wtorek, 17 listopada 2015

Uczuciowa pułapka cz. 3

          Niezadowolony Sebastian bez entuzjazmu pojawił się w piątek na ósmej lekcji na konsultacjach z matematyki, by poprawić ocenę ze sprawdzianu. Nie był najlepiej przygotowany, dlatego w razie czego przygotował sobie ściągę, choć obawiał się że tutaj będzie trudniej z niej skorzystać niż podczas zwykłej lekcji. Tu będzie tylko kilka osób, co zwiększało nauczycielce pole widzenia. Chciał to jak najszybciej mieć za sobą.
W sali oprócz niego były jeszcze cztery osoby. Marcin Herański z jego klasy, można by rzec że stały bywalec konsultacji, po niemal każdym sprawdzianie przychodził na poprawę. Po jego lewej stronie w rzędzie pod oknami siedział jakiś chłopak z III „a”, zaś w pierwszej ławce dwie dziewczyny – blondynka i brunetka.
- Ale się dobrały – uśmiechnął się pod nosem
W pierwszej chwili pomyślał że one też na poprawę i że matematyczka zaraz je przesadzi. Z czasem okazało się jednak iż dziewczyny przygotowują się do konkursu. O ile brunetkę kojarzył z widzenia, blondynki za nic w świecie nie mógł sobie przypomnieć. Pisał swój sprawdzian, ale co chwilę zerkał na dziewczyny. Sam nie wiedział dlaczego go zainteresowały. W końcu jedna z nich została wywołana do tablicy. Zaczęła rozwiązywać zadanie, zapisywała kolejne cyfry i znaki, ale wciąż była daleko od rozwiązania.
- Ewa, poczekaj – nauczycielka podeszła do niej i zaczęła coś tłumaczyć. Odwróciła się przodem do tablicy, co Sebastian postanowił wykorzystać. Szybkim ruchem ręki wyciągnął ściągę z rękawa, odszukał szybko potrzebne wzory, spisał je do brudnopisu i schował karteczkę do kieszeni. Dopiero wtedy zauważył że blondynka go obserwuje. Teraz mógł się jej dokładniej przyjrzeć. Tak, widział ją już kilka razy na korytarzu. Miała bladą cerę, dziecięce rysy twarzy, ale dzięki temu wyglądała uroczo. Miała też ładne, niebieskie oczy. Sebastian rzucił jej błagalne spojrzenie. Skinęła lekko głową i powoli odwróciła się w stronę tablicy. Mimo to nie odetchnął z ulgą. Nie wiedział co dziewczyna zrobi później. Na wszelki wypadek zaczekał do końca lekcji z oddaniem sprawdzianu. Bał się że kiedy wyjdzie to blondwłosa powie nauczycielce co widziała.
Wychodząc ze szkoły zobaczył ją kilka kroków przed sobą. Niewiele myśląc przyspieszył. Podbiegł do niej.
- Hej – rzucił, kiedy zrównali się ze sobą – Dzięki że nic nie powiedziałaś.
- W porządku, to nie moja sprawa – odpowiedziała nawet nie odwracając głowy w jego stronę
- Idziesz w tamtą stronę? - pokazał ręką na wprost – To świetnie, ja też.
Zatrzymała się, spojrzała na niego zdumiona i uniosła brwi.
- Yyy, nie? Skręcam w prawo. Cześć – powiedziała chłodno, po czym odwróciła się na pięcie
- Hej, poczekaj! - zawołał – Powiedz chociaż jak masz na imię.
- Joanna, dla znajomych Asia. Ale dla ciebie Joanna.
- Ładnie – uśmiechnął się, lecz ona nie zwróciła na to uwagi i poszła w swoją stronę. Sebastian stał jeszcze przez chwilę odprowadzając wzrokiem smukłą sylwetkę dziewczyny. Nigdy wcześniej nie zwrócił na nią uwagi i to chyba był błąd.
- Niezła jest – przyznał po chwili – Ładna i taka zadziorna. Ma charakter dziewczyna.

