środa, 13 listopada 2019

Czas nie leczy ran cz. 23

         Zmierzająca do Gdańska Marta wciąż nie była świadoma dalszych działań Maćka. Odkąd zniknęła mu z oczu, zostawiwszy list pożegnalny, nie miała z nim kontaktu. Domyślała się iż mężczyzna próbował dzwonić, pisać smsy, ale jej telefon pozostawał niezalogowany do sieci. Nie miała odwagi go włączyć, nie chciała zobaczyć ilości niezrealizowanych połączeń, nie chciała czytać wiadomości pełnych wyrzutów. Czarnowłosy miałby do tego prawo. Znowu obdarzył ją zaufaniem, choć jednak ograniczonym. Zaryzykował, a ona zawiodła. Żałowała tego. Nie tyle samej decyzji, co sposobu w jaki to zrealizowała. Kolejny raz wykonała niewłaściwy ruch, zanim zdążyła go dobrze przemyśleć.
- Idiotka – skwitowała w myślach
Spaliła za sobą ostatni most. Straciła jedyną osobę, na którą mogła liczyć w swojej beznadziejnej sytuacji. Odrzuciła jedyną pomoc, jaką mogła uzyskać. Nie rozumiała z czego to wynika. Dlaczego raniła najbliższych, kiedy chciała ich chronić? Dlaczego każda decyzja obracała się przeciw niej?
Czuła że traci grunt pod nogami. Właściwie to stało się już dawno temu, ale jeszcze przez trzy lata łudziła się, iż panuje nad sytuacją. Teraz zrozumiała jak bardzo się myliła. Teraz, kiedy wszystko się rozsypało, a ona nieporadnie usiłowała to pozbierać do kupy. Rodzice zostali zamordowani, zaś Maciek z pewnością już jej nienawidził i nie chciał w ogóle o niej słyszeć. Zapewne gdyby córka była starsza, także by się od niej odwróciła. Była jednak jeszcze zbyt mała, potrzebowała matki, jej ciepła i bliskości. A ona zostawiła samą, u ciotki którą widziała raz w życiu, jeszcze jako niemowlę, a tym samym nie miała prawa jej pamiętać. Równie dobrze mogłaby ją zostawić na kilka dni u opiekunki albo innej obcej osoby. Jak miała dalej wierzyć w siebie i myśleć pozytywnie? Nie wiedziała nawet kogo ma szukać lub gdzie. Nie miała żadnego punktu zaczepienia, żadnego planu ani pomysłu. Wszystko zależało od jednego spotkania...

         Maciek popołudnie spędzał na komendzie przy ulicy Wesołej. Dotychczas mu znane pomieszczenia tym razem wydawały się nieprzyjazne i obce. Czuł jakby znalazł się po drugiej stronie barykady. Krukowski zdawał się być nieco podejrzliwy wobec niego, zaś Mateusz, choć starał się to ukryć, poczuł się urażony wcześniejszymi sugestiami czarnowłosego. W końcu znali się dość dobrze, niegdyś razem pracowali. Dlaczego Maciek miałby być wobec niego podejrzliwy?
- Rozmawiałem z niejaką Aleksandrą Nadajską. Tak, tą co prowadzi śledztwo w sprawie śmierci twoich teściów – oznajmił sucho blondyn, zasiadając przy biurku, naprzeciw Maćka – Nie wiem dlaczego, ale chyba udzielił się jej twój sceptyzm.
- To znaczy? - uniósł brwi zaintrygowany
- Nasza koleżanka po fachu też uważa że to nie jego sprawka. Ale porównamy zebrany materiał dowodowy i być może wtedy nie będzie żadnych wątpliwości.
Czarnowłosy uśmiechnął się pogardliwie. Jak dobrze znał Mateusza, tak tym razem nie rozumiał jego postawy. Przecież był dobrym policjantem, bystrym i spostrzegawczym. Nie mógł nabrać się na coś takiego.
- Wygodne rozwiązanie. Zmarli nie mogą się bronić.
- O co ci chodzi? - warknął, mierząc go wzrokiem
- Były glina dopuszcza się zbrodni i poszlaki trzyma sobie w tapczanie, zamiast się ich skutecznie pozbyć. Tak, poszlaki, bo sam magazynek czy jakieś wydruki z komputera jeszcze o niczym nie świadczą. To za mało na dowód. Nie widzisz tego czy nie chcesz widzieć?
Mateusz westchnął zrezygnowany. Prawdopodobnie w przypadkowym śledztwie byłby skłonny zgodzić się z nim. Przecież tok rozumowania czarnowłosego był prawidłowy.
- A ty co widzisz? - nadal szedł w zaparte – Że ktoś sprzątnął Kamińskiego i podrzucił mu te rzeczy, byśmy myśleli że to jego sprawka? Okej, w takim razie kto? Bo dlaczego to chyba wiemy. I jak zamierzasz udowodnić udział osób trzecich, skoro wszystko wskazuje na to że facet się zachlał?
- To akurat twój problem, którego starasz się uniknąć – rzucił ostro – Nie interesuje mnie Kamiński ani wygodne rozwiązanie sprawy. Interesuje mnie prawda.
- Maciek, do cholery – warknął, chcąc przywołać go do porządku – Wszystko przez tę twoją Martę. Odbiło ci gdy zginęła. Ja rozumiem że ty ją kochałeś, ale... to było dawno, powinieneś zająć się sobą, ułożyć sobie życie na nowo i cieszyć się nim, zamiast grzebać w sprawach, które właściwie ciebie nie dotyczą.
Mężczyzna pokiwał głową. Wyglądało na to że jego były partner nie ma większego pojęcia o sprawie sprzed trzech lat i nie wie że Marta upozorowała swoją śmierć. Tym samym mógł go ostatecznie wykluczyć z grona podejrzanych. Dotychczas chciał w to wierzyć, teraz już zyskał przekonanie. Poczuł ulgę, mimo pewnych wyrzutów sumienia. Nie łatwo było się przyznać że zwątpił w partnera.
- Stawarski – oznajmił nagle cicho – Przecież Stawarski pracował z Kamińskim.
- Ale... myślisz że to jego sprawka czy może być zagrożony?
- Sam nie wiem – wzruszył ramionami – Ale chyba musimy z nim się spotkać.

