czwartek, 31 maja 2012

Odmłodzona cz. 11

           Miał zamiar niemal natychmiast się wycofać. Jednak jej usta smakowały zupełnie inaczej niż usta dziewczyn, z którymi całował się dotychczas. Było coś w nich niezwykłego, coś co nie pozwalało się od nich oderwać. Opamiętał się dopiero gdy usłyszał pukanie do drzwi od łazienki.
- Aśka, jesteś tam? - usłyszał głos Marty. Domyślił się, że wymówka z ust Maćka nie zaspokoiła jej i postanowiła sama, osobiście sprawdzić co się tam dzieje.
- Mówiłem ci, że źle się poczuła – upierał się Maciek. Sebastian zaklął w myślach i pomógł Joasi wstać. Poprowadził ją do drzwi i otworzył je.
- Ooo Marta – odezwała się na widok brunetki – napijemy sie jeszcze? - mamrotała, chwiejąc się na nogach
- Chciało jej się wymiotować, ale ostatecznie przeszło jej – wyjaśnił, widząc na sobie wzrok dziewczyny. Teraz już uwierzyła, że powodem wspólnej wizyty Joasi i Sebastiana w toalecie było po prostu złe samopoczucie blondynki.
- Co wyście z nią zrobili... - pokręciła głową z niedowierzaniem. Wyobrażała sobie, jak bardzo będzie jutro cierpiała z powodu kaca. Nie było sensu jej tutaj trzymać. Rzuciła złowrogie spojrzenia chłopakom i wyszła zadzwonić po taksówkę. Chwilę później wróciła, mijając ich obojętnie.
- Marcin, pomożesz mi? Trzeba zawieźć Aśkę do domu – poprosiła kolegę o pomoc
- A co się stało? - spytał zaniepokojony
- Maciek i Seba ją spili, dziewczyna ledwo żyje – oznajmiła. Więcej nie trzeba mu było mówić. Jak oni dwaj się zebrali wraz z Kubą, a dawniej jeszcze z Rafałem, to strach pomyśleć, co może się stać. Pomysłów im nie brakowało, a odwagi na realizowanie nawet najgłupszych z nich, także nie. No cóż, młodość.
- Może byście wreszcie zaczęli używać mózgu?! - warknął, biorąc Aśkę na ręce. Maciek spojrzał na niego z ukosa
- Nikt nie potrzebuje twoich złotych myśli, więc może byś kurwa zamknął ryj? A może potrzebujesz pomocy? - zacisnął już pięść, gotów uderzyć chłopaka. Dla bezpieczeństwa Sebastian stanął między nimi. Z pewnością, gdyby spotkali się w innych okolicznościach, doszłoby do bójki. Marcin odszedł bez słowa, a za nim podążyła Marta. Poczerwieniały ze złości licealista uderzył ręką w ścianę.
- Wyluzuj – przyjaciel poklepał go po ramieniu, wiedząc że nie będzie mu łatwo się odprężyć. Maciek i Marcin nie lubili się od samego początku, a nerwową atmosferę między nimi podsycało to, że obu chłopakom podobała się ta sama dziewczyna: urocza, brązowooka brunetka o jasnej cerze i zgrabnej figurze. Ona sama nie zdawała sobie z tego sprawy. Nie miała pojęcia, że obaj się w niej podkochują.
- Dowiedziałeś się czegoś? - zapytał po chwili, kiedy trochę ochłonął
- Nie zdążyłem... - przyznał, dopiero teraz przypominając sobie, po co tak naprawdę zamykał się z Joasią w toalecie. Maciek westchnął ciężko i poszedł po kolejną puszkę piwa.

Kiedy wracał do domu, dochodziła trzecia w nocy. Wypił dużo, ale w pewnych odstępach czasowych, co sprawiło, że nie był aż tak bardzo pijany. Szedł może trochę chwiejnym krokiem, lecz cały czas był uważny. Wchodził już do klatki schodowej, kiedy nagle ktoś go stamtąd wypchnął. Upadł na ziemię i spojrzał do góry. Od razu rozpoznał rywala.
- Trzymaj się z dala od Marty – ostrzegł go Marcin
- Bo co? - lekceważył jego słowa
- Ona jest moja, rozumiesz? - spojrzał na niego groźnie. To jednak go nie przeraziło, a wręcz przeciwnie: jeszcze bardziej zdenerwowało
- Przede wszystkim ona nie jest rzeczą i nie należy do nikogo – poprawił go. W pewnej chwili, pojawiło się obok niego dwóch łysych gości. Byli to ci sami, którzy wcześniej napadli na Asię i Sebastiana. Natychmiast chwycili go za ręce i pociągnęli je do tyłu. Zaskoczyli go, nie mógł zareagować. Marcin zaczął wymierzać ciosy. Najpierw dwa silne w głowę, a potem jeden w brzuch. Rzucili go na ziemię i zaczęli kopać. W końcu jeden z nich dał znak, aby przestali.
- I zapamiętaj jeszcze jedną rzecz: nic nie wiesz o dilerach w naszej szkole. Powiedz cokolwiek psom, a twoja siostra może pewnej nocy nie wrócić do domu. Chyba byś tego nie chciał, co? - zagroził – Nie dostarczysz tego cierpienia swoim rodzicom, co? Wyrzuty sumienia pożerałyby cię do końca życia – szepnął mu na ucho. Po tym cała trójka się ulotniła. Minęło kilka chwil nim zdołał się podnieść. Obolały dotarł jakoś do schodów i powoli wdrapał się na drugie piętro. Dobrze, że matka śpi, a ojciec na nocnej zmianie. Ślady pobicia pewnie zostaną, ale przynajmniej zdąży się choć trochę ogarnąć. Ku jego zaskoczeniu, Natalia jeszcze nie spała. Natalia była jego siostrą, urodziła się 2 lata po nim. Chodziła teraz do pierwszej klasy liceum, lecz wybrała inną szkołę niż brat. Była bardzo zdolna i inteligentna
- Co ci się stało? - podeszła do niego zaniepokojona i obejrzała rany
- Nic takiego – odparł wymijająco
- Nic? Przecież ty ledwo trzymasz się na nogach – mimo wszystko starała się być cicho, by nie obudzić mamy – Chodź do pokoju, opatrzę cię – rozkazała. Nie mając wielkiego wyboru, wykonał polecenie.

W tym samym czasie partner Aśki z pracy, Michał, spotkał się z szefem gangu narkotykowego. Nikt nie miał pojęcia, że współpracuje z nimi i przekazuje wszelkie istotne informacje, dzięki czemu nie udało się rozbić grupy od ponad roku.
- Szefie, nie jest dobrze – oznajmił lekko podenerwowany. Nie wiedział, jak zareaguje. Jego gniew potrafił sprawić, że każdy bał się do niego podejść.
- Nu szto zdiełał? - spytał Witalij
- Aśka zebrała więcej informacji niż ktokolwiek by się spodziewał – powiedział drżącym głosem. Nie wierzył, że szef przyjął to tak spokojnie.
- Plan B – rzucił krótko – Michaił, wiesz co robicz?
- Tak jest. Zlikwiduję ją w ciągu najbliższych dwóch tygodni – zapewnił
- I pamietaj: nikomu ani slowa. Nie chce, by bali sie isc tam na handel – przypomniał
- Oczywiście – potwierdził – Mogę liczyć na premię? - spytał nieśmiało
- Ty sie nie boi. U mnie o rozliczenia ty się nie martwi. Za malo Ci ja dal kiedy?
- No nie – przyznał
- Bedzie dobra robota, bedzie i kasa – podał mu plik stuzłotowych banknotów – Zaliczka – oznajmił z szerokim uśmiechem. Michał także się uśmiechnął i kiwnął głową z uznaniem.
--------
Następna część jutro.

środa, 30 maja 2012

Odmłodzona cz. 10

Mijały kolejne dni, podczas których niewiele rzeczy, istotnych dla sprawy, się wydarzyło. Policja powoli odkrywała tożsamość kolejnych osób należących do szajki, jednak nie mogli przeprowadzić żadnej akcji, aby nie spłoszyć pozostałych. Najpierw będą musieli odkryć, kim oni są, a dopiero wtedy mogą rozpocząć aresztowania. Szacowano, że cała sprawa zostanie zamknięta w przeciągu 4 – 6 tygodni. Święta minęły Joasi spokojnie, spędziła je u rodziców. Co najlepsze, po świętach miała wolne, gdyż dla dobra sprawy miała nie pojawiać się na komendę. W sobotni poranek, 31 grudnia, obudził ją dźwięk telefonu. Przetarła zaspane oczy i spojrzała na zegarek.
- Ludzie, jeszcze nie ma dziewiątej, dajcie żyć – jęknęła, zakrywając się kołdrą. Zaraz potem pomyślała, że to może być coś ważnego, więc lepiej sprawdzić. Wyczołgała się z łóżka i sięgnęła po telefon.
- Co robisz dzisiaj wieczorem? - napisała jej Marta
- W sumie to nie mam planów, a dlaczego pytasz? - odpisała po chwili. Nie czekając na odpowiedź, ruszyła powolnym krokiem do kuchni. Parzyła kawę, kiedy przyszła kolejna wiadomość
- Brat się nie obrazi, jeśli zostawisz go samego w tę noc? - przeczytała
- Nie będzie sam. Idzie do swojej dziewczyny – wysłała odpowiedź po chwili zastanowienia
- To chyba coś poważnego, nie? - drążyła temat. Joasia nie chciała dalej kłamać, więc postanowiła narzucić coś innego do rozmowy
- Nie wiem, nie wtrącam się w jego życie. Jak będzie coś się działo to mi powie – napisała. Kilka minut później dostała kolejnego smsa
- U Ani będzie dzisiaj impreza. Przyjdziesz? - rozważyła dokładnie propozycję. Jej policyjny instynkt natychmiast skojarzył to z alkoholem i narkotykami. Od naćpanych i pijanych nastolatków będzie o wiele łatwiej się czegoś dowiedzieć. A w dodatku nie będą pamiętali o co pytała. Stanęła przed dużą szansą. Takiej okazji nie może przepuścić.
- O której?
- Zaczyna się o 20:00. Spodziewaj się że wrócisz do domu jutro popołudniu – zapowiedziała
- W porządku, zapowiem to bratu, żeby nie martwił się o mnie – zakończyła konwersację. Resztę dnia spędziła na robieniu zakupów, gotowaniu czy też sprzątaniu. Przed wyjściem wzięła jeszcze prysznic i ubrała się standardowo. Standardowo, to znaczy nie przygotowała jakiejś olśniewającej kreacji, tylko wzięła te ubrania, w których chodziła na co dzień. Nie była to przecież oficjalna impreza, organizowana przez kogoś ważnego. Szła na, po prostu, luźne, towarzyskie spotkanie w gronie znajomych. Kiedy wchodziła do parku, spotkała Sebastiana.
- Cześć Asia – podszedł do niej i pocałował ją w policzek
- Cześć – odparła lekko zaskoczona jego powitaniem
- Ty też na imprezę u Ani? - zagadnął, mimo iż doskonale znał odpowiedź. Miał podobny plan jak ona, to znaczy wyciągnąć informacje od pijanych osób. A konkretnie od niej. Chciał wiedzieć dla kogo pracuje, czy ma powody do obaw.
- Oczywiście – potwierdziła, z szerokim uśmiechem na twarzy. Kiedy szli tak alejką, nagle zaczepiło ich czterech chłopaków.
- Ładną lalę prowadzasz koleś – odezwał się jeden z nich
- Spierdalaj – mruknął w odpowiedzi. Jego ludzie natychmiast ich otoczyli.
- Telefony, kasa, wszystko co ma jakąś wartość, dawać – rozkazał im. Aśka szepnęła coś na ucho Sebastianowi.
- Co ty gadasz?! - zdenerwował się łysy chłopak, który stał tuż za nią
- Mówię mu, by wykonywał polecenia – powiedziała drżącym głosem, doskonale wykorzystując swój talent aktorski. Tak naprawdę, miała już plan działania. Sebastian miał zająć się dwoma kolesiami po jego lewej stronie, a dziewczyna dwoma po swojej prawej.
- Marek, ładna dupa z niej. Może byśmy się z nią zabawili, co? - zaproponował jeden z bandy. Ich szef obszedł parę dookoła i klepnął Asię w pośladek. Dziewczynie puściły nerwy i natychmiast kopnęła go w krocze. Chłopak padł na ziemię, zwijając się z bólu. Sebastian bez namysłu rzucił się na przeciwnika, a Joasia w jednej chwili wyciągnęła z buta scyzoryk, nim pozostali dwaj zdołali do niej doskoczyć. Machnęła im ostrzem przed oczyma, co ich wystraszyło.
- Ona ma nóż! - krzyknął jeden z nich
- Spierdalamy! - zarządził drugi. Sebastian puścił trzeciego, który także pobiegł za nimi. Blondynka nachyliła się nad liderem bandy i złapała go za włosy.
- Zapamiętaj sobie jedno: nie klep dziewczyny po tyłku, jeśli ona sobie tego nie życzy – wycedziła przez zęby, ciągnąc go do góry. Puściła go i odeszła wraz z Sebastianem. Miała przy sobie broń, lecz nie mogła jej użyć. Nie miałaby jak usprawiedliwić posiadania jej, co wzbudziłoby jego podejrzenia. A tak, scyzoryk jest niezłym narzędziem do obrony własnej.
- Nosisz przy sobie nóż? - odezwał się, gdy uszli kilka kroków. Ten fakt lekko go zaniepokoił. Na pewno to nie był dobry znak dla niego.
- Wiesz, przydaje się czasem. Na przykład w takich sytuacjach – pokiwał głową. Mimo iż było ciemno, doskonale widział jej twarz. Nie wyrażała ona żadnych emocji w tym momencie.
- Zaczynam się ciebie bać – oznajmił półżartem
- Nie powinieneś – odparła spokojnie. Niestety, nie dosłyszał pierwszego wyrazu i zrozumiał na odwrót. Zbladł trochę, a na jego twarzy pojawił się pot. Dobrze, że tego nie zauważyła, a z pewnością ułatwiły mu to panujące w parku ciemności.

