? - poprosił, zatrzymując się przed nią. Spojrzała na niego, przechyliwszy głowę na bok.
- Znamy się zaledwie kilka minut – rozłożyła ręce, w geście bezradności
- I właśnie dlatego proszę cię o ten numer, bo chcę cię lepiej poznać. No muszę ci się odwdzięczyć za dzisiejszą pomoc, chciałbym w chwili wolnego zaprosić cię na najlepszą kawę w mieście – wyjaśnił, lekko się do niej uśmiechając
- Teraz to mnie podszedłeś. Uwielbiam kawę – wyjawiła, puściwszy do niego oczko. Podał jej swój telefon i zapisała numer.
- To do zobaczenia – pożegnał ją
- Pa – odpowiedziała i ruszyła w stronę domu

           Dwa dni później w pracy Joasia, oczekując na raporty, wzięła do ręki regionalny tygodnik i z ciekawości zajrzała do rubryki zdarzeń kryminalnych.
- Dnia 15 listopada w godzinach wieczornych w parku skradziono portfel mężczyźnie. Złodzieja zatrzymał przez pies rasy Golden Retriever, którego właścicielka była właśnie na spacerze. Mężczyznę aresztowała policja, grożą mu 2 lata więzienia – przeczytała szeptem
- Co tam czytasz? - zagadnął Sebastian, wchodząc do biura
- Kronikę kryminalną... - mruknęła odkładając gazetę
- No z tym to chyba jesteśmy na bieżąco – rzekł półżartem, pół serio. Nagle w ich biurze pojawił się Maciek, niosąc im stertę raportów czekających na wypełnienie.
- A gdzie Tomek? Przecież zawsze on to robił – uniósł brwi ze zdziwienia
- No tym razem spadło to na mnie. Tomek wziął wolne i zabrał gdzieś Ankę, dlatego Rafał pracuje dzisiaj sam. Lepiej go nie drażnić, chodzi wkurzony jak sto pięćdziesiąt – wyjaśnił
- Ty byś chętnie Martę gdzieś zabrał, co? - spytała z uśmiechem Asia
- Nie zaprzeczę. Mam pewne plany, ale to na grudzień albo styczeń – uchylił rąbka tajemnicy
- Taaak? - podpuszczała go, jednak nie dał się zwieźć i nie zdradził swych zamiarów.
- I tak ci teraz nie powiem – uśmiechnął się i wyszedł z biura. Na korytarzu wpadła na niego jakaś młoda dziewczyna, na oko mogła mieć 20 – 25 lat, miała długie jasne włosy, sięgające do ramion, szczupła, drobnej budowy.

- Uważaj jak chodzisz – warknął asystent i nie czekając na odpowiedź poszedł dalej. Dziewczyna zadarła nos do góry i zdecydowanym krokiem weszła do biura komisarzy.
- Słucham panią – powiedział Sebastian, odkładając długopis. Miała na sobie bluzkę z dużym dekoltem i krótką spódniczkę, co skutecznie odciągnęło myśli komisarza od pracy.
- Szukam gabinetu komendanta – rzekła delikatnym głosikiem. Joasia spojrzała na nią groźnie, a następnie przeniosła wzrok na kolegę
- Piętro wyżej, trzecie drzwi po prawej – rzuciła, nie przerywając pisania. Dziewczyna w ciszy opuściła ich biuro.
- Dziękuję się mówi! - krzyknęła zdenerwowana – Co się tak gapisz?! - zwróciła się do Sebastiana, co natychmiast przywróciło go do porządku. Szybko nachylił się nad raportem, udając że go uzupełnia. Ukradkiem spoglądał od czasu do czasu na blondynkę, która była tak pochłonięta pracą, że prawie wcale nie zwracała uwagi na otoczenie. Chciał już ją zapytać, co myśli o wizycie tej dziewczyny u starego, jednak się powstrzymał, obawiając się ciętej riposty z jej strony. Chęć podzielenia się swoimi przemyśleniami była jednak tak duża, że postanowił pójść do asystentów.

wtorek, 21 lutego 2012

V. Scen nr 39


          Tymczasem Maciek stał i przypatrywał się leżącemu na ziemi przestępcy. Rzucił się na niego, kiedy tylko Marta odjechała. Pobił go dość dotkliwie, że aż ciężko mu było się podnieść. Policjant nachylił się do niego i chwycił za kark.
- Gdzie są dwaj pozostali? - wycedził przez zęby. Teraz był zdolny do wszystkiego, nie panował nad sobą. Kontrolę nad nim przejęła chęć zemsty za zabójstwo żony i porwanie Marty.
- Nie wiem – odburknął, krzywiąc się z bólu. Miał już otrzymać kolejny cios, kiedy nadjechał jakiś samochód. Odruchowo wyciągnął broń, i słusznie zrobił, byli to bowiem dwaj wspólnicy tamtego, którego pobił.
- Policja, na ziemię! - krzyknął oddając strzał ostrzegawczy w powietrze. Nie czekając ani chwili mężczyźni padli na trawę. Wtedy nadjechał drugi samochód. Policjant wymierzył w niego bronią, lecz wycofał się, kiedy zobaczył wysiadającego zza kierownicy Sebastiana.
- Zgarniamy ich – rzucił krótko, ocierając czoło z potu. Dopiero teraz się uspokoił. Komisarze skuli przestępców i wezwali radiowóz.
- Twoja żona była tak ładna, że aż musiałem ją przelecieć – odezwał się jeden z nich, prowokując Maćka. Ten podszedł do niego i już się zamachnął, lecz w ostatniej chwili zatrzymał go Rafał. Asystent rzucił tylko pełne wściekłości spojrzenie i odszedł kawałek dalej.
- Sebastian
- Tak? - odparł odruchowo
- Zawieź mnie do Marty, muszę się z nią zobaczyć – poprosił nieśmiało. W głębi duszy czuł, że musi z nią porozmawiać, że musi się wytłumaczyć z tego co powiedział, że musi sprawdzić, czy na pewno wszystko jest w porządku.
- Tomek, Rafał, dacie sobie radę? - zapytał kolegów, przydeptując papierosa, którego właśnie skończył palić. Kiwnęli twierdząco głową, więc oboje wsiedli do samochodu i odjechali.

