czwartek, 30 czerwca 2011

IV. Scen nr 46


Dopiero po chwili Mateusz zauważył, że brakuje jednej osoby. Wiedział, że na pewno są tutaj Asia i Sebastian, którzy stali przytuleni do siebie. Widział także zarys postaci trzymającą kogoś na rękach, więc to był Rafał z Anią. Dwie osoby leżące na ziemi, czyli ciało drugiej Ani i skuty kajdankami Warchlak. Czyli nie było barmana. Policjant chciał już o tym poinformować innych, kiedy właśnie w wejściu do gabinetu się pojawił, oznajmiając, że znalazł to drugie wyjście. Przejście było na tyle wąskie, że musieli iść pojedynczo, jeden za drugim. Na początku szedł barman, za nim Asia, potem Sebastian, Rafał z Anią na ręku (przez co musiał iść bokiem), Warchlak i na końcu Mateusz. Ogień już był bardzo blisko drzwi do biura prezesa. Chwilę później byli już na zewnątrz. Po około pięciu minutach przyjechała straż pożarna, karetka i policja. To był ciężki dzień dla komisarzy. Mateusz zawiózł Warchlaka do aresztu, a komisarze po złożeniu zeznań policjantom z innego komisariatu pojechała do swoich domów. Następnego dnia stary poinformował ich, że nie będą się zajmowali sprawą podpalenia Czarnego Lotosa. Za to czekało ich napisanie raportu z prowadzonej sprawy wtyki na komendzie, którą można było już uznać za zamkniętą. Po południu komisarze mieli już wolne do końca dnia.
Asia: Sebastian
Sebastian: Tak?
Asia: Nie pogniewasz się jeśli pojadę teraz do rodziców?
Sebastian: Oczywiście, że nie. Zostałaś zaproszona, więc jedź
Asia: Pogadam z nimi o tobie
Sebastian: Nie ma takiej potrzeby. Nie akceptują mnie i tyle. Ale to ich problem, bo to nie zmieni faktu, że jestem twoim narzeczonym
Asia: Ale nie chcę, żeby tak było, że idę do nich bez ciebie
Sebastian: I tak bym nie poszedł. Nie mam ochoty patrzeć na tą idiotyczną paniusię
Asia: Słuchaj, oboje wiemy że moja matka ma trudny charakter. Ale to nie znaczy, że możesz ją tak nazywać!
Sebastian: A co? Prawda w oczy kole?
Asia: Ciekawe czy twoi rodzice mnie tak łatwo, od razu zaakceptują. Tak w ogóle to kiedy ich poznam?!
Asia nie kryła irytacji. Sebastian wbił wzrok w podłogę, co upewniło ją, że narzeczony nie ma racji.
Sebastian: Nie poznasz ich
Asia: Co?! Ty chyba sobie żartujesz! Wstydzisz się mnie, co?
Sebastian: Nie! Nie poznasz ich, bo matka nie żyje, a z ojcem nie mam kontaktu od jakichś 12 lat
Wziął głęboki oddech i poszedł do sypialni. Aśce zrobiło się głupio, więc poszła za nim. Zastała go jak leżał i wpatrywał się w sufit. Usiadła na skraju łóżka i położyła swoją dłoń na jego dłoni.
Asia: Przepraszam. Nie wiedziałam, nigdy mi o tym nic nie mówiłeś
Sebastian: Nie pytałaś
Asia: Gniewasz się na mnie?
Sebastian: Trochę tak. Ale nie martw się, zaraz mi przejdzie. Na ciebie nie potrafię się długo gniewać
Odwrócił głowę i spojrzał na nią. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Asia także się uśmiechnęła. Wstała, pocałowała go w policzek i wyszła. Chwilę później poszedł do kuchni, wziął piwo z lodówki i poszedł na kanapę, przed telewizor...
Znudzony rzucił kolejną puszkę na podłogę. Spojrzał na zegarek, była już godzina 20:57. Aśki nie było już pięć godzin. Stwierdził, że pewnie zagadała się i nawet nie zwróciła uwagi kiedy minęło tyle czasu. Poszedł po kolejne piwo, ale w lodówce nie było już żadnego. Zaklął pod nosem i zaczął zastanawiać się czy chce mu się iść do sklepu. Rozmyślania przewał mu jego telefon, który właśnie zaczął dzwonić. Widząc nieznany numer niechętnie odebrał połączenie.
Sebastian: Halo?
Barbara: Tu Barbara, mama Asi. Wróciła już do domu?
Sebastian: Myślałem, że jest u was
Barbara: Wyszła jakąś godzinę temu. Akurat był u nas jej dawny znajomy z liceum, który pracuje w firmie Tadeusza. To jest czy nie ma?
Sebastian: A do niej to nie łaska zadzwonić?
Barbara: Nie odbiera, pewnie dobrze się bawią
Sebastian: Bawią?
Barbara: No, Asia i Mariusz razem od nas wyszli. Dobra, to już nie przeszkadzam
Sebastian: Chwileczkę
Barbara: Co?
Sebastian: A skąd czarownica... yyy... pani ma mój numer?
Barbara: Z telefonu Aśki
Sebastian: A ona o tym wie?
Barbara: Nie musi, my nie mamy tajemnic
Sebastian: Jasne
Rozłączyła się. Dopiero po chwili dotarło do niego co wcześniej usłyszał. Aśka woli się bawić z jakimś gościem? I zapomniała o swoim narzeczonym? Nawet nie zadzwoniła, że wróci później? Wybrał numer do Asi. Odebrała dopiero po kilku sygnałach. Słyszał śmiechy. Jej i jakiś mu nie znany, drugiej osoby.
Asia: Tak?
Sebastian: Aśka, gdzie ty się podziewasz?
Asia: W parku jestem, a co?
Sebastian: Nie ma cię już pięć godzin

Asia: Oj, przestań. Wrócę za kilka minut, pa
Zamknął oczy i wziął głęboki oddech. Rzucił telefon na stół, wziął do ręki szklankę, zamachnął się i rzucił nią o ścianę. Rozbiła się w drobne kawałki szkła. Wziął drugą i zrobił to samo. Sięgnął po następną i zamachnął się... lecz w tej chwili się wycofał. Wyprostował rękę i zgniótł w niej szklankę. Szkło skaleczyło palec, ale on miał na to, delikatnie mówiąc, wylane. Schował telefon do kieszeni, poszedł do pokoju, wziął z mebli kluczyki do samochodu i wyszedł. Musiał odreagować. Czuł się samotny, odtrącony, sponiewierany. Cierpiał. Jechał z dużą prędkością, ledwo mieścił się w zakrętach. Gdyby urodził się w innym kraju, np. Hiszpanii czy we Włoszech to pewnie startowałby w jakiś wyścigach, może GP2, F3 czy Superleague Formula albo w innych niż openwheele (są to samochody wyścigowe, gdzie koła są na zewnątrz, nie są pod niczym schowane, np. pod karoserią), czyli Scirocco Cup, Porsche Supercup lub Porsche Carrera Cup czy też Auto GP. Chociaż z Polski też można było się dostać do jakiejś serii wyścigowej. Sebastian nie tylko interesował się poczynaniami Kubicy w F1, których bardzo mu brakowało w tym sezonie, ale także startami Polaków w innych seriach. Miał ogromne zamiłowanie do motoryzacji, które do dzisiaj w nim pozostawało. Niestety nie miał możliwości by połączyć swoją pracę z pasją, więc wybrał pracę w policji, czyli numer 2 na jego liście zainteresowań. Nie interesowało go, że mógł mieć o wiele lepiej płatną pracę, bezpieczniejszą i nie wymagającej bycia gotowym o każdej porze oraz nadgodzin. Wolał robić w życiu to co lubi. Kilka minut później zaparkował samochód pod blokiem i poszedł na górę. Spodziewał się, że Aśka będzie wściekła na niego za te szklanki, ale jej nawet nie było jeszcze w domu. Ponownie się zdenerwował, ale tym razem nic nie rozwalił. Posprzątał rozbite szkło z kuchennej podłogi i położył się na kanapie. Po kilku minutach zasnął. Około godziny 22:00 wreszcie do domu wróciła Aśka. Kiedy zobaczyła śpiącego na kanapie Sebastiana, poczuła wyrzuty sumienia. Wzięła z szafki koc i przykryła nim ukochanego. Tymczasem zadzwonił do niej telefon. Szybko go odebrała i poszła porozmawiać do sypialni.
Mariusz: Dasz się zaprosić do kina? Wiesz, takie przyjacielskie wyjście
Asia: Kiedy?
Mariusz: Może... pojutrze?
Asia: Pasuje. A na jaki film?
Mariusz: Ty wybierzesz. To do zobaczenia
Asia: Pa
Odłożyła telefon na szafkę i położyła się na łóżku. Myślała jeszcze tylko nad wymówką dla Sebastiana. Pomyślała, że kolejne wyjście do rodziców będzie dobrym pomysłem.

środa, 29 czerwca 2011

IV. Scen nr 45


Kilka minut później komisarze byli już pod Czarnym Lotosem. Ochroniarze wpuścili ich bez problemu, gdy zobaczyli odznaki. Przygotowali broń i wbiegli do środka. Jednak nigdzie nie było ani śladu Warchlaka, ani jego wtyki. Komisarze zrezygnowani schowali swoje pistolety.
Rafał: Cholera, wystawił nas
Asia: Czekaj, może są w kiblu
Anka: Ja pójdę sobie pogadać z tym prezesem
Sebastian: Dobra, to my sprawdzimy kible
Ania i Rafał zostali przy barze. Chwilę później wrócili Asia i Sebastian. Pokręcili przecząco głowami. Komisarz zaklął pod nosem. Postanowił zapytać barmana, kiedy nagle czwórka przyjaciół usłyszała strzał. Wystraszeni klienci zaczęli uciekać z lokalu. Pracownice pobiegły na górę, ubrały się i także biegiem opuściły Czarnego Lotosa. Sebastian krzyknął do reszty by zostali i poszedł sprawdzić co się stało. Jednak za nim poszła Aśka. Kierowali się do gabinetu prezesa, kiedy nagle Aśka poczuła, że ktoś przystawił jej broń do głowy.
Asia: Sebastian
Sebastian: Co?
Narzeczony się odwrócił. Zobaczył w jak beznadziejnej sytuacji się znajdują. Postać stojąca za Asią miała kaptur na głowie, więc nie mógł rozpoznać jej twarzy.
Kuba: Powoli i bez żadnych numerów wyciągaj broń. Bo jej łeb odstrzelę!
Sebastian: Jak mogłeś?!
Kuba: Zamknij się. Nawet nie wiesz jakie z tego płyną korzyści finansowe
Sebastian: Współpracowałeś z przestępcami, to karalne
Kuba: No i co z tego? Wy wylądujecie pod kwiatkami, a ja na Hawajach
Sebastian: Nie uda ci się
Kuba: Dawaj tą broń!
Sebastian wyciągnął pistolet i odłożył go na ziemię. Następnie kopnął w stronę Kuby. Wtedy on wyciągnął broń Asi i wyrzucił ją za siebie. Uderzył ją mocno w głowę, tak że straciła przytomność i upadła.
Kuba: Wolę zarżnąć cię nożem
Wyrzucił swoją broń do tyłu i wyciągnął z kieszeni scyzoryk. Tymczasem w gabinecie prezesa Warchlak celował w głowę właściciela Czarnego Lotosa. W pewnej chwili cofnął się i wyjrzał na zewnątrz. Mateusz natychmiast to wykorzystał, wziął krzesło i rozwalił je na jego głowie. Przestępca był przez chwilę lekko zdezorientowany i miał kłopoty z równowagą, lecz utrzymał się na nogach. Mateusz wtedy uderzył go dwa razy w głowę, jednak to nie przyniosło efektu. Warchlak się wkurzył i nacisnął spust. Nie patrzył gdzie strzelał. Trafił w szyję prezesa. To rozwścieczyło policjanta i zasypał go lawiną ciosów. Wytrącił mu broń z ręki i nadal bił go po głowie. W końcu odsunął się kawałek i z całej siły kopnął Warchlaka w brzuch. Uderzenie było tak silne, że ten upadł na ziemię. W tym samym czasie nieświadomi niczego Ania i Rafał siedzieli przy barze. Zastanawiało ich, że coś długo nie wracają. Chcieli już iść sprawdzić co się dzieje, kiedy nagle do lokalu wbiegło sześciu zamaskowanych mężczyzn, z broniami skierowanymi na nich. Byli to ludzie Warchlaka, który wcześniej zdążył ich powiadomić, by tu przyjechali. Rafał przytulił do siebie Anię i czekał na rozwój wydarzeń.
Sebastian nadal walczył z Kubą. Obaj byli już poobijani. Sebastian miał rozcięcie nad brwią, przez co krew lała mu się na oko i nie widział dokładnie przeciwnika. Kuba wykorzystał przewagę, ale na szczęście Sebastian w ostatniej chwili się odsunął i ostatecznie został draśnięty w dłoń. Nagle Kuba rzucił się na niego i obalił na podłogę. Sebastian przegrał. Widział jak już Kuba podnosi rękę by wbić mu nóż... kiedy nagle pada strzał. Komisarz szybko zrzucił z siebie umierającego mężczyznę i podniósł się. Patrzył się w kierunku osoby, która uratowała mu życie.
Mateusz: Mówiłem, że to nie ja
Sebastian: Dzięki
Mateusz: Taka praca
Sebastian: Gdzie Warchlak?
Mateusz: Leży skuty w gabinecie prezesa razem z dwoma trupami
Sebastian: Dwoma?
Mateusz: Anka i prezes
Sebastian: Cholera
Sebastian zajął się Asią, która po chwili odzyskała przytomność. Ukochany obiecał jej, że wszystko jej opowie w domu.
Mateusz: Miejmy nadzieję, że ludzie Warchlaka nie zdążyli przyjechać
Sebastian: Co?!
Mateusz: Warchlak wezwał swoich ludzi zanim przyjechaliście. Mieli zdemolować lokal
Asia: Czujecie? Coś się pali!
Mateusz: Cholera! Przyjechali i podpalili!
Cała trójka pobiegła do głównego pomieszczenia klubu. Na środku leżał związany i zakneblowany Rafał, a obok niego barman. Rozwiązali ich i zaczęli szukać Anki.
Rafał: Zabierali ją na górę, przeszukajcie pokoje!
Ogień zajął już stoliki najbliżej wejścia. Czasu zostawało coraz mniej, a Anki ani śladu. Intuicja Asi podpowiadała jej, żeby szukać w łazience. I nie myliła się! Najgłośniej jak potrafiła zawołała resztę. Rafał wziął na ręce swoją żonę i cała szóstka skierowała się do gabinetu prezesa. Pożar bardzo szybko zbliżał się do baru. Wiedzieli, że jak tam dotrze to już całe pomieszczenie stanie w ogniu. Przecież było tam pełno alkoholu. Czekali co będzie dalej. Przebywanie z trupami w jednym pomieszczeniu nie było miłe, ale gabinet prezesa znajdował się najdalej od ognia wśród wszystkich pomieszczeń. Asia zadzwoniła po pomoc.
Asia: Będą za jakieś 15 minut
Rafał: Co?! Do tego czasu spłoniemy żywcem!
Sebastian: Jesteśmy w pułapce. Musimy czekać aż przyjadą
Mateusz: Musi być stąd jakieś wyjście
Rafał: Jedyne wyjście stąd się właśnie pali
Mateusz: To musi być inne
Rafał: Niby gdzie?! Widziałeś tu jakieś?!
Sebastian: Rafał, spokojnie
Rafał: Jak mam być spokojny?! Przecież zaraz umrzemy!
Mateusz w tym czasie podszedł do biurka prezesa i zaczął w nim grzebać.
Asia: Co ty robisz?
Mateusz: Gdzieś tu muszą być plany tego lokalu. Prezes mówił, że jest wyjście od tyłu, ale nie wiem jak do niego dotrzeć
To była ostatnia nadzieja komisarzy na ucieczkę z płonącej pułapki. Niestety, zgasła ona wraz ze światłem w gabinecie. Nawet gdyby Mateusz znalazł papiery, nie byłby w stanie ich odczytać. Sebastian po ciemku podszedł do Asi i ją przytulił.
Sebastian: Kocham cię
Asia: Ja ciebie też