Kilkanaście minut później dotarli na miejsce. Jak się okazało, spóźnili się o zaledwie 2 minuty. Byli już prawie wszyscy, brakowało tylko Maćka. Wszystkim gościom wydało się to dziwne, gdyż zwykle był on punktualny. W końcu pojawił się w drzwiach, z dwiema zgrzewkami piwa pod pachą.
- No co? Kolejka była w sklepie – wytłumaczył się, kiedy koledzy i koleżanki zatrzymali na nim zdziwione spojrzenia. Postawił je na stoliku, po czym zdjął z siebie kurtkę i buty. Szybko odnalazł Sebastiana i przysiadł się do niego.
- To co, realizujemy nasz plan? - zapytał, by się upewnić. W odpowiedzi kiwnął głową.
- Stało się coś? - zmartwił się trochę. Sebastian opowiedział mu o zajściu w parku.
- Ty to rozumiesz? Blisko niej było trzech silnych facetów, a ona po prostu kopnęła jednego, nie obawiając się, że zaraz zostanie zaatakowana przez pozostałych. Miała nóż, ale jakby nie zdążyła go wyciągnąć?
- Musiała być cholernie pewna, że zdąży albo po prostu działała spontanicznie, pod wpływem impulsu. Podejdź tu do dowolnej dziewczyny i klepnij ją w tyłek. Nie zastanowi się i od razu da ci w twarz – wytłumaczył mu
- Idź ty psychologu – machnął ręką
- Przynajmniej wiesz jak zareaguje, gdybyś chciał ją kiedyś klepnął – zaśmiał się. Sebastian jednak nie miał nastroju do żartów. Około godziny 22:00 rozpoczęli realizację swojego planu. Kiedy Joasia była już lekko podpita, a konkretnie po dwóch piwach, na dalsze picie namówił ją Maciek, podpierając się argumentem, że niegrzecznie jest odmawiać, gdy ktoś zaprasza. Wypiła z nim trzy piwa, a kolejne trzy z Sebastianem, który użył tego samego pretekstu. W efekcie dziewczyna ledwo trzymała się na nogach. Chłopacy zaprowadzili ją do toalety.
- Jakby co, wspólnie zaspokajamy tu swoje potrzeby, dobra? - rzucił do Maćka, gdy ten już był w drzwiach.
- Tylko nie róbcie tego naprawdę – zażartował – Wystarczy, że Ania i Kuba zajęli do tego sypialnię jej rodziców – zamknął drzwi i usiadł obok, otwierając kolejne piwo.
- Asia?
- Yhhhyyym? - mruknęła
- Ty tu nie znalazłaś się przypadkowo, prawda? - spytał na rozgrzewkę. Pokiwała głową, choć trudno było to nazwać kiwaniem.
- Dla kogo pracujesz? - nie czekał ani chwili. Liczył na to, że za chwilę otrzyma odpowiedź i wszystko stanie się jasne.
- Jaaaa? - spojrzała na niego – Powieeem. Ale... aleee jak mnie poooo... pocałujesz – wymamrotała
- Aśka, proszę cię... - rzekł błagalnie
- Tyyy całujesz... jaaa mówie. Prosty układ – upierała się. Stwierdził, że i tak nie będzie tego pamiętała następnego dnia. Zbliżył swoją twarz do jej twarzy i namiętnie ją pocałował. Trochę niezgrabnie, zarzuciła mu ręce na szyję.
--------
Następna część pojawi się jutro.

poniedziałek, 28 maja 2012

Odmłodzona cz. 9


- Pokłóciliśmy się – spoważniała nagle
- Coś poważnego? - zaniepokoił się trochę
- Gdyby nie było poważne nadal mieszkałabym z nimi – odparła nienaturalnym tonem. Miała nadzieję, że zaraz skończą ten temat.
- Rozumiem, nie chcesz o tym mówić – zauważył
- Nie gniewaj się – powiedziała szybko, w obawie że nie zdoła go uprzedzić
- W porządku, nie ma problemu – zapewnił ją – A może ty chciałabyś mnie o coś spytać? - na taką okazję tylko czekała. Samej niezręcznie byłoby wyskakiwać z tym tematem, ale jeśli proponuje, by pytała, to może poruszyć każdą kwestię.
- Od dawna handlują u was narkotykami? - spytała z udawaną nieśmiałością
- Wiesz, to nie tylko u nas. To chyba coś większego niż dwóch trzech kolesi, bo podobno w pozostałych liceach też sprzedają, a może i nawet w niektórych gimnazjach – wyjaśnił – Z tego co pamiętam, zaczęło się z rok temu. Dyrektor woli udawać, że nic nie widzi, a policja ma to głęboko w dupie – denerwował się
- Dlaczego tak myślisz?
- Po co mają nadstawiać tyłki? Gówniarze ćpają to ich problem. Wolą czepiać się o to, że pies nasrał na trawnik czy że przechodzisz przez ulicę – przedstawił swój punkt widzenia
- Wydaje mi się, że się mylisz – broniła swoich kolegów po fachu. Smutno jej się zrobiło, że takie ma zdanie o nich, ale także o niej. Miała jednak nadzieję, że kiedyś nie będzie tak myślał, a stanie się to po zakończeniu tej akcji.
- Podaj choć jeden sensowny argument. Co w tej sprawie zrobili? - pokręcił głową. Dziewczyna nie dała się sprowokować i nie zdradziła tajemnicy
- Nie jestem stąd. ale mój ojciec był policjantem i wiem, że oni nie siedzą z założonymi rękami – wymyśliła szybko uzasadnienie – Wiesz którzy to dealerzy? - starała się nie pokazywać po sobie zainteresowania odpowiedzią
- Kilku znam – mruknął jakby odruchowo
- Wiesz coś więcej? - ukradkiem spojrzała na chłopaka. Zatrzymał się i obrócił w jej stronę.
- Aśka, ty chyba nie zamierzasz się w to mieszać? - popatrzył na nią podejrzliwie
- Tylko pytam, hej, wyluzuj – uspokoiła go
- Słuchaj... wszystkim kieruje jakiś rosjanin, ale nie znam jego imienia i nazwiska – ściszył głos
- No, mów dalej – ponagliła go, podchodząc bliżej
- Przemyca narkotyki w zabawkach dla dzieci, rozdaje je dilerom, oni rozprowadzają po szkołach i rozliczają się z nim. Ale nie wydaje mi się, by on sam jeden się wszystkim zajmował – opowiedział o tym, co było mu wiadome
- Szajka
- Tak. Nie mam jednak żadnych informacji na temat ewentualnych współpracowników – rozłożył bezradnie ręce. Joasi bardzo trudno było pohamować w sobie instynkt policyjny.
- Tak w ogóle to skąd wiesz to wszystko? - nie mogła powstrzymać się od zadania kolejnego pytania
- Mało osób u nas w szkole ćpa? Muszą znać pochodzenie narkotyków, niepewnego towaru nie kupią. Więc dilerzy zdradzili im podstawowe informacje – wytłumaczył
- Ty też? - na chwilę zapadła cisza. Jeśli ćpa, może być doskonałą ścieżką dojścia do gangu.
- Nie – odparł stanowczo
- Kto?
- Aśka, po co ci te informacje? - zaczynał coś podejrzewać. Zdawało mu się, że odkąd rozpoczęli ten temat, blondynka ożywiła się i poczuła się znacznie pewniej.
- Jestem ciekawska – wypaliła bez namysłu – Strasznie, nie widzisz?
- Widzę – potwierdził – Wybacz, ale tego nie mogę ci powiedzieć – odwrócił głowę w inną stronę
- Bo za mało mnie znasz? - rzuciła, nim zdołała ugryźć się w język
- Nie. To byłoby nielojalne wobec tych osób, które podały mi te informacje – wyjaśnił
- Rozumiem – kiwnęła głową
- Wracamy? - zaproponował, chcąc zakończyć ten temat. Niepokoiło go, że Asia chce wiedzieć niemal wszystko o handlarzach. Domyślał się, że chce do nich dotrzeć. Nie wiedział tylko w jakim celu.
- Odprowadzisz mnie?
- No pewnie – uśmiechnął się i objął ją ramieniem. Droga zajęła kilkanaście minut. Tematu narkotyków nie poruszyli już ani razu. Pożegnali się pod klatką schodową i każde poszło w swoją stronę: Aśka do domu, a Sebastian do pizzerii. Umówił się tam z Maćkiem, że coś zjedzą i ustalą wstępny plan działania zemsty na sprawcy wypadku Rafała.
- Słuchaj, możemy mieć małe problemy – zakomunikował lekko podenerwowany, kiedy usiadł przy stoliku.
- Spokojnie, pogadamy o tym później. Zaraz podadzą nam pizzę, zjemy, a potem powiesz, ok? - zaproponował. Sebastian przystał na tę propozycję. Maciek był już po prostu tak głodny, że nie był w stanie myśleć o innych rzeczach niż jedzenie. Dlatego lepiej faktycznie było zaczekać z informacją niż miałby potem coś pomylić. Około pół godziny później wyszli z lokalu i powolnym krokiem ruszyli w stronę osiedla.
- Byłem dzisiaj z Aśką na spacerze – zaczął – Na początku była strasznie nieśmiała, ale bardzo szybko rozkręciła się, gdy zaczęliśmy gadać o dilerach.
- O dilerach? - zdziwił się
- Tak – potwierdził Sebastian – Wydaje mi się, że ona coś kombinuje. Chciała wiedzieć o nich wszystko. Ja widzę tylko dwie możliwości: albo ona ćpa i szuka dojścia do nich, aby zakupić towar, albo...
- Chyba nie myślisz, że mogłaby być szpiegiem? - wtrącił mu się w zdanie
- To, że jest piękną dziewczyną i nie wygląda na groźną, ułatwia jej zadanie. Dzięki temu mało kto będzie ją podejrzewał, jeśli w ogóle ktoś o tym pomyśli – wytłumaczył
- Może i coś w tym jest – przyznał po chwili zastanowienia
- Obawiam się, że... że ona pracuje... dla nich. Dla dilerów – wykrztusił z przerażeniem. Jeśli to byłaby prawda, mógłby znaleźć się w niebezpieczeństwie. Co nieco wie, pewien trop to jest, więc na pewno dopilnują, by nie wpadła na to policja.
- To by się nawet zgadzało. Ona przyszła, pewnie dowiedziała się, że Rafał dość dużo wie i zaraz potem ten jego wypadek. Dziwne, prawda? W taki zbieg okoliczności nie wierzę – powiązał ze sobą zdarzenia. Gdyby Sebastian skojarzył to wcześniej, z pewnością nie powiedziałby jej ani słowa. Teraz będzie musiał zdecydowanie na siebie uważać.
--------
Przepraszam, że nie pisałem nic przez weekend. Dopadł mnie olbrzymi regres formy, co chyba widać trochę po dzisiejszym scenku. Postaram się, aby następna część pojawiła się w środę.

piątek, 25 maja 2012

Odmłodzona cz. 8


Piątek – jeden z najbardziej ulubionych przez uczniów dni, a w szczególności po południu. Plan jednak nie był tak łaskawy dla licealistów z klasy III „c”, gdyż mieli 7 lekcji, co było największą liczbą w ciągu całego tygodnia. Mimo to, nie przejmowali się, gdyż w poprzednich dwóch klasach bywało gorzej. Po dwóch godzinach języka polskiego i wychowaniu fizycznym nadszedł czas na tzw. długą przerwę, która trwała najwięcej ze wszystkich, bo aż 20 minut i stąd oczywiście jej potoczna nazwa. Wiele osób wychodziło do pobliskiego sklepu. Joasia, Marta oraz Kaśka siedziały pod klasą od języka niemieckiego, gdzie miała być następna lekcja. W pewnej chwili do dziewczyn podszedł Krzysiek. Zmierzył je wzrokiem i nachylił się lekko.
- Zgadzam się – wyszeptał, tak aby tylko one to usłyszały. Wymieniły się spojrzeniami i uśmiechnęły się do siebie.
- Mądra decyzja – przyznała policjantka. Doskonale wiedziała, że razem z koleżanką złamały prawo. Ale nie znalazła lepszego sposobu, by skłonić go do wycofania skargi. A właściwie to zmusić, gdyż skłonienie go do tego było niemożliwe.
- Ale nikt się o tym nie dowie, prawda? - niepokoił się
- My dotrzymujemy słowa – zapewniła Marta. Chłopak kiwnął głową i odszedł. Chwilę później minął je jakiś facet w kapturze. Kątem oka Joasia dostrzegła, że podchodzi po Pawła i zaczyna z nim rozmawiać. Powoli wstała i podeszła bliżej, by móc przysłuchać się rozmowie.
- Tak jak się umawialiśmy? - zapytał, wyciągając z kieszeni banknoty
- Oczywiście – potwierdził mężczyzna, podając mu torebkę. Licealista natychmiast wcisnął ją w kieszeń spodni i wręczył mu pieniądze.
- Od przyszłego tygodnia podwyżka – oznajmił nagle
- O ile? - nie ukrywał zainteresowania. Asia nie miała najmniejszych wątpliwości, że chodzi o narkotyki. Wyciągnęła telefon, udając że pisze smsa, nadal podsłuchując.
- Dycha więcej – odwrócił się na pięcie i odszedł. Zatrzymał się na chwilę przy policjantce. Dziewczyna poczuła jak serce podchodzi jej do gardła. Gośc chyba jednak był cholernie spostrzegawczy. Wpatrywał się w nią cały czas. Nie mogła dalej stać z telefonem. Podniosła wzrok jak gdyby nic i spojrzała w oczy dilera. Było w nich coś złego, coś co wzbudzało w niej strach. Mimo że był środek dnia i pełno ludzi na korytarzu, ciarki przeszły ją po plecach.
- Widziałaś coś? - mruknął podejrzliwie
- Ja? Ja byłam zajęta... pisałam smsa – odparła niepewnie
- Nic nie widziałaś, nic nie słyszałaś, nic nie wiesz, jasne? - złapał ją mocno za rękę. Skrzywiła się z bólu. Niespodziewanie otoczyli ich Sebastian, Maciek, Kuba i Kamil.
- Czego od niej chcesz?
- Wy na pewno tego mi dać nie możecie – lekceważył ich
- Wypierdalaj – rzucił krótko, ale treściwie Kuba
- Bo co? - zostawił Asię i obrócił się w ich stronę
- Bo ci kurwa pomożemy – popchnął go w głąb korytarza
- Uważajcie, żebyście nie skończyli jak wasz kolega! - zagroził im. Sebastian już ruszył w jego stronę, lecz natychmiast został zatrzymany przez Joasię.
- Nie warto – szepnęła. Podziękowała chłopakom za pomoc, twierdząc jednak, że i tak poradziłaby sobie sama. Na godzinie wychowawczej pruszyli temat studniówki. Chcąc, nie chcąc, Asia także musiała wyrazić zgodę na uczestnictwo. W końcu co to za maturzysta, co nie idzie na studniówkę? Jeśli do tamtej pory nie uda im się rozwiązać sprawy to przynajmniej spełni się jej marzenie. Tak bardzo podobało jej się na balu, że marzyła by przeżyć to jeszcze raz. I teraz faktycznie może być drugi raz na balu maturzystów. Ale wolałaby jednak wcześniej rozwiązać sprawę.

