środa, 12 lutego 2020

Czas nie leczy ran cz. 26

          Maciek, w przeciwieństwie do Marty, był zdecydowany i pewny siebie. Brunetka wciąż nie znała jego zamiarów i choć starała się ukryć związany z tym niepokój, nie uszło to uwadze mężczyzny. Usiłował jednak to zignorować, by w pełni skoncentrować się na swoim zadaniu. Wyciągnięcie informacji od Malewskiego miało rzucić nowe światło na sprawę i być może otworzyć przed nimi kolejne drzwi, które poprowadzą ich dalej.
We trójkę, wraz z Mateuszem, wywieźli nieprzytomnego policjanta za miasto, po drodze wstępując do sklepu monopolowego. Czarnowłosy nie uchylił nawet rąbka tajemnicy, w jakim celu potrzebuje aż dwóch butelek wódki. Przecież sam nie zamierzał tego pić! A może to dla Malewskiego? Ale czy Maciek wpadłby na tak banalny pomysł, by go upić, a następnie podjąć próbę rozmowy? Marta nie chciała w to wierzyć. Wewnętrzny głos podpowiadał jej, że musi coś zrobić, musi to przerwać, gdyż źle to się skończy. Jednocześnie czuła się całkowicie bezradna. Chłód i obojętność ze strony Maćka sugerowały iż kobieta nie ma już żadnego wpływu na niego.
- Ty zostajesz w samochodzie – zwrócił się do Marty, kiedy dotarli na miejsce
- Nie ma mowy.
- Zostajesz – powtórzył tonem nieznoszącym sprzeciwu
- Dlaczego? - nie chciała dać za wygraną. Maciek odwrócił głowę, by uniknąć kontaktu wzrokowego. Zawahał się, nie wiedział jak to wyjaśnić. Nie chciał pokazać przed nią swojej mroczniejszej strony, nie chciał być potworem w jej oczach, ale nie chciał też przyznać tego wprost.
- Nie zrobię tego przy tobie – wyjaśnił wreszcie cichym tonem – Zostań tutaj.
- To mnie uspokoiłeś – odparła ironicznie, krzyżując ręce na piersi. Mimo wszystko postanowiła zastosować się do jego polecenia. Miał jakiś pomysł i musiała pozwolić mu go zrealizować.
Mężczyźni wyciągnęli nieprzytomnego Malewskiego i zawlekli go kilka metrów dalej, na zbocze niewielkiej górki. Jak się okazało, był to nasyp kolejowy. Mimo że już kilka godzin wcześniej zapadł zmrok, noc nie była przesadnie ciemna. Bezchmurne niebo pozwalało dotrzeć sporej ilości światła odbijanej przez księżyc. Czarnowłosy, niezależnie od pogody i warunków, nie zamierzał korzystać z latarki. Nie obchodziło go także czy Malewski zobaczy jego twarz, czy go rozpozna. W tej chwili to on był panem sytuacji i musiał to jak najlepiej wykorzystać.
Maciek zakuł nieprzytomnego wciąż mężczyznę w kajdanki, a następnie ocucił, uderzając w policzek nieco mocniej niż było to konieczne. Chwilę później uniósł już rękę, by powtórzyć ruch, lecz dostrzegł iż blondyn powoli otwiera oczy. Mateusz w tym czasie odsunął się nieco dalej i niezauważony przez Rafała, obserwował cierpliwie całość zajścia.
- Wiesz kim jestem? - spytał Maciek, pochylając się nad jego głową – Wiesz – stwierdził z nutką zadowolenia w głosie, kiedy blondyn mimowolnie uniósł kąciki ust.
- Wiesz gdzie jesteśmy? - kontynuował – Kilka metrów pod górę, za twoją głową są tory kolejowe. Podniosłeś rękę na moją kobietę, chyba nie myślałeś że ujdzie ci to na sucho?
- Ona nie jest już twoja – odparł drwiąco, na co Maciek przewrócił go na brzuch
- Co nie zmienia faktu że podniosłeś na nią rękę – wycedził przez zęby – Dlaczego?
- Za dużo chce wiedzieć. Nigdy cię nie wkurzało że jest taka wścibska?
- To ja tu zadaję pytania – przypomniał ze spokojem, który wbrew pozorom zachowywał przez cały czas
- I co, zabijesz mnie? - zaśmiał się cicho – Wrzucisz pod pociąg?
- Chciałbyś – rzucił z tajemniczym uśmiechem – To by było zbyt proste. I żeby było jasne: dla ciebie, nie dla mnie. Zrobię ci coś, co zapamiętasz do końca życia. Każdego dnia będziesz żałował. Każdego dnia będziesz cierpiał. Cokolwiek będziesz robił, z tyłu głowy będzie ci towarzyszyła myśl że spotkała cię kara za twoje występki.