poniedziałek, 27 czerwca 2011

IV. Scen nr 44


Po dwóch godzinach poszukiwań komisarze nie mieli żadnego tropu. Mateusz po prostu zniknął jakby rozpłynął się w powietrzu. Sebastian był wściekły. Oprócz podsłuchu w pokoju przesłuchań, pluskwy znaleźli także w swoim biurze, w biurze asystentów, w gabinecie starego, w kuchni, a nawet w toalecie. Komisarze nadal nie wiedzieli co robić. Do sprawy postanowili włączyć także Kubę i Anię.
Kuba: Z tego co mówicie to nasz nowy asystent jest wtyką
Asia: Tyle to my też już wiemy. Trzeba tylko go znaleźć
Rafał: No tak, telefon został na komendzie
Sebastian: Cholera!
Asia: Co?
Sebastian: Przecież możemy go wykorzystać by zgarnąć Warchlaka
Rafał: Chcesz się z nim umówić w imieniu wtyki?
Sebastian: Oczywiście. Wtedy przyjdzie z dwoma czy trzema swoimi, więc nie będzie problemu by go zatrzymać
Ania poszła po telefon Mateusza. Uważnie sprawdzili listę kontaktów, lecz nie zobaczyli nic podejrzanego.
Sebastian: Dla pewności dajcie te numery do sprawdzenia Bartkowi
Kuba: Widać, że nie był idiotą. Albo ma tu zapisany numer pod inną nazwą, albo korzystał z dwóch telefonów
Ania: Cholera, wykiwał nas
Sebastian: Pożałuje
Około dwie godziny później Bartek potwierdził im, że żaden z numerów nie jest podejrzany i nie ma wśród nich numeru do Warchlaka. Komisarze do późna siedzieli szukając jakiegokolwiek tropu, jednak nic nie mogli znaleźć. Patrole, które cały czas szukały podejrzanego, także nic nie miały. Tymczasem w Czarnym Lotosie: jeden z ochroniarzy wchodzi do biura prezesa, a za nim drugi mężczyzna.
Prezes: No ja j***ę! Cholerne papiery! Czego głąbie?!
Ochroniarz: Jest sprawa do prezesa
Prezes: Ja p***dolę, ale ty k**wa jesteś tępy! Mówiłem, żeby mi nie przeszkadzać!
Ochroniarz: Ale ten facet mówi, że prezesa zna
Prezes: Dobra, zostaw nas samych
Ochroniarz wyszedł zamykając za sobą drzwi. Mateusz podszedł do prezesa i podał mu rękę. Ten ją uścisnął i odłożył papiery na bok. Policjant usiadł na krześle.
Prezes: Ale tępy ch** z tego mojego ochroniarza
Mateusz: Widzę, że się nie zmieniłeś, nadal dużo klniesz. No i ostro traktujesz swoich ludzi
Prezes: Wiesz, pracowników trzeba trzymać krótko, a szczególnie to dziwki. No dobra Mati, co cię do mnie sprowadza? Chyba nie jesteś tu służbowo?
Mateusz: Oczywiście, że nie. Słuchaj Jarek, potrzebuję twojej pomocy
Prezes: Potrzebujesz kasy?
Mateusz: Nie, muszę się ukryć. Podejrzewają mnie, że jestem wtyką Warchlaka. Zwiałem im, żebym mógł znaleźć dowody, że to nie ja
Prezes: A tak na serio to ty czy nie?
Mateusz: Nie wiem kto, ale na pewno nie ja
Prezes: Jak zamierzasz znaleźć dowody?
Mateusz: Znajdę prawdziwą wtykę
Prezes: Jak?
Mateusz: Wiesz, ma się te sposoby bardziej i mniej legalne
Prezes: Dobra, nie wnikam. Załatwię ci jakiś jeden pokój wolny tutaj
Mateusz: Dzięki
Prezes: A jak chcesz to możesz iść na dół się zabawić
Mateusz: Nie, pójdę w miasto. Wiem gdzie zabawiają się niektórzy ludzie Warchlaka
Wyszedł. Pomyślał, że ma dwie opcje. Albo zwerbuje kogoś z nich do współpracy i wyjawi mu tożsamość wtyki, albo wkręci się do jego bandy i wtedy spróbuje się dowiedzieć kto ostrzega Warchlaka. Oba pomysły były trudne do zrealizowania, jednak większe szanse powodzenia miał ten drugi, więc postanowił z niego skorzystać. Zagadał do jednego gościa z grupy. Jak się okazało, był to jeden z ważniejszych ludzi, a konkretnie zastępca szefa. Mateusz wyżalił mu się jak dwa dni temu został wyrzucony z innej grupy, bo twierdzili, że nic nie umie, mimo że był z nich najlepszy. Cała historia była oczywiście zmyślona i poskutkowała, ponieważ Arek chciał go wypróbować. Umówili się na jutro o 22:00. Zadaniem policjanta miało być zdemolowanie jednego z policyjnych radiowozów. Tymczasem 30 minut po północy do Warchlaka dzwoni telefon.
Warchlak: Czego? Noc jest
Głos: Gdzie jutro się spotykamy?
Warchlak: O 20:00 w Czarnym Lotosie. Mam tam do załatwienia pewną sprawę, więc od razu się spotkamy
Głos: Ok, może być
Warchlak: Podobno komisarze znaleźli nasze podsłuchy
Głos: Tak, ale sprawy układają się dla nas pomyślnie. Nowy sp***dolił, dzięki czemu są pewni, że to on i bez problemu mogę cię informować, bo i tak wszystko pójdzie na niego. Gorzej by było, gdyby siedział, bo by się wydało, że to nie on
Warchlak: Dobra, to do jutra
Następnego dnia komisarze jeździli po mieście szukając Mateusza. Jednak to nie dawało efektów. Postanowili wieczorem poszukać go w różnych klubach. Dochodziła godzina 17:00, kiedy skończyli robić listę wszelkich lokali w mieście.
Sebastian: Tego jest w cholerę dużo!
Rafał: Trzeba się podzielić. No więc tak, Ania i Kuba...
Kuba: Przepraszam was, ale dzisiaj nie mogę. Umówiłem się z moją dziewczyną, przygotuje wspaniałą kolację przy świecach... Wybaczcie, nie mogę jej wystawić
Ania: Dobra, jedź. Wezmę Tomka do pomocy
Komisarze ustalili kto które lokale sprawdza. Tymczasem w Czarnym Lotosie do biura wszedł Warchlak.
Prezes: Tępy ch**u, zamykaj te drzwi!
Warchlak: Spokojnie prezesie, po co te nerwy? Mam dla ciebie informację. Czekam godzinę, potem idę skorzystać z usługi. Jeśli nie dostanę zniżki, to możesz pożegnać się ze swoim Lotusem
Prezes: Lotosem!
Warchlak wyszedł. Prezes natomiast zawołał do siebie ochroniarza.
Prezes: Z kim przyszedł?
Ochroniarz: Z jakimś psem, nie chcieliśmy go wpuścić, ale pomachał nam odznaką i gadał coś o jakimś utrudnianiu śledztwa
Mateusz: O cholera! To ten wtyka!
Prezes: Mati, czekaj. Najpierw zadzwonimy po twoich kolegów z komendy. Miałem gdzieś tu wizytówkę jednego z nich... o, jest
Komisarze już szykowali się do wyjazdu, kiedy zadzwonił telefon Rafała. Pokazał im ręką by poczekali i odebrał.
Prezes: Panie komisarzu, to ja, prezes Czarnego Lotosa. Właśnie w klubie jest Warchlak z jakimś policjantem. Dobra, czekam
Rafał: Wszyscy mają broń? Jedziemy po Warchlaka i wtykę, są w Czarnym Lotosie
Tomek został na komendzie, a piątka komisarzy „zapakowała się” do samochodu. Prezes polecił swoim ochroniarzom by nie wpuszczali nikogo przed przyjazdem policji i pilnowali Warchlaka oraz jego towarzysza.

niedziela, 26 czerwca 2011

IV. Scen nr 43


Niechętnie wstała i sięgnęła po telefon. Spojrzała na wyświetlacz i pokręciła głową.
Asia: Tak? Nie mamo, nie przyjadę. Albo z nim, albo wcale. Dobra, to nie. Co zamierzam robić? Chcę spędzić miły, spokojny wieczór w towarzystwie mojego narzeczonego. I z łaski swojej nie przeszkadzaj mi w tym
Sebastian: Twoja matka?
Asia: W gruncie rzeczy to miła osoba. Tylko ma trudny charakter
Sebastian: Zdążyłem się o tym przekonać
Asia: Nie będzie nam dzisiaj przeszkadzać
Wyłączyła telefon, odłożyła go na meble i uśmiechnęła się do Sebastiana. Ukochany podszedł do niej i pocałował ją czule. Następnego dnia pojawili się na komendzie w bardzo dobrych humorach. Stracili je, kiedy w biurze zobaczyli Rafała z lewą ręką unieruchomioną. Ich miny nie sygnalizowały nic dobrego.
Asia: Co się stało?
Rafał: Dostałem kulkę podczas akcji
Ania: Stary już na was czeka
Asia: O co chodzi?
Ania: Idźcie do niego, wszystko wam wyjaśni
Aśka się zmartwiła. Spojrzała na Sebastiana, lecz nie mogła nic wyczytać z jego twarzy. Poszli na górę (gabinet starego znajdował się piętro wyżej) i zapukali do drzwi. W odpowiedzi usłyszeli proszę, po czym weszli do środka.
Stary: Co wiecie o sprawie, którą prowadzili pani Ania i pan Rafał.
Sebastian: Jakieś zabójstwo dostali
Asia: Tak w ogóle na jakiej akcji oni byli?
Stary: Tak myślałem, że nie wiecie wiele. Więc mogę wam zaufać
Komendant wstał z krzesła i podszedł do drzwi. Otworzył je, po czym rozejrzał się dokładnie sprawdzając czy nikt nie podsłuchuje. Zamknął je i wrócił do swojego biurka. Zachowanie starego zdziwiło komisarzy.
Stary: Wasi koledzy wczoraj mieli zatrzymać Warchlaka. Jak się okazało, był przygotowany na naszą wizytę. Trzech antyterrorystów nie żyje, dwóch jest rannych, no i pan Rafał też dostał. Warchlak ma swoją wtykę na naszej komendzie
Asia: Co?
Stary: Ani słowa nikomu. Wiecie o tym tylko ja, wy, pani Ania i pan Rafał. Nikt więcej nie może się dowiedzieć, jeśli nie wyrażę na to zgody. Waszym zadaniem jest go znaleźć. Tylko wam mogę zaufać, bo tylko wasza czwórka jest na 100% czysta. Możecie wychodzić w trakcie pracy, żeby się skonsultować, wymienić informacjami. Tylko go znajdźcie, jasne?
Sebastian: Zrobimy co w naszej mocy
Komisarze od razu skierowali się do biura. Ustalili z Anką i Rafałem, że pójdą na obiad i tam pogadają o sprawie. Tymczasem Warchlak odebrał telefon.
Warchlak: Czego?
Głos: To ja. Kiedy mogę przyjść po kasę?
Warchlak: Tak jak zwykle, dwa dni po akcji, czyli jutro. Pieski zadowolone z niespodzianki?
Głos: Stary jest wściekły. Wie już, że masz wtykę
Warchlak: Wie, że to ty?
Głos: Nie
Warchlak: I bardzo dobrze. Informuj mnie kiedy chcą zrobić kolejną łapankę, żebym mógł przygotować dla nich kolejną niespodziankę
Głos: Chyba sobie na razie odpuszczą, póki nie złapią wtyki
Warchlak: No i dobrze, ze mną nie ma łatwo. Jak coś to dzwoń i do zobaczenia jutro
Około cztery godziny później komisarze spotkali się w restauracji „Słonecznej”. Zamówili sobie coś do jedzenia i poczekali na swój obiad. W międzyczasie zadzwonił telefon Aśki i pani komisarz musiała na chwilę przeprosić ukochanego i przyjaciół, by móc wyjść na zewnątrz i odebrać telefon.
Asia: Przepraszam, moja mama dzwoniła
Ania: Pewnie się stęskniła za tobą
Asia: Nawet nie wiecie jak ciężko jej przetłumaczyć, że nie mogę, bo pracuję
Sebastian: Domyślam się
Rafał: W sumie to gdyby nie ta sprawa, to fajna by była taka praca
Sebastian: No, mi też by się podobało
Kelner przyniósł im zamówione dania. Kiedy zjedli, zaczęli się naradzać co ze sprawą wtyki na komendzie. Ania i Rafał streścili im wszystkie wydarzenia z ich punktu widzenia.
Asia: Czyli Mateusz i Kuba wiedzieli, że zamierzacie zgarnąć Warchlaka?
Ania: Tak
Asia: Ktoś jeszcze?
Ania: Z naszego wydziału nikt
Sebastian: No, Kubę znamy tyle czasu, że chyba śmiało można powiedzieć, że to nie on
Rafał: Dla mnie to oczywiste. Nowy sypie. Po pierwsze wiedział co zamierzamy. Po drugie nie znamy go zbyt dobrze i nie był sprawdzony. Po trzecie, podobno już jakiś czas nalegał by pracować w Krakowie
Asia: Czyli że on?
Rafał: Według mnie tak
Sebastian: Dobra, to robimy tak: wy jedźcie do domu, a my jedziemy na komendę z nim pogadać
Wszyscy zgodzili się na propozycję Sebastiana. Ania i Rafał pojechali odpocząć, a on z Asią pogadać z Mateuszem. Nie było większego problemu, asystent był na komendzie i zgodził się na rozmowę. Poszli do pokoju przesłuchań.
Sebastian: Siadaj
Mateusz: Musimy gadać tutaj?
Asia: Tak, chyba że wolisz gadać u wewnętrznych
Mateusz: U wewnętrznych? Zrobiłem coś nie tak? Jestem o coś podejrzany?
Sebastian: Co cię łączy z Warchlakiem?
Mateusz: Tym co mieli go zgarnąć Anka i Rafał? Nie kojarzę gościa
Sebastian: Odświeżyć ci pamięć? Ile ci płacił?
Mateusz: Za co miałby mi płacić?
Asia: Przyznaj się, jesteś jego wtyką
Mateusz: Co?! Nie wrobicie mnie w to!
Sebastian: Ależ nie musimy cię wrabiać. Bo sprzedawałeś mu informacje!
Mateusz: Nieprawda!
Mateusz zdenerwowany wstał i wywalił stolik. Cała trójka znieruchomiała. Pod blatem przyklejony był podsłuch. Sebastian nakazał im ręką milczenie.
Sebastian: Rysiu, zabierz go
Żadnego Rysia nie było. To była zagrywka, aby podsłuchujący myślał, że to koniec przesłuchania. Sebastian postanowił zrobić mu niemiłą niespodziankę. Delikatnie wziął podsłuch i powoli wyszedł z nim do biura. Aśka została z Mateuszem. On to wykorzystał, pchnął ją w głąb pokoju przesłuchań i uciekł. Kiedy wyszła na korytarz, już go nie widziała. W biurze komisarzy Sebastian podszedł do radia. Ustawił maksymalną głośność, przystawił podsłuch do głośnika i włączył je, a chwilę później wyłączył. Wyobraził sobie reakcję i zdenerwowanie podsłuchiwacza. Uśmiechnął się na tą myśl i zgniótł podsłuch nogą.
Asia: Sebastian
Sebastian: Tak?
Asia: Podejrzany uciekł
Sebastian: Powiedz Bartkowi, żeby zarządził jego poszukiwania