Wieczorem postanowiła wziąć się za prasowanie. Naszykowała wyprane i wygniecione ubrania, rozłożyła deskę do prasowania i włączyła żelazko do gniazdka. W międzyczasie zaparzyła sobie herbatę. Kiedy kilka minut wzięła do ręki ostatnią rzecz, jaką była sukienka, którą tak rzadko ubierała, usłyszała pukanie do drzwi. Spodziewała się, że to ktoś z komendy przyjechał z nią pogadać o śledztwie czy jakiejś innej sprawie. Odstawiła żelazko na bok i poszła otworzyć. Ku swemu zaskoczeniu, ujrzała Sebastiana.
- Wejdź proszę, dokończę tylko prasowanie – wpuściła go do środka
- Twój brat się nie pogniewa, że odwiedzam cię o tej porze? - spytał lekko roześmiany. Widać było, że ma dobry humor. Dziewczyna domyślała się, co może być tego przyczyną, lecz chciała to usłyszeć od niego samego.
- Nocuje dziś u dziewczyny – wymyśliła na szybko wymówkę – Zresztą, nie jest jeszcze tak późno – zadowolona odłączyła żelazko od prądu. Złożyła wszystkie ubrania w kostkę i schowała je do szafy.
- Może pójdziemy na spacer? - zaproponował, opierając się o futrynę
- Czemu nie? - skinęła głową w bok
- Do parku czy tak sobie pójdziemy ulicami miasta? - spytał ją o zdanie
- Jak wolisz – pozostawiła mu wybór
- No to park – zadecydował
- Ok – przytaknęła. Ubrała się i wyszła razem z nim, zamknąwszy mieszkanie na klucz. Spokojnie, w milczeniu pokonali dystans dzielący ich od parku.
- Wiesz, oczyścili mnie z zarzutów – odezwał się, gdy wkroczyli na alejkę
- Naprawdę? To świetnie – rzuciła mu się na szyję
- Krzysiek wycofał skargę – dodał po chwili
- Czyżby poszedł po rozum do głowy? - udawała, że nie ma z tym nic wspólnego
- On? Wątpię – pokręcił głową – Ale nie gadajmy już o nim, co? - zaproponował
- Rzuć inny temat
- Powiesz mi coś więcej o sobie? - zapytał z nadzieją w głosie. Zawahała się przez chwilę, czy może to zrobić. W sumie, dlaczego nie? Przecież nie zweryfikuje tych informacji, które poda.
- A co chcesz wiedzieć? - postanowiła mimo wszystko zachować ostrożność
- Skąd jesteś, jak się tu znalazłaś, jakie masz poglądy, co zamierzasz w przyszłości... - wyliczał
- Jestem z Poznania, wiesz, taka poznańska pyra – uśmiechnęła się – wiatr mnie tu zniósł - zobaczywszy jego spojrzenie uśmiechnęła się szerzej i kontynuowała – nie, tak na serio to rodzice dostali tu pracę, bo tam ich firma splajtowała
- Rodzice? Dlaczego nie mieszkasz z nimi? - zdziwił się. Joasia dopiero wtedy przypomniała sobie, że oficjalną wersją miała być ich śmierć. Teraz musiała szybko znaleźć wytłumaczenie, by wybrnąć z trudnej sytuacji, w którą sama się zapędziła.

czwartek, 24 maja 2012

Odmłodzona cz. 7


Joasia niecierpliwie czekała pod blokiem, w którym mieszkał Krzysiek. Kilka minut wcześniej Marta poszła do niego, by z nim porozmawiać. Blondynka z każdą następną chwilą denerwowała się coraz bardziej. Odetchnęła z ulgą, gdy tuż obok niej pojawiła się koleżanka.
- Cholera by go wzięła – mruknęła poirytowana. Więcej mówić nie musiała. Policjantka domyśliła się, że nie udało się jej przekonać chłopaka do wycofania skargi.
- I co teraz? - spytała zaniepokojona
- Nie martw się, coś wymyślimy – zapewniła. Właściwie to sama nie miała pomysłu, co zrobić. Odeszły ledwie kawałek, kiedy nagle poczuła lekkie trącenie w bok.
- Co jest? - rzuciła do Aśki, obracając się w jej stronę
- Czy to nie Agnieszka tam idzie? - spostrzegła dziewczynę z ich klasy. W tej samej chwili z klatki schodowej wyszedł Krzysiek.
- Tak, to ona – odparła po chwili zastanowienia. W milczeniu obserwowały jak podchodzi do chłopaka, zarzuca mu ręce na szyję i namiętnie całuje. Przez chwilę wymieniły się spojrzeniami. Aga przecież chodziła z Aleksem. Zdradzała go? Jeśli tak, to mogą zaszantażować Krzyśka. Aleksander był chorobliwie zazdrosny o swoją dziewczynę, przez co żaden chłopak nie odważyłby się nawet na niewinny flirt. Postanowiły ich śledzić. Dotarły do ogródków działkowych. Przed jedną z altanek para zatrzymała się, po czym zaczęli się całować.
- Teraz mamy szansę – szepnęła brunetka, sięgając po telefon. Udało jej się zrobić dwa zdjęcia, na których uchwyciła jednoznaczny dowód na to, że łączy ich coś więcej niż przyjaźń. Kiedy Agnieszka weszła już do altanki, a to samo miał uczynić Krzysiek, dziewczyny wyszły z ukrycia.
- Krzysiek! - zawołała go Aśka. Zatrzymał się w progu i obrócił w ich stronę.
- Czego tu? - warknął
- Może jednak jeszcze raz przemyślisz wycofanie skargi? - zaproponowała policjantka
- Nie ma mowy. Udupię go teraz, wiedziałem że w końcu się uda – śmiał się szyderczo
- Nie byłabym tego taka pewna – wtrąciła się Marta – Aleks raczej się nie ucieszy, gdy się dowie kto spotyka się z jego dziewczyną, co? - zasugerowała. Nagle z jego twarzy zniknął uśmiech.
- Spróbuj się wygadać, a nie będziesz już taka piękna – zagroził
- Grożby są karalne – przypomniała Joasia
- Wycofaj skargę albo pójdziemy do Aleksa ze zdjęciem, na którym widać jak się całujesz z Agnieszką. Ona to cwana sztuka, więc pewnie sprzeda mu bajeczkę, że zaciągnąłeś ją tutaj i próbowałeś zgwałcić. Zastanów się dobrze. Masz 24 godziny na podjęcie decyzji – postawiła sprawę jasno. Poczerwieniały ze złości chłopak wszedł do altanki i trzasnął drzwiami. Marta i Joasia uśmiechnięte od ucha do ucha skierowały się w stronę centrum miasta. Miały dużo szczęścia, że akurat trafiły na ich spotkanie. A może los tak chciał i podsunął okazję, by pomóc przyjacielowi?

Tymczasem Maciek zaangażował do swojego planu Kubę. Tej nocy mieli ukraść motor Krzyśkowi, a potem ukryć go za miastem, by później podesłać jego zdjęcia właścicielowi i postawić ultimatum. Kiedy jednak zrobili rozeznanie terenu, stwierdzili że po pojeździe nie ma ani śladu. Krzyśka prawdopodobnie też nie było w domu, gdyż w mieszkaniu nie paliło się światło.
- I co teraz? - spytał Kuba
- Zaczekamy – oznajmił ze stoickim spokojem
- Jesteś pewien, że to dobry pomysł? - wahał się, czy nie wynikną z tego kolejne kłopoty. W pierwszej chwili nie otrzymał odpowiedzi. Maciek ponownie analizował, czy faktycznie powinni podejść go w ten sposób.
- Wiesz co... chyba masz rację. Aż taki głupi to chyba nie jest, żeby potem domyślić się, kto gwizdnął mu motor – odparł po chwili zastanowienia.
- Wycofujemy się? - zaproponował
- Musimy wymyślić coś innego – przyznał, odwracając się na pięcie. Więc jednak zrezygnował. Miał nadzieję, że Sebastian się za to nie pogniewa. Od razu poszedł do przyjaciela, poinformować o zmianie planów. Chłopak wyszedł przed blok i podał mu rękę.
- I co, już po robocie? - zapytał lekko zdziwiony
- Przepraszam cię, ale z tego nic nie będzie – spuścił głowę w dół – Byliśmy już gotowi do akcji, lecz Kuba uświadomił mi, że to może nie tylko na nas ściągnąć problemy, ale także na ciebie. A wtedy zamiast pomóc, jeszcze bardziej byśmy cię pogrążyli – wytłumaczył motywy decyzji o rezygnacji z planu – No i Aśkę też byśmy wkopali, bo przecież poręczyła za ciebie – dodał po chwili
- Wiedziałem, że się wycofasz – przyznał po chwili
- Mam nadzieję, że nie masz do mnie żalu – spojrzał na niego błagalnie. Wpatrywał się gdzieś w dal. Chyba się zamyślił.
- Oczywiście, że nie – odezwał się po chwili
- Kurde, naprawdę chciałbym ci pomóc, ale nie wiem jak – powiedział smutno. Widział jak przyjaciel kiwa twierdząco głową. To mogły być jego ostatnie chwile na wolności w najbliższym czasie.
- W porządku. Zaczynam powoli oswajać się z myślą, że nie skończę szkoły i pójdę na odsiadkę. Ale swoje posiedzę i potem zacznę życie od nowa.
- Nikt ze znajomych nie ma znajomości w prokuraturze czy w sądzie? - zastanawiał się Maciek
- Nawet jeśli, to nie chcę tak. Wiesz dlaczego się z nim biłem? - popatrzył na niego groźnie
- No pewnie, wszyscy wiedzą. Bo klepnął w tyłek Aśkę – odparł bez zawahania
- Coś tu się nie zgadza, nie sądzisz? Kto staje w obronie honoru dziewczyny, której nawet jeszcze nie zna? - próbował nakierować go na swój tok rozumowania
- No właśnie... nie wiem – pokręcił głową
- Bo nie chciał jej przeprosić. Na zbyt dużo sobie pozwalał i był bezkarny. Nie mogłem na to patrzeć, musiałem wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę – wyjaśnił
- Sprawiedliwość nie istnieje – wywnioskował – Ty chciałeś ją wprowadzić i nawet jeśli udało ci się wyrównać rachunki, to teraz będziesz za to siedział. I znów pojawia się niesprawiedliwość – poparł swoją tezę
- Może i tak – mruknął bez większego zastanowienia nad słowami przyjaciela. Nagle Maciek doznał olśnienia. Jest jedna możliwość, która mogłaby uchronić Sebastiana przed więzieniem, a dodatkowo obróciłaby całą sprawę na niekorzyść Krzyśka.
- A gdybyśmy spróbowali udowodnić przed sądem, że to było w obronie własnej? - zaproponował. Chłopak zmrużył oczy, w milczeniu rozpatrując jego sugestię. Satysfakcjonującym wynikiem byłoby nawet umorzenie sprawy.
--------
Następna część jutro.

środa, 23 maja 2012

Odmłodzona cz. 6


W biurze czekała na niego niespodzianka. Ku jego zaskoczeniu, przy swoim biurku siedziała Aśka. Uniósł brwi i podszedł do niej.
- Nie powinnaś być w szkole? - zdziwił się na jej widok. Dziewczyna zmrużyła oczy i wstała.
- Jak wygląda jego sytuacja? - spytała, starając ukryć swe zaniepokojenie
- Nie zbyt dobrze. Nie chce nic mówić, co na pewno nie pomaga. Woli unieść się honorem i siedzieć w pierdlu niż pójść na współpracę i wyjść na wolność – przedstawił jego położenie koleżance. Kiwnęła twierdząco głową. Zdała sobie sprawę, że faktycznie nie wygląda to dobrze. Mimo wszystko, postanowiła zainterweniować.
- Wypuśćcie go – oznajmiła nagle
- Co takiego?! - wytrzeszczył oczy
- Wypuśćcie go na wolność – powtórzyła spokojnie
- Rozumiem, że bierzesz za niego odpowiedzialność? - spytał dla pewności
- Tak, ręczę za niego – spojrzała mu prosto w oczy. Zrozumiał, że jest w pełni świadoma swego postępowania. Wyszła przed komendę, by zaczekać na niego. Dla dobra akcji nie mogła zostać na korytarzu, gdyż przypadkiem ktoś mógłby ją zaczepić, a wtedy Sebastian dowiedziałby się prawdy.
- Aśka? Więc to ty się za mną wstawiłaś? - ucieszył się na jej widok, gdy opuścił budynek po kilku minutach.
- Na szczęście to wystarczyło. Tylko żadnych wybryków więcej, bo wtedy pogorszysz swoją sytuację i mnie pogrążysz – zastrzegła. Tak naprawdę, nie martwiła się o siebie. Po prostu gdyby teraz znów coś nabroił, w razie ewentualnego wyroku więzienia, trudniej byłoby mu uzyskać przepustkę, czy też zwolnienie warunkowe.
- Odprowadzę cię do domu, co? - zaproponował. Kiwnęła twierdząco głową. Oboje ruszyli powoli w kierunku dzielnicy miasta, w której mieszkała dziewczyna.

Około dwie godziny później spotkał się z Maćkiem. Chłopak wpuścił kolegę do środka, który grzecznie przywitał się z jego rodzicami, po czym obaj zniknęli za drzwiami jego pokoju.
- Co z Rafałem? Wiadomo już coś? - dopytywał się
- Powoli jego stan się poprawia, ale nadal trzymają go w śpiączce. Niestety, ale bardzo mało prawdopodobne, by wrócił do domu na święta – wyjawił zasmucony
- No tak, to już tylko 9 dni do Wigilii. Współczuję jego rodzicom.
- Wyjdzie z tego. Jest silny, da sobie radę – pocieszał się Sebastian.
- Co z tą policją w końcu? - nagle zmienił temat
- Gdyby nie Aśka, to teraz siedziałbym w celi. Wstawiła się za mną i jeśli teraz cokolwiek wywinę, ona także będzie miała problemy – wytłumaczył
- Pies go jebał – zaklął, denerwując się na Krzyśka – Jest jakieś wyjście, by nie doszło do rozprawy?
- Według Aśki są dwa: pierwsze, przeprosić go publicznie i prosić o wycofanie skargi...
- Kretyńskie to prawo – irytował się
- A tego na pewno nie zrobię. Drugie to udać się do psychiatry i załatwić skierowanie na leczenie. Tylko że to i tak utrudni mi potem życie, więc nie jest to najlepsza opcja. Chyba jednak wolę siedzieć – kontynuował niewzruszony
- Zaraz, zaraz. Mam pewien pomysł – mruknął tajemniczo
- Jaki? - odparł zaciekawiony. Maciek upewnił się, że nikogo nie ma w pobliżu drzwi i usiadł obok przyjaciela.
- Zmuszę go do wycofania zawiadomienia – wyszeptał
- Ale jak? - pokręcił głową z niedowierzaniem
- Ukradnę mu motor, a potem zaproponuję mu, że wskażę mu miejsce, w którym się znajduje za wycofanie skargi – wyjaśnił
- Myślisz, że się uda
- Spróbować warto – odpowiedział normalnym już tonem
- A co z tymi dilerami? Chyba nie odpuścimy im tego, co zrobili Rafałowi? - rzucił mu pytające spojrzenie. Maciek odwrócił się w stronę okna i spojrzał gdzieś w dal
- Oczywiście, że nie. Ale najpierw musimy wyczyścić ci konto u glin – zadecydował – Kto wie, czy nie dali ci ogona – dopiero teraz Sebastian zdał sobie sprawę, że tak mogło być. Od początku wydawało mu się dziwne, że wypuścili go tylko dlatego, że jakaś tam licealistka wstawiła się za nim. Domniemania Maćka nawet miały sens.