          Z trudem wytrzymał do poniedziałku. Chciał jak najszybciej opowiedzieć Maćkowi o dziewczynie, która tak nagle i niespodziewanie wbiła się do jego umysłu i nie chciała z niego wyjść. Coraz więcej o niej myślał, a tym samym coraz bardziej chciał ją poderwać. Miała w sobie coś, co go pociągało. Była taka zdecydowana, pewna siebie, a do tego ładna.
- A mówią że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje – stwierdził Maciek, kiedy wysłuchał przyjaciela
- Miłość – powtórzył drwiąco – Jaka miłość, chłopie... Miłości nie ma...
- ...jest matematyka – dokończył za niego
- No w sumie – zastanowił się przez chwilę – Dzięki matmie się poznaliśmy.
- Dobra, która to?
- Wiesz co... nie widzę jej tutaj. Ale przejdziemy się po szkole i na pewno gdzieś ją znajdziemy.
Maciek tylko westchnął ciężko. Nie podobał mu się pomysł chodzenia po całym budynku i szukania tej tajemniczej blondwłosej piękności. Nie rozumiał całej tej fascynacji Sebastiana. Nie rozumiał dlaczego tak bardzo chciałby z nią chodzić, przecież jemu zależało tylko na tym by się z nią przespać. Czy warto było biegać za dziewczyną miesiącami tylko dla kilku chwil przyjemności z nią spędzonych? A potem zostać przez nią znienawidzony? Ale to było życie Sebastiana, jego sprawa. Jeśli chciał tak postępować, proszę bardzo. Nie miał przecież prawa by mu tego zabronić. Mógł się jedynie z tym nie zgadzać. Kiedyś mu o tym powiedział, ale brunet zaczął wtedy tłumaczyć dlaczego uważa związki za bezsensowne. Według niego wszystko sprowadzało się do zaspokojenia potrzeb, a małżeństwa były wynikiem przyzwyczajenia do konkretnego partnera bądź partnerki oraz dzieleniem codziennych obowiązków takich jak zakupy, pranie, sprzątanie, gotowanie, prasowanie czy najważniejsze – zarabianie pieniędzy. Oczywistym było że lepiej będzie opłacić mieszkanie z dwóch pensji niż z jednej.
- O, jest – głos Sebastiana wyrwał go z zamyślenia – Ta chuda blondi.
Maciek zmrużył oczy, pokiwał głową i zawrócił. Nie musiał się jej przyglądać.
- Ej, co jest? Znasz ją? - dopytywał brunet zaskoczony reakcją kolegi
- Znam. Odpuść ją sobie.
Zamilkli na chwilę obaj. Do Sebastiana zaczęły docierać najgorsze scenariusze. Nie chciał z niej rezygnować, ale jeśli Maciek już coś do niej czuł to musiałby odpuścić.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć że wy coś razem... - zasugerował z niepokojem w głosie
- Zwariowałeś? Do takiej nigdy bym nie startował.
- Ale co? Nie podoba ci się czy co?
- Nie no, nawet ładna jest – przyznał szczerze – Ale to wszechwiedząca, zarozumiała, egocentryczna, rozpieszczona kujonka.
- No i co z tego? - uśmiechnął się pobłażliwie – Wyzwanie.
- Przecież to nie twój typ.
- Na pewno nie jest taka zła jak mówisz. Po prostu dała ci kiedyś popalić i dlatego jej nie lubisz - rzucił pierwsze wyjaśnienie jakie przyszło mu na myśl, ale po minie Maćka zauważył że jest w tym trochę prawdy - Czekaj, czekaj. Przecież ona chodzi na to kółko matematyczne.
- Szkoda że nie na różańcowe – wypalił ironicznie, mimo że sam rok temu uczęszczał na dodatkowe zajęcia z matematyki
- To tam się spotkaliście – szybko domyślił się jak było – I tam okazała się lepsza. I to cię boli, co?
- Możemy o tym nie gadać?
- Ale Maciek, porażka to żaden wstyd – poklepał go po ramieniu – To jak ona się nazywa i do jakiej klasy chodzi?
- Aśka Mizialska, klasa II „b”. Powodzenia.
- No co? Ja nie dam rady? - uśmiechnął się, nie zdając sobie jeszcze sprawy przed jakim wyzwaniem stoi
- Najlepiej zaproś ją na randkę do biblioteki, bo od książek to jej nie oderwiesz – zażartował
- Ze mną wyjdzie na ludzi.

           Mimo że za pierwszym razem nie wypadł najlepiej, postanowił spróbować drugi raz. Jednak teraz bogatszy o nową wiedzę opracował strategię, którą miał ocieplić swój wizerunek w oczach dziewczyny. Wiedział że musi znaleźć z nią jakąś wspólną cechę. Miał tylko nadzieję że Maciek się na niego nie obrazi gdy dowie się co o nim powiedział...
- Cześć Asiu – zagadnął do niej na następnej przerwie. Dziewczyna odwróciła głowę i westchnęła na jego widok.
- Dla ciebie Joanno.
- Skoro tak chcesz, Joanno – uśmiechnął się – Jesteś dobra z matmy, prawda? Co ja gadam. Najlepsza jesteś.
Przechyliła głowę i skrzyżowała ręce na piersi. Milczała przez chwilę, czekając na kolejne komplementy.
- No wiesz, widziałem cię w akcji w piątek. Robi wrażenie.
- Nie jestem herbatą – powiedziała spokojnie, wprawiając Sebastiana w zakłopotanie
- Co? Ale dlaczego herbatą? Nie rozumiem.
- No bo tak mi słodzisz i słodzisz... Pewnie masz spory zapas cukru, co nie?
Uśmiechnął się do niej. Dziwnie się poczuł, ale nie zamierzał się poddać.
- Mam do ciebie prośbę. Pomożesz mi z zadaniem z matmy? Nie mogę go rozwiązać, a za chwilę lekcja. Nie chcę dostać kolejnej jedynki. Proszę cię, Asi... Joanno.
- A Maciek Koźniak? Chodzicie do jednej klasy, podobno jest taki dobry.
- Koleguję się z Maćkiem – przyznał – Ale jeśli chodzi o matmę... Wcale nie jest taki dobry jak się wydaje. Tylko się przechwala że nie wiadomo co to on, a tak naprawdę jak przychodzi co do czego to średniak. I nie umie tłumaczyć.
Ciężko mu było tak mówić o przyjacielu, ale tylko w ten sposób mógł przekonać Joannę. Dziewczyna wahała się jeszcze przez chwilę, po czym wzięła swoją torbę i ruszyła razem z nim w kierunku schodów.
- Masz szczęście że mam dobre serce.