- Ale jak to się stało, że nic ci nie jest? - Joasia była przepełniona radością i zdumieniem. Bardzo się cieszyła, że siostra wyszła z tego cało. Marta właśnie wyszła z łazienki, brała kąpiel. W kuchni czekała na nią kolacja przygotowana przez Asię, bowiem tak jak się spodziewała, brunetka była bardzo głodna.
- To dzięki Maćkowi – powiedziała sięgając po kanapkę. Na samo wspomnienie o nim jej serce zabiło mocniej, ale poczuła także jakieś ukłucie żalu. Trochę zaniepokoiła się tym, co usłyszała gdy rozmawiał z porywaczem. Pocieszała się jednak nadzieją, że nie mówił tego bezpośrednio do niej, marzyła o tym, by to nie była prawda.
- Opowiesz? - spytała z zaciekawieniem, siadając na krześle
- Był tylko ten jeden koleś, co mnie pilnował, ale kontaktował się z kimś przez telefon, na pewno miał wspólnika – zaczęła
- Maciek mówił, że to ci sami, co zabili jego żonę. Było ich trzech, tak samo jak na nagraniu z kamery przed komendą – wyjaśniła Asia
- No i trochę mnie poturbował jak się stawiałam, ale to wszystko. No i potem mnie rozwiązał i kazał mi iść i na zewnątrz spotkałam Maćka. Zaczął jakoś tak gadać, że sama nie bardzo go rozumiałam. Może przez to, że zapadły mi w pamięci te słowa, jak mówił że nic do mnie nie czuje. Mam nadzieję, że to tylko była prowokacja. Najważniejsze, że wynegocjował u porywacza, bym mogła uciec, a potem to już do was na komendę – opowiedziała zwięźle historię porwania. Westchnęła smutno, zastanawiając się, co się teraz dzieje z Maćkiem. Siedziały przez chwilę w milczeniu, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Otworzę – rzuciła Joasia, podnosząc się ze stołka. Wróciła po chwili i oparła się o ścianę.
- Marta – zawołała siostrę, lecz ta nie zareagowała. Dopiero kiedy Tramp podszedł do niej i trącił jej dłoń, spojrzała na kobietę.
- Co się dzieje? - spytała zaniepokojona. Ciarki przeszły jej po plecach, spodziewając się złych wieści.
- Masz gościa – oznajmiła spokojnie, zostawiając ją samą. Zaraz po tym do kuchni wszedł Maciek. Marta otworzyła usta ze zdziwienia i nie była w stanie wykrztusić ani słowa. Po jej policzku pociekła łza. Nie była ona spowodowana smutkiem czy tęsknotą, lecz ogromną radością, jaka zagościła w niej, na ten widok. Nie zastanawiając się podbiegła go niego i rzuciła mu się na szyję. Mężczyzna przytulił ją mocno i okręcił się dookoła, po czym postawił ją na ziemi.
- Tak się cieszę, że nic ci nie jest – wyszeptała nie wypuszczając go z objęć
- A ty? Cała jesteś? - zapytał troskliwie, chcąc się upewnić
- Dzięki tobie – pocałowała go w policzek, zrobiła krok do tyłu i otarła łzy z policzków
- Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało – wyznał, wpatrując się w jej oczy. Przez chwilę milczeli, słychać było tylko ich oddechy. Mówił sobie w duchu: „powiedz jej, no powiedz”, lecz nie mogło mu to przejść przez gardło, tak bardzo był szczęśliwy, że nic się jej nie stało. Minęło wiele czasu nim przyznał się do tego przed samym sobą, ale podobała mu się już dawno, kiedy jeszcze się kłócili.
- Więc to nie była prawda, co mówiłeś? - spytała z nadzieją w głosie. Serce biło jej bardzo mocno, w nerwowym oczekiwaniu na odpowiedź. Czuła, że długo już nie wytrzyma tego napięcia, nogi pod nią się ugięły. Maciek natychmiast ją złapał.
- Wszystko w porządku? - zaniepokoił się
- Odpowiedz – rzuciła, patrząc mu w oczy. Uśmiechnął się lekko i położył dłoń na jej policzku.
- Prawda jest taka, że... że już od jakiegoś czasu nie jesteś mi obojętna. Przy tobie wszystko jest łatwiejsze, problemy nie są takie skomplikowane, czuję, że wszystko jest na swoim miejscu. Wydaje mi się, że znasz wszystkie moje myśli, że tylko my jesteśmy na tym świecie, że tylko my się liczymy i nic więcej – wyznał jej i nie czekając na odpowiedź delikatnie pocałował w usta. Joasia i Sebastian obserwowali tę scenę z przedpokoju.
- Nie prościej by było, gdy od razu powiedział te dwa słowa, które wyraziłyby to wszystko? - spytał retorycznie
– Ani trochę nie ma w tobie romantyzmu – rzekła, udając oburzoną
- Ehh, co ta miłość robi z ludźmi – westchnął, przewracając oczami
- Przenocujesz mnie? - spytała nagle
- Że co? - uniósł brwi ze zdumienia
- No może nasi zakochani będą chcieli pobyć trochę sami – zasugerowała z uśmiechem
- Ty mówisz poważnie o tym noclegu?
- Żartuję przecież. Marta nie wskakuje facetowi do łóżka na jedno zawołanie, no i myślę, że Maciek także taki nie jest, żeby już tak od razu. No niby długo się znają, ale... - zastanawiała się
- Dobra, patrzmy dalej – mruknął zaciekawiony Sebastian
- Kocham cię – wyznała brunetka, patrząc na ukochanego. Serce waliło jej jak oszalałe, ale cieszyła się, że wreszcie mu o tym powiedziała.
- Ja ciebie też – wziął ją w ramiona i delikatnie przejechał dłonią po jej ciemnych włosach. Odetchnął z ulgą, radując się szczęśliwym końcem sprawy jej porwania. Pewien etap w ich życiu się właśnie skończył, ale rozpoczynał się kolejny.

poniedziałek, 20 lutego 2012

V. Scen nr 38


Bardzo dziękuję za pomoc M.J, nie wiem czy scenek ukazałby się dzisiaj, gdyby nie ona. Jej wkład był bardzo duży, właściwie to wspólnie napisaliśmy tego scenka. A teraz zapraszam do czytania.
----------

Komisarze pojechali nad Wisłę, gdzie znaleziono ciało dziewczyny. Przywitali się z technikami, a następnie podeszli do lekarza sądowego.
- To ona? - spytała drżącym głosem Joasia
- Twarz jest zmasakrowana, ciężko powiedzieć. Może ją rozpoznasz – zasugerował jej, wskazując ręką na worek. Wzięła głęboki oddech, podeszła do niego i powoli otworzyła. Przypatrzyła się dokładnie i odetchnęła z ulgą.
- To nie jest Marta – odparła cicho
- Jesteś pewna? - zapytał stojący za nią Sebastian
- To nie jest moja siostra – oznajmiła stanowczo
- Dobrze, wracajmy na komendę. Kamil, niech Ania i Kuba zajmą się tą sprawą, ok? - zarządził komisarz. Wraz ze swoją partnerką wsiadł do samochodu i wrócili na Pomorską. W biurze zastali Maćka.
- Czekałem na was – powiedział od razu, gdy weszli
- Masz coś nowego? - przeszła do konkretów
- Wiem już kto porwał Martę. To ci sami ludzie, którzy cztery lata temu porwali moją żonę... i zabili – westchnął ciężko
- Co to za ludzie? Mieli odsiadkę? - dopytywała się niecierpliwie
- Macie na biurku akta. Wtedy został złapany tylko jeden z nich, który cały czas siedzi. Rozmawiałem z nim, ale twierdzi że nie ma kontaktu z byłymi wspólnikami. To by się chyba zgadzało, nikt go tam nie odwiedza – wyjaśnił im
- Ale co oni mogą od niej chcieć? Czy ona ma coś wspólnego z twoją byłą żoną? - pytał Sebastian
- Obawiam się, że im chodzi o mnie – wyznał wpatrując się w okno
- O ciebie? - powtórzyła zdumiona
- Nie wiem co ode mnie chcą, ale znajomość ze mną to jedyne co łączy je obie – stwierdził po chwili. Ich rozmowę przerwał telefon. Maciek natychmiast zawołał Tomka i kazał mu namierzać rozmówcę.
- Słucham? - odebrał połączenie
- To dobrze, że słuchasz. Pamiętasz co się wydarzyło cztery lata temu? – odpowiedział głos w słuchawce, szyderczo się śmiejąc
- Pożałujesz tego – wycedził przez zęby
- Pamiętaj, że ja rozdaję karty. Mam piękną, ale tylko do czasu, panią komisarz. Szkoda by jej było co? – prowokował.
- Zrób jej coś a...
- A co? No co mi zrobisz? - spytał podśmiewając się.
- Za co ty się na mnie mścisz? - w jego głosie słychać było irytację i zdziwienie.
- Kiedyś jak zaczynałeś pracę w policji, na jednej z akcji zabiłeś mojego brata, a drugiego zamknąłeś w pierdlu. Kilka dni później się powiesił. Postanowiłem więc, że pokażę ci jak to jest stracić bliską osobę – opowiedział
- Już straciłem – przypomniał
- Jedną, a teraz nareszcie, po tylu latach czekania mam okazję by zabić drugą. Ale nadal nie będzie równego rachunku, bo musiałem patrzeć na śmierć brata. Więc ty popatrzysz jak ona ginie. I masz być sam, rozumiesz?! - nakazał rozmówca
- Kiedy?
- Za godzinę w starych fortach za miastem. Jeśli przyjedziesz z kimś, wysadzę to w powietrze. A wtedy zginiesz także ty i te wasze oddziały – rzucił słuchawką na zakończenie. Maciek przez chwilę zawahał się co ma zrobić. Czy samemu jechać, czy też poprosić o pomoc kolegów? Życie Marty było dla niego ważniejsze niż swoje, więc zdecydował się nie mówić komisarzom o ultimatum porywacza.