Mniej więcej w tym samym czasie Joasia spotkała się z Martą w swoim mieszkaniu. Zaprowadziła brunetkę do salonu i zaproponowała jej coś do picia, lecz dziewczyna odmówiła.
- Twojego brata nie ma? - zdziwiła się
- Jest w pracy, późno wróci – odparła spokojnie, nie dając po sobie nic poznać
- A, no to w porządku – wbiła wzrok w podłogę
- Nie będę owijała w bawełnę. Potrzebuję twojej pomocy – oznajmiła hardo
- Dawaj – zachęciła ją po chwili
- Chodzi o Sebastiana. Wiesz przecież, że ma problemy – zaczęła niepewnie, starając się w myślach ułożyć scenariusz rozmowy, aby dziewczyna mogła wszystko zrozumieć.
- Wiem – potwierdziła
- To prawda, że on pobił Krzyśka za tamtą akcję na geografii?
- Prawda. Nie widziałaś tego? - zdziwiła się. Niemal każda dziewczyna w klasie wiedziała już o tym, a nawet marzyły, żeby tak za nimi faceci rzucali się do obrony.
- Domyślałam się. I dlatego czuję się winna. Muszę mu pomóc, ale sama nie dam rady – tłumaczyła
- Czego ode mnie oczekujesz? - zapytała wprost
- Trzeba wpłynąć na Krzyśka, żeby wycofał skargę. To jedyna szansa by Seba uniknął pierdla. Nawet najlepszy papuga go nie wybroni. Próbowałam z nim gadać, ale... ehh – machnęła ręką zniechęcona
- Jak chcesz na niego wpłynąć?
- Nie wiem jak, cholera no! Na jego propozycję na pewno nie przystanę! - krzyknęła poirytowana
- Jaką? O czym ty mówisz? - dopytywała się zniecierpliwiona brunetka
- Chciał... chciał... żebym w zamian... poszła z nim do łóżka – wykrztusiła
- Szuja – wycedziła przez zęby
- Mam nieciekawą przeszłość, ale to nie powód, bym robiła z siebie dziwkę. Pomożesz mi? - spytała z nadzieją w głosie. Marcie zrobiło się jej żal. Nie mogła odmówić. Nie mogła zostawić jej samej z tym wszystkim.
- Oczywiście. Jaki plan?
- Na razie żaden. Nie mam pojęcia, co zrobić – usiadła obok i ukryła twarz w dłoniach
- Może ja z nim porozmawiam? - zaproponowała nieśmiało. Jednak z każdą następną chwilą była pewna, że powinna to zrobić.
- Może lepiej nie? Co jeśli będzie chciał ciebie zaciągnąć do łóżka? - zmarwiła się
- Poradzę sobie – zapewniła ją – Dam radę, uwierz.
-------
Coś wczoraj mało komentarzy było. Następna część ukaże się jutro.

wtorek, 22 maja 2012

Odmłodzona cz. 5


- Maciek! - Joasia zawołała chłopaka, dostrzegłszy go pod klasą. Dzień rozpoczynali od matematyki. Do lekcji pozostało jeszcze kilka minut, więc spokojnie zdąży jej wytłumaczyć zadanie.
- Cześć Asia – odwrócił się i podszedł do niej
- Cześć – przywitała się z nim – Pomożesz mi? Matematyczka chce mnie dojechać, jak już pewnie zauważyłeś, a ja nie ogarniam tego zadania – powiedziała rozżalona. W milczeniu obserwowała jak otwiera plecak i wyciąga z niego pewien zeszyt. Otworzył mniej więcej na środku i podał dziewczynie.
- Rozwiązane. Jak czegoś nie wiesz, pytaj, wytłumaczę ci – uśmiechnął się do niej. Dwukrotnie przeczytała zapiski, zapamiętując sposób rozwiązania zadania. Oddała mu zeszyt i podziękowała. Na szczęście, udało jej się zapamiętać najważniejsze obliczenia, dzięki czemu nie popełniła błędu i zrobiła wszystko poprawnie. Odetchnęła z ulgą, wróciwszy na swoje miejsce. Cieszyła się, że zdołała z tego wybrnąć. Na pierwszej lekcji nie pojawiły się dwie osoby: Krzysiek i Rafał. Ten pierwszy pewnie nie pokaże się przez dłuższy czas, czekając na na zagojenie się ran po wczorajszej bójce. W przypadku tego drugiego, nieobecności nie były rzadkością. Nie przywiązywał jakoś szczególnie dużej wagi do nauki, ale z błahych powodów lekcji nie opuszczał. Na przerwie Sebastian był w dobrym nastroju i rozmawiał z kolegami. W pewnej chwili zadzwonił do niego telefon i oddalił się od grupy. W tym samym czasie do chłopaków doszły dziewczyny. Chwilę później wrócił Seba. Już się nie uśmiechał.
- Stało się coś? - spytała zaniepokojona Ania
- Rafał miał wypadek – oznajmił smutnym tonem. Dziewczyna zbladła i zachwiała się na nogach. Natychmiast podtrzymali ją Kuba i Marta. Od dawna podkochiwała się w Rafale, lecz nigdy mu o tym nie powiedziała.
- Jak to się stało? - Maciek westchnął ciężko. Nie mógł uwierzyć w to, co się stało.
- Jechał motorem do szkoły, kiedy nagle z bocznej ulicy wyjechał mu samochód. Jest w ciężkim stanie – wyjaśnił. Uderzył dłonią w ścianę, przymykając oczy.
- Myślisz, że... - zaczęła Marta
- Nie wiem, cholera, nie wiem. Faktem jest, że miał informacje o tych dilerach
- Jakich dilerach? - natychmiast podchwyciła temat. Udała, że pierwszy raz o tym słyszy, i bardzo dobrze jej to wyszło. Sebastian chciał już jej odpowiedzieć, lecz wcześniej wtrącił się Maciek.
- Lepiej byś się w to nie mieszała. To niebezpieczni goście – uprzedził przyjaciela
- Myślisz, że się boję? Dziewczyna, która podpaliła samochód dyrektora, pobiła faceta, znęcającego się nad innymi dziewczynami z klasy ma sobie odpuścić z powodu bezpieczeństwa? Czy wy sobie ze mnie żartujecie? - nagle wszyscy, którzy stali niedaleko, spojrzeli na nią zdziwieni. Czy to możliwe, żeby mogła coś takiego zrobić? Wyglądała raczej na spokojną, może trochę zagubioną. Kto mógłby pomyśleć, że takie rzeczy robiła w przeszłości. Nikt nie był w stanie wypowiedzieć ani słowa.
- No co? - przerwała w końcu ciszę – Jeszcze wiele rzeczy o mnie nie wiecie – powiedziała, udając poważną. To akurat była prawda, wiele o niej nie wiedzieli. Tylko że te rzeczy musiały zostać utrzymane w tajemnicy aż do rozwiązania sprawy.
- Dobrze, po szkole ci o tym opowiem – oznajmił Sebastian, spoglądając w stronę klasy. Nauczycielka właśnie otwierała drzwi. Niechętnie, powolnym krokiem, wkroczyli do sali.

Wiadomość o wypadku Rafała szybko się rozeszła po klasie. Ale jeśli ktoś pomyślał, że nic gorszego się już dzisiaj nie zdarzy, to był w błędzie. Po czwartej lekcji w szkole pojawili się Paulina i Adrian. Aśka nie dała po sobie poznać, że ich zna.
- Jesteśmy z policji – pomachali mu odznaką przed nosem – Szukamy Sebastiana Bazylowskiego – podeszli do Maćka
- Nie wyszedł jeszcze z klasy – mruknął, mierząc ich wzrokiem. Wyminął ich i stanął obok Aśki.
- A oni tu czego? - spytała drżącym głosem
- Masz coś za uszami? Nie bój się, nie przyszli do ciebie – odparł oschle. Był poirytowany zachowaniem polonistki, która bez przyczyny próbowała znaleźć słabe punkty w jego pracy domowej. Czepiała się nawet tego, że litera jest krzywo napisana i podobno ciężko jest się doczytać. Prawda była jednak taka, iż Maciek miał jeden z najładniejszych charakterów pisma w całej klasie, więc jak mogła się nie doczytać, jeśli z gorszych pism potrafiła się rozczytać.
- Sebastian Bazylowski? - zaczepili go policjanci, gdy wychodził z klasy
- Tak, to ja. O co chodzi? - spojrzał na nich podejrzliwie
- Policja. Jesteś zatrzymany za pobiecie Krzysztofa Walimorskiego – oznajmił, wyciągając kajdanki. Nie słuchając jego tłumaczeń skuli go i wyprowadzili. Zdezorientowany chłopak zdążył jeszcze się odwrócić i posłać błagalne spojrzenie w stronę przyjaciół. Niestety, nikt w tej chwili nie był w stanie mu pomóc. Joasia była pewna jednego: Tak tego zostawić nie może.

- Co robiłeś wczoraj o godzinie 13:30? - spytał komisarz, prowadzący jego przesłuchanie
- Nie będę z wami gadał – warknął zdenerwowany. Nienawidził policjantów, odkąd posadzili jego ojca do więzienia. Był on niewinny, co udało się udowodnić dopiero po 2 latach od wydania wyroku. Wcześniej dowody nie wskazały jednoznacznie na niego, lecz uparli się, że to on jest mordercą. Nic nie wróciło mu tych straconych dwóch lat, bez ojca. Bardzo mu go wtedy brakowało.
- Sam pogarszasz swoją sytuację – przestrzegł licealistę
- Gorzej już być nie może – mruknął odwracając wzrok
- Chcę ci pomóc. Jeśli się przyznasz, sąd weźmie to pod uwagę i dostaniesz mniejszy wyrok – próbował nakłonić go do mówienia.
- Po co mam się przyznawać? Wy i tak wszystko wiecie – komisarz pokręcił głową. Nie mając pomysłu na dalszą rozmowę z chłopakiem, opuścił pokój przesłuchań.
-------
Wyniki poprzedniej ankiety:
Jak oceniasz przeniesienie bloga?
Bardzo dobry pomysł - 27 głosów (90%)
Dobry pomysł, ale mogłeś wybrać inny serwis - 3 głosy (10%)
Bardzo zły pomysł - 0 głosów

Następna część opowiadania jutro.

poniedziałek, 21 maja 2012

Odmłodzona cz. 4

Na matematyce pani oznajmiła, że dzisiaj zrobią powtórzenie przed sprawdzianem. Zdawała się nie zauważać, że w klasie pojawiła się nowa osoba. Może to i lepiej? Może chciałaby sprawdzić jej umiejętności matematyczne? Nauczycielka zapisywała na tablicy treść pierwszego zdania. Kolejne osoby przestawały pisać i bezmyślnie wpatrywały się w napisy. Zadanie zaskoczyło niemal wszystkich i prawie każdy nie miał pomysłu na jego rozwiązanie. Kiedy skończyła pisać, Sebastian postanowił wyrazić swoją opinię na ten temat.
- Przypał! - wrzasnął zgrubionym głosem na całą klasę. Odwróciła się w stronę uczniów i zmierzyła ich groźnym spojrzeniem
- Który to?- wycedziła przez zęby – Ja mu zaraz zrobię przypał przy tablicy, że się zesra! - zagroziła. Szła w kierunku Sebastiana, gdyż wiedziała, że to mniej więcej stamtąd ktoś się odezwał. Maciek siedział ławkę przed nim. Wiedział, że nie da sobie rady z tym zadaniem, a kolejna zła ocena może mu skomplikować sytuację na półrocze, dlatego postanowił przyznać się do winy. Nawet jak sobie nie poradzi, negatywny stopień w niczym mu nie przeszkodzi. Nie obchodziło go, że może przegrać rywalizację z Sylwią. Lepiej pomóc przyjacielowi.
- Pani profesor – wstał z krzesła – to byłem ja
- Do tablicy – położyła przed nim kredę. Czuł na sobie spojrzenia całej klasy. Stanął na środku i przyjrzał się treści zadania.
- Masz świetnego kumpla – szepnęła Sebastianowi na ucho Marta
- Wiem. Ale on sobie poradzi, zobaczysz – mruknął z przekonaniem. Maciek nabrał pewności siebie, lecz nie zabrał się za rozwiązywanie.
- Pani profesor, ale my tego na lekcji nie mieliśmy – spojrzał na nią lekko zdenerwowany
- Podręcznik masz? - uderzyła książką o biurko
- To trzeba było czytać – uśmiechnęła się szyderczo. Nareszcie jej się udało. Nareszcie go dowaliła. Była pewna, że w końcu ten moment nastąpi. W kilku oczach pojawiło się przerażenie. Przecież weźmie następne osoby do tego zadania. Jednak byli też niektórzy, co nie wątpili w jego możliwości. A najgłębiej wierzył w nie Sebastian.
- To co, niedostateczny? - sięgnęła już po pióro
- Chyba zaoszczędzi pani trochę atramentu – zaczął pisać po tablicy, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Przyglądała się dokładnie. Wszystko wykonał poprawnie. Z zadowoleniem odłożył kredę i wrócił na swoje miejsce.
- Stary, masz u mnie piwo. Dzięki – poklepał go po ramieniu
- Nie ma za co. Ale ta jej mina rozczarowania była bezcenna – puścił do niego oczko. Uwielbiali denerwować matematyczkę. Tylko że nie każdy mógł sobie na to pozwolić, gdyż potem był męczony właśnie takim pytaniem przy tablicy. Kolejni podchodzili do następnych zadań i różnie sobie z nimi radzili. Aż w końcu postanowiła sprawdzić Joasię.
- Zobaczymy co ty potrafisz – wskazała na nią. Blondynka niepewnie wstała od ławki, kiedy nagle zadzwonił dzwonek. Odetchnęła z ulgą.
- Zrobisz to zadanie na następnej lekcji – zadecydowała. Na szczęście, przed następną lekcją będzie mogła spytać kogoś, kto podpowie jej, jak to zrobić. Postanowiła jutro z samego rana poprosić o pomoc Maćka. Teraz jednak cała klasa żyła czym innym, a mianowicie bójką Sebastiana i Krzyśka. Pierwszy czekał już na niego na boisku szkolnym, gdzie zbierali się także pozostali uczniowie klasy III „c”. Zawsze obserwowali bijatyki z udziałem kogoś z ich klasy, a teraz po raz pierwszy miały bić się ze sobą dwie osoby od nich. Nikt nie miał wątpliwości, że Sebastiana rozwścieczył incydent z Asią na geografii. Chwilę później pojawił się także drugi z chłopaków. Rzucił plecak na trawę, cały czas patrząc groźnie na rywala. Zatrzymał się jakieś pięć kroków przed nim.
- Nie wiesz co robisz – powiedział, prostując się dumnie. Był bardzo pewny siebie.
- Szykuj plastry i bandaże – odparł niewzruszony. Niemal w tej samej chwili rzucili się na siebie. Jednak to Krzyśkowi udało się obalić przeciwnika na ziemię. Zaczął okładać go pięściami. Maciek, Rafał i Kuba czekali w gotowości, by w każdej chwili móc przerwać pojedynek. Sebastian zasłonił się rękoma i przeczekał atak. Kiedy Krzysiek osłabł, postanowił roztrzygnąć losy walki na swoją korzyść. Odepchnął go i natychmiast się podniósł. Zmylił go lewą ręką i prawą uderzył prosto w twarz. Zachwiał się, lecz nie stracił równowagi. Sebastian natychmiast wyprowadził kolejny cios. Tym razem upadł. Otarł wypływającą z nosa krew i powoli wstał. Jego rywal był jednak bezlitosny i Krzysiek natychmiast przyjął na twarz kolejne uderzenie. Ponownie znalazł się za ziemi. Sebastian nachylił się nad nim.
- Poddajesz się? - zapytał lekko zdyszany
- Nie ma mowy – wykrztusił. Nastolatek wzruszył ramionami i kopnął go w brzuch. Spojrzał zacząco na rywala. W odpowiedzi pokręcił przecząco głową. Po raz kolejny uderzył go. Nadal nie chciał się podnieść. Wtedy między nich wszedł Maciek.
- Wystarczy – rzekł stanowczo – Pogódź się z tym, że przegrałeś. Nie zgrywaj bohatera, że przyjmiesz nie wiadomo ile ciosów – zwrócił się do Krzyśka. Odprowadził przyjaciela do pozostałych osób. Poza drobnymi ranami i otarciami na rękach nie miał żadnych śladów walki. Wkrótce wszyscy się rozeszli. Joasia wróciła do domu i zadzwoniła do Michała.
- Cześć siostra – przywitał ją żartobliwie. Słychać było, że jest w dobrym nastroju – Jak było w szkole?
- Dobrze, dziękuję. Na razie nie mam żadnych informacji, bo wiesz, zanim zacznę węszyć, muszę wejśc w to środowisko – wyjaśniła
- Wiem, wiem. Nikt nic nie podejrzewał? - ściszył trochę głos
- Raczej nie
- I bardzo dobrze. Mam nadzieję, że wiesz co robisz – powiedział lekko zaniepokojony
- Zaufaj mi. Musimy być tylko cierpliwi i robić dobrze przemyślane ruchy. Dorwiemy ich, zobaczysz – zapewniła.
--------
Zapewniam, że zaczną dziać się ciekawe rzeczy od następnej części ;) A ukaże się ona jutro.