środa, 11 listopada 2015

Uczuciowa pułapka cz. 2

           Maciek musiał przyznać że Ewelina to jednak fajna dziewczyna. Wcześniej nie znali się zbyt dobrze, w szkole raczej nie mieli okazji by ze sobą pogadać. Jednak potem poszła ona spędzić trochę czasu z innymi kolegami, ale czarnowłosy, ośmielony po tańcu z nią, postanowił spróbować drugi raz. Nawet nie zauważył kiedy przestał się nad sobą użalać i zaczynał naprawdę dobrze bawić.
Tymczasem Sebastian bezskutecznie próbował pozbyć się towarzystwa Izy. Cały czas z nim tańczyła, nie dopuszczała do niego innych dziewczyn, a kiedy on szedł się napić to ona razem z nim. Obiecała sobie że go zdobędzie i że stanie się to jeszcze na tej imprezie. Podobał się jej. Nie zamierzała z niego rezygnować, tym bardziej że obecnie nie miał żadnej dziewczyny. Musiała wykorzystać okazję.
- Iza, do cholery... - nie wytrzymał już po jakimś czasie, kiedy razem z nim wyszła na papierosa, mimo iż nie paliła – Czemu za mną ciągle łazisz?
- Ja? - zrobiła niewinną minę – No chyba nie chcesz mi powiedzieć że źle ci w moim towarzystwie.
Dokładnie tak myślał, ale nie chciał urazić dziewczyny. Fakt, była wredna, ale i tak nie chciał jej źle potraktować. Chciałby jakoś delikatnie jej to wyjaśnić, ale nie tak dobitnie, wprost.
- Nie, ale... No wiesz, nie jesteśmy sami na tej imprezie. Są inne dziewczyny, z nimi też chciałbym chwilę potańczyć. Są koledzy, chciałbym z nimi trochę pogadać, wypić.
- No ale po co? Masz przecież mnie – uśmiechnęła się zalotnie
- Co za dużo to nie zdrowo – rzucił pół żartem, pół serio
- Lubisz mnie?
Właśnie na to pytanie wolałby nie odpowiadać. Może jednak lepiej było powiedzieć jej prawdę, mimo że była ona bolesna? No i w końcu miałby spokój! Nie zdążył jednak nic powiedzieć, bowiem to ona się odezwała.
- Bo ja ciebie to bardzo – zrobiła krok w jego stronę – Wiesz, jesteś taki fajny, przystojny, wyluzowany...
- Jak większość chłopaków – odparł skromnie, nie domyślając się do czego zmierza rudowłosa
- Nie, nie – pokręciła lekko głową – Ty masz w sobie coś...
Nie dokończyła, ponieważ wspięła się na palce, zarzuciła mu ręce na szyję i pocałowała go. Przez chwilę nie reagował zaskoczony. Kiedy jednak dotarło do niego co się dzieje, natychmiast ją odepchnął, omal nie przypalając jej ręki papierosem.
- Co to było? - tym razem nie krył już swego oburzenia jej zachowaniem
- Nie podobało ci się?
- Ani trochę – warknął – I jeśli chcesz mi powiedzieć że wydawało ci się że tego chce to mówię ci że źle ci się wydawało. Chciałem być po prostu miły, jakoś delikatnie powiedzieć ci żebyś w końcu się odczepiła, ale do ciebie nic nie dociera. Przykleiłaś się do mnie jak gówno do podeszwy buta.
- Wiesz co? Jesteś okropny! Ja tu się staram żeby było ci miło, a ty mi się tak odwdzięczasz...
- Nie prosiłem cię o to.
- A idź w cholerę – machnęła ręką i wróciła do środka. Sebastianowi ulżyło. W końcu sobie poszła. Nie mógł już dłużej wytrzymać jej towarzystwa, musiał wybuchnąć. Dokończył palić papierosa i także wszedł do domu. Rozejrzał się dookoła, poszukując wzrokiem Maćka. Za trzecim razem go dostrzegł. Tańczył z Beatą, chociaż ciężko to było nazwać tańcem. Raczej podskakiwali radośnie w rytm muzyki, co jakiś czas łapiąc się za ręce i obracając w kółeczku o 180 stopni. Najważniejsze jednak że dobrze się bawili.