Bał się. Nie był to strach paraliżujący, ale otaczał go ze wszystkich stron. Chociaż z drugiej strony był zdeterminowany, by odbić z rąk kryminalisty swoją przyjaciółkę i to dodawało mu odwagi. Westchnął i wysiadł z samochodu. Forty wyglądały imponująco a przede wszystkim przerażająco. Szczególnie wieczorem. Szczególnie teraz. Maciek przystanął nasłuchując. Dobiegły go czyjeś kroki – jedne szybkie i zdecydowane, wyraźnie męski i drugie – wolne i ciche. Kobiece. Po chwili w zasięgu jego wzroku pojawił się mężczyzna, a za nim Marta. Nie wyglądała najlepiej – była brudna, potłuczona, a z nosa leciała jej krew. Co za sukinsyn, pomyślał Maciek i wyszedł im na spotkanie.
- Dobry wieczór, panie komisarzu. – rzucił.
- Jestem, więc możesz ją puścić. – powiedział jadowicie, patrząc ukradkiem na Martę.
- Nie zrozumieliśmy się. Ty nigdzie nie pójdziesz i ona też nie. Będziesz patrzył, jak umiera. Rozumiesz? Zostaniesz świadkiem jej powolnego upadku do grobu, którego nikt nigdy nie znajdzie. Dlaczego? Bo to będzie także twój grób. – zaśmiał się ironicznie.
- Nie możemy się jakoś inaczej dogadać? Poza tym, chyba pomyliłeś osoby. – Maciek miał przygotowany mały podstęp, i nadzieję, że nie zrani nim dziewczyny.
- O czym ty mówisz? – mężczyzna wydawał się podenerwowany. Policjantka także nie wiedziała, co komisarz zamierza.
- Pewnie chciałeś zabić Martę dlatego, że wydawało ci się, że się w niej zakochałem. Nic bardziej mylnego. Od samego początku się kłócimy. Ona uważa, że jestem wredny i vice versa. Zależy mi na kimś innym, ale nie wiesz, na kim. Nie znasz mojej głównej zasady – nie łączę pracy z życiem prywatnym. – widział w spojrzeniu kobiety niedowierzanie, jednak kontynuował monolog. – Ale za to ja wiem, na kim tobie zależy. W każdej chwili możemy coś z tym fantem zrobić. - blefował. – Jeżeli ją wypuścisz, ona zapomni. O złych rzeczach się zapomina, prawda? Ona sobie pójdzie, a ja zostanę. Co myślisz? – był już całkiem blisko kryminalisty, który łamał się w sobie.
- Idź. – rzucił tylko do Marty, która natychmiast pobiegła w stronę samochodu Maćka. Mężczyzna zostawił kluczyki w stacyjce, co zdecydowanie ułatwiło sprawę. Ruszyła z piskiem opon. Chciała dostać się jak najszybciej do komendy by ściągnąć pomoc dla Maćka.

- Co ty tu robisz?! Jak…?! – Aśka nie mogła uwierzyć, kogo widzi. Marta stała na środku pokoju i nieskładnie opowiadała, kto, co, gdzie, jak i dlaczego. Komisarze niestety nic nie mogli zrozumieć z jej urywanych zdań. Kazali kobiecie zaczekać, aż się uspokoi, by mogła im wszystko dokładnie opowiedzieć. Kiedy wystraszona Marta troszkę się opanowała, zdała relację z wydarzeń w forcie. Sebastian natychmiast kazał Tomkowi i Rafałowi wziąć broń, po czym we trójkę odjechali sprzed komendy.
- Wszystko w porządku? – zapytała siostrę Aśka. Martwiła się o nią.
- Tak, już jest dobrze.
- Jedziemy do domu?
- Pewnie. Tylko jeszcze muszę coś zrobić. – blondynka niepewnie spojrzała na starszą siostrę, jednak poszła do samochodu.
Marta wzięła z biurka kartkę i długopis. Szybko napisała krótkie zdanie: „Mam nadzieję, że nie mówiłeś tego poważnie…”, zwinęła liścik i położyła Maćkowi na biurko. Chciała, żeby to, co powiedział, było tylko blefem. Inaczej oznaczałoby to perfidny koniec czegoś, co się nigdy nie zaczęło. Zgasiła światło w biurze i zamknęła za sobą drzwi.

niedziela, 19 lutego 2012

V. Scen nr 37


           Minęły trzy tygodnie. Joasia przygarnęła psa, dbała o niego i pielęgnowała. Kiedy za pierwszym razem go wykąpała, dopiero wtedy zauważyła jak piękny jest ten Golden Retriever. Była na zakupach, kupiła mu karmę, smycz, obrożę i miski, czyli niezbędne akcesoria. Pierwszego dnia, zastanawiając się jak dać mu na imię podbiegł do niej z trampkiem w pysku. Wyciągnął go z uchylonej szafki na buty i wtedy olśniło ją, postanowiła dać mu na imię Tramp. Pies przez kilka najbliższych dni przyzwyczaił się do imienia i zaczął na nie reagować. Asia właśnie była z nim na spacerze tego poranka, kiedy nagle podszedł do niej Sebastian.
- Widzę, że korzystasz z uroków posiadania psa – powiedział z uśmiechem
- Nawet nie masz pojęcia ile ma siły – westchnęła, odpinając smycz. Postanowiła dać mu trochę pobiegać przed powrotem do domu.
- Co, aż tak cię zmęczył? Dopiero poranek! - rzucił z entuzjazmem. Widać było, że ma dobry humor i jest pełen energii.
- Nie, to nie zmęczenie. Martwię się trochę o Martę – wyznała, obserwując psa
- Coś nie tak? - zapytał zmartwiony
- Z samego rana pojechała po Maćka
- Proszę, proszę. Nie sądziłem że mają aż taki dobry kontakt – mruknął pod nosem, uśmiechając się
- Ona się w nim podkochuje – wyjawiła, nie mogąc już utrzymać języka za zębami i chcąc się podzielić z kimś tą wiadomością.