niedziela, 20 maja 2012

Odmłodzona cz. 3


Dwa dni później Joasia pojawiła się po raz pierwszy w szkole. Na pierwszy ogień: geografia, czyli jeden z trzech najbardziej znienawidzonych przez nią przedmiotów. Zaszczytne miejsce na tej liście zajmowały także matematyka i fizyka, których było najwięcej. Usiadła w ostatniej ławce i niezbyt uważnie przysłuchiwała się gadaniu nauczyciela. Nagle usłyszała, że ją woła.
- Koleżanka z ostatniej ławki! - krzyknął przez całą klasę. Rozejrzała się na lewo i na prawo, jakby chcąc się upewnić, że chodzi o nią. Nikt inny nie siedział na końcu. Wstała i rzuciła nieśmiałe spojrzenie w kierunku nauczyciela.
- Cholera, zaraz mnie przepyta – przemknęło jej przez myśl
- Pierwszy raz cię tu widzę – mruknął tajemiczo
- Bo jestem tu pierwszy dzień – odparła spokojnie. Dlaczego ma się przejmować ocenami? Przecież i tak idą one na fałszywe nazwisko, na osobę, która nie istnieje, ale ona wciela się w nią na pewien okres czasu.
- Jak masz na imię?
- Joanna – nagle nabrała pewności siebie
- Wyrzuć gumę do kosza, proszę – zwrócił się do niej grzecznie. Bez oporów przeszła przez klasę i wykonała polecenie, a właściwie prośbę, nauczyciela. Kiedy wracała do ławki, nagle jeden z chłopaków klepnął ją w tyłek. Joasia zatrzymała się, odwróciła w jego stronę, zamachnęła się i z całej siły uderzyła go w twarz, zostawiając na niej czerwony ślad. Nauczyciel jednak niczego nie widział, gdyż zajęty był przepisywaniem ocen ze sprawdzianu. Blondynka wróciła do ławki i wsparła się na łokciu. Słyszała, jak przez klasę przelatują jakieś śmiechy, szepty. Pewnie to z niej się śmieją. No ale nic, ona nie jest tu po to, by przejmować się swoją opinią, ona ma tu ważne zadanie do wykonania.
- Asia, co miałaś w poprzedniej szkole z geografii? - zapytał nagle chłopak z ławki przed nią. Zapamiętał jej imię. Ciekawe jaki wpływ na to miał ten incydent, gdy wracała na miejsce.
- Tróję, a co? - warknęła. Nie miała ochoty na jakiekolwiek rozmowy.
- Nic, nic. A Krzyśkiem się nie przejmuj, on ma różne odpały. Dobrze zrobiłaś, że go walnęłaś – pocieszył ją
- Seba – zawołał go ktoś spod ściany
- Co? - odwrócił się w jego stronę
- Masz zadanie z polaka?
- Żartujesz sobie? Na angielskim spiszemy, co? - zaproponował. Chłopak z chęcią przystał na tę propozycję
- A od kogo weźmiesz? Zdążyłem przepytać już chyba z pół klasy – zmartwił się trochę
- Sylwia na pewno ma – rzekł z przekonaniem
- Dzięki, obejdzie się – rzucił nagle, kończąc rozmowę. Oboje rywalizowali między sobą, kto jest lepszy z matematyki. Jedni mówili że on, drudzy że ona. Oceny tego nie wskazywały, gdyż od początku pierwszej klasy mieli same piątki i do tej pory żadne z nich nie dostało gorszej oceny. Każda kolejna lekcja upływała Joasi znacznie lepiej niż ta pierwsza. Na przerwach zaczynała już rozmawiać z innymi dziewczynami z klasy. Przed ostatnią lekcją, czyli matematyką, stała pod klasą wraz z dwiema Aniami i Martą. Co dziwne, tylko jedno imię powtarzało się w klasie.
- My to mamy pecha do nauczycieli – zwierzała się Marta, średniego wzrostu brunetka. Pozostałe dwie dziewczyny także miały podobny kolor włosów, lecz jaśniejszy odcień i zróżnicowaną długość.
- No, racja. W pierwszej klasie mieliśmy taką, co przez 2 mnożyć nie umiała! Wyobraź sobie, że mnożyła 125000 przez 2 pisemnie na tablicy i wyszło jej 240000! - oburzała się Anka
- A teraz mamy taką wredną, że nawet za oddychanie by cię ukarała – narzekała Ania – Kto jest dobry z matmy, to sobie poradzi.
- A kto jest dobry? - spytała Asia, ściszając głos
- Maciek. Mam to szczęście, że z nim siedzę – uśmiechnęła się szeroko, zadowolona z tego faktu. Ile to już razy pomagał jej na sprawdzianie? I tak zamiast oceny dostatecznej dostawała dobrą, a zamiast dobrej bardzo dobrą. Nagle rozmowę przerwał im jakiś krzyk. Odwróciły się natychmiast w tamtym kierunku.
- Przegiąłeś! Ktoś w końcu musi ci wpierdolić! - denerwował się Sebastian, przytrzymywany przez dwóch kolegów.
- Ta i co? Ty to zrobisz? Już się boję, hahaha – wyśmiewał go. Maciek i Rafał ledwo go trzymali. Chciał rzucić się na Krzyśka z pięściami.
- Po szkole solówa – rzucił krótko, odchodząc w drugą stroną. Koledzy poszli za nią.
- O co poszło? - Marta zaczepiła Maćka
- Jego pytaj – mruknął, wskazując głową na Sebastiana. Brunetka zawahała się, czy powinna podejść. Wiedziała, że lepiej nie zbliżać się do niego, gdy jest zdenerwowany.
- Ja to zrobię – oznajmiła nagle Aśka. Ruszyła pewnym krokiem i zatrzymała się obok chłopaka.
- Co się stało? Widziałam kłótnię na korytarzu – powiedziała spokojnym tonem. Grupka obserwująca ich, w składzie: Marta, obie Anie, Maciek i Rafał, nie wierzyli własnym oczom ze zdumienia. Zamiast na nią naskoczyć bez powodu, jak to zawsze robił w nerwach, rozmawiał z nią jak gdyby nigdy nic.
- Wolałabyś nie wiedzieć – odparł lekko skrępowany. Od razu domyśliła się, że to ma związek z nią.
- Chodzi o dzisiejszy incydent, prawda? - popatrzył na nią i uniósł brwi ze zdumienia
- Skąd wiesz? Maciek ci powiedział?
- Odesłał do ciebie. Intuicja – wyjaśniła krótko
- On nie może sobie na takie rzeczy pozwalać. Co, może następnym razem wbije komuś nóż w klatkę piersiową, bo mu się tak podoba i będzie fajnie? - ironizował
- Proszę cię, nie rób tego – nagle złapała go za rękę. Wiedziała, że wtedy może mieć poważne problemy. O świadka nie będzie trudno, więc jeśli tylko Krzysiek złozyłby skargę...
- Ktoś musi – odpowiedział, odwracając wzrok
- Zdajesz sobie sprawę z konsekwencji? - spytała z powagą w głosie
- Jesteś cholernie odpowiedzialna i ostrożna jak na osiemnastolatkę – zauważył. Zaniepokoiła się, że może ją zdemaskować. Nie pozostało jej nic, jak tylko jakoś się wytłumaczyć i zakończyć tę rozmowę. Zachowanie pozorów może być jednak trudniejsze niż jej się wydawało. Ale tak naprawdę Sebastian niczego się nie domyślał, po prostu spanikowała.
--------
Przewiduję około 15 części, może i więcej. Następna ukaże się jutro.

sobota, 19 maja 2012

Odmłodzona cz. 2


- Słuchajcie, mam pomysł – ożywił się nagle Michał – Dość kontrowersyjny, ale być może skuteczny
- No to mów – ponagliła go Paulina
- Aśka, pamiętasz jeszcze jak było w szkole? - spytał tajemiczo. Blondynka spojrzała na niego podejrzliwie
- Trudno byłoby zapomnieć – przyznała otwarcie
- Nie wyglądasz na policjatkę – uzasadniał, nadal nie podając konkretów dotyczących jego planu. Joasia coraz bardziej się niecierpliwiła
- No i co? - przewróciła oczami
- I wyglądasz bardzo młodo – dodał
- Do czego zmierzasz? - posłała mu groźne spojrzenie. Postanowił dłużej nie owijać w bawełnę i wytłumaczyć im swój plan.
- Zmienimy ci osobowość. Imię najlepiej zostawić to samo, bo jak ktoś zawoła Aśka, a ty zareagujesz to może wydać się podejrzane. Wymyślimy jakąś barwną przeszłość, żeby wytłumaczyć twoje przeniesienie – zaczął wyjaśniać
- Zaraz, zaraz – zatrzymała go – Po co nowe nazwisko i nowa przeszłość? Jakie przeniesienie? - dopytywała się zdezorientowana
- Dołączysz do szkoły jako uczennica, jak najszybciej to możliwe. Wszystko załatwimy. Nikt nie będzie podejrzewał, że węszysz.
- Żartujesz, prawda? - spojrzała na niego, a następnie na pozostałych kolegów. Wszyscy mieli poważne miny.
- Niezły ten pomysł – odezwał się Adrian, przerywając ciszę
- Kto będzie podejrzewał, że osiemnastolatka pracuje dla policji? Każdy, kogo spytasz o narkotyki, będzie myślał że się tym interesujesz, bo chcesz kupić działkę i ćpać. Będziesz zbierała informacje, aż w końcu dowiemy się, kto kręci tym całym interesem. To właśnie jego musimy dopaść, a nie handlarzy, aby zatrzymać dilerkę w szkołach. Oni tylko go rozprowadzają, a wszystko pod kontrolą ma kto inny. Jednego złapiemy, to on wyśle innego w teren – kontynuował. Na twarzy Joasi pojawił się moment zawahania. Przypomniała sobie swoje słowa: „Ale jeśli tylko natrafi się okazja, mogą na mnie liczyć”. I teraz właśnie pojawiła się taka okazja. Teraz może im pomóc.
- Załatwiajcie papiery – rzuciła krótko, opuszczając biuro. Nie była zachwycona tym pomysłem, ale tak jak mówili koledzy, to jest szansa na zakończenie rozprzestrzeniania narkotyków w szkole. To musi być poważna organizacja, skoro działa na taką skalę i ma kilku dilerów. Z drugiej strony patrząc, dostała jeszcze okazję by na chwilę wrócić do nastoletnich lat, kiedy nie musiała być jeszcze dorosła i mogła jeszcze poszaleć. Cały czas przecież nie będzie węszyć, a na imprezach może też ciekawych rzeczy się dowiedzieć. Dwie godziny później na jej biurku Michał położył pewną kartkę.
- Co to? - spytała zaciekawiona, sięgając po papier
- Twoja przeszłość – oznajmił z uśmiechem
- Kurator za podpalenie samochodu dyrektora? - podniosła wzrok znad kartki
- Miałaś wtedy 14 lat i nadzór trwał dwa lata – dopowiedział, nim zdążyła doczytać
- Nieźle. Aż się boję co będzie dalej – zażartowała
- Twoi rodzice zginęli 3 lata temu. Od tamtej pory opiekuje się tobą starszy brat – oznajmił, przypomiając sobie, że zapomniał o tym napisać
- Niech zgadnę: ty będziesz tym starszym bratem?
- Czytaj dalej – odparł wymijająco
- Jako nastolatka dam ci w kość – zapewniła
- Żeby mnie tylko nie musieli wzywać poza wywiadówką! - zaznaczył, wracając do swojego biurka
- Byłąm w ciąży, ale poroniłam?! - wykrzyknęła nagle
- Gdy miałaś 17 lat – dodał – Czyli całkiem niedawno
- A teraz ile mam?
- Dokładnie? Mamy 12 grudzień 2011, a urodziłaś się 17 czerwca 1993. Policz sobie – mruknął zniechęcony
- Nigdy nie byłam dobra z matmy – wyznała
- Ups – wymsknęło mu się
- Co? - spojrzała na niego zdumiona
- Rozmawiałem już przez telefon z dyrektorem i... - zaczął niepewnie
- I? - traciła cierpliwość
- Zająłem ci miejsce na profilu matemtyczno-fizycznym – dokończył szybko, oczekując wybuchu nerwów koleżanki. Ku jego zdziwieniu, przyjeła to znacznie spokojniej, niż się spodziewał.
- Niech to szlag – mruknęła pod nosem – cztery matematyki w tygodniu
- I trzy fizyki – wtrącił
- Ty już lepiej nic nie mów – rzuciła w niego długopisem – Od kiedy zaczynam?
- Pojutrze. Fałszywy dowód na nowe nazwisko już zlecony – wyjaśnił
- A jak teraz będę się nazywać? - wstała z krzesła i podeszła do niego. Cały czas patrzyła na kolegę z ukosa.
- No...
- No mów – tupnęła nogą
- Joanna Morzyńska – wydusił z siebie
- Może od razu Murzyńska? Nie mogliście mnie zapytać o zdanie? - oburzyła się
- Chcieliśmy dać jakoś podobnie, żeby łatwo ci było się przyzwyczaić – tłumaczył się
- Ale co tu jest podobnego? - uniosła brwi ze zdziwienia
- Oba pochodzą od nazw zbiorników wodnych – wyjaśnił
- Że jak?!
- No tak. Morzyńska od morza, a panieńskie nazwisko masz przecież Jeziorańska, czyli od jeziora – wytłumaczył. Joasia otworzyła usta ze zdumienia i uderzyła się otwartą dłonią w czoło. Pokręciła głową z niedowierzaniem. Zdecydowała się przystać na to nazwisko, nim Michał znajdzie inne związki i wymyśli coś gorszego.
- Ja lecę, trzeba zeszyty kupić i jakieś przybory do pisania – oznajmiła – Jak nie raporty to notatki z lekcji – dodała zniechęcona. Zabrała z wieszaka kurtkę i szybkim krokiem wyszła z biura.
- Leć, leć, tylko skrzydeł nie zgub – zawołał za nią, sięgając po kolejny raport do wypełnienia.
--------
Powoli akcja się rozkręca. Jeśli nic nie przewidzianego się nie zdarzy to następna część ukaże się jutro.