sobota, 25 czerwca 2011

IV. Scen nr 42


Kilka minut później byli już w Czarnym Lotosie. Na ich szczęście, nie musieli długo szukać właściciela. Prezes siedział sobie przy barze i popijał drinka.
Prezes: Czego? Jeszcze zamknięte
Rafał: Dla nas otwarte
Prezes: Gówno prawda
Ania wyciągnęła odznakę i machnęła mu przed nosem.
Prezes: Trzeba było od razu gadać, że wy z psiarni. Może pójdziemy do mojego gabinetu?
Rafał: Możemy iść
Prezes: No to dobra
Wziął swojego drinka i poprowadził komisarzy do biura. W drodze zapytali go o ofiarę. Potwierdził, że u niego pracowała.
Ania: Czy wchodził pan w konflikty z pracownikami?
Prezes: Ależ skąd. Mam z nimi świetne relacje. Popytajcie, żaden nie narzeka. Dużo im płacę, bo mam duże dochody, no i są zadowoleni
Rafał: Wysyła pan pracowników w teren?
Prezes: To oficjalna rozmowa?
Rafał: Powiedzmy, że to pytanie nie jest oficjalne
Prezes: No to oczywiście, że wysyłam, na tym też zarabiają. Aktualnie w terenie są Amanda i Mariusz
Ania: Mariusz?
Prezes: Co się pani komisarz tak dziwi? Tak, zatrudniam facetów. U mnie nie tylko mężczyźni, ale kobiety także mogą się zabawić
Ania: Nic dziwnego, że masz najlepszy burdel w mieście
Prezes: Znam się na tym co robię, dlatego mój lokal jest świetny
Rafał: Wracając do naszej ofiary... Czy dzisiaj o 3 w nocy pracowała w terenie?
Prezes: Chwila, tylko zajrzę w grafik... tak, miała być w terenie
Ania: Podejrzewa pan kogoś, kto mógł ją zabić?
Prezes: Nie, chociaż... pewnie kojarzycie Warchlaka. Chciał u mnie wyłudzić zniżki dla siebie i swoich ludzi. Groził, że jak mu nie dam zniżek to zacznie mordować mi pracowników. Widocznie spełnił swoje słowa
Rafał: No dobra, dzięki. Jakby ten Warchlak się pojawił to dzwoń
Rafał podał mu swoją wizytówkę. Prezes popatrzył na nią, odłożył na biurko, wyciągnął z kieszeni swoją i dał komisarzowi.
Prezes: Gdyby pan komisarz chciał skorzystać proszę dzwonić. Dam 20% zniżki
Rafał: Dziękuję, ale nie skorzystam
Prezes: Szkoda. Naprawdę warto
Ania i Rafał po wizycie w Czarnym Lotosie pojechali na komendę. Tam wymienili się informacjami z Tomkiem. Chwilę później pan komisarz umówił się na spotkanie ze swoim informatorem.
Mateusz: Tak jak prosiliście znalazłem wam w bazie wszystko co mieliśmy na temat tego Warchlaka
Ania: I co?
Mateusz: Był już kiedyś w pierdlu, odbył całą karę. Raz go wypuścili na przepustkę, ale doprowadził do bójki w jakimś pubie i go zgarnęli
Rafał: Kiedy skończył odsiadkę?
Mateusz: Dwa lata temu. Karany był za wielokrotne rozboje, kradzież, no i podejrzewano go o handel narkotykami, ale tego mu już nie udowodniono
Ania: To teraz dojdzie do tego zabójstwo
Rafał: Albo jego zlecenie. Dobra, dzięki
Mateusz wrócił do biura asystentów. W drzwiach minął się z Kubą, który właśnie zrobił sobie przerwę od wypełniania raportów.
Kuba: Jak tam wasza sprawa?
Rafał: W porządku, mamy podejrzenia, że to Warchlak albo ktoś z jego ludzi
Kuba: Urządzacie na niego łapankę?
Ania: Planujemy
Rafał: Dzisiaj spotkam się z informatorem, prędzej czy później dowiem się, gdzie swoją melinę ma Warchlak
Kuba: Wiecie, że jego jest ciężko złapać?
Rafał: Dla chcącego nic trudnego
Kuba: No to powodzenia, ja idę zrobić sobie kawy
Informator nie wiedział, gdzie będzie się ukrywał Warchlak. Na szczęście Rafała, mógł wyjawić, gdzie będzie się znajdował następnego dnia wieczorem, podczas odbioru dostawy narkotyków. Następnego dnia Asia i Sebastian dostali wolne. Około godziny 10 pojechali na lotnisko, by odebrać rodziców Asi. Od wielu lat mieszkali w Anglii, proponowali to także swojej córce, jednak ona uparła się, że chce mieszkać w Polsce. Długo nie musieli czekać. Już chwilę później Asia przytuliła się do matki, a następnie do ojca.
Barbara (mama Asi): Szofer zabierz walizki
Po tych słowach skierowała się ku wyjściu z lotniska. Za nią poszedł jej mąż. Sebastian był wściekły.
Sebastian: Szofer?!
Asia: Tata zarabia dużo pieniędzy i mama jest przyzwyczajona do służących

Sebastian: Nie wiem jak to wytrzymam
Asia: Spokojnie, zaraz to wyjaśnimy
Sebastian wziął bagaże i zaniósł je do samochodu. Asia chciała podejść do matki, ale ta ją uprzedziła i podeszła do narzeczonego córki.
Barbara: Co tak długo? Powinieneś się bardziej starać. Ja nie wiem za co ci ta Aśka płaci
Sebastian podniósł głowę i spojrzał na nią z ukosa.
Barbara: No i co się tak gapisz? Rób to, za co ci płacą
Sebastian chciał już wyciągnąć kajdanki i ją skuć (skoro ma robić to za co mu płaca, to miał zamiar ją zawieźć na komendę), ale w porę zainterweniowała Aśka.
Asia: Mamo, to mój narzeczony!
Zrobiła zdziwioną minę, wzruszyła ramionami i wsiadła do samochodu. To jeszcze bardziej zwiększyło irytację Sebastiana.
Sebastian: Wiesz co? Cholernie się cieszę, że nie masz charakteru po mamusi
Asia: Przepraszam cię za nią...
Sebastian: Nie przepraszaj. Nie jesteś za nią odpowiedzialna
Asia: Jesteś zły na mnie?
Sebastian: Na ciebie nie
Asia: Chodź odwieziemy ich do mojego mieszkania. Ja poprowadzę. Pokażę jej, że nie mam służących
Sebastian: Łap kluczyki
Przerzucił jej kluczyki nad samochodem. Złapała je, a on zajął miejsce pasażera w samochodzie. Ona również wsiadła i włączyła silnik. Odwieźli ich, a potem pojechali do siebie. Oboje cieszyli się perspektywą spędzenia reszty dnia tylko we dwoje, jednak ich plany szybko prysły jak bańka mydlana, kiedy usłyszeli dźwięk telefonu Asi.

piątek, 24 czerwca 2011

IV. Scen nr 41


Kiedy skończyli gotować obiad i go zjedli, położyli się na kanapie by odpocząć. Sebastian delikatnie objął ramieniem ukochaną.
Sebastian: Wiesz, Kamil zrezygnował z pracy
Asia: Naprawdę? Kiedy?
Sebastian: Wczoraj złożył staremu rezygnację, a dzisiaj potwierdził
Asia: Szkoda, świetny z niego glina, nigdy nie nawalał i dobrze z nim się współpracowało
Sebastian: No, szkoda. Ale takie życie. Asia...
Asia: Tak?
Sebastian: Chciałbym jutro pojechać do Łodzi... na cmentarz
Asia: Rozumiem, jedź
Sebastian: Nie będziesz z tego powodu zła?
Asia: Oczywiście, że nie
Sebastian: Wiesz, jutro mija dokładnie rok i cztery miesiące... Czasem mi jej bardzo brakuje
Asia: Tęsknisz za nią, nic dziwnego
Poleżeli jeszcze chwilę, po czym wzięli się za pakowanie rzeczy Aśki. Zajęło im to nie całą godzinę. Następnie Sebastian zniósł je do samochodu i pojechali do jego mieszkania. Właściwie to było mieszkanie jego siostry, ale kiedy nie dawno rozmawiał z nią przez telefon, powiedziała mu, że może w nim mieszkać ile chce, bo ona nie zamierza wracać do Krakowa.
Wieczór spędzili w miłej atmosferze, przy zgaszonym świetle i blasku świec, oglądając komedię romantyczną. Po zakończeniu filmu przenieśli się do sypialni. Następnego dnia Sebastian już około godziny dziewiątej pojawił się przy cmentarzu. Kupił jeden znicz i poszedł na grób swojej córki. Był tu dopiero czwarty raz i trochę mu było głupio z tego powodu. Ale cały czas o niej pamiętał. Miał nadzieję, że nie trafi na Paulinę. Niestety, kiedy kilka minut później szedł do samochodu, podeszła do niego.
Paulina: Co ty tu robisz?
Sebastian: Ja? Idę, nie widać?
Paulina: Przestań się zgrywać. Byłeś na cmentarzu?
Sebastian: A nawet jeśli to co?
Paulina: Ostrzegałam cię, żebyś tu się nie pojawiał. Mam zamienić twoje życie w piekło?
Sebastian: Słuchaj, może jak posiedzisz 48 godzin to się uspokoisz?
Paulina: Ja przychodzę tu co miesiąc, za to ty przyjeżdżasz sobie kiedy ci wygodnie
Sebastian: Nie masz prawa mnie oceniać
Paulina: Pożałujesz tego, że tu przyjechałeś
Sebastian: Grozisz mi?
Paulina: Nie, informuję
Sebastian: Więc ja cię informuję, że jeżeli zrobisz coś mi albo komuś z moich bliskich to będziesz żałowała, ze kiedykolwiek mnie spotkałaś i wylądujesz w zakładzie pogrzebowym
Paulina: Jeszcze zobaczymy
Odeszła w stronę cmentarza, a Sebastian wsiadł do samochodu i odjechał. Przez chwilę zastanawiał się jak kiedyś mógł ją kochać. Mniejsza z tym, liczyło się to co jest teraz. Nie brał na poważnie tego co mówiła, zawsze była mocna w słowach, ale jeśli kogoś tym nie wystraszyła, to odpuszczała. Byli małżeństwem przez 5 lat, więc wystarczająco ją znał, by to wiedzieć.
Na komendzie pojawił się kilka minut przed godziną 13. Raporty już na niego czekały, a Anka i Rafał zrobili sobie przerwę na kawę i rozmawiali.
Sebastian: Widzę, że macie jakiś ciekawy temat do rozmowy
Ania: Dzisiaj przyszedł nowy za Kamila
Sebastian: Tak wcześnie?
Rafał: Podobno od kilku dni był chętny na możliwość objęcia posady w Krakowie i teraz, kiedy nadarzyła się okazja, się zgodził
Sebastian: A jak wygląda?
Rafał: Sam zobacz, jest teraz w kuchni
Sebastian powoli wstał z krzesła i poszedł do pomieszczenia obok. Przy stole stał szczupły mężczyzna, który właśnie wsypywał cukier do świeżo zaparzonej kawy. Miał czarne włosy, na oko jakieś 175 centymetrów wzrostu i brak zarostu. Komisarz przez chwilę się przyglądał nowemu pracownikowi komendy, aż ten go zauważył.
Sebastian: Nowy asystent?
Mateusz: Tak, Mateusz jestem
Podał mu rękę, a komisarz ją uścisnął.
Sebastian: Sebastian. Masz jakieś doświadczenie w policji?
Mateusz: Tak, pracuję już 3 lata
Sebastian: No to chyba pomocy nie będziesz potrzebował, ale gdyby jednak to po prostu pytaj
Mateusz: Dzięki
Sebastian wrócił do biura. Anka i Rafał spojrzeli na niego pytająco.
Sebastian: No co? Sprawia wrażenie dobrego pracownika
Ania: Myślisz, że nie będzie z nim problemów?
Sebastian: To się dopiero okaże

Pięć dni później Aśka wróciła już do pracy. Zapoznała się z Mateuszem i z krótkotrwałą radością usiadła do wypełniania raportów. Około godziny dwunastej w biurze pojawił się asystent.
Mateusz: Anka, Rafał, macie sprawę
Rafał: Gdzie?
Mateusz: Ulica Tarnowska, technicy i Adam już czekają
Kilka minut później komisarze dojechali na miejsce zbrodni. Od razu poszli kawałek w stronę lasu i przywitali się z lekarzem sądowym.
Rafał: Co tym razem mamy?
Adam: Sam widzisz, zaatakowana nożem, zgon nastąpił około 3 w nocy
Ania: Około 3 w nocy? Co ona tu robiła o tej porze?
Rafał: Domyśl się po ubiorze
Ania: Sugerujesz, że pracowała jako prostytutka?
Adam: Ma rację. Technicy znaleźli przy niej kilka wizytówek Czarnego Lotosa
Ania: Czarnego Lotosa?
Rafał: No, ten klub nocny
Zdziwiona i jednocześnie wściekła spojrzała na Rafała.
Ania: Skąd ty to wiesz?
Rafał: Przecież jakieś 3 miesiące temu mieliśmy tam interwencję
Ania: Nie wiedziałam, że tak to się nazywa
Rafał: To już wiesz
Ania: Ale nasza ofiara pracowałaby w terenie?
Rafał: O tym to już musimy pogadać z prezesem
Ania: Tak, czas najwyższy mu złożyć wizytę