- Żartujesz! - przystanął z wrażenia
- Tramp! - przywołała psa, który natychmiast do niej podbiegł. Zapięła go na smycz i powoli ruszyła w stronę domu – Ona się boi, jak Maciek na to zareaguje, bo jeszcze o tym nie rozmawiali – uzasadniła swoje obawy. Sebastian kiwnął twierdząco głową i ruszył za nią. Poszli do niej, blondynka zostawiła psa i pojechali na komendę. Tam czekała na nich niemała sterta raportów do wypełnienia. Około godziny 17:00 w ich biurze pojawił się Maciek. Początkowo go nie zauważyli, ale gdy się odezwał, jego obecność wywołała niemałe zdziwienie i zachwyt.
- Marta w biurze, co? Muszę ją opieprzyć, miała po mnie przyjechać – powiedział żartobliwie
- Nie przyjechała? - z twarzy Joasi zniknął uśmiech
- Nie, pociągiem wróciłem – odparł spokojnie
- O cholera – zaklęła pod nosem
- Coś nie tak? - zatrzymał się w drzwiach
- Nie widziałam jej od wczoraj – stwierdziła wystraszona
- Nie zaniepokoiło cię, że nie przyszła na noc? - Sebastian wstał z krzesła
- Wcześniej położyłam się spać, więc myślałam, że późno wróciła – wyjaśniła
- A rano?
- Że pojechała po ciebie – rzekła zaniepokojona. Wyciągnęła telefon i wybrała numer siostry.
- Nie odbiera – stwierdziła po chwili
- Niedobrze – mruknął pod nosem
- To do niej niepodobne. Coś musiało się stać – nerwowo chodziła po biurze. Przez chwilę zapanowała cisza, zastanawiali się co się dzieje z Martą.
- Zaczekajcie chwilę – rzucił asystent, po czym wybiegł z biura. Joasia popatrzyła za nim, a następnie spojrzała załzawionymi oczyma na Sebastiana. Mężczyzna podszedł bliżej i przytulił ją. Nie upłynęło nawet pięć minut, a Maciek już był z powrotem w biurze.
- Jej samochód stoi przed komendą – oznajmił lekko zdyszany
- To znaczy że... - zaczęła Joasia
- Sprawdzę monitoring – zadecydował szybko, nim zdążyła dokończyć. Blondynka obawiała się, że jej siostrę ktoś porwał. Skoro zostawiła swój samochód i do tej pory po niego nie wróciła, znaczy że nie mogła tego zrobić i wcale nie było jej w domu. Niecierpliwie czekała na jakieś wieści, niestety nie mogła nic więcej zrobić. Kolejne trzy godziny upłynęły na oglądaniu zapisu z kamer przed komendą.
- Mam coś! - ożywił się nagle
- Dawaj – rzuciła Asia, podchodząc do komputera. Pokazał jej fragment, na którym brunetka wychodzi z budynku i idzie w stronę swojego samochodu. Ledwie zrobiła dwa kroki, jakiś mężczyzna podbiegł do niej od tyłu i uderzył ją w głowę. Kobieta bezwładnie upadła na ziemię, a wtedy podszedł drugi i razem z tamtym podnieśli ją. Wtedy nadjechał jakiś czarny samochód i wrzucili ją do bagażnika, po czym odjechali. Joasia obserwowała to ze łzami w oczach. Sebastian delikatnie objął ją ramieniem.
- Znajdziemy gnoi – wyszeptał
- A co jeśli będzie za późno? - spytała rozpaczliwie
- Ja chyba skąd znam tego drugiego – mruknął Maciek. Asia natychmiast złapała go za bluzę i zaczęła nim potrząsać.
- Skąd? No mów, skąd ich znasz?! - wycedziła przez zęby
- Nie szarp nim tak! - krzyknął Sebastian i odciągnął ją na bok
- Muszę się zastanowić – powiedział spokojnie. Tego jednak nie można było powiedzieć o Asi, która szarpała się z nerwów i Sebastian musiał ją przytrzymywać.
- Rusz głową! Pomyśl do cholery! - niecierpliwiła się
- Myślisz, że mam to gdzieś?! Że nie zależy mi, by ją odnaleźć! Mylisz się! Zrobię wszystko by ją znaleźć żywą. Żywą, rozumiesz?! Choćbym sam miał zginąć! - wybuchnął gniewem. Odwrócił się na pięcie i ruszył ku wyjściu z biura.
- Czujesz coś do niej? - zapytała nagle. Zatrzymał się i przez chwilę słychać było tylko jego oddech.
- Teraz musimy ją znaleźć – odparł wymijająco i wyszedł.
- Asia, rozumiem że chcesz odnaleźć siostrę, ale opanuj się trochę – upomniał ją
- Myślisz, że znajdziemy ją żywą? - spytała zmartwiona
- Musisz w to wierzyć – powiedział krótko. Widząc na nagraniu jak ją potraktowali, sam miał wątpliwości czy jej nie zabiją. Jeśli mają z nią jakieś rachunki do wyrównania, nie będą się zastanawiać i pozostanie im tylko szukanie jej ciała.
- Popatrzmy po aktach, kto chciałby się na niej odegrać – zaproponowała Joasia. Wtedy w biurze pojawił się Kamil.
- Z Wisły wyłowiono zwłoki kobiety. Brunetka, wzrost około 170 – 175 centymetrów, szczupła – Joasia zbladła. Pomimo że ten opis pasował do wielu kobiet, ona skojarzyła go z siostrą.
- Twarz jest zmasakrowana, a dokumentów nie znaleziono – kontynuował – Podejrzewamy, że... że to Marta – wykrztusił, wbijając wzrok w podłogę. Asia zachwiała się i byłaby upadła, lecz Sebastian zdążył ją złapać.

sobota, 18 lutego 2012

V. Scen nr 36


- Sebastian? - odezwała się po chwili milczenia
- Tak? - spytał odruchowo
- Kiedy przysunęłam do niego rękę, polizał mnie – rzekła z delikatnym uśmiechem
- No w końcu uratowałaś go – zauważył
- Zawsze marzyłam, by mieć psa – wyznała, jednocześnie sugerując mu, że zastanawia się nad tym. Zrozumiał to dopiero po chwili.
- Ty chyba nie chcesz... - zaczął zdumiony
- A dlaczego nie? - wcięła mu się w zdanie, krzyżując ręce na piersiach
- Asia, przecież jesteś policjantką! - przypomniał jej
- Doskonale o tym wiem. Czy to coś nienormalnego? Czy to oznacza że nie mogę mieć psa? - uniosła się lekko
- No... w sumie nie – odparł trochę zdezorientowany. Nie sądził, by był to dobry pomysł, żeby Joasia miała jakiegokolwiek psa.
- Więc nic nie stoi na przeszkodzie – klasnęła lekko z zadowoleniem. Sebastian westchnął głęboko i odwrócił się. Wiedział już, że jakich argumentów nie użyje, blondynka zawsze znajdzie odpowiedź i ostatecznie postawi na swoim.
- Dlaczego pytasz mnie o zdanie? - rzucił nagle
- Bo jesteś moim przyjacielem – odparła bez wahania
- To nie znaczy, że mogę ci czegoś zabraniać – szedł w zaparte
- Po prostu chciałam wiedzieć co o tym myślisz – zakończyła rozmowę. Podeszła do weterynarza, by zapytać się o możliwość przygarnięcia tego psa.

           Przez cały następny dzień nie mogła skupić się na pracy, myślała tylko o wczorajszym wieczorze. Z tego co się dowiedziała, weterynarz założy mu nową książkę szczepień, w której wpisze ją jako właściciela. Zastanawiała się nad imieniem dla swojego zwierzaka, kiedy w biurze pojawiła się Marta.
- Co ty taka zamyślona? - spytała brunetka
- A ty co taka smutna? - odparła jej siostra
- A wiesz, jak to w życiu. Chyba się zakochałam – wyznała, opuszczając głowę
- No nareszcie! - krzyknęła głośno, że słychać ją było na prawie całym wydziale
- Ciszej – upomniała ją, podśmiewając się
- No co, cztery lata musiały minąć żebyś nareszcie pomyślała o jakimś związku z facetem – tłumaczyła się
- Oj dobra, dobra – mruknęła
- Coś nie widzę entuzjazmu – zauważyła z lekkim niepokojem
- Wyjechał teraz – wyznała, bawiąc się palcami. Joasia nadal niczego się nie domyślała.
- Na długo? - spytała, delikatnie położywszy swoją dłoń, na dłoni siostry
- Trzy tygodnie
- To nie rozpaczaj tak, nim się obejrzysz a wróci – pocieszyła ją
- Minął dopiero dzień, a ja już tęsknię. Ten czas będzie mi się strasznie dłużył – westchnęła zasmucona. Asia nie skojarzyła dnia wyjazdu i niczego nie podejrzewała.
- Długo się znacie? - spytała zaciekawiona
- Sporo. Ze 3 lata będzie – powiedziała po chwili namysłu. Blondynka otworzyła usta ze zdziwienia.
- Ile?! No to pewnie go znam – stwierdziła z uśmiechem
- Tak, znasz go – przytaknęła, kiwnąwszy głową
- Niech zgadnę... Kuba?
- Pudło – rzuciła z uśmiechem
- Kamil? - uniosła brwi, spodziewając się jednak negatywnej odpowiedzi. Odetchnęła z ulgą, kiedy jej siostra ponownie zaprzeczyła. Nie miała nic przeciwko niemu, dobry był z niego kolega, ale jakoś nie pasował do Marty – Poddaję się, mów
- Maciek – rzekła półszeptem
- Ja pieprzę! - wyrwało jej się – Kurde, a jednak plus i minus się przyciągają! - krzyknęła zachwycona. Nie mogła uwierzyć, że jej siostra, odnosząca się do niego z niechęcią przez przeszło 2 lata, teraz się w nim zakochała.
- Mogłaś bardziej uważać na fizyce – skomentowała
- Dobra, co jest nie tak? - rzuciła prosto z mostu
- Nie wiem co on na to – mruknęła patrząc na nią smutnymi oczyma
- Nie rozmawiałaś z nim o tym?
- Jedyne co zrobiłam to pocałowałam go, kiedy odwiozłam go na rehabilitację – wyznała cicho
- Nie odepchnął cię? Nie protestował? - dopytywała się Joasia
- Nie – pokręciła głową – Ale mogło to być wynikiem zaskoczenia – dodała szybko, w obawie że siostra odbierze to jako pozytywny sygnał.
- Równie dobrze jemu także mogło się to podobać – zasugerowała z uśmiechem
- Dobra, jak wróci to z nim pogadam – zakończyła temat – To teraz powiedz mi, nad czym tak rozmyślasz – oparła się wygodnie na krześle i czekała na odpowiedź
- Wczoraj w parku znalazłam rannego psa. Postanowiłam... że go przygarnę. Nie mogłam postąpić inaczej, patrzył na mnie tymi swoimi biednymi oczyma, które błagały mnie o litość. Każdy by uległ, mówię ci – opowiedziała
- Dobrze, dobrze, nie tłumacz się – rzekła roześmiana
- Czyli nie masz nic przeciwko? - spytała z nadzieją w głosie
- Oczywiście, że nie. Jaka rasa? Duży? Młody czy jakiś starszy? - wypytywała siostrę z niemałym zaciekawieniem
- Golden retriever, weterynarz szacuje jego wiek tak na trzy, cztery miesiące. Jeszcze trochę urośnie – wyjaśniła
- No to kiedy mogę się go spodziewać w domu? - zapytała z uśmiechem
- Być może nawet dzisiaj wieczorem. Zależy od jego stanu zdrowia – odparła uszczęśliwiona, że Marta się zgodziła – Zrobię nam kawy – rzuciła w drzwiach, wychodząc do kuchni.