           Po weekendzie, po imprezie urodzinowej Eweliny klasa III „c” pisała sprawdzian z matematyki. I to już na drugiej lekcji! W poniedziałek! Naturalną koleją rzeczy było że większość osób się nie przygotowało, toteż mieli skromne oczekiwania – byle zdobyć minimalną liczbę punktów na ocenę pozytywną. Sebastianowi jednak nie szło najlepiej. Nie mógł się skupić, zadania wydawały się wyjątkowo trudne. Już trzy razy czytał polecenie i za każdym razem brzmiało ono abstrakcyjnie. Na szczęście Maciek, który dobrze sobie radził, napisał na kartce rozwiązanie i mu podsunął. Zrobił to akurat gdy nauczycielka odwróciła się plecami do nich. Wydawało się że z pomocą przyjaciela uda mu się wybrnąć z tarapatów, ale rozkojarzony wpisał rozwiązanie pod innym poleceniem. Nauczycielka nie mogła tego uznać, więc tydzień później odebrał ocenę niedostateczną.
- Ja pieprzę – łapał się za głowę, nie wierząc że mógł popełnić tak banalny błąd – Ale ze mnie idiota.
- Zdarza się – Maciek nie bardzo wiedział co ma powiedzieć – Pójdziesz, poprawisz i z głowy.
- A wiesz kiedy są konsultacje z matmy?
- No kiedy?
- Piątek, ósma lekcja. Rozumiesz to? Przed samym weekendem, do piętnastej w szkole, tylko po to żeby zaliczyć jakiś pieprzony sprawdzian – irytował się – Ale sam jestem sobie winien. Jak mogłem nie zauważyć że piszę pod innym poleceniem... - pokręcił głową
Na przerwie poszli zapalić. Brunet musiał odreagować to czego dowiedział się na lekcji matematyki. Wciąż wyrzucał sobie własną głupotę i nieuwagę. A najgorsze było chyba jednak to, że naprawdę musiał nauczyć się na ten sprawdzian. Na konsultacjach nie będzie miał obok siebie Maćka, który zawsze coś mu podpowiedział, gdy pojawiała się taka potrzeba. Tam będzie zdany tylko i wyłącznie na swoje umiejętności bądź intuicję.
- Ty, Seba. A co ta Iza tak na ciebie patrzy jakby zaraz z jej oczu miały wyjść takie lasery? - zaśmiał się chwilę po tym jak przechodziła obok
- A wiesz, na urodzinach Eweliny cały czas za mną łaziła to się wkurzyłem i powiedziałem wprost że ma się odczepić. A że się obraziła... w dupie to mam.
- Ona chyba na ciebie leci.
- Kto? Iza?
- Nie kuźwa, matematyczka. Oczywiście że Iza.
- Skąd ten pomysł?
- Beata tak twierdzi. Ale mówi że szkoda ciebie na tę wredotę. I wiesz co myślę? Ma 107% racji.
- Weź przestań – oburzył się, ale tylko w żartach – Za kogo wy mnie macie? Że ja bym chciał chodzić z taką Izą? Z tym rudzielcem? No proszę cię – uśmiechnął się z politowaniem – No fakt, brzydka nie jest, ale ona jest pier-dol-nię-ta – specjalnie przesylabował wyraz, by zaakcentować jego znaczenie w tym zdaniu – Mnie takie pustaki nie interesują.
- No i to samo jej powiedziałem.
Na lekcję języka polskiego dotarli lekko spóźnieni. Nauczycielka, a zarazem wychowaczyni klasy, pani Góralska, zdecydowanie nie tolerowała spóźnień. Papierosów także nie, a co gorsza dla Maćka i Sebastiana, od razu wyczuła ich zapach, gdy podeszła bliżej. Około czterdziestoletnia, niewysoka kobieta o kasztanowych prostych włosach stanęła naprzeciw nich i skrzyżowała ręce na piersi.
- Panowie mają mi coś do powiedzenia? – powiedziała swoim sennym, cichym głosem
- Przepraszamy za spóźnienie – odezwał się Maciek, wyprzedzając Sebastiana, by ten nie wdał się w dyskusję
- Coś jeszcze? Papieroski były, prawda?
- Pełnoletni jesteśmy – zauważył brunet
- Jesteście przede wszystkim na terenie szkoły.
- Ale myśmy nie palili na terenie szkoły – ciemnowłosy sprytnie wybrnął
- Maciej, po tobie to w ogóle bym się nie spodziewała.
- No wie pani, trzeba się odstresować – wzruszył ramionami z uśmiechem
- Taaak? - uniosła brwi – A czym ty się tak stresujesz?
Tym razem Maciek nie zdołał uprzedzić Sebastiana. Stało się to, czego się obawiał. Brunet postanowił dopiec nauczycielce, która swoją dociekliwością i brakiem wyrozumiałości denerwowała wielu uczniów.
- Lekcją polskiego z panią – odparł, na co klasa wybuchnęła śmiechem. Maciek z trudem się powstrzymywał, mimo iż wiedział że za to im teraz nie odpuści
- Zabawne – mruknęła ze stoickim spokojem – W takim razie panowie żartownisie siądą sobie w pierwszej ławeczce – rozejrzała się po klasie – Dziewczyny, znajdźcie sobie jakieś nowe miejsce, a panowie od teraz, do końca szkoły będą tu siedzieć.
- Dobrze że to ostatni rok – tym razem to Maciek nie powstrzymał się od komentarza
- Słucham? - spytała pani Góralska
- Nie, nic.
- A teraz... - uśmiechnęła się tajemniczo, kiedy usiedli – Panowie wyciągną sobie karteczki i zapiszą pytania.
- Od rana ten dzień jest chujowy – szepnął Maćkowi na ucho – Tej Góralskiej to mąż chyba dawno nie przeorał w łóżku. W sumie to mu się nie dziwię.
Czarnowłosy uśmiechnął się i zacisnął zęby, powstrzymując od śmiechu. Widząc zadowolenie obu chłopaków polonistka zirytowała się bardziej, choć nie dała po sobie niczego poznać. Dała im najtrudniejsze pytania, jakie mogła dać z ostatnich trzech tematów. Wiedzieli już nie nic z tego nie będzie. Ale nie przejmowali się tym ani trochę. Obaj zgodnie stwierdzili że warto było błysnąć przed całą klasą i dopiec Góralskiej, nawet za cenę tej jedynki.