czwartek, 23 czerwca 2011

IV. Scen nr 40


Zdecydowali, że przenocują tutaj, w mieszkaniu Aśki, a jutro popołudniu spakują rzeczy i przewiozą je do mieszkania Sebastiana. Aśka była szczęśliwa jak nigdy. Tego wieczoru świat kręcił się tylko wokół nich. Przynajmniej takie wrażenie miała. Następnego dnia rano obudzili się niemal równocześnie. Na podłodze porozrzucane leżały ich ubrania, a na sobie mieli tylko bieliznę.
Asia: Trochę wczoraj zabalowaliśmy
Sebastian: No wiesz, trzeba było opić nasze zaręczyny
Asia: Taa
Sebastian: No co?
Asia: Nic
Sebastian: Jasne
Asia: Ty to byś tylko coś opijał
Sebastian: Jak jest okazja to trzeba wypić
Uśmiechnął się do niej, a ona odpowiedziała mu tym samym. Delikatnie ja pocałował, wstał i pozbierał swoje ubrania.
Sebastian: Idę pod prysznic
Asia: Dobra, ja ci zrobię śniadanie, bo się do pracy spóźnisz
Sebastian: Najchętniej bym został z tobą
Asia: Wiesz jaki jest stary, musisz iść. Ale za to popołudnie jest nasze
Uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko. On na to puścił do niej oczko.
Sebastian: Najpierw musimy cię spakować i przewieźć rzeczy do mnie
Sebastian poszedł wziąć prysznic, a Asia ubrała szlafrok, pozbierała swoje ubrania i położyła je na krześle, po czym poszła do kuchni zrobić śniadanie narzeczonemu. Bardzo ją to cieszyło, że już może go nazwać swoim narzeczonym. Po śniadaniu Sebastian pojechał na komendę, a Asia poszła pod prysznic. W biurze czekali wszyscy komisarze i asystenci, co bardzo zdziwiło mężczyznę.
Sebastian: Co tu taki tłok jak na lotnisku jakimś
Ania: Trzeba było się nie spóźniać to byś wiedział. Stary tu wezwał wszystkich
Sebastian: Nie wiecie po co?
Rafał: Właśnie się nad tym zastanawiamy
Sebastian: Macie jakąś teorię?
Kuba: Że stary odchodzi na emeryturę
Anka: Kuba, to że stary jest stary, nie znaczy że już pójdzie na emeryturę
Kuba: Ale mógłby, od razu by lżej było bez niego
Wtedy właśnie w drzwiach pojawił się stary. Kuba szybko się odwrócił w stronę okna.
Stary: Spokojnie panie Jakubie, są gorsi szefowie ode mnie
Kuba: Ale je nie mówiłem, że pan jest złym szefem, tylko że jest ciężko
Stary: Dobrze, dobrze, proszę się nie tłumaczyć
Sebastian: Powie nam pan, po co nas tutaj wszystkich zebrał?
Stary: Tak, oczywiście. Więc do waszego wydziału dojdzie nowy asystent
Ania: Dodatkowo czy za kogoś?
Stary: Za kogoś, a konkretnie...
Kamil: Za mnie
Kamil stanął obok starego. Wszyscy byli zdziwieni. Stary go zwolnił? Przeniósł? Za co? Przecież to świetny i sumienny pracownik, zawsze zapewniał, że świetnie mu się pracuje w tym zespole.
Kamil: Złożyłem rezygnację z pracy
Zdziwienie było jeszcze większe. Ostatnią rzeczą jakiej by się po nim spodziewali to właśnie rezygnacja. Bardziej gotowi byli na to, że się przeniesie albo coś nawali w pracy, mimo że mu się to jeszcze nigdy nie zdarzyło, ale jego rezygnacja całkowicie ich zszokowała. Nikt nie wiedział co powiedzieć.
Stary: Pan Kamil przyszedł z tym do mnie wczoraj rano. Dałem mu czas by przemyślał swoją decyzję, ale dzisiaj rano potwierdził, że nie zmienił zdania
Kamil: Przepraszam was, ale nie mogę tu zostać. Rodzina jest ważniejsza
Sebastian: Masz rację, są rzeczy ważniejsze, dla których trzeba i warto się poświęcić
Kamil: Świetnie się z wami pracowało, mam nadzieję, że nadal będziecie świetnie sobie radzili w tym zespole i dogadacie się z nowym
Stary: W imieniu całego zespołu życzę panu wszystkiego co najlepsze, szczęścia w życiu i żeby pan dobrze wspominał ten okres pracy z nami
Kamil: Dziękuję wam za wszelką współpracę
Sebastian: My również
Kamil pożegnał się z każdym z osobna, po czym poszedł spakować swoje rzeczy. Komisarze i reszta asystentów rozeszli się do swoich zajęć. Anka i Rafał debatowali jak to będzie na komendzie bez Kamila, a Sebastian wypełniał raporty, lecz myślami był całkiem gdzie indziej. Myślał o Asi i chciał z nią przebywać już teraz, co jednocześnie zachęcało go do porzucenia natychmiast nudnego zajęcia i do szybszego skończenia, by jak najszybciej móc pojechać do swej ukochanej.
Ania: Sebastian, co ty tak gorączkowo wypełniasz te raporty?
Rafał: Chłopie, ty chyba rekord pobijesz, nigdy tak szybko nie pisałeś
Sebastian: Wiecie, chciałbym już pojechać do Aśki

Rafał: Ach, zakochani...
Ania: Rafał, nie nabijaj się, nie pamiętasz już jak było z nami? Jak ona się czuje po wczorajszym
Sebastian: Już w porządku. Dzisiaj się przeprowadza do mnie
Rafał: To na co czekasz? Jedź
Sebastian: A raporty?
Ania: Zostaw to nam i jedź do niej
Sebastian: Dzięki
Chwilę później nie było go już na komendzie, a Anka i Rafał dzielili się jego pozostałymi raportami, których jeszcze nie wypełnił. Asia widząc, że wcześniej wrócił z pracy bardzo się ucieszyła. Na powitanie podeszła do niego, zarzuciła mu ręce na szyję i pocałowała czule.
Sebastian: A czemu zawdzięczam takie miłe powitanie?
Asia: Chyba raczej komu. Stęskniłam się
Sebastian: Widzę, że humor ci dopisuje. Ej no, nie było mnie tylko niewiele ponad dwie godziny
Asia: No i co z tego? Chciałabym być przy tobie cały czas
Sebastian: Dzisiaj już cię do wieczora nie opuszczam
Asia: Zjesz coś?
Sebastian: Chętnie, nawet głodny jestem
Asia: A pomożesz mi ugotować?
Sebastian: A co, nie umiesz?
Asia: Umiem, ale wątpię czy ty umiesz
Sebastian: To chodź, przekonam cię, że się mylisz
Poszli ugotować obiad. Jednak już po pięciu minutach przerwał im telefon Asi. Odebrała go i po chwili rozmowy odłożyła go na półkę.
Asia: Moi rodzice przyjeżdżają
Sebastian: Kiedy?
Asia: Za tydzień. Chciałam z tobą pobyć sama, ale widzę, że nawet w nocy może być z tym problem
Sebastian: Nie będzie
Asia: Masz jakiś pomysł?
Sebastian: Oddamy im do dyspozycji twoje mieszkanie
Asia: Świetna myśl. Kocham cię, wiesz?
Sebastian: Wiem. Ja ciebie też

wtorek, 21 czerwca 2011

IV. Scen nr 39


Dzisiejszy scenek dedykuję M.J, osobie która w pewnym stopniu (na pewno niemałym) przyczyniła się do powstania tego bloga, można powiedzieć, że to był jej pomysł. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego z okazji imienin, zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń i żeby qwerty Cię nie zanudził swoimi kolejnymi scenkami.
-------
Marcin: No i co teraz pieski? Który z was chce kulkę jako pierwszy?
Tymczasem na dole Sebastian przechodząc obok samochodu Kamila i Bartka zauważył, że w środku nikogo nie ma. Domyślił się, że coś mogło się stać. Pobiegł schodami na górę. Na szczęście miał przy sobie broń, spodziewał się, że w każdej chwili może mu być potrzebna, więc wolał ją mieć pod ręką. Kupiony cukier postawił przy drzwiach, wyciągnął pistolet, powoli naciskał klamkę i uchylił drzwi. Zobaczył, że Marcin stoi w wejściu do salonu. Po cichu wślizgnął się do mieszkania i chciał cicho zamknąć drzwi, ale przez otwarte w kuchni okno zrobił się przeciąg i drzwi trzasnęły.
Marcin: Rzuć broń, bo będziesz zbierał jej mózg ze ściany!
Sebastian zacisnął zęby i powoli schylał się do podłogi. Wtedy Marcin obrócił głowę, by spojrzeć Aśka, Anka i Rafał nic nie kombinują. Komisarz natychmiast wykorzystał nadarzającą się okazję i strzelił mu w rękę.
Sebastian: Na ziemię, już!
Marcin zdezorientowany wykonał polecenie. Sebastian wyciągnął kajdanki i go skuł. Aśka podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję.
Sebastian: Cała jesteś?
Asia: Dzięki tobie
Rafał: Zadzwonię po radiowóz
Kilka minut później, kiedy zabrano Marcina, czwórka komisarzy siedziała na kanapie.
Ania: Nagle zakręciło mi się w głowię i zrobiło ciemno przed oczami. Kiedy się obudziłam, stwierdziłam, że jestem w naszym mieszkaniu, ale przywiązana do krzesła. No i on tam był
Rafał: Kiedy wróciłem do domu przystawił jej broń do głowy. Powiedział, że zabije ją, jeśli nie zaprowadzę go do Aśki. Nie mogłem pozwolić, na śmierć trzech najbliższych mi osób
Asia: Trzech?
Ania: Jakoś tak nie było okazji wcześniej wam powiedzieć. Zostaniemy rodzicami. To trzeci miesiąc. Nie mówiliśmy wcześniej, bo chcieliśmy poczekać, aż będzie znana płeć. Urodzę bliźniaki
Rafał położył jej rękę na brzuchu. Przyszli rodzice byli przeogromnie szczęśliwi i wzruszeni.
Asia: No to nasze gratulacje. Przepraszam na chwilę
Wstała z kanapy i szybko się odwróciła, żeby nie widzieli jak napływają jej łzy do oczu.
Sebastian: Pomóc ci?
Asia: Nie, nie trzeba
Powoli wyszła z salonu. Ania i Rafał z niepokojem spojrzeli na Sebastiana.
Ania: Powiedzieliśmy coś nie tak?
Sebastian: Nie, wszystko było ok, tylko że Aśka tak bardzo chciałaby mieć dzieci...
Rafał: No to się Seba musisz postarać
Ania: Rafał...
Rafał: No co?
Ania: To nie tak się mówi. Sebastian, rozmawialiście o tym?
Sebastian: Nic z tego nie będzie
Ania: Jak to? Dlaczego? Ty nie chcesz mieć?
Sebastian: Nie w tym jest problem
Ania: To w czym?
Sebastian: Aśka nie może mieć dzieci
Rafał: O cholera...
Ania: Nie wiedzieliśmy
Sebastian: Bo niby skąd mogliście wiedzieć? Powiedziała o tym tylko mi
Ania: To dlatego tak zareagowała...
Sebastian: Przejdzie jej. Zawsze gorzej się czuje, kiedy sobie o tym przypomina
Rafał: To my już będziemy lecieć
Kiedy Sebastian został sam z Aśką w mieszkaniu, poszedł do sypialni. Leżała na łóżku, ze wzrokiem wbitym w sufit.
Asia: Sebastian
Sebastian: Tak?
Asia: Musimy porozmawiać
Sebastian: Domyśliłem się, że będziesz chciała pogadać
W jej oczach pojawiły się łzy. Odwróciła się plecami do niego.
Sebastian: Co się dzieje?
Asia: Powinniśmy się rozstać
Sebastian: Co? Kocham cię i nie zamierzam cię opuszczać
Asia: Chcesz mieć dzieci, a ja nie mogę ci tego dać. Powinieneś znaleźć sobie inna kobietę
Sebastian: Przestań gadać głupoty. Popatrz na mnie
Odwróciła się do niego. Wziął jej twarz w dłonie, żeby nie mogła się odwrócić i patrzyła mu w oczy cały czas.
Sebastian: Naprawdę chcesz żebyśmy się rozstali?

Nie odpowiedziała. Przymknęła oczy i wzięła głęboki oddech.
Sebastian: Naprawdę tego chcesz?
Asia: Nie
Sebastian: Jesteś ze mną szczęśliwa, prawda?
Asia: Tak
Sebastian: Ja z tobą też. I to mi wystarczy
Asia: Kocham cię
Sebastian: Ja ciebie też. Nie obrazisz się, jeżeli cię zostawię na około godzinę? Mam do załatwienia pewną sprawę na mieście
Asia: Musisz iść?
Sebastian: Tak, to bardzo ważne
Asia: No dobra, idź
Kiedy wyszedł, myślała że to wymówka, aby z nią nie przebywać. Westchnęła głęboko i poszła do łazienki. Przemyła twarz wodą i zastanowiła się co zrobić. Zadzwoniła po taksówkę i wzięła klucze do swojego mieszkania. Kilka minut później już tam była. Tymczasem Sebastian wrócił do domu. Zdjął bluzę i poszedł do sypialni. Kiedy zauważył brak Aśki, zaniepokoił się. Sprawdził całe mieszkanie, po czym wziął telefon i wybrał numer do niej. Nie odbierała. Przez myśl przemknęło mu, że być może pojechała do swojego mieszkania. Od razu tam pojechał. Kiedy Asia otworzyła mu drzwi, była wściekła.
Asia: Co ty tu robisz?
Sebastian: Dlaczego pojechałaś sama i nic mi nie powiedziałaś?
Asia: Po co wychodziłeś? Nie chciałeś ze mną przebywać? A może masz kochankę?
Sebastian: Co? Mówiłem, ze muszę załatwić pewną sprawę. Nie wiem dlaczego się na mnie złościsz
Asia: Co to za sprawa?
Sebastian: Muszę mówić teraz?
Asia: Tak
Westchnął i wyjął małe, czerwone pudełeczko z kieszeni. Otworzył je i uklęknął przed Asią.
Sebastian: Wyjdziesz za mnie?
Odgarnęła włosy z twarzy i pokręciła głową.
Asia: Pojechałeś po pierścionek, a ja... Co za idiotka ze mnie...
Sebastian: Odpowiesz mi?
Asia: Tak, oczywiście że tak!
Założył jej pierścionek na palec i wstał. Aśka z radości rzuciła mu się na szyję i go pocałowała.

niedziela, 19 czerwca 2011

IV. Scen nr 38


Po kilku minutach dostawca przywiózł pizzę. Sebastian poszedł z nią do sypialni i zjadł razem z Asią.
Asia: Jak myślisz, czemu Kuba tak broni Anki?
Sebastian: Bo to jego partnerka i mają podobne charaktery?
Asia: Możliwe. Wredota u nich sięga szczytów
Sebastian: Jak cię czujesz?
Asia: Nie jest źle, dlaczego pytasz?
Sebastian: Bo chcę wiedzieć
Uśmiechnął się do niej. Odpowiedziała mu tym samym.
Asia: Wiesz, chciałabym już stanąć na nogach
Sebastian: No na to musisz jeszcze trochę poczekać. Też bym chciał już widzieć cię, że dama dajesz sobie radę. Ale póki będzie trzeba, to będę się tobą zajmował
Asia: Jesteś kochany
Sebastian: Wiem, na lepszego faceta nie mogłaś trafić
Asia: Nie wlewaj sobie
Sebastian: Jak ty byś to powiedziała to by nic nie było
Asia: Bo ja mogę mówić wszystko
Zbliżył się do niej i pocałował ją. Chciał wstać i pójść do kuchni, ale złapała go za rękę.
Asia: Sebastian
Sebastian: Tak?
Asia: Jakie masz plany na przyszłość?
Sebastian: A tak konkretniej, to co chcesz wiedzieć?
Asia: Chodzi mi o mnie... o nas
Sebastian: No, parą to chyba już jesteśmy, prawda?
Asia: Jesteśmy. I co dalej? Co zamierzasz?
Sebastian: Chodzi ci o najbliższą przyszłość czy jakoś dalej wybiec w czasie?
Asia: Najbliższą
Sebastian: Miałem o tym z tobą porozmawiać jak wyzdrowiejesz, ale... skoro chcesz wiedzieć, no to dobra. Zamieszkasz ze mną?
Asia: Jeszcze się pytasz?! Oczywiście, że tak!
W jej głosie słychać było radość, a oczy błyszczały. Sebastian wiedział, że będzie się z tego cieszyła, ale nie sądził, że aż tak. Kochała go ponad wszystko i spełniało się jej marzenie, a mianowicie układała sobie z nim życie. Zapomniała nawet o tym, że cały czas groziło jej niebezpieczeństwo, a do tego cały czas dążył Sebastian, ponieważ im mniej o tym myślała, tym lepszy humor miała.
Sebastian: Ale rzeczy przewieziemy, kiedy będziesz mogła chodzić
Asia: No dobra, dobra. Już się nie mogę doczekać
Sebastian: Pozwolisz, że pójdę do kuchni pozmywać
Asia: Jasne, idź. Napiłbyś się herbaty?
Sebastian: I tak nie pozwoliłbym ci zrobić
Asia: No to zrób też dla mnie
Sebastian: Dobra, idę
W ciągu następnych trzech dni stan zdrowia Aśki poprawił się nadspodziewanie bardzo dużo. Kobieta była w stanie ustać na własnych nogach podpierając się o coś. Sebastian twierdził, że to i tak wielki postęp, widząc niezagojone jeszcze rany. Często śmiała się i żartowała. Sebastian nie był zadowolony, kiedy powoli weszła do kuchni.
Sebastian: Powinnaś leżeć
Asia: Nie wytrzymam długo w łóżku
Sebastian: Nogi się nie bolą?
Asia: Trochę bolą, ale dzięki temu wiem, że je mam
Uśmiechnęła się szeroko. Sebastian spojrzał na nią, pokręcił głową i także się uśmiechnął.
Asia: No co?
Sebastian: Nic. Siadaj
Usiadła przy stole. Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało, ale ciszę przerwała Asia.
Asia: Poszukiwania Marcina nadal stoją w miejscu?
Sebastian: Nic nie znaleźli. Nawet żadnej poszlaki. Tak jakby zapadł się pod ziemię
Asia: On nie odpuści. Znam go... Na pewno coś kombinuje
Sebastian: Myślisz że...
Asia: Tak. Będzie polował na mnie. Możliwe, że czeka aż pojawię się poza domem
Sebastian: To sobie trochę poczeka
Asia: Chyba że nie wytrzyma. On jest zdolny do wszystkiego. Będzie gotów nawet przyjść tutaj, do mieszkania. Kiedy będzie zdesperowany, nic go nie zatrzyma
Sebastian: Boisz się?
Asia: Trochę tak. To szaleniec. Nie chciałabym, żeby coś ci zrobił
Sebastian: Nie musisz się martwić. Pod blokiem są nasi w nieoznakowanym samochodzie
Asia: Najgorsze jest milczenie z jego strony. Żadnych ruchów, żadnych ostrzeżeń, gróźb...
Sebastian: Cholera, zapomniałem dokupić cukru. Pójdę do sklepu, dobrze?