Maciek wiedział że w tym momencie musi zachować zimną krew i postępować zgodnie z ułożoną wcześniej w myślach wizją. Słowa nie wystarczą by wystraszyć Malewskiego. Musiał być także wystarczająco przekonujący w czynach. Przewrócił mężczyznę ponownie na plecy, sięgnął po butelkę wódki i odkręcił ją. Blondyn ani trochę nie wyglądał na przerażonego, choć nie zdołał ukryć zaskoczenia. Nie musiał długo się zastanawiać co mężczyzna zamierza zrobić z alkoholem, gdyż czarnowłosy przyłożył szyjkę butelki do jego ust. Rafał z chęcią połknął pierwszy łyk alkoholu, potem drugi.
- Twoje zdrowie – kpił sobie z czarnowłosego
- Lepiej wypij za swoje – odparł zadowolony – Dostaniesz więcej. Dużo więcej. A wiesz o czym jutro będą mówiły wszystkie lokalne media? Pijany mężczyzna zasnął na torach i stracił obie nogi. Cóż za skrajna bezmyślność i nieodpowiedzialność, prawda? Nikomu nie będzie żal. Idiota, pił na torach, selekcja naturalna – zaśmiał się – Ciesz się. Ciesz się póki możesz, bo to ostatnie minuty, kiedy masz wszystkie kończyny.
- Nie zrobisz tego – pokręcił głową, choć nie był już tak pewny siebie – Nie masz jaj, tylko tak straszysz.
- Ludzie, którzy nie mają nic do stracenia, nie mają żadnych hamulców – oznajmił półszeptem, po czym znów przystawił butelkę do jego ust i na siłę wlał do gardła większy niż poprzednio łyk przezroczystej cieczy.
- Chcesz zobaczyć miejsce wypadku na kilka minut przed tragedią? No chcesz?! - chwycił go pod ramię i szarpnął, podnosząc do pozycji stojącej
- Człowieku, przestań! - krzyknął rozpaczliwie, gdy Maciek zaczął prowadzić go na tory – Zostaw mnie, chłopie!
Bezskutecznie próbował się wyrwać. Czarnowłosy trzymał go zbyt mocno. Miał tylko jedną szansę by się uratować – musiał zacząć z nim rozmawiać.
- On by jej nie pozwolił skrzywdzić! - wypalił niespodziewanie
- On? - uniósł brwi zdumiony – Jaki on?
- Powiem ci, ale zejdźmy niżej – wysapał, z niepokojem wpatrując się w jedną z szyn, przy których się znaleźli – Proszę cię.
Maciek nie był przekonany czy powinien już odpuścić. Wyobraźnia Malewskiego zadziałała zgodnie z jego przewidywaniami, lecz wciąż nie miał pewności czy to wystarczająco dużo. Pomyślał jednak że w nerwach Malewski może zapomnieć o kilku istotnych szczegółach i z tego względu lepiej pozwolić mu na odrobinę spokoju.
- Pamiętaj że w każdej chwili możemy tu wrócić – ostrzegł, nim sprowadził go na bezpieczną odległość. Kiedy Maciek zobaczył, że naprzeciw stoi postać, jego serce przyspieszyło. Po prostu pchnął Malewskiego na ziemię, a sam podszedł do brunetki.
- Jak długo tu stoisz? - zapytał, zatrzymując się dopiero tuż przy niej. Patrzyła na niego zaszklonymi oczyma. Była przerażona tym co zobaczyła i usłyszała. Właśnie tego chciał uniknąć. Choć wiedziała że potrafi przekroczyć granicę, nigdy nie była tego świadkiem.
- Wystarczająco długo. Powiedz że byś tego zrobił – wyszeptała – Powiedz, proszę cię. Nie jesteś taki. Zaprzecz, kurde, no! Maciek, do cholery!
- Pogadamy potem – rzucił sucho, po czym wrócił do Malewskiego. Nie mógł teraz powiedzieć prawdy, nie chciał by blondyn w tym momencie usłyszał że padł ofiarą sprytnego blefu. Pochylił się nad nim, pomógł mu usiąść. Otwierał już usta, by zadać pytanie, ale ubiegła go Marta.
- Chciałeś mnie wrobić w zabójstwo Kamińskiego – oznajmiła, siląc się na pretensjonalny ton
- To nie tak – pokręcił głową – Nie wiedziałem że oni tam będą.
- Jasne – nie wierzyła w jego wersję – Po co mnie tam wysłałeś?