piątek, 18 maja 2012

Odmłodzona cz. 1


Młoda, zdolna, ambitna, ale jeszcze mało doświadczona. Tak o niej mówili koledzy, którzy mieli przyjemność z nią pracować. Tak, przyjemność, gdyż była ona bardzo miłą, sympatyczną osobą. Nic nie wskazywało na to, by pracowała w policji: ani wygląd, ani charakter. Miała długie blond włosy, jasną, delikatną cerę, dziewczęce rysy twarzy, szczupłą figurę i śnieżnobiały uśmiech. Miała zaledwie 21 lat, a policjantką została pół roku temu. Cały czas uczyła się swojego zawodu, lecz twierdzono, że za kilka lat będzie bardzo dobrą pracownicą. Tego dnia, jak zawsze, przyszła pierwsza na komendę. Pracowała w jednostce przy ulicy Pomorskiej, gdyż tam została przydzielona. W drodze do pracy kupiła gazetę codzienną. Nie miała nic do zrobienia, więc zabrała się za czytanie. Od razu rzucił jej się w oczy artykuł na pierwszej stronie gazety: „Czwarta ofiara narkotyków! Gdzie jest policja?!” Zagotowało się w niej z nerwów. Ciekawe czy te dziennikarzyny byłyby takie mądre, gdyby to oni musieli narażać życie, uganiając się za przestępcami. Wytykać z tłumu jest łatwo, a jak trzeba coś zrobić to odważnych brak. Przeczytała cały tekst.
- No tak, mogłam się domyślić. Chyba byłby głupi, gdyby podpisał się imieniem i nazwiskiem – pomyślała, zwracając uwagę na inicjały redaktora. Nawet nie było pewności, czy są one prawdziwe. Ach, gdyby tylko wiedziała, kto takie farmazony wypisuje... i gdyby mogła dorwać tych dilerów, którzy bez żadnych skrupów rozprowadzają szkodliwy towar po szkołach. Przecież nie wszyscy nabywcy mają ukończone 18 lat!
- Coś z tym trzeba zrobić – wtrącił się Michał, wskazując na gazetę. Nawet nie zauważyła, kiedy wszedł do biura. Przywitała się z nim, po czym wróciła na swoje miejsce.
- Cholerne pismaki. Zamiast zająć się czymś pożytecznym to tylko szukają sensacji i utrudniają pracę innym – narzekała – Wkurwiają mnie już
- Asia, spokojnie – uniósł brwi ze zdziwienia, usłyszawszy wulgaryzm padający z jej ust – a najgorsze, że ci dilerzy chodzą sobie bezkarnie po mieście, pewnie wyśmiewając nas i przeliczając kasę. Zacierają ręce, chodzą z towarem jak gdyby nigdy nic, a my nic z tym nie możemy zrobić – irytował się
- Ale co zrobisz? Paulina i Adrian próbują coś znaleźć, ale stoją w miejscu – westchnęła ciężko. Bardzo chciałaby pomóc im w śledztwie, ale nie wiedziała jak.
- Tobie to nie za bardzo przeszkadza, co? - wyskoczył jak filip z konopi
- Słucham? - w jej głosie pojawiła się nutka zdumienia pomieszana z nutką zażenowania
- Myślisz że nie wiem? Wychowałaś się w domu dziecka, a tam to wszyscy święci, abstynenci i nie biorący – ironizował
- Co chcesz przez to powiedzieć? - skrzyżowała ręce na piersiach i spojrzała na niego groźnie
- Nie wierzę, że nie ćpałaś. Nawet jeśli jakimś cudem, to twoje koleżanki na pewno brały. Musiałaś widzieć jak ciężko jest im na głodzie. I teraz nie masz sumienia odcinać tych chłopaków i dziewcząt od być może jedynego źródła narkotyków – zarzucił jej
- Ty się zastanów, co ty w ogóle mówisz – odparła, nie tracąc panowania nad sobą
- Wiem co mówię. Bardziej denerwowałaś się na pismaków niż na to, że znów zginął młody człowiek właśnie przez narkotyki! - uargumentował. Joasia stanęła w naprawdę trudnej sytuacji. Wzięła głęboki oddech i zabrała głos.
- Tak, ten świat nie jest mi obcy. Może dlatego to nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak na tobie. Ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Być może tego po mnie nie widać, ale jestem przeciwna temu, gdyż sama na własne oczy widziałam, jak moje przyjaciółki staczają się, są wyniszczane właśnie przez narkotyki. A najgorsza była bezradność. I teraz jest to samo. Oni stoją w miejscu, a ja nie wiem jak mogłabym pomóc. Ale jeśli tylko natrafi się okazja, mogą na mnie liczyć – obroniła się. Michał nie wiedział, co ma powiedzieć. Zrobiło mu się głupio, że tak na nią naskoczył.
- Przepraszam. Po prostu szlag mnie trafia z bezradności – wytłumaczył
- Jeszcze ich dopadniemy, zobaczysz – zapewniła. Opuściła biuro i poszła do kuchni, by zaparzyć sobie kawę.

W tym samym czasie, liceum ogólnokształcące przy ulicy Katowickiej:
- Wiesz, tak sobie pomyślałem, że może postawić by tutaj kogoś do obserwacji – powiedział Adrian, kiedy wyszli z gabinetu dyrektora
- W sumie nie głupi pomysł. Może wreszcie by się coś ruszyło – przyznała mu rację. Chciała coś jeszcze dodać, lecz zatkał jej usta ręką. Wychylił się zza rogu i ujrzał jak jeden chłopak daje drugiemu pieniądze, i trzyma coś w ręce.
- To chyba ten diler – szepnął do partnerki – Mam plan – rzucił krótko. Kobieta kiwnęła głową i w milczeniu obserwowała, co zrobi.
- Kolego! - zawołał, podchodząc do niego
- Co?! - odwrócił się
- Towar chciałem kupić – powiedział bezpośrednio. Chłopak spojrzał na niego podejrzliwie.
- Nie wyglądasz na licealistę – mruknął, przyglądając się uważnie
- Brat mnie tu przysłał. Jest na głodzie i tylko działka postawi go na nogi. To jak, sprzedasz trochę towaru czy mam zapytać go, gdzie jeszcze znajdę?
- Nie no, sprzedam – wyciągnął z kieszeni dwie małe torebki z białym proszkiem. Adrian zamiast sięgnąć po portfel, wziął kajdanki i pchnął chłopaka na ścianę. Wtedy pojawiła się także Paulina z bronią w ręku, w razie gdyby chciał uciekać.
- Co jest?! - krzyknął zdezorientowany
- Policja, jesteś zatrzymany za posiadanie i handel narkotykami – skuł go i ściągnął mu kaptur z głowy. Zaprowadzili go do samochodu i zawieźli na komendę. Joasia i Michał przygotowali im pokój przesłuchań, a oni przesłuchali zatrzymanego.
- I co? - spytała zniecierpliwiona Asia, kiedy koledzy wrócili do biura
- Jest cholernie pewny siebie – spostrzegła Paulina
- Odgrażał się, że nie ma znaczenia to, że go złapaliśmy. Twierdzi że był tylko pracownikiem dla większej, dobrze zorganizowanej grupy. Mam nadzieję, że to tylko bajki
- A jeśli nie? - spytała cicho, zmartwiona ewentualnym rozwojem tej sytuacji
- To wdepnęliśmy w niezłe gówno – skwitował. Jemu bez problemu można postawić zarzuty i zamknąć go w więzieniu. Ale jeśli to co mówił, jest prawdą, to nie zatrzyma to rozprowadzania narkotyków po szkołach.
--------
Serię krótkich opowiadań zakończyłem tematyką szkolną i mniej więcej taką rozpoczynam kolejne, dwudzieste szóste już krótkie opowiadanie. Tak w pełni szkolna to nie jest, ale motyw ten występuje. Nie wiem jeszcze ile części będzie, ale jestem raczej pewien, że przynudzał nie będę. Druga część jutro.

czwartek, 17 maja 2012

V. Scen nr 117


Minęły 4 miesiące. Badania DNA potwierdziły pokrewieństwo Joasi i jej ojca. Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć i ponownie zrobiła badanie, które wykazały to samo. Najwidoczniej matka się już w tym wszystkim pogubiła i po prostu wprowadziła siostry w błąd. Dzięki temu iż miały pewność, że są prawdziwym rodzeństwem i mają tych samych rodziców, więź łącząca je stała się jeszcze silniejsza. Maciek wyszedł ze szpitala i wypoczął w domu, po czym wrócił do pracy. Na początku trochę się oszczędzał, Marta tego dopilnowała, a dopiero później pracował na pełni swoich sił, tak jak przed postrzałem. Joasia i Sebastian, podobnie jak Marta i Maciek zdecydowali się pobrać. Z tym że blondynka musiała iść do ślubu „z brzuchem”, gdyż jego data wyznaczona była na przełomie szóstego i siódmego miesiąca ciąży. Obie pary zdecydowały się na podwójny ślub, aby nie robić dwóch osobnych uroczystości w niewielkim odstępie czasowym. Przy okazji zaoszczędzą na tym pieniądze, gdyż zamiast dwóch wesel, zorganizują tylko jedno. Właśnie nadszedł ten dzień. Świadkami u Asi i Sebastiana byli Ania i Kuba, natomiast u Maćka i Marty byli nimi Rafał ze swoją żoną, czyli drugą Anią. Mama Rafała zgodziła się przyjechać i zaopiekować Michałkiem, dzięki czemu komisarze mogli bez obaw bawić się z przyjaciółmi podczas wesela. Nie było to przecież najlepsze miejsce dla dziecka, dlatego istotne było, by mógł z nim ktoś zostać. Jako pierwsi sakrament małżeństwa otrzymali Marta i Maciek.
- Powtarzajcie za mną słowa przysięgi – powiedział do mikrofonu ksiądz, obwiązawszy wcześniej ich dłonie stułą – Ja, Maciek
- Ja, Maciek... biorę ciebie Marto za żonę... i ślubuję ci: miłość, wierność i uczciwość małżeńską... - mówił głośno i wyraźnie. Wziął głęboki oddech i jednym tchem dokończył – oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.
- Ja, Marta... biorę ciebie Macieju za męża... i ślubuję ci: miłość, wierność i uczciwośc małżeńską... oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci – powtarzała słowa wypowiadane przez księdza, wpatrując się w ukochanego z uśmiechem na twarzy. Potem kapłan dokończył formułę i ogłosił ich mężem i żoną. Następnie przez taką samą procedurę przeszli Asia i Sebastian. Następnie obie pary młode wraz ze swoimi gośćmi przeniosły się do restauracji „Słonecznej”. Wynajęli tam salę do końca dnia. Po obiedzie podano deser, a później pierwsze osoby wyszły na parkiet, by zatańczyć. Tak też uczynili Marta i Maciek oraz Asia i Sebastian. Natomiast Ania i Rafał siedzieli przy stolikach i odpoczywali po posiłku.
- Popatrz, ile oni razem przeszli – westchnęła kobieta
- Ten ślub im się należał. Już od dawna mieli się ku sobie, ale zawsze im coś przeszkadzało, coś stawało im na drodze – zauważył
- A Marta i Maciek? Kto by kiedyś pomyślał, że oni będą w stanie wytrzymać ze sobą jeden dzień w pracy, nie myśląc już nawet o tym, że będą żyć razem – filozofowała
- Wiesz jaka jest prawda w tym przypadku? - uśmiechnął się szeroko, zadowolony że on wie, a ona nie. Postanowił trochę się z nią podroczyć.
- No jaka? - mruknęła, popijając sok
- Nie tak prędko moja droga – pokręcił głową. Dał do zrozumienia, że oczekuje czegoś w zamian. Ania w mig pojęła jego intencje. Postanowiła więc przechytrzyć go.
- No dobrze, to ja też ci coś powiem – mruknęła tajemniczo
- No to mów – ponaglił ją
- Najpierw ty – uśmiechnęła się szeroko. Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Rafał postanowił odpuścić.
- No dobrze. Marta od dawna podobała się Maćkowi. Dlatego on jej dogryzał, żeby zwrócić jej uwagę na siebie, bo tak normalnie to go nie zauważała – opowiedział
- A może nie zauważała go, bo on jej także się podobał i nie chciała dać po sobie tego poznać. A że on jej dogryzał to przyjęła jego taktykę i zaczęła robić to samo – sugerowała. Jak naprawdę było, mogli dowiedzieć się od nich samych. Ale nie to było najważniejsze. Najważniejsze było, że są razem i wreszcie są małżeństwem.
- Miałaś mi coś powiedzieć – przypomniał jej Rafał
- Kocham cię – wyznała, kładąc swoją dłoń na jego dłoni
- Przecież ja o tym wiem – pocałował ją delikatnie
- Ale lubię ci o tym powtarzać – wyjaśniła. Pokiwał twierdząco głową, na znak że zrozumiał. Skoro lubi to powtarzać to pewnie też lubi tego słuchać.
- Ja też cię kocham – objął ją ramieniem. Zabawa trwała w najlepsze. Wieczorem, kiedy już się ściemniło, Joasia wyszła przed lokal. Podniosła głowę i spojrzała w gwiazdy. Dopiero teraz poczuła, co to znaczy być szczęśliwym. Cieszyła się, że ma obok siebie takie osoby jak Martę i Sebastiana, że ma przyjaciół. Życie znacznie przybrało dla niej na wartości. Wcześniej było takie puste, nudne i monotonne, czegoś w nim brakowało. I stąd zapewne wzięło się u niej niezdecydowanie. Ale to już przeszłość, to już było i nie wróci. Nagle poczuła, że ktoś kładzie jej rękę na ramieniu. Odwróciła się i ujrzała męża.
- Dzisiaj zrobiłam ważny krok w moim życiu. Krok, który zmieni je na lepsze – powiedziała
- Nasze drogi były kręte, ale w końcu się spotkały. Może i faceci nie mają intuicji, ale... coś już od dawna mówiło mi w środku, że tak to się skończy. Mimo że się zmieniałaś, że nie byłaś ideałem, nie potrafiłem być wobec ciebie obojętny. Różnie to ludzie nazywają, ale dla mnie to po prostu przeznaczenie – podzielił się z nią swoimi przemyśleniami.
- Wiele się nauczyłam od momentu, w którym po raz pierwszy się spotkaliśmy – wyznała. Mężczyzna objął ją ramieniem.
- Bo człowiek uczy się przez całe życie – skwitował. Blondynka położyła głowę na jego ramieniu. Nowa droga życia rozpoczęta.
--------
Nie bardzo miałem pomysł na zakończenie. Szczerze mówiąc, nie mam jeszcze wybranej tematyki nowego opowiadania. Ale pierwsza część i tak ukaże się jutro.