Asia: Idź. Ja będę w salonie
Sebastian: Zanieść cię na kanapę?
Asia: Nie, sama dojdę
Sebastian: Dobra, zaraz wracam
Tymczasem na dole teraz pod blokiem siedzieć musieli Kamil i Bartek. Do samochodu podszedł Rafał i zapukał w szybę.
Rafał: Długo już tu tak siedzicie?
Kamil: Trzy godziny
Bartek: Zrobilibyśmy sobie przerwę, ale nie ma nas kto zastąpić
Rafał: Dobra, idźcie, macie 20 minut. Posiedzę tutaj zamiast was
Kamil: Dzięki Rafał, dobry z ciebie kumpel
„Poszło łatwiej niż myślałem” - pomyślał. Ale zaraz w duchu dodał, że nie jest dobrym przyjacielem. Z drugiej strony, chyba każdy by tak na jego miejscu postąpił. Kiedy upewnił się, że Kamil i Bartek już odeszli, wysiadł z samochodu. Tymczasem Aśka leżała na kanapie. Usłyszała pukanie do drzwi.
Rafał: To ja, Rafał!
Asia: Drzwi są otwarte, wejdź!
Stanął w wejściu do salonu. Opuścił głowę i wbił wzrok w podłogę. Aśka wstała.
Asia: Coś się stało?
Rafał: Przepraszam
Asia: Za co?
Rafał: On mnie zmusił. Inaczej by ją zabił
Asia: O czym ty mówisz?
Wtedy obok niego stanęła Anka. Z tyłu stał Marcin, który celował jej w głowę i szyderczo się uśmiechał.
Marcin: Wy dwoje, stańcie obok niej
Posłusznie wykonali polecenie. W oczach Rafała widać było zdezorientowanie, a w oczach Anki strach. Jedynie Aśka była przepełniona gniewem.
Asia: Wypuść ich. Masz przecież mnie
Marcin: Tak, teraz mi się już nie wywiniesz. Ale nimi też się zabawię
Rafał stanął obok Ani i przytulił ją. Z jej oczu zaczęły płynąć łzy. Aśka postanowiła spróbować jeszcze raz.
Asia: Pozwól im odejść, a ze mną zrób co chcesz
Marcin: Teraz to ja dyktuję zasady gry... Psy się nie na żarty wystraszą, kiedy znajdą tutaj trzy trupy, a ich komenda wyleci w powietrze.
Zaczął się śmiać dzikim, nieopanowanym śmiechem psychopaty. Anka jeszcze mocniej przytuliła się do Rafała.

piątek, 17 czerwca 2011

IV. Scen nr 37


Kilka minut później przyjechała do niego Ania. Wpuścił ją do środka i zaprosił do salonu. Po chwili przyniósł tam dwie filiżanki kawy.
Ania: Dzięki, od rana wypiłam tylko jedną kawę
Sebastian: Nie jesteś tu prywatnie, prawda?
Ania: Niestety, nie jestem. Muszę przesłuchać Aśkę. Oprócz Łysego to ona wie najwięcej. Stary już wie o tym i twoim zadaniem będzie ją chronić. Przed blokiem postawiliśmy jeszcze dwóch naszych w nieoznakowanym samochodzie
Sebastian: Aśka teraz śpi
Ania: Wiesz, gdybym nie była tu służbowo to bym poczekała, ale wiesz...
Sebastian: Dobra, obudzę ją. Macie jakieś nowe informacje?
Ania: No właśnie liczymy na to, że Aśka nam pomoże
Sebastian: Łysy nadal nic nie powiedział?
Ania: I nie powie. Bo nie żyje
Sebastian: Co?
Ania: Wiozło go trzech policjantów. Jakiś samochód zajechał im drogę. Dwóch wysiadło by porozmawiać z kierowcą. Wtedy Łysy uderzył trzeciego, otworzył drzwi i wyszedł z samochodu. Nasi to zauważyli i zaczęli biec w jego kierunku, on próbował im uciec. Wtedy kierowca tamtego samochodu zastrzelił go i uciekł. Tylko Aśka może nam pomóc
Sebastian: Dobra, chodź
Asia jednak nie spała. Wiedziała, że czeka ją służbowa wizyta kogoś z komendy. Ania usiadła na brzegu łóżka i pokazała Sebastianowi, żeby wyszedł.
Sebastian: Muszę?
Ania: Tak
Sebastian: Nie zapominaj, że też jestem policjantem, więc mogę być przy przesłuchaniu
Ania: Nie prowadzisz tego śledztwa, więc nie powinieneś tu być. Ciesz się, że nie musisz wieźć Aśki na komendę
Sebastian niechętnie wyszedł. Ania upewniła się, że nie podsłuchuje i wróciła na miejsce.
Ania: Jak to się stało, że cię porwał?
Asia: Weszłam do mieszkania i on tam był. Doszło do małej bójki między nami i zabrał mi broń. Musiałam wykonywać jego polecenia, groził mi śmiercią
Ania: Wiedziałaś, że to on zabił Maćka?
Asia: Tak
Ania: Dlaczego nie powiadomiłaś innych?
Asia: Nie było kiedy. Dowiedziałam się jak wychodziłam z komendy, postanowiłam najpierw pojechać do domu. Tam go spotkałam i nie miałam jak się skontaktować
Ania: To twój były narzeczony, prawda?
Asia: To jest przesłuchanie, tak?
Ania: Aśka, to ja tutaj zadaję pytania, a ty odpowiadasz, jasne?
Asia: Anka, to moje prywatne sprawy i nie ma potrzeby mieszać je do śledztwa
Ania: To ja prowadzę to śledztwo i to ja będę decydowała o tym czy jest, czy nie ma takiej potrzeby
Asia: Chyba trochę się zapominasz. Nie wiesz, że spraw prywatnych nie miesza się z pracą?
Ania: Nie przeginaj. Powtarzam pytanie, czy to jest twój były narzeczony?
Asia: Skoro już mówimy o sprawach prywatnych... Nadal nie przeprosiłaś Ani za striptizera na jej wieczorze panieńskim?
Ania: Nie mam za co przepraszać. I nadal uważam, że to był świetny pomysł
Asia: To na swój wieczór panieński sobie zaproś. A przepraszam, ty nie będziesz miała wieczoru panieńskiego, bo nie będziesz brała ślubu, dlatego że nie będziesz miała faceta, ponieważ jesteś za brzydka i za głupia, przez co żaden cię nie zechce
Ania: Ty popatrz najpierw na siebie!
Asia: Ja, w przeciwieństwie do ciebie, nie muszę się bać tego, co widzę w lustrze
Anka wyszła trzaskając drzwiami. Asia zamknęła oczy, a kąciki jej ust uniosły się mimowolnie. Usłyszała, że Sebastian wchodzi do pokoju.
Sebastian: Coś ostra ta końcówka przesłuchania
Asia: Próbowała w śledztwo wciągnąć moje prywatne sprawy dotyczące Marcina
Sebastian: Powiedziałaś jej?
Asia: A jak myślisz?
Sebastian: Nie
Asia: Wiesz jaka jestem. No i przemówiłam jej trochę o sprawach prywatnych i się wkurzyła
Sebastian: Asia
Asia: Co?
Sebastian: Powiedz mi... dlaczego kiedyś się z nim rozstałaś?
Asia: Dostał wyrok w zawiasach za pobicie. Nie raz mundurowi go spisywali. W dodatku nie pracował. Nie chciałam mieć takiego męża. Kiedy go poznałam, był całkiem inny. Spokojny, miły, przystojny...
Widziała, że Sebastian słuchał tego w nie najlepszym humorze. Domyśliła się, że obudziła się w nim zazdrość. Uśmiechnęła się i pokręciła głową.
Asia: Ale dla mnie i tak liczysz się tylko ty. Nikt nie jest dla mnie tak ważny

Sebastian: Kocham cię
Asia: Ja ciebie też
Przysunął się bliżej niej, nachylił się do jej głowy i pocałował ją w czoło. Postanowili na kolację zamówić pizzę. Kiedy usłyszeli pukanie do drzwi Sebastian wstał i poszedł otworzyć drzwi. Był pewien, że to dostawca, ale mylił się. Za drzwiami stał Kuba.
Kuba: Mogę wejść?
Sebastian: Jasne. O co chodzi?
Kuba: Chcę pogadać. Jest Aśka?
Sebastian: Jest... ale jeśli to przesłuchanie, to Anka już tu była
Kuba: Nie, tym razem chcę z nią pogadać prywatnie
Sebastian: No dobra, chodźmy
Na początku Kuba wyglądał na spokojnego, lecz kiedy tylko zaczął mówić, zrobił się czerwony ze złości.
Kuba: Ty idiotko! Masz mózg?! To chyba jego używanie ci nie wychodzi!
Asia: Uspokój się! Masz coś do mnie?
Kuba: Mam. Jak mogłaś tak obrazić Ankę?!
Asia: Więc o to ci chodzi. Nie miała prawa się wtrącać w moje prywatne sprawy. Mało tego, próbowała je wplątać w śledztwo
Kuba: Zamknij się!
Sebastian: Grzeczniej
Kuba: Bo co?!
Sebastian: Nie gorączkuj się tak
Złapał go i zaprowadził do kuchni. Tam wsadził mu głowę pod kran i odkręcił zimną wodę.
Kuba: Poj**ało cię?!
Sebastian: Ochłonąłeś?
Kuba: Sp***dalaj
Kuba znów poszedł do Aśki i zaczął ją wyzywać. Sebastian nie wytrzymał i uderzył go z całej siły, że Kuba aż się wywalił.
Kuba: Bronisz jej?!
Sebastian: A co? Nie wolno mi?
Kuba: Nie!
Sebastian: Masz stąd wyjść, zanim się zdenerwuję
Kuba: Jeżeli ona nie przeprosi Ani to tego pożałuje
Sebastian: To miała być groźba?
Kuba: Nie, ostrzeżenie
Sebastian: A więc ja cię ostrzegam, że jeżeli coś jej zrobisz to znajdziesz się po niewłaściwej stronie trawnika
Kuba wstał z podłogi. Z nosa leciała mu krew. Nic nie powiedział, tylko się odwrócił i wyszedł. Sebastian podszedł do Asi i przytulił ją.

środa, 15 czerwca 2011

IV. Scen nr 36


Minęło kolejnych kilka minut. Sebastian i Rafał byli już w Sandomierzu i przejeżdżali obok Bramy Opatowskiej. Gdyby nie to, że przyjechali tutaj szukać Aśki to z pewnością poszliby na górę zobaczyć jak wygląda miasto z wysoka (a wygląda naprawdę ładnie xD). Pojechali na ulicę, gdzie znajdowały się domki jednorodzinne. Tam namierzyli telefon Sebastiana.
Rafał: To powinien być przedostatni dom po prawej
Sebastian: A co jeśli został tam tylko telefon, a jej już tam nie ma?
Rafał: Bądźmy optymistami
Sebastian: O cholera, zobacz!
Przed domem stał samochód Aśki. To zwiększyło prawdopodobieństwo, że jest w środku. Zapukali do drzwi. Otworzył im Marcin.
Marcin: Czego?
Sebastian: Grzeczniej
Marcin: Bo co?
Sebastian: Bo jajco
Popchnęli go i weszli do środka. On zamknął drzwi i poszedł za nimi.
Rafał: Ładny domek
Marcin: Powiedzcie Łysemu, że wszystko poszło zgodnie z planem, tak jak chciał. Psy nawet nie wiedzą że to ja zabiłem tamtego w celi. Oni, idioci, myślą że on popełnił samobójstwo
Sebastian i Rafał zrozumieli, że Marcin myśli, że pracują dla Łysego. Spojrzeli na siebie, po czym Sebastian szepnął mu coś na ucho. Rafał zgodził się na propozycję. Postanowili to wykorzystać.
Rafał: Szef mówił coś o jakiejś zakładniczce
Sebastian: Masz kogoś takiego?
Marcin: Jedna policjantka się dowiedziała, ale przekażcie Łysemu że się nią zajmę
Sebastian: Szef powiedział, że masz mu ją oddać
Marcin: Ale po co ma swój cenny czas na nią tracić?
Sebastian: Takie jest polecenie szefa, zrozumiałeś?
Marcin: Dajcie mi chwilkę
Mężczyzna odwrócił się i wyciągnął telefon. Chciał wybrać numer do Łysego, ale Rafał przystawił mu pistolet do głowy.
Rafał: Ani mi się waż. Policja, rzuć ten telefon
Marcin: Że... co?
Rafał: Gówno, zostaw ten telefon. Seba, idź jej szukać
Sebastian poszedł na górę. Sprawdził pierwszy pokój. Czysto. Poszedł do drugiego. Zobaczył leżącą na podłodze Aśkę. Od razu podbiegł do niej i pochylił się nad nią.
Sebastian: Asia...
Asia: Uratowałeś mnie
Spojrzał na jej nogi. Były całe we krwi. To samo z lewą ręką, tyle że tutaj oszczędzona została dłoń. Sebastian pokręcił głową z niedowierzaniem. W jego oczach pojawiły się łzy.
Sebastian: Co on ci zrobił...
Asia: Najważniejsze, że jeszcze żyję. Próbowałam mu uciec, ale on mnie bił, aż straciłam przytomność. Potem obudziłam się tutaj i kiedy mu się przeciwstawiałam uderzał metalowym prętem w moje nogi. To samo zrobił potem z ręką
Sebastian: Poczekaj tu na mnie, zaraz wracam
Zszedł na dół. Chciał przywalić zatrzymanemu, ale tam zastał tylko Rafała, który trzymał się ręką za głowę.
Sebastian: Co się stało?
Rafał: Cholera, zagapiłem się i zwiał
Sebastian: Powiadom tutejszą policję i załatw co trzeba. Ja wezmę samochód Aśki i jadę z nią do Krakowa.
Rafał: A co z nią?
Sebastian: Nogi nie wyglądają dobrze, pojadę z nią do szpitala i nie zdziwię się, jeśli zatrzymają ją na noc
Rafał: Dobra, zajmę się tym, a wy jedźcie
Sebastian: Dzięki
Sebastian poszedł na górę i wziął Aśkę na ręce. Wyszli przed dom. Tam Rafał otworzył drzwi od samochodu, a Sebastian delikatnie posadził ją na fotelu pasażera i poszedł na miejsce kierowcy. W drodze wyjaśniła mu dlaczego zaatakowała go nożem. Aśka cały czas mówiła jak bardzo się cieszy, że znowu jest w obecności ukochanego. On udawał, że słucha, jednak w głębi duszy martwił się, że uciekinier znów zaatakuje Aśkę. Po dwóch godzinach dość szybkiej jazdy (Sebastian nie lubił jeździć powoli) dojechali do Krakowa. Byli już w szpitalu, Sebastian czekał aż opatrzą nogi Asi i jej rękę. Wtedy zadzwoniła do niego Anka.
Ania: Dlaczego ja się dopiero teraz dowiaduję o waszej akcji?! Nie mogliście mi powiedzieć?!
Sebastian: Ania, uspokój się. Rafał w Sandomierzu załatwia spawy z tamtejszą policją, a ja z Aśką jesteśmy już w Krakowie, w szpitalu
Ania: Co się stało?
Sebastian: Ma mocno poranione nogi, nawet stać sama nie da rady
Ania: Jak ona się czuje?
Sebastian: Psychicznie nie jest źle, ale z tymi nogami nieciekawie, strasznie to wyglądało