         Po przybyciu do Gdańska Marta od razu zdecydowała się pojechać na komendę przy ulicy Mickiewicza. To tam kiedyś pracował komisarz, który poprowadził ją przez całą sprawę. To on pomógł jej upozorować wypadek, w którym rzekomo zginęła. On zapewnił jej nowe dokumenty, schronienie, pieniądze na start. On kontaktował się z nią przez kolejne dwa lata, informując o postępach w śledztwie. Aż w końcu to właśnie on oznajmił że banda została ostatecznie rozbita, że zagrożenie minęło i kobieta jest już bezpieczna. Zamierzała podzielić się z nim swoimi odkryciami i podejrzeniami. Mężczyzna być może nawet nie miał pojęcia, iż ktoś został w tej sprawie pominięty, a po latach próbuje się zemścić.
- Dzień dobry, szukam starszego aspiranta Malewskiego – oznajmiła dyżurnemu, licząc na jego pomoc
- A pani w jakiej sprawie?
- Byłam świadkiem pobicia i przypomniał mi się pewien, być może istotny, szczegół – skłamała, nie chcąc zdradzać przypadkowym osobom prawdziwych powodów
- Pójdzie pani po schodach na górę, na drugie piętro, potem korytarzem w prawo i trzecie drzwi po lewo.
- Dziękuję! - rzuciła, po czym szybko wbiegła po schodach na górę. Drzwi od biura komisarzy były lekko uchylone. Wkroczyła do środka zdecydowanie, wyprostowana, pewna siebie. Stwarzała pozory. Nie zamierzała okazywać swojej słabości, na pewno nie tak od razu. Stanęła przy biurku Malewskiego i skrzyżowała ręce na piersi.
- Cześć Paweł – wypaliła brunetka, zanim jeszcze zwrócił na nią uwagę. Mężczyzna przyjrzał się jej uważnie i powoli podniósł z fotela.
- Co ty tu robisz? - nie krył zdumienia jej obecnością, ale też nie pałał entuzjazmem. Jakby przeczuwał że pojawienie się Marty niesie ze sobą spore kłopoty. Przecież zerwali kontakt blisko rok temu, po oficjalnym zamknięciu sprawy handlu żywym towarem. Nie odwiedziłaby go tak po prostu, bez powodu albo chociażby w celu podziękowania za pomoc.
- Musimy pogadać. Wiesz o czym – oznajmiła poważnym tonem
- Jestem zajęty – w odpowiedzi wskazał na swoje biurko
- Mam czas, mogę poczekać.
- Dobra – westchnął ciężko – Widzimy się o dziewiętnastej w parku Oliwskim, przy pętli tramwajowej. Okej?
- Okej – rzuciła niezbyt zadowolona. Nie chciała czekać, ale z jakiegoś powodu Malewski nie chciał rozmawiać na komendzie. Obawiał się kogoś? Podsłuchów, kolegów? Być może jego udział w tej sprawie nie był zbyt głośny i nie chciał go zdradzać.
Przez moment pomyślała, iż policjant potrzebuje czasu na przygotowanie się do spotkania. Ale do czego miałby się przygotować? Przez jej głowę przemknęły czarne myśli. Mógłby celowo ją wprowadzić w błąd? Byłby skłonny ją wystawić? Była nieco przewrażliwiona, a tym samym niczym zbyt podejrzliwa. Szybko ucięła te rozważania. Nie chciała popełnić kolejnego błędu, zaś daleko wysunięte teorie spiskowe w żaden sposób nie pomagały. Tym bardziej że nie miała żadnych podstaw ku temu, by tak sądzić. W tym momencie nieoceniona okazałaby się pomoc Maćka. Mężczyzna miał więcej dystansu i mógł spojrzeć na wszystko z trochę innego punktu widzenia. Mógłby pomóc jej w odnalezieniu resztek zdrowego rozsądku.
Resztę popołudnia wykorzystała na zapewnienie sobie noclegu oraz uzupełnieniu braków w organizmie. Zjadła porządny obiad i wypiła dwie herbaty. Zastanawiała się jak rozegrać rozmowę z Malewskim. Zaatakować, oskarżając o niedokładne przeprowadzenie śledztwa czy udawać roztrzęsioną, wystraszoną i bezradną, próbując wzbudzić jego litość? Tym razem musiała odrzucić jakiekolwiek pobudki wynikające z jej charakteru i przekonań, by móc zdecydować co będzie dla niej lepsze. Tylko jednego była pewna. Musiała na siebie uważać.