piątek, 6 listopada 2015

Uczuciowa pułapka cz. 1

            Było już trzy tygodnie po rozpoczęciu roku szkolnego. Większość uczniów klasy III „c”, która w maju przyszłego roku przystępowała do matury, miała już skończone 18 lat. Wśród nich był też Sebastian, wysoki, wesoły, sympatyczny i koleżeński brunet. Choć nie był szczególnie uzdolniony, a jego wygląd raczej nie wyróżniał się na tle innych, podobał się dziewczynom. Był towarzyski, śmiały, potrafił odpowiednio pokierować rozmową tak by zainteresować przedstawicielkę płci przeciwnej. Lubił kiedy jakaś dziewczyna zwracała na niego uwagę. Nie kierował się uczuciami, po prostu chciał dobrze się bawić i miło spędzać czas w dobrym towarzystwie. Większości pań to nie przeszkadzało, z czego Sebastian był zadowolony. Na razie nie wyobrażał sobie by mógł być w jakimś stałym związku, mieć wobec kogoś zobowiązania, które wymagałyby od niego odpowiedzialności. Nie czuł się jeszcze na to gotowy. Miał przecież dopiero 18 lat!
Dotychczas chodził z trzema dziewczynami – pierwszą była czarnowłosa Beata, która zaimponowała mu swoją otwartością i dystansem do życia. Po pewnym czasie chodził z Magdą, z którą przeżył swój pierwszy raz, ale ona z czasem zakochała się w innym chłopaku i zerwali. Sebastian nie przyznał się jej, lecz jemu także na rękę było to rozstanie, bowiem na oku miał już Kamilę. Z nią jednak do niczego nie doszło, bowiem nie miała za grosz inteligencji, a jedyne co mogła zaoferować chłopakowi to walory w postaci dużego biustu i jędrnych pośladków. Choć z zewnątrz mogło to wyglądać inaczej, Sebastian miał jednak swoje zasady. Nie rzucał się na każdą, która jest chętna i ma ładną buzię, duże piersi czy pupę. Jednocześnie nie mogła to być też dziewczyna, która wymagałaby od niego czegoś więcej. Po prostu chciał żeby oboje dobrze się bawili, miło spożytkowali czas, a potem każde bez wyrzutów odeszło w swoją stronę.
Także wśród męskiej części klasy Sebastian był lubiany. Zawsze można było z nim wyjść na piwo i pogadać na każdy temat. Można było odnieść wrażenie że nie podchodził do życia poważnie. Miał w sobie sporo luzu, dzięki czemu nie podejmował pochopnych decyzji, a także rzadko się denerwował.
- Idziesz na osiemnastkę do Eweliny? - zagadnął go na przerwie Maciek. Był on najlepszym przyjacielem Sebastiana, choć mało mieli ze sobą wspólnego. Łatwiej chyba było wytknąć różnice niż podobieństwa, które jedno, jedyne rzucało się w oczy od razu – obaj mieli ciemne włosy i byli podobnego wzrostu. Maciek miał jednak czarne i gęste włosy, Sebastian był krótko ścięty. Ten pierwszy był raczej typem samotnika, nie przepadał za tłumem, mało mówił o sobie, był nieśmiały w kontaktach z dziewczynami. Sebastian odnosił wrażenie że jego przyjaciel wstydzi się uczuć. Mimo to był inteligentny, odpowiedzialny i poważny. Potrafił się śmiać z samego siebie, choć w głębi duszy nie było mu do śmiechu. Po prostu nie chciał wyjść na gbura. Kiedy zdarzało mu się popełnić gafę, najchętniej schowałby się gdzieś pod ziemią i nie wychodził dopóki ludzie nie zapomną.
- No pewnie że tak. Impreza! - odparł entuzjastycznie
- Nie przeszkadza ci że tam będzie Magda ze swoim chłopakiem?
- Dlaczego miałoby?
- W końcu to twoja była?
- No i? Byliśmy ze sobą, dobrze się bawiliśmy, ale się skończyło. Ja poszedłem w swoją stronę, ona w swoją i tyle. Nie mieliśmy wobec siebie żadnych oczekiwań, rozstaliśmy się w dobrej atmosferze, więc? - wyjaśnił, nie rozumiejąc gdzie Maciek widzi problem – Nie ma powodów byśmy mieli siebie unikać. A ty?
- Sypialiście ze sobą – przypomniał, nie domyślając się że nie to brunet miał na myśli
- Pytam czy idziesz.
- No wiesz... - zawahał się przez chwilę – Chyba jednak zostanę w domu.
- Nie zaprosiła cię? - wytrzeszczył oczy ze zdumienia – No nie gadaj.
- Zaprosiła – bąknął pod nosem
- No to nad czym ty się chłopie zastanawiasz.
- Nie mam prezentu – wypalił nagle, doznawszy olśnienia
- Prezent – Sebastian się uśmiechnął – Kup jej stringi.
Maciek nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Od razu zorientował się że Sebastian go podpuszcza. Byłby głupi gdyby faktycznie posłuchał tej rady. Wyobraził sobie scenę, w której ich koleżanka rozpakowuje właśnie taki prezent. Ciekawe co by sobie pomyślała.
- Jeszcze bym dostał w pysk.
- A co, od niej byś nie chciał? Brzydka nie jest.
- Jak tobie się podoba to weź ją poderwij. Masz moje błogosławieństwo – wykonał szybki ruch ręką, przypominający gest krzyża
- A na serio to kupisz flaszkę albo wino dla dziewczyn i będzie okej. Oprócz Eweliny będzie przecież masa innych dziewczyn. No chyba mi nie powiesz że żadną z byś nie tańczył.
- Nie umiem tańczyć – uśmiechnął się, robiąc dobrą minę do złej gry
- Oj, no to pobujacie się w rytm muzyki. A potem byście porozmawiali, umówili się na kolejny raz i jeszcze jeden i... zostalibyście parą – nakreślał pozytywną wizję zdarzeń
- Ja tam dziewczyny do szczęścia nie potrzebuję.
- Jak by ci się taka laska przed tobą rozebrała... to byś poczuł różnicę – uśmiechnął się tajemniczo
- W spodniach? - również się uśmiechnął
- No... w spodniach też.
Tylko z Sebastianem Maciek mógł sobie pozwolić na tak swobodną rozmowę. Znali się już od czasów podstawówki, mieszkali na tym samym osiedlu, chodzili do tych samych szkół, do tych samych klas, ale nie zawsze siadali w jednej ławce, by nie spędzać razem przesadnie dużo czasu.
- Idziemy na szluga? - zaproponował czarnowłosy
- Czemu nie... Tylko że nie mam fajek – odparł smutno
- Ale ja mam, chodź.
O ile nikogo nie dziwiło że Sebastian pojawiał się za budynkiem sali gimnastycznej, gdzie zwykle zbierało się grono szkolnych palaczy, obecność Maćka wciąż była dla niektórych zaskoczeniem. Uchodził przecież za takiego cichego i spokojnego chłopaka, do którego nie pasują imprezy, alkohol czy papierosy. I tak też po części było – imprezy owszem, to nie jego styl, ale papierosy szybko polubił (niedawno zaczął palić), a w domu w weekend popijał sobie wieczorem piwo przed komputerem lub telewizorem. Wciąż myślał o tej imprezie urodzinowej. Niewiele osób go zapraszało, bowiem spodziewali się że nie przyjdzie. Tak też było. A może by tak zrobić wyjątek... Może nie będzie tak źle...
- Dobra, idę – rzucił nagle, gdy wracali do szkoły
- Co?
- Idę na te cholerne urodziny.
- No, brawo! Dobra decyzja!
- Tylko... jak ja mam się ubrać? - powiedział trochę ściszonym głosem. Wstydził się przyznać, że nie ma o tym bladego pojęcia.
- Normalnie, na luzie. Na przykład tak jak teraz.