Ania: Złapaliście go?
Sebastian: Uciekł nam. A wy macie Łysego?
Ania: Tak, przesłuchujemy go. To był jego wspólnik
Sebastian: Tak, on zabił Maćka na zlecenie Łysego. Aśka to odkryła no i... porwał ją
Ania: Dobra, pozdrów ją
Rozłączył się. Lekarz zawołał go do sali. Poinformował go, że na szczęście nie ma żadnych złamań, a rany się zagoją. Za tydzień musiał ją przywieźć na kontrolę. Sebastian wziął Asię na ręce i zaniósł do samochodu. Po niecałej godzinie byli już u Sebastiana w mieszkaniu, Aśka leżała w łóżku, a Sebastian siedział przy niej.
Asia: Dziękuję ci
Sebastian: Nie ma sprawy. Leż i odpoczywaj. Jesteś głodna?
Asia: Nie. Jeżeli nie masz nic przeciwko to chciałabym iść spać
Sebastian: Jasne, śpij jeśli chcesz. Wołaj mnie, gdy będziesz czegoś potrzebowała. Zostawię otwarte drzwi, żebym mógł cię usłyszeć
Asia: Sebastian
Sebastian: Tak?
Asia: Uciekł wam, prawda?
Sebastian: Tak... boję się, że będzie ponownie próbował coś ci wiedzieć
Asia: Mam prośbę
Sebastian: Jaką?
Asia: Nie opuszczaj mnie, on na pewno będzie chciał do mnie dotrzeć
Sebastian: Nie pozwolę, żeby coś ci zrobił
Asia: Nie wiesz pewnej rzeczy
Sebastian: Jakiej?
Asia: To mój były narzeczony
Sebastian: Nie skrzywdzi cię, obiecuję. Śpij już
Powoli wstał i wyszedł. Ta informacja go zaskoczyła. Dawało mu to pewność, że jeszcze raz będzie się starał coś jej zrobić.

niedziela, 12 czerwca 2011

IV. Scen nr 35


Ania, Rafał i Sebastian siedzieli w biurze i wypełniali raporty. Nikt oprócz Rafała nie wiedział o wczorajszym zajściu. Chciał o tym porozmawiać z Sebastianem, więc poprosił Anię by poszła zrobić kawę.
Rafał: Uważasz, że to dobry pomysł żebyś pracował?
Sebastian: Przecież nic poważnego się nie stało
Rafał: Nic poważnego? Dostałeś nożem w brzuch
Sebastian: Gdyby to było coś groźnego zatrzymaliby cię w szpitalu
Rafał: Kryjesz Aśkę przed starym?
Sebastian: A nawet jeśli to co?
Rafał: Nie powinieneś tego robić. Najpierw chciała cię zabić, a teraz się ukrywa
Sebastian: Odnajdę ją
Rafał: Chcesz się na niej zemścić?
Sebastian: Nie. Muszę się dowiedzieć dlaczego tak postąpiła. Może nawet grozi jej niebezpieczeństwo...
Rafał: Dlaczego tak myślisz?
Sebastian: Po pierwsze znam ją i wiem że na coś takiego sama by się nie odważyła. Po drugie poprosiła ciebie żebyś przyjechał, dzięki czemu nie skończyło się to gorzej. Po trzecie wbiła mi nóż pod takim kątem i nie zbyt głęboko, że nie uszkodziła żadnych narządów i skończyło się tak jakby to było zwykłe draśnięcie. Po czwarte miała łzy w oczach i mnie przeprosiła. Nadal masz jakieś wątpliwości? Podałem ci poważne argumenty
Rafał: Dobra, ale co z nich wynika?
Sebastian: Rafał, kurde, rusz głową. Ona nie chciała tego robić, ktoś ją zmusił. I niewykluczone, że potem porwał
Rafał: Faktycznie, to ma jakiś sens
Sebastian: Pomożesz mi ją odnaleźć?
Rafał: Tak, tylko jak to zrobimy
Sebastian: Nie widziałeś mojego telefonu?
Rafał: Nie
Sebastian: O cholera, Aśka go ma!
Rafał: Idę go namierzyć
Sebastian: Dobra, ja ci załatwię wymówkę u Ani
Po kilku minutach wyruszyli w drogę. Rafał siedział za kierownicą, a Sebastian cały czas wpatrywał się w szybę i myślał o swojej ukochanej. Był pewny, że została zmuszona do zaatakowania go nożem, a potem została porwana. Innej możliwości nie brał pod uwagę. Znał ją wystarczająco dobrze, by wiedzieć do czego jest zdolna, a do czego nie. Tymczasem Asia leżała na podłodze i bezmyślnie patrzyła się przed siebie. Z jej oczu powoli kapały łzy. Miała nadzieję, że Sebastianowi nic poważniejszego się nie stało, ale tego niestety nie wiedziała. Specjalnie starała się nie zrobić mu większej krzywdy, chociaż to było bardzo trudne, niemal niewykonalne. Nawet nie myślała, żeby go kiedykolwiek jeszcze zobaczyć. Marzyła tylko o tym, by jej kiedyś wybaczył, nawet jeśli nie będzie znał prawdy. Do pokoju wszedł Marcin.
Marcin: Jedzenie ci przyniosłem
Asia: Nie jestem głodna
Marcin: Dobra, jakby co to stawiam tutaj, pod ścianą. Nie mogę pozwolić by moja wspólniczka umarła z głodu
Asia: Wspólniczka?
Marcin: Za tydzień specjalnie dla mnie napadniesz na bank
Asia: A jeśli odmówię?
Marcin: Nie ma takiej możliwości. Już wybrałem
Asia: Nie masz prawa decydować za mnie!
Marcin: Zamknij się. Jesteś moja i tylko moja
Asia: Nie jestem twoją własnością!
Marcin: Uważaj na słowa. Chyba zapomniałaś, że tylko ode mnie zależy twój los
Asia: Gówno mnie to obchodzi
Marcin: Grzeczniej
Asia: Bo co?
Marcin: Bo masz się mnie słuchać
Asia: Wal się
Marcin: Co powiedziałaś?
Asia: S****dalaj
Marcin: Ostatni raz cię ostrzegam
Asia: Zamknij mordę
Marcin: Przesadziłaś
Wziął metalowy pręt, na którym były ślady krwi sprzed kilku godzin i ponownie uderzał nim po nogach Asi, które całe były pokryte zaschniętą krwią. Asia nie mogła wytrzymać z bólu, krzyczała, wierciła się, błagała by przestał, ale nic nie pomagało. Po dwóch minutach rzucił pręt na podłogę i stał nad nią. Asia ciężko oddychała, ból był nie do zniesienia.
Marcin: I co? A może ci mało?
Asia: Proszę, nie rób tego
Marcin: Widzisz, ze mną nie masz szans. Od teraz zawsze będziesz mnie musiała o coś błagać. Bądź gotowa za tydzień
Wyszedł. W jej oczach znów pojawiły się łzy. Jej ból i cierpienie sprawiały mu przyjemność. Zastanawiało ją czy w ogóle będzie miał zamiar ją zabić. Chyba, że umrze z powodu odniesionych ran. Nie potrafiła cię nawet podnieść, ani chociaż przeczołgać. Bała się tego, co jeszcze ją czeka. Wiedziała, że jest niezrównoważony. Chwilę później wrócił do pokoju.
Marcin: Wieczorem przygotuję ci kąpiel. Spędzimy razem cudowną noc
Asia: Odwaliło ci?!
Marcin: Chcesz znowu dostać?
Asia: Zabij mnie, ale nigdy nie pójdę z tobą do łóżka!
Marcin: Będziesz musiała. Dobrze wiesz, że nie masz siły by się przede mną obronić
Asia: Nie pozwolę ci na to!
Marcin: To się jeszcze okaże. Zobaczymy wieczorem
Tymczasem ponownie wziął pręt, wyciągnął jej rękę spod głowy i przycisnął dłoń do podłogi swoją nogą. Zaczął uderzać w jej rękę, z każdą chwila coraz mocniej. Dwie minuty podczas których katował jej rękę trwały jak wieczność. Jedynym wyjściem jakie dla siebie widziała to utopić się w wodzie podczas kąpieli.

piątek, 10 czerwca 2011

IV. Scen nr 34


Marcin: Wstawaj!
Asia: Bo co?
Marcin: Bo cię zabiję. Pomyśl sobie, jak będzie się czuł pan komisarz, kiedy znajcie cię martwą
Aśka zacisnęła zęby. Wizja takiej sytuacji wystraszyła ją. Powoli wstała z podłogi.
Marcin: Dobrze. Masz wykonać każde moje polecenie, jeśli chcesz przeżyć. Jasne?
Nie odpowiedziała mu. Patrzyła na niego spojrzeniem pełnym nienawiści.
Marcin: Nie słyszę odpowiedzi
Asia: Tak...
Marcin: To teraz zadzwonisz do pana komisarza, że chcesz się z nim spotkać nad Wisłą, 100 metrów za hotelem „Pelikan” na takim placu. Wiesz gdzie to jest? Tam go zabijesz, a jeśli tego nie zrobisz to cię zastrzelę. Będę miał cię na celowniku cały czas, więc lepiej nie rób żadnych numerów
Powoli wyciągnęła z kieszeni telefon i drżącymi palcami wybrała numer do Sebastiana. Bała się tej rozmowy, ale nie miała innego wyjścia.
Asia: Moglibyśmy się spotkać?
Sebastian: Jasne, tylko kiedy i gdzie?
Asia: Sto metrów za hotelem „Pelikan” jest taki niewielki plac, wiesz gdzie?
Sebastian: Tak, wiem
Asia: Może być za 30 minut?
Sebastian: Dobrze, będę
Asia: Sebastian
Sebastian: Tak?
Asia: Kocham cię
Sebastian: Ja ciebie też
Rozłączył się. Aśka miała łzy w oczach. Jej były tylko się szyderczo uśmiechał. Zamknął drzwi, zabrał klucze i poszedł do łazienki. Kobieta szybko wykorzystała sytuację i napisała smsa do Rafała z prośbą o pomoc, żeby był za 30 minut w miejscu, gdzie ma się spotkać z Sebastianem. Po chwili Aśka wyszła z mieszkania, a za nią Marcin. Kazał jej wziąć nóż z kuchni. Dwadzieścia minut później czekali na Sebastiana. Nie trwało to długo, ponieważ już za chwilę przyjechał swoim samochodem. Plac nie był oświetlony, więc nie było widać Marcina stojącego z bronią i gotowego by strzelić w każdej chwili. Aśka wzięła głęboki oddech i powoli podeszła do ukochanego. Nóż chowała za plecami.
Sebastian: Chciałaś pogadać, tak?
Zauważył w jej oczach łzy. Nie chciała tego robić, ale musiała. Jeżeli się wycofa, Marcin zabije ją albo Sebastiana.
Asia: Przepraszam
Sebastian: Za co?
Asia: Muszę to zrobić. Nie mam innego wyjścia
Sama nie potrafiła powiedzieć jak potrafiła to zrobić. Wbiła mu nóż w brzuch i szybko pobiegła do samochodu. Cały czas płakała. Marcin tego nie zauważył, ale udało się jej zabrać telefon Sebastiana i schować go do kieszeni. Dzięki temu komisarze łatwiej będą mogli ją odnaleźć. Wiedziała, że trafi do więzienia, ale z Marcinem nie była bezpieczna. Jej życie cały czas wisiało na włosku, a nie wiadomo co jeszcze wymyśli.
Marcin: Wyciągnij swój telefon
Zdjęła rękę z kierownicy i sięgnęła do kieszeni. Kiedy wyciągnęła telefon zapytała co dalej. Kazał jej wyrzucić go przez okno. Westchnęła i wykonała polecenie. Po kilku minutach jazdy nie wiadomo dokąd Aśka nie wytrzymała i postanowiła spróbować pokonać Marcina.
Asia: Cholera, coś ten samochód dziwnie się prowadzi
Marcin: Nie marudź tylko jedź
Asia: Chyba złapaliśmy gumę
Marcin: Nie znasz się
Asia: A ja ci mówię, że jest guma
Marcin: Dobra, zatrzymaj się
Aśka zatrzymała samochód na poboczu. Teraz musiała działać szybko i skutecznie. Nie miała żadnego planu, bo niewiele mogła przewidzieć.
Marcin: Ale jak kłamiesz to porządnie dostaniesz
Wysiedli z samochodu. Aśka udawała, że ogląda koło.
Marcin: Z tej strony nic nie ma
Asia: Tutaj jest
Marcin: Czekaj, zobaczę
Marcin nachylił się by obejrzeć koło. Aśka wtedy mocno kopnęła go w głowę. Upadł na ziemię. Broń, która wyleciała z jego ręki, wpadła pod samochód. Nie było czasu, by ją wyciągać. Aśka chciała mu jeszcze raz przywalić w głowę, ale zdążył się przesunąć. Szybko wstał i czekał na ruch Aśki. Kopnęła go w brzuch. Miała nad nim przewagę, teraz tylko wystarczyło to wykorzystać. Niestety, Aśka zbyt szybko chciała zakończyć tą walkę i schyliła się po broń. Myślała, że ta chwila czasu wystarczy, ale myliła się. Marcin zdążył do niej podejść. Złapał ją w pasie, podniósł, a następnie rzucił na maskę samochodu. Potem uderzył ją dwa razy w głowę. Znad brwi polała jej się krew. Czuła, że jest zmęczona. Uderzyła go w klatkę piersiową, jednak cios był za słaby. Zasypał ją serią uderzeń w głowę. Zrobiło jej się ciemno przed oczami i straciła przytomność...
Obudziła się w jakimś pokoju. Nie miała pojęcia, gdzie jest. Okna były zasłonięte. Leżała na podłodze. Nie było tu żadnych mebli, nic. Chciała wstać, ale zakręciło jej się w głowie. Wtedy do pokoju wszedł Marcin.
Marcin: No i co pani komisarz? Myślałaś, że mnie przechytrzysz?
Asia: Gdzie my jesteśmy?
Marcin: Jeśli musisz wiedzieć to w Sandomierzu. Wiem, że nie znasz tego miasta, więc utrudniłem ci ucieczkę
Asia: Co chcesz ze mną zrobić?
Marcin: Na początek całkiem uniemożliwię ci ucieczkę
Podszedł do niej, położył ją na brzuchu i szarpnął jej ręce do tyłu. Nie miała siły by stawić jakikolwiek opór. Związał jej dłonie, a potem nogi. Potem zakneblował ją, powinął nogawki spodni i wziął metalowy pręt. Zaczął nim z całej siły walić po nogach Asi, które po kilku uderzeniach były całe pokryte krwią. Następnie rozwiązał ją i odkneblował. Nie miała nawet siły krzyczeć, ani cokolwiek mówić. Każdy, nawet delikatny ruch nogą sprawiał okropny ból.
Marcin: Jeżeli znów ci przyjdzie coś głupiego do głowy, to tym razem dostaniesz po plechach, ale mocniej
Wyszedł. Aśka zamknęła oczy. Wiedziała, że nie ma szans by ktoś jej pomógł. A teraz nawet nie miała jak uciec. Była pewna, że czekają ją jeszcze gorsze męki, a potem śmierć.