piątek, 17 lutego 2012

V. Scen nr 35


          Do Krakowa wróciła z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony była bardzo zadowolona z siebie, że pomogła Maćkowi, a z drugiej trochę smutno jej było, że nie będzie się z nim widziała aż przez trzy tygodnie. Wróciła do swojego mieszkania i położyła się na kanapie. Nawet nie zauważyła, kiedy zasnęła. Tymczasem Joasia zajmowała się wypełnianiem raportów. Pracę przerwały jej krzyki dochodzące z biura asystentów. Niewiele myśląc odłożyła długopis i pobiegła tam. Ujrzała tam Sebastiana powstrzymującego Rafała. Mężczyzna chciał rzucić się na Tomka, który stał bezradnie pod ścianą, a z nosa leciała mu krew.
- Co tu się dzieje?! - krzyknęła z całych sił
- Przespał się z Anką. Zabiję gnoja! - wrzasnął Rafał, którego Sebastian ledwo zatrzymywał
- Uspokój się – powiedziała łagodnie, podchodząc do niego
- Ona ma prawo spotykać się i robić co chce – szukał usprawiedliwienia Tomek
- Trzymajcie mnie, bo... - urwał, podnosząc rękę
- Chodź do biura, porozmawiamy – zaproponowała. Minęła chwila nim się opanował. Bez słowa odwrócił się na pięcie i wyszedł. Joasia rzuciła znaczące spojrzenie Sebastianowi i poszła za Rafałem. Mężczyzna także zrobił to samo. Usiedli na krzesłach i oczekiwali wyjaśnień.
- Kocham ją i nie umiem sobie z tym poradzić. Nie potrafię nad tym zapanować – wyznał, ukrywając twarz w dłoniach
- Rozmawiałeś z nią o tym? - spytała Joasia
- Pewnie. Mieliśmy nawet romans – potwierdził zasmucony. Pamiętał jak wtedy byli oboje szczęśliwi, a teraz? Teraz zostały mu tylko wspomnienia. Kobieta zaniemówiła z wrażenia.
- Mieliśmy? Czyli to już skończone? - uniósł brwi Sebastian
- Niestety. Ania nie chce być ze mną dlatego, że mam dziecko ze swoją byłą – wyjaśnił
- Przykro mi, ale w takim razie nie pozostaje ci nic innego, jak pogodzić się z tym, że układa sobie życie z kim innym – oznajmił, po czym wyszedł z biura. Joasia postanowiła spróbować go chociaż trochę podnieść na duchu.
- Chcesz by była szczęśliwa, prawda? - spytała, spoglądając mu w oczy
- Tak. Nawet bardzo – westchnął smutno
- Więc pozwól jej na to. Twoje kłótnie z Tomkiem na pewno tego nie ułatwią. Będzie się martwić, że nie możecie się dogadać. Przemyśl to – wytłumaczyła spokojnie, a następnie wróciła do pracy. Rafał pokiwał głową i poszedł do kuchni. Sebastian wtedy wrócił do biura.
- Mogłeś być trochę milszy – rzekła z wyrzutem
- Sam sobie nagrabił, to niech sobie teraz z tym radzi – mruknął niezadowolony
- Jako przyjaciel nie powinieneś zostać obojętny – upomniała go
- Ależ nie pozostałem – usprawiedliwił się
- Nie za ostro? - spytała retorycznie
- Inaczej do niego nie dotrze – powiedział uparcie
- To się okaże – oznajmiła, sięgając po długopis. Mężczyzna bez słowa usiadł przy biurku i zabrał się za wypełnianie swoich raportów. Joasia skończyła pracę ok. 19:00. Postanowiła jeszcze pójść do parku na spacer. Był początek listopada, więc o tej porze było już ciemno. Szła głównymi alejkami, rozmyślając o swoim życiu. Nawet nie zauważyła, kiedy skręciła w mniejszą, nieoświetloną ścieżkę. Wydawało jej się, że słyszy jakiś głos. Odwróciła się za siebie, lecz nikogo nie zobaczyła. Zatrzymała się i zaczęła się przysłuchiwać. Podobny był do jakieś pisku albo wycia. Pomyślała, że to jakieś zwierze. Odgłosy dochodziły z krzaków, więc powoli się do nich zbliżała, coraz wyraźniej słysząc dźwięk. Stwierdziła, że jest to skomlenie psa. Obeszła krzak dookoła i zauważyła pod nim leżącego rannego psa. Nie był duży, z pewnością miał mniej niż pół roku. Był tak poturbowany, że nie miał siły wstać. Joasia zadzwoniła po Sebastiana, zdjęła swoją kurtkę i przykryła nią psa. W ciemności nie mogła dokładnie dostrzec jak wygląda, ale zdawało jej się, że ma jasną sierść. Sebastian przybył po około kwadransie, wziął ranne zwierze na ręce i zaniósł do samochodu. Następnie wspólnie zawieźli go do weterynarza, by opatrzył rany. Czekali na korytarzu lecznicy na jakiekolwiek wieści.
- Nie zmarzłaś? - spytał lekko zaniepokojony
- Trochę, ale to nic w porównaniu z tym jak przemarznięty był ten psiak – westchnęła smutno
- Najgorsze jest to, że i tak nie znajdziemy gnoja, który go skatował i porzucił – mruknął zdenerwowany bezsilnością. Nienawidził sytuacji, w których nie można było nic zrobić, ani on, ani kto inny.
- Trzeba będzie mu znaleźć nowy dom – zauważyła
- Tym to już zajmie się schronisko – przypomniał jej. Rozmowę przerwał im weterynarz, który właśnie wyszedł z pokoju.
- Przeżyje. Był wielokrotnie bity, wskazują na to rany na jego ciele i psychika. Jest bardzo nieufny, boi się gwałtownych ruchów. Poważniejszych urazów nie ma, poza tym że jest wyczerpany i przemarznięty – oznajmił
- Mogę do niego wejść? - spytała z nadzieją w głosie
- Proszę bardzo – odparł wskazując na drzwi. Weszła do pokoju, w którym znaleziony przez nią pies leżał na stole. Miał założony opatrunek na jednej z łap. Dyszał ciężko, patrząc swymi brązowymi oczyma na Joasię. Poznał ją, bowiem kiedy powoli przysunęła do niego rękę, polizał jej dłoń. Uśmiechnęła się pod nosem i delikatnie pogłaskała go. Dopiero teraz dostrzegła, że ma jasną sierść, tylko że zabrudzoną. Pomimo tego bardzo się jej spodobał. Przypomniała sobie, że kiedy była dzieckiem, marzyła by mieć psa. Niestety, na marzeniach się skończyło. Wielokrotnie śniło się jej, że wychodziła z nim na spacer, bawiła się z nim, opiekowała. Wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą. Otarła łzę cieknącą po policzku i wyszła z pokoju.
- Weterynarz szacuje, że ma około 4 miesiące, tak więc bardzo młody pies i jeszcze trochę urośnie. Nie wygląda mi na tę rasę, ale to Golden Retriever – oznajmił Sebastian
- To piękny pies. Jak wszystkie Goldeny – westchnęła, nadal wspominając swoje marzenia z dzieciństwa o posiadaniu psa
- Nie zaprzeczę, a podobne są do nich niektóre Labradory. Mój ojciec miał kiedyś Labradora... - przypomniał sobie – Hej, słuchasz mnie? - spytał, widząc że nie reaguje
- Tak, tak – powiedziała odruchowo. Myślami była gdzieś daleko, bardzo daleko stąd.