            Maciek w ogóle nie potrafił sobie wyobrazić jak ta impreza może wyglądać. Sebastian na wszelki wypadek zaproponował że pójdą tam razem. Obawiał się że czarnowłosy nie będzie miał odwagi by o to poprosić, a że sam nie będzie się czuł pewnie to może nawet pomyśleć aby się wycofać. A na to Sebastian nie mógł pozwolić. Musiał go w końcu wyciągnąć z domu, musiał go wyciągnąć do ludzi, musiał mu pomóc. W końcu to był jego przyjaciel. Nie mógł go tak zostawić samemu sobie, żeby zmarnował w swoim pokoju najlepsze lata życia, kiedy jest wolny i nie ma żadnych zobowiązań.
Ewelina mieszkała w sporym, piętrowym domu. Jej rodzice wyjechali na weekend, dając jej tym samym okazję na zorganizowanie swojej imprezy urodzinowej. Wraz z trzema koleżankami to one „obsługiwały” imprezę. Jedna z nich otworzyła drzwi chłopakom, a następnie zaprowadziła ich na piętro, gdzie znajdowała się już większość zaproszonych gości.
Maciek był zaskoczony rozmiarami salonu, który po odsunięciu stołu na bok zdawał się być jeszcze większy niż zwykle. Sebastian tylko pokiwał głową z uznaniem. Do tego drogi sprzęt nagłaśniający. Na środku tańczyło już kilka par. Kilka osób znajdowało się też przy stolikach. Sebastian i Maciek tam poszli. Pełno zakąsek, chipsów, słonych paluszków. I oczywiście alkohole: piwo, wino, wódka, a nawet whisky.
- Rodzice musieli dać jej duży budżet – rzucił Maciek do Sebastiana, ale głośna muzyka zagłuszyła jego słowa. Na początek wypili po kieliszku i zaraz potem do bruneta przykleiła się rudowłosa Iza. Nie była lubiana w klasie, głównie ze względu na charakter. Zawsze myślała tylko o sobie, jeśli działała to tylko z korzyścią dla siebie, zdarzało jej się nawet wykorzystywać innych do swoich celów. Ale Ewelina powiedziała że nie robi wyjątków i zaprasza całą klasę, więc słowa musiała dotrzymać. Iza już wcześniej zagięła parol na Sebastiana. Chciała go uwieść, a podejście Sebastiana do dziewczyn ułatwiało jej zadanie. Zaproponowała taniec i nie czekając na odpowiedź pociągnęła go za sobą. Maciek został sam i nie wiedział co zrobić. Rozejrzał się dookoła. To nie był jego świat. Wypił drugi kieliszek, a potem wziął piwo. Oparł się wygodnie o ścianę i popijał je spokojnie, zastanawiając się dlaczego nie może być taki jak inni. Dlaczego nie ma odwagi by się odezwać, dlaczego nie może być pewny siebie, dlaczego się boi że nie zostanie zaakceptowany. Przecież jeśli nie spróbuje, sam siebie skazuje na to że będzie z boku, pomijany i niezauważany.
Wyszedł na balkon żeby zapalić. Powierzchnia bardziej jednak przypominała taras, tyle że na piętrze. Było tam może z trzy lub cztery osoby. Stanął przy barierce, postawił na niej piwo i odpalił papierosa. Minęła chwila i obok niego ktoś się pojawił. Nie zwrócił na to jednak uwagi.
- Nie wiedziałam że palisz – usłyszał dziewczęcy głos
- To już wiesz – rzucił obojętnie. Był zły na siebie że jednak tu przyszedł. Doszedł do wniosku że to jedynie strata czasu.
- Fajnie że przyszedłeś.
- Czy ja wiem? Odwróć się i spójrz na nich. Wszystkich. Przecież to nie moja bajka. Co ja tu do cholery robię?
- Przyszedłeś dobrze się bawić. Maciek, kuźwa, co z tobą? Nie pozwolę żeby ktokolwiek był smutny na mojej imprezie urodzinowej – dopiero teraz odwrócił głowę w bok i zobaczył że to Ewelina stoi obok niego – Dopal papierosa i chodź.
- Ale po co?
- Nie pytaj tylko chodź. Chcesz tak jak oni? No dawaj! - zachęcała go.