środa, 8 czerwca 2011

IV. Scen nr 33


Strażnik więzienny zaprowadził Sebastiana do celi, gdzie wisiał samobójca. Widok do przyjemnych nie należał. Sebastian przywitał się z Adamem i rozejrzał się dookoła.
Sebastian: Kiedy nastąpił zgon?
Adam: Około trzeciej w nocy. Znaleziono go dopiero kilka minut temu
Sebastian: Podobno był tu jakiś list do mnie
Adam: Trzymaj
Podał mu kopertę. Sebastian odwrócił się i przeczytał list. Po chwili wziął głęboki oddech i się odwrócił.
Sebastian: Adam
Adam: Tak?
Sebastian: Ustal mi co było bezpośrednią przyczyną zgonu
Adam: Podważasz teorię samobójstwa?
Sebastian: Tak. W liście napisał, że kilkakrotnie będąc na spacerniaku groził mu łysy. Możliwe, że upozorował samobójstwo
Adam: Ale jak mógł wyjść ze swojej celi i przyjść do tej?
Sebastian: Musiał mieć wspólnika
Zadzwonił do Tomka i poprosił o przysłanie techników do więzienia i ściągnięcie Łysego na komendę. Kiedy tam dojechał, Tomek poinformował go, że przestępca jest gotowy do przesłuchania.
Sebastian: Witam w naszych skromnych progach
Łysy: Cholerne psy. Czego ode mnie znowu chcecie?
Sebastian: Podobno odgrażałeś się komuś w pierdlu
Łysy: No i co z tego? Powiedział wam?
Sebastian: Cóż za ironia losu. Nie mógł, bo nie żył
Łysy: Oj, strasznie mi przykro
Sebastian: Ile ci jeszcze zostało do końca wyroku? 2 lata? To dodaj sobie do tego 25 za zabójstwo, wtedy to ci będzie przykro
Łysy: Nie dam się wrobić w coś czego nie zrobiłem
Sebastian: To kto to zrobił?
Łysy: Powiem ci co wiem jak mi załatwisz zwolnienie warunkowe za dobre sprawowanie
Sebastian: Dobrego sprawowania to ty akurat nie miałeś
Łysy: Oficjalnie mam
Sebastian: Gadaj, a ja zobaczę co da się zrobić
Łysy: Pewien gościu proponował mi współpracę, żebym zabił go na spacerniaku, a on zrobi zadymę i umożliwi mi ucieczkę
Sebastian: Czemu się nie zgodziłeś?
Łysy: A po co mam znowu spieprzać przed wami? Posiedzę jeszcze ze dwa lata i będę miał spokój. A jak dobrze pójdzie to już nie długo
Sebastian: Masz namiar na tego gościa?
Łysy: Nie. Pamiętaj co masz mi załatwić
Sebastian: Nie bój się, ja słowa dotrzymuję
Dwie godziny później wypuścili go z więzienia. Cały czas śledzili go Kaśka i Kamil.
Asia: Nie wiem czy to dobry pomysł, by go wypuścić z pierdla
Sebastian: Kaśka i Kamil mają go na oku. Jeżeli coś kręci to doprowadzi nas do swojego wspólnika. Wątpię żeby mu odmówił. Może akurat tą propozycję odmówił, ale musiała być jakaś inna
Tomek: Jest raport z sekcji zwłok
Sebastian: No nareszcie
Asia: Główną przyczyną zgonu było... co? Pęknięcie podstawy czaszki?
Sebastian: Czyli to nie było samobójstwo
Asia: Miałeś rację
Sebastian: Najgorsze jest to, że prócz tropu Łysego nic nie mamy
Asia: Anka i Rafał przesłuchują klawiszy... yyy... strażników więziennych?
Sebastian: Tak. Jak coś będą wiedzieli to od razu nam powiedzą
Ania: Mamy coś dla was
Asia: No, nareszcie
Rafał: Od kilku dni pracuje tam nowy klawisz... yyy... strażnik więzienny. Miał nocną zmianę, właśnie wtedy, gdy doszło do zabójstwa. Teraz nie możemy się z nim skontaktować
Asia: No tak, ale to chyba jeszcze nic nie znaczy
Sebastian: Jeszcze nie. Kiedy ma się pojawić w pracy?
Rafał: Dzisiaj wieczorem, ma kolejną nockę
Sebastian: Dobra, to czekajcie przed zakładem karnym, jak się pojawi to go zgarnijcie
Ania: Jasne
Asia: Myślisz, że ma z tym coś wspólnego?
Sebastian: Możliwe. Trzeba będzie go przesłuchać
Asia: Jako świadka czy podejrzanego?
Sebastian: W tej chwili jako świadka

Dochodziła już godzina 20:00. Komisarze nie mieli już nic nowego, więc zbierali się już do domu.
Sebastian: Podwieźć cię?
Asia: Nie, dzięki. Przejdę się
Sebastian: No dobra, to pa
Asia: Na razie
Pocałował ją w policzek i poszedł. Aśka wzięła już telefon i także chciała wyjść, ale do biura wszedł Tomek.
Asia: Masz coś nowego?
Tomek: Nasz poszukiwany zadzwonił do szefa i powiedział że rezygnuje z pracy. Podejrzane, co?
Asia: Tak. Nadal nie wiemy gdzie jest?
Tomek: Nie. Ale teraz to raczej jest naszym podejrzanym, nie świadkiem. Mam coś jeszcze
Asia: Tak?
Tomek: Chodź za mną
Poszli do biura asystentów. Tomkowi udało się ustalić dane poszukiwanego. Aśka nie mogła uwierzyć. Postanowiła dzisiaj już nie myśleć o tej sprawie. Zastanawiało ją tylko jaki interes jej były narzeczony może mieć w zabiciu Maćka. Najgorsze było, że znów powrócił. A ona prowadzi jego sprawę. Wiedziała, że musi powiedzieć o tym Sebastianowi. Ale postanowiła to odłożyć na następny dzień. Marzyła tylko o gorącej kąpieli i wypoczynku. Niestety, w domu czekała na nią przykra niespodzianka. Weszła do mieszkania i zamknęła drzwi. Wtedy z pokoju wyszedł jej były narzeczony.
Marcin: Witaj Asiu
Asia: Co ty tu robisz?!
Marcin: Przyszedłem po ciebie
Chciała go kopnąć w brzuch, ale on wiedział co zamierza zrobić, złapał ją za nogę i pociągnął. Aśka upadła na podłogę. Natychmiast zabrał jej broń.
Marcin: I co teraz?
Asia: Czego chcesz?
Marcin: Pozbyć się pewnej zakochanej pary. Ciebie i tego twojego komisarza
Asia: Skąd wiesz?
Marcin: Obserwuję cię od kilku dni. Przy okazji zabiłem tamtego gnoja w pierdlu
Asia: Więc jednak. Dlaczego?
Marcin: Nie wiem czy wiesz, ale Łysy to mój kuzyn, a tamten jako płatny zabójca zabił Łysemu syna. Więc ja, jako rodzina mu pomogłem
Asia: Matko, co za telenowela
Marcin: Zamknij się! Teraz to ja dyktuję zasady
Aśka leżała i z niepokojem patrzyła na jego wyraz twarzy. On się tylko szyderczo uśmiechał.

niedziela, 5 czerwca 2011

IV. Scen nr 32


Niestety, nie znalazł jej tam. Spiker zapowiedział że pociąg do Poznania wjedzie na tor znajdujący się przy peronie trzecim. W tej chwili nie było żadnych innych pociągów, więc domyślił się, że właśnie tam musi być Aśka. Pobiegł to sprawdzić. Nie mylił się. Aśka stała z bagażem i czekała na pociąg, który właśnie się zatrzymywał.
Sebastian: Aśka!
Asia: Co ty tu do jasnej cholery robisz?!
Sebastian: Musimy pogadać!
Asia: Co?!
Nie usłyszała co powiedział, ponieważ zagłuszył go pisk hamulców lokomotywy.
Sebastian: Musimy pogadać
Asia: Nie mamy o czym, zresztą ja zaraz jadę
Sebastian: Nie możesz wyjechać
Asia: Niby dlaczego? Podaj mi chociaż jeden konkretny powód
Sebastian: Nie możesz wyjechać, bo... bo cię kocham
Asia: Co?! Przestań sobie ze mnie żartować!
Sebastian: Mówię poważnie!
Asia: Tak, kochasz mnie, a całujesz się z Julką. Nie mam ochoty z tobą gadać, muszę jechać
Sebastian: To nie tak! Nie możesz wyjechać!
Asia: Mylisz się, mogę
Sebastian: Tak?!
Wziął jej bagaż i zrzucił go ze schodów.
Sebastian: No to teraz możesz jechać
Asia: Wal się
Wiedziała, że nie zdąży zbiec po bagaż i wrócić na peron przed odjazdem pociągu. Powoli zeszła po schodach, wzięła torbę i poszła w kierunku dworca autobusowego. Sebastian poszedł za nią.
Sebastian: Nie skończyliśmy naszej rozmowy
Asia: Spadaj
Sebastian: Aśka, ja nie odpuszczę
Zatrzymała się, postawiła torbę na ziemi i odwróciła się w jego stronę. Zamachnęła się i chciała go uderzyć, ale złapał ją za nadgarstki i uniemożliwił jej to. Szarpała się, ale to Sebastian był silniejszy.
Asia: Puść mnie!
Sebastian: Nie zrobię tego, póki się nie uspokoisz
Asia: Daj mi spokój!
Sebastian: Aśka, proszę cię tylko o 5 minut rozmowy
Asia: Dobra, ale ani sekundy dłużej
Sebastian: Chodź, jedziemy do mnie
Wywróciła oczami, ale nie chciała się odzywać, żeby tego nie przedłużać. Chciała to mieć już za sobą, żeby powiedział co ma powiedzieć i pójść sobie, nie widzieć go więcej. Całą drogę przejechali w milczeniu. Kiedy weszli do mieszkania Aśka stanęła przed Sebastianem i skrzyżowała ręce na piersiach.
Asia: No dobra, gadaj bo szkoda mi czasu na ciebie
Sebastian: Dlaczego chciałaś wyjechać?
Asia: Bo nie mogę patrzeć jak lecisz na Julkę!
Sebastian: Ale ja na nią nie lecę. To ona na mnie leci, wtedy rzuciła się na mnie i całowała mnie, chociaż tego nie chciałem. Gdybyś chwilę poczekała to byś zobaczyła, że ją odepchnąłem
Asia: Nic do niej nie czujesz?
Sebastian: Kocham tylko ciebie. Bałem się powiedzieć ci co czuję, ponieważ nie chciałem stracić naszej przyjaźni. Ale skoro już chciałaś wyjechać to nie miałem wyjścia, musiałem
Asia westchnęła i rozłożyła ręce.
Asia: Ale z nas idioci
Sebastian: Co chcesz przez to powiedzieć?
Spojrzała mu prosto w oczy. Stali tak przez chwilę nieruchomo w ciszy.
Asia: Prawie przegapiliśmy to silne uczucie, które nas łączy
Sebastian: Czy ty...
Asia: Tak. Kocham cię
Sebastian podszedł do niej bliżej i zaczął ją całować. Ona zarzuciła mu ręce na szyję i zaczęła oddawać pocałunki. Z każdą chwilą stawały się coraz bardziej namiętne. Nagle powoli się od siebie odsunęli, ale nadal się uśmiechali.
Sebastian: Niech zgadnę. Ty też na pierwszej randce nie idziesz do łóżka?
Asia: Tak. Taka łatwa to nie jestem
Sebastian: Właściwie to można to nazwać randką?
Asia: Nie mam pojęcia
Sebastian: No to załóżmy, że tak
Asia: Świetnie całujesz
Sebastian: Chyba nie ma przeszkód, żeby ta chwila przyjemności jeszcze trochę potrwała
Asia: Wiesz... ja nie mam nic przeciwko
Sebastian: Ja także nie