środa, 16 maja 2012

V. Scen nr 116


Wziął teczkę, w której miał przygotowane uprzednio dokumenty i poszedł do samochodu. Z niezadowoleniem stwierdził, że ma przebitą oponę. Machnął ręką i zabrał się za wymianę. Wyciągnął z bagażnika zapasowe koło, lewarek i rękawice robocze. Dość nieoczekiwanie, obok niego pojawił się Sebastian.
- Może pomóc? - zaproponował, przyglądając się zniszczeniom
- Dam sobie radę – zapewnił. Wtedy do głowy wpadł mu pewien pomysł. Postanowił go sprawdzić – Ale jeśli chce pan koniecznie coś zrobić, to mam dla pana zadanie – powiedział tajemniczo.
- Jakie? - spytał zaciekawiony. Mężczyzna otworzył drzwi od strony kierowcy i zabrał z siedzenia teczkę.
- W środku znajdują się dokumenty dla nowego komendanta – zaczął dumnie
- Dokonał już pan wyboru? - spytał zaskoczony Sebastian
- Tak i myślę, że tym razem będziecie zadowoleni. Zbierze pan kilka osób to biura i punktualnie o 16:00 otworzy teczkę. Wcześniej nawet niech pan nie waży się tego robić – przestrzegł go – Z dokumentów dowiecie się, kto będzie waszym nowym zwierzchnikiem – wytłumaczył
- A pan nie będzie przy tym? - zdziwił się
- Moja obecność nie jest tam konieczna – odparł spokojnie, nie dając nic po sobie poznać
- Tak jak pan mówi, punktualnie o 16:00 otwieram – skinął głową na pożegnanie i wrócił do swojego samochodu. Przejeżdżał tamtędy przypadkiem, gdyż poszukiwał pierścionka zaręczynowego dla Asi, odwiedzając różne sklepy jubilerskie. W pracy poprosił przyjaciół o zastąpienie go przy raportach. Obiecał, że to odpracuje. Nie miał w planach odwiedzenia komendy dzisiejszego dnia, ale widocznie los chciał, by wrócił na miejsce pracy. Postanowił więc odłożyć zakup pierścionka na inny dzień i pomóc kolegom przy raportach.
- Nie powinieneś być w sklepie? No chyba że już kupiłeś – zdziwił się na jego widok Rafał
- Musiałem odłożyć to na inny dzień. Przez przypadek natknąłem się na komendanta wojewódzkiego. Wyznaczył nam nowego starego i kazał przekazać mu to – wyciągnął teczkę zza pleców i położył na biurku.
- Pewnie umowa dla niego – westchnął rozmarzony
- Zobaczymy. Punktualnie o 16:00 mam to komisyjnie otworzyć – oznajmił, rozsiadając się na swoim krześle. Nie wiedział, że to jego ostatnie godziny pracy przy tym biurku. Nie wiedział, że raporty, które wypełni, będą ostatnimi na tym stanowisku.
- Sam walczysz z raportami? - zapytał po chwili, gdy zwrócił uwagę, że nikt tu nie przychodzi
- Anka i Kuba pojechali w teren. Namierzyli gdzieś Szadiego i teraz robią obławę na niego – poinformował go
- Dobra, nie rymuj już tak – uśmiechnął się szeroko – Zlituję się nad tobą i pomogę – rzekł zabierając od niego mniej więcej połowę raportów.
- Jakie zlituję? Ty i tak miałeś wypełniać, ale pojechałeś szlajać się po mieście – udawał obrażonego
- I dzięki temu uniknęliśmy wizyty komendanta wojewódzkiego – zauważył. Oboje w dobrych humorach zabrali się do pracy. Sebastian poinformował pozostałych komisarzy oraz asystentów, o ogłoszeniu decyzji komendanta wojewódzkiego. Coś jednak mu nie pasowało w tej układance: dlaczego on sam się tu nie pojawi? Czyżby to był jakiś podstęp? W międzyczasie Ania i Kuba wrócili zadowoleni na komendę. Udało im się złapać Szadiego i za kilka minut mieli go przesłuchać. Godzina szesnasta zbliżała się nieubłagalnie. Z każdą następną minutą Sebastian coraz bardziej się denerwował. W końcu nadszedł ten moment. W biurze siedzieli: Ania, Kuba, Rafał, Kamil, Tomek, Sylwia, Marta i oczywiście Sebastian. Prawdopodobieństwo, że będzie to ktoś z wydziału, było całkiem niemałe, co potęgowało zniecierpliwienie. Kiedy miał zabrać się za otwarcie teczki, nagle w biurze pojawiła się Aśka. Nikt nie krył zdziwienia na jej widok.
- Wczoraj wróciłam. Muszę pogadać z nowym starym, chcę wrócić do pracy – oznajmiła
- Jeśli to będzie ktoś z naszego wydziału, to nie musisz się o to martwić – zapewnił Sebastian. Wziął głęboki oddech i otworzył teczkę. Wyciągnął pierwszą kartkę, leżącą w środku i zaniemówił z wrażenia.
- Co jest? - jako pierwszy odezwał się zniecierpliwiony Rafał. Wstał i podszedł do niego. Sebastian podał mu kartkę, odwracając się w stronę okna. Komisarz prześledził wzrokiem tekst i spojrzał na kolegę.
- Nowy komendant jest wśród nas – mruknął tajemniczo – a jest nim podinspektor Sebastian Badyl – podszedł do niego i pogratulował mu. Uścisnął dłoń i poklepał po ramieniu. Sebastian nie wyglądał na zadowolonego, być może był jeszcze w szoku. Nie spodziewał się, że to akurat on został wybrany przez komendanta wojewódzkiego. Kolejne osoby pochodziły do niego i gratulowały mu awansu.
- Nie sądziłem, że mam aż takie dobre Curriculum Vitae – zaśmiał się
- W końcu przez kilka lat pracowałeś we Włoszech – przypomniała mu Joasia
- No tak. Więc teraz krótkie ogłoszenie: trzy pierwsze decyzje, jakie podejmę na stanowisku komendanta. Pierwsza, Asia wraca do pracy. Drugie, będzie pracowała z Rafałem. A jak wróci Maciek... to dołączy do niego Marta i to jest ta trzecia – zakomunikował. Blondynka z radości rzuciła mu się na szyję, natomiast jej siostra nie mogła uwierzyć, że także dostała awans. Nawet ten niegdyś wredny, cholernie ambitny, Tomek cieszył się wraz z kolegami. W pewnej chwili Kamil się ulotnił i wyszedł przed komendę. Wyciągnął telefon i wybrał numer należący do komendanta wojewódzkiego.
- No i jak? Było punktualnie o szesnastej? - zapytał zaciekawiony
- Tak. Był zaskoczony, kiedy to przeczytał – odparł Kamil
- Świetnie. A więc nie sprawdzał przed czasem – mruknął zadowolony
- Nie rozumiem tylko jednego. Dlaczego akurat szesnasta? Dlaczego nie mógł sprawdzić tego od razu? - dziwił się poleceniu przełożonego
- To był test. I upewnił mnie tylko w tym, że podjąłem dobrą decyzję – wyjaśnił. Mimo to, Kamil nadal nie rozumiał, po co to było. No ale właśnie dlatego był tylko asystentem, a komendant wojewódzki komendantem.
--------
Może niektórych tym zaskoczę, ale to była przedostatnia część opowiadania. Prawdę mówiąc, jestem już nim znudzony, dlatego postanowiłem tego nie przeciągać i nie czekać do końca miesiąca. Co będzie dalej? Zobaczymy. Ostatnia część najdłuższego opowiadania w historii mojego bloga ukaże się jutro.

wtorek, 15 maja 2012

V. Scen nr 115

- Wejdź, proszę – wpuścił ją do środka, kiedy się ocknął. Blondunka bez słowa weszła do przedpokoju. Sebastian wziął od niej kurtkę i zaprowadził do salonu.
- Może zjesz ze mną? - zaproponował. Spodziewał się raczej odmowy, pewnie nie przyjeżdżała wygłodzona.
- A wiesz że chętnie? Nawet trochę zgłodniałam – odparła ku jego zaskoczeniu. Kiwnął głową i poszedł do kuchni. Wrócił po chwili, przynosząc ze sobą dwa talerze zupy.
- Proszę bardzo – postawił jeden przed nią
- Dziekuję – zaczekała aż on także usiądzie. Zjedli posiłek w milczeniu. Joasia cały czas zastanawiała się, jak ma powiedzieć mu o tym wszystkim. Gdy odniósł talerze do kuchni i wrócił do niej, zebrała się w sobie i zaczęła powoli przechodzić do sedna sprawy.
- Musimy porozmawiać – oznajmiła ostrożnie
- Cieszę się, że przyjechałaś. Właśnie chciałem wyjaśnić z tobą wszelkie niejasności przed moim wyjazdem do Włoch – na jego twarzy pojawił się niewielki uśmiech. Zniknął, gdy zauważył, że Asia się zasmuciła. Niespodziewanie wstała z miejsca i usiadła obok niego.
- Nie chcę żebyś wyjeżdżał – wyznała smutno
- Tak będzie lepiej – mruknął zamyślony
- Ja wiem jaka jestem, że przeze mnie cierpiałeś... ale nikt nie jest idealny. Marta miała rację, ucieczka jest błędem – tłumaczyła się
- Wspominasz o tym, by mnie tu zatrzymać? - spytał lekko poirytowany
- Mówię o tym, bo ja uciekłam i teraz tego żałuję – odparła spokojnie. Nie usłyszała żadnej odpowiedzi. Zastanawiał się. Lepszego momentu nie będzie, trzeba iść za ciosem. Teraz albo nigdy! Wreszcie będzie mogła być pewna, na czym stoi.
- Wiesz co mnie tu przygnało z powrotem? Miłość. To, że cię kocham. Nie mogę cię stracić, nie mogę sobie na to pozwolić. To byłby największy błąd w moim życiu – wyjawiła. Spojrzała mu prosto w oczy, wyczekując jego reakcji. Najgorsze, że nie mogła nic z nich wyczytać. Nie wiedziała, czy ją odrzuci, czy odpowie tym samym wyznaniem, czy pocałuje namiętnie, czy też zrobi coś zupełnie innego. Nie spodziewała się żadnej reakcji.
- To jeszcze nie wszystko. Będziemy mieli dziecko – kontynuowała – Tylko nie myśl sobie, że chcę cię łapać na ciążę. Mówię ci o tym, bo jednak doszłam do wniosku, że masz prawo wiedzieć – zastrzegła. Sebastian wstał i podszedł do okna. Nadal milczał.
- Powiedz coś – rzekła błagalnie
- Co mam ci powiedzieć? - spytał przygaszony – Na pewno chcesz usłyszeć co mi leży na sercu?
- Choćby to była najgorsza prawda – przytaknęła
- Bardzo dużo kosztowały mnie chwile, w których nasze relacje ulegały pogorszeniu. Myślałem, że po wspólnie spędzonej nocy porozmawiamy szczerze, wyznamy swoje uczucia. Wyszło jednak zupełnie inaczej. Potem czekałem na odpowiedni moment. I się niedoczekałem, bo wyjechałaś – potrząsnął lekko głową
- Wiem że źle zrobiłam. Ale człowiek uczy się na błędach – usprawiedliwiała się
- Mimo wszystko, nie potrafię się na ciebie gniewać. Wybaczyłem ci. Cóż poradzić, miłość. Odnoszę wrażenie, że dostałaś od życia porządną lekcję. To, że tu przyszłaś, pokazuje mi, że wyciągnęłaś pewne wnioski – zakończył. Podszedł do niej i wziął ją w ramiona – Jest szansa, żebyśmy byli razem? - wyszeptał
- Jeszcze się pytasz? - rzuciła z udawanym zaskoczeniem. Ta rozmowa dała jej wiele do myślenia. Chyba nadszedł czas, by się ustatkować i ogarnąć swoje życie. Wiecznie przecież nie może być niezdecydowana. Gdyby nie błędy, które popełniła, mogliby być parą o wiele wcześniej. Ale być może gdyby nie te błędy, nie doceniłaby uczucia, które ich łączy, co stanęłoby im na drodze do szczęścia. Najważniejsze, że wszystko skończyło się jednak dobrze.


Następnego ranka, zgodnie z poleceniem komendanta wojewódzkiego, Radek stawił się w jego biurze. Pech chciał, że zaspał i przyjechał spóźniony. Usiadł naprzeciw niego i czekał, aż usłyszy nowe informacje, co komendant zamierza zrobić z tą sprawą. Miał nadzieję, że zostanie przywrócony na stanowisko. A wtedy Sebastian pożałuje, że kiedykolwiek wszedł mu w drogę...
- Dwanaście minut spóźnienia – mruknął spoglądając na zegarek
- Przepraszam – odparł z udawaną skruchą
- Jak ja mam to odczytać? Lekceważenie obowiązków? A może pana nie interesuje, jaki los czeka jego karierę zawodową? - irytował się
- Ależ oczywiście, że interesuje! - zareagował natychmiast
- Dobrze, nie wnikam co pana zatrzymało. Kolejka w sklepie, tankowanie na stacji czy kolejna kobieta, nie interesuje mnie to – oznajmił – Przejdę od razu do sedna.
- Zamieniam się w słuch – jego zainteresowanie momentalnie wzrosło. Mentalnie przygotowywał się do usłyszenia dobrej wiadomości. Innej możliwości nie widział.
- Mam dla pana propozycję nie do odrzucenia – wyraźnie zaakcentował trzy ostatnie wyrazy, podkreślając tym, że nie przyjmuje odmowy i nie chce słyszeć jakichkolwiek narzekań, jęków niezadowolenia.
- Tak? - spytał zaciekawiony. Siedział jak na szpilkach.
- Nadal będzie pan komendantem...
- Dziękuję panu! - wciął mu się w zdanie. Komendant wojewódzki rzucił zaledwie jedno ostre spojrzenie. Wystarczyło to, by Radek uspokoił się i pozwolił mu kontynuować.
- ...ale w Braniewie – dokończył, z trudem zachowując powagę. Mina policjanta była warta każdych pieniędzy. Jeszcze nikt tak nie utarł mu nosa. Szkoda, że komisarze z Pomorskiej tego nie widzieli.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale! - uderzył pięścią w biurko – Nie potrzebuję rozgłosu w tej sprawie, dlatego zdecydowałem się na najlepsze wyjście. Ma pan wybór: Braniewo albo szuka pan nowej pracy – postawił sprawę jasno
- Gdzie to w ogóle jest? - spytał zdezorientowany. Komendant wojewódzki wstał, podszedł do niego i poklepał po ramieniu.
- Pańscy nowi podwładni mają dla pana prezent – rzucił tajemniczo, zignorowawszy jego pytanie
- Naprawdę? To miło z ich strony – uśmiechnął się. Mężczyzna postanowił nie psuć mu humoru i nie powiedział, co dla niego przygotowali. Mianowicie, kupili mu mapę miasta.
- Dokumenty przygotuję na jutro. O 10:00 proszę zgłosić się po odbiór. Tylko punktualnie – zastrzegł. Radek uścisnął jego dłoń i z mieszanymi uczuciami opuścił gabinet. Komendant usiadł z powrotem na swój fotel.
- No to teraz pozostaje tylko wybrać nowego komendanta dla Pomorskiej – zacierał ręce. Miał już upatrzonego kandydata. Sądził, że spisze się on doskonale i spełni pokładane w nim nadzieje.
--------
Co do tej listy scenków, o której niektóre osoby wspomniały: na blogspocie też jest możliwe dodanie takiej listy, lecz nie ma gotowego szablonu, jak np. na onecie. Pomyślę o tym w wolnej chwili. Uważam jednak, iż nie jest ona konieczna, gdyż archiwum jest w podobnej formie, tylko że trzeba sobie rozwinąć miesiąc i wtedy szukać scenka.
Następna część ukaże się jutro.