wtorek, 3 listopada 2015

Misja cz. 11

           Niewiele ponad godzinę później w szkole pojawiła się policja. Mężczyzna który znalazł pobitego Rafała zawiadomił odpowiednie służby, a te z kolei znalazły przy nim legitymację szkolną, która doprowadziła ich właśnie do pobliskiego budynku. Po krótkiej rozmowie z dyrektorem komisarze pojawili się w klasie II b.
- Podkomisarz Gonek i aspirant Kruczyński – kobieta przedstawiła siebie i kolegę. Na pierwszy rzut oka ogóle nie przypominała policjantki. Była drobna, niska, ale w tym ciele było tyle energii, a w głosie tyle pewności siebie, że nie trudno było zauważyć iż jest to silna osobowość.
- Przychodzimy tu w ważnej sprawie – kontynuował jej współpracownik – Wasz kolega, Rafał Holt, został dzisiaj pobity. Znaleziono go nieprzytomnego, rozumiecie co to znaczy?
- Ale czego państwo od nas oczekują? - wypaliła nagle Wiktoria, której wcale nie było żal Rafała. Uważała że zasłużył sobie na to swoim zachowaniem.
- Że nam pomożecie w ustaleniu sprawcy. Może Rafał miał jakichś wrogów, czegoś się obawiał?
Nikt jednak nie był w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Nikt, z wyjątkiem Sebastiana. Ten tylko spuścił wzrok, licząc na to że tajemnica zostanie dochowana. Oczywiście, podejrzewał że za pobiciem stoi Kasański. Był wręcz tego pewien. Ale mówiąc o wszystkim policji mógł także przysporzyć problemów przyjacielowi. Przecież przez pewien czas zadawał się z nimi, brał czynny udział w ich działaniach, więc mogły mu grozić jakieś konsekwencje. Postanowił że na własną rękę rozprawi się z Kasańskim. Niestety, ktoś jednak wskazał Sebastiana jako najlepszego kolegę Rafała. Policjanci poprosili by wyszedł z nim z klasy.
- Jak zachowywał się Rafał w ostatnim czasie?
- A jak miał się zachowywać? - wypalił chłodno – Normalnie. No... może był trochę smutny, bo dziewczyna go odrzuciła. A tak poza tym nic podejrzanego.
- Nie wydawał się jakiś taki dziwny, może bardziej uważny albo wycofany?
- Nie.
- Miał wrogów?
- Raczej nie, a przynajmniej nie takich, o których by wiedział. Owszem, nie wszyscy go lubią, ale tak żeby ktoś toczył z nim otwartą wojnę to nie.
- Czyli nie wykluczasz że to mógł być ktoś z waszej szkoły?
- Trudno powiedzieć. Równie dobrze to mógł być przypadkowy koleś, z którym się pokłócił i doszło do bójki.
- Nikogo nie podejrzewasz?
- Nie.
- Na razie to tyle. Gdyby przypomniało ci się coś ważnego, skontaktuj się z nami.
- Jasne – odparł bez przekonania, po czym wrócił do klasy. Policjanci wymienili między sobą spojrzenia.
- Coś kręci – stwierdził.
- Nie mówi nam całej prawdy – przytaknęła mu, uznając że warto będzie go obserwować.

           Tymczasem Filip i Adam przebywali w swojej kryjówce. Popijali piwo, choć nie było czego świętować – przecież ostatecznie nie udało im się złapać Agaty. Byli jednak pewni swego, że prędzej czy później dziewczyna znajdzie się w ich rękach. Ona i jej partnerka.
- O cholera – rzucił nagle Kor – Psy były w szkole.
- Było mięso to i węszą – w ogóle nie przejął się wizytą policji
- A jak do nas dotrą?
- Niby jak? Już po Błażeju węszyli i nic nie było, to i teraz nic na nas nie znajdą.
- A kumpel Rafała? Co jeśli im wyśpiewa o nas?
- Byłby wtedy cholernym idiotą. Chyba nie chciałby żeby jego lalce stała się jakaś krzywda, prawda?
- A kto go tam wie.
- Boisz się?
- Czego? Gościu nawet nie odważy się podskoczyć – Filip był na tyle przekonany o swojej sile, że nie dopuszczał myśli o starciu z Sebastianem. A gdyby nawet do niego doszło, był pewien iż to on wyjdzie z tego zwycięsko. Nie spodziewał się jednak że Sebastian szykuje odwet za pobicie Rafała.

Marta dowiedziała się o planach Sebastiana tuż przed ostatnią lekcją. Natychmiast chciała z nim rozmawiać, odwieść go od tego pomysłu. Niestety, on już omawiał plan z kolegami. Mimo to udało jej się odciągnąć go na bok.
- Co ty odpierdalasz? - postanowiła że nie będzie szczędziła ostrych słów, byle przemówić mu do rozumu
- O co ci chodzi?
- Jeszcze się pytasz! Dobrze wiesz o co. Chcesz się odegrać na Kasańskim. Sebastian, do cholery! - złapała go za ramiona – Odbiło ci? Chcesz być taki jak on?
- Nie chcę, wiesz dobrze że nie jestem zwolennikiem takich metod.
- To dlaczego to robisz?
- Bo to jedyny sposób. Takich jak on można pokonać tylko ich własną bronią.
Odwrócił się na pięcie, by wrócić do kolegów, ale ona przeskoczyła na drugą stronę i znów znalazła się przed nim.
- Sebastian, proszę cię – wyszeptała błagalnym tonem
- Będzie dobrze. Pogadamy potem – pogładził ją po ramieniu, chcąc ją uspokoić
- Sebastian – jej głos zabrzmiał śmiertelnie poważnie – Jeśli to zrobisz... to już nigdy w życiu się do ciebie nie odezwę.
- Nie możesz postawić mnie przed takim wyborem.
- Mogę. Bo tu chodzi o twoje bezpieczeństwo, dotarło do ciebie?!
- O twoje też.
- Słucham?
- Później ci wszystko wyjaśnię. Obiecuję ci że wszystko będzie dobrze. Zaufaj mi.
Pokiwała głową i wtedy stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewała. Sebastian tak po prostu, spontanicznie ją pocałował. Wszystkie uczucia wymieszały się w jej głowie. Była zaskoczona tym co zrobił, zmartwiona tym co ma się wydarzyć, a jednocześnie szczęśliwa, bo zdała sobie sprawę że jemu naprawdę na niej zależy. Pomimo że nie byli już parą, wciąż coś do niego czuła. To dlatego tak bardzo się o niego bała. I naprawdę wiele by dała, by wszystko dobrze się skończyło. Ale mogła niestety jedynie czekać.