Potem odwiózł ją do domu. Następnego dnia Asia podekscytowana rozmawiała z Anią o wydarzeniach wczorajszego wieczoru.
Asia: No i wiesz, czekam już na peronie, miałam dzwonić do starego po wolne, a tu Sebastian mnie woła
Ania: I wtedy wyznał ci miłość?
Asia: Tak. Ale wtedy byłam na tyle wściekła, że nie sądziłam że mówi poważnie. Siłą mnie zatrzymał, po prostu wyrzucił mój bagaż ze schodów, no i bym nie zdążyła przed odjazdem pociągu. Potem chciałam mu przyłożyć...
Ania: Ty?! Jemu?!
Asia: Co cię tak dziwi?
Ania: Przecież to było pewne że nie dasz mu rady
Asia: Wkurzona byłam. Ostatecznie się zgodziłam na pięć minut rozmowy u niego w mieszkaniu. No i wykrzyczałam mu, co mi leży na sercu, że go kocham
Ania: A on?
Asia: Pocałował mnie
Powiedziała to z szerokim uśmiechem na ustach. Widząc spojrzenie Ani dodała, że do niczego więcej nie doszło. Następnie poszły do biura. Po kilku minutach wypełniania raportów biuro ożywiło się za sprawą Tomka.
Ania: Powiedz, że mamy jakąś sprawę
Tomek: Coś jest, ale to was nie dotyczy. Pamiętacie Maćka, który pracował u nas na komendzie?
Rafał: Tego co siedzi? Oczywiście, że tak
Tomek: Dzisiaj w nocy powiesił się w swojej celi
Rafał: Pewnie już nie mógł wytrzymać
Tomek: Sebastian, w jego rzeczach znaleziono list zaadresowany do ciebie
Ania: O cholera...
Tomek: Powinieneś jechać teraz do więzienia, strażnik na ciebie czeka
Sebastian: Dobra, pojadę tam. Kiedy go znaleziono?
Tomek: Przed chwilą. Wysłałem tam Adama, ale to przecież niemal pewne że popełnił samobójstwo
Tomek wyszedł z biura. Asia spojrzała zaniepokojonym wzrokiem na Sebastiana. Miała dziwne przeczucia.
Sebastian: Wrócę za około godzinę

piątek, 3 czerwca 2011

IV. Scen nr 31


Odwróciła się i spojrzała na niego. W pierwszej chwili go nie poznała?
Asia: Odwalisz się czy mam ci jeszcze dołożyć?
Z jego wargi leciała krew. Kiedy zabrał rękę z twarzy, Aśka z przerażeniem stwierdziła, że go zna.
Sebastian: Aśka, wiem że źle się zachowałem, ale nie myślałem że mi przywalisz
Asia: Przepraszam
Sebastian: Ale w sumie to chyba zasłużyłem
Asia: Wystraszyłeś mnie, więc się broniłam
Sebastian: Dobra, nie musisz się tłumaczyć
Asia: Czego ode mnie chcesz?
Musiał przyznać, że jej uderzenie do lekkich nie należało. Zobaczył, że Asia mierzy go wzrokiem jakby chciała mu coś zrobić. Domyślił się, że nadal jest na niego wściekła.
Sebastian: Pomyślałem, że może jesteś w parku, więc tu przyszedłem. Chciałem cię przeprosić
Asia: Chciałem? A teraz co? Odwidziało ci się? Może lepiej odejdź zanim ci jeszcze raz przywalę
Sebastian: Nadal chcę. Przepraszam, zachowałem się niewłaściwie. Nie złość się na mnie, proszę
Asia: Bo co?
Sebastian: Bo cię ko... yyy... bo cię przeprosiłem
Asia: I myślisz, że to wystarczy
Sebastian: To co mam zrobić?
Asia: Daj mi skończyć, ok?
Sebastian: Ok
Asia: Skoro myślisz, że przeprosiny wystarczą to...
Sebastian: Jestem idiotą?
Asia: Cholera, nie przerywaj mi! To miałeś rację. Skoro mnie przepraszasz to znaczy, że wiesz że zachowałeś się niewłaściwie w stosunku do mnie i nie chcesz żebym się na ciebie złościła... zresztą, co ja będę ci chrzanić wykład, przecież ty lepiej wiesz co myślisz
Sebastian: Nie jesteś zła?
Asia: Wiesz, ja pamięć mam dobrą... ale o niektórych rzeczach potrafię szybko zapomnieć
Sebastian: Mogę cię odprowadzić do domu?
Asia: Właśnie chciałam cię zapytać czy odprowadziłbyś mnie do domu
Sebastian: To co? Idziemy?
Asia: Pewnie
Minęło kilka dni. Sebastian spędzał wiele czasu z Asią, nie tylko w pracy, ale także poza nią. Julka była wściekła. Postanowiła uwieść Sebastiana. Najlepiej by było, gdyby Aśka to zobaczyła. Wtedy na pewno by się od niej odczepiła. Rafał i Ania wrócili ze swojej dwutygodniowej podróży poślubnej. Oboje wyglądali na wypoczętych i szczęśliwych. Sebastian właśnie rozmawiał z przyjacielem w kuchni.
Rafał: No i wiesz, przedwczoraj wróciliśmy, a dzisiaj niestety trzeba było do pracy. Ale mówię ci, świetnie było i z chęcią kiedyś pojedziemy tam jeszcze raz. No dobra, ja swoje powiedziałem, a teraz ty gadaj co u ciebie
Sebastian: Nie potrafię przestać o niej myśleć
Rafał: O kim? O Julce?
Sebastian: Nie, o Aśce
Rafał: To w niej się zakochałeś?!
Sebastian: Ciszej. A ty myślałeś, że w kim?
Rafał: Dobra, nieważne. Mówiłeś jej co czujesz?
Sebastian: Nie... Chcę mieć ją chociaż jako przyjaciółkę, a jeśli się dowie co czuję... to zacznie mnie unikać
Rafał: Nie bierzesz pod uwagę możliwości, że Aśka może coś czuć do ciebie. Wtedy moglibyście spróbować
Sebastian: Ryzyko jest zbyt duże... dlatego boje się jej to powiedzieć
Rafał: Powiesz jej kiedyś w ogóle?
Sebastian: Może tak. Jeżeli będę przyparty do muru, jeżeli ją stracę to wtedy w ostatniej chwili powiem
Rafał: Słuchaj... mogę powiedzieć o tym Ance?
Sebastian: Wiesz, wolałbym nie, ale jeżeli będziesz musiał to możesz
Rafał: Mam taki pomysł... żeby Ania wypytała Aśkę o ciebie i dowiedziała się czegoś, następnie ja przekażę te informacje tobie
Sebastian: Dzięki Rafał. Chcesz kawy?
Rafał: Pewnie
Tymczasem w biurze asystentów siedziała Julka i obmyślała plan. Zastanawiała się co może zrobić by zaciągnąć Sebastiana do łóżka. Tak... najlepszym rozwiązaniem będzie go upić, potem pójdzie łatwo. Dobrze by było, gdyby zaszła w ciążę, jej koleżance udało się z metodą na dziecko, więc miała nadzieję, że się uda. Tylko najpierw trzeba było wymyślić pretekst by mogli się spotkać. Postanowiła, że go po prostu zaprosi do siebie na kolację, a przy tym zachowa się tak, że nie będzie jej w stanie odmówić. Dotychczas wszyscy faceci nie potrafili się jej oprzeć, kiedy robiła te swoje „maślane” oczka. Dlaczego jaj tak na nim zależało? Ponieważ był przystojny, podobał się jej i chciała go mieć. Ona go nie kochała, ona go pożądała. Chciała z niego uczynić swoją własność. Ale wiedziała, że póki jest przy nim Aśka, będzie to niewykonalne. I to był jej największy problem nad którym cały czas się zastanawiała. Wieczorem, kiedy już kończyli zmianę, Sebastian poszedł do kuchni. Julka poszła za nim. Wiedziała, że gdy mężczyzna długo nie wróci do biura, Aśka przyjdzie sprawdzić co jest grane.

Julka: Możemy pogadać?
Sebastian: Teraz?
Julka: Tak
Sebastian: No dobra... masz 5 minut
Julka: Jesteś wspaniałym facetem i... każda kobieta o tym marzy by być z tobą, ja także. Chciałabym, żebyśmy byli razem
Sebastian: Przykro mi, ale ja tego nie chcę
Chciał wyjść, ale zablokowała mu przejście.
Sebastian: Możesz się przesunąć?
Julka: Nie oszukuj samego siebie. Przecież widzę, że też tego pragniesz
Sebastian: To kup sobie okulary, bo coś źle widzisz
Julka: Nie podobam ci się?
Sebastian: Nie, bo wyglądasz jak wieloryb
Julka: Uwielbiam jak się denerwujesz
Sebastian: Dobrze się czujesz? Może ci coś przyj**ało w głowę?
Julka: Czuję, że to będzie wspaniała noc... tylko ty i ja
Sebastian: Słuchaj, jeżeli natychmiast nie zamkniesz tego ryja i nie ruszysz dupy to nie zawaham się ci przyp***dolić
Julka: No już, odpręż się, zaraz zrobię ci masaż
Sebastian już zamachnął się by ją uderzyć. Julka usłyszała kroki z biura, więc rzuciła się mu na szyję i zaczęła go całować. Aśka kiedy to zobaczyła nie wierzyła własnym oczom. Ze łzami w oczach odwróciła się i pobiegła do biura. Wzięła telefon i klucze, po czym wybiegła z komendy. Sebastian odepchnął Julkę od siebie.
Sebastian: Ty poj**ana k**wo, odp***doliło ci już do reszty?!
Julka: Do zobaczenia później
Z szyderczym uśmiechem na twarzy poszła do biura asystentów. Wściekły Sebastian poszedł szukać Aśki, ale jej nie znalazł. Zadzwonił pierwszy raz i drugi, ale nikt nie odpowiadał. Podjechał pod jej mieszkanie i zobaczył jak wsiada do taksówki z jakąś torbą. Pojechał za nią. Zobaczył, że Aśka wysiadła przed dworcem kolejowym. Jak na złość nie mógł znaleźć miejsca do zaparkowania samochodu. Udało mu się to dopiero po pięciu minutach. Zaklął w myślach i pobiegł szukać Aśki przy kasach biletowych.

środa, 1 czerwca 2011

IV. Scen nr 30


Kilka minut później wszystko było już jasne. Sebastian był przeziębiony już kilka dni, a że próbował sam się leczyć, co nie dało skutku, choroba się nasiliła. Przez najbliższy tydzień ktoś po prostu musiał się nim zajmować i pilnować. Aśka została przy nim na noc. W ciągu trzech dni jego stan poprawił się na tyle, że mógł zostawać sam.
Sebastian: Asia
Asia: Co?
Sebastian: Napiłbym się herbaty
Asia: Zaraz ci zrobię
Sebastian: Ale ja chciałbym sam sobie zrobić
Asia: A co? Moja ci nie smakuje?
Sebastian: Smakuje i to bardzo, ale chciałbym wreszcie wstać z tego łóżka
Asia: Nie mój drogi, nie. Trzeba było od razu iść do lekarza, a nie samemu się leczyć
Sebastian: Aśka, proszę cię
Asia: Ty mnie nie proś, bo i tak wstajesz kiedy mnie nie ma
Sebastian: Skąd wiesz?
Asia: Intuicja
Sebastian: Jak zwykle niezawodna...
Asia: A ty myślałeś że mi źle podpowie?
Sebastian: Nie, oczywiście że nie. Nic już nie mówię
Asia: Dobra, idę zrobić ci tej herbaty
Kilka minut później, kiedy upewniła się, że wszystko jest ok, pojechała do siebie. Następnego dnia do późna siedziała w pracy i przyjechała do Sebastiana dopiero wieczorem. Spotkała u niego Julkę, co popsuło jej dobry humor. Znów zrobiła się zazdrosna, jednak nie dała po sobie poznać. Sebastian zbyt wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie musi tu być, a Julka potwierdziła to słowami: „Tak, nie jesteś tutaj potrzebna”. Widziała, że Sebastian dobrze się bawi w jej towarzystwie i zasmucona, z głową spuszczoną na dół opuściła mieszkanie przyjaciela. Najgorsze było to, że nie miała komu się zwierzyć, ponieważ Anka pojechała z Rafałem w podróż poślubną, a z drugą Anką była skłócona po pamiętnym wieczorze panieńskim. W drodze do domu kupiła butelkę wina i postanowiła się upić. To chociaż na chwilę pomogło jej zapomnieć o problemach. Płakała popijając wino. Tak bardzo go kochała, tak bardzo chciała z nim być... ale widziała, że to coraz mniej realne. Przez to cierpiała jeszcze bardziej. Zastanawiała się jak wybrnąć z tej sytuacji. Nic jej nie przychodziło do głowy, aż w pewnej chwili... to co wymyśliła przeraziło ją. Skoczyć z mostu, powiesić się czy tez podciąć sobie żyły? To jedyne wyjście by uciec od cierpienia? Innego nie widziała. Wzięła nóż i przystawiła do ręki. Jest tego pewna? Tak, chyba tak... Chciała już to zrobić, kiedy... zadzwonił telefon
Ania: Cześć
Asia: yyy... cześć
Ania: Wszystko w porządku?
Asia: Tak, dlaczego pytasz?
Ania: Masz jakiś dziwny głos
Asia: Wydaje ci się
Ania: No dobra, co tam na komendzie?
Asia: Nuda... ciągle raporty i raporty
Ania: A jak Sebastian?
Asia: Kuruje się
Ania: Już w dobrej formie?
Asia: Nawet w bardzo dobrej
Ania: Nie nudzi się w domu?
Asia: Na brak rozrywek to on raczej nie narzeka
Ania: Pokłóciliście się
Asia: Nie, naprawdę
Ania: Aśka, mnie nie oszukasz, wiem że coś jest na rzeczy
Asia: Ojeju no... pokłóciliśmy się o to, że on już wstaje z łóżka chociaż powinien leżeć... wiesz,m taki drobiazg to nic takiego, jutro będzie ok
Ania: No to jak tak, to będę kończyła
Asia: A u was jak? Wypoczywacie?
Ania: Tak, jest wspaniale. Ale o szczegółach pogadamy jak wrócę. No to do zobaczenia
Asia: Na razie
Odłożyła telefon na stół i spojrzała na nóż. Wzięła go i przystawiła do ręki... ale już nie miała odwagi by się zabić. Następnego dnia nie przyszła do Sebastiana. Pomyślała, że skoro nie jest tam potrzebna, to nie ma sensu żeby przychodzić. Wieczorem siedziała na kanapie i bezmyślnie wpatrywała się w telewizor. Usłyszała dźwięk telefonu. Spojrzała na wyświetlacz. To był Sebastian. Nie odebrała. Nie miała ochoty z nikim gadać. Jednak około pół godziny później ktoś zapukał do drzwi. Aśka nie miała zamiaru otwierać, jednak osoba za drzwiami nie odpuszczała i w końcu kobieta dała za wygraną.
Asia: Co ty tutaj robisz?! Powinieneś leżeć w łóżku
Sebastian: Mogę wejść?
Asia: Skoro musisz...
Sebastian: Dlaczego się na mnie złościsz? Co zrobiłem źle?

Asia: Nie złoszczę się na ciebie
Sebastian: Przecież widzę, że jest inaczej. Chodzi ci o wczoraj, tak? To że Julka przyszła mnie odwiedzić to przecież nic złego
Asia: Ale nie musiałeś mnie od razu wyganiać!
Sebastian: Ja cię wygoniłem? Odwaliło ci?!
Asia: A nie?! Kto powiedział że nie jestem tu potrzebna?
Sebastian: Na pewno nie ja
Asia: Ale dałeś mi do zrozumienia, że nie chcesz bym tam była!
Sebastian: Co ty do jasnej cholery mówisz?!
Asia: Widzę, że się zapominasz po tych lekach. Wynoś się
Sebastian: Co?
Asia: Głuchy jesteś?! Wynoś się!
Sebastian: Proszę bardzo!
Wyszedł trzaskając drzwiami. Aśka po chwili zrobiła to samo, ponieważ stwierdziła, że musi się przejść. Była tak wkurzona, że szła przed siebie i nie zwracała na nic uwagi. Czuła się źle z tym jak ją potraktował wczoraj Sebastian, a także z tym, że się z nim pokłóciła. Od jakiegoś czasu szedł za nią jakiś chłopak w kapturze, lecz nie zwróciła na to uwagi. W parku podszedł do niej bliżej i przystawił nóż do szyi.
Chłopak: Dawaj kasę albo zatopię ten nóż w twoim gardle
Asia: Wal się
Chłopak: Że co?
Asia: Gówno
Chłopak: Uspokój się...
Asia: S***rdalaj, mam dzisiaj zły humor i nie mam ochoty na jakieś bójki
Chłopak: Wiesz co? Nie rozśmieszaj mnie
Aśka odepchnęła go od siebie i z całej siły kopnęła w brzuch. Chłopak tylko się skulił i upadł na ziemię.
Asia: Ostrzegałam cię
Chłopak: Zaj***ę cię
Aśka kopnęła go z całej siły jeszcze trzy razy. Chłopak ledwo oddychał
Asia: Uważaj na słowa. Masz mi coś jeszcze do powiedzenia?
Chłopak: Możesz dać mi spokój?
Pochyliła się nad nim, uśmiechnęła się szyderczo i cicho odpowiedziała, że nie. Kiedy wstała kopnęła go jeszcze raz, po czym zadzwoniła po radiowóz. Zabrali go i odjechali, a ona powoli poszła w kierunku domu. Nagle poczuła, że ktoś kładzie jej rękę na ramieniu. Odwróciła się i z całej siły walnęła mężczyznę w twarz.