czwartek, 16 lutego 2012

V. Scen nr 34


           Wieczorem Marta pojechała do Maćka. Dostała już pieniądze od Sebastiana, więc przyjechała, by mu je przekazać. Zaprosił ją do salonu i poszedł zrobić herbaty. Kilka minut później dołączył do niej, postawiwszy na stole dwie szklanki. Usiadł w fotelu naprzeciw niej i przez chwilę przyglądał się jej w ciszy.
- Ubrudziłam się gdzieś czy coś? - spytała, zauważywszy jego wzrok na sobie
- Nie, skądże. Tylko tak jakoś... oczy ci się błyszczą – odparł z uśmiechem
- To dlatego, że pozwoliłeś sobie pomóc – wyjawiła
- Nie wiem jak ci się odwdzięczę – powiedział wzruszony
- Wystarczy uśmiech – odpowiedziała skromnie
- Naprawdę, jesteś wielka za to, co dla mnie robisz – drążył temat
- Proszę cię... najważniejsze byś wrócił do zdrowia – rzekła lekko zarumieniona. Wyciągnęła z kieszeni kopertę i podała mu ją
- Dziękuję – wyszeptał, niepewnie biorąc od niej kopertę – Ile tego jest? - zapytał, zaglądając do środka
- Pięć tysięcy – powiedziała spokojnie – Wybrałeś już ośrodek rehabilitacyjny? - dodała szybko, chcąc jak najszybciej zakończyć temat pieniędzy, jakby w obawie przed jego odmową.
- No... jeszcze nie. Najpierw chciałem mieć pewność, że będą pieniądze – usprawiedliwił się. Marta westchnęła i pokręciła głową.
- No to na co jeszcze czekasz? Chodź, coś wybierzemy – zaproponowała mu swoją pomoc. Z entuzjazmem przyjął tę propozycję. Poszli do pokoju obok, gdzie miał kilka ulotek od lekarza. Przeglądnęli uważnie wszystkie i wytypowali swojego faworyta, lecz postanowili jeszcze sprawdzić w internecie. Ostatecznie zdecydowali się na ośrodek w okolicach Zakopanego z ulotki. Kiedy tam zadzwonił, okazało się że nie ma wolnych miejsc przez najbliższy tydzień, ale gdy powołał się na swojego lekarza, tak jak mu polecił, bez problemu znalazło się miejsce. Rezerwacja została zrobiona już od następnego dnia, na trzy tygodnie.
- No to co? Pakuj się – oznajmiła uradowana Marta
- Do jutra jeszcze dużo czasu – mruknął z uśmiechem
- Bardzo dużo – rzuciła z ironią
- Zdążę – powiedział z przekonaniem
- Jak zamierzasz tam dojechać? - uniosła brwi, doskonale wiedząc, że nie był przygotowany na takie pytanie
- W sumie to jeszcze o tym nie pomyślałem – przyznał zamyślony
- Więc nie musisz już się o to martwić – zasugerowała, wyciągając z kieszeni kluczyki
- Odwieziesz mnie? - spytał zdumiony
- A dlaczego nie? Zadzwonię do starego i poproszę o dzień wolny – rzekła pewnie. Zauważyła, że Maciek podszedł do tego sceptycznie, więc wzięła swój telefon i zadzwoniła go komendanta. Specjalnie włączyła tryb głośnomówiący, by słyszał całą rozmowę. Nie myliła się, stary bez robienia jakichkolwiek problemów się zgodził.
- Nie wierzę – mruknął, uśmiechając się
- Widzisz, ma się w sobie to coś – rzuciła dumnie
- Nie wlewaj sobie – pokazał jej język
- To mój tekst! - upomniała się
- Dawno go nie używałaś, więc postanowiłem go pożyczyć – usprawiedliwił się szybko
- Dobrze, ja się będę już zbierać – oznajmiła wychodząc do przedpokoju. Maciek poszedł za nią. W ciszy obserwował jak ubiera buty. Podeszła do niego i ucałowała w policzek na pożegnanie.
- Pa – rzuciła w drzwiach. Nie czekając na odpowiedź zamknęła je i zeszła po schodach.
- Pa – powiedział do samego siebie. Nie potrafił wyjaśnić dlaczego poczuł się samotnie, kiedy wyszła, poczuł jakąś pustkę. Podszedł do okna w kuchni i patrzył jak brunetka wsiada do samochodu, a po chwili odjeżdża. Zakochał się? Nie przecież on już nie potrafi kochać. Nie po tym co kiedyś przeżył. Ale jednak Marta odgrywała ważną rolę w jego życiu. Czuł, że odkąd przestali sobie dogryzać, ich relacje znacznie się poprawiły. Nie potrafił tego nazwać, ale to było coś, co ciągnęło go ku niej.

           Marta przyjechała po niego około godziny 11:00. Chwilę czasu musiała spędzić u niego w mieszkaniu, czekając aż spakuje przedmioty toaletowe, czyli m.in. szczoteczkę do zębów czy maszynkę do golenia.
- Gotowy? - spytała, kiedy postawił torbę pod drzwiami
- Tak jest – potwierdził ubierając kurtkę. Kiedy wyjechali spod jego bloku, było już kilkanaście minut po jedenastej. Włączyli radio i słuchali muzyki. Rozmawiali na różne tematy, nawet nie zauważając kiedy zaczęli rozmawiać o małżeństwie i miłości.
- Ja to nie miałam szczęścia do facetów. Jak mnie cztery lata temu zostawił chłopak, trochę czasu minęło nim się pozbierałam. Ale już nie byłam taka jak dawniej. Stałam się zimna, nieczuła i nieufna – wyznała
- I dopiero ostatnio się zmieniłaś? - spytał zaskoczony
- Tak. Sama nie mogę uwierzyć, że przez tyle czasu taka byłam – potwierdziła, nie odrywając wzroku od drogi
- Ja też szczęścia nie miałem. No właściwie to miałem, ale długo się nim nie nacieszyłem. Dwa miesiące po ślubie porwali moją żonę. Torturowali ją, przysyłali mi filmy jak to robią i szantażowali. A najgorsze, że nic nie mogłem wtedy zrobić, za wszelką cenę próbowałem ich odnaleźć, ale bezskutecznie. Trwało to z miesiąc, to było najgorsze 30 dni w moim życiu. Znaleziono ją nad ranem przed drzwiami komendy – opowiedział historię śmierci swojej żony. Nawet teraz, po upływie czterech lat wzbudzało w nim to duże uczucia.
- Złapaliście ich? - spytała smutnym głosem
- Tylko jednego. Przy pozostałych trzech nawet nie udało się znaleźć jakiegoś tropu – wyjawił zasmucony
- Przykro mi – odparła. Następne kilka chwil spędzili w milczeniu. Potem rozmowa znów się ożywiła, tym razem na przyjemniejsze tematy. Dojechali na miejsce ok. godziny 14:00. Marta zatrzymała samochód na parkingu.
- To co, do zobaczenia na trzy tygodnie? - przerwał ciszę
- No, jak się potem zobaczymy to już będziesz w pełni zdrowy – rzekła z uśmiechem
- Się okaże – mruknął niepewnie
- Bądź optymistą – rzuciła stanowczo. Wysiedli z samochodu i podeszli do bagażnika. Równocześnie sięgnęli po torbę. Wyciągnęli ją i postawili na ziemi. Przez chwilę patrzyli sobie prosto w oczy, a ich twarze powoli się do siebie zbliżały. Dzieliło ich już coraz mniej, centymetry, milimetry, aż w końcu... połączyli się w pocałunku, najpierw delikatnym, a później coraz bardziej namiętnym. Trwało to dłuższą chwilę, aż w końcu Marta odsunęła się od niego. Zamknęła bagażnik, puściła do niego oczko i wsiadła do samochodu.