           Do spotkania doszło w lasku pod szkołą. Sebastian, choć sam tego chciał, nie mógł odmówić bowiem Kasański zagroził że zrobi krzywdę Marcie, jeśli ten nie zechce z nim rozmawiać. Nie wiedział że to pułapka. Filip nie zamierzał go zastraszać. Wiedział że to na tyle silny charakter, by nie dać się złamać. Dlatego postanowił ostrzec go w inny sposób. Zamierzał zrobić z nim dokładnie to samo co z Rafałem. Ale teraz już nie sam z Adamem, a z całą swoją ekipą. Za drzewami ukryli się Adam, Aleks, Krzysztof, Hubert i Mikołaj.
- No dobra, czego chcesz? - spytał Sebastian, kiedy Filip się zatrzymał
- Chcę żebyś wiedział jedną rzecz. Do mnie się nie podskakuje.
W tym momencie jego koledzy wyszli z ukrycia i otoczyli Sebastiana. Ten zdał sobie sprawę ze swojej trudnej sytuacji. Rozejrzał się dookoła, po czym uśmiechnął smutno.
- Sześciu na jednego? Brawo. Gdzie wasza godność i honor? Gdzie wasz rozum? Słuchacie tego idioty jak stado baranów, jak jakieś pieprzone lemingi, które wierzą we wszystko co usłyszą. Całe to pieprzenie Kasańskiego to nie jest żadna idea. On nie ma żadnego celu. On potrzebował tylko bandy idiotów, która będzie w niego ślepo zapatrzona i będzie mu włazić w dupę bez wazeliny tak że aż stanie się dwudziestokrotnie większa niż przed rozpechaniem.
- Oj, grabisz sobie chłopcze – westchnął z pogardą Kasa
- Wiesz co? Ty jednak jesteś niedojebany. Naprawdę myślałeś że przyjdę sam. Serio? To powiem ci tylko tyle: pierdol się.
I wtedy jak na zawołanie wybiegli koledzy Sebastiana. Zaskoczeni ludzie Kasańskiego nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Pierwszą reakcją Wałki była ucieczka. Nawet nie próbowano go gonić. Zaskoczeni Krzysiek i Hubert szybko dali powalić się na ziemię, Adam próbował się wycofać i jedynie bronił się przed ciosami, nie atakując rywali. Tylko Kasański i Aleks Walski zażarcie walczyli. Ten pierwszy rzucił się na Sebastiana. Brunet ledwo dawał sobie z nim radę, ale nie śmiał prosić któregoś z kolegów o pomoc. Tymczasem Walski szybko tracił siły i dał się pokonać. Wtedy też ktoś odciągnął Filipa od Sebastiana. Ten złapał chwilę oddechu, po czym podniósł się i rozejrzał. Byli otoczeni przez policję. Stopniowo kolejne osoby podnosiły ręce do góry, aż w końcu wszyscy się poddali.
Po złożeniu zeznań i wyjaśnień Sebastian został wypuszczony z aresztu. Był trochę poobijany, ale nie czuł bólu. Przed wyjściem czekała na niego Marta. Kiedy tylko go zobaczyła, rzuciła mu się na szyję.
- Obiecałem ci że wszystko się dobrze skończy – powiedział cicho
- Dobrze? Bałam się że zostaniesz tam na dłużej albo że coś ci się stało...
- Marta, powiedz mi jedną rzecz. Czy to ty wezwałaś policję?
- Przepraszam.
- Nie masz za co. Ostatecznie dobrze się stało. Wiesz co? Chodźmy na spacer.

           Kilka tygodni później Rafał został wypisany ze szpitala i wrócił do szkoły. Jeszcze nie był w najlepszej formie, ale chciał szybko nadrobić zaległości i podziękować osobiście kolegom za to, że stanęli po jego stronie.
- Wiesz, wcale nie jestem z siebie dumny. Bądźmy szczerzy, nie mam z czego być dumny. Całe to wplątanie się do grupy Kasańskiego było głupie. Zachowałem się jak gówniarz, który nie dostał zabawki.
- Masz rację – Sebastian przytaknął, skinąwszy głową
- Może też niesprawiedliwie potraktowałem Agatę i Wiktorię. Ale ja po prostu nie umiem inaczej. I to nie dlatego że coś do niej czuję. Po prostu taki jestem. Taki trochę moherowy, tradycjonalista, realista. Zero romantyzmu, polotu czy fantazji. Albo coś jest białe, albo coś jest czarne. Nie ma czegoś takiego jak szare.
- A tak w ogóle to dlaczego nie powiesz głośno że kochasz Agatę?
- Bo po tym wszystkim zrozumiałem że to za duże słowo. Nie można kochać kogoś, kto cię odrzuca. Znaczy można, ale to już trzeba głębiej nad tym pomyśleć.
- To może lepiej nie wchodźmy w filozofię – Sebastian tak szybko zakończył temat, jak go zaczął
- W każdym razie moja misja skończona. Przebolałem, odpokutowałem, zrozumiałem. Teraz zajmę się nauką i za rok zdam tę cholerną maturę najlepiej jak się da.
- Ty i nauka – zaśmiał się – No na pewno.
- No dobra, z tym ostatnim to żartowałem – poklepał go po ramieniu, po czym jak za starych dobrych czasów poszli na wagary zamiast na ostatnią piątkową lekcję, czyli religię.