- Żebyś się z nim spotkała. Nie, nie z Kamińskim – dodał szybko, by uprzedzić wybuch złości z jej strony – Z tym, którego szukasz.
- Słucham? - uniosła brwi zdumiona – Więc to jemu mnie wystawiłeś?
- On nie zrobiłby ci krzywdy.
- Zaraz, zaraz, po kolei – wtrącił poirytowany ignorowaniem Maciek – Jaki on? Co w ogóle się wydarzyło trzy lata temu?
- Marta przyszła do mnie po pomoc. Twierdziła że została uprowadzona, ale policjant pod przykrywką pomógł jej w ucieczce. Tylko że... to nie był żaden policjant – westchnął ciężko – To było zaplanowane. Od początku wiedziałem że przyjdzie, miałem przygotowane dokumenty, pieniądze, wszystko. Miałem ją odciąć od całego dotychczasowego życia, od rodziny, znajomych, wszystkiego. Miałem to wszystko zniszczyć, żeby została sama, bez niczego, nawet bez przeszłości. Wyzerować wszystko, dać jej czystą kartę by zaczynała wszystko od nowa.
- Po co? - spytała sama zainteresowana
- On tego chciał. On za wszystkim stoi. Sprzedawali dziewczyny do Niemiec, tamtejsza banda rozprowadzała je dalej do burdeli po Europie. Ty też miałaś podzielić ich los – zwrócił się do brunetki
- Więc dlaczego tak się nie stało?
- Zakochał się w tobie. Tak po prostu – roześmiał się – Rozumiecie? Zobaczył kobietę, mężatkę, którą sami porwali, która węszyła wokół nich i mogli przez nią trafić za kratki. A on się kurwa zakochał. Odbiło mu. Stwierdził że musi ją mieć, znaczy ciebie – kątem oka spojrzał na skwaszoną minę kobiety – Chciał rzucić wszystko i zacząć nowe życie. Wtedy ułożył ten cały plan. Umożliwić ci ucieczkę, a potem odciąć od dotychczasowego życia. Zmusić byś zaczęła wszystko od nowa, byś mogła ułożyć sobie życie razem z nim.
Pokiwała głową. Brakujące elementy tej układanki powoli się układały.
- Potrzebował jednak nieco czasu, by zamknąć dotychczasowe sprawy – kontynuował Malewski – Przecież nie da się odejść tak z dnia na dzień. Stopniowo eliminował kolejnych ludzi. Kto wiedział za dużo, kończył żywot. Kogo mógł, wsadził za kratki. Grupa się rozpadła, a on wtedy mógł się zająć tobą.
- Cóż za piękna, romantyczna historia – kpił Maciek, nie chcąc wierzyć w słowa policjanta – Szkoda tylko że bez happy endu. W takim razie, czym mu przeszkadzał jej ojciec? Nie pobłogosławił tego związku?
- Znalazł go, odkrył prawdę. W każdej chwili mógł go zdemaskować.
- Kamiński?
- Kozioł ofiarny. Na kogoś trzeba było zrzucić winę.
- Dobra, dość pieprzenia – rzucił poirytowany – Prawdę odkryjemy sami, dawaj nazwisko.
O ile Malewski na dotychczasowe pytania odpowiadał szybko i konkretnie, tym razem milczenie się przeciągało. Czarnowłosy zapewne straciłby cierpliwość, gdyby nie Marta, która niespodziewanie chwyciła go za rękę.
- Maciek, to się klei. Ja wiem kto to jest – oznajmiła, oddychając głęboko i patrząc przed siebie w niewidoczny dla innych punkt

4 komentarze :

  1. Część trzymająca w napięciu, gratulacje. Z jednej strony cieszę się, że sprawa się powoli wyjaśnia, a z drugiej absolutnie nie chcę, żeby to opowiadanie się kończyło, bo jest za dobre.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy sposób na zdobycie kobiety... Powoli wszystko zaczyna się wyjaśniać. Nie mogę się doczekać rozwiązania i tego, co się wydarzy (lub nie) między Martą a Maćkiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, nadrabiam czytanie Twoich opowiadań bo dawno mnie tu nie było, ale na razie brak mi czasu :( Ale przeczytam na pewno. Jakbyś miał ochotę to zapraszam, póki co wróciłam https://opowiadania-ulcia.blogspot.com/ Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Opowiadanie zaczyna sie juz powoli coraz bardziej wyjasniac. Jestem strasznie ciekaw rozwiazania.

    OdpowiedzUsuń