poniedziałek, 14 maja 2012

V. Scen nr 114


Dochodziła godzina dwudziesta druga. Marta postanowiła jak najszybciej porozmawiać z Aśką, póki ma na to siłę. Udało się jej odciągnąć swoją uwagę od ukochanego i choć przez chwilę skoncentować się na przekonaniu siostry do powrotu do Krakowa. Miała nadzieję, że blondynka zgodzi się wyznać Sebastianowi prawdę. Z racji, że nie potrafiła ułożyć sobie w myślach szablonu rozmowy, postanowiła odpowiadać spontanicznie.
- Marta? Co tak późno dzwonisz? - zdziwiła się. Było kilka minut przed godziną dwudziestą drugą.
- To pilna sprawa. Słuchaj, Sebastian wyjeżdża do Włoch – rzuciła prosto z mostu
- No i co z tego? - spytała lekceważąco
- Nie udawaj, że cię to nie obchodzi. Przecież go kochasz. I masz z nim dziecko. A on jako jego ojciec ma prawo wiedzieć, ma prawo się z nim widywać – tłumaczyła
- Czego ode mnie oczekujesz? - zirytowała się. Wyjechała, by o tym zapomnieć, a brunetka skutecznie jej to utrudniała.
- Wróc tutaj. On także cię kocha. Chce z tobą stworzyć poważny związek – argumentowała
- Gdyby chciał to nie uciekałby do Włoch – wykręciła się sprytnie
- Nie wie co się z tobą dzieje, gdzie się podziewasz, czy jeszcze o nim myślisz. I ma niby czekać z otwartymi ramionami aż łaskawie go odwiedzisz? Proszę cię, każdy ma swoją cierpliwość – przewróciła oczami. Asia robiła wszystko, byle tylko utrzymać, że ma rację.
- Gdyby chciał, to by się dowiedział. Gdyby koczował na twojej wycieraczce to pewnie byś mu powiedziała – stwierdziła kąśliwie
- Może jeszcze ma przyjść do ciebie na kolanach, by ci udowodnić, że mu na tobie zależy, co? - poczerwieniała ze złości. Tym razem przesadziła. Zbyt wiele sobie wyobrażała, miała za duże mniemanie o sobie.
- W sumie to dlaczego nie? Dobry pomysł – zaśmiała się
- Słuchaj, ja teraz nie żartuję. Albo jutro zjawisz się w Krakowie i spotkasz się z Sebastianem, albo osobiście po ciebie przyjadę, właduję cię do bagażnika i tu przywiozę. Jasne?! - zagroziła. Joasia aż zaniemówiła. Nie spodziewała się takich słów od siostry.
- Będę – tylko tyle zdołała wykrztusić
- To cześć, do zobaczenia – pożegnała ją. Rozłączyła się i wróciła pod salę, w której leżał Maciek. Spojrzała na niego przez szybę. Leżał blady na łóżku, podłączony do wielu urządzeń, monitorujących pracę jego narządów. Wbiła wzrok w podłogę i westchnęła ciężko.
- Jedź do domu, wyśpij się – poradziła Ania – Dzisiaj na pewno się nie wybudzi
- No dobrze – mruknęła, po dłuższej chwili zawahania – Mogłabyś mnie odwieźć? - poprosiła przyjaciółkę.
- No jasne – objęła ją ramieniem i zaprowadziła do samochodu

Następnego dnia, z samego rana, kobieta wzięła szybki prysznic i pojechała od razu do szpitala. Maciek jeszcze spał. Czuwała przy nim, wspominając wspólnie spędzone chwile. Chciała, żeby był przy nim ktoś bliski, gdy się obudzi. Około godziny jedenastej głód bardzo jej doskwierał. No tak, przecież nie jadła nic od wczorajszego wieczora. Wyszła do bufetu na niecały kwadrans, by coś przekąsić. Kiedy wracała, zobaczyła, że wokół niego kręcą się lekarze. Zaniepokoiła się.  Pierwsza myśl – coś jest nie tak. Mimo to, gdzieś w sercu tliła się iskierka nadziei, że już się wybudził i stąd to zamieszanie. I na szczęście to ta optymistyczna wersja była prawdziwa. Lekarze po prostu wykonywali rutynowe badania i testy.
- Mogę do niego wejść? - spojrzała błagalnie na lekarza, gdy ten wychodził z sali
- Jest bardzo słaby, ale... pytał o panią. Nie mam serca odmówić. Tylko proszę go nie przemęczać – zalecił
- Już ja o niego zadbam – zapewniła. Z szerokim uśmiechem na twarzy, pewnym krokiem podeszła do łóżka. Delikatnie musnął palcami jej dłoń.
- Uratowałeś mi życie – wyszpetała wzruszona. Starała się nie rozkleić, lecz to było silniejsze od niej. Usiadła na skraju łóżka i pozwoliła łzom płynąć.
- Nie płacz. Jak bym miał chusteczkę, to z chęcią bym ci ją podał – rzucił z uśmiechem
- Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła – wyznała przez łzy
- Nie miałabyś z kim się kłócić? - zażartował
- Humor ci dopisuje – zauważyła – To dobry znak
- Wiesz co? Jak już mi wybaczyłaś wtedy, to pomyślałem, że mogę już spokojnie umierać – wyjawił – ale potem zdałem sobie sprawę, że na tamtym świecie nudno mi tam będzie bez ciebie i wolałem tu zostać
- Proszę cię, nawet tak nie mów – upomniała go – Masz żyć, być tu ze mną! - otarła mokre policzki
- Kiedy mnie stąd wypiszą? - wypalił nagle. Brunetka wbiła w niego wzrok, nie ukrywając zdumienia.
- Żartujesz, prawda? - pokręciła głową z uśmiechem
- Nie, mówię całkiem poważnie – puścił do niej oczko.
- Chyba nie tak prędko. Jesteś dopiero co po operacji, musisz odzyskać siły – zamilkła na chwilę – I ani mi się waż wypisywać na własne żądanie. Nie ma sensu niepotrzebnie narażać zdrowia, jasne? - zastrzegła
- Nie musisz się martwić, teraz już będzie tylko lepiej – zapewnił. Nie była w stanie wytłumaczyć dlaczego się uspokoiła, ale tak po prostu uwierzyła w te słowa, odstawiając wszystkie troski na bok.

Nadszedł wieczór. Sebastian wrócił do domu z zakupów i właśnie rozpoczynał wypakowywanie ich. Przy okazji postanowił schować umyte rano sztućce do szuflady. Wziął je do ręki i po zaledwie jednym kroku na podłogę spadł mu jeden z noży.
- Ktoś głodny przyjdzie – mruknął dla żartów. Nie wierzył w przesądy. Dokończył rozpakowywanie siatek z zakupami i zabrał się za gotowanie. Przygotował sobie zupę pomidorową. Kiedy skończył, usłyszał pukanie do drzwi. Wyłączył gaz i podszedł do drzwi. Otworzył je z rozmachem, spodziewając się, że ujrzy Kubę lub Rafała.
- Asia? - wyszpetał zdumiony. Nie dowierzał własnym oczom. Oto kobieta, którą kochał, za którą tęsknił, która nie pozwalała mu się ze sobą skontaktować, teraz stała tuż przed nim.
--------
No tak, tak się zachwyciłem przeniesieniem bloga, że aż zapomniałem dopisać, kiedy następna część. Ale chyba się domyśliliście, co? ;> Mam prośbę do dwóch osób, które w ankiecie oddały głos na opcję z wybraniem innego serwisu, aby w komentarzu wyjaśniły mi, dlaczego miałbym wybrać inny serwis. Po prostu jestem ciekaw tych powodów.
Następna część ukaże się jutro.

niedziela, 13 maja 2012

V. Scen nr 113


Maciek od razu został przewieziony na salę operacyjną. Marta usiadła na krześle i cierpliwie czekała na jakiekolwiek wieści.
- Jest silny, wyjdzie z tego – powtarzała sobie. Kilkanaście minut później dołączyli do niej Ania i Kuba. Kobieta usiadła obok brunetki i pocieszała ją, natomiast mężczyzna chodził nerwowo to w jedną, to w drugą stronę.
- To moja wina – wyznała. Przyjaciele spojrzeli na nią pytająco – Gdyby mnie nie odepchnął, to ja bym dostała kulkę, nie on.
- Nie obwiniaj się. Każdy na jego miejscu postąpiłby tak samo. On to zrobił z miłości, chciał cię uchronić – wytłumaczyła
- Tak, ale gdybym nie wykrzyczała w nerwach, że jest policjantem, może by nie doszło do tej sytuacji – Kuba zatrzymał się i spojrzał groźnie na brunetkę. Jednak zobaczywszy, jak bardzo jest tym przybita, nie miał serca robić wymówek i dobijać ją. No cóż, stało się. Poszukiwania Szadiego zostały już zarządzone, więc to nie było teraz największym problemem dla nich.
- Wiesz że Sebastian chce wyjechać do Włoch? - wypalił nagle. Marta podniosła głowę i spojrzała na niego zdumiona.
- Wyjechać? Ale dlaczego?
- Przez Aśkę. On cały czas miał nadzieję, że będą razem. Ale teraz jej tu już nie ma, więc sądzi, że to niemożliwe – wyjaśnił. Brunetka ukryła twarz w dłoniach. Jeśli Sebastian wyjedzie, to już nawet nie ma co się łudzić, że będzie z Asią. A ona zostanie sama z dzieckiem. Świetnie, wręcz zajebiście. Nie, na to nie może pozwolić.
- Pogadam z nią później – oznajmiła. Teraz nie byłaby w stanie skupić się na tym, jak skłonić siostrę do powrotu. Najważniejsze było, by operacja się udała. Długo jeszcze musieli czekać. Dopiero po około dwóch godzinach wywieziono go do sali pooperacyjnej. Marta zerwała się z miejsca i podbiegła do lekarza.
- Panie doktorze, co z nim? - spytała zaniepokojona.
- Pani jest kimś z rodziny? - rzucił podejrzliwie
- Jestem jego narzeczoną – oznajmiła pewnie. Powoli narastała jej irytacja, kiedy lekarz kiwał lekko głową, zamiast jej odpowiedzieć.
- Stan jest ciężki, ale stabilny. Kula złamała dwa żebra i przebiła płuca – zakomunikował, spoglądając na nią. Jej twarz zrobiła się blada jak ściana.
- Wyjdzie z tego? - powiedziała słabo
- Zobaczymy. Najbliższe godziny będą decydujące – kobieta wzięła głęboki oddech i odeszła. Wróciła do przyjaciół, by przekazać im wiadomości.

Następnego dnia, swoją obecnością komendę przy Pomorskiej zaszczycił komendant wojewódzki. Sebastian uśmiechnął się do samego siebie i w zdecydowanie lepszym humorze zabrał się za raporty. Radek siedział już w swoim biurze i właśnie rozmawiał z kochanką, kiedy usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę! - zawołał, zakrywając słuchawkę – Muszę już kończyć, pa – odłożył słuchawkę
- Witam podkomisarzu Brzóska. Co tam dobrego u was słychać? - usiadł naprzeciw niego
- Dobrze, dziękuję. Może kawy? - zaproponował grzecznie
- Piłem już dzisiaj – jego ton stał się nagle zimny i nieprzyjemny – Nie będę owijał w bawełnę, powiem wprost: Dostałem na pana donos, że molestuje pan pracownice – przeszedł do sedna sprawy
- Aspirant Badyl – przeszło mu przez myśl
- Co wy na to, komendancie? Macie mi coś do wyjaśnienia? - dopytywał się nerwowo. Wyglądało na to, że uwierzył w treść pisma, które otrzymał.
- To jakieś absurdalne pomówienia! - wykrztusił po chwili
- Mówcie mi to prawdę, ale już! - uderzył pięścią w biurko – Nie chcę mieć przez ciebie wewnętrznych na głowie, rozumiesz?
- Oczywiście, ale to nie jest prawda! Ktoś mi po prostu chce podłożyć świnię i to wymyślił. To jakiś spisek! - bronił się Radek
- Czyli mam słowo przeciw słowu – stwierdził po chwili namysłu
- No chyba pan nie wierzy jakiemuś zakompleksionemu sierżantowi, który zazdrości mi stanowiska – oburzył się
- Nieważne komu wierzę. Procedury są procedurami i muszę ich przestrzegać. Za jedno małe niedopatrzenie możesz już wylecieć – tłumaczył
- Do wyjaśnienia muszę pana zawiesić – przedstawił sprawę jasno – Proszę oddać odznakę i broń – wściekły Radek wykonał polecenie, trochę aż nazbyt demonstrując swoje niezadowolenie. Komendant wojewódzki to jednak zignorował i kazał opuścić mu gabinet.
- Skaranie boskie z tą komendą... - pokręcił głową. Znów musiał wyznaczyć zastępcę. Tym razem nie chciał wybierać Tomka, gdyż ostatnio nie był w pełni zadowolony z jego działań. Wtedy ktoś zapukał. Przewrócił oczami i podszedł do drzwi.
- Tak? - otworzył i ujrzał przed sobą Sebastiana
- Czy mogę zająć panu chwilę?
- Proszę – wpuścił go do środka. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że to on poinformował go o wyczynach Radka.
- Jeśli można, to chciałbym zasugerować panu pewne rozwiązanie całej tej sprawy z obecnym komendantem, komisarzem Brzóską – oznajmił spokojnie, lekko podenerwowany, jaka będzie jego reakcja. W końcu był wyższy stopniem i trochę głupio było mu podpowiadać, ale postanowił spróbować.
- Mówcie aspirancie – ponaglił go, gdy na chwilę zamilknął
- Rozgłos w tej sprawie jest niepotrzebny, prawda? Myślę, że wszystko mogłoby się rozejść po kościach, gdyby komisarz Brzóska wyjechał. Rozumie pan, gdyby dostał przeniesienie w inną część kraju. A tutaj... mógłby pan przysłać wreszcie normalną osobę – komendant wojewódzki spojrzał na niego groźnie
- I pan mi to proponuje? - nie spuszczał z niego wzroku
- No... można powiedzieć że tak – odparł nieśmiało. Mężczyzna zaniemówił z wrażenia. Niepokój u Sebastiana z każdą chwilą narastał.
- Gratuluję odwagi – mruknął. Komisarz nie wiedział czy to dobry znak, czy zły – Zaproponował pan naprawdę świetne rozwiązanie
- Cieszę się, że mogłem pomóc – odpowiedział skromnie, będąc w szoku, że komendantowi spodobała się jego propozycja.
- A może poleciłby pan kogoś na komendanta waszej komendy? - spytał podchwytliwe. Był bardzo ciekawy, jakiej odpowiedzi udzieli.
- Myślę, że Rafał mógłby spróbować się w tej roli. Jest naprawdę dobrym, solidnym, inteligentnym policjantem, a co najważniejsze, jest sprawiedliwy – chwalił przyjaciela.
- Dobrze, dziękuję. Zastanowię się nad jego kandydaturą – zapewnił komendant. Sebastian z uśmiechem na twarzy opuścił gabinet. Miał nadzieję, że pozbył się Radka raz na zawsze.