środa, 29 stycznia 2020

Czas nie leczy ran cz. 25

- Co ty tu robisz? - rzucił chłodno po chwili, wciąż mierząc ją wzrokiem. Marta wzięła głęboki oddech i podniosła głowę. Nie była pewna czy powinna mówić prawdę, choć Maciek zasługiwał na szczerość. Rozum jednak nakazywał jej milczeć.
- Marta – wycedził przez zęby. Chwycił ją za ramiona i potrząsnął lekko – To nie wygląda dobrze. Mamy cię zawinąć na komendę? Tego chcesz?
- Aresztujesz mnie? - spytała zdumiona – Nie włamałam się, było otwarte. Sprawdźcie zamki.
Czarnowłosy skinął głową w kierunku Mateusza. Mężczyzna zniknął na chwilę im z oczu. Po chwili wrócił, potwierdzając wersję kobiety.
- Zamek w ogóle nie działa. Możesz go przekręcać w nieskończoność i bezskutecznie.
- Świetnie – skwitował – Dlaczego nie zaplombowaliśmy drzwi?
- Uznaliśmy że skoro Kamiński mieszkał sam, a my mamy klucze to nie ma takiej potrzeby...
Maciek poczerwieniał ze złości. O ile ze względu na półmrok panujący w pomieszczeniu Mateusz nie mógł tego dostrzec, Marta stała wystarczająco blisko by zauważyć jego reakcję. Nie wiedziała czy teraz jest wściekły na nią, czy na kolegów z komendy.
- O co tu chodzi? - zwróciła się do blondyna, obawiając się odpowiedzi Maćka
- Kamiński nie żyje. Nie wiedziałaś?
- Nie – pokręciła przecząco głową – Chciałam z nim pogadać. Dostałam namiar, drzwi były otwarte, więc weszłam do środka by się rozejrzeć. Chwilę potem wpadliście wy.
Maciek podszedł do swojego dawnego partnera i szepnął mu coś na ucho. Ten skinął głową, po czym wyszedł na zewnątrz. Czarnowłosy w tym czasie obserwował Martę, ignorując jej pytania. Milczenie coraz bardziej irytowało kobietę, jednak ani przez chwilę nie traciła panowania nad sobą. Utrzymywała spokojny i głęboki oddech, mimo że niepokoiła ją tajemnicza wymiana zdań między mężczyznami. Kiedy Mateusz wrócił, teraz to on zwrócił się z czymś do Maćka.
- Możecie przestać szeptać między sobą i powiedzieć co jest grane? - rzuciła nieco poirytowana
- Co robiłaś zanim tu przyjechałaś?
- Jakie to ma znaczenie?
- Dostaliśmy telefon, rzekomo od sąsiada, że kręci się tu ktoś podejrzany. Dokładnie o 19:28. Jeżeli cię tu jeszcze nie było...
- Niech to szlag – zacisnęła pięści – Pieprzony śmieć! Specjalnie to zrobił!
- Wystawił cię, prawda? - Maciek zachowywał poważny wyraz twarzy, mierząc się wzrokiem z brunetką – Chciał żeby cię zamknęli. Żebyś znalazła się sam na sam z trupem w mieszkaniu, zostawiła ślady i stała się główną podejrzaną. Ale jak każdy plan, ten też miał wady. Po pierwsze, ciała już tutaj nie ma, bo byłem tu wcześniej. Po drugie... - westchnął ciężko, tracąc nagle cały chłód i opanowanie – Nie wiedział że trafisz na mnie.
- Przeznaczenie? - uniosła brwi, jednocześnie unosząc kąciki ust
- Tak, przeznaczenie – powtórzył drwiąco – Po prostu masz niewiarygodnego farta.
Pokiwała głową. Myślała że udało się jej załagodzić atmosferę, ale były to jedynie pozory. W głębi duszy Maciek bił się z myślami. Był na nią wściekły, ale coś nie pozwalało mu utrzymywać tej złości. Usiłował zachować profesjonalizm i dystans, lecz to też nie było łatwe. Miał do niej słabość i nie zamierzał się do tego przyznać. Nawet przed samym sobą.
- Co to za gość? - wtrącił nagle Mateusz – Chyba musimy się z nim rozmówić.
Brunetka zawahała się przez moment. Potrzebowała chwili, by ocenić swoje położenie. Co mogliby zrobić, gdyby nie zdecydowała się współpracować? A może powinna przestać brać wszystko na siebie i pozwolić sobie pomóc? Być może los nieprzypadkowo znów skrzyżował jej drogi z Maćkiem?
- Rafał Malewski – wydukała półszeptem, nie spodziewając się że panowie słyszeli już to nazwisko – Starszy aspirant Rafał Malewski.
Maciek i Mateusz wymienili się spojrzeniami. Nie mieli cienia wątpliwości że właśnie tak nazywa się partner Stawarskiego. Zyskali przekonanie, iż mężczyzna mógł faktycznie namieszać.
- Bierzmy się za niego – rzucił chłodno czarnowłosy