środa, 15 lutego 2012

V. Scen nr 33


Następnego dnia Joasia ponownie pojawiła się w szpitalu. Ku jej zadowoleniu, nie zauważyła matki Pawła na korytarzu, więc miała nadzieję, że będzie mogła z nim porozmawiać. Przedstawiła się lekarzowi i spytała go o zdanie.
- No cóż... jego matka wyraźnie zaznaczyła, by nie mówić nikomu o jego stanie zdrowia. O rozmowach nic nie wspominała – zastanawiał się
- A wybudził się już? - spytała z nadzieją w głosie
- Nie powinienem tego mówić, ale tak – szepnął jej na ucho
- To może jego pan spyta, czy chce mnie widzieć? - zaproponowała nieśmiało. Lekarz kiwnął głową i przystał na to. Po chwili wyszedł z sali i uśmiechnął się do Joasi.
- Proszę – oznajmił wskazując na drzwi. Blondynka wśliznęła się do środka i podeszła do łóżka, na którym leżał jej narzeczony. O dziwo, nie był zachwycony jej obecnością. Delikatnie dotknęła jego dłoni, lecz natychmiast ją cofnął.
- Przepraszam – mruknęła, opuściwszy głowę
- Zraniłaś mnie – powiedział wpatrując się w sufit
- Przemyślałam to wszystko. Chcę ci dać drugą szansę – oznajmiła, mając nadzieję, że się ucieszy
- Po co? Żeby znowu mnie skrzywdzić? - spytał z pogardą
- Co ona ci nagadała? - warknęła, wściekła na swoją niedoszłą teściową
- Otworzyła mi oczy. Znalazłaś sobie pierwszy lepszy pretekst i mnie zostawiłaś! - po raz pierwszy na nią spojrzał. Czuła chłód, obojętność i jego wrogie nastawienie. Doszła do wniosku, że musiał być tak bardzo przybity, że matka bez problemu podniosła go na duchu wzbudzając w nim nienawiść do niej
- Uważasz, że pobicie to byle pretekst? - uniosła brwi
- Co ty tu robisz? - w drzwiach stanęła jego matka
- Rozmawiamy sobie – odpowiedziała z szyderczym uśmiechem
- Wynoś się – wycedziła przez zęby
- Pani szpital? Pani sala? To jakim prawem mnie pani wygania? - mądrzyła się Joasia
- Faktycznie, będzie lepiej jeśli już pójdziesz – wtrącił Paweł
- Nie powiedziałam ci wszystkiego – rzekła, z niepokojem patrząc na jego matkę. Kobieta opierała się o framugę z triumfalnym uśmiechem na twarzy.
- Idź już – poprosił delikatnie
- Jeśli teraz wyjdę to nie licz na to, że się jeszcze kiedykolwiek do ciebie odezwę – zagroziła
- I bardzo dobrze – mruknął, wbijając wzrok w sufit. Matka podeszła do niego i zaczęła go głaskać po czole. Zdenerwowana Joasia bez słowa opuściła salę. Robiła wszystko, by nie uronić jednej łzy, lecz się jej nie udało. Wsiadła do samochodu, przejrzała się w lusterku, otarła łzę z policzka i odjechała.

Tymczasem Maciek przyjechał na komendę, by odwołać swoją rezygnację. Podrażniona ambicja nie pozwalała mu odejść z pracy, nawet jeśli miałby już tylko siedzieć za biurkiem. Komisarze bardzo ucieszyli, gdy o tym od niego usłyszeli. Kiedy wracał do biura asystentów, idąca obok niego Marta dość niespodziewanie złapała go za rękę i zaciągnęła do kuchni.
- Ej, co ty robisz? - zapytał zdumiony, ale jednocześnie rozbawiony
- Musimy pogadać – oznajmiła chłodno
- Tak? - lekko zaniepokoił się jej tonem
- Czy jeśli znajdą się pieniądze, zgodzisz się przyjąć je na rehabilitację? - patrzyła cały czas na niego surowym spojrzeniem, które nie znosiło odmowy
- Jak się znajdą? - spytał, przełknąwszy ślinę
- Pożyczyłam – wyznała cicho
- Co zrobiłaś?!
- Nie krzycz. Pożyczyłam – powtórzyła spokojnie
- Niepotrzebnie. Po co się jeszcze obciążasz? - nie mógł zrozumieć, dlaczego tak postąpiła
- Bo chcę ci pomóc – powiedziała, kładąc rękę na jego ramieniu
- Marta... ja nie mogę przyjąć tych pieniędzy – rzekł zawstydzony. Sam nie potrafił wyjaśnić sobie, dlaczego nie chciał się na to zgodzić. Chciał ją ominąć i wyjść z kuchni, lecz zagrodziła mu drogę.
- Maciek – warknęła
- Nie ma mowy – upierał się przy swoim
- Tu chodzi o twoje zdrowie, więc schowaj sobie godność w buty i weź te pieniądze – poprosiła
- Nie – zaprzeczył kategorycznie
- A jeśli umówimy się, że oddasz mi kiedy będziesz miał? - zaproponowała, mając nadzieję, że tym razem się uda. Nie widziała innej możliwości, by się zgodził. Postanowiła, że potem z tego wybrnie, jeśli będzie trzeba.
- No dobrze, w ostateczności mogę na to przystać – westchnął kręcąc głową. Brunetka rzuciła mu się z radości na szyję. Kiedy kilka minut później opuścił komendę, na rozmowę poprosił ją Sebastian.
- I jak, udało się? - zapytał zniecierpliwiony
- Tak. Ale nie powiedziałam mu, że to będą pieniądze od ciebie i pod jakim warunkiem się zgodziłeś. Przyjął pożyczkę, ale tylko pod warunkiem, że odda co do grosza – wyjaśniła
- No cóż. Honorowy chłop – mruknął Sebastian
- Będę jakoś musiała z tego wybrnąć – westchnęła
- Myślę, że nie. Teraz jest pewny, że odda, ale jeśli będziesz utrzymywać, że nie ma takiej potrzeby, z czasem sobie jednak odpuści – powiedział z przekonaniem. Doskonale pamiętał, jak kiedyś rodzice kupili mu dom w Bari. Na początku też miał zapał, by oddać chociaż część kasy, jednak ostatecznie nie zwrócił im nic, o czym go cały czas zapewniali, że nie musi.
- Dziękuję. W swoim i jego imieniu – rzekła z niewielkim uśmiechem
- A co u Joasi? Wczoraj pracowała do późna, dzisiaj jej nie ma. Wszystko u niej w porządku? - spytał lekko zaniepokojony
- Nie do końca. Obawiam się, że chce wrócić do Pawła – wyznała niezadowolona
- Oszalała?
- Nie wiem. Ale to już musisz z nią porozmawiać – ucięła temat brunetka
- Pieniądze przywiozę ci wieczorem – oznajmił, wychodząc z kuchni. Dziewczyna kiwnęła głową i nastawiła wodę w czajniku, by zaparzyć sobie kawy.

wtorek, 14 lutego 2012

V. Scen nr 32


Siedziała na krześle przez jeszcze kilka chwil. Czuła, że matka Pawła ma do niej żal. Dopiero teraz Joasia zdała sobie sprawę, jak bardzo go kocha i żałowała, że nie chciała dać mu drugiej szansy. Ujrzała kolejne osoby wychodzące z sali. Ten widok ją zaniepokoił. Chwilę później stanęła nad nią jego matka.

- Co z nim? - spytała drżącym głosem

- Żyje – wykrztusiła przez łzy szczęścia. Na szczęście sytuacja była opanowana, a jego życiu nie zagrażało już żadne niebezpieczeństwo.

- Kiedy będę mogła się z nim zobaczyć? - uśmiechnęła się lekko, próbując zamaskować zniecierpliwienie. Twarz jego matki przybrała złowrogi wyraz.

- Nie zobaczysz się z nim. Prawie go zabiłaś – oznajmiła stanowczo

- Ale teraz jestem pewna, że go kocham. Nigdy go już nie opuszczę. Proszę pozwolić mi się z nim zobaczyć – rzekła błagalnym tonem

- Nie ma mowy. Zostaw sobie te puste deklaracje dla innego faceta, który w nie uwierzy – odmówiła kategorycznie

- Każdy ma prawo do błędów. I ja chcę ten naprawić – spróbowała ponownie. Niestety, bezskutecznie.

- Tylko że tego błędu omal nie przypłacił życiem. Co jeśli popełnisz kolejny? Za drugim razem może się już nie udać. Jeśli chcesz podjąć najlepszą dla niego decyzję, to po prostu daj mu spokój – upierała się przy swoim

- Proszę... - powtórzyła, patrząc na nią załzawionymi oczyma. Kobieta pozostała jednak nieugięta.

- Idź już. Szkoda twojego czasu – powiedziała sucho. Joasia otarła łzy, odwróciła się na pięcie i odeszła. Bez wahania opuściła szpital. Postanowiła wrócić tu następnego dnia, z nadzieją, że jego matki nie będzie albo jej nastawienie się zmieni. Obejrzała się jeszcze na budynek szpitala, po czym pojechała do domu. Tam czekała na nią Marta. Blondynka wcale nie miała ochoty na rozmowę, więc poszła do kuchni napić się soku, a po tym planowała jak najszybciej zniknąć za drzwiami pokoju.

- Mam problem – zaczęła spokojnie brunetka

- Wszyscy mają – burknęła Joasia

- Potrzebuję pięć tysięcy złotych – rzuciła prosto z mostu. Ku jej zdziwieniu, siostra niemal wcale nie zareagowała, jakby nie było to dla niej nic nadzwyczajnego.

- Pogadaj z Sebastianem – odparła obojętnie. Nie interesowało jej nawet, po co są te pieniądze. Marta domyśliła się, że coś się musiało stać.

- Płakałaś? - spytała, przyglądając się jej dokładnie

- Paweł chciał popełnić samobójstwo – wyznała, oparłszy się o stół

- Myślałam, że on cię już nie obchodzi – mruknęła niezadowolona. O ile na początku bardzo go lubiła i chwaliła, uważała go za idealnego faceta dla siostry, o tyle zmieniła zdanie po konfrontacji z nim. Sądziła, że to otworzyło Joasi oczy, jednak z żalem stwierdziła, że się myliła.

- To źle myślałaś – warknęła

- Co z nim?

- Nie udawaj, że się martwisz – rozszyfrowała ją

- Po prostu starałam się być uprzejma – wyjaśniła. Oburzona wyszła z kuchni, zostawiając Joasię samą. Postanowiła zająć się sprawą, w której obiecała samej sobie, że nie odpuści, póki jej nie rozwiąże. A mianowicie chodziło o znalezienie pieniędzy dla Maćka. Wyciągnęła z kieszeni telefon i zadzwoniła do Sebastiana. Odebrał po kilku sygnałach.

- Cześć, Marta z tej strony – przedstawiła się, pomimo iż doskonale wiedział, kto dzwoni

- Cześć. Stało się coś? - był zaskoczony jej telefonem

- Nie. Chociaż właściwie tak – mruknęła niezdecydowana

- Zamieniam się w słuch – zachęcił ją

- To nie jest rozmowa na telefon. Moglibyśmy się spotkać? - zaproponowała

- Oczywiście, kiedy ci odpowiada? - spytał, zastanawiając się o co może chodzić

- A miałbyś coś przeciwko, gdybym teraz przyjechała? - zasugerowała

- Paląca potrzeba? - rzucił półżartem, półserio

- Tak jakby. Żeby brzmiało poważniej: sprawa niecierpiąca zwłoki – skorygowała

- Dobrze, czekam – odparł poważnym tonem. Zrobił herbaty i czekał na jej przyjazd. Pojawiła się po upływie około piętnastu minut.

- Wejdź, proszę – zaprosił ją do salonu. Wskazał jej fotel, a sam usiadł na kanapie.

- Napijesz się czegoś? Kawy, herbaty? - zapytał z grzeczności. Doskonale wiedział, że odmówi, od razu przechodząc do rozmowy.

- Nie, dziękuję – odpowiedziała, tak jak się spodziewał – Nie będę owijać w bawełnę, potrzebuję pożyczki – rzuciła prosto z mostu. Sebastian uśmiechnął się pod nosem.

- Ile? - spytał, wyciągając z kieszeni portfel

- Możesz go schować, bo teraz ci się nie przyda – mruknęła niepewnie

- Ile? - powtórzył, ignorując jej uwagę

- Pięć... - wykrztusiła, obserwując jak otwiera portfel i po chwili wyciąga do niej rękę z pięcioma stuzłotowymi banknotami – Tysięcy – dodała, przełykając ślinę. Mężczyzna schował pieniądze i podniósł się z kanapy.

- Masz jakieś kłopoty? - zapytał podejrzliwie

- Nie – zaprzeczyła, kręcąc delikatnie głową

- Więc na co potrzebujesz tyle pieniędzy? - nie był przekonany, że odpowiedziała mu zgodnie z prawdą. Podszedł do niej bliżej i kucnął.

- Obiecuję, że ci wszystko oddam. Pożyczysz czy nie?

- Pożyczę, tylko chciałbym wiedzieć, na co je przeznaczysz – wyjaśnił

- Maciek może odzyskać 85 – 90 % sprawności nogi sprzed wypadku, tylko że musi wyjechać na trzy tygodnie do prywatnego ośrodka rehabilitacyjnego. Koszt wynosi prawie pięć tysięcy – wyjawiła

- Więc o to chodzi... - mruknął pod nosem – Dobrze, ale mam jeden warunek – oznajmił wstając

- Tak?

- Nie oddasz mi ani grosza – rzekł z uśmiechem

- Ale... - zaczęła, lecz natychmiast jej przerwał

- Tylko wtedy się zgodzę. No co? To także mój kolega – odparł dumnie

- Niech będzie. Ale obawiam się jednego – powiedziała lekko zaniepokojona

- Czego?

- Że nie przyjmie tych pieniędzy – odparła cicho. Sebastian zastanowił się przez chwilę, po czym na jego twarzy zagościł uśmiech.

- Myślę, że będziesz w stanie go przekonać – puścił do niej oczko. Był pewien, że teraz to ona miała na niego największy wpływ. Przecież wyciągnęła z niego powód rezygnacji z policji i zmotywowała do dalszej walki o powrót do zdrowia.