          Nie zastanawiając się długo, komisarze przystali na propozycję Marty. Brunetka poprosiła Malewskiego o kolejne spotkanie, w tym samym miejscu co wcześniej. Maciek i Mateusz mieli zostać w samochodzie i słuchać ich rozmowy przez telefon, by w razie potrzeby interweniować.
- Niezły pomysł żeby zadzwonić do niej i się nie rozłączać – blondyn pochwalił swojego byłego partnera – Nie wpadłbym że można w tak banalny sposób zrobić prowizoryczny podsłuch.
- Ja też nie – wzruszył ramionami – To był jej pomysł.
Na krótko zapadła cisza, którą przerwał Mateusz, kontynuując temat Marty.
- Ty to musisz ją naprawdę szalenie kochać – stwierdził z nutką niedowierzania – Że ci nie przeszło po tylu latach, po tym co ci zrobiła...
- Co? - skrzywił się nieco, nie chcąc zgodzić się ze słowami byłego partnera – Chcę tylko poznać prawdę. Nic więcej mnie nie obchodzi.
- Jasne – zaśmiał się cicho – Tłumacz to jak chcesz, ale sam siebie nie oszukasz.
- Stary... - westchnął, szukając kolejnej wymówki – Dobra, idzie ktoś. To on?
- Zaraz się przekonamy...
Obok Marty rzeczywiście zatrzymał się mężczyzna. Dokładnie tak samo ubrany jak wcześniej, ale to mogła zauważyć tylko ona. Wskazał ręką by przeszli dalej, w głąb alejki.
- Chodź na spacer – oznajmił, obejmując ją ramieniem
Czuła że traci pewność siebie. Intuicja podpowiadała jej że stanie się coś złego. Z drugiej strony miała wsparcie, wiedziała że jest pod obserwacją dwójki komisarzy. Ale nie to miało największe znaczenie. Ufała Maćkowi i to on miał być gwarancją jej bezpieczeństwa.
- Idę za nimi – czarnowłosy nie był w stanie wysiedzieć w miejscu. Nie zwracał uwagi na Mateusza, który próbował go zatrzymać.

- Co się dzieje? Nie spodziewałem się że zadzwonisz, a już na pewno nie że dzisiaj – zagaił Malewski kilka kroków dalej
- Kamiński nie żyje – oznajmiła drżącym głosem
Mężczyzna nagle zatrzymał się i zrobił krok w tył, odsuwając się od brunetki.
- Coś ty mu zrobiła?
- Ja?! On już tam leżał martwy – wyjaśniła krótko – Powiedz mi, co tu się do cholery dzieje?
- Myślisz że ja wiem? - wzruszył ramionami
- Na pewno więcej ode mnie – rzuciła z przekonaniem, graniczącym z pewnością – Nie mówisz mi wszystkiego.
- Dlaczego miałbym to robić?
- Właśnie tego chciałabym się dowiedzieć. Masz mnie za idiotkę? - warknęła poirytowana – Wystawiłeś mnie. Chciałeś żeby mnie zgarnęli za zabójstwo Kamińskiego.
- Dobrze się czujesz? - odparł sarkastycznie – Jaki miałbym w tym interes?
Nie mogła zdradzić wszystkiego. Nie mogła powiedzieć o konfrontacji z Maćkiem. Postanowiła go sprowokować.
- Chciałeś żebym dała ci spokój, więc postanowiłeś w prosty sposób się mnie pozbyć. Genialne, prawda? Nie przewidziałeś tylko że uda mi się pozostać niezauważoną. Nie doceniłeś mnie.
Mężczyzna pokręcił głową z niedowierzaniem. Rozejrzał się dookoła, a następnie wykorzystując moment zaskoczenia, sięgnął po broń i przyłożył ją Marcie do skroni.
- Sama tego chciałaś – wycedził przez zęby. Nagle kobieta poczuła szarpnięcie, a Malewski padł nieprzytomny na ziemię. Obróciła głowę i zobaczyła obok siebie Maćka.
- Nic ci nie jest? - zapytał, wciąż kątem oka dopatrując się jakiegokolwiek ruchu ze strony powalonego mężczyzny
- Nie – wyszeptała – Dzięki tobie.
Instynktownie wziął ją w ramiona i przytulił mocno. Jego serce zabiło mocniej. Zapomniał na chwilę o wszystkim dookoła, liczyło się dla niego tylko tyle że brunetka jest bezpieczna. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że delikatnie gładzi ją po włosach. Nie mógł pozwolić by stała się jej krzywda. Nie mógł dłużej się oszukiwać. Była dla niego najważniejsza, była jego całym światem i nie mogło tego zmienić nawet tyle złego, ile się wydarzyło.
Ta chwila nie mogła jednak trwać wiecznie. Maciek ocknął się i natychmiast odsunął od Marty. Pochylił się nad nieprzytomnym Malewskim.
- Trochę sobie pośpi – mimowolnie się uśmiechnął, po czym zwrócił do brunetki – Musisz mi pomóc. Zabieramy go do auta.
- Co chcesz zrobić? - zapytała z nutką niepokoju w głosie
Znała go wystarczająco długo, by wiedzieć że Maciek potrafi przekroczyć granicę, jeżeli sytuacja tego wymaga. Nigdy nie pochwalała tych kontrowersyjnych metod. Zawsze bała się, że za którymś razem czarnowłosy przesadzi i źle to się dla niego skończy.
- Wolałabyś nie wiedzieć – odparł tajemniczo
Po jej plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Zrozumiała że Maciek nie będzie miał żadnych skrupułów wobec mężczyzny, który groził jej bronią.
- Łap go za nogi – oznajmił, chwytając nieprzytomnego pod pachami i podnosząc z ziemi. Marta już o nic nie pytała. Wiedziała że czarnowłosy nie będzie chciał zdradzić szczegółów swojego planu. O ile miał jakikolwiek plan i nie improwizował.

1 komentarz :

  1. Bezimienny9971 lutego 2020 22:57

    Nie mam do czego sie przyczepic, jesli idzie o tego scena.

    OdpowiedzUsuń